niegrzecznemamuski.blogspot.com

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybór. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 marca 2010

trędowaci - temat z maila

33 komentarze
Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad czymś co nie daje mi spokojnie spać.

Mam czworo dzieci 11 lat,10 lat ,5 lat i cztery miesiące dla mnie to ogromne szczęście chociaż nie raz mam ochotę płakać. Od kiedy byłam w ciąży z czwartym dzieckiem ludzie patrzyli na mnie i na męża jak na trędowatych, od niektórych słyszałam że mamy małe Zoo w domu i nierówno pod sufitem ,,BO JAK MOŻNA MIEĆ TYLE DZIECI". Nawet teściowa po porodzie z ironią spytała kiedy będzie następne ,a ja myślałam, że się popłaczę bo zamiast gratulacji i ciepłych słów na które każda świeżo upieczona mama czeka znowu wbito mi szpilę.

Najbardziej boli mnie to ,że wytykają nas ludzie jakbyśmy byli trędowaci "BO DUŻA RODZINA TO PRZECIEŻ PATOLOGIA". Jesteśmy zupełnie normalni, nasze dzieci bardzo dobrze się uczą a jedynie co nas może różnić od innych mniejszych rodzin to więcej kanapek na kolację .

Cieszę się, że Was MAMUŚKI znalazłam, że mogę się z kimś podzielić moimi myślami, i już nigdy nie dam sobie w mówić, że jestem wyrodną matką tylko dlatego, że puszczę dziecku bajkę i piję spokojnie kawkę.

Sylwia

piątek, 5 marca 2010

Rodzić po ludzku – Po mojemu ludzku czy po twojemu?

76 komentarze
Obejrzałam trzy części wywiadu z panią Otffinowską na gazecie.pl. Już wcześniej kojarzyłam jej nazwisko z akcją Rodzić Po Ludzku i ze skrajnymi opiniami na internetowych forach – od uwielbienia za początek wyzwalania porodu w Polsce z okowów medykalizacji, a rodzącej spod tyranii personelu medycznego, po skrajną niechęć za negatywny stosunek do interwencyjnego uśmierzania bólu podczas porodu.

W dużej mierze zgadzam się z panią O. – trzeba walczyć o zmianę podejścia do rodzenia w Polsce. Bardzo bym chciała, żeby następne pokolenie kobiet mogło usłyszeć od nas, matek, że poród to fantastyczna sprawa. Niesamowita, choć bolesna, momentami nieprzyjemna, wizualnie odstręczająca, ale pomimo tego piękna.

Jednak jeszcze ważniejsze jest dla mnie to, aby kobiety rodziły tak, jak chcą. Jeśli chcą rodzić w domu pod opieką położnej – niech tak rodzą. Jeśli chcą rodzić w szpitalu w kameralnej salce podpięte do znieczulenia – niech tak rodzą. Jeśli chcą mieć cesarskie cięcie na życzenie – niech je mają. Niech ktoś bez emocji wytłumaczy przyszłej matce, jakie są plusy, minusy i zagrożenia każdej z opcji, a potem zostawi jej i jej partnerowi podjęcie decyzji.

Niestety, w Polsce coś takiego jak zaufanie do ciężarnej nie istnieje. Po co zostawiać kobietom wybór, skoro na pewno wybierzemy źle? W rezultacie wygrywają idee, a często przegrywają matka i jej dziecko.

Pani O. wraz z zespołem opracowują projekt wprowadzający nowe standardy porodowe. Kobieta ma rodzić w wybranej przez siebie pozycji i w wybranym przez siebie otoczeniu. Ale czy będzie jej przysługiwać znieczulenie? Od tej sprawy pani O. umywa ręce – przecież to nie mieści się w definicji porodu fizjologicznego!

W kieszeni nie tyle otwiera mi się nóż, co materializuje się ogromna siekiera. Szczególnie że chwilę później pani O. przyznaje, że biorąc pod uwagę warunki, w jakich rodzą kobiety w Polsce, nie można się dziwić, że pragną znieczulenia. I dodaje, że trzeba to uregulować, bo jak na razie o uśmierzaniu bólu decyduje zawartość portfela, a to jest wątpliwe moralnie.

Kto więc ma to uregulować, droga Pani O.? Czy widzi Pani w Polsce kilkanaście komisji pracujących nad humanitaryzacją różnych aspektów porodu? Czy wierzy Pani, że ktoś w niedługim czasie zajmie się prawem rodzącej do znieczulenia? Czy przez te dobrych kilka lat pracy w fundacji Rodzić Po Ludzku nie zdała sobie Pani sprawy, że potrzeby i prawa rodzących są dla polskiej służby zdrowia na szarym końcu listy priorytetów, daleko za zakupem cieszących oko doniczek na kwiaty do pokojów pielęgniarek?

Skoro zaszła Pani tak daleko, skoro może Pani wpłynąć na poprawienie tak wielu porodowych realiów, dlaczego nie podjąć próby regulacji sprawy znieczulenia, a potem nie zostawić kobiecie wyboru? Dlaczego??? Pewnie dlatego, że kretynka będzie miała chęć z uśmierzenia bólu skorzystać, a to się kłóci z ideą. O, przepraszam – z IDEĄ.

