Witam Niegrzeczne Mamuśki!
Chciałabym poruszyć temat, którego, moim zdaniem, nie ma jeszcze na blogu. Chodzi mi o pracę młodej mamy. Owszem są posty, które opowiadają jak to jest się tą złą i beznadziejną matką kiedy się pracuje, a dziecko wychowuje babcia lub niania.
Ja chciałam napisać o sobie, myślę że jest takich jak ja trochę. Poszłam na zwolnienie w 8 tyg ciąży, lekko nie było. Urodziłam jednak szczęśliwie Córeczkę. Teraz ma pół roku. A ja pytam się co dnia „Co dalej?”. Minął już prawie rok jak jestem w domu. Potrzebuje ludzi momentami bardziej niż powietrza. Siedzę z dzieckiem, za które oddałabym życie, ale potrzebuje pracy. Innego środowiska, odskoczni od codzienności w pieluchach, potrzebuje kasy po prostu też. Macierzyński się skończył, urlop zaległy wybrany i cóż pozostaje mi wychowawczy. Teoretycznie jestem zatrudniona w pewnej firmie. Tylko, że ja nie mam tak naprawdę gdzie wracać. ;( Firma nie nadaję się by tam pracować, nawet ktoś tak popsuty jak ja.
Szukam więc pracy. Idę na kilka rozmów o pracę. Oczywiście zawsze wystrojona jak trzeba, włosy ogarnięte. Niestety wszystkie te opowiastki jak to młode mamy są chętnie zatrudniane to bajka. To wymysł mediów. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Potencjalnemu pracodawcy włos się jeży na wiadomość że jesteś młodą matką. Nie chcą mnie nigdzie. Jestem mało dyspozycyjna, nie bardzo skora do wyjazdów. Do tego przecież należy mi się opieka ( dwa dni w roku, ale zawsze coś) no i nie daj boże żeby dziecko się rozchorowało to pójdzie na zwolnienie. I przecież nie może być 24 godziny w pracy. Nikt takiej mamy nie chce. Nie ma dla nas pracy i perspektyw na rozwój. Gnuśniejemy w domach. Lądujemy na wychowawczych bo nie mamy dokąd wracać, nie dostajemy od Państwa też nic. Bo dzięki Bogu dochód przekracza 500 zł na osobę w rodzinie i nie dostaniemy tych 400 zł zasiłku. Eh, szkoda gadać.
Więc nie jestem jeszcze gorszą matką bo jednak nie pracuję. Zostałam z dzieckiem. Mimo to nie mogę się oprzeć przed przeglądaniem ofert o pracę i wysyłaniem Cv. Moje dziecko nie jest łatwe w obsłudze, a instrukcji zapomnieli załączyć ;-) W domu mam bajzel a obiadem często się nie interesuję. Nie będę "Perfekcyjna", mam dość zajeżdżania się bo tak wypada. Kiedy ładna pogoda rzucam wszystko idę na spacer z Córką.
I co z tego, że w razie czego mam super opiekę do Córki. Głupia nie jestem, doświadczenia zawodowego trochę mam. Nie postawiłam w życiu na karierę a dopiero potem na rodzinę. Tylko dlaczego te co chcą mieć dzieci przed sukcesem zawodowym potem cierpią? Ostatnio słyszałam, że dla dzieci mama w domu to obciach. To chyba nowa moda, ale teraz wszystkim „bogatym gówniarzom” wydaje się, że jak mama w domu to tępa jest i nie potrafi pracy znaleźć. Nawet gdyby mój mąż zarabiał miliony potrzebowałabym jakiegoś etatu.
Mówią, że można pracować w domu. Ale jak? Biżuterii robić nie będę, zdolności lepienia z gliny też nie mam, innych talentów tego typu brak.
Nic pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że los się kiedyś nade mną zlituje i jakiś nienormalny szef mnie zatrudni. Tylko teraz wydaje mi się to tak realne jak wygrana w totolotka.
Pozdrawiam
Aska
poniedziałek, 19 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Asiu
OdpowiedzUsuńdoskonale Cię rozumiem, sama myślę, jakich bym argumentów użyła jak bym chciała zmienić pracę, żeby naprawdę pracodawce przekonać, że macierzyństwo uczy najlepiej życia i dobrej organizacji. Ja akurat wróciłam na stare śmieci po 12 tygodniach macieżyńskiego (Holadnia). Po tak dość "krótkiej" nieobecności czuję się jednak jak bym zaczynała prace na nowo, mam zaćmienie, nowe procedury, system, 600 maili do przeczytania...
