Zaczęłam czytać Wasz blog, drogie mamuśki, kiedy natrafiłam na adres e-mail.. Nie czytając dalej, piszę..
Mam już 30 lat i pierwsze dziecko. Dziecko, którego według lekarzy miało nie być, bo mama nie może mieć dzieci.. a jednak ma!! Mam świetną pracę - spełniłam marzenia z dzieciństwa, zostałam nauczycielką. mam cudownego męża - spełnienie marzeń z dzieciństwa, miał być wyskoki i przystojny blondyn z pięknymi oczami, wykształcony, mądry... JEST! Mam własne mieszkanie z którego niedługo się wyprowadzę, ponieważ kupiliśmy dom. Mam mamę i babcię, które chętnie pomagają mi w opiece nad moim 6 miesięcznym synkiem. Mam wszystko...
A mimo to, czuję się jak małe dziecko, które chyba nie dojrzało do roli mamy. Nagle okazało się, że nie posiedzę sobie wieczorem z mężem, nie pojadę do kina kiedy mam ochotę, nie pójdę na zakupy, do koleżanki... Leżąc w szpitalu po ciężkim porodzie, zastanawiałam się, czy tego chciałam. CHCIAŁAM!!! Marzyłam o dziecku, płakałam godzinami kiedy okazywało się po kolejnych badaniach, że są coraz mniejsze szanse na ciąże...
Teraz zastanawiam się czy to depresja poporodowa? Pewien mądry człowiek powiedział, że jestem po prostu zablokowana psychicznie, ze to minie. Kiedy zbliża się noc, ja nie mogę zasnąć kiedy jest ze mną moje ukochane dziecko. Serce bije mi mocno, mam wrażenie, że wyskoczy z klatki piersiowej.. Czuję ucisk w klatce piersiowej...denerwuję się. Nie wiem czym, nie wiem dlaczego.. Często płaczę, mama zabiera maluszka do siebie na noc...nie mogą z moim mężem patrzeć jak cierpię. W ciągu dnia jest wszystko dobrze....najgorsze są wspólne noce....
A najgorsze jest to,że nie spotkałam drugiej takiej jak ja.
Erin








Erin,
OdpowiedzUsuńNie jesteś sama! :)
ja też miałam podobną sytuację - w wieku 30 lat urodziłam córeczkę, która teraz ma prawie 2, i której również miało nie być!
Też mam wspaniałego męża, dom i pracę, a jednak nachodziły mnie takie jak Ciebie myśli...
może nie miałam akurat problemu z nocami, ale po bardzo traumatycznym porodzie i dwóch dniach w sali pooperacyjnej bez dziecka (leżałam tam nieprzytomna), kiedy już mąż zawiózł mnie do naszego maleństwa, nie chciałam jej nawet przytulić... :( do dziś mam do siebie o to pretensje, ale tłumaczę to chwilową depresją, zwłaszcza, że wszystko szczęśliwie wróciło do normy! :)
Nie chcę tu udawać mądrej i mówić Ci czy to przejdzie czy nie, i jak szybko, bo przecież Cię nie znam. Mogę tylko powiedzieć, że mi przeszło! :)))
Owszem, dalej brakuje mi czasami spontanicznych wyjść do kina czy na imprezę, ale w końcu od czego są dziadkowie - korzystaj z tego! ;)
Teraz nie wyobrażam sobie życia bez naszej córki!
Pozdrawiam ciepło :)
Adriana
Nie jestes sama chocby z uwagi na nick - ja tez uzywam w necie nicka Erin. :) I choc juz mi to uczucie, o ktorym piszesz przeszlo - moje Blizniaki maja prawie 2,5 roku - to na poczatku tez tak mialam. Duzo lez, ze sie nie nadaje, ze sobie nie poradze. Ale minelo. U mnie minelo samo, niektorzy potrzebuja pomocy - nie boj sie o nia prosic!
OdpowiedzUsuńdziewczyno! daj mi do siebie telefon bo Ty to chyba Ja! :)
OdpowiedzUsuńu nas sytuacja jak u kolezanki Erin powyżej. z ta roznica , ze czasami nadal mam serdecznie dosyc.moge tylko powtorzyć za Erin:"U mnie minelo samo, niektorzy potrzebuja pomocy - nie boj sie o nia prosic!
matka blizniakow
Nowaczki drogie - ja rowniez mam nadal czasami najserdeczniej dosyc :) Powinnam to byla wyrazniej podkreslic :) I smiem twierdzic, ze jest to calkowicie normalne :))
OdpowiedzUsuńNie jesteś sama- można powiedziec, że się znamy;) Ja też bardzo dużo przeszłam i mimo tego, ze mogę spać w nocy to też nie czuje się spełniona. Czuje się winna, bo tak pragnęłam dziecka, wtedy, kiedy straciłam jedno oddałabym wszystko, ale po ciężkim porodzie i w efekcie cesarce kiedy przyniesiono maleństwo...nie poczułam tej magii o której mówiono... teraz z każdym dniem kocham mocniej swojego bąbla, ale brakuje mi życia dla samej siebie , nie dla kogoś..........
OdpowiedzUsuńL.
