niegrzecznemamuski.blogspot.com

niedziela, 31 stycznia 2010

Wybór przedszkola, a sprawa polska.

21 komentarze
Niedawno na blogu Miki był przedszkolny wątek.

Ja jestem już po wyborze przedszkola i jeśli mogę opisać największy absurd z jakim się spotkałam, to informacja udzielona w jednym z językowych przedszkoli, że zapisy tego rocznika skończyły się we wrześniu 2006 (Dziecko jest z listopada 2006, więc w sumie...;)), a dzwoniłam we wrześniu 2008, żeby zapisać na wrzesień 2009. Fatalne opóźnienie po mojej stronie;-P

Miałam swoje założenia:
- językowe, ale bez zakazu mówienia po polsku - bo to mi się nie podoba (ale nie w sensie angielski 2 razy w tygodniu po 30 minut, bo takie "językowe" widziałam),
- najlepiej z nativem (ja nie mam nic do Hindusów, którzy przyjechali z Indii, a nie z Anglii, ale native to dla mnie nie jest),
- blisko domu,
- nieduże grupy.
Obejrzałam tylko kilka miejsc. Czasem już po napuszonej rozmowie telefonicznej w stylu "po naszym przedszkolu to tylko Harvard", czułam, że to nie to. I żeby się do nas dostać, to to czy tamto, ale i tak szanse są małe. Nie podoba mi się nakręcanie atmosfery, że jesteśmy elitarni, i jak Twoje dziecko pójdzie gdzieś indziej niż do nas, to na pewno nie dostanie się do dobrej szkoły. I oburzone spojrzenia i głosy, że zapisy to były 3 lata temu. To, że ktoś robi mi wielki honor, że przyjmie dziecko za 2 tyś. miesięcznie. A najgorsze jest to, że widzę, że jednak taka filozofia na wielu rodziców działa... (i pewnie stąd te zapisy na 5 lat do przodu).

Ostatecznie trafiłam lepiej niż dobrze. Bo jest wszystko to co chciałam. Dziecko jest zadowolone i lubi tam chodzić.
I co naj, najważniejsze są fajni opiekunowie, do których Dziecko się bardzo przywiązało. Bez tego nawet trzy-językowe, za 4 tyś. miesięcznie, z medytacją, tańcem nowoczesnym i malowaniem na jedwabiu, nie ma żadnych szans.

Nowa Matka Polka?

0 komentarze
różne są motywacje ;)

sobota, 30 stycznia 2010

leniwa sobota. zasłużona :)

16 komentarze
bede sie dzis lenic. bede caly dzien lezec w dresie. tak, bede czytac sobie ksiazke patrzac na zajmujace sie soba dziecko. nic nie ugotuje. zamowie. albo meza namowie. nie pojde na spacer. nie uczeszę się i nie umaluje.
ps. zainteresowalam sie czemy Mrówa tak długo i spokojnie (nawet jak na nią:) leży. Otóż wyjadała kłaki z zająca. wspaniale ;-)

A jak wyglada Wasza idealna sobota?

piątek, 29 stycznia 2010

??

6 komentarze

Logo?

8 komentarze



Co Wy na coś takiego?

ruch społeczny

12 komentarze
Jako socjolog oceniam naszą oddolną inicjatywę jako mającą ogromny potencjal spoleczny i mogącą wywrzeć wplyw na przyszle pokolenia matek... dlatego też wlasnie kupilam domene www.niegrzecznemamuski.pl ;-)

W przyszlosci może bedzie to nie tylko blog, a póki co nikt nam domeny nie zajmie (już teraz można przez ten adres do nas wchodzić).

A więc głoście wieść o naszym ruchu innym matkom i niech
NIEGRZECZNE MAMUSKI łączą się!!!

miłego weekendu.

9 komentarze
wow, dużo nas, niegrzecznych :)
fajnie, że nie wszystkie jesteśmy takie idealne, że umiemy opowiedzieć o tym, że macierzyństwo to nie tylko bajkowy obrazek z reklamy coca-coli ;-)

krzyczmy głośno o karmieniu po ludzku, o prawo do wyboru jak chcemy rodzić. krzyczmy o wolne chwile, o odpoczynek, o radosne macierzyństwo bez niepotrzebnych stresów, o to, żeby dobre rady ciotki, babcie i koleżanki zachowały dla siebie :)

zadowolona, wypoczęta i wyluzowana matka to szczęśliwe dziecko :) czego sobie i Wam na weekend życze!

