niegrzecznemamuski.blogspot.com

czwartek, 28 stycznia 2010

początkująca

Jako matka początkująca, jestem na początku mojej drogi luzowania...
No i dziś w ramach tegoż luzowania zaprosiłam teściową:) biedaczka nie wie, że powitam ją w butach i płaszczu gotowa do wyjścia;)
Co prawda połowę czasu wolnego spędzę pewnie odśnieżając samochód - ale po dzisiejszej nocy mam młodego tak dość, że nawet to mi nie przeszkodzi...
3majcie kciuki za moje dalsze postępy:)

11 komentarzy:

  1. Ja tak zrobiłam wczoraj, a moja teściowa jest szczerze zachwycona jak tak robie!Więc trzeba częściej!Pozdrawiam.Katelinka

    OdpowiedzUsuń
  2. doooobrze!
    i żadnych wyrzutów sumienia please

    OdpowiedzUsuń
  3. no muszę Ci powiedzieć, że moja droga do luzowania nie odbyła się z dnia na dzień, sam baby blues trwał z 3 miesiące, ale potem powoli, powoli i teraz myślę jest w miarę przyzwoicie. choć tak jak napisałam u miki jeszcze inaczej będzie to wyglądało przy drugim dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki dziewczyny! Teściowa pewnie będzie faktycznie zachwycona - i młody skorzysta, bo wiadomo, ze teściowa będzie mieć więcej ochoty na zabawę z nim, a mamusia po powrocie też będzie bardziej za synem stęskniona i pewnie zdąży zapomnieć dlaczego ma dziś balkony pod oczami...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam się szczerze, że jakoś nie mam problemu z zostawianiem Szymola pod opieką innych osób. Pierwszy raz był dziwny - 2 godziny jak miał jakieś 2 tygodnie. Potem już jakoś poszło... Całkowicie się luzuje, jak zostaje z Tatą. Wyłączam się wtedy zupełnie. To samo jest z moją mamą, ale już trochę gorzej z Teściową. Wynika to chyba z faktu, że mamy ciut inne poglądy na wychowanie. Ja wiem, że status Babci rządzi się innymi prawami, ale wydaje mi się jednak, że powinno się szanować koncepcje wychowawcze rodziców. Zdaje sobie również sprawę z tego, że wychowała trojkę dzieci i jej doświadczenie jest o wiele większe niż moje. Poza tym mieszkamy daleko i wiem, że jak już w końcu dorwie się do wnuka to chce się nim nacieszyć. Ale jednak...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, ja tez nie mam problemu, ale jakoś nie chce nigdy nikogo tym obarczać (no poza tatusiem, bo to tak samo jego dziecko jak i moje), więc korzystam tylko jak się sami zaoferują i nie proszę o pomoc, chyba że mam naprawdę coś ważnego... tak więc dzisiejszy przypadek jest precedensowy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja mam wyrzuty czasem, bo czasem siedze 8-20 w pracy i po prostu glupio mi ze zrzucam mimo wszystko ciężką prace na babcie ;(

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyrzutów nie mam, Mrówka b dobrze znosi rozstania ale smutno mi czasem, ze w tygodniu tak malo ja widuje. Taki los matki pracujacej.

    Zawsze powtarzam sobie - jakość a nie ilość ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. mamo zosi tak ci się tylko wydaje, że nikt sobie z nią nie poradzi. moja mama długo mnie musiała przekonywać o tym, bo myślałam kiedyś w tych kategoriach co ty obecnie, a mój graco do grzeczniutkich nie należał(y).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właśnie niedawno przezyłam pierwsze dłuzsze rozstanie z Maksiem pod tytułem "wracam do pracy i muszę synka oddać do przedszkola". Było strasznie, nawet się pobeczałam pierwszego dnia. Teraz juz jest oki i Maksowi chyba tez się spodobało ;0)

    OdpowiedzUsuń