niegrzecznemamuski.blogspot.com

wtorek, 22 marca 2011

PRACA - temat z maila

9 komentarze
Cześć Niegrzeczne !!!

Mi dzisiaj ręce opadły !!!! Dowiedziałam się dzisiaj , że nie mam pracy bo mam Niuśkę !!!! Cyt :" bo Pani będzie w kratkę chodzić do pracy i na zwolnienia chodzić".
Moja Niuśka ma 16 miesięcy od 2 chodzi do żłobka, a ja od maja szukam pracy. Dziś ta wiadomość to jak by mi ktoś w "gębę dał".
Niech żyje polityka prorodzinna w Polsce !!!
Będę namawiać i pomagać swojej Niuśce jeśli tylko będzie chciała, żeby studiowała za granicą i nie wracała tutaj i nie pracowała na emerytów !!!!
Jejku mam tyle żalu w sobie , moje kwalifikacje, referencje, doświadczenie na nic się zdały. Dodam tylko, że Pani menager sama jest matką i to mnie najbardziej boli.

Pozdrawiam
Meg

piątek, 11 marca 2011

mama adopcyjna - temat z maila

2 komentarze
Witam Was. Tez jestem bardzooo niegrzeczna mamusia - tylko nie przechodziłam przez poród, bo moje dwie pociechy ( 7 lat i 3 lata aktualnie ) urodziły się serduszkiem. Są adoptowani.
Ale tak jak Wy - mam czasem dość, chce żeby na chwile ktoś ich zabrał na spacer, puszczam im bajki i drzemie jednym okiem w tym czasie ( bo wstaje o 5 do pracy ), daje im niezdrowe płatki czekoladowe na śniadanie i parówki itd itp....
Oni wiedza, że są adoptowani... ( jak zabraliśmy ich do domu mieli - syn 3 miesiące, córka 6 tyg ), ale to wszystko inna bajka.
Ale wiecie co - jestem najszczęśliwsza na świecie - po pierwsze dlatego , że ich mam, że mam świetnego męża, który czasem tylko mnie wkurza.
Odnalazłam siostrę biologiczną mojego syna - szok, szok, szok. Ona jest 14 lat starsza od niego, ale są jak dwie krople wody - te same buzie, usta, oczy... Syn jest szczęśliwy jeszcze bardziej i my też (wiem, że jest to dla niego ważne, a w przyszłości będzie jeszcze bardziej ważne ).

Pozdrawiam Was - matka wariatka ;)

wtorek, 8 marca 2011

Zabawy i zabawki - temat z maila

2 komentarze
Witam mamuśki!

Temat był już poruszany wielokrotnie przy innych okazjach, ale pomyślałam, że warto byłoby zrobić z tego osobny wpis.

W jakie zabawy i czym bawią się Wasze dzieci? W co bawicie się ze swoimi dziećmi (szczególnie z tymi młodszymi poniżej roku)?

Moja niespełna półroczna córa ma oczywiście swoje zabawki, ale poza tym lubi: targać gazety, stukać rękami i nogami (np. dłońmi w lustro) lub uderzać jednymi przedmiotami w drugie (np. bębnić łyżką w puszki z mlekiem i herbatkami). Kocha piloty np. do telewizora i komórki (to ponoć typowe dla tego wieku) - gryźć i uderzać nimi o jakąś powierzchnię. Kupiliśmy jej komórkę do zabawy, ale niespecjalnie przypadła jej do gustu. Gdy jemy posiłek obserwuje nas, chce chwytać jedzenie i go zgniatać, gryźć kubek i uderzać talerzem o blat (na co oczywiście nie pozwalamy, ale były takie próby). Dużą przyjemność sprawia jej ciągnięcie mamę za włosy i ściąganie jej okularów. Gdy dostała dwie reklamówki zabawek od swojej chrzestnej, (przynajmniej na początku) najbardziej była zainteresowana reklamówkami. Uwielbia ssać metki,a ja nieopatrznie i z rozpędu, gdy obcinałam je przy jej ubrankach (dla wygody), pozbyłam się także tych przy zabawkach (dla estetyki)... Kiedyś widziałam na allegro gryzaka Pana Metkę: ludzika z wszytymi metkami - wtedy byłam bardzo zdziwiona tym pomysłem, a teraz myślę, że córeczka pokochałaby Pana Metkę.

Hania ma zarówno prostsze i tańsze zabawki, jak i droższe i bardziej zaawansowane technicznie, multimedialne i interaktywne - lubi bawić się i tymi, i tamtymi, ale te ostatnie bardziej chyba cieszą rodziców niż dzieci. Łapię się na tym, że czasem tak mi się podoba jakaś zabawka dla niej, że nie mogę się opanować i kupuję. Sprawia mi to dziką przyjemność, dużo większą niż wybieranie ciuszków dla siebie. Potem tego czasem żałuję...