love&peace.
;-)

dziwne wpadki i przypadki

16 komentarze
Jakies dwa tygodnie przytrafil się nam dziwny wypadek. Nikomu w sumie jeszcze o tym nie opowiadalam (oprocz meza) bo miałam wyrzuty ze jestem „zła i nieodpowiedzialną matką”
Cieszę się ze powstały „ niegrzeczne mamuśki” i mogę się tutaj podzielić swoja historią i ewentualnie przestrzec.
Otoz, miałam do pozałatwiania jakieś urzędowe sprawy i musiałam się wybrać na nasze stare mieszkanie. Zapakowałam Majkę do samochodu ( na szczęście moje dziecko zasypia jak jedzie się samochodem), i pojechałam. Sprawy szybko pozałatwiałam i chciałam szybko z powrotem wracać do domu tak by zdążyć na kolejne karmienie.
I szybciutko zapinam Majkę na tylnym siedzeniu w foteliku ( mała się przebudziła, lekko zaczela popłakiwać/marudzić wiec chciałam jak najszybciej ruszyć by ponownie zasnęła), zamykam tylne drzwi i chce zasiąść na miejscu kierowcy. I …o zgrozo drzwi się nie chcą otworzyć. Co jest grane!? Próbuję otworzyć tylne drzwi przy Majce, tez się nie otwierają.
Szukam kluczyków i co wiedze … pęk kluczyków w foteliku wraz z Majką – w środku samochodu niestety.
Tylko co się stało ze samochód się sam zamknął. Normalnie centralny zamek zamyka się automatycznie po odpaleniu silnika
Dżizes co mam począć , Majka nie wie o co chodzi, totalnie już rozdrażniona, zaciąga się płaczem, patrzy na mnie i chce bym ja wyciągnęła/przytuliła/cokolwiek, ale a ja na zewnątrz za szyba i nie mogę się do niej dostać i ja uspokoić. Ja totalnie roztrzęsiona, w szoku szarpie wszystkim drzwiami ale niestety nic, pozamykane.
Szybko zaczepiam jakiegoś gostka na ulicy i proszę o pomoc. Decyzja wybijamy szybę. Tylko czym? Ja nic nie mam przy sobie, gostek ma scyzoryk ale to za słabe. Zatrzymuje jakąś kobietę w samochodzie i proszę o jakiś lewarek lub cos do wybicia szyby. Gostek w końcu bierze jakieś narzędzie do wywarzania kół i spokojnie wybija szybę tak by na małą nie rozprysły (mały trójkącik na tylnim siedzeniu, bo przeciwnej stronie od dziecka). Ja w tych nerwach wybiłabym pierwsza lepsza by jak najszybciej dostać się do małej.
Majka nawet się wybicia nie wystraszyła, szybko otworzyliśmy drzwi i już mogłam się do niej dostać, przytulić i dac butlę z jedzeniem. I to totalnie utuliło moje kochane dziecko. Nie wiem co mnie podkusilo, ale wyjeżdżając zrobiłam na wszelki wypadek mleko w butelce ( na wypadek gdybym utknęła w korku). A nigdy tego nie robie jadąc załatwić jakąś szybka sprawe.
Całe zdarzenie trwało może jakieś 10 min, ale dla mnie całą wieczność. Całe szczęście ze miałam ta butle bo mała zjadła i zasnęła. A jak wróciłyśmy do domu, normalnie się bawiła i w nocy tez spała spokojnie. Wiec może to zdarzenie nie odcisnęło żadnego piętna na małej.

Straszne miałam wyrzuty, najgorsze to takie poczucie bezsilności było – dziecko płacze i patrzy na Ciebie a ty nie możesz się do niej dostać.
Ale tłumaczę sobie ze nie zrobiłam w sumie tego umyślnie i adrenalina sprawiła ze szybko zaczęłam działać by się do niej dostać. Trzeba w taki przypadkach zachować zimną krew i działać (co nie jest łatwe, bo cala jesteś rozdygotana, ale adrenalina nakręca)
Teraz już się pilnuję i kluczyki mam przy sobie

kaprys , fanaberia - twoje ciało

19 komentarze
Matko , a właściwie Przyszła Matko , pamiętaj że liczy się to co Ty czujesz.
Pierwsza myśl jaka mnie dopadła po ogarnięciu się , że jestem w ciąży ( co było niespodzianką ) to taka że nie chcę RODZIĆ PO LUDZKU czyli naturalnie . Strach przed bólem , upokorzeniem i hematofobia skutecznie zakorzeniły we mnie jedno rozwiązanie czyli cesarka .
głosiłam to wszem i wobec licząc na zrozumienie i poklepanie po plecach .
I co ? i usłyszałam , że :
- to kaprys
- fanaberia
- zmienię dziecku DNA ( akurat tuż przed moim porodem obiegły świat takie badania naukowców nie wiem skąd )
- że jestem słaba
- że poród naturalny to jak wyrwanie zęba
- że każda to potrafi