Ja miałam szczęście przeżyć ciążę i urodzić Robaka w Holandii, kraju często przedstawianym przez zwolenników odmedykalizowania porodu jako bliski ideałowi. Tylko że brak interwencji medycznych w fizjologię porodu nie jest tu osią idei. Na każdym kroku czułam, że najważniejsze są MOJE wybory i MOJE decyzje. Służba medyczna jest po to, żeby mi w nich pomóc, a nie podejmować je za mnie.

Po pozytywnym teście ciążowym spotkałam się z lekarzem pierwszego kontaktu. Decyzja pierwsza – Czy chce pani, aby ciążę prowadził lekarz ginekolog czy wykwalifikowana położna? Wybrałam tą drugą opcję.

Decyzja druga – poród w domu, w centrum narodzin czy w szpitalu? Rodzenia w domowych pieleszach bez anestezjologów w gotowości i oddziału neonatologii nad głową nie potrafiłam sobie wyobrazić, więc wybrałam szpital. Położna nawet powieką nie mrugnęła. Opowiedziała tylko wstępnie o tym, jak wyglądają wszystkie szpitalne procedury. No i oczywiście do samego końca mogłam zmienić decyzję. Mój wybór, one przyjadą wszędzie tam, gdzie będę chciała.

Pod koniec ósmego miesiąca ciąży położne niepokoiły się, że Robak nie był jeszcze przekręcony głową w dół. Umówiły mnie na USG i wytłumaczyły, że nawet w takiej pozycji mogę próbować rodzić naturalnie. O takiej możliwości decyduje lekarz. Ale oczywiście ja mogę zdecydować się nie ponosić ryzyka i od razu wybrać cesarskie cięcie. Decyzja numer trzy (której koniec końców nie musiałam podejmować, bo Młody leżał tak, jak dziecko gotowe do desantu leżeć powinno).

Kiedy zbliżał się termin porodu, położna przeprowadziła ze mną rozmowę o farmakologicznych i niefarmakologicznych sposobach uśmierzania bólu. Dowiedziałam się, że decyzję (numer cztery) o tym, czy pomoc w walce z bólem jest mi potrzebna, podejmuję ja sama. Odmówić mi może jedynie lekarz, który uzna, że podjęcie takiej interwencji jest w danym momencie porodu niebezpieczne lub po prostu jałowe. Zapewniła mnie jednak, że jeśli kobieta potrzebuje znieczulenia, robi się wszystko, żeby je podać, bo trzeba walczyć o to, żeby poród nie był dla matki traumatycznym przeżyciem.

Historia zagmatwała się w połowie dziewiątego miesiąca. Duże dziecko, mało wód płodowych – wywołujemy poród. To znaczy – według naszej wiedzy powinniśmy wywoływać, ale to pani podejmuje ostateczną decyzję.

Poród to oczywiście szereg decyzji podjętych przez mnie i Misiesława. Wszystko co ze mną robili, było poprzedzone wyjaśnieniem i opisem konsekwencji (oraz poziomu bólu, o który pytałam się chyba milion razy). No i uśmiechem i zapewnieniem, że wszystko będzie dobrze.

Kiedy Robak pojawił się na świecie i wykrzyczał swoją opinię na temat chłodnej i jasnej sali porodowej, pojawiło się następne pytanie: Czy będzie pani karmić piersią czy mlekiem modyfikowanym z butelki? Próbujemy piersią? Świetnie! Zaraz zobaczymy, czy Filip ma talent do przysysania. Gdybym wybrała butelkę, zapewne też usłyszałabym to samo. Pielęgniarka środowiskowa powiedziała mi potem w domu, że do personelu medycznego nie należy podejmowanie decyzji, tylko wspieranie młodych rodziców w wyborach, których sami dokonują. Piękne.

Czy mój poród był idealny? Nie. Ale w żadnym momencie nie odebrano mi prawa do decydowania o tym, jak będzie wyglądał. Kiedy coś budziło mój sprzeciw, zawsze znalazł się ktoś, kto miał chwilę, aby spokojnie mi wytłumaczyć, dlaczego coś będzie się działo tak, a nie inaczej. Pomimo tłumu na porodówce i dzieci wyskakujących z kobiet co chwilę jak na taśmociągu.

Życzę wszystkim przyszłym matkom w Polsce, aby porodówkowe idee w końcu przegrały z prawem kobiet do samostanowienia. I żeby za prawo do decyzji nie było trzeba płacić grubej kasy bez większej gwarancji, że w końcu i tak ktoś nie stwierdzi, ze wiele lepiej (wciąż mówię tu o ideach, a nie o krokach medycznie uzasadnionych).

Pamiętajmy, że rodzenie po ludzku ma tysiące twarzy.

Tekst ukazał się również na moim blogu i na stronie Blogującej Grupy Matek.