niegrzecznemamuski.blogspot.com

wtorek, 23 marca 2010

Place zabaw - konieczność?

Czy ktoś jeszcze nie lubi placów zabaw? Czy ktoś jeszcze unika ich jak ognia?
Moje dzieci lubią, więc chodzę. Ale chodzę z nimi i bawię się z nimi. Na tym to polega.
Ostatnio, gdy robi się ciepło, wybywam z murów na plac i tak sobie kątem oka obserwuje co się dzieje...
A dzieje się tak: siedzi sobie grupa matek, plotki, papieros (grrr) i ubaw po pachy.
I jedyna ich aktywnośc, to jest wydarcie się na całe gardło: "Michał! Zejdź stamtąd", "Michał! Zostaw go!", "Michał! Bo zaraz pójdziemy do domu!":..
Wrrr,. W nieidzielę byłam jedyną matką, która zjeżdzała na zjezdzalni z dziecmi. Jedyna, która raczyła podnieść tyłek i wejść by się pobawić.
Mam wrażenie, ze patrzyli jak na dziwoląga.
Bo inni siedzieli z paczką jakis chipsów dla dziecka, ktoro podbiegało co chwile zjesc.
Zeby nie było..zabrałam sobie czasopismo i usiadłam na moment by się zrelaksować.

Generalnie powinnam miec to gdzieś, kto jak wychowuje, bo na co dzien mam. Ale ten temat jakos mi siedzi i mam ochotę podejsc do rodzica i powiedziec: zamiast się drzeć co chwilę, wejdź paniusiu do dziecka i zobacz jaki ma problem.\

Bo to co ci rodzice robią nie jest niegrzeczne, tylko olewające ;).
Howk!



43 komentarze:

  1. Jak byłam w ciąży, to parę razy wybrałam sie na plac zabaw żeby posiedzieć ze dzieciatymi koleżankami na ławeczce. Teraz zdecydowanie to miejsce omijam. Mamuśki tylko się licytowały co ich dzieci robiły jak były w tym samym wieku, począwszy od liczby punktów przy narodzinach. Niby się nie spierały, bo wszystko było w "miłej" atmosferze, ale jak trafił się jakiś sporny temat to widziałam jak im ciśnienie skacze:) Argument ostateczny "Ja ZAWSZE tak robiłam i Robercik NIGDY nie miał kolek" itp,itd. Wracałam zawsze nieco skołowana i zniesmaczona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jak idę na plac to czasem wsiąkam zupełnie i świadomośc odzyskuję na szczycie zjeżdzalni bez odwrotu, ale co się dziwić-ze swojego dzieciństwa pamiętam jedynie zardzewiałe huśtawki i skrzypiące karuzele. Ostatnio na placu pani ochroniarka tropiła rodziców wykorzystujących do niecnych celów sprzęty placowe i tak dostało sie mamuśce huśtającej się na huśtawce ze swoim dzieckiem, tatusiowi wspinającemu sie na pająka w pogoni za synem...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas nie ma ochroniarzy na placu zabaw, ale za to rodzice czasem patrzą groźnie, hehehee

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja omijam place zabaw z daleka. mamy, które tam siedzą mają tylko jedno zajęcie, i nie jest to zabawa z dzieckiem, tylko kogo tu obgadać - która sąsiadka się z mężem kłóci idp. itd. Jestem mamą samotnie wychowującą i na moim osiedlu mało znaną osoba więc jestem w 100% tematem plotek. Wole nie słuchac. I są inne miejsca do zabawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Premiera placu zabaw jeszcze przede mna, he he, to moze byc interesujace ;) Nie wpadłam na to, ze nie będę mogła huśtać się razem z Mrówką.
    I już widzę jak ktoś tacie Mrówki zabroni zjeżdżania z nią np.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja jestem w trakcie poszukiwań sensowniego placu ;) to co jest koło nas nie spelnia żadnych norm, huśtawka urwana, wszystko stare i zardzewiale, nie ma opcji. Kolo moich rodziców jest 'ogródek jordanowski' i naprawde fajny teren dla dzieciaków ;)

    No i w planach mamy wynieść sie za miasto więc może sami sobie zrobimy taki plac :D njabardziej mnei zawsze rozbrajalo własnie to spojrzenie matek z placu zabaw 'za ciepło/za zimno' ubrałas swoje dziecko, 'nie masz parasolki/spiworka/moskitiery' - złaaaa matkaaa. Rotfl ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja na szczęście mam fajne place zabaw, kilka w najbliższej okolicy. Normą jest zabawa w piaskownicy i pomoc w zjeżdżaniu, bujaniu się i etc. W Wawie są też takie miejsca gdzie i rodzic ma ogromną radochę przy wspinaniu się po linach. No a inne matki, też potrzebują jakiegoś życia towarzyskiego a jeśli ich dzieci są na tyle samodzielne...

