niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Wierzę intuicji - temat z maila

Kochane Mamuśki!

Jak dobrze, że mogę wpaść tu na chwilę i poczytać ciekawe teksty. Jestem bardzo młodą mamuśką, nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z takim maleństwem, jakim teraz jest mój synek. Bardzo się bałam, czytałam mnóstwo gazet itp. o karmieniu (tylko piersią!), pielęgnacji itd... ale starałam się myśleć pozytywnie, że dam sobie radę, że urodzę, wszystkiego się nauczę. Gdy tylko zobaczyłam małego, poczułam, że to jednak nie jest istota ze szkła, że nie muszę czuwać i sprawdzać w nocy, czy oddycha. Poczułam też, że nie podołam najważniejszemu zadaniu jakie stawia przede mną całe grono pediatrów, psychologów, rodziny - że karmienie piersią nie jest proste. Udało mi się jednak zacisnąć zęby (wszystko dla dobra pierworodnego, w imię jego inteligencji i odporności) i karmić piersią do 3 miesiąca, co było raczej zabawą i chwilą relaksu dla małej krzykliwej istoty, a momentem bólu dla mnie. I tak po takim "karmieniu" niezbędne było mleko modyfikowane dla Małego, a mało skuteczny krem na spękane brodawki - dla mnie. W końcu pokarm, którego nawału nigdy nie doświadczyłam, sam zaniknął. Nie zaprzeczę, że byłam z tego powodu zadowolona. Jak najbardziej właściwe przykładanie do piersi i szczere chęci nic nie dały, ale nie sądzę, żeby Mały miał z tego powodu jakieś problemy z nauką (bardziej z lenistwa). Bo już jako sześciomiesięczny, niezbyt filigranowy dżentelmen, jest niezłym leniem. Jak przewrócić się na brzuszek - to tylko z gołą pupą, siąść - owszem, ale jak mnie posadzisz (nie sadzam na siłę, Mały chce, żeby chwycić go za rączki i podnosi się sam). I choć jest trochę rozpieszczony, to nie czuję się "lewa" z tego powodu, że to moje pierwsze dziecko i że jestem młoda.
Inaczej jest z moją cudowną, znerwicowaną nieco teściową, która wychowawszy czwórkę własnych dzieci, zachowuje się jakby to był jej pierwszy kontakt z tak małym dzieckiem. Bo noworodka w foteliku to ona jeszcze nie widziała, przecież to za małe dziecko, fotelik z pewnością niewygodny, niebezpieczny (!!!). Czy te spodenki to mają lycrę... przecież może spaść z łóżka (czterotygodniowe dziecko, które rusza tylko rączkami). Myślałam, że wyjdę z siebie, gdy podczas karmienia podeszła i trzymała swój palec na MOJEJ piersi, przy nosku Małego, żeby się nie udusił!!! Że po chrzcinach to się dziecka nie kąpie (pierwszy raz coś takiego usłyszałam - ale wykąpałam), że uszko i woda - absolutnie nie! Dodam, że nie biorę lejka i nie leję Małemu wody do ucha, ale przy kąpaniu co nie co się zamoczy, ale zawsze potem wycieram dokładnie pieluszką i nie narażam na zimno. Do tej pory drżę, gdy mamy jechać do kochanej babci w odwiedziny. A woda morska do noska - musiałam na głos czytać jej ulotkę, że to dla niemowląt! Każdy członek rodziny wszystko wie wszystko o naszym dziecku. Że ząbek krzywo rośnie, że troszkę za gruby, że płacze (cóż, tak ma w obcym, do tego gwarnym miejscu), że to, siamto i tamto. Każda informacja, którą kochana mamusia na nasz temat uzyska, jest dokładnie filtrowana, przetłumaczona, utrwalona i przeniesiona na każdy inny grunt, z którym kochana mamusia ma styczność. A wszystko dlatego, bo przecież ja jestem taka młoda, na pewno popełniam wiele błędów, które też za plecami muszą być wytknięte i przedyskutowanie. Jestem matką, młodą, ale bardzo kocham swoje dziecko i nigdy krzywdy bym nie zrobiła, nie udusiłabym piersią... Czy to tak trudno starszemu człowiekowi zrozumieć, że my naprawdę nie chcemy mu robić na złość, nie chcemy też źle dla swoich dzieci - robimy wszystko najlepiej jak potrafimy, nie lecimy może od razu z rękami gdy płacze. Czasem czuję, że starsi ludzie nie traktują nas, młodych rodziców poważnie. Przecież jesteśmy tacy młodzi, co my możemy wiedzieć, ale co oni wiedzieli, gdy mieli pierwsze dziecko?? Czy te wszystkie kochane mamusie i ciocie były takimi supermatkami, gdy same miały 20 lat i płaczące wiecznie dziecko? I przede wszystkim, czy lubiły wysłuchiwać wtedy uwag na temat ich sposobu wychowywania? Chcę tylko szacunku, wiary w mój rozsądek, a przede wszystkim w intuicję - którą przecież wszystkie posiadamy. To dzięki niej nie bałam się wziąć Małego na ręce, to ona dyktuje nam, co powinnyśmy robić. Mały rośnie na mleku modyfikowanym jak na drożdżach. Uwielbia chlebek i jabłka. Ani razu nie miał nawet kataru, odpukać. Jak jest gorąco to nie ubieram mu wełnianej czapki i kombinezonu ("to Ty tak z nim wyjdziesz
na pole?"), i choć czuję urazę gdy słucham tych wszystkich komentarzy, to zaciskam zęby i robię swoje, tak jak czuję, jak uważam za słuszne i dobre dla małego. A on w nagrodę przesypia caluteńkie noce! (odpukać!!!)
Jesteście cudowne, niegrzeczne i grzeczne Mamuśki! Te młodsze i te starsze, mamy jedynaków i siedmiorga dzieci. Robicie wszystko najlepiej, jak potraficie, odpoczywacie - bo są momenty gdy dziecku trzeba włączyć Fakty i napić się kawy. Dać kawałek chleba i pogadać z koleżanką na skype. Nikt nie jest supermamą, superczłowiekiem, ale każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka. Wierzcie, wasze dzieciątka nie mogły trafić lepiej!
Trzymajcie się!!!

