Taki szokujący temat przyszedl mi dzis do glowy. Czytalam ten tekst jakis czas temu i postanowilam sie nim podzielic w ramach akcji 'macierzynstwo bez sciemy' - nie wszystko jest takie rozowe jak sie wydaje.
"Te badania są szokujące! W przypadku 90 procent związków urodzenie się pierwszego dziecka spowodowało zaburzenie małżeńskiej sielanki. Paradoksalnie największy wstrząs przeżywały małżeństwa, które przed pojawieniem się potomka były niemal idealne.
Kryzys po 9 miesiącach
Czekaliście na swoje ukochane maleństwo. Setki razy wyobrażaliście sobie te cudowanie chwile po narodzinach. Kiedy jednak dziecko pojawia się na świecie, często staje się powodem kryzysu w małżeństwie. Naukowcy z University of Denver na osiem lat pod lupę wzięli 134 pary, które miały dzieci i 86 bezdzietnych.
Wyniki badań okazały się zaskakujące: aż w przypadku 90 procent z nich urodzenie się pierwszego dziecka spowodowało zaburzenie małżeńskiej sielanki. Paradoksalnie największy wstrząs przeżywały małżeństwa, które przed pojawieniem się potomka były niemal idealne, kochające się i świetnie dogadujące.
Mężczyzna na drugim planie
Partnerzy, którym dziecko urodziło się zaraz po ślubie i mniej zamożni, również odczuli negatywne skutki narodzin dziecka. Narodziny dziecka to ogromne wyzwanie i nowe doświadczenie dla małżonków. Mężczyzna musi się pogodzić, że już nie jest na pierwszym planie, bo żona swój czas i energię koncentruje na malcu.
Koniec z kinem i spotkaniami
Obowiązków przybywa również świeżo upieczonemu tatusiowi. Dotychczas partnerzy mieli czas na wieczorne wyjścia do kina i spotkania z przyjaciółmi, a teraz nieprzespane noce. I chociaż oboje kochają swoje maleństwo, to o konflikt nie jest trudno, kiedy zmęczenie daje się we znaki.
Najtrudniejszy pierwszy rok
Mogłoby by się wydawać, ze wniosek płynący z tych badań jest prosty - chcesz mieć dobry związek, nie decyduj się na dziecko. Sytuacja nie jest jednak tak jednoznaczna. Okazuje się bowiem, że temperatura uczuć i zadowolenie z małżeństwa par, które pozostawały bezdzietne też spadało - stwierdzili naukowcy podczas wspomnianych już badań. Tyle, że działo się to bez gwałtownych rewolucji, wolniej, bardziej stopniowo.
Poza tym, jak twierdzą psychologowie, spadki satysfakcji w pewnym stopniu są czymś normalnym w małżeństwie. Jednocześnie, chociaż pojawienie się dziecka, na początku obciąża małżeństwo, to większość z czasem dzięki potomstwu udaje się zbudować głębsze, trwałe relacje. Na dłuższą metę dzieci scalają związek. Odsetek rozwodów par bezdzietnych jest wyższy w porównaniu z parami, które wychowują potomstwo."
Kobieta.wp.pl
Moje dziecko nie zniszczylo mojego malzenstwa ale byly ciezkie chwile, wcale nie dziwie sie, ze jest sporo zwiazkow, ktore rozpada sie gdy dzieci sa malutkie. Kiedy jest sie przemeczonym, zestresowanym, znerwicowanym naprawde trudno jednoczesnie byc kochajaca i dbajaca zona ;)
Kolejny powod, zeby byc matka wyluzowana i dzieki temu miec czas dla siebie, meza i znajomych.
peace.
poniedziałek, 8 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Czy niszczą? Wierze, że są takie małżeństwa którym się to przytrafiło. My przetrwaliśmy ale też lekko nie było.Czasami żałowaliśmy,że nie ma rozwodów online ...raz dwa i było by po sprawie;)Tak było,tym bardziej,że ja jestem straszny nerwus i nie umiem nic trzymać w sobie.Do tego zmęczenie, rozdrażnienie,brak spontaniczności na którą już nie mogliśmy sobie pozwolić, zrobiły swoje.Mąż chciał się przytulić, pogadać a ja marzyłam o spaniu.Dziecko to naprawdę duże zmiany w życiu.Nawet jak się je planuje i wyczekuje.Dobrze,że to już za nami:)
OdpowiedzUsuńNie jestem zona, bo slubu nie mamy :) Oli nie planowalismy, podobnie jak naglych zmian, ktore nastapic musialy po jej urodzeniu. Piotrek od razu sie zaangazowal, bardzo mi pomagal, bardzo sie staral i stara do dzis, ale bylo ciezko, nawet bardzo. Frustrujace bylo dla mnie siedzenie w domu...niemoznosc pojscia do pracy, mimo ze zdawalam sobie sprawe ze moje pojscie do pracy byloby chyba tylko wiekszym zlem w naszym wypadku. Noi to wieczne zmeczenie...O 20 mialam ochote pasc na lozko i spac do rana ( i wielokrotnie tak bylo). Bywaly dni ze mijalismy sie...Ja juz spalam jak P. wracal i jeszcze spalam jak wychodzil..Przykre to bylo, ale przetrwalismy i tez mam nadzieje ze najgorsze juz za nami.