Twardo stałam przy swoim do siódmego miesiąca , wtedy ojciec dziecka Q i mój lekarz zmówili się i zaczęli "NAPIERAĆ "
A ja zaczęłam się miotać , że może jednak powinnam rodzić naturalnie i może to rzeczywiście lepiej dla dziecka . Na moje szczęście do rozumu przemówiła mi MATKA po przejściach . Upokorzona , rodząca naturalnie , w jednym z najbardziej znanych szpitali w tym kraju .
Miałam umówioną cesarkę na konkretny termin , prywatnie . Nic jednak nie dzieje się moim przypadku zgodnie z kalendarzem i zaczęło się wcześniej . WELL ! Do dzisiaj pamiętam ten ból .
dojechałam do szpitala , położna mówi " ma Pani szanse na poród naturalny , ale zmuszać nie będziemy " ( kocham ją do dzisiaj za to )
skończyło się na tym , że własny poród przespałam , bo nawet po znieczuleniu mnie BOLAŁO .
I wiedziałam to od początku , że nie nadaję się do rodzenia naturalnego , a jak się okazało nawet cesarka mnie przerosła .
SO ! jeśli matko czujesz , że nie podołasz . Nie chcesz . Boisz się ,nie tylko bólu , ale tego co będzie później z Twoim ciałem  . I uważasz , że cesarka to jedyne wyjście . TO IDŹ PO SWOJE !!! to Ty rodzisz , a nie reszta świata i to Twoje ciało .

ps.1 . ostatnio usłyszałam od przyszłej matki zdecydowanej na cesarkę , że również jest pod ostrzałem tych od RODZIĆ PO LUDZKU i broni się tekstem " zapraszam Panów na operację prostaty bez znieczulenia  to wtedy pogadamy :) "
ps. 2 terror laktacyjny mnie też nie ominął

czwartek, 28 stycznia 2010

Terror laktacyjny i inne...

58 komentarze
Przyznam się. Moja ciąża nieco nas zaskoczyła :) Wakacje, plaa, cieple morze, zachody słońca i przepiękne chorwackie winnice...Ehhh romantycznie było i tyle. Później pokazy lotnicze. Ja w Brnie, P. w Moskwie (foto-lotnicza pasja). Na pokazach ból brzucha i takie tam...W domu coś mnie podkusiło by jechać po test. Pozytywny. Rety!!! CO robić? Teraz?NIE!!! Teraz kiedy dostałam propozycje awansu? Teraz kiedy mam plany..? Rety, muszę zadzwonić do P. Swoja droga dobrze ze dowiedział sie będąc na wyjeździe, miał czas na przemyślenia:) I od tamtej pory tę małą fasolinke pokochaliśmy miłością bezgraniczna. Plany zmieniliśmy, awansu nie przyjęłam. Liczyło sie jedno: MY i fasolka. Pewne było ze rodzimy razem, razem chodzimy oddychać do szkoły rodzenia, razem robimy zakupy dla Oli itp. Tak samo pewne było ze biorę znieczulenie, ze chciałabym mieć swoja położna i...ZE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Jako logopedzie, nie przyszłoby mi nawet do głowy żeby karmić butelka. Mnie jako przyszłej mamie tym bardziej. Dlatego jadąc do szpitala nie miałam ani smoczków, ani butelek, ani nawet herbatek na laktacje, o laktatorze nie wspomnę. Nie miałam, bo nigdy w życiu nie przypuszczałabym ze w karmieniu piersią jest jakaś filozofia. No co? Bierzesz ssaka, przystawiasz i je. Proste, prawda?

