i nie zawsze wygrywa w konkursie na matkę roku. kiedy widzę w reklamach i w gazetach te zawsze uśmiechnięte, pełne ciepła i cierpliwości oazy spokoju, do tego zawsze w pełnym makijażu i z nienagannie ułożoną fryzurą, kiedy czytam, ile niezliczonych cech pozytywnych powinna mieć matka, by do procesu wychowania dziecka nie mogło być zastrzeżeń i kiedy wciska mi się, jak rewelacyjne powinny być zawsze moje stosunki z drugą połową, by nie faszerować dziecka negatywnymi wzorcami to szlag mnie trafia.
bo ja nie zawsze potrafię być cierpliwa. bo czasami, gdy po raz tysięczny staram się coś wytłumaczyć mojemu dziecku, a ono udaje, że nie rozumie, choć wiem, że robi to złośliwie, to nie zawsze umiem utrzymać nerwy na wodzy. bo już nieraz zdarzyło mi się podnieść głos i powiedzieć coś, czego za chwilę bardzo żałowałam. bo czasami mam poczucie ogromnej bezsilności i porażki, gdy proces wychowawczy przeobraża się w bieg na orientację z przeszkodami. bo wściekam się, kiedy po raz kolejny muszę wstawać w nocy, żeby uśpić juniora, choć za cztery godziny niezakłóconego niczym snu mogłabym zabić. bo nie zawsze mam pod ręką gotowe rozwiązania pojawiających się problemów wychowawczych i muszę improwizować, a to nie zawsze odnosi skutek. bo nie wszystkie genialne rady z gazet i mądrych książek skutkują na moim synku i nie wiem wtedy, gdzie popełniłam błąd, że tak się nie dzieje. bo boję się, że po drodze schrzanię coś i nie da się już tego odkręcić. Bo nie zawsze chce mi się wyglądać pociągająco i sexownie, choć potem wściekam się na cały świat, że nie czuję się już jak kobieta, bo......
jedynie myśl, że nie jestem osamotniona w tej plątaninie podtrzymuje mnie na duchu. bo ja kocham swoje dziecko nad życie i nigdy, przenigdy nie zrobiłabym celowo niczego, co mogłoby je skrzywdzić. po prostu nie jestem matką idealną i pewnie nigdy nie zostanę matką roku, ale będę dla juniora najlepszą matką, jaką uda mi się być.








Cóż...nic dodać nic ująć....Mówi się że macierzyństwo to piękna sprawa, jest piękna ale ma też i swoje ciemne strony o których się nie mówi,bo przecież jak to nie radzisz sobie z dzieckiem? Poza tym mam właśnie te same lęki. Zrobię teraz coś nie tak, co w przyszłości odbije się na Mateuszu. A chce żeby był otwartym,wrażliwym, ale i pewnym siebie człowiekiem. Czasami mi się wydaje że za dużo na ten temat myślę i za bardzo niektóre rzeczy analizuje...a tu więcej luzu potrzeba.Na początku macierzyńskiego wieczorami dosłownie padałam bo chciałam żeby wszystko było idealnie. Mały czyściutki, grzeczniutki, nakarmiony, ja piękna i zadbana i mieszkanie błyszczące czystością. Chociaż mąż mówił, daj spokój odpocznij ... Teraz już mi przeszło,nie wszystko musi być idealnie.
OdpowiedzUsuńdokładnie - nic dodać nic ująć!
OdpowiedzUsuńI boli mnie czasem to, że osoby trzecie posądzają mnie o celowe krzywdzenie dziecka, tylko dlatego, ze nie stosuje się do ich rad. Głównym punktem zapalnym jest tu dodatkowe pojenie Szymola. Pytałam lekarzy i w Polsce i u Niemca - wszędzie jedna opinia: jeśli nie ma biegunki, zatwardzenia i na zewnątrz nie ma 30 stopni, dziecku nie potrzeba dodatkowej ilości płynów. Jak nie to nie, więc nie daje. Przecież on nie je schabowych! tylko wypija ok litra dziennie. Nie wiem, nie znam się, sama się uczę, ale skoro mi tak mówią to tak będę robić. Są mądrzejsi ode mnie. I nic nie poradzę na to, że te 18 lat temu tendencja była inna.
A już rozwala mnie to, że każde kwiknięcie Syna (który mimo tego, że od jakiejś godziny powinien mieć jedną ze swoich drzemek, a jest rozchwytywany przez kolejnych członków rodziny, telepany, potrząsany i zagugiwany) jest interpretowane: "Na pewno chce mu się pić!! Dalej go nie poicie?" Pomijam fakt, że rodzina widzi go po raz pierwszy od miesiąca...
taaa skąd ja to znam:)
OdpowiedzUsuńmagda: nie daj się! ja za to ciągle slysze, że dziecku jest zimo, że jakiś zimny chów stosuje, że będzie chory itd.
OdpowiedzUsuńa zauwazylyscie, ze wszyscy wiedzą lepiej kiedy Twoje dziecko jest spiące lub nie?
No dobrze - to ja poza teoriami o chudym mleku (miałam dłuuuuugi kryzys laktacyjny i mój wielki człowieczek jadał co 2h) na szczęście nie słyszę takich komentarzy - wszyscy się stosują do moich wytycznych. I nawet teściowa dziecka mi nie nosi ciągle na rękach, choć wiem, że by chciała.... pewnie wie, że jak mi kręgosłup nawali to jest pierwsza na liście do opieki nad dzieckiem;)
OdpowiedzUsuńtaaa, pamiętam jak latem pani w sklepie nie mogła się oprzeć i musiała dotknąć gołych stópek Mata, czy aby na pewno nie są zimne.moje zapewnienia ze dziecku ciepło nie wystarczyły.nie powiem co mnie trafiło ;)
OdpowiedzUsuńalbo kiedyś jak płakał na spacerze(a potrafił tak nim usnął)babka też stanęła i co on tak płacze, pewnie głodny jest!gdzie moje dziecko było chwile po karmieniu a na widok obcej baby zaczęło drzeć się jeszcze głośniej.
hehe.. Kuba ma na drugi 'zimny wychów' i czasem tak sie do niego znajomi zwracają (dzieciaci, inni nie wiedzą o co chodzi). Sama mam awersje do skarpet i biegam boso jak tylko moge, zresztą boso łatwiej sie wspinac po kanapie, czyż nie?
OdpowiedzUsuńNo i ZAWSZE źle, bo nie daje soczków i herbatek. No bo jak można dawac dziecku wode? "Sama se pij wodę" słyszę, ano piję wodę, piję i jakoś żyję ;)
A dodatkowo jeszcze te 'okropne' pieluszki wielo, bo przecież to tak przylega i napewnoe jest cieżkie i niewygodne i wogole. Kuba nigdy sie nie skarżył :p