Drugie zdarzenie- nasz ukochany pies wpadł pod samochód, moja mama zaczęła chorować, ja zaszłam w ciąże. Cały okres ciąży to był wieczny stres. Bałam się każdej wizyty, bałam się usłyszeć po raz kolejny, ze serduszko nie bije... Jakby tego było mało, to mój mąż tak pokłócił się z moim ojcem, że się pobili. Musieliśmy się szybko wyprowadzać i w ostatnich miesiącach ciąży myśleć co dalej....... W 8 miesiącu mój ojciec zgodził się, byśmy się wprowadzili, ale na jego warunkach. Mieliśmy co prawda osobne wejście osobną kuchnię, ale warunki i tak były sztywno ustalone.
Ponieważ panicznie bałam się czy dojadę do szpitala na czas ustaliłyśmy z moją lekarką, że przyjmie mnie do szpitala 3 dni przed terminem porodu. Leżałam tydzień, po czym wywołano poród...Poród to był koszmar- mimo, iż już na samy początku jeden z lekarzy powiedział mi, że nie wie czy uda mi się urodzić naturalnie w związku z moim niskim sklepieniem, to rodziłam blisko 12 godzin. Na maxa wykorzystano czas skurczów partych. Mogą trwać godzinę i też tak do oporu czekano... W końcu zrobili mi cięcie... Kiedy wyjęli mi z brzucha tego małego człowieka nie poczułam tej magii o której pisali. Poczułam się winna....Winna poczułam się, kiedy okazało się, że nie mogę karmić piersią, kiedy synek zaczął mieć kolki i płakał całymi dniami i nocami.....
Miesiąc po narodzinach synka zmarła moja mama- tego było już za wiele. Choć miałam męża , tatę, czułam się i czuje nadal bardzo samotna w wychowywaniu dziecka...Czuje się samotna, mam depresje, lęki, że nie podołam. Synek ma pół roku. Ciągle łapie jakieś przeziębienia, teraz ząbkuje i płacze, a ja nie mogę mu pomóc. Kocham go nad życie, chcę mu dać wszystko, ale kiedy kolejny raz zaczyna płakać czuje się winna, że nie robię wszystkiego tak jak powinnam, że gdybym robiła wszystko jak trzeba dziecko byłoby spokojne.To trudne, ale nie wyobrażam sobie życia bez synka, ale i ciężko żyć mi razem z nim.... Kocham go bardziej niż kogokolwiek, a jednocześnie wkurza mnie swoim marudzeniem, płakaniem.... jestem złą matką, egoistką, która chciałaby mieć święty spokój .......
L.








Po przeczytaniu twojej wypowiedzi miła łzy w oczach!! pierwsza moja myśl "boże że ja nie doceniam tego co mam..." i zarazem ogromne współczucie i podziw dla ciebie!!Na pewno jesteś dobrą matką! Ja trzymam za ciebie kciuki i życzę ci dużo siły i wytrwałości! Dasz radę... ja w to wierze!!
OdpowiedzUsuńnie martw się,kochana,wszystko się ułoży.Ja również mam trudną sytuację,ale trzeba przetrwać dla dobra dziecka.Może przydałby Ci się odpoczynek,żeby z dystansu spojrzeć na wszystko.Chętnie pomogłabym Ci w jakiś sposób,trzymaj się i nie poddawaj!