Otóż ja jako logopeda wyłączyłam sie totalnie w momencie kiedy Ola przyszła na świat. Poród lekki, łatwy i przyjemny. Po znieczuleniu of course. Pierwsze dziecko, akcja porodowa łącznie ok 3h (Na Boga po co oni mnie jeszcze ta oxy faszerowali? Ale to tez temat na inny post. Taśmociąg wtedy był a nie porodówka). Po porodzie Ole zabrali na mierzenie, ważenie etc. Przynieśli i... zostawili nas. Aha przyszła jakaś położna po 2h (PS. Moja opłacona - NIE DOJECHAŁA) i KAZAŁA nam przenieść sie do innej sali. Ja z kroplówkami, P. pchał ten wózek z Ola i niósł nasze torby. Po drodze zemdlałam. Nikt sie nie zainteresował, bo mieli "urwanie głowy" jak mówili. Biedny P. wszystko sam jakoś ogarnął. I powiem szczerze leżałam 2 doby w szpitalu, przez ten czas NIKT absolutnie NIKT nami sie nie zajął. Tylko obchody lekarskie rano i wieczorem były. Myślicie ze ktokolwiek pokazał jak przewinąć, jak ubrać jak wykapać Ole? BTW wcale jej nie kapali w szpitalu bo "Nie mieli warunków". Myślicie ze ktokolwiek pokazał mi jak przystawić dziecko do piersi? NIE!!! A niestety moja wizja karmienia totalnie rozminęła sie z rzeczywistością. Ola nie ssała, nie miała odruchu. Masowałam jej paszcze całymi dniami. położna laktacyjna nas olała, bo nie miała czasu. Szpitala wspominać nie chce,bo łzy same napływają mi do oczu. W domu masakra. Ola nie pila mleka tylko samą krew. Potem krwią ulewała i znów płakała bo głodna. Ja byłam skołowana. czułam sie tak fatalnie fizycznie, ze nie wiedziałam jak sie nazywam. Mdlałam kilka razy dziennie. A Ola cały czas płakała. Przyjeżdżała za kupę kasy do nas położna laktacyjna, 3-4 razy dziennie. KAZDA MATKA WYKARMI...etc...Nie dawałam rady, nie byłam w stanie przystawiac Oli, ryczalam z bolu. Piersi to jedna wielka rana. dookoła wszyscy trąbili ze MUSZE, ze to KONIECZNE dla dobra malej, ze pewnie coś robie źle...Przyjechała Ciocia pediatra.
Ciocia: "Pozbawiasz swoje dziecko inteligencji, ograniczasz jej rozwój, zabijasz jej dzieciństwo!!! Czy ty wiesz co ty robisz? Zaraz ci sie zaczna choroby, alergie, skazy, problemy."*
Ja (przez łzy): Ciociu ale ja już nie mogę. To tak bardzo boli. Czemu cały czas leje sie ze mnie krew zamiast mleka?
Ciocia: Bo źle przystawiasz!!! Naucz sie wreszcie. Co z ciebie za Matka jak ty nie wiesz jak własne dziecko nakarmić? Przecież to jest instynkt! Idz do psychiatry. To coś z Toba jest nie tak!
Rety jak ja ryczałam. Nie wiem tylko czy z bolu czy z żalu do cioci za to co mi powiedziała. Nie spalam. Myślałam. JESTEM ZŁĄ MATKA...Musze sie leczyć, nie mam instynktu, co ze mnie za Mama itd..Dodam ze przy każdym karmieniu Ole odpychałam od siebie jak najgorszego wroga. W nocy chciałam jej nie słyszeć. Wstyd sie przyznać, ale żałowałam wtedy ze mam dziecko ;( płakałam, ale żałowałam. Próbowałam naprawdę wszystkiego. Nakładki, strzykawki, tony kremów, maści, okłady, laktator...i cały czas wielkie rany z których lala sie krew. Później już tylko gronkowiec, 42st gorączki, szpital, kroplówki, sterydy, antybiotyki, zastrzyki, totalna deprecha poporodowa...

Po powrocie dalej próbowałam...

P. nie wytrzymał, nie mógł patrzeć na moje cierpienie. Pojechał kupił butelki, mleko, smoczki...Pierwszy raz w życiu widziałam moje dziecko najedzone, pierwszy raz w życiu popłakałam sie ze szczęścia ze JĄ mam, pierwszy raz w życiu poczułam...instynkt macierzyński. Tak, może to głupie i przykre, ale przyznaje sie ze Ole zaczęłam kochać dopiero wtedy gdy przestałam udawać ze uda mi sie wykarmić ja piersią. Zawsze powtarzam ze Ola urodziła sie dwa razy. Pierwszy wtedy w szpitalu i drugi tuz po nakarmieniu butelka. I cały czas żałuje ze trwało to ponad miesiąc, bo tak naprawdę zmarnowałam cały ten czas.

