Temat "idealnej" już się tu wcześniej pojawiał. Bardziej interesuje mnie, jak podchodzicie do tematu "odpoczynek". Czy znajdujecie na to czas, czy umiecie poprosić o pomoc, a może pracujecie 24/dobę, w tym kilka godzin na standby-u, kiedy dziecko śpi. Czy odpoczynek jest czymś złym, a może wstydliwym? I jak długo można być na pełnych obrotach?
- Odpuść trochę - rzuciła Rodzicielka.
- I kto to mówi? - ryknęła obcesowo Młoda Matka.
- Wykończysz się - Rodzicielka miała dosyć obserwowania, jak jej córka codziennie wykonuje syzyfową pracę.
- A czy przypadkiem nie ty nauczyłaś mnie wieszać wyprane skarpetki parami, a koszulkę mocować na sznurku klamerkami w tym samym kolorze? - złość Młodej Matki przybierała na sile.
Czuła się sfrustrowana i wykończona codziennymi obowiązkami. Każdego dnia widziała, jak ulatnia się z niej życie i przegrywa z potrzebą bycia idealną. Upór i pedanteria nie pozwalały jej na odrobinę odpoczynku. Momenty łapania oddechu skrzętnie ukrywała, wstydząc się swojego lenistwa. Miała coraz mniej czasu na zajęcia, które kiedyś sprawiały jej mnóstwo radości. Czytanie książek i śledzenie ważnych wydarzeń, przegrały walkę z miotłą i szmatą. Młoda Matka próbowała udowodnić światu, że można mieć małe, idealnie zadbane dziecko, codziennie wymyślny obiad na stole, nienaganny makijaż i nieupapraną sukienkę, a przede wszystkim zadbany, lśniący dom. Próbowała też udowodnić sobie, że jest w stanie uporać się ze wszystkim, łapać dodatkową pracę i że nie potrzebuje czasu dla siebie.
Nagle... a może wcale nie tak nagle... świat Młodej Matki legł w gruzach. Poczuła, że przestaje być człowiekiem, istotą myślącą, a zaczyna przeobrażać się w robota, lalę na baterie z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem. Doszła do wniosku, że nawet czerwony lakier kładzie na paznokcie nie dla siebie, ale dla świata w celu demonstracji swojego zdyscyplinowania.
Przestała pucować szkło i zmywać każdy paluch na szybie. Nie interesowała się już obiadami, gdyż odnalazła wspaniałą i niedrogą jadłodajnię z dostawą do domu. Dziecku pozwoliła się brudzić, a sobie nie dostrzegać każdej plamki na niewyprasowanej koszulce. Szybko nadrobiła zaległości i poprawiła swoją wiedzę ogólną czytając gazety. Sprzątała rzadziej i tylko wtedy, kiedy miała na to ochotę. Idealnemu dziecku włączyła kilka idealnych bajek, podczas gdy sama popijała poranną kawkę w kubku z napisem "Pierdolę - nie robię".
Zmiany były tak niespodziewane i nagłe, że zaniepokoiły Męża Młodej Matki, który dotychczas przyzwyczajony był do trybu idealnego:
- Skarbie, trzeba by posprzątać.
- Ach tak, kochany. Jeśli tylko masz ochotę...
- A ty?
- A ja jestem szczęśliwa.* Bohaterowie opowiadania są fikcyjni. I są wśród nas. A także w każdym z nas.








Smutne, ale musze powiedzieć że i mnie to spotkało. Tez chcialam pokazac wszystkim ktorzy wczesniej uwazali ze jestem 'za mloda zeby sobie poradzic' ze da sie, ze nie mam problemu. I za przeproszeniem gówno prawda. To tyle na ten temat.
OdpowiedzUsuńSmutne smutne ale prawdziwe jak wiele z Nas stara sie byc idealna matka, zona, kucharka, sprzataczka, a na koniec dnia kochanka...prawda drogie mamuski... Ja tez mam 3 letniego syna pracuje w domu jako opiekunka dodatkowo 3 dzieci, i jak wpadam w rutyne to sprzatanie i pieczenie nie jest mi straszne nawet o 22.55 ale czasami czuje ze uciekami mi przez palce wiele...chociaz lubie to co robie...sa dni ze nic nie robie siedze i nie wiem naewt czy mysle po co mi ta idealnosc??Samotnie siadam w ogrodzie z butelka wina i delektuje sie rzeczywistoscia ktorej wtedy tak cholernie nie cierpie...chce ja zmienic...