Ragga

17 komentarzy:

  1. No moim zdaniem teściowa przekracza wszelkie granice. I tak jak nie jestem za tępieniem teściowych tylko dlatego, że nimi są tak w przypadku palca teściowej na mojej piersi byłaby zadyma. Niemała

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł. Cudownie się go czytało :)
    Współczuję Ci teściowej. Jednak gratuluję siły i cierpliwości. Co najważniejsze nie ulegasz i nie stosujesz się do "dobrych rad". Nasze mamy, teściowe czują się pewnie mocniejsze w temacie bo są starsze, dzieci odchowane. Na pewno popełniały wiele błędów, przecież to też ludzie.

    Mam nadzieję, że teściowa z Wami nie mieszka ;)

    Super że masz takie podejście do malucha i spraw związanych z macierzyństwem.

    Sama mam 7 miesięcznego synka i czasem się czuję jak mała dziewczynka, która chce zniknąć, gdy on płacze i nic nie pomaga. Ani czułe słówka ani noszenie ani cycek...cóż po prostu nie jestem doskonała. Jednak masz rację trafił wspaniale, bo lepszej mamy mieć by nie mógł i takiej, która by Go bardziej kochała.

    Powodzenia :)
    Uważam że młode mamy w niczym nie są gorsze. Wręcz przeciwnie masz pewnie o wiele więcej sił i wigoru. Pierwsze dziecko i 27 lat - tak jest u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj, jakbym czytała charakterystykę mojej teściowej sprzed roku! współczuję serdecznie i życzę wytrwałości! dasz radę. i z dzieckiem i z teściową. w końcu nauczycie się żyć obok siebie i Ty też zauważysz, że ona nie chce źle dla Twojego Maluszka.

    Z pokarmem miałam podobnie, no nie zupełnie, bo miałam bardzo dużo, ale niestety wody białej a nie wartościowego mleka i Synek był głodny, mimo, że cały dzień wisiał mi na piersi. też wychowywany na mleku modyfikowanym, też długo nie chorował. Nie przegrzewałam, bo po 2 takich razach, przez 2 miesiące leczyłam z potówek (jako niemowlę miał atopową skórkę). Kłóciłam się ostro z teściową o sposób ubierania. Teraz już trochę mniej, bo nauczyłam się niektóre sprawy przemilczeć i i tak zrobić swoje. Kłócę się ostro o sposób żywienia. Nie mogę mojemu dawać słodyczy, bo nie chce nic innego jeść jak poczuje słodkie. I nie, żebym była stanowczą przeciwniczką słodyczy dla 2-latka, ale mój maluch nie zna umiaru i np. woli posiedzieć głodny 2 dni, a nie zjeść normalnie, bo on chce czekoladkę (miałam takie 2 dni, dobrze, że uwielbia owoce, bo chociaż to jadł).

    śmiać mi się niesamowicie chce, jak Teściowa patrzy z wielkim żalem, jak młody je suchy chleb. taki lubi i może zjeść dużo. a jak ma kanapkę to ledwie i na przymus wsadzane podstępem do buzi zje pół kromki. w końcu suchy (ale świeży) chleb to nie zbrodnia.