Do tej pory słyszę przykrości dot. mojego sposobu karmienia, ze to nie ta sama bliskość, ze nie ma tego uczucia itp. Do jasnej.... przecież nie karmie jej na kiju, nie karmie przez ścianę...Miedzy nami naprawdę jest wieź i tez czujemy swoja bliskość. Kocham ja nad życie, ona wpatrzona we mnie jak w obrazek i przytula sie zawsze tak mocno - mimo ze mleko leje sie z plastiku, a nie ze zmasakrowanej, no ALE PIERSI...

Strasznie żałuje ze nikt wcześniej nie opowiedział mi o tego typu historiach, żałuje ze nikt szczerze nie powiedział mi ze może być ciężko, żałuje ze nie było wtedy Klubu Niegrzecznych Mamusiek :)

PS. A poza tym to jak sie później okazało...pól mojej rodziny i większość znajomych butelka wykarmiona i żyje.

*Ola do tej pory 2 razy miała katar, jest cały czas w okolicach 50-60 centyla. Jest zdrowa, silna, energiczna. Ma co prawda nietolerancje laktozy, ale żeby zwalać to od razu na karmienie...?

Zdrowsze TV. Chwila dla siebie. Bezcenna.

7 komentarze
Ja po obiadku zostawiam Zosię na trochę w krzesełku do karmienia i stawiam przed akwarium..Dostaje niezłej zawiechy patrząc na rybki..
Polubiłam to akwarium męża...podczas remontu liczyłam, że wszystkie egzemplarze zdechną..a teraz się cieszę, że przeżyły i do czegoś przydają:) Bo sushi z tego za bardzo nie będzie...liche to takie..;)

zachwyconam

1 komentarze
Chciałam oficjalnie baaardzo podziękować Matkom Założycielkom za tego bloga. Jakoś tak raźniej się dziś wstawało... :)

chwila spokoju u jot-ów

8 komentarze


czasami sama proponuję i wymyślam dziecku różne zabya, aby choć przez 10 minut mieć czas tylko dla siebie. choć to i tak jest trudne bo mój syn nie lubi bawić się sam (wiem, wiem - pewnie chcaiłby braciszka/ siostrzyczkę:D) każda matka ma swoje sposoby na to jak zająć dziecko.

tą zabawę wymyślił sam junior - dużo radochy miał, i wystarczył tylko dywan a matka miała aż całe 20 minut tylko na swoje potrzeby.

chwila spokoju

7 komentarze
nie jestesmy takie zle, po prostu czasem potrzebujemy chwili spokoju...
oto mój aktualny sposób na sprawdzenie poczty/przeczytanie najnowszych postów:


dostal pod choinkę taki zestaw porcelanowy... najpierw zajmuje się jego pokrywką, potem zjada oslonki, potem wszystko obgryza, a na koniec stuka kubkiem o mieseczke bądź talerzyk :) polecam :)

początkująca

11 komentarze
Jako matka początkująca, jestem na początku mojej drogi luzowania...
No i dziś w ramach tegoż luzowania zaprosiłam teściową:) biedaczka nie wie, że powitam ją w butach i płaszczu gotowa do wyjścia;)
Co prawda połowę czasu wolnego spędzę pewnie odśnieżając samochód - ale po dzisiejszej nocy mam młodego tak dość, że nawet to mi nie przeszkodzi...
3majcie kciuki za moje dalsze postępy:)

środa, 27 stycznia 2010

po prostu matka

7 komentarze
i nie zawsze wygrywa w konkursie na matkę roku. kiedy widzę w reklamach i w gazetach te zawsze uśmiechnięte, pełne ciepła i cierpliwości oazy spokoju, do tego zawsze w pełnym makijażu i z nienagannie ułożoną fryzurą, kiedy czytam, ile niezliczonych cech pozytywnych powinna mieć matka, by do procesu wychowania dziecka nie mogło być zastrzeżeń i kiedy wciska mi się, jak rewelacyjne powinny być zawsze moje stosunki z drugą połową, by nie faszerować dziecka negatywnymi wzorcami to szlag mnie trafia.

