niegrzecznemamuski.blogspot.com

czwartek, 22 lipca 2010

... - temat z maila

W dobie totalnego perfekcjonizmu, o którym ostatnio tu mowa coraz częściej zaczęłam się zastanawiać, czy to aż tak ważne. Czy ja muszę być doskonała w każdym calu? Czy moje mieszkanie musi być błyszczące każdego poranka już po godzinie 8:00? Czy moje dzieci muszą być wychuchane, wydmuchane, zawsze idealne? Czy moje życie musi toczyć się bezproblemowo? Idealne małżeństwo, idealna rodzina, idealna ja?

A jeśli tak nie jest, to co wtedy? Czy jestem mniej fajną mamą i żoną przez to, gdy:
moje dzieci rozrabiają ile się da,
brudzą na każdym kroku,
smarują szyby, bo na dworze piesek idzie,
zjadają tapetę, bo pewnie źle była przyklejona :/
w mieszkaniu nie zawsze idealny porządek,
wszędzie porozrzucane zabawki, których już siły nie mam zbierać po raz kolejny,
obiad nie zawsze z dwóch dań plus deser,
i oczywiście ja, ta która urodziła dwójkę dzieci - oczywiście w sporym odstępie czasu, jednak braki do ideału są. Włosy i paznokcie słabe - dzieci zabrały to co najlepsze, skóra wiecznie jakby nienawilżona, brak czasu i dodatkowych finansów na wizytę u kosmetyczki, nie mówiąc już o dniu w SPA, który byłby chyba spełnieniem marzeń każdej z nas. I oczywiście moja figura. Zamiast pamiętnej wagi z dalekiej przeszłości 56 teraz ogromne 76 i pytania czy przypadkiem trzeciego dziecka się nie spodziewam, czy oby już nie czas na "zadbanie" o siebie, bo ileż można z taką nadwagą, czy oby za krótko piersią nie karmiłam, bo wtedy by spadło szybko i więcej... i tak bez końca. Są kobiety, którym zazdroszczę, gdy po porodzie ze szpitala wychodzą wręcz z figurą modelki, po roku dochodzą do siebie czy nie mają żadnych problemów z rzuceniem wagi. U mnie jest wręcz przeciwnie - pierwsza ciąża +20kg po 7 latach doszłam do siebie, przy drugiej miało być lepiej i mniej - niestety +30 zawitało :( Część poszło w zapomnienie , niestety reszta została ze mną i się nigdzie nie wybiera i co zrobić??? Dość siły i czasu już mam na drakońskie diety i ćwiczenia, przez które siły z dziećmi na plac zabaw nie mam. Ciągłe myśli o tym czy oby nie jest mnie za dużo... czy każdą gazetę, którą wezmę do ręki i zacznę czytać - porad milion znajdę jak być idealną na wiosnę, modelek wychudzonych i wyretuszowanych w photoshopie cała masa - idealne ciało - idealne diety - idealne ćwiczenia - idealna będziesz Ty!!!

Czy dręczą Was podobne rozterki? Czy nie sądzicie, że ideały, które są koło nas i które nas otaczają - niekiedy dobijają? Czy nie uważacie, że parcie na bycie perfekcyjną w każdym calu - zwłaszcza ciała potrafi dobić tak, że nie macie ochoty wychodzić z domu? Jestem ciekawa Waszego zdania - bo moje o sobie samej w tej kwestii chyba już jasne :)

Iwona :)

19 komentarzy:

  1. Zaczne od wagi.. kiedy na wiosne osiagnełam 75 kg poczyłam sie strasznie. I do tego te uwagi najbliższych.. "przytyłaś W TWOIM WIEKU musisz sie pilnować, potem tak trudno zrzucić" "mój ty wielorybku kochany". Kazałam im sie odczepić.. ale 75 kg cięzko troszeczkę nosić. W zadne diety-cud nie wierze, na areobik lub/i basen nie mam czasu. Ale na poczatek odstawiłam bułeczki na drugie śniadanie, ograniczyłam ciasteczka, przeniosłam kolacje na wcześniejsza godzinę... intensywny urlop i jest 69 kg hurra!!! Problem - czy to utrzymam. Trzymaj za mnie kciuki a ja bedę trzymać za Ciebie.
    Co do reszty.. jakoś tak nie wierze w istnienie "pań perfekcyjnych", wierze natomiast w marketing typu "bo ja to mam zawsze wysprzatane" "bo ja prasuje pranie zaraz po zdjęciu" "nie gromadzę brudnych naczyń"... może czasem to i prawda, tylko kto to sprawdził i kiedy... i ciekawe czy pani Idealnieczystepodłogi ma czas przeczytać książkę.
    Uwielbiam kuchnie mojej przyjaciółki - bo panuje w niej taki sam rozgardiasz jak w mojej.
    Dwudaniowy obiad to gotuje czasem w niedziele. A czasem nie gotuje wcale - mąż tez potrafi.
    W sobotę jak mam wybrać sprzatanie lub zrobic cos fajnego z dzieckiem staram sie wybierać dziecko. Zresztą sprzatanie przy dwojgu dzieciach to syzyfowa praca. A starszy już kilkakrotnie nadmieniał iż on woli żyć w chaosie.
    Podobno dzieci dzielą sie na czyte i szczęśliwe. Zwłaszcza teraz latem niech sie brudzą dowoli byleby wymyte kładły sie spać a rano dostały czyte ubrania.
    Na kolorowe gazety na szczęście nie mam czasu.. a siebie samą w fotoshopie odchudzić i wyretuszować potrafię..
    Najbardziej dołuje mnie fakt, że w sklepach cuchy na które mam ochotę kończą sie rozmiar mniej niz ja nosze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tą wagą po ciąży to rzeczywiście jest problem. Po publikacji w jednej z gazet zdjęć kobiecych ciał zmienionych po ciąży zrobiło się wokół tego tematu trochę szumu, ale nie dość chyba. W telewizjach śniadaniowych poruszano ten temat. Co z tego kiedy zapraszano do tych "pogaduszek" szczupłe osoby. Poza jedną panią, która mówiła że miałam problem, że było jej trudno wrócić do formy, to inne panie wypowiadały się w tonie: "to prawda, że ciało się zmienia po ciąży i trudno jest wrócić do wagi, co prawda ja nie miałam takiego problemu, ale moja koleżanka miała ...". Ble, ble, ble ...
    Oczywiście karmienie piersią pomaga, ale w racjonalnym zrzuceniu wagi, a nie ekspresowym. Poza tym nigdzie się nie mówi o tym apetycie na jedzenie przy karmieniu piersią. Ja jestem cały czas głodna. Młoda ma pół roku i jak nie zjem kolacji, to rano jest mi słabo z głodu i czuję się wysuszona na wiór (jedno karmienie w nocy).
    Mam szczęście, bo po obu ciążach wróciłam szybko do starej wagi (około 4-5 miesięcy), ale nie było łatwo. To się nie stało samo. Było okupione wyrzeczeniami i potem (ćwiczenia). Starałam się, bo czułam że muszę. Bo wszędzie słyszę, że to łatwe. Bo wystarczy "nie obżerać się". Skutek jest taki, ze może dobrze wyglądam, ale cały czas myślę i gadam o odchudzaniu. I wkurzam się, bo poza dziećmi i jedzeniem mam jeszcze inne zainteresowania ;).
    Oczywiście są osoby, którym udaje się łatwo wrócić do starej wagi po ciąży. I zadaje sobie sprawę, że umiarkowanie w jedzeniu i aktywność fizyczna pomaga, ale to nie zawsze jest takie proste.
    I tu dochodzimy do sedna sprawy. "Pani z telewizji" ma trochę inne zarobi niż większość z nas, żyje w wielkim mieście i ma nienormowany czas pracy. Jeśli przed ciążą inwestuje dużo czasu i pieniędzy w wygląd, to tak samo musi robić w ciąży i po niej.
    Mnie nie stać na prywatnego dietetyka i trenera, który mnie będzie mobilizował do ćwiczeń. Dlatego jest mi trudniej.
    W idealność nie wierzę. Oczywiście dla każdego co innego jest ważne i niech mu będzie. Wiadomo, że są osoby, które nie mogą się zrelaksować jeżeli w ich otoczeniu jest brudno i dla nich sprzątanie jest ważne. Jeśli ktoś uwielbia gotowanie, to dla niego stanie nawet 3 godziny przy kuchni, to przyjemność i ok niech mu będzie. Przykłady można mnożyć. Ale czy da się wszystko mieć dopięte na ostatni guzik? W to nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym karmieniem piersią i naszą wagą faktycznie bywa różnie. Jedne chudna na potęgę inne wręcz przeciwnie. Faktem jest, że biust sie powieksza, co dla osób mających i tak niemały stanowi problem (estetyczny i praktyczny).
    Momentem krytycznym dla mojej figury było nie samo karmienie, ale kilka tygodni po jego zakończeniu. Wilczy apetyt pozostał a nikt nie odsysał nadmiaru kalorii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście z tymi ubraniami jest problem i lekkie załamanie. W pracy wszystkie dziewczyny szczupłe laski bez żadnych boczków a ja 56kg i robię dramat bo mam obfitą pupę i boczki!! Myślicie że jestem głupia bo 56kg to dobra waga ale uwierzcie 56kg to ja pod koniec ciąży ważyłam a moja waga wyjściowe to 47kg! Byłam zawsze szczupła i wchodziłam bez problemów w xs a teraz mogę o tym pomarzyć. Czuje się bardzo źle z tymi bokami musiałam większość ciuchów oddać siostrze a mama " a ja w twoim wieku to mniej warzyłam" presja wagi jest okropna!! A sklepu z ubraniami są tylko dla szczupłych lasek.... Niestety jak założę coś obcisłego odznaczają się boki!! Karmić piersią przestałam po tygodniu bo po pierwsze zanikł mi pokarm po cesarskim cięciu( u nas w rodzinie to normalne) a po drugie ważyłam 45kg i ciągle chudłam.. Skończył się pokarm... ale wilczy apetyt został:( Ciągle mówię że się odchudzam albo że będę się odchudzać ale słowa i czyny nie idą w parze! Co do ideału to różnie z tym bywa, lubię porządek i wyprasowane rzeczy może nie zaraz po wysuszeniu ale wieczorem jak dziecko śpi, mały jest grzeczny więc nie mam problemów z utrzymaniem porządku, obiadów nie gotuje wcale bo nie lubię i nie umie gotuje MAMA:)Na paznokcie i fryzjera mam czas- sama sobie robię tipsy jak mały już śpi!SPA pozostawiam w zasięgu marzeń- przynajmniej na razie. Nic nie jest idealne ale jeśli miła bym wybierać porządek a spędzenie czasu z dzieckiem na zabawie wybieram dziecko!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, ania, nie czepiaj sie tak tych pań z telewizji. Większosc z nich jednak nie ma prywatnego trenera a zapierdziel każdego dnia i brak czasu na jedzenie.