OdpowiedzUsuńRano 6 pobudka sniadanie krotkie dospanie jesli dzieci przychodza pozniej i jazda tydzien do przodu ze swoja upierdliwa idealnoscia...
Ja mam 7 miesięczną córeczkę i mam totalny bałagan w domu, nie gotuję obiadu a jezeli już to S. robi połowę, nie odkurzam codziennie, nie myję garnków codziennie, lenię się powiem wam. Kiedy tylko mogę (córcia śpi, bawi się sama lub jest z tatą)robię to na co mam ochotę, dłuuuga kąpiel, komputer, czytanie i jak moja mama wpada do nas mówiąc że mam bałagan odpowiadam : "nie mieszkam tutaj sama" :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
a ja się wciąż zastanawiam przed kim chcemy sie pokazać ??? Boimy się krytyki, oceny niedostateczniej z najważniejszego egzaminu życia - bycia mamą ? Nie wiem, ja się tym nie przejmuję - robię to co uważam za słuszne i najlepsze dla mnie, dziecka i mojej rodzinki.. czasem jestem idealna a czasem mam poprostu wszystko gdzieś !!! W imię czego mam wszystkim pokazywać, że daję rade ? Opinia innych mnie nie obchodzi.. mam swój cel i do niego dążę.. inaczej można zwariować :))
OdpowiedzUsuńnie wiem czy tylko ja to zauwazylam, ale mam przedziwne wrazenie ze jedno dziecko załatwia mi kurzem mieszkanie jak 10 doroslych conajmniej. Moze stad to sie bierze. Serio serio. Ostatnio przez tydzien nie bylo dziecka (z babacia na wakacjach) - odkurzalam 2 razy i bylo ok. Przyszlo dziecko, odkurzam codziennie, cholera co drugi dzien podloge zmywam bo mnie do szalu doprowadzają czarne stopy a lubie boso. Normalnie kurzowy człowiek.
OdpowiedzUsuńhehehe, dobry ten napis na kubku, muszę sobie taki sprawić ;-DD
OdpowiedzUsuńa poza tym, od kiedy urodziłam pierwszą córę
OdpowiedzUsuń- nie gotuję dwóch dań (chyba że mam ochotę)
- nie prasuję (chyba że wymaga tego strój)
- nie myję naczyć co dzień (chyba że mężowi się zachce)
- nie sprzątam podłóg, luster i szyb, co dzień (bo miśki znowu ubabrają)
- nie maluję się (chyba że idziemy w gości)
- nie zwracam uwagi na innych (no chyba że się wymądrzają to odszczekuje)
- nie robię nic na co nie mam ochoty, no chyba że muszę, bo nikt za mnie nie zrobi;-DDDDD
podoba mi sie Jadziu
OdpowiedzUsuń- nie robię nic na co nie mam ochoty, no chyba że muszę, bo nikt za mnie nie zrobi;-DDDDD
a mnie wkurza
* sterta naczyć w zlewie, które zbierały się przez cały dzień
* porozwalane ciuszki naszego skarba po calym mieszkaniu
* niepoodkurzany i oklapniety dywan pod koniec tygodnia
* dwutygodniowy kurz na półkach - oj,... bardzo mnie wkurza
* perspektywa robienia kolejnego obiadu kolejnego dnia
a najbardziej mnie wkurza to, ze nikt tego za mnie nie zrobi... jestem normalnie nienormalna i to poprostu robie sama, bo od tego wkurzania sie bym w depresje wpadła...
Aischa - niestety tez tak mam. No może obiad jasnie-pan-mąż czasem ugotuje. Jak idzie do pracy po południu a ja go zostawię bez obiadu. Ale reszta... dywan moze być nie odkurzony tydzień nikomu to nie przeszkadza prócz mnie. Nawet uprasowanych koszul nie powiesi sobie w szafie, nie wspominając o tym że mógłby czasem coś uprasować.
OdpowiedzUsuńCzasem zakładam sobie - dziś leniuchuje... może tylko jeszcze zamiotę.. pozmywam.. nastawie małe pranie.. umyje schody.. posprzatam w łazience... Nie da sie ukrzyć - nie umniem odpoczywać.