Mamą, które moga zostać w domu, bo im na to sytuacja finansowa odpowiada, dedykuję te oto piękną piosenkę...
"Jestem mamą, to moja kariera" :-)
http://www.youtube.com/watch?v=GyNPqud3Mhc
pozdrawiam
Aischa
Ojej!!! Czy my nie pracujemy w tej samej firmie Aśka??? U mnie identyczna sytuacja, urlop macierzyński się skończył,urlop wypoczynkowy trwa, zatrudnienie w firmie mam, tylko... Ani ja, ani firma nie wyobrażamy sobie dalszej współpracy ze sobą...Nie da się tam pracować i już:( Więc podobnie jak ty chodzę na spotkania z potencjalnymi pracodawcami i czekam, na tego szefa, który choć trochę się zna na kobietach. Szefowie!!!! Mamy to mistrzynie organizacji i godzenia wielu rzeczy naraz:) Dajcie szanse się o tym przekonać!!!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Ciebie i Siebie!!!
Ewik
Asiu w pewnych kwestiach się z Tobą zgadzam. Panstwo zupełnie nie dba o młode mamy a te 500 zł na rękę jest śmieszne...i te 400 zasiłku zresztą też...szkoda gadać. niech panowie politycy spróbują za to przeżyć i utrzymać rodzinę. W głowie się nie mieści takie traktowanie człowieka. A przecież niby w dzieciach przyszłość - takie hasło tylko że nic się nie robi żeby tym młodym rodzinom ułatwić.
OdpowiedzUsuńPodejście pracodawcy jest takie jak mówisz. Boją się młodych mam.
Jednak wracając do rzeczy z którą się nie zgadzam. Nie każdy kto stawia na karierę jest szczęśliwy. Trzeba sobie zadać pytanie czego się od życia oczekuje.
Mam koleżankę, która usilnie próbuję tą karierę zrobić - ma w tej chwili 33 lata - z tym że kariera jakby w miejscu stanęła. Ani faceta, ani domu, ani rodziny, ba nawet samochodu. Kiedy się dziewczyna ogarnie nie wiem...czy da radę w swoim życiowym planie umieścić jeszcze dziecko - nie wiem.
Kiedyś ktoś mi powiedział: jak masz słoik i napełnisz go kamieniami to dasz radę jeszcze wsypać pomiędzy nie piasek. Jeśli wsypiesz najpierw piasek to kamieni już nie włożysz do środka - teraz zdecyduj co dla Ciebie ważniejsze kamienie czy piasek i co chcesz mieć w swoim słoiku.
Napewno warto tak jak mówi Anna zastanowić się co jest dla Ciebie samej ważne, najważniejsze.
OdpowiedzUsuńZ pewnością opieka państwa nad matką, rodziną jest słaba - ale z drugiej strony nie należymy do krajów bogatych, wiecznie byliśmy nękani wojnami, grabiono nas - to skąd mamy na to wszystko wziąść tak jak np. kraje skandynawskie a z drugiej strony Polska ostatnio dobrze stoi i warto by było to wykorzystać i pomóc matkom (nie tylko w sposób strikte materialny, ale poprzez jakieś programy, które miałyby zmienć nastawienie pracodawcow do młodych matek, programy dla samych kobiet jak wrocić na rynek pracy, jak założyć własną firmę, budowę publicznych żłobków, przedszkoli - te dwie ostatnie rzeczy bardzo bardzo by się przydały moim zdaniem), bo przecież wychowujemy przyszłe pokolenia, które znowu bedą pracowały na dobrobyt naszego kraju i tak kółko się zamyka.
Może pomyśl Aska o założeniu własnej firmy, Unia Europejska daje pieniądze na założenie własnej firmy chyba za pośrednictwem Urządu Pracy. Ale są też programy np. w zakresie nowych technologii - Innowacyjna Gospodarka - warto się tym zainteresować, bo jest to program dla osób które dopiero zaczynją swoją przygodę z biznesem. Pisałaś, że nie masz zdolności manualnych itp. - pocieszę Cię ja też :-(, ale nie zniechęcam się - myślę o założenieu sklepu internetowego - a generalnie sklep prowadzić potrafi prawie każdy :-) Mój dziadek który przez pół swojego życia zajmował się handlem powiedział mi kiedyś, że "to żadna filozofia kupić taniej, a sprzedać drożej".