    Teraz mamy nowy problem. Młody jest alergikiem, jeszcze nie robiłam testów, ale mam 90% pewności. I Mama nie może się z tym pogodzić, że on co chwilę choruje na oskrzela. niestety na to wpływu nie mamy. dostaje leki przeciwalergiczne i tyle. więcej się nie da zrobić :( boli mnie to, ale ja przez to przeszłam i żyję. a Młody, niestety wziął sobie wybrał moje alergiczne geny :P i co poradzić? przecież w takim wypadku multiwitamina nie pomoże. tylko jak Kobiecie wytłumaczyć, że na to nie mamy żadnego wpływu?

    OdpowiedzUsuń
  4. :) ja mam 33 lata i 4 miesięczne bliźniaki , teściowa jest alfą i omegą a już po prostu osłabiła mnie stwierdzeniem" dania ze słoika są beznadziejne i bez smaku ja tam swoim dodawałam soli i pieprzu" :O a małżonek P. jak miał 5 miesięcy to jadł zupę z mięsem tą samą co my:/ Efekt jest taki, że P. nie jada warzyw i owoców, zero nabiału w stylu jogurt itp..Za to kluchy , mortadela, parówki i smalec :/ Ale cóż życzę Ci wytrwałości i tak jak radzą dziewczyny żeby nie być posądzoną o to, że jesteś "niewdzięczna" i "niegrzeczna" wpuszczać jednym uchem a drugim wypuszczać i robić swoje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też postawiłam na intuicję. Na początku najchętniej pozwoliłabym wszystkim decydować o moim dziecku, tak bałam się odpowiedzialności. Na szczęście mi przeszło. A teściowa? Szkoda gadać. Cokolwiek zrobię, ona ZAWSZE uważa odwrotnie. Do tego stopnia, że uważa, ze niepotrzebnie niemowlakowi piorę ubranka w proszku dla dzieci, powinnam w normalnym, że zupki powinnam dawać z butelki i obciętego smoczka, dziecko powinno spać z nami w pokoju, ewentualnie ja z małą w jej pokoju a Niby-mąż osobno /córka z powodzeniem śpi sama od 2-go miesiąca/, powinnam dać małej reklamówkę do zabawy- bo lubi, nie powinnam reagować jak mała płacze, bo przecież to normalne że dzieci płaczą- moja córka nigdy nie płacze bez powodu itp, itd. Nauczyłam się już nie reagować.
    A jak czegoś nie wiem, to szukam w literaturze, internecie, pytam pediatry, ale przede wszystkim stawiam właśnie na intuicję.
    Pozdrawiam Mamuśki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapiszmy sobie to wszytskie i otworzmy jak będziemy babciami ;) Bo każde pokolenie ma ten sam problem. Moja mama opowiadała mi jakie przejścia miała ze swoją teściową, a były na tyle silne ze moja babcia jak już urodziłam powtarzała mi przy każdej okazji żeby słuchać się teściowej, a nie jak moja mama..

    Wiecie, każdy chce dobrze, tyle że czasem na siłe ;( Mam dokładnie te same przejścia z moją teściową co wy i tez w 3 miesiącu chciała Kubie herbatę dawać i inne cudowne rzeczy. Dobrze wiem ze jesli Kuba jest u niej nie uniknę dawania słodyczh (1,5roku) - chce zeby u nas było tak jak ja chcę i to jest podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu powraca temat dobrych na siłę rad ;-DDDD
    No cóż, mnie też szlak trafia jak córa za każdym razem dostaje milkyway, przecież nie zabije dziadków ;-DDD ale chyba powinny być trochę powściągliwi w tej dobroci ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja będę adwokatem diabła - czyli tesciowej (co na jedno wychodzi). Twoja wychowała czworo dzieci. Prawdopodobnie daje jej to większą wiedze niż wszystkie poradniki i czasopisma. Poniewaz nie miała takiego dostepu do informacjii jak teraz podejrzewam ze kierowała sie INTUICJĄ , ew. radmi bardziej doswiadczonych kobiet.
    Reasmując - nie jest idiotką choć może bywa czasem męcząca i nietaktowna (jak wiekszość babć).
    Ja osobiście jestem przekonana, że zrezygnowałaby z karmienia po tygodniu gdyby nie kilka prostych rad majej mamy i zdrowy opieprz od siostry.
    Nie znaczy to ze mamy wszystkie rady wprowadzac w życie - ale przynajmniej szanujmy tych co chcą się swoja wiedza podzielić

    OdpowiedzUsuń
  9. Doroto, myślę, że dobre rady każda z nas szanuje, ale wtykanie nosa już nie bardzo. A tym bardziej, jak wspomniała autorka artykułu, krytykowania za plecami na forum.
    Mój Niby-mąż też powiedział mi, ze przecież jego mama wychowała swoje dzieci i inne wnuki i jest ok. A ja spytałam co to znaczy, czy to znaczy, że przeżyły:)? Bo tak jak wspomniała Małgorzata wyżej, jej mąż nie ma np. dobrych nawyków żywieniowych, podobnie jak cała rodzina mojego Niby-męża. A mi bardzo na tym zależy, żeby moja córka miała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam artykół o roli babć w opiece nad wnukami. Częściej pomagają mamy mam.
    Nie tylko dlatego, że są bardziej chętne do pomocy swoim córkom. Ale też dlatego, że częściej są proszone o rade i pomoc. Kobiety bardziej liczą się ze zdaniem swojej matki, a teściowa często traktowna jest jak intruz.

