U fryzjera
Pewna mama na wychowawczym wybrała się do fryzjera, gdyż w najbliższy poniedziałek czekała ją ważna rozmowa o pracę. Nazwijmy ją na potrzebę naszej opowieści…. Danuta Oberek. Danutę obsługiwała miła, na oko trzydziestoletnia, fryzjerka o nienagannej fryzurze i makijażu.
Danuta zastrzegła od razu, ze fryzura musi być prosta i łatwa w układaniu, gdyż ona ma maluszka w domu i w ogóle nie ma na nic czasu.
- O, to od porodu jeszcze te włosy? – ze zrozumieniem i miną pełną wyrozumiałości zapytała fryzjerka
- Nie, nie, maluszek ma już osiem miesięcy – sprostowała szybko Danuta i natychmiast pożałowała wypowiedzianych słów.
Zaskoczona fryzjera odruchowo zerknęła w lustro, jej spojrzenie mówiło jedno – „Kobieto, mam rozumieć, że chodzisz z tym odrostem 8 miesięcy???”
Danuta próbując się ratować zaczęła opowiadać, jak to „maluszek” jest bardzo absorbujący i ona na nic nie ma czasu...
- Aaaaaa, ciągle na rękach, co?
- Nieeeeee – odruchowo skłamała Danuta – Po prostu synek nie chce się sam bawić i raczej trzeba cały czas przy nim siedzieć.
- To kto go tak rozpieścił? – krótko zapytała fryzjerka.
- Eeeee, to znaczy, yyyyy, normalnie jest bardzo grzeczny, ładnie się bawi sam… - brnęła Danuta. - Właściwie to nawet czasami sam posiedzi sobie w łóżeczku i się chwilę pobawi. – 30 sekund to też przecież chwila, pomyślała Danuta. Rozmowa toczyła się dalej. Jako że Danuta była przeziębiona, fryzjerka wyraziła obawę, że „maluszek” się pewnie zarazi, biedny!
- O, na pewno nie! Synek nie chorował ani razu, nawet katarku nie miał! – chwaliła się Danuta.
- A ile BYŁ na piersi?
- Właściwie to…. jeszcze karmię – niechętnie przyznała Danuta. Fryzjerka odruchowo spojrzała na biust Donaty (w rozmiarze zdecydowanie... "mlecznym"). „No tak, wszystko jasne” odmalowało się na jej twarzy….Odkrywczym głosem zawołała - Aaaaa, to i pewnie odchudzać się Pani za bardzo nie może! Po czym szybko pochyliła się, aby równo podciąć grzywkę, tuż nad brwiami. Donata zamknęła oczy. Jej myśli obsesyjnie krążyły wokół niewyskubanych od miesięcy brwi….
Wszelka zbieżność osób i sytuacji przypadkowa :)))
tekst nadesłany do rekadakcji przez Dominikę
czwartek, 1 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








A musze przyznać że byłam po porodzie pierwszy raz u fryzjera właśnie około 7-8 miesięcy. I Pani raczej ze zrozumieniem kiwała głową "No tak, ja mam dwulatka wiem jak to jest, ciężko czas znaleść" ;) A brwi nie skubałam NIGDY, jakoś nie czułam potrzeby. I próbowałby mi ktoś coś powiedzieć na ten temat :p
OdpowiedzUsuńdobre!! .... to nasze życie
OdpowiedzUsuńSuper, uśmiałam się, tym bardziej, że dzisiaj idę do fryzjera i na manicure. O ile jeszcze włosy są do przyjęcia, tak paznokcie mam już w opłakanym stanie... A do dentysty wybieram się od września i jakoś dojść tam nie mogę. Znowu zdrowie przegrało z urodą :)
OdpowiedzUsuń:) fakt, że czekanie do 7-8 miesiąca po porodzie by o siebie zadbać to trochę długo.. myślę, że jak się chce to czas dla siebie też się znajdzie, ale ta niedelikatność fryzjerki- niewybaczalna.. chciaż może chciała przekazać Danucie, że przede wszystkim nie należy zapominać, że jest się kobietą.Po założeniu rodziny jakoś nam to umyka (czemu?)Czy nie lepiej się czujemy, gdy dobrze wyglądamy? A szczęsliwa mama to szczęsliwe dziecko:)Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńja mam dwoje dzieci jedno 3 lata drugie 2 i codziene ukladanie wlosow makijaz manicure to podstawa- no i stroj odpowiedni:)ale dodam ze nie pracuje i siedze w domu!!! wiec dziwie sie wszystkim matkom ktore po urodzeniu nie maja czsu zadbac o swoj wyglad- dodam jeszcze nikt mi nie pomaga!!
