witam wszystkie Mamuśki:)
tak jak powiedziała SuperN., czuję się normalna, choć moja lista grzeszków zahacza o ''Wasze'' na liście i milion pewnie innych. Mam/y na wychowaniu trójkę szkrabów: prawie 7, skończone 4 i 2,5 roczku. Dwóch synów i córunię w środku ;) Jestem szczęśliwa, czuję się kochana i kocham ;). Mężul całymi dniami pracuje, ale jak może to pomaga i w sumie to nigdy nie było inaczej, jakoś tak się podzieliliśmy, świadomie, jak to mówią...
Nie pracuję,choć mój etat jak nas wszystkich to 24 h/dobę, a doba ma 36 godzin ostatnio...
W styczniu minęło 7 lat jak jestem w domu. W międzyczasie tak zwanym obroniłam studia, z małym Pierworodnym na ręku [miał 10mcy].
Dopadł mnie [chwilowy] jak co roku o tej porze - kryzys, ideologiczny chyba...
Mamy taka fajną Rodzinkę, Maluchy są super, jest tak, jak byśmy sobie wymarzyć nie mogli w czasach randkowania, a jednak czasem aż strach bierze na to, co może być, a co będzie za czas jakiś. Jesteśmy młodzi jeszcze, dzieciaki małe, całe dnie i noce często poświęcamy tym naszym skarbom. Rezygnujemy ze swoich planów, ustawiliśmy korzystanie z życia pod dzieci...
Babcie, nasze -Mamy za młode, wypracowały już lata pracy, ale muszą do emerytalnego dociągnąć, więc jeszcze 6lat. Pomagają jak mogą w weekendy, w czasie choroby, ale na co dzień jesteśmy sami z małymi. W strategicznych momentach możemy na nie liczyć, bardzo!!! Są Kochane:) Dziadkowie też, żeby nie było, że o nich nie wspomniałam...
Ale ja też kiedyś chciałabym pójść do pracy, ale mam ''tylko''studia, a mój średnio-zaawansowany francuski i angielski leżą i kwiczą przez zaniedbanie. Nie widzę możliwości dokształcenia, bo kto zostanie z dziećmi??
Nie przysługuje nam żłobek [oblegany, w budynku obok] bo ja nie pracuję. O przedszkolu też mogę zapomnieć, bo nie pracuję, a pierwszeństwo przed rodziną wielodzietną mają samotne matki i dzieci obojga rodziców pracujących. Może lepiej było ślubu nie brać i niewychowywać dzieci w duchu tradycji, miałabym większe prawa u urzędników żłobkowo-przedszkolnych oraz w opiece.
A gdzie ja znajdę opiekunkę na etat z gotowaniem obiadu, sprzątaniem, opieką dla trójki dzieci [w skład obowiązków zaprowadzenie do zerówki Pierworodnego, wyprowadzenie na spacer małych itd...], żeby móc się spełniać zawodowo, pójść na szkolenie, pracować na emeryturę i takie tam??
Jak już wspomniałam chciałabym pójść do pracy. Nie lecą mi lata pracy, ale jestem ubezpieczona u męża w firmie;) Dobre i to. Pomagam mu jak potrafię, nawet małą księgowość wstępnie mu prowadzę i ogarniam, poza tym, że ma cieplutki obiad codziennie i kawę o poranku ;)
Zapomniałam dodać, że od Państwa nie pobieramy żadnych świadczeń, bo mąż wykazuje za wysokie dochody. Ukłonem w stronę rodziny wielodzietnej, jak nas urzędnicy zwą, jest nie płacenie czesnego w państwowym przedszkolu, bo mamy trójkę dzieci na utrzymaniu ;)) ale i tak nie ma szans na to przedszkole, więc cóż. . .