    OdpowiedzUsuń
  8. Są place, i place:) Obok mnie jest taki, że przebywanie na nim to przyjemność dla oka:) I zazwyczaj jest pusto. Lubię tam chodzić, choćby po to żeby powrzucać z dzieckiem kamienie do wody czy posiedzeć na trawie. Czy zrobić zdjęcia. Sam plac jest też świetny.
    Czasem asystuję w zabawie, czasem siedzę i się patrzę po prostu, zależy jaka akcja na głównym planie ma miejsce:) Jeśli dziecko bawi się z innymi, to nie ingeruję w zabawę.
    Nigdy nie czytam książki/gazety. I nie czuję potrzeby rozmawiania z innymi matkami, tak jak nie czuję potrzeby zjeżdzania ze zjeżdzalni:)
    I tak wolę spacery.

    OdpowiedzUsuń
  9. A, zapomniałam: uwielbiam huśtać się na huśtawce, ale to bez względu na to czy jestem z dzieckiem czy sama:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja uwielbiam place zabaw - wszędzie i zawsze. Nawet jak moja Młoda siedzi w piaskownicy i patrzy na mnie jak na dziwoląga, kiedy zjeżdżam ze zjeżdżalni. Czasem hustawki sa mokre-to fakt, ale rękawem sie przetrez i już! Ziuuuuu!!! Na dół!
    A zimą było z górki na pazurki i razem z dzieckiem - zaliczona gleba;-)
    Oliwka

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak już pisałam u mnie na blogu,za placami zabaw pełnymi dzieci,mam, niań itd.nie przepadam,może dlatego,że ogólnie nie lubię tłumów ale czego się nie robi dla dziecka;)
    Jednak też nie wyobrażam sobie,że bym miała posadzić tyłek na ławce a Mateusz niech bawi się sam.Dla mnie największa frajda to zabawa razem:) Trzeba korzystać,póki maluch chce,bo później będzie wolał ganiać z kolegami.Jedyna rzecz na którą nie dam się namówić to karuzela, mowy nie ma!;)

    OdpowiedzUsuń
  12. my bardzo lubimy place zabaw i te na powietrzu i zamkniete, u nas wiekszosc rodzicow biega za swoimi pociechami, oczywisice zdarza sie tez ci siedzacy, ale moze dlatego ze dzieci juz duze i wola bawic sie same. ale popieram tez nie lubie tych krzyczacych i wrzeszcacych opiekunow, a tych olewajacych tez chetnie bym pouczyla co i jak:)
    raz mi taki maly 3-4 latek przywalil litrowa butelka z woda w nery (nogi mi sie ugiely z bolu) jak hustalam coreczke, opiekunka siedziala sobie na laweczce i gaworzyla z kolezaneczkami, nie zareagowala, wiec podeszlam do malego i pytam dlaczego to zrobil, musialybyscie widziec jak ruszyla dupsko, jak do startu w maratonie. Powiedzialam jej wtedy, ze jezeli wie ze chlopec tak sie zachowuje (od innych mam uslyszalam ze ja nie pierwsza oberwalam)to powinna za nim chodzic krok w krok i juz!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziwią mnie Wasze komentarze...nigdy tak nie patrzyłam na place zabaw. Mnie generalnie nie udaje się omijac tych miejsc bo dzieci moje je uwielbiają. Jak spacer to tylko na plac zabaw:) Nie zawsze rozmawiam z mamami na placu bo nie jestem szczególnie otwarta, ale też nigdy nie czułam się obgadywana. Zjeżdżąc ze zjeżdżalni bym się bała, bałabym sie tego, że ją zepsuje;)Bawię, się z dziecmi jeżeli mam na to ochotę i siłę, czasami tego drugiego brak. Przyznaję, że czasem czytam gazetę i drę się, żeby Krzyś gdzieś nie wchodził, albo uważał, albo podzielił się z kimś zabawkami. Nie jest to regułą, ale bywa czasem. Nie czuję że z tego powodu krzywdzę moje dzieci:))