Droga Erin ! nie każda mama od razu czuje ten macierzyński instynkt! Mowią, że przez cały okres ciąży powoli z dnia na dzień przygotujemy się do tej nowej roli-hehehhe-bzdura!! Jak urodził się mój syn też czułam do niego pczątkowo coś dziwnego -niechęć?- nie wiem,ale jak patrzyłam na inne mamy z którymi leżałam na sali to czułam się wyrodną matką.. i potem w domu zaczął się meksyk!!! Naprawdę nie potrafiłam się przestawić, wstawanie w nocy,gdzie ja lubię sobie pospać, było koszmarem... byłam ciągle zmęczona, zła, czasem w duchu obwiniałam za wszystko dziecko (czego teraz żałuję), potem jeszcze doszły "cudowne" rady rodziny- myślałam,że oszaleję!! Ale gdy mój synek pierwszy raz się do mnie uśmiechnął,gdy tylko przy mnie się uspokajał, gdy usypiał obok tzrymając mój paluszek.... wszystko co złe w mojej głowie odeszło:) patrzę na tą małą istotę i powtarzam sobie, że tylko ja potrafię dać mu tą bezgraniczną miłość, to ciepło, to uczucie którego on tak pragnie.. matka jest dla dziecka najbliższą osobą, maleństwo też czuje, że coś jest nie tak i równiez to mocno przeżywa!! Pamiętaj, że jesteś najlepszą mamą na świecie ... i wszystko się ułoży :) mamaMateuszka
OdpowiedzUsuńpo urodzeniu mojego synka miewalam podobne stany... i takze panicznie balam sie nocy w dzien jakos funkcjonowalam choc czasami wyślizgiwałam sie z pizamy dopiero okolo godziny 3 po poludniu. Pewnego dnia moje dziecko rozwrzeszczalo sie na maksa a ja... poplakalam i wyszlam z pokoju wydawalo mi sie ze to wrzeszczace cos to nie moje ukochane wyczekane dziecko a jakis potwor, balam sie go dosłownie.
OdpowiedzUsuńWszystko minelo... nagle... podpisuje sie jak moje poprzedniczki pamietaj jestes najlepsza mama na swiecie - trzymaj sie
Powtórze już raz napisane zdanie: Nie jesteśmy przygotowane no to, że dziecko to "terrorysta" który nas bezwglednie sobie podporządkowuje.
OdpowiedzUsuńFilmy i reklamy pokazują spokojne, radosne niemowlęta i ich zadbane, równie radosne mamy."Dzieciate" koleżanki opowiadaja jak wspaniale sobie radzą. A rzeczywistośc jest inna..
Kiedy wróciłam do pierwszym porodzie do domu nie słyszałam w nocy płaczu dziecka. Moja mama budziła mnie w nocy słowami "nie słyszysz, chce jeść"?" Nie słyszałam, nie chciałam słyszeć, CHCIAŁAM SPAC!!!. Z drugim było lepiej, ale pamietam taką noc, gdy wpatrywałam sie w płaczące maleństwo niezdolna do żadnego działania. W końcu zaniosłam go mężowi ze słowami "zrób z nim coś".
Pojawienie się dziecka to rewolucja w rodzinie. Już nigdy nic nie bedzie takie jak było. Nie znaczy to, że jest gorzej, jest INACZEJ.
Z czasem odryjesz radośc z przytulania się we trójkę.
Wiele matek przechodzi po porodzie mniejszą lub większa depresję. Wierzę w Ciebie. Uda Ci się zwalczyć swoją. Jeśli jednak trwa ona zbyt długo może warto skorzystać z porady specjalisty.
POWODZENIA
Droga Erin , sama to Ty na 100% nie jesteś , bo prawda jest taka ,że na 10 matek 9 przechodzi to co ty ! Prawda też jest taka że niewiele się do tego przyznaje .
OdpowiedzUsuńU mnie było , czasem jeszcze jest podobnie . kiedys pewna MATKA BLIŹNIAKÓW powiedziała mi "to mija " i tego się trzymałam kurczowo .miała rację mija , czasem troszkę wraca ,ale mija .
proś o pomoc i nie bój się mówić o tym głośno w swoim otoczeniu .
Zgadzam się z Dorotą. Może warto skorzystać z pomocy psychologa/psychiatry. Pierwsze pół roku z dzieckiem jest naprawdę trudne i wyczerpujące.
OdpowiedzUsuńSama pamiętam, jak po sześciu miesiącach zdecydowałam - wyjeżdżam na tydzień. Też miałam ten komfort, że mogła pomóc moja mama. Wróciłam ze zdwojoną energią, choć wyjeżdżałam z ogromnym wyrzutem sumienia.
Nie jesteś sama - jest wiele takich mam jak Ty. Po prostu wiele z nich nie ujawnia swoich dramatów. Tym bardziej jestem pełna podziwu i szacunku dla Ciebie, że poruszyłaś tak trudny temat.
Pozdrawiam i życzę szczęścia
Erin kochana tak jak Emka napisała to mija jeszcze tydzień temu w to nie wierzyłam bo mała mi dawała tak popalić lecz z dnia na dzień jest coraz lepiej i ja się lepiej czuje i mała jest coraz spokojniejsza(chociaz ma odchyły jak to 8 m-c dzidzia) tak wiec głowa do góry i nie poddawaj sie jesteśmy z Tobą
OdpowiedzUsuńA... bo to chyba tak jest, że o tym całym macierzyństwie mówi się jak o jakimś mistycznym wydarzeniu.
OdpowiedzUsuńja tak nie uważam, kocham moja córkę, ale jest już poza moim ciałem więc mam prawo chciec się od niej uwolnić.
Koleżanko nauczycielko (brzmiąca znajomo) uwierz nie jestes sama.
Mnie się wydaje, że wypałniam czyjeś polecenia - oczekiwania.
Miały być studia - są.
Mąż - jest.
Praca - jest.
Dom - jest.
Dziecko - jest.
Tylko gdzies w tych oczekiwaniach zagubiło się moje "chcę". Mam wrażenie że nie ma juz mnie. Tylko zawsze jestem jako matka, zona, albo szacowna pani domu.
I to nie chodzi o to że jestem nieszczęsliwa. Brakuje mi tego, zeby wyjść z domu jak się wkurzę.
A z kim zostanie dziecko?
Trzasnąć drzwiami.
Nie moge bo dziecko bierze przykład.
Krzyknąć na lubego.
Nie WOLNO! DZIECKO CZUJE ZŁĄ ATMOSFERĘ!
Zamknąć się w swoim pokoju i poczytac książkę.