OdpowiedzUsuńJa tez niestety znam takie malzenstwo... Dziecko sie im "trafilo" w niezbyt odpowiednim momencie. Ale jest wiele par, ktore to mimo wszystko daja rade przetrwac. Tu sie nie udalo, glownie z "winy" bylego juz meza, ktory mial pretensje, ze zostal wciagniety lub wrecz wrobiony w wir obowiazkow, ktore mu nie odpowiadaly. Co najmniej jakby przy prdukcji dziecka nie byl obecny, no wiatropylna jego zona doprawdy... Najbardziej szkoda ich 3 letniej teraz coreczki...
OdpowiedzUsuńRobaczek obiema rekami mogę sie podpisać pod Twoim wpisem :)
OdpowiedzUsuńnareszcie! dziekuje! troszke pozno ale znalazlam wkoncu cos madrego w internecie! dziekuje Wam kobiety!!!
OdpowiedzUsuńNie mam dzieci, ale dziewczyny- jestem pod wrażeniem! Cieszę się, że są na świecie takie mamy jak wy! Brawo! :)
OdpowiedzUsuńTVN czyni cuda... nigdy bym tu nie wszedl gdyby nie to :p
OdpowiedzUsuńOglądałam :) Specjalnie później do pracy jade :p Żałuję tylko że nie pokazali żadnych bliźniakow w akcji ;)
OdpowiedzUsuńDziewczyny byłyście fantastyczne!!!
OdpowiedzUsuńsuper blog!!!
OdpowiedzUsuńjestem mloda mama i na pewno bede tutaj czesto zagladac :)
juz pierwszy wpis bardzo pomaga :) ufff... dzieki!
Nie jestem pewna czy moje małżeństwo zniszczyły dzieci... czy to od samego początku nie była pomyłka.. wiem jednak, że mam teraz 2 wspaniałych dzieci, które bardzo kocham...czasami jednak myślę że oszaleję to ciągłe siedzenie w domu od ponad 3 lat to jak przeżywać każdego ranka "dnia świstaka" zmęczenie, stres, masa nowych obowiązków o których nikt nie mówi... matki nie są na to gotowe na te zmiany a ojcowie często zapominają że wychowanie dziecka nie kończy się na poczęciu..
OdpowiedzUsuńTeraz od grudnia 2009r jestem samotną mamą... nie mam jak podjąć pracy bo moja córcia nie ma jeszcze nawet 2 lat i nie chcą jej w żadnym przedszkolu.. to się nazywa wsparcie dla samotnych matek...
Kobietki,świetny pomysł z tym blogiem. Dokładnie gdyby DDTVN nie dowiedziałabym się o tej stronie:))) Będę częściej do was zaglądać:) Serdecznie pozdrawiam wszystkie niegrzeczne mamuśki:)))
OdpowiedzUsuńJa też oglądałam :) Świetny pomysł z tym blogiem!
OdpowiedzUsuńmy czekaliśmy na dzieciątkow z wielką radością zwłaszcza ze jedno poronienie mielismy za sobą, byliśmy najszczęsliwszymi ludzmi wiedząc ze sie urodzi nasza mała gwiazdka, ale teraz nasze małżeństwo przechodzi jakis koszmar, nie układa nam sie wogole, wieczny zal, pretensje nawet czasami niewiadomo o co, czasami łapie sie na mysli ze kiedys było inaczej.... ale wierze ze kiedys minie to wkoncu, ze znow bedziemy sie kochac szanowac, dzieciątko ma 6 mscy i mam nadzieje ze juz niedługo wszystko wróci do normy...
OdpowiedzUsuńBiegłam do domu z córką i zakupami jak szalona żeby Was obejrzeć;)Super byłyście!!!
OdpowiedzUsuńDo Tusi: Niestety pozostaje ci tylko prywatny żłobek lub przedszkole w którym przyjmują juz od 4 m-c życia. Napewno sobie poradzisz.. wiem co to znaczy gdy się psuje w zwiazku.. u mnie jest podobnie, ciągle się kłócę z mężem, bo on uważa,że ja nic nie robie w domu, a za każdym razem ma posprzątane, ugotowane itp. Mężczyźni nie wiedzą ile obowiązków ma kobieta siedząca w domu..