    W Y L U Z U J C I E :D PEACE!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja będąc nianią korzystałam czasem z huśtawek (jeśli nie były to te bezpieczne dla maluchów, bo się nie mieściłam ;)) i sprężyn. Sama wyglądam jak 15-latka, to mnie nikt nie gonił. Po drabinkach itp. nie łaziłam. Ale w piachu zawsze. To, co mnie czasem wkurzało to to, jak inne mamusie/babcie/nianie "podrzucały" mi swoje dzieci do zabawy a same płaszczyły tyłki na ławkach, nawet kiedyś usłyszałam komentarz "ale mamy półkolonie". No, tyle tylko, że kto inny mi za to płacił i nie za całą grupę... Ale bawiliśmy się wszyscy razem, bo małe dzieci trzeba uczyć wspólnych zabaw, pokazać, ze można pożyczyć komuś/od kogoś, że są różne reguły itp. i póki uznawałam, że "moje" potwory na tym korzystają to udawałam, że nie słyszę. Wiadomo, ze dzieciom powinno się pozwolić samodzielnie pobiegać, poodkrywać świat, a ogrodzone place zabaw są świetnym miejscem na tę odrobinę wolności. Każdy chce trochę odpocząć. No ale nie jak mi za to płacą. Nianie płaszczące tyłek na ławkach i oganiające się od dzieciaków to bym stawiała na rynku ku przestrodze ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. ha, no bo są place zabaw i place zabaw, u mnie są dwa niedaleko siebie a raczej jeden przed blokiem a drugi za... no i zgadnijcie gdzie siedzi wiecej tych plotkujacych mam?
    Oczywiscie przed ... poniewaz dodatkowo atrakcja tam jest parking samochodowy i niewielki market osiedlowy wiec mozna obserwowac i plotkowac. Ale sa mamy ktore faktycznie przychodza sie pobawic z dziecmi zdecydowanie lubie hustac sie z moim synkiem choc ostatnio mi sie pupka ;) nie zmiescila w siodelku hustawki wiec zrezygnowalam heheh ale karuzela i konik np to juz nie problem :):) lubie bawic sie z dzieckiem, nie boje sie piaskownicy i chetnie lepie babki ale... sa czasami chwile kiedy pragne tylko posiedziec na lawce i albo popatrzec przed siebie albo poczytac lub tez pogadac o pierdolkach z moja przyjaciolka i mam nadzieje ze wtedy nikt nie odbiera mnie ze siedze tam i obgaduje polowe ludzi z osiedla...

    OdpowiedzUsuń
  16. My też uwielbiamy place zabaw. Mamy taki tuż przed blokiem, spotykamy się tam z innymi dzieciaczkami i ich mamami czy tatami, moimi znajomymi z osiedla. Zawsze dzieci się bawią, my sobie dyskutujemy na różne tematy, trzymając przy tym pieczę nad dziećmi, bo bywają awantury i niebezpieczne chwile, ale też bawimy się z nimi, bierzemy czynny udział w tym co robią. Ja ze względu na obawy, żeby zjeżdżalni czy huśtawki szlag nie trafił, nie wsiadam na nie, ale przez mostki, schodki i inne atrakcje, to chętnie przechodzę :D Nie lubię chodzić na takie miejskie, ogólnodostępne place zabaw, ponieważ ludzie bez wyobraźni wyprowadzają swoje zwierzątka, które załatwiają się gdzie popadnie, młodzież siedzi, pije, a potem się zabawia niszcząc przy tym cały sprzęt, itd. Nasze osiedle jest zamknięte i na naszym placu zabaw czujemy się wszyscy znakomicie :]

    OdpowiedzUsuń
  17. a my sobie jeździmy po róźnych placach zabaw w mieście i robimy ranking. a potem wracamy na te najfajniesze. i najważniejsze aby połączyć przyjemne z pożytecznym; zabawa + nowe znajomości! choć to drugie nie jest obowiązkowe, to raczej zależy od częstotliwości fal nadawania!
    :)

    ich troje i ona jedna

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mowilam o obgadywaniu, raczej o plotkowaniu, teraz to ja obgaduję hehe...
    I nie twierdze, ze trzeba sie hustac zawsze, ale trzeba sie interesowac ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. dzisiaj się właśnie tak zastawiałam ja to jest z tymi spacerami? będąc na pacu zabaw goniłam się z Agatą wkoło drzewa, rysowałam kredą o asfalcie, zbiegałam z górki.....a wszędzie matki siedzące na ławkach....wchodzę na bloga a tu taki temat :) Zawsze aktywnie uczestniczę w zabawach z dzieckiem przede wszystkim na dworze bo dla mnie to tez nie lada rozrywka porobić babki z piasku czy pobiegać i pograć piłką!

