niegrzecznemamuski.blogspot.com

czwartek, 29 kwietnia 2010

Gdzie są Wasi mężowie? - temat z maila

50 komentarze
Jestem ojcem dwójki dzieci - syn 4l, córka 2l.
Czytam te wasze posty i zastanawia mnie gdzie są Wasi mężowie, partnerzy? Co to za tematy? Piszecie:
- muszę wstać wcześnie rano by zrobić szybko zakupy i śniadanie dla mojego męża bo nie jada on "wczorajszych" bułek
- muszę wstać wcześnie rano by zrobić mężowi śniadanie
- nie mam czasu na fryzjera, zakupy, koleżanki itp
- nie mam jak wyjść z mężem na kolację/do kina bo z kim zostawić dzieci?
- nie ogarniam tego czy tamtego ...

Więc od początku ...
- śpijcie tak długo jak pozwalają wam dzieci
- jeśli dzieci zaczynają się budzić przed pójściem męża do pracy to niech on do nich zajrzy i spróbuje je położyć jeszcze spać - zawsze to parę chwil więcej dla Was podczas których Wy odwracacie się na drugi bok.
- faceci nie potrzebują świeżych bułek i śniadania podanego na tacy by żyć. Jeśli są tacy to niech robią je sobie sami (tylko w miarę cicho)
- jak mąż wraca z pracy to nic nie stoi na przeszkodzie by zaopiekował się dziećmi (opieka, karmienie, kąpiel, ułożenie spać, czytanie bajek itp.) a Wy macie wtedy czas na zakupy, fryzjer, koleżanki
- jak dzieci budzą się w nocy to idzie do nich ta osoba która pierwsza się obudziła, jeśli mąż śpi twardo a Wy macie już dość wstawania to wystarczy obudzić męża (szturchnąć, potrząsnąć, użyć łokcia, nogi itp.)
- chcecie wyjść z mężem wieczorem? Nie macie dziadków w okolicy? Każdy ma sąsiadów (ostatecznie opiekunka) - trzeba się zaprzyjaźnić i nic nie stoi na przeszkodzie by raz na parę miesięcy przespali się oni u Was w domu.
- nawet karmienie piersią nie ogranicza - są laktatory, mleko trzymane w lodówce może być podawane dzieciom nawet po dwóch dniach.
- kładźcie dzieci o jednej porze najlepiej między 20.00 a 20.30 – macie cały wieczór dla siebie i męża
- pamiętajcie dzieci kiedyś opuszczą Wasz dom i założą własny a wy zostaniecie z mężami – dlatego najważniejszy jest Wasz związek, relacje z drugą osobą, dla męża najważniejsza jest żona a dla żony mąż – dzieci muszą znać swoje miejsce w szeregu, nie są pępkiem świata. Jeśli tak uważacie to obudzicie się pewnego razu z „ręką w nocniku” …

Naprawdę dziwię się że macie aż tyle problemów które tak łatwo rozwiązać ...

Pozdrawiam Rafal

sobota, 24 kwietnia 2010

Co robi niegrzeczna matka w sobotę?

61 komentarze
Prosi męża, żeby zabrał dziecko ze sobą do pracy, bo ona MUSI iść do fryzjera :)
A wieczorem podrzuca małą babci i wychodzi na miasto. Z mężem tym razem.

milego weekendu,
peace

czwartek, 22 kwietnia 2010

W co warto inwestować? - temat z maila

25 komentarze
Witam!

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie taki temat na posta:
W co warto inwestować?
Czasami kupuję ubrania dla synka w second-handzie, niektóre zabawki Małego też są z drugiej ręki. Nie mam fobii na punkcie jedzenia i często zamiast bio-słoiczków sama przyrządzam pycha-papki. Natomiast inwestuję w foteliki samochodowe (niedawno przerzuciliśmy się na fotelik z grupy 1 - od 9 kg). Fotelik dla mojego dziecka musi być wygodny, dopasowany do jego wieku, a przede wszystkim bezpieczny. Przed zakupem, długo analizowałam dostępne produkty, sprawdzałam wyniki crashtestów.
W czerwcu ubiegłego roku miałam wypadek samochodowy. Jechałam z trzymiesięcznym wtedy synem i swoją mamą. Kilka godzin wcześniej wyprzedzałam mężczyznę jadącego z dwójką dzieci (około 5 i 7 lat) "biegających" po samochodzie. Skomentowałam to dobitnie. Tego dnia przejechaliśmy około 200 km, wypadek wydarzył się zaledwie kilka km od domu. Na szczęście nikomu z nas nic się nie stało. A nie wiem, jakby się skończyło, gdyby nie porządny fotelik samochodowy. Nie ma dla mnie wymówki, jeżeli chodzi o wożenie dziecka bez fotelika. Nie jeżdżę nawet do sklepu, który widać z okna naszego mieszkania, jeżeli dziecko jest "luzem". A tym, którzy fotelika nie posiadają, proponuję kupić, pożyczyć, albo nie wsadzać dziecka do samochodu.
A w co Wy inwestujecie? Jak sądzicie, na czym można zaoszczędzić, a na co wydać większą kwotę?

