
Niegrzeczna Mamusko! Weź dzieciaka pod pache i pójdz w niedziele postawić swój krzyżyk!

Wybory nie przekreslają twoich planów na weekend... www.gdziekolwiek-bedziesz.pl
Drugie zdarzenie- nasz ukochany pies wpadł pod samochód, moja mama zaczęła chorować, ja zaszłam w ciąże. Cały okres ciąży to był wieczny stres. Bałam się każdej wizyty, bałam się usłyszeć po raz kolejny, ze serduszko nie bije... Jakby tego było mało, to mój mąż tak pokłócił się z moim ojcem, że się pobili. Musieliśmy się szybko wyprowadzać i w ostatnich miesiącach ciąży myśleć co dalej....... W 8 miesiącu mój ojciec zgodził się, byśmy się wprowadzili, ale na jego warunkach. Mieliśmy co prawda osobne wejście osobną kuchnię, ale warunki i tak były sztywno ustalone.
Ponieważ panicznie bałam się czy dojadę do szpitala na czas ustaliłyśmy z moją lekarką, że przyjmie mnie do szpitala 3 dni przed terminem porodu. Leżałam tydzień, po czym wywołano poród...Poród to był koszmar- mimo, iż już na samy początku jeden z lekarzy powiedział mi, że nie wie czy uda mi się urodzić naturalnie w związku z moim niskim sklepieniem, to rodziłam blisko 12 godzin. Na maxa wykorzystano czas skurczów partych. Mogą trwać godzinę i też tak do oporu czekano... W końcu zrobili mi cięcie... Kiedy wyjęli mi z brzucha tego małego człowieka nie poczułam tej magii o której pisali. Poczułam się winna....Winna poczułam się, kiedy okazało się, że nie mogę karmić piersią, kiedy synek zaczął mieć kolki i płakał całymi dniami i nocami.....
Miesiąc po narodzinach synka zmarła moja mama- tego było już za wiele. Choć miałam męża , tatę, czułam się i czuje nadal bardzo samotna w wychowywaniu dziecka...Czuje się samotna, mam depresje, lęki, że nie podołam. Synek ma pół roku. Ciągle łapie jakieś przeziębienia, teraz ząbkuje i płacze, a ja nie mogę mu pomóc. Kocham go nad życie, chcę mu dać wszystko, ale kiedy kolejny raz zaczyna płakać czuje się winna, że nie robię wszystkiego tak jak powinnam, że gdybym robiła wszystko jak trzeba dziecko byłoby spokojne.To trudne, ale nie wyobrażam sobie życia bez synka, ale i ciężko żyć mi razem z nim.... Kocham go bardziej niż kogokolwiek, a jednocześnie wkurza mnie swoim marudzeniem, płakaniem.... jestem złą matką, egoistką, która chciałaby mieć święty spokój .......
Dziś mam dość. Nie mam siły, chęci, cierpliwości. Jest dopiero 11, a ja z wytęsknieniem patrzę na zegarek, odliczając godziny do 20, kiedy Syn pójdzie spać. Dziś chciałabym, żeby przespał cały dzień. I żebym ja też cały przespała. Potrzebuje paru godzin bez Niego, może całego dnia. Dziś denerwuje mnie, że czasem zamarudzi gdy zbliża się pora jedzenia, że macha nogami przy przewijaniu, że cofa mu się na mój podkoszulek (już drugi dzisiaj). Dziś nie chce iść na spacer, nie chce oglądać książeczek o zwierzątkach, nie chce przygotowywać kaszki. Nie chce myśleć, że jeszcze przez prawie kolejny tydzień będę z nim sama, bo dopiero wtedy wróci B. Nie chce, nie mam siły. Taki dzień!
I nie chce też mieć tych wyrzutów sumienia, że mi się nie chce. Że dziś nie cieszy mnie jego roześmiana, kochana buzia. Bo co ze mnie za matka? Czy mogę mieć dość? Bo przecież nie powinnam mieć! Bo tak naprawdę nic się nie dzieje. Jest zdrowy, grzeczny, nie-płaczliwy, je pięknie, potrafi się sam sobą zając. Więc o co mi chodzi?!? Nie wiem. Chyba taki dzień…