OdpowiedzUsuńDziewczyny, ale to przecież chyba nie o to chodzi, czy ktoś ma czas na fryzjera czy nie. To jego indywidualna sprawa. Bardziej o to, że macierzyństwo czy bycie w ciąży "usprawiedliwia" czyjeś wtrącanie się w nieswoje życie. Sama widzę jak przyczepiają się do mnie różne "życzliwe" panie w sklepach, lub panowie taksówkarze, którzy koniecznie chcą mi opowiadać o porodach ich córek, żon etc. Do głowy im nie przychodzi, że mnie ich historie nie interesują i mam to w nosie ;-)
OdpowiedzUsuńAhhh
OdpowiedzUsuńJa poszłam do fryzjera jak moja M miała 2 miesiące i została ze swoim tatą :) Ledwie Pani nałożyła mi farbę a już za mną dzwoniono... Powiedziałam Pani fryzjerce, że mi dziecko płacze w domku i sprężała się jak mogła:) Machała nożyczkami z prędkością światła i ze zrozumieniem, mówiła, że już już już kończy bo wie jak to jest, zostawić dziecko pierwszy raz. Są kobiety i babsztyle :D
Pozdrawiam
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDori, dokładnie, o to chodzi, że WSZYSCY WIEDZĄ LEPIEJ :)
OdpowiedzUsuńja miałam troche odwrotną sytuację, w dniu porodu rano byłam na ktg (zero skurczy), więc poszłam na manicure (ale się tam na sluchałam, że niby powinnam siedzieć w domu i czekać, a ja jeszcze ciemny lakier sobie zażyczyłam... szalona ;)
PS. no i tego dnia wieczorem odeszły mi wody w knajpie (a przy porodzie ciemny lakier nikomu nie przeszkadzał:))
Miałam to samo u kosmetyczki, jak usłyszała, że mam termin na za tydzień, to nie chciała mi koloru robić, bo przecież nie wolno ;-) Tymczasem położna powiedziała, że jak mam się z tym lepiej czuć to lepiej żebym sobie zrobiła, a jakby coś się działo to oni i tak dadzą sobie radę... samo życie ;-) Przecież sama sobie nie pomaluję...
OdpowiedzUsuńmoja dziuba kończy 9 miesięcy, a drugą 2,5 latkę dostawimy z mężem do dziadków i sobie pójdę do fryzjera, bo teraz przez te święta to miejsca nie było hihihi, no a w zimie to mi się po prostu nie chciało i tyle ;-))
OdpowiedzUsuńNo właśnie, trochę tak jest, że przy dziecku wzrasta ryzyko zapuszczenia się... Też to mam i potem muszę się "odgruzować";) Tak więc wczoraj był fryzjer a dziś mani- i pedi- cure. A z tym odzyskiwaniem wagi po porodzie to zauważyłam, że co miesiąc wszyscy mnie pocieszają inaczej - najpierw było: "po połogu dojdziesz do siebie", potem "trzy miesiące karmienia piersią i waga wróci do normy", a ostatnio coraz częściej słyszę: " 9 miesięcy tyłaś - 9 miesięcy chudniesz" albo "jak mały zacznie biegać a Ty za nim to wszystko zrzucisz"...
OdpowiedzUsuńNo a moja uroda taka, że owszem waga jak przed ciążą (no +2kg), ale ciało +1-2 rozmiary w punktach krytycznych...
