Oto ja, Fiona, matka dziecięcia mobilnego jak najnowszy ajfon.
Robaczek od początku swego żywota był przyzwyczajany do tego, że domy są dwa: jeden ma kuchnię, salon i trzy sypialnie, a drugi ma cztery koła i zwie się SA-MO-CHÓD.
Do perfekcji opanowaliśmy zasady pakowania wiktu, opierunku i zestawu rozrywkowego Robaka do torby o rozmiarach ajpada (wpis sponsoruje firma Apple Computers), więc zamiast biadolić, że z dzieckiem nic zrobić nie można, my pakujemy się do foteli i fotelików, i wyruszamy przed siebie. Czasami nawet nie czekamy na Tatusia, tylko jedziemy do ulubionej księgarni albo na spotkanie z jedną czy drugą ciocią i jej narybkiem w przytulnej knajpce.
Podróżowanie z dzieckiem, dyscyplinę wymagającą, acz przynoszącą sporo satysfakcji, ułatwiają spotykani na każdym roku życzliwi ludzie.
Wózek pomogą wnieść, jeśli jest taka potrzeba. Dziecko zabawią przy przymierzalni w sklepie. Jeśli jestem sama w kafeterii, nieznoszącym sprzeciwu ruchem ręki każą iść do stolika, a sami doniosą tacę z kawą i ciachem. Drzwi do windy przytrzymają. W kolejkach do kasy w spożywczaku chcą przepuszczać. A ja nawet nie muszę o nic prosić, oni wyrastają spod ziemi w najbardziej odpowiednim do tego momencie i oferują swoją pomoc.
Czasami skwapliwie z niej korzystam, a czasami szybko oceniam sytuację (Filip z uśmiechem robi sobie masaż dużego palca lewej stopy, prawdopodobieństwo ataku wyjca bliskie zeru) i dziękuję serdecznie, mówiąc, że "My mamy naprawdę dużo czasu, a pan/pani pewnie nie".
Zdarzają się jednak chwile, kiedy czasu może i mamy sporo, ale napięcie jest takie jak w filmach Hitchcocka i trzeba zrobić wszystko, żeby zapobiec wielkiemu wybuchowi.
Kilka dni temu w H&M. Sytuacja-klasyk: jednak kasa otwarta, kolejka się powiększa, przy ladzie babeczka z toną ciuchów, w tym piętnastoma bez metek, których numery trzeba wyszukać na trzech piętrach sklepu.
Robak zaczyna jęczeć. Ja chwilę się miotam - nie po to wykorzystałam jego drzemkę na przymiarkę ślicznej spódnicy, dwóch sukienek i bluzki, żeby się teraz wycofać. Zaczynam śpiewać piosenki: Kolorowe kredki, Witaminki, Mydło wszystko umyje, i tak dalej. W kolejce narasta napięcie - nie wiem, czy ludziom bardziej przeszkadzają jęki Robaka czy moje śpiewy.
Nagle pojawia się zbawicielka, piękna ciemnoskóra dziewczyna, i otwiera kasę.
Nie mam szans z tłumem ludzi BEZ WÓZKÓW. Chociaż w pierwszej kolejce byłam trzecia, w drugiej w ogóle nie załapałam się na podium.
- Przepraszam, czy mogłabym zostać obsłużona pierwsza? Mój syn zaraz zrobi nam tu Saigon, jeśli postoję z nim o sekundę za długo.
Kolejkowicze robią mi miejsce (Niemcy rozumieją jednak angielski!) i kroczymy z Robakiem dumnie pomiędzy naręczami spodni, sukienek i bielizny (po co facetowi dwa staniki???). Jak dobrze jest mieć język, który nie usycha w podobnych sytuacjach.
Czasami bywa jednak mniej przyjemnie.
Tydzień temu kończyliśmy wakacje w upalnej Hiszpanii. Lot powrotny wieczorem, budżetowa linia lotnicza, priorytetowego wejścia na pokład dla rodziców niemowląt brak. Jednak uprzejmie wpuszczono nas w kolejkę (Międzynarodowa Federacja Życzliwych rządzi). Niestety, zanim przyjechała po nas winda, wielki tłum zdążył zbiec po schodach i na dole byliśmy daleeeeeko za peletonem.
Pomimo wczesnowieczornej pory na lotnisku przypiekało słońce. Szybka kalkulacja: właśnie wyniosłam Robaka z chłodnego (mocna klima) lotniska, teraz będzie się ostro grzał, a potem znów klimatyzacja w samolocie. Niezły przepis na gluta po kolana. Cóż, kolejka będzie musiała znieść moją bezczelność. I z wielkim uśmiechem udałam się pod same schody.
