Jako matka początkująca, jestem na początku mojej drogi luzowania...
No i dziś w ramach tegoż luzowania zaprosiłam teściową:) biedaczka nie wie, że powitam ją w butach i płaszczu gotowa do wyjścia;)
Co prawda połowę czasu wolnego spędzę pewnie odśnieżając samochód - ale po dzisiejszej nocy mam młodego tak dość, że nawet to mi nie przeszkodzi...
3majcie kciuki za moje dalsze postępy:)
czwartek, 28 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Ja tak zrobiłam wczoraj, a moja teściowa jest szczerze zachwycona jak tak robie!Więc trzeba częściej!Pozdrawiam.Katelinka
OdpowiedzUsuńdoooobrze!
OdpowiedzUsuńi żadnych wyrzutów sumienia please
Tak trzymaj :)
OdpowiedzUsuńno muszę Ci powiedzieć, że moja droga do luzowania nie odbyła się z dnia na dzień, sam baby blues trwał z 3 miesiące, ale potem powoli, powoli i teraz myślę jest w miarę przyzwoicie. choć tak jak napisałam u miki jeszcze inaczej będzie to wyglądało przy drugim dziecku.
OdpowiedzUsuńdzięki dziewczyny! Teściowa pewnie będzie faktycznie zachwycona - i młody skorzysta, bo wiadomo, ze teściowa będzie mieć więcej ochoty na zabawę z nim, a mamusia po powrocie też będzie bardziej za synem stęskniona i pewnie zdąży zapomnieć dlaczego ma dziś balkony pod oczami...
OdpowiedzUsuńPrzyznam się szczerze, że jakoś nie mam problemu z zostawianiem Szymola pod opieką innych osób. Pierwszy raz był dziwny - 2 godziny jak miał jakieś 2 tygodnie. Potem już jakoś poszło... Całkowicie się luzuje, jak zostaje z Tatą. Wyłączam się wtedy zupełnie. To samo jest z moją mamą, ale już trochę gorzej z Teściową. Wynika to chyba z faktu, że mamy ciut inne poglądy na wychowanie. Ja wiem, że status Babci rządzi się innymi prawami, ale wydaje mi się jednak, że powinno się szanować koncepcje wychowawcze rodziców. Zdaje sobie również sprawę z tego, że wychowała trojkę dzieci i jej doświadczenie jest o wiele większe niż moje. Poza tym mieszkamy daleko i wiem, że jak już w końcu dorwie się do wnuka to chce się nim nacieszyć. Ale jednak...
OdpowiedzUsuńWiesz, ja tez nie mam problemu, ale jakoś nie chce nigdy nikogo tym obarczać (no poza tatusiem, bo to tak samo jego dziecko jak i moje), więc korzystam tylko jak się sami zaoferują i nie proszę o pomoc, chyba że mam naprawdę coś ważnego... tak więc dzisiejszy przypadek jest precedensowy:)
OdpowiedzUsuńja mam wyrzuty czasem, bo czasem siedze 8-20 w pracy i po prostu glupio mi ze zrzucam mimo wszystko ciężką prace na babcie ;(
OdpowiedzUsuńWyrzutów nie mam, Mrówka b dobrze znosi rozstania ale smutno mi czasem, ze w tygodniu tak malo ja widuje. Taki los matki pracujacej.
OdpowiedzUsuńZawsze powtarzam sobie - jakość a nie ilość ;-)
mamo zosi tak ci się tylko wydaje, że nikt sobie z nią nie poradzi. moja mama długo mnie musiała przekonywać o tym, bo myślałam kiedyś w tych kategoriach co ty obecnie, a mój graco do grzeczniutkich nie należał(y).
OdpowiedzUsuńJa właśnie niedawno przezyłam pierwsze dłuzsze rozstanie z Maksiem pod tytułem "wracam do pracy i muszę synka oddać do przedszkola". Było strasznie, nawet się pobeczałam pierwszego dnia. Teraz juz jest oki i Maksowi chyba tez się spodobało ;0)
OdpowiedzUsuń