Errata "nie da się ukryć - nie umiem odpoczywać"
OdpowiedzUsuńNo ja tez nie umiem odpoczywać...
OdpowiedzUsuńA włączyłam bloga z wyrzutami sumienia..że się lenię, że przecież muszę buraki zetrzeć...
No chore to przecież jest!
A tak na marginesie dostałam zlecenie do zrobienia w domu. Zadowolona byłam jak cholera. Wreszcie co innego niż młyn "dzieci-dom" Tylko kiedy i jak ja mam je zrobić?!
Bo przecież ja bym chciała to jakoś WSZYSTKO POGODZIĆ. He, he dobre...Aż się sama uśmiałam:D
czyli nie jestem nienormalna... :)
OdpowiedzUsuńchociaż to jest pocieszające, że żyją obok takie same "nie umiejące odpoczywać" i "wszystko chcące pogodzić" mamusie :)
pozdrawiam i...do roboty (ja idę umyć naczynia)
;)
a ja się dzisiaj wyłamuję z tego kieratu...
OdpowiedzUsuńleżę i piję piwo, a co!
Wasze zdrówko! ;)
A własnie wróciłam z babskiej imprezy. Było pysznie..
OdpowiedzUsuńhmm, c do niektórych wypowiedzi, to ja bym nie chciała nikogo urazić, ale chyba nie można tak wszystkiego zarzucić za bardzo tylko z tego powodu, ze się ma dzieci/ dziecko?
OdpowiedzUsuńchyba czasem trzeba utrzymywać przed samym sobą jakiś rodzaj poziomu (nie chodzi mi tu o poziom w sensie wartościującym, ale o jakąś self-godność:)), która nie pozwala (dla przykładu) chodzić po brudnym mieszkaniu?... czasem trzeba pokazać facetowi, kto tu rządzi i kazać mu to wszystko zrobić:))
eeech, żartuję. chodzi mi tylko o to, by nie usprawiedliwiać zwykłego (zwykłego!) lenistwa albo niechciejstwa tym, że jest dziecko, jak go nie było, to, szczerze mówiąc, mi się też nie chciało i to o wiele bardziej niż teraz. teraz mam takie poczucie, że pewne rzeczy to ja bym chciała, by były zrobione. ja albo Niemąż, ale chciałabym, by były. zauważyłam taką tendencję do "osuwania się", gdy zaczęłam się sama przed sobą usprawiedliwiać, że łażę w piżamie cały dzień.
jakoś poczułam, że tracę godność.
oczywiście wy nie o tym, ale to takie bardziej wariacje na temat:)
a no i coś dla pokrzepienia serc:)
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=qRDBEYHjZ-Q
Opowiadanie wcale, a wcale nie jest smutne!! Jest piekne, ze w koncu mloda matka otworzyla oczy na siebie, a nie na innych. Na poczatku chcialam taka byc. Zeby wszystko bylo pieknie i poprostu idealnie. Zajechalam sie tak,ze wpadlam w obrzydliwa depresje. W koncu przestalam sie spinac. Jezeli chodzi o gotowanie to akurat jedyna rzecz ktora sprawia mi frajde na wszystko inne mowi tak jak do mojej siostrzenicy(11 lat), ktora mama nauczyla zeby przejmowala sie tym co inni mysla "Wiesz gdzie mi to lata?" a ona z usmiechem "wiem:)", no wiec tam mi lata co ktos o mnie mysli!! Buziaki kochane niegrzeczne mamuski!
OdpowiedzUsuńa ja chyba nie dążę do takiego ideału...
OdpowiedzUsuń*nie maluję się bo mi się nie chce. czas mam na to, ale jakoś nigdy nie należałam do dziewczyn codziennie nienagannie umalowanych.
* nie sprzątam co dziennie. każdego dnia tylko ogarniam, żeby nie chodzić po brudzie. i wiecie co? mój syn (2 lata) ma chyba jakiś radar, kiedy wylewać soki na podłogę. jak myślicie kiedy? zawsze, kiedy ja umyję podłogi to za chwilę całe są skąpane w soku. i to przynajmniej 3,4 razy :/
* nie gotuję 2daniowych obiadów. od początku nie gotowałam. i nie mam zamiaru gotować. chyba, że rodzinka przychodzi na obiad, to wtedy owszem.