Parę osób widząc mnie zrobiło krok w tył. Uff, rozumieją – kiwnęłam głową w ich stronę i szepnęłam Thank you. Gracias.
Ale nie wszyscy. Niemłody Hiszpan w ze złowrogo wyglądającym wąsem rzucił mi mordercze spojrzenie. Kiedy byłam dwa kroki od pierwszego stopnia, wyprzedził dwie stojące przed nim kobiety i dopadł schodów równo ze mną. Postawił prawą nogę na stopniu i wycedził przez zęby coś, co chyba miało znaczyć: Jessssst kolejjjjjka!
Jakby we mnie piorun trzasnął.
Że co? Może dla zabawy tu podeszłam? Żeby pokazać całemu tłumowi, że potrafię? Żeby się pochwalić opalenizną??? Bożenku, dlaczego nie mówię po hiszpańsku???
Odwróciłam się i z najlepszym uśmiechem, na jaki było mnie stać, powiedziałam w języku Szekspira:
- Jestem z dzieckiem. Proszę wierzyć, jest mi wystarczająco ciężko nawet bez tych komentarzy.
Jednocześnie postawiłam nogę na DRUGIM stopniu (dzięki niebiosom za długie nogi!) i chwilę później byłam już w samolocie.
Podróż minęła spokojnie.
Drodzy Wąsaci Hiszpanie tego świata!
Jestem matką małego dziecka. Nie oczekuję z tej okazji czerwonych dywanów, wielkich przywilejów ani całowania po rączkach za wysiłki w zakresie przedłużania gatunku. Naprawdę nie urodziłam dziecka po to, żeby wpychać się we wszystkie możliwe kolejki ani po to, aby mi wszystko podawano pod nos. Proszę jedynie o odrobinę empatii i zrozumienia, że czasami jest mi po prostu ciężko. Drobny gest, coś, co Was nic nie będzie kosztować, może w takiej sytuacji ułatwić życie i Wam, i mi. Chyba że perwersyjnie uwielbiacie ryk niemowlęcia. Taką rozrywkę na długie godziny mogę zapewnić w sekundę lub dwie.
Tekst zamieściłam też u siebie na Bloxie. Żeby nie było, że to plagiat jakiś. :)
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








hehe, usmialam sie:) i przypomnialo mi sie cos: ile razy przepuszczono Was w kolejce w sklepie jak bylyscie w ciazy? Mnie dokladnie raz!!! I byla to kobieta z nieduzym, moze dwuletnim dzieckiem - wiec nie skorzystalam:) to tyle na temat uprzejmosci i empatii... zwlaszcza kobiet, ktore w duzej mierze patrzac na moje monstrualne brzuszysko i rece na kregoslupie (zmniejszaly bol:) mogly sobie przeciez dokladnie wyobrazic jak sie czuje...
OdpowiedzUsuńBądź tu mądra! Mam rozdwojenie i nie wiem, gdzie zamieścić komentarz. A jednak Wylęgarnia mi bliższa. Ale Mamuśki też kochane.
OdpowiedzUsuńBędzie tu i tu - sprawiedliwie.
Szanowna Podróżniczko!
Znalazłam się ostatnio po drugiej stronie barykady. Nie, żebym była wąsatym Hiszpanem, ale do rzeczy.
Skorzystałam z okazji czmychnięcia do sklepu, gdyż odwiedziła mnie babcia. Baaaa, nie jakaś tam babcia, ani Grocha babcia, ale moja osobista i dość leciwa choć, jak o sobie mówi "nielubiąca starych ludzi".
Wymknięcie po pomidorki obliczyłam na minutę dwadzieścia, a i tak ciut się martwiłam, że za długo (o babcię się marwiłam, nie o Grocha).
Stoję w kolejce (Tesco), jak zwykle czynna jedna kasa (i kasjerka praktykantka w pakiecie), czekam posłusznie, moje myśli krążą wokół babci, która bidulka została sama z elektrownią atomową. Za 15 minut zaczynam pracę (niby w domu, ale klient - nasz pan, a szczególnie w dobie kryzysu).
Moje zakupy (sztuk trzy) już leżą równiutko poukładane na taśmie, odwracam wzrok na dwie sekundy, żeby pomachać znajomemu, który akurat przechodzi obok sklepu... i jak mi się nie wpierdzieli babsko w kolejkę!