A gdzie jest mój pokój? Wszędzie sa zabawki, ciuchy męża i dziecka.
Książkę? a cóż to za zjawisko?
Nie byc przez chwilę dla kogos tylko dla siebie.
Wiem o czym piszesz tego się nie da nazwać.
Bo nawet jezli idziesz do kina zmężem to to juz nie jest to aamo wyjście jak przed porodem.
Ja czasami zastanawiam się czy ja juz odcięłam pępowine od swojej mamy. Bo czasami wydaje mnie się że jestem dzieckiem, które urodziło dziecko.
Ale myslisz że tylko ty się boisz?
Uwierz, że nie.
Wszystko się zmieni jak wrócimy do pracyu.
Jak przyjdzie lato i będziemy z dzieciakami na dworze. Jak będziemy z nimi siedziec w pisakownicy, albo zabierać nad jeziorko.
Myślę , że w końcu będzie taki czas że będziemy z tego czerpac radość.
Teraz był najgorszy okres na opieke nad dzieckiem, najpierw jesien, potem zima.
A w domu jak wiadomo zwariować można ;)
Pisze się bo się łudzę że ja też tak będe miała ;)
Erin nie jesteś sama. Tak to jest, że jeżeli coś z nami się dzieje, czy w sposób fizyczny czy psychiczni mamy poczucie, że to tylko my tacy jesteśmy. Doskonale Cię rozumiem. Ja przeszłam depresję poporodową, z której całe szczęście dzięki psychoterapii wyszłam. Jednak po jakimś czasie zachorowałam na nerwicę. Leczę się cały czas, psychoterapią jest o niebo lepiej, ale tak jak kiedyś już pewnie nie będzie. Moja psycholog mi mówi, żeby sobie nie wyrzucać, że mamy jakiś negatywne uczucia do naszych dzieci. Czasem tak bywa i jest to normalne. A ja przynajmniej tak miałam, że miłość do mojej córci rozwijała się z dnia na dzień, nie wybuchła w momencie, kiedy położono mi ją na brzuch. Wręcz przeciwnie, początek był bardzo ciężki. Erin nie jesteś sama i jeżeli nie radzisz sobie z tą sytuacją to zwróć się o pomoc do psychologa, bo naprawdę warto. Ściskam.
OdpowiedzUsuńWitaj w klubie :) Moze nie jest to wesoly klub ale jest nas duzo.
OdpowiedzUsuńU mnie trwalo to ok 4 mce, 4 mce niekochania swojego dziecka, wyrzutow sumienia, placzu, bezsennosci i poczucia, ze nigdy nie bylam tak nieszczesliwa.
Znam doskonale to uczucie stresu, ucisku w klatce, kolatania serca. Nabawilam sie bezsennosci, nie bylam w stanie przespac nocy bez proszkow nasennych.
I minelo. Powoli stopniowo, pojawila sie milosc i radosc. I jestem szczesliwa. I Ty tez bedziesz.
sciskam mocno!
Głowa do góry :)
OdpowiedzUsuńJak widzisz jest wiele kobiet, które mają podobny problem i albo uporały się już z nim, albo są w trakcie. W życiu każdej z nas przychodzi taki moment - kiedy zastanawiamy się czy to co mamy jest TO WŁAŚNIE TO!!! Masz dom, cudownego męża, upragnione dziecko, pracę którą kochasz i ciesz się tym. Teraz gdy maluch jest mały są gorsze i lepsze dni - a przyjdzie czas, że wybierzesz się do kina, na spacer bez malucha lub spędzicie romantyczny wieczór we dwoje (nie jest powiedziane, ze nie możesz zrobić tego teraz :)) :) Mów otwarcie rodzinie co Cię dręczy niech wiedzą co Ci jest i jeśli tylko będą potrafili to pomogą, ale nie uciekaj - nie oddawaj malucha na noc do mamy :) połóż się razem z nim - opowiedz mu co czujesz i czego się boisz - może przejdzie, może ulży, może to strach przed nim powoduje, że wieczorem czujesz się tak a nie inaczej :)
W dzień jest wszystko ok, bo masz pewnie wiele zajęć, które pochłaniają Cię doszczętnie, wieczór zaś to moment odpoczynku, gdzie myśli "latają" po głowie i nie wiesz co ze sobą zrobić.
Uśmiechnij się, spędź część dnia bez maluszka ze znajomymi - to że jesteś mamą nie oznacza, że musisz rezygnować z przyjemności dla siebie, dziecko będzie miało opiekę - babcię lub tatę.
Takie jest moje zdanie :) i chyba źle nie radzę. Mam dwójkę dzieci: 1 roczek i 10 lat :) i wiem co to znaczy, kiedy wyje się po nocach - bo nie jest się pewnym czy na pewno ja się spełniam i czy to co robię i co mam to jest to o czym marzyłam i czego chciałam. Pierwsze dziecko urodziłam mając 18 lat - ominął mnie czas, gdy moi znajomi spotykali się na piwku czy w kinie. Odbijam sobie pomału teraz :) Bo też jestem ważna !!!
Był czas, gdy chowałam głowę, nie mówiłam co mi jest, płakałam, i nie wiedziałam co robić - po 7 latach małżeństwa przeszliśmy kryzys w naszym związku - nie był to najlepszy czas :(
Teraz śmiało mówię, gdy jest mi źle i co mnie dręczy - bez tego mój związek nie funkcjonowałby tak jak trzeba i oczywiście ja nie dałabym rady :) A szczęście, które posiadam nie zamieniłabym na nic innego :) też do takiego wniosku dojdziesz wkrótce - trzymam kciuki i życzę powodzenia :)
Tępe patrzenie się w ścianę gdy dziecko płacze?
OdpowiedzUsuńNiereagowanie na płacz?
Nie skakanie z radości na widok uśmiechu?
Bezsilność?