OdpowiedzUsuńMoje malzenstwo nie tyle co sie zniszczylo co sie zmienilo...jestesmy po slubie pare miesiecy mialam rodzic w marcu, synek jednak sie pospieszyl i urodzil sie 7tyg wczesniej, akurat bylam u rodzicow w innym miescie gdy sie zaczelo odklejac lozysko.Chcialam tu rodzic ale zupelnie psychicznie nie bylam na to przygotowana juz teraz. Dalej jestem u rodzicow a to juz ponad miesiac. Maz przyjezdza co 2 tygodnie, rodzice mi pomagaja-duzo dobrych rad i takich oczywiscie ktore dobiaja:) ale radze sobie z tym. Maz tego nie rozumie ze tu mam pomoc w kazdej chwili, jak pzyjezdza doslownie mnie drazni, to ze nie chce albo sie boi cookolwiek pomoc mi przy dziecku. Lampka w nocy pzeszkadza, zegarek przeszkadza, normalnie wszystko przeszkadza. Nie mysli o tym co dla mnie jest wygodniejsze-zreszta gdy bylam w ciazy tez nie wiele pomagal-wrecz przeciwnie-ale to hormony dzialaly tak ze ja wolalam nakrzyczec niz porozmawiac.To moje pierwsze dziecko a wiadomo ze przy wczesniaczkach trzeba troche wiecej poswiecic im uwagi. Noce u mnie wygladaja roznie, poniewaz zdarzaly sie bezdechy i wtedy poprostu przezywalam koszmar. To ze meza nie ma jakos mnie specjalnie nie boli bo czuje ze on i tak mi nie bedzie pomagal. Niedlugo mam wrocic do meza i obawiam sie ze stanie sie najgorsze:(
OdpowiedzUsuńi tak na marginesie-chwala Bogu ze sa takie mamuski:) i mowia o tym:) dzieki ze bylyscie w DDTVN:)
OdpowiedzUsuńprzez 30 minut ponad 6 tyś. wejść na stronę i jest już nas 250 na facebooku... Mamuśki łączmy się!!! razem raźniej :)
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja nie potrafi być dobrą mamą i żoną. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie problemy i dylematy. Moje małżeństwo też nie wygląda najlepiej. Oboje z mężem się staramy, ale nie widać efektów. Zawsze myślałam, że rozmowa rozwiązuje problemy, a tu rozmawiamy codziennie i nic. Córeczka ma 7 miesięcy, zawsze marzyłam o dziecku, ale czasem mam już tego wszystkiego dosyć. Mam ochotę się spakować i wyjechać gdzieś na kilka ni zostawiając ten cały chaos za sobą. Oby ze mną było tak jak z wami, że sytuacje się ustabilizuje z czasem.
OdpowiedzUsuńtaaaaaaa skąd ja to znam:) z sexy mamy stajesz się kopciuszkiem...a facet nie zrozumie że masz deprechę i sutki bolą!Pewnego dnia spakowałam swoje rzeczy młodą odstawiłam do babci...mężowi wysłałam smska "kochanie dziecko u babci,instrukcje na lodówce...wrócę jak będe" pojechałam do przyjaciółki.W wannie leżałam z 2 godziny,wyspałam się wieczorem babskie pogaduchy...i tak przez 2 dni w niedziele wróciłam do domu..a mąż jak by odmieniony:)Przez te dwa dni docenił co to znaczy wychowywać...od tamtej pory pomaga jak może w domu..a nawet czasem ugotuję...znalazłam czas na to by poleżeć w wannie:) pozdrawiam i polecam
OdpowiedzUsuńWitam, tez oglądnęłam DDTVN, i dobrze.Jezu, jak dobrze ze jest taka stronka!Te badania przeprowadzone na grupie małzenstw chyba mówią same za siebie.Mój syn ma 2 lata, 4 mies.Jestesmy z męzem razem 9 lat, zanim urodził sie mały bylismy parą idealną, prawie zero kłótni, miłosc, bliskosc.A od 2 lat jest bardzo zle, nie ma nas, nie mamy siły, czasu,są nerwy, pretensje,żal...Nigdzie razem nie wychodzimy bo albo on albo ja musze zostac z dzieckiem.Ostatnio nawet ze znajomymi nie mam ochoty sie spotykac bo oni sa tacy szczesliwi i planują potomstwo a ja mam ochote wykrzyczec-po co wam to!Mam 30 lat i chciałabym odzyskac swoje zycie,tesknie życiem sprzed, kocham synka ale czasem go nienawidze, i ciesze sie ze mam teraz gdzie o tym napisac!!!!Ania amalaga@interia.pl gdyby któras bądz którys chciał sie zwierzyc. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńa ja myślę, że to nie jest reguła. Nas jakoś to ominęło, wydaje mi się, że wręcz jest odwrotnie, że teraz jest lepiej. Te 5 miesięcy utwierdziły mnie, że mam przy sobie kogoś na kim zawsze, ZAWSZE mogę polegać, kogoś kto zrobi wszystko, żeby mi pomóc, ulżyć i poprawić nastrój.