Pomyśl o czymś swoim, móze to ļędzei Twoja nowa droga, nowe powołanie - prowadzenie swojej firmy :-)
Pozdrawaim Cię i trzymam kciuki
P.S. Ja obecnie zajmuje się dwójką dzieci (2 latek i 7-miesięczniak), ale od września starszego planuję wysyłać do żłobka i już chcę myśleć bardziej konkretnie o tym sklepie. Z młodszym chce pobyć do czasu gdy skończy rok - i albo też żlobek, albo niania, a ja do DZIAŁANIA :-)
Z innowacyjna gospodarką jest o tyle źle dla startujących że w większosći jest to dofinansowanie częściowe. Trzeba włożyć wkład własny. A czasem to sporo. Ale dofinansowanie z urzedu pracy na start nie jest głupie. Założenie działalności to kwestia spędzenia pół godziny w urzedzie miasta czy gminy i chwili w skarbówce. Ot, sprawa cała ;)
OdpowiedzUsuńNajbardziej irytujące jest to ze sporo kobiet w takiej sytuacji, ktore załozyly firmy, potem robi to samo względem innych kobiet..
Z pewnością jest wiele firm naprawdę przyjaznych matkom (też po części dlatego że je na to stać), bo mniejsze firmy poniekąd rozumię. Pewnie wiele musiałoby się jeszcze zmienić w polskim prawie. noi te nieszczęśne żłobki i przedszkola, których jest za mało. A z drugiej strony pamięć ludzka jest ulotna i te matki które założyły własne firmy a przyjdzie im zatrudnić inną matkę już zapominiają z jakimi same borykały się problemami itd.
OdpowiedzUsuńHej Dziewczyny! Ten post napisałam jakies 4 miesiące temu. Moja córa ma już 9 miesięcy a moje życie znowu przeżyło perturbacje. PO pierwsze dostałam wymarzoną propozycje pracy, kasa na początek słaba ale szkolenia zdobycie cennego doświadczenia. Poszli mi na rękę jak nigdzie, ale zawiodę Was pewnie bo zrezygnowałam. Miesiąc szukałam niani. Niestety nikt mi nie odpowiadał, śniły się po nocach koszmary. W poście pisałam że mam idealną opiekę jakby co. Tak mi się wydawało, ale rzeczywistość pokazała że obietnice mojej mamy były tylko obietnicami bez pokrycia. I tak nie dałam rady zostawić córki z nianią. Słynny portal tez nie pomógł. Wiem, od kiedy jestem mamą zrobiłam się strasznie miękka. Zazdroszczę tym mamą co potrafią oddać swoje poł roczne dzieci do żłobka, wiem że czasem nie ma się wyjścia. MY jakoś dajemy rade choć luksusów brak. MOże gdybym od początku wiedziała że będę usiała szukac niani byłabym inaczej nastawiona. Ale nie ważne.
OdpowiedzUsuńPO drugie posiadam własną firmę, jeszcze. Pracowałam jako wizażystka przy ślubach oprócz pracy etatowej. Uczciwie sie zarejstrowałam. Była momentami nieżle. Ale jak pisałam od 8 tyg ciązy miałam L4, firme musiała zawiesić ( nie stać byłoby mnie na kary z US). Reklamy sie pokończyły, ludzie przestali dzwonić. By odwiesić działalność musiałabym włożyć troche kasy w odnowienie sprzętu w reklamę, a w ZUS zostało tylko pół roku obniżonych składek, a potem 700 zł na miesiąc. I skąd bym to wszystko wzięła? To nie takie proste.
PO trzecie. Ja wybrałam rodzinę. Ale czy to znaczy że nie moge już spełnić sie zawodowo? KOcham męża i dzieciątko ale brakuje mi spełniania w sferze zawodowej. To grzech?