Miałam to wszystko. Nie zaraz po porodzie..zaraz po porodzie byla euforia, bo urodziłam zdrowe dzieci, co nie było takie oczywiste dla mnie w ciąży, dużo przeleżałam w szpitalu.
Przyszło później. Ale nie obyło się bez lekarza. Rzadko o tym mówię, bo mało osób to rozumie. Brałam antydepresanty.
Nie przeszło też tak nagle jak się pojawiło, ale przeszło.
A o tym, że czuję, iż nie dorosłam do roli matki mogłabym napisać też teraz. Nadal to czuję czsami.
hmmm... i u mnie nie zawsze było pięknie i różowo. a miało być przecież. zgadzam się z dorotą, że kolorowe gazety, tv pokazują obraz dziecka - no aniołów nie dzieci, jedzą, śpią, jedzą. matki uśmiechnięte, zadbane. malina. i ja miałam przez całą ciążę taki obraz sielanki po porodzie. a tu klops. wszystko na odwrót. dziecko płaczące całe dnie, dziecko całą dobę kołysane w wózku. takkk. i doł, wielkie rozczarowanie. czasami bywało ciężko. dużo zawdzięczam swojej mamie. depresję miałam w 100% choć u lekarza nie byłam, nie wiem chyba ze wstydu. poradziłam sobie sama, z czasem. i teraz czasami zdarzają się gorsze dni, wtedy proszę kogoś o pomoc, męża, dziadków.
OdpowiedzUsuńJak to czytam to widzę ze mogę napisać JA TEŻ!
OdpowiedzUsuńnawet treść listu Erin zgadza sie z moim życiorysem. Lat 30, super mąż, skończone podwójne studia, dom na razie na papierze, okropny poród... Też niby nie mogłam mieć dzieci, a jednak...Depresja poporodowa była straszna. Chciałam uciec. zostawić to dziecko, tego faceta. Po prostu iść sobie!! 4 miesiące po porodzie okazało sie że- jestem w ciąży! Znowu! 'Łatwo nie było. Teraz moje drugie dziecię leży na moich kolanach. Ma 5 tygodni. Ja jestem zrzędząca, wiecznie niezadowolona, baardzo nerwowa-
- bo niespełniona,
-bo nie ma MNIE!!
-bo nie moge sie nigdzie ruszyć
- bo brak mi chęci i energii zrobić cos dla siebie,
-bo mam wyrzuty sumienia że jestem taka niedobra, ale inaczej nie umiem
-bo nie mam z kim porozmawiać
Ale powoli szukam plusów:
-moje ciało jest już moje i tylko moje( prawie dwa lata w ciąży)
- we wrześniu przestane karmić (będę mogła się wyrwać)
- jakoś przetrwam ten czas (choć nie wiem jak) i będzie już tylko lepiej
-pójdę wreszcie do pracy albo otworze firmę.. Choć nie wiem co zrobię z dziećmi,( nie chcą mi dać żłobka bo nie pracuję- fantastyczne POLSKIE przepisy!!!!! )
Ale jakoś to muszę zrobić, bo jestem nieszczęśliwa, a raczej nie umiem znaleźć w sobie szczęścia, przez co też cierpią moje dzieci i mój mąż.
Łudzę się że będzie lepiej, bo..... MUSI!!!
Oj widać, że jednak dużo nas, a patrzymy na innych i mówimy, czemu oni mogą być szczęśliwi, a ja nie (przynajmniej ja tak mam, czuję się inna). Rzeczywistość bywa brutalna. Miło by było znaleźć jakiś złoty środek na takie odczucia, ale się nie da, widać trzeba czasu. Jula moja ma 3 lata i również czasami wydaje mi się, że nie dorosłam do roli matki, a szczerze, to może okropne, że tak myślę, ale mam wrażenie, że ktoś brutalnie wtargnął w moje życie, chociaż kocham ją niesamowicie, choć bardzo jej pragnęłam.
OdpowiedzUsuńczytam wszystkie wpisy i wlasnym oczom nie wierze...przeciez wszytskie matki dookola wydaja sie byc takie szczesliwe...Zwroce sie moze przede wszystkim do Erin, ktora zaczela ten watek. Erin, nie jestes sama, chociaz to juz wiesz! Ja jestem matka 4 miesiecznego synka i mam identyczny problem!Tak jak piszesz, najgorsze sa noce, nie moge spac, jestem zdenerwowana,jest mi zimno, w gardle sciska, chce sie wymiotowac a serce wali jak szalone!kocham swoje dziecko, wzruszaam sie kazdym jego gestem,rozczulam nad kazdym cm jego ciala, a z drugiej strony czuje ogromny lęk...przed czym?przed nim?przed obwiązkiem?przed utrata siebie?jestem osoba obowiazkowa, pracowita, z reszta tez nauczycielka i nikt z boku nie uwierzylby, ze to tylko pozory, ze tak naprawde zmagam sie z maierzynstwem kazdego dnia. Moje dziecko jest dopieszczone, zadbane az do przesady a ja ciagle obawiam sie, ze nie dam rady, ze nie potrafie oddac mu sie w stu procentach. Presja jaka we mnie siedzi kaze mi myslec: "juz nigdy nie bedziesz wolna, juz nigdy nie bedziesz mogla ponarzekac, rozczulac sie nad soba, teraz musisz byc silna bo jestes mama!" a ja choc jestem silna, to boje sie tego! czasem zazdroszcze synkowi, bo on moze wszystko a ja juz nic!mam wszystko jak Erin a jednak nie potrafie byc szczesliwa, nie mam odwagi przyznac sie co czuje, boje sie krytyki bliskich, przed ciążą bralam leki antydepresyjne, bo juz od jakiegos czasu zmagam sie z lękami i nerwicą, Teraz karmie, wiec leki odpadaja. A w ogole to jak ja moge isc do lekarza???przeciez ja jestem matka, a matkom nic nie wolno!wiem, ze musze zyc dla siebie, ale nie potrafie!I nie wierze w to, ze minie. Moze, jak moj syn skonczy 18 lat i sie wyprowadzi. Pozdrawiam wszystkie mamuski o podobnych problemach!