Kiedy chodziłam na kurs metodyczny nauczania języka angielskiego zapamiętałam słowa swoje metodyczki, że najlepsze są takie pomoce dydaktyczne, które da się wykorzystać wielokrotnie, w różny sposób, w różnych sytuacjach i przy okazji różnych tematów. Tak jest też z zabawkami. Dla mnie taką wszechstronną zabawką jest wieża z kręgów (lub z kubeczków różnej wielkości). Na razie córeczka na nią patrzy, rozkłada na części, stuka kręgami, przekłada przez szczebelki i wyrzuca z łóżeczka, a przede wszystkim gryzie. Potem nauczy się ją składać, przyda się przy nauce kolorów, wielkości i liczenia. Pewnie wymyśli też wiele nowych zaskakujących zastosowań. Wieży kubeczkowej jeszcze nie ma, ale jest fajna z tego względu, że poza wcześniejszymi sposobami, można także wkładać kubeczki jeden w drugi oraz stawiać z ich pomocą babki.

Z córcią bawimy się też w różne rodzaje koników:
1. Sadza się ją na kolankach przodem lub tyłem, podrzuca pupcią i mówi rytmicznie: "Jedzie, jedzie pan, pan / na koniku sam, sam. / Jedzie, jedzie chłop, chłop / na koniku hop, hop."
2. Sadza się ją na kolankach przodem lub tyłem, podrzuca pupcią i mówi: "patataj, patataj". Co jakiś czas mówimy "piach, piach" chwiejąc ją delikatnie na boki, "kamienie, kamienie" podrzucając delikatniej, ale szybciej, "przeszkoda" podnosząc wysoko w górę albo "bach" sadzając ją obok.
3. Sadza się ją na swoim brzuchu (w leżeniu na plecach), twarzą do siebie, podrzuca pupcią i klaska językiem tak, jak jedzie konik. Co jakiś czas podnosimy ją wysoko w górę trzymając pod paszki i mówimy "frrrr".

Pozdrawiam,

ED

wtorek, 1 marca 2011

nie miała baba kłopotu.... - temat z maila

6 komentarze

Ostatnio trochę się przy-stresowałam. I nie żebym miała ku temu większy powód. Odezwała się we mnie - ta lepiej, bądź gorzej osławiona - Matka Polka. Otóż mój Szkrab, jak zaczął mi prawie całe noce przesypiać (budził się raz, max dwa), tak niedawno pobudka co 1,5 godziny i płacz i się tuli do "cyca". Ja niewyspana, Szkrab też i ogólne rozdrażnienie.

Widząc to, jak się miotam i męczę, moja teściowa postanowiła przemówić:

- Nie chce się wtrącać, ale weź mnie posłuchaj i daj małemu na noc kasze.

- Ale przecież mam pokarm, i to dużo.

- Wiem, ale posłuchaj się mnie. Daj mu na noc mleka z puszki. Co ci szkodzi raz spróbować.

Obudził się we mnie bunt Matki Polki. "Jak to! Ja nie dam rady wykarmić swojego dziecka przy takiej ilości pokarmu?". Pozostałam przy swoim jeszcze przez 3 noce i się w końcu przełamałam. Zrobiłam butle mleka modyfikowanego, dałam Szkrabowi i....... wreszcie przespana noc, wróciło wsio do normy. Dziecię moje znów budzi się w nocy raz, max dwa i wszyscy byli zadowoleni - oprócz mnie...


Matka Polka gdzieś w głębi mnie tkwiąca przez parę dni przyprawiała mnie o ból serca. Wyrzucałam sobie, że już do d... ze mnie matka, bo pewnie coś nie tak zrobiłam skoro mój pokarm stracił na wartości, może coś nie tak się odżywiam, może błędem był powrót do pracy i stresy związane z życiem zawodowym, może to, może tamto....pewnie teraz pokarm w ogóle stracę, albo mały przestanie chcieć pierś bo z butli łatwiej się je i stracę z nim tą niepowtarzalną więź.... i tak zadręczałam się przez kilka dni. Ślubny mój znosił to z anielską cierpliwością, aż któregoś dnia stwierdził dość oczywistą rzecz: "I tak długo jechał na twoim pokarmie, a teraz zobacz, wreszcie jest cisza w nocy, a i mały jest szczęśliwszy". No i rzeczywiście jak zobaczyłam szczęśliwą buzię mojego Szkraba, jak syty kładzie się spać i jak zadowolony bez grymaszenia rano się budzi, odeszły mi wszelkie wątpliwości czy robię dobrze czy źle. Bo przecież wszyscy są teraz szczęśliwi. A tak zwany "cyc" - oprócz kaszek, papek warzywno-mięsno-owocowych - zajmuje w dalszym ciągu istotny element w życiu Szkraba.


Teraz się zastanawiam, po co wcześniej se do łba nabiłam i nadenerwowałam niepotrzebnie. Ale widać kobiety tak mają. Jak to powiada jedna z wersji starego porzekadła: "Nie miała baba kłopotu to se dziecko urodziła" ;))) - Prawdą jednakże jest, że kocham ten mój "kłopot" niezmiernie :)


Pozdrawiam
kasica