OdpowiedzUsuńKażde z nas zdawało sobie sprawę, że wszystko się zmieni. Zarówno mój B. wiedział, że dla mnie nie będzie już tylko On i tak samo ja wiedziałam, że poza mną dla B. będzie jeszcze nasz Synek. I jest to całkowicie zrozumiałe. Byliśmy zmęczeni, wyczerpani, czasem na siebie warknęliśmy - normalne w kompletnie nowej sytuacji, ale dramatu nie było. Nie było sekundy, żebym poczuła się sama i z tego co rozmawialiśmy, B. też ani razu nie czuł się odrzucony lub zaniedbany.
Może wpływ na to ma fakt, że jesteśmy sami na "obcej ziemi" i poza sobą nie mamy innego wsparcia (nie liczę tego wirtualnego, skypowego z rodziną)
Jestem przekonana, że ludzie wiążą się ze sobą tak naprawdę z podświadomie pragmatycznych powodów. A dziecko (lub ktokolwiek inny:)) zawsze musi zburzyć wzajemny układ zaspakajania potrzeb. To właśnie dlatego każda para doświadcza po jego pojawieniu mniej lub bardziej dotkliwego kryzysu. I tu pomóc może chyba tylko wspólna praca pary nad przedefiniowaniem tego układu potrzeb. Na szczęście większość - potrafi tego dokonać w sposób intuicyjny - bez specjalnego ukierunkowania. Pozostali - albo będą się męczyć paradoksalnie w imię "dobra "dziecka" albo się rozstaną. Jak sadzicie?
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod komentarzem Magdy obiema rękami! Choć czasem bywa naprawdę ciężko... :(
OdpowiedzUsuńNo nie wiem ja z mężem też zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Wiele rozmów jeszcze prze porodem. I to nie jest tak, że teraz zero pomocy z jego strony. Tylko, że jest praca, która pochłania mu większość czasu. Nie dziwie się, że po powrocie do domu chce zjeść ciepły posiłek tak samo on się nie dziwi, że ja padam po całym dniu, ale to nie zmienia faktu, że czasem ciężko zapanować nad emocjami. Mamy też inne potrzeby, ja potrzebuję bliskości, on chciałby czegoś więcej, na co ja niekoniecznie mam siły i ochotę. I pomimo, że on to rozumie, a ja rozumiem jego nie zmienia to faktu, że potrzeby zostają i niewiadomo jak to rozwiązać, bo z jednej strony nie można się do niczego zmuszać, a z drugiej...
OdpowiedzUsuńFACECI!!!...PLEASE!!! ANGAŻUJCIE SIĘ WIECEJ W ZAJMOWANIE SIĘ MALEŃSTWAMI. ODCIĄŻCIE SWOJĄ PARTNERKĘ, CHWALCIE JĄ ŻE JEST SUPER-MAMUŚKĄ (nie ma to jak motywacja przez pochlebstwa:)) NIECH SOBIE ODPOCZNIE, WYJDZIE, WYJEDZIE GDZIEŚ NA CAŁY DZIEŃ ABY ZREGENEROWAĆ SIĘ PSYCHICZNIE... w przeciwnym razie to cierpi tylko wasz związek a deprecha się pogłębia...KOBIETY MÓWMY O NASZYCH PRAGNIENIACH PARTNEROM:)
OdpowiedzUsuńWow, DDTVN zrobiło swoje.Było super:) Ja tylko tak jak Zosia trochę żałuję,że nie pokazali bliźniaków Lili ;)
OdpowiedzUsuńPodobnie jak reszta oglądałam dziś DDTVN i jestem zachwycona tą inicjatywą, możliwością wygadania się i bycia zrozumianym, podpisuje się pod każdym z powyższych postow!!!trzymajcie się Niegrzeczne Mamuśki!!!!
OdpowiedzUsuńmoze ktoras z was ma pomysl jak "naprawic" meza tak aby myslam o dziecku wiecej, pomagal, no i o mnie. Jak do nas przyjechal bo jestem u rodzicow bo tu niespodziewanie urodzilam to nawet glupiego misia dla syna nie przywiozl:( rodzice byli w szoku a mi bylo wstyd za niego:( co robic? czekam na propozycje evadrink@wp.pl
OdpowiedzUsuńNas to ominęło, ale pewnie wyjątek potwierdza regułę... Dla mnie pojawienie się dziecka było najmocniejszym potwierdzeniem, że spędzam życie z kimś, kto chce ze mną dzielić te wszystkie obowiązki i bierze to razem ze mną na klatę. Ale może wzmocniła nas ciężka walka o to, żeby nasze dziecko przyszło na świat. Wiedzieliśmy, o co walczymy. Natomiast moment, kiedy małżeńswto rozapada się po pojawieniu się dziecka musi być jakąś masakrą emocjonalną...