bo ja nie zawsze potrafię być cierpliwa. bo czasami, gdy po raz tysięczny staram się coś wytłumaczyć mojemu dziecku, a ono udaje, że nie rozumie, choć wiem, że robi to złośliwie, to nie zawsze umiem utrzymać nerwy na wodzy. bo już nieraz zdarzyło mi się podnieść głos i powiedzieć coś, czego za chwilę bardzo żałowałam. bo czasami mam poczucie ogromnej bezsilności i porażki, gdy proces wychowawczy przeobraża się w bieg na orientację z przeszkodami. bo wściekam się, kiedy po raz kolejny muszę wstawać w nocy, żeby uśpić juniora, choć za cztery godziny niezakłóconego niczym snu mogłabym zabić. bo nie zawsze mam pod ręką gotowe rozwiązania pojawiających się problemów wychowawczych i muszę improwizować, a to nie zawsze odnosi skutek. bo nie wszystkie genialne rady z gazet i mądrych książek skutkują na moim synku i nie wiem wtedy, gdzie popełniłam błąd, że tak się nie dzieje. bo boję się, że po drodze schrzanię coś i nie da się już tego odkręcić. Bo nie zawsze chce mi się wyglądać pociągająco i sexownie, choć potem wściekam się na cały świat, że nie czuję się już jak kobieta, bo......

jedynie myśl, że nie jestem osamotniona w tej plątaninie podtrzymuje mnie na duchu. bo ja kocham swoje dziecko nad życie i nigdy, przenigdy nie zrobiłabym celowo niczego, co mogłoby je skrzywdzić. po prostu nie jestem matką idealną i pewnie nigdy nie zostanę matką roku, ale będę dla juniora najlepszą matką, jaką uda mi się być.

to pisałam ja - mama juniora jota.

Welcome to the Club :)

17 komentarze
No to teraz sie dopiero zacznie!

Na poczatek moze pare spraw organizacyjnych?
- publikować może każda niegrzeczna mamuśka
- dzielimy się naszymi historiami - macierzyństwo bez ściemy rulez
- opowiadajmy jak być kochającą ale wyluzowana matką
- nie oceniajmy i nie krytykujmy innych :)

To miejsce dla matek, które nie chcą poddać się presji - najlepiej, najwięcej, najszybciej, najmądrzej...

no to już.

Klub Niegrzecznych Matek (Bad Moms Club)

9 komentarze
Klub Niegrzecznych Matek jest po to, zeby obalic mit, ze istnieje cos takiego jak uniwersalny wzorzec Dobrej Matki.
Nie planujemy rewolucji. Szukamy tylko nowego znaczenia ‘dobrego rodzica’ – takiego, w którym nie chodzi o posiadanie najwyższego modelu spacerowki, zapisania dziecka do topowego przedszkola Montessori czy przyrządzania idealnego bio obiadku dla malucha.
Chodzi o uwolnienie się od terroru Być Dobra Matka przez duze D, odrzucenie wartosciowania - dobry albo zły rodzic. Chodzi tylko o to, żeby kochac swoje dzieci i dbac o nie – z radością, bez cisnienia. Macierzynstwo I tak jest trudne, po co wiec jeszcze utrudniac? Wyluzujmy. Zestresowany rodzic to nieszczesliwy rodzic. A jezeli chcemy miec zadowolone dzieci to sami musimy byc zadowoleni, a bedziemy tacy jak sobie troche odpuscimy.

Wiec wrzucmy na luz ale dobry luz, olejmy nieistotne bzdury. Ograniczmy ilość zajec dodatkowych na korzysc spedzania czasu z dzieckiem. Pozwolmy dziecku oglądać TV ale oglądajmy je z nim I rozmawiajmy o tym co widzimy. Zjedzmy na kolacje banana z bita smietana ale niech banana będzie wiecej niż smietany. Uczmy muzyki ogladajac teledyski Beyonce na YouTube, uczmy poczucia humoru ogladajac parodie teledyskow Beyonce na YouTube. Pozwolmy dzieciom decydowac w co się ubiora i nie przejmujmy się skarpetkami od pary, poki so czyste, w miare oczywiście.

Obijajmy sie w czasie gdy dziecko czyms sie zajmuje. Pamiętajmy – dzieci ucza się robiąc a my odpoczywamy nic nie robiąc ;-)

Albo - albo
Pozwolmy dziecmi spac z nami, albo nauczmy spac odzielnie, uzywajmy smoka albo nie, lulajmy je albo nie, zapetlmy plyte Amy Winehouse na dobranoc. Albo nie. Cokolwiek pomaga wam przespac noc.
Bawmy sie. Wypoczywajmy. Badzmy szczesliwe. Smiejmy sie. Nie martwmy sie jak byc dobrym rodzicem, bo jesli jestesmy zadowolone, wypoczete i mamy frajde z tego co robimy, to juz nim jestesmy.

love&peace :)