Patrzę na Nią i już nie widzę w niej mojej zwariowanej przyjaciółki ze szkolnej ławki. Widzę dojrzałą, mądrą, odpowiedzialną i silną kobietę. Przy tym kobietę pełną seksapilu i energii. Równą babkę i chętną do pomocy kumpelkę. Kobietę sukcesu i duszę towarzystwa. Kochającą mamę rocznej Oliwki.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Samodzielna Mama
Patrzę na Nią i już nie widzę w niej mojej zwariowanej przyjaciółki ze szkolnej ławki. Widzę dojrzałą, mądrą, odpowiedzialną i silną kobietę. Przy tym kobietę pełną seksapilu i energii. Równą babkę i chętną do pomocy kumpelkę. Kobietę sukcesu i duszę towarzystwa. Kochającą mamę rocznej Oliwki.
piątek, 20 sierpnia 2010
Dzieci rodzą dzieci - temat z maila
Chciałam się Wami podzielić pewną historią, która mnie spotkała i tym samym może trochę podtrzymać niektóre z Was na duchu :)
Wszystko było jak w bajce, znalazłam przystojnego mężczyznę, zakochałam się na zabój Bardzo szybko zamieszkaliśmy razem, było cudownie. Niedługo potem mi się oświadczył… ależ byłam szczęśliwa. Planowaliśmy wspólną przyszłość, ja na trzecim roku studiów, planująca zrobić karierę naukową.. dostać dobrą pracę, urządzić się, pozwiedzać świat i dopiero później stać się mamą :) Wszystko układało się po mojej myśli, kupiliśmy własne mieszkanko, zaczęliśmy się urządzać :) Radość, miłość i idylla :) i zaczął mi się okres spóźniać, ale nie przejmowałam się, bo często tak było.. minęły 4 tygodnie, okresu nie było ale za to na teście ciążowym pojawiły się dwie niebieskie kreski !! WYROK !! Przepłakałam pół nocy zadając sobie pytanie: „co teraz będzie?”, a mój ukochany przytulił mnie i powiedział: „ tak bardzo Cię kocham, poradzimy sobie”- przestałam się bać, chciałam ogłosić całemu światu dobrą nowinę … no i się zaczęło…najpierw rodzina przeżyła załamanie nerwowe zamiast wsparcia słyszałam tylko „ jak mogłaś być taka głupia, zmarnowałaś sobie życie, teraz będziesz już tylko kurą domową, nic nie osiągniesz, studiów nie skończysz” Nawet znajomi ku mojemu zaskoczeniu stwierdzili, że już teraz nie mam na co liczyć i o swoich marzeniach mogę zapomnieć.. Najgorsze były starsze sąsiadki „ no ile ona ma lat 23, taka młoda matka, co ona temu dziecku może przekazać, przecież sama jest jeszcze dzieckiem !!” Nigdy nie wyglądałam na swoje lata, zawsze dawano mi więcej, więc chociaż obcy ludzie nie traktowali mnie jak patologię! Trochę się podłamałam, zamiast cieszyć się z czegoś tak pięknego jak ciąża, macierzyństwo ja wolałam o tym nie mówić, wstydziłam się, czułam się naprawdę gorsza, wręcz trędowata.. to było straszne .. Wybrałam się jak zwykle na wizytę kontrolną do swojego ginekologa, wcześniej był na urlopie, więc teraz czekał na niego cały łańcuszek kobiet. Jedna z nich, siedząca obok mnie była wyraźnie załamana. Nie wiem czemu ale od razu do niej zagadałam.. Znalazłyśmy wspólną nić porozumienia, opowiedziała mi historię swojego życia.. tak bardzo pragnęła teraz mieć dziecko.. ale nie mogła, bo jako nastolatka zaszła w ciążę, rodzina się jej wyrzekła, przyjaciele zostawili, nie poradziła sobie z tym i niestety usunęła dziecko!! Wszyscy byli szczęśliwi, wszystko wróciło do normy .. ale nie dla niej .. czuła się jak morderca, który płaci najwyższą karę, nie mogąc już mieć dzieci. To wydarzenie naprawdę mną wstrząsnęło i postanowiłam, iż już nigdy nawet nie pomyślę, że mam się wstydzić swojej ciąży! Postanowiłam, że im wszystkim pokażę, będę dalej uczęszczać na studia i dam sobie radę!!! Nasłuchałam się przy okazji, że tylko się ośmieszę! Było ciężko, ale zaliczyłam 4 rok, całą sesję w pierwszym terminie. W lipcu urodziło się moje szczęście, rodzina wybaczyła mi moją „głupotę” i skakali z radości na widok małego Mateuszka. W szpitalu też przeżyłam traumatyczną sytuację. Leżała z nami na sali 16 letnia mama, zagubiona, zastraszona, nigdy nie przytuliła swojej córeczki, nawet jak ta płakała, nie potrafiła do niej wstać, ukochać i uspokoić.. Matki leżące razem z nami szeptały między sobą, widziałam, że dziewczynie było głupio, wstyd ją paraliżował. Ktoś powie, że 16 lat to już zdecydowanie za wcześnie na podjęcie takiej odpowiedzialności za inną osobę, może i tak, ale zamiast krytykować i wyśmiewać, postarajmy się wspierać taką dziewczynę, niech nie myśli, że jej dziecko to kara czy początek jej własnej klęski.