Mama Grocha

piątek, 16 kwietnia 2010

Durne uwagi - temat z maila

43 komentarze
Witam Niegrzeczne Mamuśki :)

Najpierw chciałam napisać, że cieszę się, że taki "wirtualny klub" powstał, bo sam fakt, że można poczytać podobne historie do swoich, pomaga odetchnąć z ulgą i zdystansować się :)

Nie mam talentu do ubierania myśli w słowa, jednak chciałam napisać o pewnym zjawisku, który wystąpił u mnie. Mam dwie córki, między którymi różnica w wieku to rok i 10 miesięcy. Nie powiem, bywają ciężkie chwile, ale nie ma tragedii i spokojnie można dać sobie radę. Myślę sobie, że jestem nawet bardziej zorganizowana, niż przy pierwszym dziecku. Prawdą też jest, że odpuściłam sobie wiele spraw typu ciągłe prasowanie ciuszków, gotowanie zupek, codzienne spacery czy kąpiel, itd. Po prostu czasami nie wyrabiam i wtedy odpuszczam, staram się podchodzić na luzie :) Ale nie zapomnę, jak z mężem podjęliśmy decyzję, że chcemy aby między naszymi dziećmi była niewielka różnica wieku. Rodzina i znajomy pukali się w głowę, ciągle słyszałam, że powinnam odczekać chociaż 3 lata, starsza pójdzie do przedszkola, a ja wtedy będę miała małego bąbla. Inaczej nie dam sobie rady, za dużo obowiązków będę miała, będzie mega ciężko, itp. itd. Nie rozumiem skąd biorą się takie rady. Przecież jest cała masa matek, które mają dwójkę i więcej dzieci, które mają bliźniaczki i trojaczki, i sobie radzą. Początki są zawsze trudne, ale w momencie, kiedy już w miarę się zorganizujemy, powstanie jakiś schemat dnia, nauczymy się siebie wszyscy nawzajem na nowo, spokojnie można sobie poradzić ze wszystkim :) Oczywistą oczywistością jest to, że sa dni kiedy jest sielanka, a są dni kiedy jest piekiełko, ale to jest normalne!! Nie dajmy się zwariować, nie pozwólmy sobie wmawiać, że nie poradzimy sobie z więcej niż jednym dzieckiem :)
Cieszę się, że mogłam to napisać i wyrzucić z siebie na forum. I tak powtarzam wielokrotnie, że całe szczęście ktoś wymyślił smoczki, butle, mleko modyfikowane, telewizję, bajki, jedzonko w słoiczkach, itp. Dzięki temu można sobie wiele spraw ułatwić, bo przecież wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko robić to i owo z głową i rozsądkiem :)
Serdecznie pozdrawiam!! :)