No i najważniejsze, a jednak gdzieś znalazłam rozwiązanie. Tymczasowe ale zawsze coś.Znalazłam pracę na 1/4 etatu w sklepie z ciuchami. Pracuję czasem w tygodniu, głównie w weekendy. Wtedy opiekę przejmuje nad Szkrabem mąż. Trochę budżet podreperuje, Bogactwa się nie dorobię ale wyszłam do ludzi. Mam powód by zadbać o siebie, ubrać się ładnie, pomalować. Wracam zmęczona ale jakoś szczęśliwa. I choć spałam dziś w nocy 4 godz bo Córa sie obudziła w nocy wyspana to czuję się psychicznie lepiej.
Ale myślę że tak będzie maksymalnie do 2 roku życia Córci, potem myślę o żłobku i pracy pełnej w pełni zadowalającej.
Mam nadzieję że moja psychika się poprawi bo już cierpiałam na syndrom zamknięcia w domu. Pozdrawiam Was wszystkie Niegrzeczne!
Ja tez po 12 tyg wróciłam do pracy na dwa dni tyg,od lutego do czerwca, potem wakacje-jestem n-lką,od wrzesnia mąż siedział z małym , a od stycznia do prywatnego żłobka-2 dni, a tesciowa dwa dni, piątki miałam wolne,Młody miał wtedy rok z hakiem.Teraz trzecie wakacje,siedze w domu 4 tyg. i juz dostaje swira!!!Nie moge sie doczekac wrzesnia, prowadzę szkołę jezykową, (tez polecam własną działalność)i uwielbiam ludzi, uwielbiam czuć sie potrzebna, zarabiać pieniądze,czuć sie kobietą, człowiekiem, a nie tylko mamą!Praca to podstawa samospełnienia, jestesmy wtedy atrakcyjniejsze dla samych siebie, a wtedy tez dla męża i innych.Pomijam kwestie finansową, wielu z nas nie stać na jedną pensję- jak mnie i mojego męża np.I naprawde nie rozumiem tych siedzących w domu rok, dwa, trzy, nie pojmę tego nigdy ale nie potępiam, rózne kobiety, różne potrzeby...I nie rozumiem tez wypowiedzi niektórych mamusiek dot. straty jakiej rzekomo doznają w pierwszym roku życia malucha gdy idą pracy. Ja pracowałam , mąż pracował a oboje doświadczyliśmy pierwszego kroczku, pierwszego mama i tata.Jak tylko chcemy nic nam nie ucieknie, a jesli kochamy nasze dziecko, a ono to czuje, nie bedzie sie rozwijało inaczej jedynie dlatego że przez pierwsze 12 mies.bylismy z nim 5 h a nie 12 w ciągu dnia.I to gadanie ze najwazniejsze jest te pare min. zaraz po porodzie, kiedy kładą dziecię na nas, ze bliskosc, że miłosć...Ja go wtedy nienawidziłam za ból , którego był przyczyną, mąż nawet nie chciał spojrzec, słyszał jak krzyczałam.Miłosc potrafi być silniejsza jeśli pozwolimy jej nabrać dystansu; praca na to pozwala, nabieramy oddechu i możemy zatęsknić.Polecam pracę, choćby na pół etatu!
OdpowiedzUsuńKokosanko,
OdpowiedzUsuńwróciłam do pracy zaraz po macierzyńskim. Na początku nie zauważyłam u małej żadnych zmian. Gdy córka miała 6 m-cy wzięłam 2 tyg urlopu, a po kolejnym powrocie do pracy, niestety te zmiany widzę. Mała mało nie wyskoczy z rąk mojej mamie, kiedy widzi mnie z torebką, albo kiedy zniknę gdzieś za ścianą. Kiedy wracam z pracy jej zachowanie też jest inne niż kiedy byłam z nią non stop /nie będę się tu rozwodzić jakie/.
Możesz tego nie rozumieć, ale ja niestety tego doświadczam i serce pęka. A zapomniałam dodać, że wróciłam tylko na pół etatu. Boję się pomyśleć co będzie, kiedy wrócę na pełny, albo kiedy będzie starsza i będzie więcej rozumieć. I nie mówię tu o traceniu widoku pierwszych kroczków, tylko o traceniu chwil na przytulanie, całowanie i przebywanie z sobą. Tego na zapas nie da się zrobić. Niestety. A jeśli Wasze dziecko "zaczekało" z pierwszym krokiem aż z mężem wrócicie z pracy, to super. Ja się jednak obawiam, że moja córka może to zrobić kiedy nas nie będzie. I nie będzie to rzekoma strata /jak piszesz/, a co odbieram jednak trochę lekceważąco. Dla mnie to będzie strata zbyt wielka.