    "Adwokat diabła"

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak jak zauważyłaś Doroto, córki proszą o radę, więc jak nie proszą to po kiego diabła teściowa wciska swoje wywody?????????????

    OdpowiedzUsuń
  12. A matki kobiet nigdy się nie wypowiadają niepytane...
    Tak już jest że inaczej przyjmujemy uwagi, krytykę i rady z ust własnej matki a inaczej z ust teściowej. Co nie znaczy że ta ostatnia na niczym się nie zna.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kilka dziewczyn pod innymi artykułami pisało już, że teściowa lepiej zachowuje się niż ich własna mama. Nie ma reguły. Częściej może zgadzamy się z własną mamą, dlatego, że zostałyśmy wychowane w wartościach, które teraz same chcemy przekazać. Więcej rzeczy jest dla nas naturalne a teściowa to zwykle zupełnie inny świat, dla nas obcy. Czasem zdarza się też, ze wręcz przeciwnie. Grunt to nie pomagać na siłę, albo nie udowadniać nam nieporadności i niekompetencji- co się tyczy w równym stopniu i teściowych i mam, koleżanek, sąsiadek itp itd.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja właśnie mam taka teściową o której wspomniała teraz Kinga. Zostawiam szkraba z nią na 8 godzin i się nie martwię. Szymon ma ustalony plan dnia. Jest zachowana pewnego rodzaju rutyna i rytuały i moja kochana teściowa się tego trzyma. Jeśli chce wyjść z czymś z inicjatywą to się pyta czy może. Owszem jak coś jej się nie podoba to powie, ale na zasadzie delikatnego zwrócenia uwagi, a nie narzucania własnego zdania. Daje czasami bardzo cenne rady ale absolutnie się nie wtrąca za co jestem jej ogromnie wdzięczna.
    Za to moja rodzicielka wręcz odwrotnie ;) Wie wszystko po prostu lepiej ode mnie ;) Słucham co mówi bo w tym wszystkim może mi umknąć coś istotnego, ale za resztę dziękuję i robię po swojemu.
    Najważniejsze to nie dać się zwariować i przesiewać garści dobrych rad które dostajemy od starszego pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja teściowa nie dała mi sie zbytnio we znaki :-) Natomisat po urodzeniu szczególnie drugiego dziecka moje stosunki z własną matką bardzo się popsuły. Czasami mam wrażenie, że chciałąby aby moje dzieci były jej dziećmi, narzuca mi swoje zdanie, cały czas się czepia o bzdury, a to to a to tamto. Szok, nie spodzewałam się tego po niej. Przed urodzeniem dzieci miałyśmy bardzo dobre stosunki.Tłumaczę sobie to jej menopauzą, ale też dostrzegam jej cechy charakteru (te negatywne), których wcześniej nie widziałam. Z jednej strony mi smutno,a z drugiej strony jestem bardzo niezależną osobą i jeszcze będzie musiało dużo wody upłynąć aby nasze stosunki na nowo się ułożyły.

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie niemal każda napotkana "życzliwa" osoba wrzuca swoje pięć groszy odnośnie wychowania MOJEGO DZIECKA, na początku wydawało mi się to żenujące teraz się tylko śmieję :-)

    Życzę dużo uśmiechu
    Pozdrowienia dla teściowej

    OdpowiedzUsuń
  17. czesc dziewczynym super strona,
    ja sie zalamalam jak ostatnio odwiedzilam kolezanke i widzialam jak to jej "przyszla tesciowa" osaczyla jej tygodniowe dziecko, To ona go karmila, ona przez 5 czy 6 godzin trzymala non stop na rekach i nie pozwolila sie zblizyc nikomu nawet wlasnej matce do dziecka. Nie wiezylam wlasnym oczom i tym co slyszalam, tylko jak dac do zrozumienia tej glupiej babie ze to przeciez nie jej dziecko!!!! dziewczyna ma teraz depresje po porodowa i boi sie ze nie nawiaze wiezi z maluchem. poradzcie jak tepic takie tesciowe.

    OdpowiedzUsuń