niegrzecznemamuski.blogspot.com

niedziela, 29 maja 2011

MAMO, TATO – MAM WCZEŚNIAKA! - temat z maila

5 komentarze

Od momentu kiedy po raz pierwszy przeczytałam Waszego bloga, jestem u Was systematycznie i uwielbiam czytać o Waszych przeżyciach i doświadczeniach.

Zawsze myślałam, że będę równie wyluzowaną Mamą co Wy, ale nic z tego. Wszystko zmieniło się 15 stycznia 2010 roku kiedy to w 28 tygodniu ciąży miałam poważny wypadek samochodowy z moim mężem.

Karetka, szpital, brak wystarczających badań, 3 godziny czekania w poczekalni na USG sprawdzić czy w ogóle mój syn jeszcze żyje. W pierwszej dobie wypisana na własne życzenie – całe szczęście! Po 5 dniach od wypadku szpital św. Zofii w Warszawie. Trafiłam tam z poważnym krwawieniem, zagrożeniem życia mojego (nie mówiąc już o życiu naszego ludzika). Cięcie cesarskie, dziecko żyje, waga 1 200 g, był tak mały że mieścił mi się na dłoni. Trzy miesiące hospitalizacji, codziennie nie wiedziałam czego się spodziewać jak wchodziłam do szpitala, nie wiedziałam czy będzie żył. Jak tylko widziałam go w inkubatorze byłam spokojna, mimo tysiąca rurek, respiratora, piszczących aparatur i całej masy lekarzy, którzy nie wiedząc co będzie jutro.

To wszystko co przeżyliśmy spowodowało moje przerażenie o narodzinach zamiast cudownych milutkich początkach. Jako jedyna w szpitalu nie miałam dziecka (w pierwszej dobie zabrali go do Instytutu Matki i Dziecka z zagrożeniem życia), a fotograf przychodził chyba codziennie robić zdjęcia ślicznym bobasom. Masakra!!!

Dzisiaj ma już 11 miesięcy, krzyczy, płacze, ząbkuj, raczku, siada… I wiem że wszystko co najgorsze za nami. Natomiast to wszystko nie zmienia faktu, że permanentnie jestem podenerwowana. Nie potrafię się wyluzować jak Wy. Może to przyjdzie z czasem, kiedy te
wszystkie złe rzeczy pójdą w niepamięć.

Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że kiedy ktoś poznawał naszą historię od razu chciał się licytować, „ja miałam straszy poród”; „moja córeczka też urodziła się za szybko” – pytam jak
wcześnie: „35 tydzień, ważyła 3 kg”!!!; „mój syn podczas porodu tracił tętno”. Nasz tracił je średnio co 15 min!!!

Zacznijcie doceniać to jakie macie wspaniałe dzieciaki i to co napisała Mama w poprzednim artykule, nie porównujcie dzieci. One są tak różne. Każde dziecko ma na wszystko w
odpowiednim momencie czas. Pamiętajcie też, że nie każde dziecko miało tak łatwe początki jak Wasze i nie każda Mama ma w sobie tyle luzu, jeśli czuła oddech śmierci własnego dziecka przez wiele tygodni.

e.

sobota, 28 maja 2011

Pomoc - temat z maila

0 komentarze
Hej,

Pisze do Was w sprawie jakich pewnie macie nie mała, ale chciałabym WAS prosić o pomoc.

Chodzi o mała dziewczynkę, która choruje na neuroblastom – złośliwy nowotwór.

Zosia to rówieśniczka mojej córki, poznałyśmy się na forum dla oczekujących na dzidzie już prawie 2 lata temu. Urodziła się zdrowa, ale po pewnym czasie zaczely się problemy miała anemie i pojawil się na skroni guz.. okazalo się ze to rak, którego ma masę przerzutów w swoim małym ciałku. Na dzień dzisiejszy Zosia jest po autoprzeszczepie we wrocławskiej klinice.

Wraz z pozostałymi dziewczynami robimy co możemy by im pomóc ( same robimy składki, wysylamy pieluchy, ubrania zabawki). Teraz potrzebna jest krew i pieniądze. Nawet najmniejsze wplaty pomogą rodzicom w miare normalnym funkcjonowaniu i skupieniu się na zdrowiu dziecka..

Jeżeli będziecie mogły nam pomóc będziemy bardzo wdzięczne. Każdy wpis na Waszym blogu da nam możliwość pomocy Zosi i jej mamie Judycie.