OdpowiedzUsuńWcześniejsze wypowiedzi dziewczyn są ok.wydaje mi się jednak,że warto byłoby poradzić się specjalisty(psychologa).tak wiele przeszłaś,tak wiele negatywnych emocji ,trudnych zdarzeń,sytuacji...ciężko to wszystko samemu dzwigać na barkach...trzymam kciuki i powodzenia
OdpowiedzUsuńJesteśmy na podobnym etapie, moja córka też ma pół roczku. Mimo, że nie spotkało mnie aż tyle przykrych rzeczy, to ciąża była dla mnie bardzo stresującym okresem. A obiecałam sobie, że będzie inaczej. Jednak kłótnie rodziców między sobą, w które się wmieszałam /chciałam pomóc mamie/ i które trwały całą ciążę, trzy miesiące leżenia, bo ciąża była zagrożona, całe dnie, czasem noce sama, bo mój facet pracował. Poród też miałam ciężki, później cesarka i...zero magii. Przez kilka miesięcy po powrocie ze szpitala miałam ochotę wyjść z domu i nie wracać. Mimo, że mój facet jest super ojcem i partnerem nie bardzo temu sprostał, więc z nabitą głową byłam sama. Myślałam, że eksploduję. Wszystko mnie denerwowało. A szczególnie moje dziecko, dlatego, że ulewa, że się budzi, że nie mogę spać, że nie wiem czy już ją kocham, a przecież już powinnam- od momentu jak dowiedziałam się że będzie, później, że ząbki, że kupy, że setki podobnych bzdur.... A JA CHCĘ MIEĆ TYLKO ŚWIĘTY SPOKÓJ!!! PO CO MI TO BYŁO? JESTEM EGOISTKĄ. NIE KOCHAM SWOJEGO DZIECKA. CÓRKA NA PEWNO TEŻ MNIE NIE KOCHA, NIE CZUJĘ JAKIEJŚ SPECJALNEJ WIĘZI. WSZYSTKO CO SIĘ DZIEJE ZŁEGO TO MOJA WINA. I potworne wyrzuty sumienia.
OdpowiedzUsuńI wszystko mija.
Ciebie spotkało dużo więcej złego, więc pewnie też więcej czasu potrzebujesz na przywyknięcie do sytuacji. Dziecko to nie sterta różowych, pachnących, cudnych chwil. Takie się zdarzają, ale to jest po prostu życie. I czasem możemy pozwolić sobie na brak cierpliwości, nerwy i złość.
Kiedy tych trudnych chwil było najwięcej, starałam się liczyć do dziesięciu, myśleć o miłych rzeczach, głęboko oddychać i wtedy podchodzić do dziecka. I jakoś to wszystko zadziałało, bo mała mimo tego wszystkiego w ogóle nie jest nerwowym dzieckiem, śmieje się, jak tylko się na nią popatrzy. Nawet kiedy my nie czujemy, że jest ok, dziecko wie najlepiej, że jest przez nas kochane i oddaje nam to w 200%.
Czerp tyle dobrego ile tylko możesz, a jak chcesz sobie w duchu /lub nie w duchu:)/ zakląć, bo cię dziecko wkurzy do granic możliwości, to klnij. Nie jesteś robotem bez uczuć. Wywal z siebie wszystko co cię gniecie.
Nie jesteś egoistką, świadczy o tym cały twój wpis. Kobiety z mniejszymi problemami zostawiają swoje dzieci na śmietnikach... Egoistka wcale by się tym nie przejęła, tylko robiła co dla niej najlepsze. Zdajesz sobie z tego sprawę, dlatego niedługo zza tych chmur wyjdzie do ciebie słońce. To więcej niż pewne! Pozdrawiam:)
Moja Droga !!!Tak jak Ty też czasami zastanawiam się czy jestem dobra matka ,czasami wręcz sądzę że jestem fatalna pod każdym względem bo mam ochotę odpocząć ,isć na kawę do sąsiadki a nie słuchać przez cały czas mamo to mamo tamto.Nie zawsze mam z górki a raczej zazwyczaj pod górkę i są chwile ,że mam ochtę usiąć i płakać albo trzasnąć drzwiami i uciec gdzie daleko.Kiedys byłam u kresu wytrzymałosci i palnełam moim dzieciom ,że pewnie chcielibyscie inną mamę która sie nie wkurza i jest zawsze wesoła i szczęka mi opadła bo najstarzy syn powiedział mi ,że nigdy by mnie nie zamienił na inną mamę bo mnie bardzo kocha.Teraz mimo chwilowej deprechy i chęci pogadania z DUŻYM LUDZIEM przypominam sobie te słowa i wiem juz ,że dla moich dzieci jestem najleprza.Kochana moja kiedy Twój maluszek zacznie mówić i powie Ci mamo ja Cię kocham to będzie potwierdzenie tego ,że jestes najleprza mamą na swiecie.Uwierz w siebie a słonko do Ciebie się również oswieci .Gorąco pozdrawiam!!!!