Kokosanko, chyba jednak trochę osądzasz ;)
OdpowiedzUsuńJa podziwiam te mamy które wracają do pracy i potrafią godzić pracę zarobkową z dodatkowym etatem w domu. Podziwiam też mamy, które zostają w domu i czerpią z tego zadowolenie i spełniają się w tej roli i potrafią codziennie wymyślać nowe zabawy z dzieckiem. Myślę, że jednym i drugim trudno znaleźć akceptację otoczenia. Najczęściej czepiają się inne kobiety ...
Ja mam w perspektywie powrót do pracy w październiku i jestem rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony żal mi każdego uśmiechu młodej, a drugiej chcę do ludzi. O kasie celowo nie wspominam, bo jak zapłacę za nianię, to zostaną mi jakieś grosze.
Trudne to dylematy młodej mamy i czasami potrzebujemy akceptacji i zrozumienia a nie nagonki.
Przepraszam jesli kogokolwiek uraziłam.Nie taki był mój zamiar.Oczywiscie mój młody tez boi sie kiedy traci mnie z oczu, w ciagu roku napewno brakuje mu rodziców, a nam jego.Jestem moze o tyle w innej sytuacji, że mój syn jest naprawde cięzkim dzieckiem, jest mądry, śliczny, sprytny ale jest strasznie wymagający wychowawczo.Ja z kolei o tyle jestem inna ,że nie do końca 'czuje' macierzyństwo.Nie jest to rola, w której się odnajduję.Ani mój mąż.Chciałam dziecka, byliśmy po ślubie,po studiach, stała praca,prawie 27 lat...Poczułam instynkt.Ale dopiero w realu zdałam sobie sprawe,że to nie dla mnie,i naprawde jest mi z tym źle, z tym co jest we mnie, z tymi negatywnymi odczuciami, bo wokół same uśmiechnięte, spełnione młode matki. Dzis mam 30 lat i czuje sie zmuszona żyć życiem ,które mi nie do końca pasuje...Chciałabym umieć cieszyć się jak Wy, uwielbiać być z dzieckiem, spacerki, obiadki, zabawy.A ja tego nie lubię.Może mi przejdzie,chciałam się z kimś podzielić, to chyba jest odpowiednie miejsce!?
OdpowiedzUsuńKokosanko, a gdzie przeczytałaś, że jest tak różowo? U mnie na pewno nie ;). Też się miotam. Kocham swoją córkę nad życie i strzelę sobie w kolano, jeśli z powodu mojej pracy coś przegapię, ale... Ale jak zostanę w domu 24h, to strzelę sobie chyba w łeb:). Na koniec dwutygodniowego urlopu nie miałam ochoty się ubierać, malować, tylko spać, spać, spać... Na początku to chyba wybiera się najczęściej między mniejszym złem a większym. W pierwszym poście wyszło Ci trochę zgryźliwie, ale w drugim doskonale Cię rozumiem. Skup się na sobie i swoich potrzebach, jeśli uda Ci się je choć trochę zaspokoić, dziecko tylko na tym skorzysta. Jeśli to ma być praca zawodowa, nic w tym złego ani dziwnego. Ja poszłam na kompromis, bo wiem, że gdybym została w domu /o finansach nie wspomnę/ moja córka miałaby po krótkim czasie zrzędliwą, sfrustrowaną, wiecznie niezadowoloną mamę. Po paru godzinach pilnowania mojego pełzaka, marzę tylko, żeby zasnęła na jakieś 5 godzin. I nic w tym złego, dopóki po jakimś czasie z powodu tych marzeń, dopadają nas wyrzuty sumienia;).
OdpowiedzUsuńWszystko Ci się ułoży, zobaczysz.
Kokosanko fakt że różowo z dziećmi nie jest.
OdpowiedzUsuńSiedzę z synkiem od 6 i pół miesiąca. Jeden dzień lepszy drugi gorszy, czasem ręce opadają, bolą plecy nic nie idzie po mojej myśli a dziecko wciąż jęczy.