Tak więc przestałam słuchać tych szczęściar co to im się samo schudło i zapisałam się na siłownie. Będę chodzić jak młody uśnie...
Ja poszłam do fryzjera dopiero pół roku po porodzie na farbowanie, ale z tego prostego powodu, ze strasznie wypadały mi włosy (co jest dość częste po porodzie)i chciałam ten najgorszy okres przeczekać, a nie zostawić pół czupryny na podłodze zakładu fryzjerskiego.
OdpowiedzUsuńPanie w zakładzie podeszły do tego ze zrozumieniem i zachwycały się moją szczupłą sylwetką oraz tym, że karmię nadal piersią.
Na niektórych ludzi zwyczajnie brak słów, najgorsze, ze to najczęściej kobieta dla kobiety jest niemiła i okrutna.
Ja przeszłam na tryb ekonomiczny. Jak tylko zaszłam w ciążę przestałam farbować włosy (bo mi się nie chciało). Pierwszy raz od 15 lat (!!!)zobaczyłam swój naturalny kolor włosów i nagle okazało się, że wcale nie jest taki mysi. W sumie całkiem mi w nim do twarzy :)
OdpowiedzUsuńPoza tym mam krótkie włosy, więc obcinam sobie sama w domu (jedyna inwestycja to dobre nożyczki fryzjerskie) i noszę nastroszone fryzurki, żeby zakamuflować ewentualne niedociągnięcia. Oszczędność czasu i pieniędzy - bezcenna!!
Bład zasadniczy - niestety popelniany czesto i przeze mnie - to wdawanie sie z taka paniusią w dyskusję i tłumaczenie się jej (obcej obojetnej osobie) ze swojego życia. A powinno być krótko "mam odrosty bo dałam włosom odpocząć", "tak noszę dziecko na rękach, kołysanie niemowlaka dobrze wpływa na jego rozwój" "karmię piersią bo chce". Jakże często łapię się na tym że nie potrafię takiej "wyfiokowanej" fryzierce, ekpedientce, kosmetyczce itp. przypomnieć, że nie przyszłam do niej po ocenę mojej osoby i mojego życia ale po konkretną usługę (za która płace).
OdpowiedzUsuńDanusi, sobie i innym życzę asertywności.
Tak, asertywność to dobra umiejętność, choć czasem niektórzy odbierają to jako upartość i mądrzenie się hihi, ale cóż zrobić, ważne by się swoje zdanie powiedziało ;-D
OdpowiedzUsuńBabka chyba się nasłuchała o macierzyństwie od swoic cioc i babc:/ dobrze, że ja na taką nie trafiłam:)
OdpowiedzUsuńKochane, właśnie zostałam mamą małej Kluski i szczerze mówiąc to co było w ciąży to jest pikuś w stosunku do tego co teraz się dzieje. Jest nie do wytrzymania, wszyscy wiedzą lepiej jak powinnam przystawiać małą do piersi, co ile powinnam karmić, jak ma kolkę co powinnam zrobić etc. Nie wspomnę, że najchętniej wszyscy by po prostu u nas zamieszkali. Pół rodziny już obrażone, no bo przecież asertywność, to nie jest dobra cecha ;-) Pozdrawiam serdecznie wszystkich którzy to przeszli ;-D
OdpowiedzUsuńJak czytam to co napisała Dori, to mam wrażenie, że pisała o mnie!!! Najgorzej to, że wszyscy wiedzą lepiej, my matki chcemy swoim dzieciom zrobić krzywdę, na niczym się nie znamy i jak w ogóle mamy czelność nie słuchać "dobrych rad". Wszyscy chętni do pomocy, ale jak przychodzi co do czego, to nikogo nie ma. Ile osób tyle metod wychowawczych. Zdrowy rozsądek górą! A przez wspomnianą asertywność to dobre kontakty odbudowuję do chwili obecnej (syn skończył 3 lata). Przy drugim będzie łatwiej (tak mówią "wszystkowiedzący" hahaha). Czas pokaże, jestem dobrej myśli.
OdpowiedzUsuń