OdpowiedzUsuńWitak L.
OdpowiedzUsuńPrzeżyłaś mnóstwo trudnych i emocjonujących zdarzeń w krótkim czasie. Szczególni dwa z nich wydają mi się najbardziej znaczące, narodziny dziecka i śmierć mamy, bo obie zmieniły Twoje życie na zawsze. Czasem człowiek nie daje rady sam sobie wszystkiego poukładać i potrzebuje wsparcie i fachowej pomocy. Dlatego uważam że dla dobra swojego dziecka a przede wszystkim dla siebie powinnaś zwrócić się o pomoc psychologa (zwykła poradnia psychologiczna wystarczy, żadne tam płatne wizyty). Bo jak zrobisz porządek ze sobą, będziesz spokojniejsza i pewniejsza siebie w roli matki, będzie Ci łatwiej radzić sobie z codziennością.
Im szybciej tym lepiej. Życzę siły i odwagi.
Oczywiście że jesteś dobrą matką. Powtarzaj to sobie każdego dnia, aż wreszcie w to uwierzysz!!!!
OdpowiedzUsuńPrzy piewszym dziecku stykamy się z zupełnie nowymi zadaniami, które zdają sie nas przerastać.
Ty dodatkowo przeszłaś ostatnio ciężkie chwile. Z pewnością brakuje Ci Matki, także jej pomocy, dościadczenia i rady. Jeśli nie masz przy sobie kobiety-autorytetu zdaj sie na instynkt. Każda z nas go posiada, tylko czesto o nim zapominamy.
Ty najlepiej wiesz jak masz opiekowac sie swym dzieckiem a organizując sobie czas i obowiązki kieruj sie swoja wygodą a nie poradnikowymi rygorami.
Nie obwiniaj się za to na co nie masz wpływu np. że dziecko zachorowało. Niemowleta chorują, zabkują, mają kolki, plują jedzeniem, nie śpią w nocy - to normalne. Jeśli maluch nie ma jakiegoś poważnego schorzenia a ty w razie potrzeby zapewniasz mu opieke medyczną - to wszystko w normie.
Płacz niemowlaka jest formą komunikacji z otoczeniem. On przecież nie powie "mama pić" olbo "jest mi za ciepło".. Czy już zauwazyłaś że małe płacze na różne sposoby? jeśli nie - wsłuchaj sie w płacz swego dziecka o usłyszysz czy chce jeść, spać, czy na ręce..
Domyślam się że jako jedyna kobieta w domu bierzesz na siebie wiele obowiązków, może nawet zbyt wiele.. Nie udawadniaj światu ze sobie ze wszystkim poradzisz, postaraj się włączyć (w miarę mozliwości) tate i męża w opieke nad małym i domowe obowiązki. Mężczyźni wbrew pozorom doskonale radzą sobie z dziećmi.. z zakupami i gotowaniem też.
POWODZENIA
ps. jak słysze o porodach takich jak Twój (12h!!!) - budzą sie we mnie mordercze instynkty.