* znajduję czas na poranną kawę przed kompem, bo Młody wtedy sam się bawi.
* znajduję czas na długą (w moim wypadku to jest góra pół godziny- dłużej nie wyleżę...) kąpiel, a asysta dziecka mi nie przeszkadza.
* nie prasuję. dałam mężowi warunek: zajmij się dzieckiem codziennie chociaż godzinę, to wtedy będę Ci prasować. no i nie prasuję. wnioski chyba proste są? :(
* początkowo słuchałam Teściowej, że mam brudno, czy coś. kilka razy usłyszała w odpowiedzi, że może się nie patrzeć jak jej się nie podoba. teraz już nie krytykuje, najwyżej sama mi coś tam pomoże posprzątać.
Mamuśki! Niektóre Wasze komentarze były dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie miało być "na smutno", bo jak zauważyła ekaterinka, "w koncu mloda matka otworzyla oczy na siebie".
OdpowiedzUsuńMój przepis na dobre samopoczucie:
- garść pozytywnej afirmacji,
- kilka gadżetów zajmujących dziecko przez co najmniej pół godziny,
- szczypta egoizmu,
- 5 dkg pomocy ze strony rodziny/znajomych,
- pudło dobrych książek,
można doprawić do smaku (jeśli macie taką możliwość):
- jeden wieczór w tygodniu poza domem.
Pozdrawiam i życzę leniwego weekendu!
Oj, ten jeden wieczór w tygodniu poza domem - bez dzieci.. marzenie!!!
OdpowiedzUsuńczytajac wasze komentarze i post, przejechalam oczami po mieszkaniu:) nie jest tak zle, bywalo ladniej, czysciej, ale teraz, kiedy mam 2letnia corke i czekam na nastepne dziecko, wcale nie jest najgorzej, ok. mam ten prestiz ze wpada raz w tyg. pani, ale razem z mezem jestesmy raczej "czysci" staramy sie utrzymywac porzadek kolo siebie i to bardzo pomaga. mam czas odpoczac, na razie, bo mala jeszcze spi w ciagu dnia (hurrra), tez nie gotuje dwydaniowych obiadow, nie umrzemy z glodu jak zjemy tylko zupe. ogolnie jest super, wyluzowalam sie na wiele rzeczy i uwazam ze jest to jak najbadziej NORMALNE!!!
OdpowiedzUsuńjednen dzien w tygodniu bez dziecka!? o matko jakby to bylo cudownie! Choc nie mam co marudzic, czasem jak bardzo musze "odpoczac od dziecka" to zabieramy sie do tesciowej. Szkoda tylko, ze tak daleko mieszka. Wtedy ona z nia zostaje i moge spokojnie odetchnac! Poza tym nie jest tak zle - trzeba ustalic jakies priorytety: albo piekny wypucowany dom, albo szczesliwe dziecko i wyluzowana mama. Dobrze pamietam jak sie spinalam na kazdym kroku jezeli chodzi o sprzatanie, jaka bylam sfrustrowana kiedy znow cos sie ubrudzilo, ale trzeba poluzowac gorset. Udanego weekendu!
OdpowiedzUsuńJa mam siedmiomiesięcznego super synka, miesiąc temu wróciłam do pracy i na początku strasznie się zadręczałam, że nie poświęcam dziecku już tyle czasu, a gdy wrócę do domu to nie mam czasu na sprzątnięcie tego-tamtego, poprasowanie pozamiatanie i zmywanie itp itd bo zanim wróciłam do pracy byłam w stanie to wszystko w miarę ogarnąć, no może poza codziennymi obiadami :)... a teraz?
OdpowiedzUsuńmam trochę bałaganu, trochę kurzu, rozsypany żwirek z kuwety kota na podłodze, czasem prasowania sterta, ale w tym wszystkim pomaga mi moja jakże wspaniała teściowa i mąż. No i mam też czas dla siebie jeśli go tak mocno potrzebuję - mój mąż idzie wtedy z synkiem na spacer, a ja się cieszę błogą ciszą w domu, ucinam sobie drzemkę lub czytam książkę, a nawet jeśli wtedy sprzątam, to odpoczywam :)