Opisuję tę historię, ponieważ tak bardzo mnie boli podejście niektórych ludzi.. wchodzenie z butami w czyjeś życie, bezwzględne ocenianie. A ja naprawdę jestem szczęśliwa, mam pięknego syna, kochanego męża, kończę studia. Dałam radę. Kochane młode mamy, nie wstydźcie się swoich brzuszków, cieszcie się, bo spotkało Was naprawdę coś najpiękniejszego, a ludzie zawsze będą gadać, taki już ten nasz naród jest... niedelikatny...
Pozdrawiam, mama Mateuszka
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Wierzę intuicji - temat z maila
Jak dobrze, że mogę wpaść tu na chwilę i poczytać ciekawe teksty. Jestem bardzo młodą mamuśką, nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z takim maleństwem, jakim teraz jest mój synek. Bardzo się bałam, czytałam mnóstwo gazet itp. o karmieniu (tylko piersią!), pielęgnacji itd... ale starałam się myśleć pozytywnie, że dam sobie radę, że urodzę, wszystkiego się nauczę. Gdy tylko zobaczyłam małego, poczułam, że to jednak nie jest istota ze szkła, że nie muszę czuwać i sprawdzać w nocy, czy oddycha. Poczułam też, że nie podołam najważniejszemu zadaniu jakie stawia przede mną całe grono pediatrów, psychologów, rodziny - że karmienie piersią nie jest proste. Udało mi się jednak zacisnąć zęby (wszystko dla dobra pierworodnego, w imię jego inteligencji i odporności) i karmić piersią do 3 miesiąca, co było raczej zabawą i chwilą relaksu dla małej krzykliwej istoty, a momentem bólu dla mnie. I tak po takim "karmieniu" niezbędne było mleko modyfikowane dla Małego, a mało skuteczny krem na spękane brodawki - dla mnie. W końcu pokarm, którego nawału nigdy nie doświadczyłam, sam zaniknął. Nie zaprzeczę, że byłam z tego powodu zadowolona. Jak najbardziej właściwe przykładanie do piersi i szczere chęci nic nie dały, ale nie sądzę, żeby Mały miał z tego powodu jakieś problemy z nauką (bardziej z lenistwa). Bo już jako sześciomiesięczny, niezbyt filigranowy dżentelmen, jest niezłym leniem. Jak przewrócić się na brzuszek - to tylko z gołą pupą, siąść - owszem, ale jak mnie posadzisz (nie sadzam na siłę, Mały chce, żeby chwycić go za rączki i podnosi się sam). I choć jest trochę rozpieszczony, to nie czuję się "lewa" z tego powodu, że to moje pierwsze dziecko i że jestem młoda.
Inaczej jest z moją cudowną, znerwicowaną nieco teściową, która wychowawszy czwórkę własnych dzieci, zachowuje się jakby to był jej pierwszy kontakt z tak małym dzieckiem. Bo noworodka w foteliku to ona jeszcze nie widziała, przecież to za małe dziecko, fotelik z pewnością niewygodny, niebezpieczny (!!!). Czy te spodenki to mają lycrę... przecież może spaść z łóżka (czterotygodniowe dziecko, które rusza tylko rączkami). Myślałam, że wyjdę z siebie, gdy podczas karmienia podeszła i trzymała swój palec na MOJEJ piersi, przy nosku Małego, żeby się nie udusił!!! Że po chrzcinach to się dziecka nie kąpie (pierwszy raz coś takiego usłyszałam - ale wykąpałam), że uszko i woda - absolutnie nie! Dodam, że nie biorę lejka i nie leję Małemu wody do ucha, ale przy kąpaniu co nie co się zamoczy, ale zawsze potem wycieram dokładnie pieluszką i nie narażam na zimno. Do tej pory drżę, gdy mamy jechać do kochanej babci w odwiedziny. A woda morska do noska - musiałam na głos czytać jej ulotkę, że to dla niemowląt! Każdy członek rodziny wszystko wie wszystko o naszym dziecku. Że ząbek krzywo rośnie, że troszkę za gruby, że płacze (cóż, tak ma w obcym, do tego gwarnym miejscu), że to, siamto i tamto. Każda informacja, którą kochana mamusia na nasz temat uzyska, jest dokładnie filtrowana, przetłumaczona, utrwalona i przeniesiona na każdy inny grunt, z którym kochana mamusia ma styczność. A wszystko dlatego, bo przecież ja jestem taka młoda, na pewno popełniam wiele błędów, które też za plecami muszą być wytknięte i przedyskutowanie. Jestem matką, młodą, ale bardzo kocham swoje dziecko i nigdy krzywdy bym nie zrobiła, nie udusiłabym piersią... Czy to tak trudno starszemu człowiekowi zrozumieć, że my naprawdę nie chcemy mu robić na złość, nie chcemy też źle dla swoich dzieci - robimy wszystko najlepiej jak potrafimy, nie lecimy może od razu z rękami gdy płacze. Czasem czuję, że starsi ludzie nie traktują nas, młodych rodziców poważnie. Przecież jesteśmy tacy młodzi, co my możemy wiedzieć, ale co oni wiedzieli, gdy mieli pierwsze dziecko?? Czy te wszystkie kochane mamusie i ciocie były takimi supermatkami, gdy same miały 20 lat i płaczące wiecznie dziecko? I przede wszystkim, czy lubiły wysłuchiwać wtedy uwag na temat ich sposobu wychowywania? Chcę tylko szacunku, wiary w mój rozsądek, a przede wszystkim w intuicję - którą przecież wszystkie posiadamy. To dzięki niej nie bałam się wziąć Małego na ręce, to ona dyktuje nam, co powinnyśmy robić. Mały rośnie na mleku modyfikowanym jak na drożdżach. Uwielbia chlebek i jabłka. Ani razu nie miał nawet kataru, odpukać. Jak jest gorąco to nie ubieram mu wełnianej czapki i kombinezonu ("to Ty tak z nim wyjdziesz
na pole?"), i choć czuję urazę gdy słucham tych wszystkich komentarzy, to zaciskam zęby i robię swoje, tak jak czuję, jak uważam za słuszne i dobre dla małego. A on w nagrodę przesypia caluteńkie noce! (odpukać!!!)