Poniżej wklejam linki:

BLOG ZOSI, gdzie jest info o zbiórce krwi jak i pieniążków

Nasze forum



Pozdrawiam serdecznie

Dagmara

niedziela, 22 maja 2011

Była sobie ciąża... - temat z maila

5 komentarze
...a wraz z ciążą wielkie szczęście, że tak oto "planowana niespodzianka" za jakieś 8 m-cy pojawi się w naszym życiu:D I jak to w życiu bywa, wraz z cudowną wiadomością, posypały się "cudowne" wiadomości...

Rozdział I Ciąża-początki
1. Nie cieszcie się za bardzo, dziecko to przecież wydatek.
2. Niedługo to Wam się wszystko skończy. Wszystko.
3. Stracicie swoją tożsamość, intymność, prywatność...
4. Czy Wy w ogóle wiecie co to znaczy mieć dziecko?
5. Dziecko fajnie jest mieć, ale jak ma już ze 2 latka
6. Jak to nie chcecie znać płci??!!??!!

Rozdział II Przygotowania
1. Po co Wam szkoła rodzenia???
2. Po co Wam przewijak, łóżeczko turystyczne, podgrzewacz do butelek, itd.
3. Tylko mięczaki proszą o znieczulenie podczas porodu.
4. Zamierzasz karmić piersią..?!?!
5. Co najmniej przez cztery pierwsze miesiące będziecie wstawać do dziecka co 2h.

Rozdział III Jest i Dziecko
1. Wy Go tak CAŁY CZAS na rękach trzymacie???
2. Kolki..? -no cóż moje tego nie miały, ale wiadomo- cudowne geny
3. Aż tyle waży?? No, ale nie dziwota, skoro tak Go karmicie...
4. Płacze..? -ale kto powiedział, że Wasze Dziecko będzie tak cudowne, wspaniałe i idealne jak nasze:D
5. Ale Kochana, kawka z koleżanką(aż dwugodzinna)kiedy Dziecko ma 2tygodnie?? Nie za szybko zaczynasz myśleć o sobie??
6. 30kg ponad normę...zawsze się śmieję z takich dziewczyn, które przed ciążą miały figurę, a po- no cóż przyzwyczaj się, hehehe
7. Oooo, macie kolejną taką samą zabawkę jak my- papugi jedne...
8. A z resztą co Wy możecie wiedzieć....gówniarze jedni...buahahaha


EPILOG:
Jeżeli miałabym opisać wszystko to, co usłyszeliśmy w trakcie ciąży, przed porodem i przez ostatnie 4 m-ce życia naszego Dziecka, rozdziałów wyszłoby z 20...Ale sens jest taki- jako młoda matka(stażem, bo nie uważam się za gówniarę...26lat- myślę, że wystarczająco, Mąż- 28), uważam że można radzić, można pomagać, można sugerować, ale powinno się przy tym zachować choć odrobinę szacunku dla odbiorcy. Nie nastawialiśmy się, że będzie kolorowo, że w nocy z ogromną przyjemnością będziemy wstawać do Młodego, że będziemy się cieszyć z kolek itd.....Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie raz i nie dziesięć będziemy zmęczeni, zniechęceni, że będziemy padać jak te muchy przy nieprzespanych nockach, że będą zdarzać się płacze nie do opanowania, itd. Ale też wiedzieliśmy,że przy takich chwilach(a raczej po nich) będziemy potrzebować czasu tylko dla siebie. I tak czy kawa od czasu do czasu i spotkanie się ze znajomą to coś złego??? Czy może mamy czekać, na depresję, bo od pół roku mamy "dzień świstaka" a ostatnio co dla siebie zrobiłyśmy, to zamieniłyśmy spodnie ciążowe na dresy...
Szacunku, zrozumienia i pokory.
Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko- wzięliśmy pod uwagę każdą opcję, która przyszła nam do głowy. Ale zamiast na pierwszym miejscu stawiać te gorsze chwile, myśleliśmy tak: będą kolki, nieprzespane noce- wynagrodzone uśmiechem; będą nieokiełznane płacze- wynagrodzone pierwszym wybuchem śmiechu, nie do opanowania; czasami trzeba odłożyć to co się teraz robi, albo zaplanowało, "zrezygnować z siebie"- wynagrodzone głaskaniem małych rączek po rodzicielskiej buzi...i wiele innych. Gorsze chwile się zdarzają, ale wynagradzają je nam te przyjemniejsze;)
Zdaję sobie z tego sprawę, że jesteśmy tylko ludźmi, którzy w swoją naturę mają wpisane dzielenie się swoimi doświadczeniami. Ale wystarczy powiedzieć dwa zdania więcej, ubrać je w łagodniejsze słowa- i od razu człowiek chętniej słucha innych;) Chcemy przekazywać dalej swoje spostrzeżenia, dzielić się nimi, ale nie rozumiem dlaczego większość doświadczonych bardziej Mam, często robi to z jakąś dziwną ironią...??? I młodsi nie muszą być wcale głupsi... Bo czy to głupota na 3h nie spania między drzemkami, trzymać Dziecko na rękach przez jakieś 30min??? Jak dla mnie nie.... Tak samo nie idzie czasami nie kupić tej samej rzeczy jaką mają znajomi!!! A jedzenie....Junior zjada mniej "zalecanej dziennej dawki" dla bobasów w Jego wieku...a że tak przybiera na wadze...??? Taki widocznie ma już organizm... I te nieszczęsne kilogramy....nie nie- ja wcale nie jadłam za dwoje. Po prostu nie ruszałam się tyle ile przed ciążą, a do tego...może było mi potrzebny taki zapas "energii", bo poród miałam baaardzo ciężki, więc może...