- Przepraszam, ale tu są moje zakupy! (Dżizus! za co ja ją przepraszam!?)
- Ale ja szybciutko (szczerzy kły, no po co?)
- Spieszę się. (już się tłumaczę, bałwan ze mnie)
- Ja do pracy, pani miła, wpuści! (psia mać, a ja gdzie niby? na dyskotekę z kartoflami?)
- Nie wpuści.
Nie wpuściłam.
To dopiero jest empatia!
O mamulu, wyszłam na zołzę i jędzę!
Pozdrawiam wszystkie zabiegane mamy!
He he he odnośnie naszej społecznej empatii przytoczę pewną sytuację, która podobno na prawdę się zdarzyła:
OdpowiedzUsuńSytuacja, która wydarzyła się w autobusie linii numer 32 w Gliwicach.
Autobus, pełen tłok ludzi (godzina 16, każdy wraca z roboty),jednym z pasażerów zajmujących miejsce siedzące jest czarnoskóry
mężczyzna, wiek nieznany.
Autobus staje na przystanku, wsiada kobieta w ciąży (zaawansowanej) z zakupami i jakaś babcia (i inne osoby).
Murzyn widząc kobietę w ciąży wstaje i mówi do niej:
"Proszę sobie usiąść" i grzecznie się odsuwa, podaje dłoń żeby się go złapała - autobus już rusza.
Babcia widząc zwalniane miejsce, odpycha kobietę brzemienną i pędem wskakuje na krzesełko, zajmuje je i siedzi w niebo wzięta. Czarnoskóry powiedział jej ładnie:
"przepraszam, ale ustąpiłem miejsca tej kobiecie, bo jest w ciąży i wygląda na zmęczoną,
chyba niestanie się pani nic, jeśli postoi pani trochę a da usiąść tej pani."
Na co babcia odpowiada:
"Nie wiem z jakiego plemienia pan jest, ale tutaj,w tym cywilizowanym
kraju ustępuje się miejsca starym,
schorowanym kobietom, a nie młodym, zdrowym."
No niestety miała pecha, bo czarny najwidoczniej się mocno zirytował
przytykiem rasistowskim więc ładnie i dosadnie odpowiedział starszej pani:
"Nie wiem, z jakiej wioski pani jest, ale w mojej to takie stare i
zgryźliwe pizdy zjada się na kolację".
Ponoć reakcja autobusu była nie do opisania.
Ja też miałam w ciąży problem, bo większy brzuszek dostałam dopiero w 7 m-cu, a tak w ogóle nie było widać. Sytuacja z przychodni z punktu pobierania krwi, tłok w większośći sami emeryci.Mój 6 miesiąc ciąży. Wielki napis na drzwiach:" kobiety w ciąży bez kolejki", więc korzystam z przywileju i podchodzę bez kolejki.. A "babcia" na to "chwila dziewczynko, tu jest kolejka, my tu wszyscy czekamy"... a ja na to " tak ale ja jestem w ciąży w 6 miesiącu, mam prawo wejsć bez kolejki" a kobieta.."w jakiej ciaży chyba w urojonej! " pielęgniarka musiała interweniować..
Z młodym też dużo jeździmy, ale ja staram się unikać marketów i centrów handlowych.. na łono natury, do zoo, do znajomych czemu nie: ) Młody szczęśliwy, bo w gościach może robić co chce, ostatnio wyrzucał ziemię z doniczek, a dziadek bardziej się cieszył niż mój synek :)))
ha... braku empatii nic nie zastąpi, krzewcie drogie Mamy, w swoich potomstwach, ile się da.
OdpowiedzUsuńale trzeba przyznać, że i kobity z dzieckiem bywają bezczelne:) w ilu przypadkach jest to uzasadnione - nie wnikam, na wszelki wypadek wolę ustąpić, zawsze przecież mogę babkę spalić spojrzeniem - a ona coś sobie z tego zrobi albo i nie:) i obie jesteśmy szczęśliwe i niepoobijane słownie:)
A ja liczyłam jednak, że niby jakiś romans z tym wąsatym hiszpanem... Jeśli chodzi o przepuszczanie w kolejkach, to uwielbiam syk ludzi przepuszczających mnie do kasy uprzywilejowanej. Zwykle ludzie Ci na ich nieszczęście nie wiedzą nawet, że przy kasie takiej stoją.