OdpowiedzUsuńDepresja od kilku lat. Co sezon jesienny - dół, leki, psychoterapia (i inne, o których pisać nie będę z powodu zaściankowego wstydu). Ciąża - dramat. Leki - w żadnym wypadku ze względu na dziecko. Dziecko przyszło na świat, myślę sobie - przechytrzę tą zdzirę deprechę, nie dam się zaskoczyć, psychiatra - leki. Pierwszy lek - szczękościsk, drugi - zupełne odrętwienie. Trzeci trafiony. Zaczęłam we wrześniu, czuję się dobrze od lutego. I kiedy byłam w najgorszym stanie, poprosiłam szanowną panią doktor, żeby wypisała uprzejmie mężowi zwolnienie na mnie, na kilka dni, bo nie mam siły, a przecież jest dziecko, a ja nie jestem w stanie na nie patrzeć, a co dopiero zajmować się nim na pełnych obrotach. -NIE! -Jak to? To po cesarce mógł pomóc przez kilka dni, zwolnienie od ginekologa, nie ma sprawy, a teraz nie?
OdpowiedzUsuńCzyli co? Gdybym złamała nogę, to TAK, ale jak depresja to już NIE? Niech mi to jakiś mądry wytłumaczy, bo nie rozumiem! Nie rozumiem i kipię ze złości.
Ally ja dokładnie tak samo czasem sobie myślę, że jak Jula skończy 18 lat i się wyprowadzi to odetchnę, ale widząc po moich rodzicach raczej tak nie będzie. Nasze poczucie odpowiedzialności to już na całe życie, bez względu na to ile nasze dzieci będą miały lat i to mnie chyba najbardziej przytłacza, boję się tego przeokrutnie. Mama G ludzie chorób typu depresja, nerwica nie uważają za chorobę. Wiem o tym po zmagam się z tym świństwem tak jak już pisałam wcześniej. A już najbardziej rozwala mnie sposób myślenia bliskich i teksty typu: co ty mówisz, przecież masz wszytko inni nie mają nic więc ciesz się tym co masz...dobija mnie to.
OdpowiedzUsuń@Charlott - ja nie mam złudzeń, wiem, że ludzie na hasło "depresja" biorą często nogi za pas, a słysząc "psychiatra", uciekają, gdzie pieprz rośnie. Ale ja prosiłam o pomoc LEKARZA. Nie jakiegoś laika.
OdpowiedzUsuńA nadmienię, że u mnie choroba wygląda zawsze podobnie - potrafię godzinami studiować każdy centymetr kwadratowy sufitu.
Dołączam się do Waszego klubu. Tylko na co ja mogę narzekać? Moja Niunia ma 4 miesiące a od drugiego miesiąca przesypia noc do 6 rano bez pobudek, jest zdrowa, śliczna, kochana... Mój niby-mąż, tatuś Niuńki opiekuje się Małą lepiej niż niejedna mama, wstawał w nocy, kiedy po cesarce byłam słaba, wstaje o świcie. Do pomocy mamy obie babcie. W sumie tej pomocy nawet nie potrzebujemy, bardziej babcie tego potrzebują:). A mi jest ciągle źle. Teraz może już trochę lepiej, przestałam się panicznie bać. Teraz boję się już tylko bardzo. Odpowiedzialności. Przez jakiś miesiąc po narodzinach Małej nie byłam w stanie podejmować decyzji. Najlepiej jak ktoś za mnie zdecyduje które mleko dawać Małej, krople itp. Żeby nie było na mnie jak się coś stanie... Paranoja. Czułam się, jakbym miała 15 lat a nie 30, jakbym była ubezwłasnowolniona. Małej nie kochałam, bo przecież ona mnie też nie kocha. Nie patrzy na mnie, nie odpowiada, nie tuli się, żeby chociaż merdała ogonem jak mój pies. A tu nic, zero kontaktu i myśl, że na pewno mnie nie kocha. Jestem jedyną matką, która nie kocha swojego dziecka, której nie ugięły się kolana, kiedy położono jej dziecko na piersi po porodzie, która nie lubi karmić piersią. I ta presja- musisz karmić piersią, bo będzie chorować albo kochasz ją już? Przecież muszę powiedzieć, że kocham, bo nikt nie czeka na szczerą odpowiedź... Pomału się w tym odnajduję, ale dalej jestem wściekła jak mam wstać o 6, a tak bardzo potrzebuję snu, bo ostatni raz wyspałam się przed ciążą. Tylko jak podchodzę do łóżeczka Małej i widzę jak się śmieje na mój widok /patrzy na MNIE i śmieje się do MNIE:)/, to zaczynam czuć te miękkie kolana...
OdpowiedzUsuńKiedy znalazłam ten blog, rozpłakałam się czytając wszystkie wpisy. To znaczy, ze jest nas więcej. To znaczy, że nie muszę wyglądać pięknie wstając o 5 rano, z uśmiechem wysprzątać cały dom i zaplanować przyszłość dla mojej córki na najbliższe 20 lat. To znaczy, ze wolno mi się pogubić, bo jednak to wszystko wróci do normy, że takich wybuchów płaczu bez powodu będzie mniej. Żeby tylko ktoś jeszcze stworzył bloga dla tatusiów, którzy tak jak mój niby-mąż patrzy na mnie jak na kosmitę, kiedy staram mu się to wszystko wytłumaczyć. Wiem, że stara się zrozumieć, ale za nic mu nie wychodzi...
Pozdrawiam wszystkie mamy szurnięte jak ja...