I ostatnia puenta:
Rozmawiajmy, wspierajmy się nawzajem, dzielmy się doświadczeniami, radźmy innym i radźmy się innych, słuchajmy, pocieszajmy, rozumiejmy innych, ale przede wszystkim miejmy szacunek dla innych Mam, starajmy się zrozumieć Ich sytuacje- a co za tym idzie, takie a nie inne wypowiedzi na dane tematy. I miejmy też trochę pokory do samych siebie. Bo każda z nas ma cudowne Dziecko/Dzieci, lepszych Mam niż my nie mogłyby mieć. Każda z nas jest najwspanialszą Mamą dla własnego tylko Dziecka :))



Pozdrawiam:)
M.

niedziela, 8 maja 2011

Codzienność:) - temat z maila

10 komentarze

witam wszystkie Mamuśki:)

tak jak powiedziała SuperN., czuję się normalna, choć moja lista grzeszków zahacza o ''Wasze'' na liście i milion pewnie innych. Mam/y na wychowaniu trójkę szkrabów: prawie 7, skończone 4 i 2,5 roczku. Dwóch synów i córunię w środku ;) Jestem szczęśliwa, czuję się kochana i kocham ;). Mężul całymi dniami pracuje, ale jak może to pomaga i w sumie to nigdy nie było inaczej, jakoś tak się podzieliliśmy, świadomie, jak to mówią...

Nie pracuję,choć mój etat jak nas wszystkich to 24 h/dobę, a doba ma 36 godzin ostatnio...

W styczniu minęło 7 lat jak jestem w domu. W międzyczasie tak zwanym obroniłam studia, z małym Pierworodnym na ręku [miał 10mcy].
Dopadł mnie [chwilowy] jak co roku o tej porze - kryzys, ideologiczny chyba...

Mamy taka fajną Rodzinkę, Maluchy są super, jest tak, jak byśmy sobie wymarzyć nie mogli w czasach randkowania, a jednak czasem aż strach bierze na to, co może być, a co będzie za czas jakiś. Jesteśmy młodzi jeszcze, dzieciaki małe, całe dnie i noce często poświęcamy tym naszym skarbom. Rezygnujemy ze swoich planów, ustawiliśmy korzystanie z życia pod dzieci...

Babcie, nasze -Mamy za młode, wypracowały już lata pracy, ale muszą do emerytalnego dociągnąć, więc jeszcze 6lat. Pomagają jak mogą w weekendy, w czasie choroby, ale na co dzień jesteśmy sami z małymi. W strategicznych momentach możemy na nie liczyć, bardzo!!! Są Kochane:) Dziadkowie też, żeby nie było, że o nich nie wspomniałam...

Ale ja też kiedyś chciałabym pójść do pracy, ale mam ''tylko''studia, a mój średnio-zaawansowany francuski i angielski leżą i kwiczą przez zaniedbanie. Nie widzę możliwości dokształcenia, bo kto zostanie z dziećmi??


Nie przysługuje nam żłobek [oblegany, w budynku obok] bo ja nie pracuję. O przedszkolu też mogę zapomnieć, bo nie pracuję, a pierwszeństwo przed rodziną wielodzietną mają samotne matki i dzieci obojga rodziców pracujących. Może lepiej było ślubu nie brać i niewychowywać dzieci w duchu tradycji, miałabym większe prawa u urzędników żłobkowo-przedszkolnych oraz w opiece.
A gdzie ja znajdę opiekunkę na etat z gotowaniem obiadu, sprzątaniem, opieką dla trójki dzieci [w skład obowiązków zaprowadzenie do zerówki Pierworodnego, wyprowadzenie na spacer małych itd...], żeby móc się spełniać zawodowo, pójść na szkolenie, pracować na emeryturę i takie tam??