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie podobnie, główna rozrywka mam i opiekunek na placach zabaw to ploty i obgadywanie, tworzą na ławkach tzw. kwokarium, jak nazywa to mój mąż, przez 3 lata regularnych wizyt na placyku pod blokiem jakoś udało mi się wymigać od przyjęcia karty członkowskiej :) pozdrawiam wszystkie aktywne mamy

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie natomiast wydaje się, że jeżeli na placu zabaw jest dużo rówieśników dziecka to ponieważ jeszcze nie chodzi do przedszkola, lepiej pozwolić mu bawić się samemu. Nie ma rodzeństwa to gdzie się lepiej nauczy obcowania z innymi dziećmi niż w piaskownicy? W przedszkolach we wrześniu jet w dzisiejszych czasach ogromny problem, bo dzieci które dopiero zaczynają nie chcą zostawać i tylko "mama i mama, wszędzie mama".

    OdpowiedzUsuń
  22. A my koło naszego bloku placu zabaw nie mamy i chodzimy na okoliczne, na których nikogo nie znamy i jesteśmy anonimowi, czasami bawimy się z dzieckiem , bo to jest też ogromna frajda dla nas,ale też pozwalamy na własną inicjatywę, bo w końcu przychodzi się też po to, żeby choć na chwilę odetchnąć, od ciągłych pytań i próśb o wspólną zabawę. Też jestem zdania, że jak dziecko ma z rówieśnikami kontakt tylko w przedszkolu, warto, żeby na takich placach samo szukało sobie kompanów do zabawy, a nie liczyło wyłącznie na pomoc mamy czy taty.
    Pomijając fakt, że widok matek przyklejonych do ławek i wydzierających się na dzieci jest mało przyjemny, mnie znacznie bardziej drażnią rodzice, którzy kilkulatka po placu zabaw prowadzą za rączką i strofują, "nie wchodź, bo spadniesz; uważaj, bo sobie zrobisz krzywdę.." o zgrozo! Place zabaw, te nowoczesne, są już robione tak, że nie ma obaw, żeby stało się coś nieprzewidzianego, (choć faktycznie pomysły dzieci bywają zatrważające)dajmy im szansę na zabawę po swojemu i bez trzymania za rękę i nie koniecznie z nami a z innymi dziećmi. Ja nie spotykam matek plotkujących i palących , może po prostu wybieramy odpowiednie place zabaw? Kto wie co będzie jak w końcu powstanie plac koło naszego bloku?

    OdpowiedzUsuń
  23. Co złego jest w tym, że matki na placu zabaw rozmawiają ze sobą? A co my innego robimy na tym forum? Tyle było wpisów o potrzebie kontaktu z kimś "kto zna więcej niż 3 sylaby" o wyjściu do ludzi... A że rozmowy toczą się głównie na tematy: dzieci, gotowanie, sasiedzi. Cóż taka jest babska natura i taki etap w życiu kiedy dziecko i dom są najważniejsze. I nie każda z nas ma okurat ochote i siłę biegać z dzieckiem po placu. Woli usiaść na ławeczce bo może to jedyne pół godziny w ciągu dnia, gdy może w miare spokojnie posiedzieć.
    PS. To że dziecko powinno być PILNOWANE i rodzic powinien REAGOWAĆ stanowczo na złe zachowanie malucha nie ulega watpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  24. ja też nie przepadam za placykami, a w zasadzie bardziej za matkami tam przesiadującymi i również nie czuję potrzeby rozmawiania z nimi!
    ale wkurza mnie to, że nie można się z własnym dzieckiem pobujać, czy pozjeżdżać na zjeżdżalni... :(
    to jakaś bzdura! przecież ja tego sprzętu nie zniszczę! ważę 49 kg i wydaje mi się, że na placyk przychodzi masa "dzieci", które ważą o wiele więcej!
    niech ktoś się weźmie na doglądanie tych placyków, sprzątanie etc. a nie tylko za gonienie rodziców z huśtawek!

    OdpowiedzUsuń
  25. A na naszym placu zabaw w niedziele jest zazwyczaj kilku tatusiów. I bawią się z dzieciakami lepiej niż niejedna mama. Ot, takie moje spostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mieszkam w samym centrum Warszawy i w parku Krasickich do którego chodzę jest super plac zabaw. Są też fajne mamy, które uczestniczą w zabawach swoich maluchów. Są te tatusiowie, też bawią się razem z dziećmi. W międzyczasie matki ze sobą rozmawiają, wymieniają uwagi i opinie. Czuć fajną atmosferę. Ja tam lubię chodzić na plac zabaw. Gdy widzę ile radości to sprawia mojej córce mogłabym tam siedzieć nawet wtedy, gdybym tego nie lubiła.