I teraz aż mi się gotuje, gdy słyszę o parytetach, dłuższym macierzyńskim i takich tam. Becikowe było miłym dodatkiem do domowego budżetu :)
A gdzie one są?? W domu mąż, jak już zjedzie, to stara się pomagać, zająć dzieciakami, wysłać mnie na zakupy, na ciuchy lub na herbatkę do Mamy, bym sobie odmieniła na chwilę:) Najczęściej biję się z myślami, bo przecież ten człowiek mój najukochańszy też całymi dniami zachrzania na nasze utrzymanie.
W Polsce mamy takie warunki, że gdy jesteś w ciąży, a potem masz malutkie dziecko, to jesteś w centrum uwagi, przez trzy miesiące, a potem rodzinka zostaje sama ze sobą.
Mam skończone 30 lat:) Wyższe wykształcenie, najukochańsze dzieciaki i meżula pod słońcem.
Wstaję co dzień po 6, a padam na twarz w nocy, różnie. Ostatnio zaczęłam kończyć książkę, rozpoczętą ponad pół roku temu.
Kocham moją codzienność, choć nie powiem, nie mam cierpliwości nie raz i nie dwa. Czasem zdarza się zamówić kurczaka z frytkami, żebym nie musiała znowu w garach stać, a na jutro jak zostanie to jeszcze potrawka będzie na drugie ;). Czasem padam na kwadrans koło małych jak drzemią w dzień. Mam wyrzuty, że mogłam w tym czasie coś jeszcze zdziałać, ale nie ma bata, zasypiam jak zabita.
Uwielbiam pomysłowe zabawy tworzone przez maluchy, wyprawy na spacery w nieznane, wycieczki samochodem za miasto, rodzinne wypady na ryby lub do znajomych. Uwielbiam patrzeć, jak się bawią, śpią, krzyczą, kłócą niesfornie, uwielbiam pasjami. Uwielbiam, kocham, fascynują mnie i pasjonują. Z trwogą myślę, że zbliża się czas, gdy trzeba będzie zmienić, tę moją sielankę, dzieci rosną. I co dalej? Nie mam nic. Nawet konta w banku nie mogę założyć, bo nie wykazuję stałych dochodów, że nie wspomnę o chwilówce w renomowanym banku, bo dla Państwa i Banków jestem delikatnie mówiąc nikim. Przecież nie mam dochodów.
Z trwogą myślę tylko o tym, Ze jak już odchowamy dzieci dla Ojczyzny to będę miała kapitał na przyszłość, wsparcie i miłość dzieci, ale sama dla siebie nie mam nic. Nawet uprawnienia do emerytury.
Takich jak ja, jest wiele, tu na osiedlu i wśród znajomych i to się nie zmieni.
Dziewczyny wychowują dzieci, poświęcając wszystko z uśmiechem na twarzy lub grymasem po nieprzespanej nocy, wstajemy co dzień, bo maluch czeka :)) Nasi meżowie, pracują cieżko, cały dzień -wracając po nocy, dzieci prawie ojca nie widzą, bo wychodzi jak śpią, wraca jak już śpią, albo wyjeżdząją o poranku w poniedziałęk by wrócić w piątek na weekend:) Albo pracują na 2 zmiany w zakłądzie, wracając do domu już myślą, komu i co dziś zrobią by dorobić do marnej pensji, i niby w domu, ale nadal nieobecni. Albo wyjeżdżają na tydzień, dwa, miesiąc, pół roku na delegację za granicę i wtedy to już radź sobie sama, bo nie masz wyboru. Nie mamy, nie mam wyrobu, być dzielną :)
A etap mam jeden z cięższych, podobno :)), ale przecież jestem Dzielna, jak to wielu mówi :)
Jestem szczęśliwa, mnożę miłość dla naszej rodzinki, nie dzielę, a czas mam jeden i co dalej. . .
nawet zaplanować nie bardzo jest jak?
:-)
Pozdrawiam Wszystkie Mamuśki:) i SuperN. !!
Blanka