Marta

środa, 7 kwietnia 2010

Perfekcyjna - temat z maila

30 komentarze
Jak wiadomo na podstawie potocznych opinii, codzienność z dzieckiem jest bajecznie prosta. Cóż trudnego w zmianie pieluchy lub spacerze po słonecznym skwerku?
I dlatego, zdaniem wielu, matka – karmicielka – domatorka kojarzona jest jako leń i nierób. Siedzisz z dzieckiem w domu??? Oooooo, znaczy, że jesteś na nieustających wakacjach!!! Wspaniale, każdy by tak chciał. Spacerować, wystawiać twarz na słońce a nie siedzieć w zimnym, klimatyzowanym pomieszczeniu biurowym. Siedzieć na ławeczce przed blokiem zagłębiwszy się w lekturze poczytnego pisma kobiecego. Względnie, jak dziecko już nieco większe – lepić z nim babki z piasku i zjeżdżać na zjeżdżalni wśród chmary innych dzieciaków oraz ich opiekunek.
Żyć nie umierać!
I dlatego, pragnąc sprostać oczekiwaniom społecznym i udowodnić całemu światu, że jesteś osobą pożyteczną, choć chwilowo nie biegniesz rano do pracy lecz „pichcisz mężowi obiadki”, starasz się wcielić w skórę PERFEKCYJNEJ PANI DOMU.
Perfekcyjna itd. wstaje o godzinie 5:40 rześka jak skowronek, bierze szybki prysznic, wykonuje w biegu nienaganny makijaż i pędzi po bułki na śniadanie dla swojej małej rodziny. Mąż przecież, pracując od rana do nocy, musi zjeść porządny posiłek zanim wyjdzie do swojej roboty. A wczorajszych bułek nie jada. A po świeże pójść nie może, bo śpi. Lecz ty, jako Perfekcyjna, wzorowa i nienaganna gospodyni domowa, wstajesz, pędzisz i robisz kanapki. Wiele kanapek. Pożywnych.
A potem, ściśle według rozpiski przytwierdzonej magnesami na lodówce, lub, bardziej elegancko, przywieszonej na korkowej tablicy wiszącej równiusieńko na ścianie, krok po kroku robisz wszystko perfekcyjnie aż do wieczora.
Wspaniale!!!
Matka Wariatka zazdrości Pani Perfekcyjnej i poprosi o korepetycje z zarządzania firmą o nazwie Rodzina.
Dziecko Perfekcyjnej budzi się co dzień o 7:15 a nie z płaczem o 5:45. Do tego przesypia całą noc przykryte, a nie rozkopane. Ponadto śpi z głową na poduszeczce i nakryte czyściutką kołderką, a nie jak moje, z głową gdzie popadnie i pod stosem (lub też na stosie, w zależności od układu) ukochanych kocyków. Więc jak już dziecko Perfekcyjnej otworzy swe piękne oczęta, z uśmiechem bawi się w swoim łóżeczku, oczekując, aż mamusia nadejdzie i wyjmie je i ucałuje na dzień dobry. A nie wrzeszczy, budząc sąsiadów i próbując samodzielnie wspiąć się po szczebelkach i wypaść na wykładzinę.
Dziecko Perfekcyjnej z łatwością pozwala sobie zmienić pieluszkę, lub też od szóstego miesiąca siusia na nocnik, a nie jak moje, z piskiem i na golasa, ucieka, byle dalej od pieluch oraz ubrania w ogóle.
Dziecko Perfekcyjnej bez marudzenia zjada pełnowartościowe śniadanie i cierpliwie czeka na swoje grzaneczki, zamiast płakać, krzyczeć i rozpaczać, bo grzaneczki dopiero wjechały do piekarnika i będą za około pięć minut. Zresztą Perfekcyjna nie pozwala czekać własnemu potomstwu na posiłek. Wstała przecież stosownie wcześnie, by zdążyć go przygotować.
Dziecko Perfekcyjnej nie rzuca chlebem na podłogę aby potem z wysokości swojego krzesełka sprawdzać, co się z nim stało, tam na dole. Po prostu w czasie posiłku – je a w czasie zabawy – bawi się (i to nie okruszkami chleba). Dziecko Perfekcyjnej nie łazi z bułką po całym domu (a może nawet wcale nie jada bułek), nie roznosi okruszków gdzie popadnie (po to tylko, aby zjeść je ze smakiem po trzech dniach), nie stuka bułką w drzwi od pralki ani w szybę okienną, pozostawiając przy tym rozmazane ślady. (Jeśli by się nawet zdarzyło, że takie dziecko pobrudziłoby okno względnie lustro w