Czasem też (wstyd się przyznać) wyczerpana i sflustrowana potrafię krzyknąć (Piotrusiu jedz tak nie wolno!) jak gardzi już trzecią zupką i drugim deserkiem...a jęczy bo chyba głodny...tylko że on robi wielkie oczy i wybucha głośnym śmiechem (myśli że to taka zabawa) a mi głupio i wstyd jak nie wiem co - sama przed sobą się wstydzę - głupia krzyczę na dziecko, które przecież nie rozumie a nie jest głodne...wstyd!
Bycie z dzieckiem w domu to trudniejsza praca no i nie ma od niej odpoczynku. Jak go mąż przejmuje na pół godz zabawy jestem w raju, słyszę jego śmiech i mogę rozprostować plecy, odpocząć, no i zatęsknić...
Być może jesteś przemęczona, może faktycznie przydałoby się wyrwać z domu, popracować żeby i dziecko było szczęśliwsze mając szczęśliwą mamę.
Jak widzisz chyba nie mam mam idealnych.
ps. spacerków nie uwielbiam, zwłaszcza w te upały i jak maluch jęczy i pręży się a ja muszę go nieść spowrotem na rękach, pchając pusty wózek oczywiście.
ps.2 obiadków nie uwielbiam bo w ogóle nie lubię gotować a moje dziecko nie je zbyt chętnie. Robie głupie miny, macham czym popadnie a jak otwiera dzioba to wrzucam zawartość łyżeczki,
ps.3 zabawy - no może być, choć tak cały dzień się bawić...no wiadomo chciałoby się i coś zjeść, obejrzeć choć wiadomośći itp.
kurcze chyba na jakąś wyrodną wyszłam w tym komentarzu ;)
dodam tylko że z wyboru zostaje w domu z synkiem. Mimo chwil zwątpienia wiem że wykonuję bardzo ważną pracę. Wkładam w to całe serce, choć czasem zmęczenie bierze górę.
Ja z tych mam jestem co nie oddadzą dziecka w ręce opiekunki - jakoś tak mam. O żłobku już nie wspomnę.
Zauważyłam taki stereotyp : "matka domowa" - zaganiana, zapracowana, zmeczona ; matka pracująca - szcześliwa, wypoczeta (odpoczywa w pracy). Do wszystkich matek wybierających sie do pracy - to dobry wybór (bo wasz) ale.. nie jest różowo. I nie chodzi tylko o to że tęskni sie za dzieckiem i traci pewne ważne chwile, i nie tylko o to że traci sie kontrole co mały je, pije ile śpi. Opiekunki bywają podobno różne.. babcie są cudowne i kochają wnuki ale.. "wiedzą lepiej" od nas jak maja sie nimi zajmować.
OdpowiedzUsuńChodzi głównie o to że praca to jest praca, po pracy kobieta bywa zmęczona, wraca do domu i swoje treba zrobić.. czyli jednym słowem praniesprzątaniegotowanie.
Lepienie pierogów o północy lub niedzielne prasowanie to chleb powszedni pracujacych mam Chyba że kogoś stać na pomoc domową lub ma mamę-anioła co ugotuje obiad(moja przez pewien czas gotowała)
Maluchy tez reaguja róznie na naszą nieobecność. Po pierwszym dziecku wróciłam do pracy po 5 mięś. I przesypiający już całą noc niemowlak gwałtownie przestał w nocy spać. A jak spał to tylko z moim cycem w buzi. Wstawałam rano zmeczona i przez cały dzien marzyłam o spaniu. Jak to dobrze że prace mam miłą, mało stresujacą i nie zależy odemnie czyjeś życie lub zdrowie. Bo jakbym była np. lekarzem...
Dzieki Wam za wpisy,szczególnie Kindze :-)
OdpowiedzUsuńMarze chocby o weekendzie z mezem, odpoczynku wsród znajomych, głosnym smiechu,ksiązce,przespanej nocy...Takie mam marzenia.Na dzien dzisiejszy nierealne, z dzieckiem nikt nie kwapi sie zostać.Może za rok?dwa?A teraz czas naprawić klawiature bo młody wyskubał k i m...