OdpowiedzUsuńKiedyś jechałam tramwajem z ryczącym synkiem, którego za nic nie mogłam uspokoić. Nikt nie spytał czy w czymś pomóc, ale wzrok i komentarze na kształt tego jaka to ze mnie zła matka były, oj były... Zdarzają się też miłe akcenty - pan pomoże włożyć wózek do autobusu, ktoś uśmiechnie się do dzieciaka itp. Najfajniesze było jak szłam na spacer z synem i też ryczał (generalnie nie cierpiał spacerów w wózku) i tylko jedna osoba odniosła się do tego ryku pozytywnie. Staruteńka babcina skomentowała - Oooo, pięknie płacze! Zdrowe dziecko!!!
Swoją drogą, to nie znoszę ryku i wycia dzieci (nie płaczu, bo płacz to co innego), więc jeśli widzę, że moje spokojne a cudze wyje, to przepuszczam od razu. Gdzieś pojawiła się sprawa lokali z zakazem wstępu dzieciom jesteście za? Ale to temat na osobny post chyba...
jo@śka - wiem z własnego doświadczenia, że ludzie, którzy nie mają dzieci, na ich płacz i różne zachowania reagują na ogół kompletnie inaczej niż ludzie nieco obeznani z "tematem", wiec jestem za - nie wszędzie powinno móc się wchodzić z bachorkami, trudno.
OdpowiedzUsuńoni muszą nad tolerować tam gdzie się da, codziennie, to chyba i my powinnyśmy dać im odrobinę luzu.
@ jo@śka - przypomniał mi się widok kasy uprzywilejowanej w jednym z hipermarketów. Stoję obok i tak oglądam, kto podchodzi: facet kolo 40, trzech chłopaków (na oko 20-25 lat), pan z brzuszkiem (50), po kilku chwilach ustawiła się kolejka 7 zdrowych dorodnych facetów :)
OdpowiedzUsuńwyznam szczerze, że zazdroszę Mamom lubiącym wychodzić gdzieś z dziećmi. Dla mnie to stres, bo mój dwulatek powinien mieć smycz i to krótką, żebym mogła go utrzymać, do tego bacik do zaganiania w odpowiednie miejsce..... no poprostu nie mam cierpliwości. Nienawidzę siebie jak mówie: nie rusz, zostaw, wracaj i nienawidzę gdzieś z nim wychodzić. I mam wrażenie, że to skutek mało pomocnego świata dla matki, dziecka i pełnego zakupów wózka. Wysoki krawężnik, debilne otwieranie i zamykanie drzwi, wielgachne stopnie w autobusie i do tego wszystkiego poczucie winy, że się przeszkadza. Być może jestem osamotniona w takim nastawieniu, nie mam rozwiniętego nerwu "należy mi się". Jeżeli inne Panie tak mają to chyba jest to jakiś problem społeczny, jakiś defekt w wychowaniu.... hmmm dziewczynek, bo po co w takim wypadku apelować o emapatię ze strony innych niedzietnych?
OdpowiedzUsuńKolejki... będąc w ciąży do końca robiłam zakupy itp, i ani razu nie zostałam wpuszczona do kolejki. Nawet gdy "wpychałam się" w tesco do kasy oznaczonej ogromnym rysunkiem kobiety z brzuchem, ludzie patrzyli ze zdziwieniem, gdy kasjerka prosiła mnie pierwszą. Widok ich min - bezcenny. Jedyna sytuacja w której ktoś mnie gdzieś wpuścił to na uczelni ludzie w moim wieku, którzy sami zaproponowali żebym weszła poza kolejką (i nie chodziło o żaden egzamin, zwykłe papierkowe sprawunki dla męża).
OdpowiedzUsuńCo do lokali z zakazem wstępu dla dzieci - dla mnie taki nieformalny podział już jest i inne nie są potrzebne, a raczej krzywdzące. Jak ktoś idzie na randkę o 20 to raczej nie spotka całych rodzin, podobnie w dyskotece czy pubie. Sa miejsca gdzie rodziny z dziećmi po prostu nie chodzą ze względu na ich "dorosły" charakter i jeśli ktoś nie zniesie widoku dziecka, to niech idzie tam, gdzie ich nie będzie. A gdyby na drzwiach do restauracji było napisane "Osobom powyżej 40 roku życia wstęp wzbroniony"? wg mnie to wymysły ludzi nie mających dzieci z różnych przyczyn i ich egoizm. Ktoś to argumentował "nie chcę na romantycznej kolacji widzieć jak obok siedzi dziecko i patrzy na nas, to może odstraszyć mężczyznę"...nie skomentuję tego bo mnie to strasznie wkurzyło. No ale jeśli się idzie na romantyczną kolację do McDonalda o 15 to nie ma się czemu dziwić...