Jesteście cudowne, niegrzeczne i grzeczne Mamuśki! Te młodsze i te starsze, mamy jedynaków i siedmiorga dzieci. Robicie wszystko najlepiej, jak potraficie, odpoczywacie - bo są momenty gdy dziecku trzeba włączyć Fakty i napić się kawy. Dać kawałek chleba i pogadać z koleżanką na skype. Nikt nie jest supermamą, superczłowiekiem, ale każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka. Wierzcie, wasze dzieciątka nie mogły trafić lepiej!
Trzymajcie się!!!
Ragga
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
NAD- MAMA - temat z maila
Próbując sprostać niemałym wymaganiom i podreperować jakoś moje chyboczące się poczucie własnej wartości, zaczęłam szukać inspiracji, wskazówek, warsztatów, wszystkiego tego, co sprawi, że zamiast UPIORNIE ZMĘCZONEJ MATKI, pojawi się na chwilę, na krótko nawet, obraz MATKI SPEŁNIONEJ.
Niestety, poszukiwania jakiegokolwiek zajęcia dla rodzicielki osiemnastomiesięcznego dzikusa i Kopacza Brzusznego, który za jakiś czas przywita ten świat, okazały się porażką. Bo jak tu zająć się czymkolwiek, kiedy mamy do obrobienia siebie, stumetrowy lokal , męża, wspomnianego wcześniej nad podziw aktywnego półtoraroczniaka?
Nie wiem, jak Wy to robicie, drogie Mamy! Nie wiem, skąd macie czas na prowadzenie bloga, foto-bloga, zajmowanie się pichceniem wymyślnych dań, odbywaniem kursów, szkoleń i warsztatów...spotykaniem się z dziećmi i znajomymi w kawiarniach, pubach i na imprezach wszelkiego typu?
Skąd bierze się Wasza radość, co napędza Was do działania? Jak gospodarujecie czasem, skoro Wasze dzieci są najedzone, zadowolone, wybawione ,a Wy macie czas na obfotografowanie i obróbkę tego, co powyżej?
Jak to robicie, że Wasze relacje na blogach nie są nudne i nie zawsze temat, który poruszacie dotyczy tylko pieluch, zupek, kremów na odparzenia i wszystkich tych nudnych spraw, od których ja uciekłabym na koniec świata...albo i dalej?
Szukając rozwiązania nie raz podczytywałam historie innych matek, oglądałam ich uśmiechnięte buzie, chłonęłam wszystkie pasje. I wiecie co? Zazdrość mnie zżerała, że mając bliźnięta można wyrwać się na tygodniową podróż do Portugalii, nie zabierając ze sobą dzieci; da się robić bezpretensjonalne zdjęcia, wyszywać, gotować, malować , pisać wiersze albo zwyczajnie opowiadać o urokach tego, od czego ja staram się uciec- wszechogarniającego macierzyństwa...
Nie chcę się usprawiedliwiać, czy szukać w sobie wymówek, ale codziennie brakuje mi sił . Jest coś pokrzepiającego w tym, że nie jestem z tym wszystkim sama, że gdzieś w cybersieci siedzą równie sfrustrowane mamy. Tyle tylko, że wciąż wirtualne.
Drogie Panie- poradźcie, proszę, co ma zrobić kobieta w ciąży, z nadpobudliwym starszakiem, mieszkająca w obcym mieście, bez rodziców i rodzeństwa, którym co jakiś czas można na barki zwalić część kłopotu? Do tego bez pasji i wiary, że kiedyś będzie lepiej...
Kasia, mama Rocha
Wrocław
środa, 4 sierpnia 2010
Krótkie opowiadanie o Idealnej Mamie
* Bohaterowie opowiadania są fikcyjni. I są wśród nas. A także w każdym z nas.