przedpokoju, Perfekcyjna, znajdzie chwilę aby natychmiast doprowadzić mieszkanie do porządku – oczywiście przy pomocy ekologicznych środków czyszczących). Dziecko Perfekcyjnej nie włoży do pralki paczki zapałek. A jeśli nawet to zrobi, to Perfekcyjna nie upierze jej w 60 stopniach wraz z przykurzonymi ubrankami swojej latorośli. Odzież latorośli nigdy nie jest zresztą przykurzona. Niewiadomym sposobem, dziecko Perfekcyjnej bawiące się w piaskownicy nie brudzi się wcale. Zresztą ręce też ma idealnie czyste, przez cały pobyt na spacerze. Ponadto dziecko Perfekcyjnej nie zjada piasku z piaskownicy ani też nie zbiera wszystkich napotkanych na chodnikach niedopałków. Oczywiście nie wyrywa zabawek innym dzieciom przebywającym na placu zabaw.
Nie robi fochów, gdy trzeba siedzieć w wózku, nie trzeba go przekupywać bułką lub innymi ciastkami, aby raczyło w nim posiedzieć bodaj kwadrans. Dziecko Perfekcyjnej podczas zakupów w warzywniaku nie demoluje go lecz stoi grzecznie przy mamusi uśmiechając się słodko. Sama zaś Perfekcyjna, nawet jeśli nie kupi akurat żadnej zieleniny, to zawsze wie jak przyrządzić doskonały, idealnie zbilansowany a przy tym pyszny posiłek.
Dziecko Perfekcyjnej jada posiłki o stałych porach i nie ma zmiłuj, jak nie chce drugiego śniadania o 10:00 to nic nie dostanie aż do obiadu. Ponadto nie wyrywa przygodnie napotkanym dzieciom z rączek herbatników oraz innych chrupek. Wie, że nie jada się między posiłkami. Z mlekiem matki tę wiedzę wyssało.
Dziecko Perfekcyjnej nie wysypuje ziemi z doniczek, nie robiąc tym samym bałaganu na klatce schodowej, na której te doniczki stoją. Tym samym Perfekcyjna nie wysłuchuje uwag dozorczyni, że jak się nabałaganiło, to uprasza się o sprzątnięcie. Zresztą Perfekcyjna to doskonale wie. W mieszkaniu Perfekcyjnej panuje nieskazitelny ład. Kurze wyciera się co dwa dni a okna myje co dwa tygodnie. Zamiast czekać, aż deszcz spadnie i sam je przepłucze. Lodówka Perfekcyjnej jest zawsze perfekcyjnie zaopatrzona, Perfekcyjna jeździ na zakupy do marketu raz na tydzień, z listą zakupów, dzięki czemu nie zapomina kupić tego, co akurat jest jej potrzebne. Jeśli przypadkiem zdarzy się, że musi zabrać ze sobą dziecko – siedzi ono grzecznie w wózku sklepowym, nie próbując się z niego wydostać.
Perfekcyjna Pani Domu, żeby nie wiem jak bardzo jej się nie chciało, raz w tygodniu, w czwartki wieczorem, po ułożeniu dziecka do snu, prasuje rzeczy, które nazbierały się przez ubiegły tydzień i układa je w szafach kolorami.
Uprasza się Perfekcyjną o wizytę w moim lokalu mieszkalnym i uprasowanie choćby tylko sterty błękitnych koszul mojego małża, po to aby miał co na siebie do pracy założyć przez kilka następnych dni roboczych.
Perfekcyjna nie zapomina podlewać swoich kwiatów. Nie musi ich stawiać wysoko na regałach, w obawie przed malutkimi rączkami własnego dziecka.
Dziecko Perfekcyjnej nigdy nie histeryzuje a już zwłaszcza bez powodu.
Perfekcyjna nigdy nie traci do niego cierpliwości.
I nawet, jeśli tuż przed wyjściem zrobi kupę oraz ubrudzi jej bluzkę musem jagodowym – ze stoickim spokojem zniesie sytuację.
Perfekcyjna nie przesiaduje nocami przed kompem, nie ogląda telewizji (tu akurat mam z nią coś wspólnego), nie zapomni zadzwonić wieczorem do koleżanki i znajdzie czas by opiłować sobie paznokcie.
Perfekcyjna rzadko bywa zmęczona, ale ponieważ rozsądek nakazuje przespać się kilka godzin – kładzie się spać w okolicy godziny 24:00, uprzednio doczyściwszy wannę i opróżniwszy zmywarkę.
Zanim zaśnie – czyta jakąś miła lekturę. Przez kwadrans.
Perfekcyjna jest perfekcyjna. Po prostu.
Tylko, gdzie jej szukać???

