niegrzecznemamuski.blogspot.com

wtorek, 8 marca 2011

Zabawy i zabawki - temat z maila

Witam mamuśki!

Temat był już poruszany wielokrotnie przy innych okazjach, ale pomyślałam, że warto byłoby zrobić z tego osobny wpis.

W jakie zabawy i czym bawią się Wasze dzieci? W co bawicie się ze swoimi dziećmi (szczególnie z tymi młodszymi poniżej roku)?

Moja niespełna półroczna córa ma oczywiście swoje zabawki, ale poza tym lubi: targać gazety, stukać rękami i nogami (np. dłońmi w lustro) lub uderzać jednymi przedmiotami w drugie (np. bębnić łyżką w puszki z mlekiem i herbatkami). Kocha piloty np. do telewizora i komórki (to ponoć typowe dla tego wieku) - gryźć i uderzać nimi o jakąś powierzchnię. Kupiliśmy jej komórkę do zabawy, ale niespecjalnie przypadła jej do gustu. Gdy jemy posiłek obserwuje nas, chce chwytać jedzenie i go zgniatać, gryźć kubek i uderzać talerzem o blat (na co oczywiście nie pozwalamy, ale były takie próby). Dużą przyjemność sprawia jej ciągnięcie mamę za włosy i ściąganie jej okularów. Gdy dostała dwie reklamówki zabawek od swojej chrzestnej, (przynajmniej na początku) najbardziej była zainteresowana reklamówkami. Uwielbia ssać metki,a ja nieopatrznie i z rozpędu, gdy obcinałam je przy jej ubrankach (dla wygody), pozbyłam się także tych przy zabawkach (dla estetyki)... Kiedyś widziałam na allegro gryzaka Pana Metkę: ludzika z wszytymi metkami - wtedy byłam bardzo zdziwiona tym pomysłem, a teraz myślę, że córeczka pokochałaby Pana Metkę.

Hania ma zarówno prostsze i tańsze zabawki, jak i droższe i bardziej zaawansowane technicznie, multimedialne i interaktywne - lubi bawić się i tymi, i tamtymi, ale te ostatnie bardziej chyba cieszą rodziców niż dzieci. Łapię się na tym, że czasem tak mi się podoba jakaś zabawka dla niej, że nie mogę się opanować i kupuję. Sprawia mi to dziką przyjemność, dużo większą niż wybieranie ciuszków dla siebie. Potem tego czasem żałuję...

Kiedy chodziłam na kurs metodyczny nauczania języka angielskiego zapamiętałam słowa swoje metodyczki, że najlepsze są takie pomoce dydaktyczne, które da się wykorzystać wielokrotnie, w różny sposób, w różnych sytuacjach i przy okazji różnych tematów. Tak jest też z zabawkami. Dla mnie taką wszechstronną zabawką jest wieża z kręgów (lub z kubeczków różnej wielkości). Na razie córeczka na nią patrzy, rozkłada na części, stuka kręgami, przekłada przez szczebelki i wyrzuca z łóżeczka, a przede wszystkim gryzie. Potem nauczy się ją składać, przyda się przy nauce kolorów, wielkości i liczenia. Pewnie wymyśli też wiele nowych zaskakujących zastosowań. Wieży kubeczkowej jeszcze nie ma, ale jest fajna z tego względu, że poza wcześniejszymi sposobami, można także wkładać kubeczki jeden w drugi oraz stawiać z ich pomocą babki.

Z córcią bawimy się też w różne rodzaje koników:
1. Sadza się ją na kolankach przodem lub tyłem, podrzuca pupcią i mówi rytmicznie: "Jedzie, jedzie pan, pan / na koniku sam, sam. / Jedzie, jedzie chłop, chłop / na koniku hop, hop."
2. Sadza się ją na kolankach przodem lub tyłem, podrzuca pupcią i mówi: "patataj, patataj". Co jakiś czas mówimy "piach, piach" chwiejąc ją delikatnie na boki, "kamienie, kamienie" podrzucając delikatniej, ale szybciej, "przeszkoda" podnosząc wysoko w górę albo "bach" sadzając ją obok.
3. Sadza się ją na swoim brzuchu (w leżeniu na plecach), twarzą do siebie, podrzuca pupcią i klaska językiem tak, jak jedzie konik. Co jakiś czas podnosimy ją wysoko w górę trzymając pod paszki i mówimy "frrrr".

Pozdrawiam,

ED

2 komentarze:

  1. Jeśli mogę wtrącić słówko do fragmentu o jedzeniu... Moja córka ma 14 miesięcy i od momentu jak nauczyła się siedzieć a do niektórych potraw też żuć dwoma zębami, pozwalamy jej na "zabawę" jedzeniem. Napisałaś, że jej nie pozwalacie na to, ale to pewnie wynika jeszcze z wieku. Córka też bardzo lubi wszystko zgniatać i cokolwiek dostanie do rączki od razu testuje, czy przeciśnie się między paluszkami. Dajemy jej różne smakołyki właśnie w trakcie naszego jedzenia. Sadzamy ją do kojca, wyjmujemy wszystkie pluszaki i dajemy np. ziemniaki w plastikowej miseczce, kukurydzę z puszki w kubeczku, plasterki wędliny lub serka pokrojone w drobną kosteczkę, rozgotowany makaron, kostkę z kawałkami mięsa kurczaka /tak kostkę:), tylko najpierw trzeba oderwać ten szpikulec/, fasolkę szparagową a czasem nawet słoiczek z odrobiną owoców i bezpieczną łyżeczkę. Frajdy przy tym co nie miara. Pobudza to wiele zmysłów i dziecko nabywa zdolności manualnych. Oczywiście, że się upaćka, ale dlatego trzeba sobie zorganizować przestrzeń wokół, żeby straty były jak najmniejsze. U nas za każdym razem noga od kurczaka zostaje obgryziona do samego szpiku, dziąsła wymasowane, brzuszek najedzony, dziecko szczęśliwe. Czego chcieć więcej? :) Pierwsze udko zmaltretowała jak miała 6 miesięcy właśnie. Ostatnio córka ukradła mi z talerza kotleta schabowego i nie było dziecka przez 20 min:) Na obiad miałam samą surówkę ale było warto :)
    Póki Twój maluszek jest jeszcze malutki i boisz się, że się czymś zakrztusi, możesz zacząć od zgniecionych ziemniaczków lub innych ugotowanych na mięciutko warzyw. Później już pójdzie z górki:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogie mamuśki jest taki blog - http://tworczyrozwoj.blogspot.com/ gdzie mama trójki dzieci dzieli się pomysłami na zabawy, przeważnie bez zabawek właśnie. Naprawdę fajne pomysły.

    OdpowiedzUsuń