    OdpowiedzUsuń
  27. Każdy lubi to co lubi ;-))
    Ja chodzę na plac zabaw, pohuśtam jedną córę, drugą powożę w wózku, trochę poplotkuje jak jest z kim i po 2 godzinach do domu na jedzenie;-D

    OdpowiedzUsuń
  28. a ja nie mam najmniejszej ochoty latać jak głupia za dzieckiem i zjeżdżać z nim ze zjeżdżalni,chcę sobie usiąść i pogadać z koleżankami,bo jestem zmęczona,wykazuję swojemu dziecku maksimum uwagi przez pozostałe 22 godziny na dobę i też mi się coś należy

    OdpowiedzUsuń
  29. jeśli syn nie potrzebuje mojej pomocy i towarzystwa podczas zabawy na placu zabaw, nie ingeruję, pozawalam mu na samodzielność. tak siedzę na ławce i zdarza się, że rozmawiam z innymi rodzicami, nie widzę w tym nic złego. nie zjeżdzam, nie huśtam się i nie lubię bawić się w piasku. syn nie ma mi tego za złe, bawi się z innymi dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja dokładnie tak samo jak Bazylia, kiedy widzę, że Julka nie potrzebuje mojej pomocy i towarzystwa nie "narzucam się". Ona cudownie bawi się z innymi dziećmi i ma taką potrzebę. Dopiero kiedy widzę, że np. nie ma już z kim się bawić bo plac zabaw pustoszeje, angażuję się w zabawę z nią. Na zjeżdżalni nie zjeżdżam bo dodstałam kiedyś ochrzan od "przesympatycznego dziadka" :)). A i siedzę na ławeczce i porozmawiam z innymi czasem jak mam na to ochotę. Jednak nie drę się na dzieciaka przez cały plac zabaw, bo to mi przypomina jeszcze moje osiedle z dzieciństwa i te kwoki siedzące przed blokim z dzieciarnią, od rana do wieczora.

    OdpowiedzUsuń
  31. DO LILI.
    Jak na przesłanie "niegrzecznych mamusiek" czyli że każdy wychowuje swoje dziecko i nie narzuca innym jak wychowywać ich (przynajmniej moim zdaniem takie to przesłanie, z grubsza było).
    To wydaje mi się że Lila "pojechała" - nie żebys nie miała w jakimś stopniu racji. Ale takie generalizowanie mnie wkurza bo:
    moj syn ma juz ponad 6 lat i on nie chce żebym przy nim sterczała bo chce sobie radzić sam, probowac swoich sił - i tak jest od jakiegoś roku.
    Wczesniej bardzo dużo się znim bawilam a czesto i z cała gromada budowalam zamki w piaskownicy czy bujałam na chustwkach kilkoro na raz. Bo mi to sparwiało radość.
    Ale skąd ty wiesz że te mamy co tam siedza nie są naprzyklad z samodzielnym 5-6 latkiem, albo cha żeby dziecko radzilo sobie w grupie i uczyło samodzielności?
    Albo że mam usypia młodsze dziecko w wózku? Abo nienawidzi żjeżdzać ze zjeżdzalni? Albo jej głowa pęka z bólu? Albo przez tydzień siedziałą z chorym dzieciakiem w domu i pierwszy raz od kilk dni ma szansę zamienić kilka zadań z dorosłymi?
    Wiesz że zperspektywy innych to ty możesz wyglądać na placu zabaw jak nadopiekuńcza, przewrażliwiona mamuska która nie daje dziecku chwili samodzielności?
    Ty robisz tak, inni robia inaczej bo może mają powody (jak powyżej) to nie powod żeby zaraz tak genaralnie po nich "jechać". Bardzo się zdziwiłam....