Ja na pewno wracam do pracy po macierzyńskim i jestem raczej z tych co to nie wyobrażają siebie siedzącej w domu z dzieckiem (chociaż ta praca to wcale nie jest spełnienie moich marzeń:)
OdpowiedzUsuńI przyznaję, że tak jak Kinga, siedzenie w domu nie mobilizuje mnie do niczego - bo po co brać prysznic z rana jak można o 12 i po co się malować dla dziecka...a wczoraj złapałam się na tym, że pomyślałam sobie że za bardzo wystroiłam się na spacer - a wszystko przez to że traci się poczucie "odpowiedniości" - skoro cały czas jestem w ciuchach sportowych to spódnica kolczyki i fajna bluzka wydają mi się wyskokiem:)))
Egoizmu wiecej potrzeba, a czasem dyplomacji. Jak chciałam iść z koleżankami po pracy do knajpki to powiedziałam tęściej że zostaje dłużej w pracy bo mam słuzbowa impreze. Nawet bardzo sie z prawda nie minełam - knajpka jest w tym samym budynku a kumpele z pracy.
OdpowiedzUsuńBabci można powiedzieć "tak bym chciała by lepiej was poznał.. kontakt z dziatkami jest bezcenny.. może zostawic go na popołudnie.."
Nie ma co liczyc że ktoś zatroszczy sie o twoje potrzeby wypoczynkowe lub towarzyskie.. musisz zawalczyć o to sama. Twoje marzenia nie sa takie nierealne jak myslisz...
PS. przepraszam za literówki.. jakoś tak .. same sie robią.. z pośpiechu..
OdpowiedzUsuńWrocilam do pracy - ktora uwielbiam - po 6 mcach. Na poczatku na 2/3 etatu a pozniej na stale. Oszalalabym bez pracy. Matylda (15 mcy) jest tak przyzwyczajona do moich wyjazdow sluzbowych (bo pracuje w Londynie, mieszkam z wyboru w Warszawie) ze nie stanowia dla niej zadnego problemu. Radosnie macha mi na pozegnanie - bo nigdy nie ukrywam, ze wychodze czy wyjezdzam i zawsze mowie - kochanie, mama jedzie do pracy i wroci wieczorem/jutro/za 3 dni. I radosnie mnie wita jak wracam. I ma szczesliwa matke w domu, ktora spelnia sie zawodowo i kocha swoja corke najbardziej na swiecie.
OdpowiedzUsuńchyba każde dziecko inaczej na to reaguje, moja Krewetka z jednej strony jest bardzo uczuciowa, przytulna, czasem mnie rozczula do reszty, gdy bierze moją rękę i głaszcze się nią po buzi:)) ale z drugiej strony jest bardzo spragniona kontaktu z innymi ludźmi, zagaduje, uśmiecha się, zaczepia na spacerach, autobusach, gdzie tylko może. 15 miesięcy ma, więc to kiszenie się w domu wychodzi mi już lekko bokiem, ale robię różne twórcze rzeczy przez ten czas:) ostatnio dopiero, co prawda, ale i tak załapałam się na bycie, jak to któraś z Was tu napisała, taką sfrustrowaną, podenerwowaną mamą.
OdpowiedzUsuńchyba tak jak zawsze - trzeba patrzeć na dziecko i ewentualnie wyrwać mu ten jakiś mały fragment z naszego życia, na którym nam szczególnie zależy, ono też musi się jakoś nagiąć lekko. odpowiedzialność i konsekwencje spadają na wszystkich, może nie po równo, ale zawsze.
chyba, że zajdzie metaforyczna wysypka czy uczulenie :) (jakieś lękowe reakcje u dziecka)
ja po pierwszym roku siedzenia w domu miałam serdecznie dość. myślałam, że zwariuję.
OdpowiedzUsuńjeszcze docinki, że mąż zarabia a ja nie, więc w razie co bez niego nie dam sobie rady... eh szkoda gadać.
Bartek ma 27 miesięcy. a ja nadal w domu.
mieszkam w małym miasteczku, gdzie jest 1 żłobek (o którym słyszałam za dużo złego) i o nianię ciężko...
do tego jeszcze studiuję zaocznie (właśnie przerwałam naukę do obrony mgr... heh, kiedyś trzeba znaleźć na to czas, nie?) i muszę, chcę skończyć naukę.
chciałabym jeszcze pójść na podyplomowe, ale raczej finanse nie pozwolą a od rodziców już nie chcę dłużej brać. i mając tą świadomość, że zamykam właśnie jakiś rozdział, że za tydzień będę już tylko mamą, już nie studentką i jeszcze nie pracującą, przeraża mnie.
choć bycie mamą dla mnie jest cudowne i choć mam zazwyczaj ugodowe dziecko, to jednak siedzę już 2 lata w domu i jeszcze czeka mnie 3 rok :(
brakuje mi spełnienia zawodowego. ale nie chcę dawać synka do żłobka. może gdyby było więcej takich placówek w mieście? może gdybym słyszała więcej dobrego o tej istniejącej placówce? może... ale nie ma, nie słyszałam... więc próbuję się teraz oswoić z myślą, że siedzę w domu i że czeka mnie rok bezczynności. na szczęście te 2 lata miałam jednak jakieś zajęcie.