Jak już wspomniałam chciałabym pójść do pracy. Nie lecą mi lata pracy, ale jestem ubezpieczona u męża w firmie;) Dobre i to. Pomagam mu jak potrafię, nawet małą księgowość wstępnie mu prowadzę i ogarniam, poza tym, że ma cieplutki obiad codziennie i kawę o poranku ;)

Zapomniałam dodać, że od Państwa nie pobieramy żadnych świadczeń, bo mąż wykazuje za wysokie dochody. Ukłonem w stronę rodziny wielodzietnej, jak nas urzędnicy zwą, jest nie płacenie czesnego w państwowym przedszkolu, bo mamy trójkę dzieci na utrzymaniu ;)) ale i tak nie ma szans na to przedszkole, więc cóż. . .

I teraz aż mi się gotuje, gdy słyszę o parytetach, dłuższym macierzyńskim i takich tam. Becikowe było miłym dodatkiem do domowego budżetu :)

A gdzie one są?? W domu mąż, jak już zjedzie, to stara się pomagać, zająć dzieciakami, wysłać mnie na zakupy, na ciuchy lub na herbatkę do Mamy, bym sobie odmieniła na chwilę:) Najczęściej biję się z myślami, bo przecież ten człowiek mój najukochańszy też całymi dniami zachrzania na nasze utrzymanie.

W Polsce mamy takie warunki, że gdy jesteś w ciąży, a potem masz malutkie dziecko, to jesteś w centrum uwagi, przez trzy miesiące, a potem rodzinka zostaje sama ze sobą.

Mam skończone 30 lat:) Wyższe wykształcenie, najukochańsze dzieciaki i meżula pod słońcem.
Wstaję co dzień po 6, a padam na twarz w nocy, różnie. Ostatnio zaczęłam kończyć książkę, rozpoczętą ponad pół roku temu.

Kocham moją codzienność, choć nie powiem, nie mam cierpliwości nie raz i nie dwa. Czasem zdarza się zamówić kurczaka z frytkami, żebym nie musiała znowu w garach stać, a na jutro jak zostanie to jeszcze potrawka będzie na drugie ;). Czasem padam na kwadrans koło małych jak drzemią w dzień. Mam wyrzuty, że mogłam w tym czasie coś jeszcze zdziałać, ale nie ma bata, zasypiam jak zabita.

Uwielbiam pomysłowe zabawy tworzone przez maluchy, wyprawy na spacery w nieznane, wycieczki samochodem za miasto, rodzinne wypady na ryby lub do znajomych. Uwielbiam patrzeć, jak się bawią, śpią, krzyczą, kłócą niesfornie, uwielbiam pasjami. Uwielbiam, kocham, fascynują mnie i pasjonują. Z trwogą myślę, że zbliża się czas, gdy trzeba będzie zmienić, tę moją sielankę, dzieci rosną. I co dalej? Nie mam nic. Nawet konta w banku nie mogę założyć, bo nie wykazuję stałych dochodów, że nie wspomnę o chwilówce w renomowanym banku, bo dla Państwa i Banków jestem delikatnie mówiąc nikim. Przecież nie mam dochodów.

Z trwogą myślę tylko o tym, Ze jak już odchowamy dzieci dla Ojczyzny to będę miała kapitał na przyszłość, wsparcie i miłość dzieci, ale sama dla siebie nie mam nic. Nawet uprawnienia do emerytury.

Takich jak ja, jest wiele, tu na osiedlu i wśród znajomych i to się nie zmieni.

Dziewczyny wychowują dzieci, poświęcając wszystko z uśmiechem na twarzy lub grymasem po nieprzespanej nocy, wstajemy co dzień, bo maluch czeka :)) Nasi meżowie, pracują cieżko, cały dzień -wracając po nocy, dzieci prawie ojca nie widzą, bo wychodzi jak śpią, wraca jak już śpią, albo wyjeżdząją o poranku w poniedziałęk by wrócić w piątek na weekend:) Albo pracują na 2 zmiany w zakłądzie, wracając do domu już myślą, komu i co dziś zrobią by dorobić do marnej pensji, i niby w domu, ale nadal nieobecni. Albo wyjeżdżają na tydzień, dwa, miesiąc, pół roku na delegację za granicę i wtedy to już radź sobie sama, bo nie masz wyboru. Nie mamy, nie mam wyrobu, być dzielną :)

A etap mam jeden z cięższych, podobno :)), ale przecież jestem Dzielna, jak to wielu mówi :)

Jestem szczęśliwa, mnożę miłość dla naszej rodzinki, nie dzielę, a czas mam jeden i co dalej. . .

nawet zaplanować nie bardzo jest jak?

:-)

Pozdrawiam Wszystkie Mamuśki:) i SuperN. !!


Blanka