Może powinnam zacząć pisać w szpilach? A może przywitam w nich wypoczętą po wakacjach szarańczę, którą od września znów będę molestować gramatyką angielską?
piątek, 30 lipca 2010
Mama na obcasach
Może powinnam zacząć pisać w szpilach? A może przywitam w nich wypoczętą po wakacjach szarańczę, którą od września znów będę molestować gramatyką angielską?
czwartek, 22 lipca 2010
... - temat z maila
poniedziałek, 19 lipca 2010
Co dalej? - temat z maila
Chciałabym poruszyć temat, którego, moim zdaniem, nie ma jeszcze na blogu. Chodzi mi o pracę młodej mamy. Owszem są posty, które opowiadają jak to jest się tą złą i beznadziejną matką kiedy się pracuje, a dziecko wychowuje babcia lub niania.
Ja chciałam napisać o sobie, myślę że jest takich jak ja trochę. Poszłam na zwolnienie w 8 tyg ciąży, lekko nie było. Urodziłam jednak szczęśliwie Córeczkę. Teraz ma pół roku. A ja pytam się co dnia „Co dalej?”. Minął już prawie rok jak jestem w domu. Potrzebuje ludzi momentami bardziej niż powietrza. Siedzę z dzieckiem, za które oddałabym życie, ale potrzebuje pracy. Innego środowiska, odskoczni od codzienności w pieluchach, potrzebuje kasy po prostu też. Macierzyński się skończył, urlop zaległy wybrany i cóż pozostaje mi wychowawczy. Teoretycznie jestem zatrudniona w pewnej firmie. Tylko, że ja nie mam tak naprawdę gdzie wracać. ;( Firma nie nadaję się by tam pracować, nawet ktoś tak popsuty jak ja.
Szukam więc pracy. Idę na kilka rozmów o pracę. Oczywiście zawsze wystrojona jak trzeba, włosy ogarnięte. Niestety wszystkie te opowiastki jak to młode mamy są chętnie zatrudniane to bajka. To wymysł mediów. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Potencjalnemu pracodawcy włos się jeży na wiadomość że jesteś młodą matką. Nie chcą mnie nigdzie. Jestem mało dyspozycyjna, nie bardzo skora do wyjazdów. Do tego przecież należy mi się opieka ( dwa dni w roku, ale zawsze coś) no i nie daj boże żeby dziecko się rozchorowało to pójdzie na zwolnienie. I przecież nie może być 24 godziny w pracy. Nikt takiej mamy nie chce. Nie ma dla nas pracy i perspektyw na rozwój. Gnuśniejemy w domach. Lądujemy na wychowawczych bo nie mamy dokąd wracać, nie dostajemy od Państwa też nic. Bo dzięki Bogu dochód przekracza 500 zł na osobę w rodzinie i nie dostaniemy tych 400 zł zasiłku. Eh, szkoda gadać.
Więc nie jestem jeszcze gorszą matką bo jednak nie pracuję. Zostałam z dzieckiem. Mimo to nie mogę się oprzeć przed przeglądaniem ofert o pracę i wysyłaniem Cv. Moje dziecko nie jest łatwe w obsłudze, a instrukcji zapomnieli załączyć ;-) W domu mam bajzel a obiadem często się nie interesuję. Nie będę "Perfekcyjna", mam dość zajeżdżania się bo tak wypada. Kiedy ładna pogoda rzucam wszystko idę na spacer z Córką.
I co z tego, że w razie czego mam super opiekę do Córki. Głupia nie jestem, doświadczenia zawodowego trochę mam. Nie postawiłam w życiu na karierę a dopiero potem na rodzinę. Tylko dlaczego te co chcą mieć dzieci przed sukcesem zawodowym potem cierpią? Ostatnio słyszałam, że dla dzieci mama w domu to obciach. To chyba nowa moda, ale teraz wszystkim „bogatym gówniarzom” wydaje się, że jak mama w domu to tępa jest i nie potrafi pracy znaleźć. Nawet gdyby mój mąż zarabiał miliony potrzebowałabym jakiegoś etatu.
Mówią, że można pracować w domu. Ale jak? Biżuterii robić nie będę, zdolności lepienia z gliny też nie mam, innych talentów tego typu brak.
Nic pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że los się kiedyś nade mną zlituje i jakiś nienormalny szef mnie zatrudni. Tylko teraz wydaje mi się to tak realne jak wygrana w totolotka.
Pozdrawiam
Aska
środa, 14 lipca 2010
O okularach, tetrze i krowich plackach
poniedziałek, 12 lipca 2010
Cenna Rada - temat z maila
Wyobraźmy sobie pracę, w której spędzamy 24h na dobę. Nie przysługuje żaden urlop (nawet na żądanie), o chorobowym to można sobie pomarzyć, brak jakiejkolwiek przerwy na spokojne zjedzenie obiadu, rozmowy telefonicznej w ciszy, poszperaniu w internecie, a o siku to nawet wspomnę. W dzień można go udobruchać spacerem – jest szansa, że zaśnie i da nam czas na zrobienie szybkich zakupów i powrotem w te pędy do „biura” żeby zrobić niewyszukany obiad, ogarnąć chałupę itp. Do tego nasz SZEF permanentnie nawołuje kilkanaście razy w nocy i wrzeszczy ile sił w płucach i dzięki temu rano trzeba się ciut dłużej niż zazwyczaj doprowadzać do ludzkiego wyglądu coby np. męża przestać straszyć... I nie możesz zrobić z tym nic. Kompletnie nic. Nie ma nikogo, kto mógłby Ciebie zastąpić. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że w żaden sposób nie można złożyć wypowiedzenia... Fajna praca, co nie?:)
Ja pracuję na takim stanowisku od prawie 10 miesięcy. Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie jak bardzo zmieni się moje życie po porodzie. I jak bardzo JA sama i MOJE POTRZEBY przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Nawet fakt, że chce mi się już tak sikać, że widzę na żółto ma niższy priorytet niż np. nagły atak głodu mojego niejadka...