:)
OdpowiedzUsuńdla wszystkich MAM szczęśliwych inaczej
Kinga też pamiętam czas gdy mój mąż pytał mnie (zdołowanej i zamkniętej)pokazując mi synka- no ale spójrz na niego, nie kochasz go?
OdpowiedzUsuńOdpowiadałam ...NIE...Wtedy on temu maleństwu tłumaczył- nie przejmuj się mamusia tylko tak mówi, ona Cie strasznie kocha tylko jeszcze o tym nie wie. Teraz już mogę powiedzieć ( choć kolorowo jeszcze nie jest)że -miał racje.
Dzięki Anno. Mam nadzieję, że jak skończy się ta emocjonalna karuzela, to nie dobiją mnie wyrzuty sumienia:). Ale taki to chyba nasz los. Myślę, że gdybyśmy rzeczywiście były nieczułe, to nie przejmowałybyśmy się tym wszystkim tak bardzo. Matkom ograniczonym emocjonalnie chyba jest wszystko jedno... Pozdrawiam słonecznie:)
OdpowiedzUsuńPodpisuje sie pod tym obiema rękami. Nikt nigdzie nie mówi, że miłość do dziecka przychodzi z czasem i potem każda z nas czuje się jak wyrodna matka. Ja na początku czułam wzrusznie i strach. Obserwowałam Małego jak śpi i powtarzałam sobie" to jest moj syn, mój syn", tak jakbym nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawde, że jestem Matką. Najgorsze jest to że nie miałam doświadczenia w opiece nad dziećmi i po prostu bałam sie swojego synka, przerażał mnie jego płacz. Najgorzej było w nocy, kiedy nie spał,nie miałam cierpliwości, czasami budziłam mojego męża i mówiłam "weź go ode mnie, bo ja już go za mocno bujam", za godzine budził mnie mój mąż i mowił to samo:) Sytuacja zmieniała się powoli, potrzebowałam czasu żeby wydobrzeć po porodzie, zapomnieć, żeby sie przyzwyczaić do nowego życia. Pamiętam taki moment kiedy próbowałam go uśpić, kołysałam, a on nic, była pewnie 3 albo 4 w nocy, ja juz ledwo stałam na nogach, naprawde byłam wściekła, miałam ochote polożyć go do łóżeczka i wyjść, spojrzałam na niego, a mój Mały przesłał mi niesamowicie, szczery, rozbrajający uśmiech, nagle wszystko ze mnie opadło, wszystkie złe emocje,zmęczenie. Serio... nie wiem jak to działa, ale instynkt macierzyński to niesamowita rzecz:)...
OdpowiedzUsuńdo dzisiaj czasami mam wrażenie, że ludzie których świeżo poznaję nigdy by nie uwierzyli, że mam prawie 2 letnie dziecko! Dziecko chciane, zaplanowane, wyczekane! A jednak w którym momencie zastanawiam się czy to dla mnie? to całe macierzyństwo? Czy czasami się nie pomyliłam? Żyłam jak pączek w maśle, miałam pracę, kończyłam studia, własny wymarzony motocykl, co weekend wyjazdy, imprezy i nagle poczyłam sie jak by mi to wszystko odebrano.....dzisiaj dochodzę do wniosku, że niczego mi nieodebrano tylko dostałam od życia najpiękniejsze co może być :) DZIECKO!
OdpowiedzUsuńErin, życzę Ci abyś tez odnalazła swoją drogę do szczęścia!
Wciąż nie mogę uwierzyc, ze tak wiele nas jest...szczesliwych nieszczesliwych MATEK, ktore gdzies tam w srodku same sa dzieckiem. Mojemu mezowi zaraz po porodzie powiedzialam, ze pewnie znow dopadla mnie depresja i zapytalam, czy mi pomoze, czy zabierze mnie do lekarza, odparl ze owszem, jesli bedzie taka pptrzeba. Wtedy znajomy lekarz powiedzial mi, ze nie moge brac lekow jesli chce karmic dziecko, ze sa leki lagodne dla malca, ale on zadnych nie poleca. Wiec temat ucichl, maztylko czasem pyta jak sie czuje, a ja zbywam go, ze dobrze. Nie moge sie przyznac, bo rozkleje sie na maxa i nie dam rady zajac sie dzieckiem, a wiem ze nikt nie zrobi tego lepiej niz ja. Po porodzie zdecydowalam, ze bede karmic 6 miesiecy, a teraz kiedy Kajtek konczy cztery, czuje te cholerna PRESJE karmienia do roku! a ja chce zaczac leczenie bo nie przezyje kolejnej jesieni. Dobrze, ze cieple miesiace przed nami. Nie mam odwagi przyznac sie mamie ani tesciowej co czuje. Boje sie odtracenia. Temat psychiatria to nadal temat tabu, ludzie wytykaja nas palcami, nie traktuja jak chorych lecz jak "walnietyuch". Choc dziwie sie temu, sama do tej grupy naleze, sama nie potrafie samej siebie pzekonac, ze to nic zlego, nic wsytdliwego, nie potrafie...
OdpowiedzUsuńdo Izy: tez nie moglam, nie moge chyba do dzis uwierzyc ze mam syna, ze jestem matka...
do Kingi: mysle, ze to wlasnie my jestesmy tymi najlepszymi matkami, mimo wszystko:)
do Anny:gatuluje odwagi, ja nigdy nie potrafilabym sie przyznac mezowi, ze czuje jakies negatywne emocje do wlasngo dziecka...
do Charlott:prawda jest taka, ze jesli ktos nie przezyje tego co my, nie zrozumie...a brak zrozumienia to jak gwozdz do trumny...
dzieki mamuski:*
fuck, niby wiedziałam, ze nie ja jedyna ale jak przeczytałam wszystkie wasze wpisy to łzy mi poleciały. uff. tak, dziękuje :)
OdpowiedzUsuńMiałam to samo, 30% szans na dziecko, 30 lat i 30 dni płaczu odkąd mała sie urodziła... pierwszy miesiąc to tragedia była... teraz też bywa różnie, ale już jest dużo lepiej. Trzymaj się. Nie jesteś sama, miałam identycznie!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńNo, może i sie nie nadaję bo nie miałam takich przeżyć, choć zdarzało się że przynosiłam dziecko w środku nocy tatusiowi i mial się zajać bo ja już niet.