pozdrawiam,
matka wariatka

czwartek, 1 kwietnia 2010

Łapię chwile ulotne jak ulotka. Ulotne chwile łapię jak fotka*

12 komentarze

Za 3 dni Mrówka będzie miała ROK. Bierze mnie na wspominanie:) Zaglądam do archiwum swojego bloga i cieszę się, że go mam. Że wszystkie te ulotne chwile są. Na fotkach. Teraz wiem po co mi ten blog:)
Moje top 8 ostatniego roku:
1. poród (wiem, niespodzianka ale naprawdę wspominam super. dumna jestem z siebie, że naturalnie, że bez krzyku, że szybko i sprawnie)
2. spanie razem z Mrówka (zasypiała na mnie w ciągu dnia albo uwielbiałam gdy budziła się o 5 rano, przychodziłam do niej do pokoju, kładłam sie na fotelu obok i trzymałam za rączkę, aż nie usnęła znowu. Teraz najbardziej tęsknie za wspólnym spaniem..)
3. moment kiedy poczułam, że ją kocham strasznie (gdzieś koło 4,5 miesiąca chyba, jak zaczęłam wychodzić z deprechy po-porodowej. bezinteresowna miłość mnie wreszcie zalała. to było jak pierwszy słoneczny dzień po strasznie długiej zimie)
4. jak zaczęła sama trzymać butle z mlekiem - objaw samodzielności :)
5. pierwszy ząb. Dumna byłam okropnie.
6. pierwsze raczki - niby nic ale Mrówa długo była nieruchawa, wszystkie inne już się przemieszczały a ona nic. I nagle, tata wyjechał, samotny weekend a Matyldzia nagle podnosi pupe i idzie. Piękne!!
7. Ojciec też matka - mój mąż tak strasznie pozytywnie mnie rozczarował :) On, egocentryk, imprezowicz itd okazał się najcudowniejszym ojcem jakiego mogłam sobie wyobrazić.
8. sylwester. zostawiliśmy małą na całą noc i poszliśmy w tango z mężem i przyjaciółmi :)

peace.

Miki

* Paktofonika

Smacznego jajeczka :-)

8 komentarze

życzą Wam Niegrzeczne Mamuski :)

z cyklu wszyscy wiedzą lepiej (z życia wzięte)

19 komentarze
U fryzjera

Pewna mama na wychowawczym wybrała się do fryzjera, gdyż w najbliższy poniedziałek czekała ją ważna rozmowa o pracę. Nazwijmy ją na potrzebę naszej opowieści…. Danuta Oberek. Danutę obsługiwała miła, na oko trzydziestoletnia, fryzjerka o nienagannej fryzurze i makijażu.

Danuta zastrzegła od razu, ze fryzura musi być prosta i łatwa w układaniu, gdyż ona ma maluszka w domu i w ogóle nie ma na nic czasu.
- O, to od porodu jeszcze te włosy? – ze zrozumieniem i miną pełną wyrozumiałości zapytała fryzjerka
- Nie, nie, maluszek ma już osiem miesięcy – sprostowała szybko Danuta i natychmiast pożałowała wypowiedzianych słów.
Zaskoczona fryzjera odruchowo zerknęła w lustro, jej spojrzenie mówiło jedno – „Kobieto, mam rozumieć, że chodzisz z tym odrostem 8 miesięcy???”
Danuta próbując się ratować zaczęła opowiadać, jak to „maluszek” jest bardzo absorbujący i ona na nic nie ma czasu...
- Aaaaaa, ciągle na rękach, co?
- Nieeeeee – odruchowo skłamała Danuta – Po prostu synek nie chce się sam bawić i raczej trzeba cały czas przy nim siedzieć.
- To kto go tak rozpieścił? – krótko zapytała fryzjerka.
- Eeeee, to znaczy, yyyyy, normalnie jest bardzo grzeczny, ładnie się bawi sam… - brnęła Danuta. - Właściwie to nawet czasami sam posiedzi sobie w łóżeczku i się chwilę pobawi. – 30 sekund to też przecież chwila, pomyślała Danuta. Rozmowa toczyła się dalej. Jako że Danuta była przeziębiona, fryzjerka wyraziła obawę, że „maluszek” się pewnie zarazi, biedny!
- O, na pewno nie! Synek nie chorował ani razu, nawet katarku nie miał! – chwaliła się Danuta.
- A ile BYŁ na piersi?
- Właściwie to…. jeszcze karmię – niechętnie przyznała Danuta. Fryzjerka odruchowo spojrzała na biust Donaty (w rozmiarze zdecydowanie... "mlecznym"). „No tak, wszystko jasne” odmalowało się na jej twarzy….Odkrywczym głosem zawołała - Aaaaa, to i pewnie odchudzać się Pani za bardzo nie może! Po czym szybko pochyliła się, aby równo podciąć grzywkę, tuż nad brwiami. Donata zamknęła oczy. Jej myśli obsesyjnie krążyły wokół niewyskubanych od miesięcy brwi….

Wszelka zbieżność osób i sytuacji przypadkowa :)))

tekst nadesłany do rekadakcji przez Dominikę