Witam! Podpisuję się obiema rękoma i nawet nogami pod Twoim postem! Zgadzam się z tym, że dla potencjalnego pracodawcy matka z małym dzieckiem to tylko problemy (najczęściej wyimaginowane). Jestem w podobnej sytuacji co Ty, tyle że nie z własnego wyboru. Mnie, w momencie poinformowania pracodawcy o ciąży, powiedziano że w takim razie powinnam kontynuować zwolnienie lekarskie do rozwiązania, a umowa samoczynnie wygaśnie z dniem porodu. Wcześniej byłam chwalona za swoje wyniki pracy, miałam (wydawało mi się wtedy) ogromne poparcie w osobie mojego przełożonego i rokowania (w końcu) na umowę o pracę na stałe. Niestety, srogo się pomyliłam! Firma informując mnie o zmianie która mnie czeka, wybrała najmniej elegancki sposób przekazania tej informacji: telefonicznie i to jeszcze bez podania przyczyny. Po tym telefonie już nikt ze mną nie zamienił słowa, nawet gdy odbierałam swoje rzeczy z firmy! No ale za firmą kodeks pracy!
OdpowiedzUsuńAle wracając do sytuacji matek małych dzieci na rynku, które chcą znaleźć nową pracę. To jest dramatycznie! Poszukuję aktywnie pracy od pół roku, chodzę na rozmowy rekrutacyjne zgodnie z moimi kwalifikacjami i doświadczeniem które zdobyłam przez lata pracy, przed ciążą. Mam wrażenie, że jak tylko wspominam o dziecku to od razu rozmowa staje się mniej przyjemna. Nie chcą dowierzać, że mam zagwarantowaną opiekę nad dzieckiem i nie będzie to wpływać na moją efektywność w pracy! Zastanawiam się, czy nie zacząć szukać pracy na niższym stanowisku, z mniejszą odpowiedzialnością lub wręcz żadną, tylko po to aby załapać się gdziekolwiek. Ciągle rozmyślam, o tym jak będzie trudno gdy skończą się oszczędności które miały starczyć na rok bez pracy, abym mogła spokojnie poświęcić się dziecku. Staram się nie załamywać i myśleć pozytywnie, ale ciągłe rozmowy w domu o pracy i o topniejących oszczędnościach mnie wyprowadzają z równowagi. Chcę do pracy, potrzebuję wyjść do ludzi, potrzebuję własnego życia i płynności finansowej :) I boję się przyszłości...
Witam.
OdpowiedzUsuńTeż mogę się podpisać pod tym postem, niestety......
Jestem mamą (2,5 rocznej energicznej dziewuszki) szukającą pracy.
Na domiar złego, mieszkającą z dala od bliskich, którym można by było w razie potrzeby "podrzucić" Królewnę.
Niedawno byłam na rozmowie w sprawie pracy i prawie na dzień dobry usłyszałam to, o czym mowa była w poście: " na mamy małych dzieci patrzy się tu niechętnie..."
Nasuwa się pytanie CZY KIEDYŚ TO SIĘ ZMIENI???? !!!! Czy zmieni się dyskryminacja kobiet mających małe dzieci???
Pozdrawiam wszystkie mamuśki szukające pracy.
Trzymam kciuki. Powodzenia! :)
Post opublikowany dawno. Dziwi mnie znikoma ilość komentarzy od mam, które szukają pracy. Nie ma zatem problemu? Czy my, mamy szukające dopiero pracy, jesteśmy w mniejszości? Czy dziecko przed karierą lub chociaż ustabilizowaną sytuacją zawodową jest dzisiaj szaleństwem i "nikt rozsądny tak nie robi"? A może pracodawcy zatrudniają bez względu na sytuację rodzinną i historie mam, które pracy nie dostały pracy są zmyślone i przesadzone (w co wątpię)?
OdpowiedzUsuń