    OdpowiedzUsuń
  32. a no właśnie...może lepiej napisz,Lilu,na forum edziecko,jest tam grupa mamuś idealnych,"kreatywnych",takich,co to planują dziecku każdy dzień co do minuty i nie dają chwili,żeby mogło wykazać się inicjatywą,.My jesteśmy niegrzeczne mamuśki,kochające nad życie swoje dziecko,ale kochające też swoją niezależność jako odrębnej osoby

    OdpowiedzUsuń
  33. Ojej, zle mnie chyba zinterpretowalyscie ;), Z resztą kazdy widze po swoijemu..musze chyba wytlumaczyc.
    To napiszę doslownie: nie lubię jak ktos siedzi i drze się na dziecko, by czegos nie robiło. Po prostu przez to nie lubei placow, bo jest darcie sie na dzieci, ze przeszkadzają, bo chcą sobie poplotkowac....
    Rany, wyluzujcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. A jesli kogos urazilam, to przepraszam. Nie taki mialam zamiar. Macie racje.

    OdpowiedzUsuń
  35. koleżanki!
    nikogo tu nie krytykujemy!!!
    lila napisała swoje odczucia, nie ma tutaj nic złego, że lubi/chce ze swoimi chłopakami aktywnie się bawić na placu zabaw, ja tam np. nie lubię itd. poplotkować/ pogadać lubię a tak jak lila nie lubię wydzierających się rodziców, bo w ten sposób lekceważą swoje dzieci, zamiast podejść, wyjaśnić - drą się.
    dzielmy się tutaj swoimi spostrzeżeniami, myślami, ale please bez KRYTYKI:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Popieram Bazylię! Dzielmy się spostrzeżeniami, bez krytyki! I wcale nie uważam, że ktoś kogoś musi tu za coś przepraszać. Lila, miałaś prawo sprowokować taką dyskusję i powiedzieć co o tym myślisz, wcale nie czułam się urażona, choć nie koniecznie angażuję się w zabawę na placu zabaw.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. krótko - bardzo nie lubię placów zabaw ze względu na .... plotkujące i przechwalające się matki :( swego czasu będąc jeszcze nianią zabierałam swoją podopieczną w takie miejsce jak tylko zauważyłam , że nikogo nie ma lub lub jak na placu byli jacyś zaangażowani rodzice....bo tym plotkującym matkom z papierosami i drzącymi z daleka do dzieci to bym oczy wydrapała, więc wolę nie ryzykować. o! taka dziwna jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Lila racja, dużo babek przychodzi tylko na ploty, a najlepsze są takie, które ubierają dziecko w najelsze uranka i mówią "Nie wchodź do piasku bo się pobrudzisz!" To jest dla mnie tajemnica, po co iść na plac zabaw i nie wchodzić do piasku, na hśtawki i zjeżdzalnie?

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja to mam wrażenie, że niektórzy całkiem zapomnieli na czym polega bycie rodzicem, że zabawa z własnym dzieckiem to przyjemność, a nie jakiś koszmar. Wiadomo, trzeba mieć czas dla siebie żeby nie oszaleć, ale wszystko z głową. Wspólna zabawa z dzieckiem (nie tylko na placu zabaw) to doskonała okazja do budowania silnej więzi, do wychowania, do nauki. Nie rozumiem ludzi, którzy myślą, że jak włączą dziecku bajkę lub zaprowadzą na plac zabaw to już spełnili swój rodzicielski obowiązek. Popieram w 100% wszystkich, którzy poświęcają czas swoim dzieciom z myślą o tym, aby nie był to czas stracony.

    OdpowiedzUsuń
  41. a ja nie krytykuję,wprost przeciwnie,każdy ma swoje racje,jak ktoś lubi biegać za dzieckiem po placu to niech sobie biega,to wolny kraj,nie lubię tylko,jak ktoś usiłuje mi coś narzucić.Na szczęście na miejskich placach zabaw jestem baaardzo rzadko,kilka razy do roku,nawet mniej,bo mamy szczęście od niedawna mieszkać na wsi i mamy własny placyk...a telewizora w ogóle nie mamy,co nie wiedzieć czemu bardzo dziwi naszych znajomych i sąsiadów

    OdpowiedzUsuń
  42. goldenpoint- a ja nie rozumiem matek, które nie karmią swojego dziecka piersią hahaha przecież to tworzy już taką mega więź! Rodzicielskim obowiązkiem jest karmić piersią, na placach zabaw też i basta! ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. lubie chodzic na place zabaw z moja corcia. w nosie mam wszystkie babcie i mamuski siedzace na laweczkach. plotkujacych, objadajacych sie ciastkami i fastfoodem. nie zapomne miny jednej z nich, kiedy odpowiedzialam jej na pytanie ile mam lat. okazalo sie, ze jestem 10 lat starsza :) "a nie wygladasz... ta figura, ta kondycja, ta radosc"... to byl najlepszy komplement jaki w zyciu dostalam :)

    OdpowiedzUsuń