Zboczyłam z tematu ;(
A ten czarnoskóry mężczyzna stał się moim idolem :) od kogo nasłuchałam się najwięcej niemiłych komentarzy i kto obdarzał mnie niemiłym spojrzeniem gdy byłam w ciąży? O właśnie od takich miłych starszych pań.
OdpowiedzUsuńTeż mam parę wspomnień z okresu ciąży. Jedno miłe, kiedy wąsaty Polak :) wpuścił mnie do kolejki. Opadła mi szczęka, bo zwykle było na odwrót, szczególnie o dziwo ze strony kobiet. Przykład nr 1- zaczłapałam do krawcowej, będąc już z większym brzuszkiem, sierpniowy upał. Przede mną kobieta. Oczywiście mnie nie wpuściła przed siebie. Stanęłam w kolejce, do środka weszła kolejna kobieta /nauczycielka/ i jak przyszła mojej kolej, ta z prędkością światła wepchała się przede mnie. Należę niestety do tych z wyparzoną gębą i tylko głośno westchnęłam, na co owa nauczycielka odwróciła się i powiedziała, żebym sobie usiadła, bo wyglądam na zmęczoną... Przesiedziałam pół godziny i słuchałam, jak opowiada krawcowej, jak to umierał jej tatuś tonem, jakby opowiadała o promocji na targowisku. Przykład nr 2- przychodnia i niekończące się badania, krew, mocz, glukoza... Ale grzecznie siedzę, bo czuję się dobrze i nie chcę robić zamieszania. Przede mną 3 emerytki w świetnej formie /wiem, bo znam z widzenia/. Przychodzi kobieta z rocznym dzieckiem i pyta czy może bez kolejki. Pytać nie musi, bo kartka na drzwiach mówi, że dzieci do lat dwóch i kobiety w ciąży. Chciała być grzeczna, zupełnie niepotrzebnie, bo zaraz podniósł się jazgot. Kobieta na to, że syn jest na czczo i nie może tyle czekać w kolejce, na co jedno babsko odpowiedziało, ze ona też jest na czczo i się nie wpycha. Kobieta odpowiedziała jej tylko, że ona chyba jest w stanie to zrozumieć lepiej niż roczne dziecko...
OdpowiedzUsuńPatrycja- często widuję mamy, które zachowują się tak, żeby nie przeszkadzać innym. Niestety często są to okropne obrazki, szarpanie za rękę, burczenie na dziecko, popychanie, bo ludzie patrzą. Myślę, że powinnyśmy wrzucić trochę na luz i pozwolić dzieciom na dziecinne zachowanie. Nie mówię o sytuacji, kiedy zachowuje się niegrzecznie, ale kiedy sobie np. piszczy, bo właśnie odkrył tę umiejętność, to czemu nie. Sklep to nie kościół:) No i może pora nauczyć się odcinać na ewentualne chamskie docinki. To takie moje pobożne życzenie przede wszystkim do... mnie samej.
Mama G. - tak, z reguły do kasy uprzywilejowanej stają w kolejce Ci nieuprzywilejowani... Jednak sporo osób nie zwraca uwagi na te wiszące zwykle u góry oznaczenia i staje... Niektórzy oczywiście z rozmysłem. Generalnie szczególnych dowodów uprzejmości podczas ciąży nie odczułam, ale nieliczne były.
OdpowiedzUsuńCo do tych lokali nie dla dzieci, to zdania pewnie zawsze będą różne. Ciekawa byłam zdania mam. Mnie właśnie to wycie czy ogólnie głośne zachowanie dzieci często drażni mimo, że sama mam dzieci i w sumie nie dziwię się, że ktoś miał taki pomysł...
Empatia empatią-jestem empatyczna. Nawet bardzo. Mam dziecko, więc Cię rozumiem.
OdpowiedzUsuńAle ja sama mierzę siły na zamiary. I są sytuacje, których z dzieckiem unikam. Jak zakupy z kolejkami do przymierzalni. Szkoda nerwów. Swoich i dziecka;)
hłehłełeeeee MamaMateuszka...oplułam monitor....