OdpowiedzUsuńAle ja o czyms innym. Jak już któraś pisała, w telewizji piękne, uśmiechnięte dzieci, błyszczące domy, podłogi z których jeść można, mamy modelki wiecznie uśmiechnięte. I to jest pierwsze co podpowiada nowym matkom jak to będzie wyglądać.
Ale jest też druga strona, rodzina, lekarze, znajomi którzy potrafią obiecywać że zaleje nas wielka fala miłości jak tylko odetnie się pępowinę i że sielanka, bo przecie miłość wszystko wynagrodzi.
A tu za przeproszeniem dupa. Bo z dzieckiem instrukcja obsługi nie wyskakuje. Bo nie zawsze wiemy czego to małe bobo chce a ryczy ile wlezie. Bezsilność zabija.
A przecież można uprzedzić, że to nie jest tak bajkowo. Wtedy szok jest mniejszy ;)
Gdzieś to przeczytałam dziś, że Polska to taki kraj w którym niewielu ci pomoże, ale wielu będze oceniać, moralizować. To bylo akurat w odniesieniu do pigułki 72h, ale tak sobie myśle ze dotyczy szerszego obszaru.
i powiem szczerze ze kiedy mialam akcję 'nie mogę z nim wytrzymać już' po prostu wychodziłam z pokoju. darł się czy nie, jeśli był w łózeczku - nic stać się nei może a dla mnie wyjście na poł minuty, pokrzyczenie w poduszkę czy inne tego typu rozrywki były wybawieniem.
To wszystko jest bardzo smutne, bardzo, nie jestem nawet w stanie sobie tego wyobrazić, bo ja miałam szczęście być w euforii po narodzinach wyczekanego dziecka, na jakimś oksytocynowym haju. Przez wiele miesięcy. Później zeszłam na ziemię, ale i to nie był upadek.
OdpowiedzUsuńDobrze że mówicie, rozmawiacie, to ważne. Depresja to poważna choroba, złożona, nieoczywista. Współczuję i trzymam kciuki.
Zastanawia mnie tylko jedno, przepraszam, nie gniewajcie się, po prostu to często na tym blogu wraca - czy Wy naprawdę myślałyście, że macierzyństwo wygląda tak jak na reklamach, w kolorowej prasie czy w mydlanych operach? Naprawdę wierzyłyście, że będzie bajkowo? Naprawdę odczuwałyście jakąś presję?
Współczuję, jeśli matki czy przyjaciółki nie rozmawiały z Wami o trudach, słabościach, smutku, które przecież są naturalne. I nie dyskwalifikują nikogo jako Rodzica, nie deprecjonują miłości, bo to akurat prawda, że ona jest, pełna, czysta i bezwarunkowa, tylko czasem objawia się później, dojrzewa.
Wszystkiego dobrego dziewczyny, jesteście najlepszymi Mamami dla swoich dzieci. Więcej wiary w siebie:-) Pozdrawiam
a_beatle pisze " czy Wy naprawdę myślałyście, że macierzyństwo wygląda tak jak na reklamach, w kolorowej prasie czy w mydlanych operach? Naprawdę wierzyłyście, że będzie bajkowo? Naprawdę odczuwałyście jakąś presję?"
OdpowiedzUsuńNaprawdę. Myślałam że będzie bajkowo. Że jeśli się przygotuję. Przeczytam stosy książek. Przewertuję wypowiedzio na forach internetowych. Będę wiedziała i naprawde będzie bajkowo.
Widać nie na wszytko jestem w stanie się przygotować.
Ale to chyba wynika z mojego charakteru lubię być zawsze przygotowana, mieć wszytko zaplanowane wówczas czuję się bezpiecznie.
A przy dziecko nie byłam w stanie na początku niczego zaplanować.
Zostawłam z Agata sama na dwa tyg w szpitalu.
Nie potrafiłam karmić persią. Nie potrafiłam kąpać.
Nie wiedziałam co z tym pępkiem.
Bałam się. O nią. O to że nie poradzę sobie z tą odpowiedzialnością która na mnie spadła.
Kiedy płakała nie wiedziałam co robić.
A przecież tyle się naczytałam.
Frustracja.
Gdy mówiłam mamie że mam Agaty dość że musze od niej odpocząć słyszałam. Przestań tak mówić nawet o tym nie myśl.
A teraz babcia mi przypomniała, że moja mama gdy urodziła się młodsza ode mnie o 6 lat siostra powtarzała przez pierwszy rok zycia, że jesli ona pierwsza by się urodziła drugiego dziecka by nie było.
Czyli ... miały to kobiety 20 lat temu, 40 ...60 i dziś. I nie ma się co dziwić.
Czy odczuwałyśmy prsję??? Tak, tak i jeszcze raz tak!!!!!! Czasem nie skutkują proste triki opisywane w gazetkach, kiedy dziecko płacze, a artykuły typu "każde dziecko nauczy się samo zasypiać" upewniały mnie, że dam radę. Być może są mamy, które stosując te porady trafiały w 10!! Moje dziecko jest niestandardowe- i nie jest rozpieszczone, daleka jestem od tego, a jednak cudowne rady były dla nas beznadziejne. Kiedy czytałam, ze na kolki dobry jest koper włoski,a mój synek jeszcze gorzej po nim reagował upewniłam się, że nie warto opierać się na takich lekturach tylko zaufać intynktowi, a to bardzo trudne i tego trzeba się nauczyć. Kiedy rodzi się dziecko uczymy się i nic nie jest proste..... nic nie jest sielankowe.....