Głupota? brak kompetencji? lenistwo? Czy moze źle pojęta oszczedność ? kosztem cierpienia kobiety i narażając noworodka
Straszne co cie spotkało i bardzo bardzo Ci współczuję, ale pamiętaj nie możesz zadręczać się w ten sposób. Szczerze powiem, że radziłabym abyś skorzystała z pomocy lekarzy - wybrała się na terapię, która pozwoli pozbyć się lęków, uporać z trudnościami życia, które miałaś oraz z życiem, które masz i które dajesz swojemu Maluszkowi :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki - bo na pewno będzie normalnie - zawsze musisz w to wierzyć :)
hej Maleństwo,
OdpowiedzUsuńz tego co czytałam, niemowlę reaguje całym ciałkiem na to, co wyczuwa (psychicznie), nastroje matki, panujące wokół, nie ma szans tego przekazać inaczej niż przez ciałko swoje, chorowanie, kolki, wszystko "wrzuca" w siebie... strasznie się to czyta, ale ono się nie umie bronić. trochę rozumiem co czujesz do swojego dziecka, ja też długo nie mogłam wykrzesać z siebie matczynych uczuć do Krewetki. ważne, że chcesz!!
ale nie miej wyrzutów sumienia z powodu, że czujesz, że "nie jestes dobrą matką", bo każdej z nas się to zdarza, zdarzyło, trwało to jakiś czas... to uczucie.
jesteś najlepszą matką dla swojego Dziecka, wiesz? nikt inny nie mógłby go mieć i rozumieć tak jak Ty. tylko trwa trochę czasu, zanim się ze sobą oswoicie, zwłaszcza w takich okolicznościach, które opisałaś.
fajną metaforę czytałam też - że macierzyństwo jest jak wrzucenie do nowej pracy, gdzie tylko z grubsza wiesz co robic, ale wszystko musisz wyczaić sama, a praca ta nie trwa osiem godzin, trwa 24/7. nie miej do siebie absolutnie żadnych pretensji!
niestety, ale tylko czas jest lekarstwem na większość problemów. i wsparcie... masz je u nas, gdybyś nawet nie miała gdzie indziej.
Kochana nad lekarzem sie zastanów! Ciężko dać sobie rade samemu , zwłaszcza gdy życie przytłacza, gdy rządzą Tobą nie rozum a hormony.. Przeszłam różna rzeczy i psychika nie raz mnie zawodziła. Potrzebni ci sa ludzie , bliscy, co z tym Twoim facetem? Wspiera cie? Szczęśliwa Mama to szczęśliwe dziecko. Pamiętaj. Każda z nas ma czasem dość. Sama twierdze że nie jestem dobra matką. Bo krzyczę , bo wiem jakie myśli czasem przychodzą mi do głowy..Od niedawna dałam sobie prawo do wielu rzeczy. do tego że mam dość, że jestem zmęczona, że źle wyglądam, że mam prawo myśleć o sobie, że mogę chcieć mieć święty spokój! Że sobie nie radzę z wieloma rzeczami . Dało to cos . Jest mi duuuzo lżej. Przestałam być taka nerwowa. Nie krzyczę juz tyle na dzieci. Mam więcej energii. Przestałam mieć wyrzuty sumienia co do swego matkowania i odkąd się nad tym nie zastanawiam tylko robię swoje, dając sobie prawo do błędów ,wszystko mi idzie o wiele lepiej, nawet sie śmieje czasem:)
OdpowiedzUsuńDziecko ci płacze, choruje- jasne bo takie sa dzieci. Zacznij pracować nad własnym szczęściem to wtedy zobaczysz ze Twoje Maleństwo robi też inne rzeczy. Że podejście dziecka do życia to - przede wszystkim jest fajnie!. ( pamiętam jak u swojego dziecka to zauważyłam, jego radości z tak dziwnych rzeczy. Byłam bardzo zaskoczona, że można mieć takie podejście do życia:) )Dasz rade! Wierzymy w Ciebie!