OdpowiedzUsuńfiona: :))))))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńMamaMateuszka - anegdota super :)))))
OdpowiedzUsuńMam takie doświadczenia, że w okresie ciąży było milej - bez problemu przepuszczano mnie bez kolejki w sklepie, na poczcie czy u lekarza. Oczywiście parę razy się zdarzyło, że jakaś osoba patrzyła z wyrzutem na to jak podchodzę zaproszona przez kasjerkę do uprzywilejowanej kasy, ale przecież nie będę się z tego powodu denerwować :)
Schody to są dopiero teraz... Wózek z dwójką dzieci wzbudza wyłącznie uśmiechy, a nie inne ludzkie (bardziej dla mnie przydatne) odruchy, typu przytrzymanie drzwi czy przepuszczenie w kolejce. Chciałaś babo dzieci, to się teraz męcz w kolejce, przy podjeździe czy gdzieś indziej.
Ale żeby było sprawiedliwie ukłony dla ochroniarza z katowickiego urzędu miasta, który wczoraj otwierał przede mną wszystkie drzwi, w które musiałam wjechać naszą podwójną karocą. I jeszcze się przy tym uśmiechał do brzdąców :)))
MamaMateuszka: niezłe niezłe, naprawdę obie historie BOSKIE!!! :)
OdpowiedzUsuńMamo mateuszka to było niezłe, uśmiałam się po pachy. A co do pomocy czy przepuszczania kobiet w ciąży to chyba świadczy o kulturze ludzi. Jedni mają to we krwi, inni uczą się od innych a reszta i tak będzie bydłem. Więc nudno byłoby be ztego bydełka ;-DD
OdpowiedzUsuńczesc, moje doświadczenia z ciąży i chodzenia z 7-miesięcznym dzieckiem w różne miejsca są takie:
OdpowiedzUsuń- generalnie ludzie mają to w nosie, ale jeśli już ktos ustąpi/przepuści to o dziwo faceci około 30-tki. KObiety rzadko (jesli juz, to te mniej więcej w okolicy 30-tki - to chyba pokoleniowa zmiana?), a najrzadziej tzw przeciętni polscy faceci w srednim wieku. (tez - jak ten hiszpan - są często wąsaci:). O ile inni często wstydliwie udają, że nie widzą, nie rozumieją itp, to ci chyba NAPRAWDE nie widzą związku między ustępowaniem a kobietą w ciązy/z małym dzieckiem. Tyle w kwestii tak uwielbianej przez takich panów potocznej opinii o ich rzekomej szarmanckości i rycerskości. pozdrawiam :)
Spotkała mnie kiedyś taka sytuacja.
OdpowiedzUsuńDzień zakończenia roku szkolnego. Stoję w kolejce do rejestracji u ginekologa, to oddzielny pokój. Już czekam na moją kolej na wejście.Przychodzi młoda dziewczyna, ubrana po galowemu, wypindżona, chuda, szpilki ma niesamowicie wysokie. Widać, ze uczennica, choć trochę zbyt wystrjona na moje oko. Otwierają się drzwi i pielęgniarka zaprasza następną osobę. Ruszam do niej i wtedy ta małolata wyskakuje z okrzykiem: "Ja jestem w ciąży!". I pielęgniarka ją wpuściła. Myślałam, że kogoś pogryzę. Jest ciąża i ciąża. Nie można przeginać. Jeśli widzę kobietę z brzuszkiem (jeśli jeszcze ma uwieszonego na szyi drugiego brzdąca, co się często zdarza), albo ktoś się źle czuje i poprosi (ciąży np. jeszcze nie widać) to chętnie przepuszczę. Mnie jak byłam w ciąży nikt nigdzie nie przepuścił, ale czułam się fantastycznie i nie czułam potrzeby się pchać.
tak to już jest, że jak sama nie zawalczysz o swoje, to ludzie wkoło mają Cię gdzieś i nie ważne, czy masz brzuszek czy dziecko na ręku, wkoło wszyscy nagle nie wiadomo czemu nie widzą, nagle mają ważne telefony do wykonania, nagle zaczynają się spieszyć.....i udają, że obok nie stoisz
OdpowiedzUsuńja jestem z tych bezczelnych - wchodząc do trmwaju z dzieckiem na ręku, idę prosto na miejsce dla matki z dzieckiem i bezczelnie proszę o zwolnienie go dla mnie, w końcu po coś one są, podobnie miejsca dla wózków w tramwajach i autobusach i mam gdzieś kto co sobie pomyśli - nie robię nikomu na złość, biorę to co do mnie należy, a o ile za wyjściami z dzieckiem nie przepadam - jeśli już muszę zabrać ze sobą, bywam tylko tam, gdzie jest mile widziane....