OdpowiedzUsuńMy pomału wychodzimy na prostą, ale szczerze powiem że nie było łatwo. Kilka razy stałam nad walizką, ale nie miałam w sobie tyle siły by się spakować i odejść. Mój P. był taki szczęśliwy że będzie miał syna i w tym wszystkim zapomniał o mnie. Przez całą ciążę nie miałam żadnego wsparcia z jego strony, a po porodzie to dopiero...Pracował od 06.00 do 21.00 po pracy jadł obiad, brał prysznic i znikał za drzwiami drugiego pokoju. Kiedy mu mówiłam, że czuję się opuszczona, to on twierdził że to ja go odtrąciłam i że dziecko jest teraz dla mnie najważniejsze. Nasze relacje polepszyły się od momentu gdy przeniosłam dziecko do dziecięcego pokoju, a ja spałam z moim P. Nadal nie mogę liczyć na mojego P. ale już się z tym pogodziłam i staram się z tym jakoś żyć i dawać sobie sama radę.
OdpowiedzUsuńSuper że jesteście, teraz już wiem że nie jestem sama z takimi problemami, że inni też przez to przechodzą :o)
Kurcze a ja nie oglądałam, pewnie będzie można zobaczyć gdzieś w sieci...
OdpowiedzUsuńDziewczyny, chyba super wypadło, właśnie online jest 436 osób!!!!!
jest ciezko z jednym dzieckiem a co dopiero z dwoma...duzo małzenstw przezywa wtedy złe chwile....ale jeszcze jak mieszkacie w polsce to nic, ale ja ja mieszkam za granica , dwOjka dzieci, 4i pół i półroczne, maż wychodzi do pracy o 8.30 a wraca o 18, nie mamy tu zadnej rodziny. i czasami jest mi ch.....żle. z chęcią wrociłabym do polski ale nie chce meża zostawic samego. musze sobie dawać rade ale czasami juz nie moge.......
OdpowiedzUsuńFantastyczne,jestem pod wrażeniem. Jestem z Wami dziewczyny Mama półtorarocznego FACECIKA.
OdpowiedzUsuńPobralismy sie z Krzśkiem 1,5roku temu przed ślubem byliśmy ze sobą 3lata.Zaraz po ślubie zaszlam w ciąże Julcia była planowanym dzieckiem tylko chyba nie przewidzieliśmy zmian jaie ze sobą przyniesie.Do 6miesiąca ciążybyliśmy za granicą gdy wróciliśmy do kraju wszystko sie przewrócilo gdy tylko sie poukładało na świat przyszła córcia w wywróciło sie znów tylko tym razem było gorzej.Niemogłam sie dogadać w żaden sposób z mężem wyglądałam jak potwór byłam zmęczona a do tego mieszkamy zrodzicami męża ciągłe pouczanie poprostu szok wkoncu sie wyprowadziłam i już muślałam ze to koniec ale jakoś poskładaliśmy rozsypane puzle i teraz jest super nie zapeszyć mamy pewne starcia ale gdzie ich niema??Ważne że się kochamy:)
OdpowiedzUsuńLASKI EXTRA PROGRAM TAK TRZYMAC!!!!!
OdpowiedzUsuńNie poszłam na spacer z moim synkiem tylko dlatego , ze zobaczylam Was w TVN i nie mogłam oderwać się od telewizora....wreszcie bratnia dusz!!!! Od dzisiaj codziennie tu będę zagladała, pozdrawiam serdecznie !!!!!
OdpowiedzUsuńświetny blog! Sama jestem z tych niegrzecznych i myślę, że moje dziecko, 2 letnia Oliwka, nie byłaby szczęśliwsza gdybym wszystko z Nią robiła. Sama np. zdecydowała kiedy zacznie siusiać na kibelek - bez namawiania, płaczu i całej otoczki. Babcia kupiła jej rok temu nocnik, którym się tylko bawiła.Ja nie robiłam kroków w tej kwestii bo uważałam, że dziecko dojrzeje do tej decyzji.I tak się stało.Oliwka woła mnie kiedy chce zrobić siusiu etc. i zaprowadzam ją do łazienki. Po sprawie wraca do zabawy a ja do swoich zajęć ;D Nic na siłę Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCała moja rodzina zmusza mnie abym sadzała swoja roczna córę na nocnik a ja uważam że jest za mała i nic nie rozumie tylko kiedy będzie już gotowa??