Kochana ja też miałam pod górkę . Wszystko było pięknie jak w bajce.. cudowny narzeczony, własne mieszkanko (na kredycie), studia, fajna praca, żyć nie umierać. Broń Boże nie myślałam o dziecku ! Czułam się za młoda, chciałam zwiedzać świat, coś jeszcze osiągnąć... I z tej radości wyrwał mnie spóżniający się okres.... i wynik testu ciązowego POZYTYWNY! Ryczałam 3 dni i noce... szukałam kliniki gdzie usuwają ciąże.. moi rodzice jak się dowiedzieli o ciąży, zrobili mi awanturę na skalę światową.. to straszne ale miałam nadzieję, że może poronię albo coś sie stanie i nie będzie dziecka!! Na studiach problemy, bo pracujemy ze szkodliwymi substancjami.. narażam dziecko... praca studia i ciąza to już za wiele..NIE NIE NIE!!!! mój śwat się zawalił.. Do pierwszego USG, gdzie usłyszałam serduszko, bijące serduszko mojego maleństwa !! Narzeczony pragnął tego dziecka ale widział co się ze mną dzieje i powiedział ze zaakceptuje każdą decyzję.. Wyszłam z UGS i płakałam jeszcze bardzej.. DOTARŁO do mojego zadufanego w sobie ego,ze oto tam w burzuszku siedzi moje dzieciątko, kochane malutkie dzieciątko, które ma prawo do życia!! Pokonałam wszystkie trudności, choć nie było łatwo. Ci co mnie wytylali palcami teraz zazdroszczą! Mam slicznego, zdrowego 11 miesięcznego syna, za 4 dni się bronię, mam nienaganną figurę (nikt by nie powiedział ze rodziłam dziecko). Robie wszystko co podpowiada mi instynkt macierzyński, moja ogromna miłość do dziecka(która z dnia na dzień jest coraz silniejsza)i jestem szczęśliwa, mimo, że mąż stracił wcześniejszą pracę i teraz połowe mniej zarabia i jest ciężko. Będzie dobrze, pamiętaj to TY jesteś NAJLEPSZĄ matką dla swojego dziecka, żadna inna nie da mu tyle miłości ciepła i poczucia bezpieczeństwa! A dzieciaki płaczą, marudzą taka jest ich natura. Boleśnie ząbkuje? smaruj mu dziąsła bobodentem czy dentinoksem, możesz kupić silikonową szczoteczkę i masowac dziąsła,albo nawet czystym własnym palcem, żeby pomóc wybić się ząbkom. Na noc czopki viburcol, uspokoją dzidzię. I nie bój się skorzystać z pomocy psychologa, to żaden wstyd czy ujma!! Już jesteś bardzo dzielna! Bedzie dobrze, naprawdę! Trzymam kciuki z całych sił!
OdpowiedzUsuń)))
OdpowiedzUsuńWitam wszystkie mamuski ;-) Niesamowite, ze kobiety tak rzadko są szczere jesli chodzi o temat macierzyństwa, dopieru tu można sie wyżalic...
OdpowiedzUsuńL., wiem ,że jest cięzko,wg mnie praca ,którą wykonujemy wychowując dzieci nie umywa sie nawet do wspinaczki na Mount Everest, ba, zdobyć oba bieguny byłoby łatwiej-i czesem przyjemniej.
Mój młody skończył 2,5 roku w maju, i juz jest ok, kocham go szalenie,tesknie za nim jak jestem w pracy, jestem dumna , ze taki mądry...ale przez dwa lata bywało strasznie.Piszesz o więzi, tez jej nie było, tez nie kochałam od samego początku, nie tęskniłam wcale, gdy był u mamy-miałam swiety spokój w pracy i po niej.Miałam czasem ochotę wyć i wyjechać daleko, i może nie wrócic?Kiedy mnie ktos pytał czy cofnęłabym czas gdybym mogła-myslałam -tak, chyba tak.Nikt nie mówił, ze to taka orka, i ze bede musiała wstawac w nocy przez dwa lata, że z mężem sie posypie, a przez tyle lat bylismy kochającą sie parą,że wolnośc pozostanie wspomnieniem...Teraz na to samo pytanie odpowiedziałabym -nie, ale nawiazując do dyskusji z innego posta, na drugie chyba sie nie zdecyduję, na pewno nie teraz, nie przez najbliższych pare lat,a że mam lat 30...