Drogie Ciężarówki – jeśli macie taką możliwość to olejcie cały otaczający Was świat i poświęćcie ten czas tylko SOBIE! Nie na celebracji ciąży tylko SIEBIE. Wpadajcie do kina, oglądajcie seriale, czytajcie książki, trwońcie pieniądze na zabiegi kosmetyczne, pichćcie ulubione potrawy, wyskoczcie na spontaniczny weekend gdzieś tam, organizujcie szalone bibki dla znajomych, zapiszcie się na kursy o których zawsze marzyłyście ale zawsze stało coś na przeszkodzie. RÓBCIE COKOLWIEK!! Poświęćcie ten czas tylko sobie – to jest ostatni moment na wiele, wiele długich lat...
Po urodzeniu Heleny (nawet jeszcze teraz) w mojej głowie kołacze się jedna myśl: Dlaczego? Dlaczego wtedy, kiedy miałam OSTATNIĄ możliwość, żeby pomyśleć TYLKO o sobie, nie skorzystałam z niej?
Helasek
poniedziałek, 5 lipca 2010
z dzieckiem w kościele - temat z maila
Wybraliśmy naszą parafię blisko domu i mszę dla dzieci i wyruszyliśmy pełni zapału oraz pozytywnego nastawienia. Wchodząc do kościoła widziałam kilka wózków oraz małych dzieci, a więc nie spodziewałam się tego co się wydarzyło potem. Pomijam fakt, że już kiedy mój syn zaczął się wiercić w wózku, schodzić, wychodzić z niego, biegać, chodzić tam i tu czułam na sobie nieprzychylne spojrzenia osób w różnym wieku począwszy od osób w moim wieku, również z dziećmi (tylko spokojnymi :-o), a skończywszy na osobach starszych, które do kościołą przyszły same. Tylko jedna Pani ok. 50-tki uśmiechała się do mojego syna oraz do mnie.
A więc sytuacja rozwinęła się następująco. W czasie kazania podeszłam z moim synem przed ołtarz, gdyż tam wyszedł ksiądz i zawołał do siebie dzieci. Bardzo mu się tam spodobało, siadał sobie na schodkach przy ołtarzu itp., niestety dziecko jak to dziecko po skończonym kazaniu nadal chciało zostać przy ołtarzu, a nie wracać na swoje miejsce. Ja jako Niegrzeczna Mamuśka :-) oraz jeszcze jedna matka pozwoliłyśmy aby nasze dzieci kręciły się wokół ołtarza, za co:
a) tej drugiej matce jakaś starsza Pani zwróciła uwagę żeby zabrała stąd dziecko
b) a ja nagle słyszę głos księdza z ambony, żeby zabrać te dzieci z okolic ołtarza.
Nasze dzieci w ogóle nie hałasowały, nie płakały tylko po prostu były w ciągłym ruchu przy ołtarzu - tak naprawdę moje dziecko zaczęło płakać dopiero wtedy kiedy usiłowałam je zabrać spod tego ołtarza, wtedy dopiero naprawdę zaczęło przeszkadzać innym modlącym się. Ja chcąc uniknąć dalszego potoku łez i krzyku wyszłam z kościoła - i na tym skończyło się nasze uczestnictwo we mszy świętej. Na domiar złego na zewnątrz kościoła nie było głośnika, przez który można by było słuchać mszy.
Była to msza dla dzieci i osoby które przyszły bez dzieci powinny sobie z tego zdawać sprawę a ksiądz powinien na to uczulać ludzi. A z kolei ksiądz powinien sobie zdawać sprawę że dziecko jest tylko dzieckiem, jedno przesiedzi spokojnie w wózku całą mszę a inne nie - tak po prostu jest. Mam poczucie że my rodzice małych dzieci nie za bardzo mamy czego szukać w kościele jeżeli nasze dzieci nie zachowują się idealnie i zgodnie z zasadami - a przecież one dopiero uczą się tych zasad i odpowiedniego zachowania w kościele, sklepie, restauracji, urzędzie itd. Jeżeli z nim nie będę chodziła w te miejsca to przecież nie nauczy się odpowiedniego zachowania.
P.S. Byłam raz na mszy świętej dziecięcej u Dominikanów i nikt nie zwrócił mi uwagi że dziecko biega wokół ołtarza, a tym bardziej ksiądz. Moje dziecko było wtedy jeszcze mniejsze, miało około roku.
Peace
Dag