OdpowiedzUsuńMyślę,że to nie same dzieci są problemem związków.
OdpowiedzUsuńJest to próba charakterów. Łatwiej jest nam iść na kompromis jeżeli chodzi tylko o nas ale jeżeli chodzi już o nasze dziecko to ...
W końcu zachował nam się instynkt zwierzęcy walki o stado. A tak naprawdę to problem w 90% tkwi w facetach i My kobitki nie powinnyśmy sobie nic zarzucać.Facetom dużo brakuje np wyobraźni. Ja też przechodzę gorsze i lepsze dni z moim facetem chociaż dopiero teraz,a mały ma już półtora roku. Wcześniej było ok. Ale co Nas nie zabije to Nas wzmocni !!!
A ja w grudniu urodziłam dwie śliczne bliżniaczki w domu czekał synuś który już jest odchowany i mąż 'wytresowany' oczywiście do pomocy przy dziewczynach łącząc to z prowadzeniem firmy.Układa się nam nieżle,ale zauważyłam u siebie że już nie uśmiecham się tak często jak kiedyś a należałam do osób bardzo pogodnych,jestem tak przemęczona że nie zauważam u siebie tłustych włosów,sińców pod oczami,garba którego nigdy nie miałam dopóki nie stane przed lustrem.A co jest najgorsze to chyba to że zaczynam wymiękac i nie radze sobie z tym choc byłam zawsze zorganizowana,wszystko mnie to przerosło,dlaczego tak się stało? dziewczynki zaś momentami stają mi się obojętne i najchętniej uciekłabym z domu.Kocham moją rodzinke o której marzyłam będąc jeszcze w liceum ale czy ja gdzieś popełniłam błąd czy tez nie nadaje się do tej roli? ZAGUBIONA
OdpowiedzUsuńU nasz wszystko by się zgadzało..byliśmy niemal idealną parą, zanim urodziły się nasze dzieci byliśmy ze sobą 5 lat, byliśmy bardzo gotowi na to żeby zostać rodzicami. Ale kiedy pojawiły się nasze stworki zaczęliśmy przechodzić mega kryzys. Nie kłóciliśmy się, nie było awantur, ale zniknęła bliskość, radość ze wspólnych chwil, zrozumienie, jakoś rozjechały się nasze potrzeby. Ja będąc cały dzień w domu potrzebowałam jakiś wrażeń, choćby odrobiny ekscytacji, a mąż po całym dniu pracy, a potem zajmowaniu się dzieciakami padał na twarz. Seks to była jakaś tragedia :( Już powoli zaczęłam tracić nadzieję, zaczęłam wątpić czy kiedykolwiek się kochaliśmy, po co nam to "było", ale dzieci podrosły trochę, my zaczęliśmy mieć więcej czasu i ochoty na bycie razem, powoli zaczęliśmy odbudowywać to co zmasakrowało pojawienie się dzieci. Dodam, że jako małeństwo, rodzina barzdo się wspieraliśmy i szanowaliśmy, ale jako mężczyzna i kobieta straciliśmy się całkiem z oczu, ale znów widać światełko w tunelu. Tyle, że teraz już patrzę na nasz związek bardziej realnie, nie oczekuję że będzie tak jak kiedyś....bo przy dzieciach to NIEMOŻLIWE!
OdpowiedzUsuńCały czas bombardowane jesteśmy przekazem, ze powinnyśmy być cudownymi matkami, gospodyniami domowymi, zadbanymi kobietami z zawodowymi ambicjami no i że przy tym wszystkim nasz związek i życie seksualne nie powinny w żaden sposób ucierpieć. BZDURA!
Jak dobrze, że pokazali Was w tvn!!Mam nadzieję, że co wieczór będę miała chwilkę by tu zajrzeć i podnieść się na duchu! Dzięki!!!
OdpowiedzUsuńWitajcie!
OdpowiedzUsuńJa też powoli wymiękam... i to podwójnie. Mam dwójkę chłopaków, jeden ma 11 miesięcy a drugi 4,5 roku. Czasem mam tak wszystkiego dosyć, że chyba posłucham jednej z koleżanek, rzucę to wszystko i wyjadę na jakiś czas zostawiając karteczkę na lodówce... Niech mój kochany mąż w końcu zobaczy co znaczy zostać z dzieciakami sam na sam...