Dużo dziewczyn wychodzi z załozenia ,ze lepiej miec z głowy drugie, ja osobiscie nie rozumiem podejscia-z głowy,to człowiek, nie sprawa, którą nalezy załatwić, odfajkować.
I jeszcze jedno-praca!Dla mnie jest zbawieniem,spełniam sie, zarabiam, mam inne życie poza domowym,wychodze do ludzi i chce ładnie wyglądac, a po niej z prawdziwą przyjemnoscią wracam do domu...
No to ja opowiem swoja historie. Przepraszam, za bledy, ale jest juz pozno a chcialabym to z siebie wyrzucic. Moja historia zaczyna sie w kiwetniu 2007 roku kiedy to poznalam mojego obecnego partnera. Nasz zwiazek potoczyl sie w blyskawicznym tepie. Choc jeszcze wtedy studiowalam dziennie postanowilam zmienic tryb studiow na zaoczny i po zakonczeniu sesji przeprowadzic sie do niego 200km od mojego wczesniejszego miejsca zamieszkania. Tak jak zaplanowalam tak zrobilam. Rodzice byli bardzo przeciwni i musialam wywalczyc swoja samodzielnosc, bylam wtedy z tego bardzo dumna. Zamieszkalismy razem w wynajmowanym domku. Zycie wydawalo mi sie bajka. Takie prawdziwie dorosle tak jak zawsze mialo byc. Pojechalismy na wspolne wakacje i bylo rownie cudownie. Potem jednak zdarzylo sie cos co wywrocilo moje zycie do gory nogami. 3 wrzesnia 2007 roku ja i moi rodzice zostalismy aresztowani (czasy PiSu - wtedy wsadzali wszystkich komu za dobrze sie powodzilo bo moi rodzice mieli spora firme) dla podkreslenia absurdu powiem tylko, ze mi zarzucano wyludzenia kiedy mialam 16 lat. Wtedy wszystkie sprawy zawiaze z prowadzeniem powaznej firmy spadly namoje partnera. Ja odsiedzialam 3 miesiace, a moi rodzice tkwili tam przez 15 miesiecy. Caly ten czas wydawal mi sie jednym niekonczacym sie koszmarem. Po wyjsciu z wiezienia postanowilismy juz na stale byc razem i splodzic sobie potomka. On mi sie oswiadczyl i gdyby nie to ze rodzicow tak dlugo nie bylo pewnie bylibysmy juz malzenstwem. Jednak nasze relacje mocno sie popsuly. Kiedy bylam w ciazy to byl jeden wielki koszmar - ciagly stres i lek przed jutrem. Po urodzeniu (choc porod nie byl najgorszy i dzidzius w miare grzeczny wszystko zaczelo sie sypac jeszcze bardziej. Z natloku stresu i lekow moj facet nie wiedzac gdzie odreagowac wyrzywal sie na mnie. Pare razy podniosl na mnie reke, ale musialam wybaczyc bo w koncu bylam zupelnie sama - mialam tylko jego. Jakos to znioslam. Kiedy rodzice juz wyszli i nadal nam sie nie ukladalo to z tego powodu, ze utrzymal firme nie pozwolili mi sie z nim rozstac. Dopiero po roku od powrotu rodzicow zaczelo do mnie docierac to co sie naprawde stalo... podadlam w ogromna depresje i nie radzilam sobie z niczym. Poszlam do psychiatry bo bez lekow nie dalabym rady. Dzis kiedy jest cieplo a cora coraz wieksza wiem, ze lda niej warto bylo to zniesc. Teraz wiem, ze dla niej dalabym sie pocwiartowac i oskalpowac, zeby tylko z nia wszystko bylo dobrze. Kocham ja nad zycie i nie wyobrazam sobie mojego zycia bez niej. Rozumiem cie, ale powtarzaj sobie, ze to tylko przejsciowe. Ran sie zagoja i znow bedziesz szczesliwa. Musisz w to uwierzyc.