OdpowiedzUsuńCzytam Was dziewczyny i płaczę. Płaczę, że jest nas więcej, płaczę, bo tak naprawdę czuję się bardzo samotna- tak bardzo potrzebuje z kimś porozmawiać, pobyć, wyżalić się. Chyba potrzebuje fachowej pomocy, jest tylko jedno małe wielkie ale... w małych miasteczkach trudno o takową pomoc. No i u nas z kasą niezbyt dobrze, bo ja "siedzę w domu" i nie zarabiam a z jednej pensji przy bliźniakach to trudno... Nie mam w tym miasteczku jeszcze zbyt wielu znajomych nie mówiąc o przyjaciołach, a wszyscy bliscy sercu daleko no i przez telefon to jakoś tak dziwnie, wszystkiego się nie powie- bynajmniej ja nie umiem tego.
OdpowiedzUsuńPresję oczywiście, że czułam i czuje nadal. Wczoraj szłam z dziećmi i mój synek bardzo płakał,ale szedł. Pewna pani podeszła do niego i pyta go, czy go ktoś bije. Ręce mi opadły i aż mnie zatkało... owszem czuje presję i oko małomiasteczkowych Pań z gotową radą, którą chętnie i zawsze się dzielą.
Źle mi. Idę popłakać w poduszkę...
Trzymajmy się!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńczułam dokładnie to samo
OdpowiedzUsuńomamiona reklamami,ze macierzyństwo jest piękne i wzniosłe,ze kocha się dziecko od poczęcia.Że wystarczy poczytać trochę poradników i wszystko pójdzie jak z płatka. Wydawało mi sie,że to są instrukcje gotowe i jak będę się stosowała to wszystko będzie ok-w końcu każda matka przez to przechodzi i żyje
I nagle przyszedł na świat i zburzył cały dotychczasowy porządek. Nic nie było tak jak przedtem. A ja potrzebuje stabilizacji do poczucia bezpieczeństwa. Tymczasem nic sie nie sprawdzało-ani poradniki ani rady. Młody ryczał wciąż, wciąz był głody. Ja ze stresu nie miałam pokarmu i kółko zamknięte. A każda podana butla wzrastało poczucie winy,ze nie umiem wykarmić dziecka własnego i skazuje Go na choroby i mękę. Czytając poradniki co moje dziecko już powinno a czego nie wciąż dążyłam do upragnionego wzorca-że już nie powinien jeść w nocy, ssać smoka, zasypiać powinien sam itp.
Przez pierwsze 4 miesiące chciałam sie zabić, bo nie dawałam sobie rady z niczym i czułam sie beznadziejnie. Moje życie straciło sens-nie miałam od nim kontroli zupełnie. Poczucie bezsilności mnie przytłaczało. Nie poszałam do specjalisty, bo zanim bym sie dostała na NFZ to i tak nie byłby już potrzebny
pomału mijało............
ale do dzisiaj-a Młody na już 1rok 8miesięcy łapią mnie ciężkie chwile. I nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduję się na 2 dziecko
Droga Erin, drogie Dziewczyny.
OdpowiedzUsuńNie umiem za dobrze ubierać myśli w słowa, a najbardziej oczywiste "ja też tak miałam" - brzmi banalnie. Niedobrze brzmi też, że się "cieszę", że nie mnie jednej tak odbiło. Nie cieszę się, przykro mi, ale lżej na sercu - znacie to pewnie.
W moim przypadku poród wyzwolił nawrót nerwicy lękowej, którą przechodziłam jako nastolatka. Podobnie jak Erin, nie mogłam zasnąć przy dziecku. Zasypiając denerwowałam się, bo wydawało mi się, że ono na pewno zaraz się obudzi. Jednocześnie wiedziałam, że muszę zasnąć - teraz, zaraz - bo inaczej nie zdążę. A im bardziej byłam niewyspana, tym bardziej się bałam. Od zupełnie absurdalnych rzeczy, po takie moje, własne tajne lęki. Tego, że jeśli nagle, to dziecko pewnie też, bo przecież karmię piersią. Tego, że z dnia na dzień mąż mnie zostawi, moja mama umrze, i zostanę sama z płaczącym dzieckiem. Zostania samej w domu z synem - przez miesiąc nie wypuściłam męża do pracy. A nawet - że syn dorośnie, ale nie będzie ze mną utrzymywał kontaktu, kiedy już się zestarzeję. Ze strachu miałam ciągle spocone ręce, poczucie odrętwienia, odrealnienia.
Po prostu wszystkie, nawet najskrytsze obawy, wylazły ze mnie - nagle, całą chmarą, oblepiły mnie i nie chciały puścić przez kilka tygodni. Trwało to około miesiąca, przechodziło stopniowo. Każdego dnia trochę więcej normalności, aż wreszcie poczułam, że danego dnia ani razu nie dopadły mnie lękowe myśli.
Teraz młody ma prawie pół roku. Ja nadal żyję w domowym młynie, ale wzrasta we mnie poczucie kontroli nad sytuacją. Śpię już normalnie, nie czuję lęku. Tylko czasem, jeśli z własnej woli zarwę noc nad jakąś robotą, wracają głupie myśli - ale przynajmniej wiem już, czego to skutek.
Drugie dziecko? Owszem, obawiam się, że problem się powtórzy. Powtórzy się na pewno, moja psycholog kilka lat temu mnie przed tym przestrzegała. Ale już wiem, że to do przejścia. Że mija i że nie wyląduję w wariatkowie, zapomniana przez wszystkich (czego też się bardzo, bardzo bałam). I że inaczej nie dorobię się upragnionej trójki dzieci :)
Dziękuję, że jesteście i podzieliłyście się swoimi bolesnymi doświadczeniami. Jak widać, człowiekowi daleko jeszcze do bycia istotą idealną. Więc nie oczekujmy tego od siebie :)