Wiem wiem - ciężko pracuje... I właśnie na tym cierpi cała nasza rodzina, bo ani ja nie dostaję od niego żadnej pomocy (przychodzi około 18.30, czyli ma pół godziny dziennie na jakikolwiek kontakt z dziećmi) ani dzieci nie wiedzą, że mają ojca. Do tego jest jeszcze niezadowolony, bo jak zwykle mam zły humor, bo "zaczynam zrzędzić", bo nie czekam na niego uśmiechnięta z otwartymi ramionami i najlepiej jeszcze w seksownej bieliźnie!!! Zauważyłam, że staję się kłębkiem nerwów. Zupełnie uleciała ze mnie dawna radość życia, rzadziej się uśmiecham i rzeczywiście zaczynam zrzędzić... Masakra.
Do tego te "dobre rady" kochanej rodzinki - powinnaś zacząć o siebie dbać, zapisz się na angielski, idź w końcu do fryzjera... Kiedy ja mam to wszystko zrobić??? I jak??? No i rady dotyczące wychowania dzieci, które doprowadzają mnie do szału...
Podpowiedzcie kochane mamuśki, co robić żeby nie zwariować i jak przestać się przejmować głupotami a brać życie takim jakie jest i cieszyć się z tego co się ma. Bo tak naprawdę mam przecież tak wiele - dwójkę cudownych dzieci o których zawsze marzyłam... No i męża którego tak naprawdę bardzo kocham a którego należałoby tylko nieco zreformować...
MAMUŚKA
hmmm
OdpowiedzUsuńprzez 10 lat uchodziliśmy za idealne małżeństwo w naszych oczach i nie tylko
i do miesiąca jesteśmy rodzicami i nadal jest idealnie, trochę inaczej ale idealnie
I oby tak zostało. U mnie na początku też było idealnie.
OdpowiedzUsuńczyli jest nas więcej....My mamy 11 letni staż. 5 lat staraliśmy się o dziecko, bywało ciężko. ale w końcu mamy Upragnionego synka.ma w tej chwili prawie 1,5 roku.A nasze małżeństwo od ok.pól roku to jakaś porażka...Nigdy w naszym związku nie było idealnie, kłóciliśmy się i to czesto, ale poteam zawsze dochodzilismy do porozumienia,ja i znajomi zawsze miałam nas za taką fajną parę.ale to, co jest teraz przytłacza mnie tak,że już czasem i plakać bark sił.Nie mam pojącia w którym momencie tak sie pogubiliśmy. Ja jestem w domu z małym,i to że jestam w domu to nie znaczy,że zajmuje się tylko dzieckiem,bo tak rozumie to mój mąż,który chyba np. myśli ,ze sprzatać to przychodzi jakaś pani.I to nawet nie chodzi juz o pomoc, bo przecież facet głowa rodziny pracuje na nią. mi głównie chodzi o wspólny czas. ja wciąż mam potrzebę bycia z mężem, jakiś rozmów, przytulenia, a tu du...blada. Mój M ma ostatnio proste rozumowanie, polegające na tym,że skoro nie mozemy wyjść gdzieś razem(bo mały), to on moze iść sam.Brak między nami tego ,,czegoś"co było dawniej, takiej spontaniczności,która nic nie kosztuje, i na która mozemy sobie pozwolić("mimo"malego),rozmowy.M nie może zrozumieć o co mam żal i pretensje.A mi tak naprawdę potrzeba chwili uwagi, wsparcia, pochwały, może żeby powiedziec że fajna ze mnie babka. Efekt dziewczyny jest taki,że nie mam pojęcia jak to z nami będzie...Ale dobrze, że napisałam i że nie jestem sama.
OdpowiedzUsuńu mnie też na początku było idealnie
OdpowiedzUsuńHej, juz dzisiaj wrzuciłam tu swoje 5 groszy ale nie mogłam sie oprzec by znowu napisac.Jestem w totalnym szoku ze tyle nas jest! Ja naprawde byłam przekonana ze jestem jedyna, ze ze mną cos nie tak.Siostra mnie pocieszała ze mam prawo sie czuc do dupy,ale nie rozumiałam czemu tylko mnie było źle być matką.Nikt o tym nie mówi, wszyscy wokół tacy zadowoleni.A ja i moje dziecko działamy na znajomych jak odstraszacz-siostra sie na mnie napatrzyła i nie chce miec dzieci, nie chce by z jej związkiem stało sie to co z moim.Nie wiem z jakich powodów tak wiele z Was siedzi w domu, ja po 3 mies wróciłam na pare dni do pracy.Kiedy młody miał 10 mies. otworzyłam własną działalnosc, od półtora roku utrzymuje rodzine i całe szczescie ze mam tą prace, swoje pieniądze.Nie wyobrazam sobie nie miec takiej odskoczni,ześwirowałabym siedząc w domu przez rok, dwa czy dłuzej.Przynajmniej jestem spełnioną kobietą, jesli nie spełniam sie jako zona ani matka!