OdpowiedzUsuńTo moja historia w pigulce. Tak naprawde bylo DUZO DUZO ciezej.
Jezeli chodzi o moja wiez z corka to czulam ja od samego poczatku. Moze dlatego, ze mialam tylka ja i faceta. Wiedzialam, ze musze ja obronic przed tym okrutnym swiatem... Nigdy nie zapomne, ze gdy sie urodzila jeszcze ja nagrzewali pod lampami, a ja w strachu o moje dziecko godzine po porodzie wstalam z lozka i poszlam jej szukac. O malo nie zmedlamam po drodze, ale to bylo silniejsze ode mnie. Po powrocie do domu robilam wszytsko tak fachowo, ze nawet nie wiedzialam ze takie rzeczy umiem orbic. Pierwsza kapiel to byla istna blahostka, a karmienie przewijanie i kolki? Nic trudnego. Ona byla moim motorem do walki. Dzis wiem, ze gdyby nie ona nie dalabym rady tego wszystkiego przezyc... zyje dzieki niej i tylko dla niej!
OdpowiedzUsuńL. ja krótko odpowiadam na Twoje ostatnie pytanie: BĘDZIE NORMALNIE!
OdpowiedzUsuńJa czekałam na to półtora roku (tyle ma mój syn; telegraficznie: poród horror, "kolki" i sen jedynie w wozku lub na rekach do pol roku, pobudki KILKANASCIE razy w nocy do 14 m-ca, pierwszy raz obudził się bez płaczu jak miał 16 m-cy...) - moja miłość do synka była pomieszana z mnostwem negatywnych emocji. To jest chyba najrudniejsze, najpierw złość i niechęć, potem wyrzuty sumienia...
I nadal nie jest kolorowo jak w glupich czasopismach, ale stopniowo coraz lepiej, coraz wiecej pieknych chwil wynagradzajacych szarpanine... Ale to trwa, wiez z dzieckiem wymaga tez czasu, poza tym im starsze dziecko tym wiecej ma mozliwosci wyrazenia swojego przywiazania i milosci do mamy - tej swojej, najlepszej dla niego:)
Nie czuj się winna! Będziesz popełniać błędy, będziesz robić rzeczy, których potem będziesz żałować - jesteś tylko człowiekiem i relacja z synem jest relacja z inna osoba, wyjatkowa, ale po prostu ludzką!
Trzymam kciuki!
Dziękuje baaardzo za wszystkie komentarze- i przede wszystkim zrozumienie- dziś synek ma 9 miesięc, ja wróciłam do pracy. Nadal daje w kość, bo przyzwyczajony na rączkach, ale miłość jest bezgraniczna:) Ciężko jest bardzo, ale staram się co dzień to dzwigać:)
OdpowiedzUsuńz każdym dniem będzie łatwiej :* dasz radę, ale radzę Ci jednak poszukać pomocy lekarskiej, dzięki temu będziesz mogła szybciej wrócić do formy. pozdrawiam, i wszystkiego dobrego życzę :)
OdpowiedzUsuńUszy do góry!!!
OdpowiedzUsuńDla swojego synka jesteś idealną mamą... a on dla Ciebie jest całym światem....
Nie rozmyślaj o tym co Ci nie wyszło i jak Ci jest ciężko tylko ciesz się swoimi sukcesami nawet tymi małymi. I popatrz wstecz jak wiele już za Tobą i bądź dumna z siebie bo dałaś radę!