OdpowiedzUsuńHej, ja dopiero czekam na przyjscie mojego malucha (termin na poniedzialek :) ) Bedzie to pierwsze dziecko takze nie wiem tak na prawde co mnie czeka! Mieszkam za granica, czyli o wsparciu rodziny moge zapomniec i tez czesto sie zastanawiam jak to bedzie! Czytam wszystkie Wasze odpowiedzi i tak sie zastanawiam czy czesto problemem nie jest fakt ze w wiekszosci kobiety w Polsce po prostu siedza w domu! Ja prowadze swoja firme i bede musiala wrocic praktycznie po 3 miesiacach do pracy ( nadczym oczywiscie tez ubolewam pewnie serce mi peknie jak bede musiala zostawic pyske )ale nie mam innego wyboru! Wiec tak sie zastanawiam moze ten fakt oderwania sie troche od domu i dziecka i tych wszystkich obowiazkow pomoze w zyciu partnerskim i w tym calym zalu byciu samej ciagle w domu i z tymi wszystkimi obowiazkami? A moze bedzie jeszcze gorzej bo oprocz tych obowiazkow domowych dojdzie praca? Ale mam taka cicha nadzieje ze fakt wyrwania sie z domu do pracy, do ludzi sprawi ze nie bede mamuska uzalajaca sie nad soba ze cale moje zycie to tylko dom i dziecko i ze nawet wlosow mi sie nie chce umyc i ze moj juz sie nie patrzy na mnie tak jak kiedys! No zobaczymy! Napisze za jakis czas czy tak jest jak to sobie wyobrazalam wczesniej!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Hej.
OdpowiedzUsuńTak się zastanawiam i dochodzę do wniosku ,że wszytko co tu piszecie kochane mamuśki dotyczy także mnie...tyle ,że ja na awantury z mym mężem odpowiadam śmiechem. Po prostu na koniec dnia nie mam sił awanturować się a jak widzę że zbliżają się czarne chmury to wole je przespać i owszem jest dużo spraw do wyjaśnienia między mną a mym ukochanym...ale jakoś nie zmierzam do konfrontacji bo liczę ,że to samo minie.
P.S. ominę fakt że mój kochany zapomniał o mych urodzinach no trudno ja mu raz przesolę zupę :P cholerka jest uroczym człowiekiem dla tego mu wybaczyłam bo mimo wszytko kocham go najbardziej w świecie dziki niemu mam prawdziwą rodziną i ślicznego synka
Pozdrawiam
witam,niegrzeczne mamuśki :P
OdpowiedzUsuńtak sobie myślę,że to nie prawda,bo wg mnie to nie dzieci rozbijają małżeństwo,a "tatusiowie" emocjonalnie niedojrzali.
Jestem szczęśliwą mamuśką dwóch urwisków(4 i 6 latek)prawdą jest,że maluch zmienia wszystko,a nie wszyscy są na zmiany gotowi :(
Najgorsze,że facet jest sam jak dziecko,marudzi,trzeba mu gotować,prać...dobrze,że pieluch nie trzeba im zmieniać;
Przetrwałam te napady furii mojego męża,a łatwo nie było,gdyż mój starszy synek ma od urodzenia odpływ moczowo-pęcherzowy i ciagle kursujemy między domem a kliniką,ale nauczyłam sie sobie radzić;
teraz gdy już opanowaliśmy ciągłe infekcje dróg moczowych,chciałam iść do pracy,bo wiecie pewnie,że jedna wypłata to mało,mój mąż zrobił mi karczemną awanturę,zwymyślał,bo jak ja mogę "zapuścić" leczenie synka?! Poryczałam się ,ale zrozumiałam,że mam rację,mam 35 lat i to że jestem mamuśką nie zwalnia mnie z myślenia o sobie,które przyniesie kożyść nam wszystkim.Dlatego nie ugnę się i do pracy pójde,a szef jest wspaniały,chce mnie przyjąć znając moje problemy;tylko czy mąż wkońcu to pojmie?czy może nasz związek się rozpadnie przez jego chore ambicje?!,zajrze tu jeszcze i dam znac jak mi poszło
pozdrawiam gorąco wszystkie niegrzeczne mamuśki
To nie dzieci niszczą małżeństwo, tylko niefortunni rodzice. Zapominamy będąc dorosłymi, że uczymy się całe życie. To co jedno uważa za priorytetowe, drugie wcale nie bierze tego pod uwagę. Ja też kłócę się z mężem i zawsze o inne sprawy, bo zawsze jest coś nowego, ale zawsze staramy się dojść do konsensusu. Każde zachowanie i podjęcie decyzji wiąże się z późniejszymi efektami. Niestety nie ma idealnych zasad czy reguł, sami musimy je sobie stworzyć;-D
OdpowiedzUsuń