    Ja bylam szczesciarą, schudłam duzo karmiąc. Po zakończeniu karmienia wazyłam mniej niz przed ciążą. Ale nic z tego, odbiło się po tym jak skończyłam. Nie trzeba miec kasy i niewiadomo czego ;) Taka prawda, że najłatwiej ponarzekac ze nie ma sie czasu na cwiczenia a ograniczenie jedzenia niemozliwe bo przeciez głodować nie bede. Od 2 tygodni biegam codziennie/co drugi dzien wczesnie rano. Ograniczylam lekko słodycze i tłuste. I czuje sie o niebo lepiej. Wiec jesli ja - leniwiec jesli o sporty chodzi i wielki fan słodyczy mogę się przekonac i polubic (a ciężko nie polubić biegania po pustych polach kiedy mgła i rosa unosi się i słonce ledwo wstało), to laski - tez mozecie ;)

    Perfekcyjnie u nas nie jest, nie ma czasu na sprzątanie, gotowanie, więc jest jak jest, chciałabym żeby było lepiej - pewnie. Ale wtedy nie byłoby wypadów za miasto, wyjscia na basen, do kina czy knajpy. nie byłoby czasu. dlatego trzeba czasem przeboleć góre prasowania, prania i wyjść ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobra, wiem, że może trochę złośliwie wyszło, z tymi "paniami z telewizji" (chodzi mi o nasze celebrytki). To oczywiście uogólnienie. Chodzi mi o to, że te osoby, które są podawane za przykład jak szybko wróciły do formy, najczęściej miały sztab ludzi do pomocy i nie ukrywają tego.
    Przemawia przeze mnie frustracja, bo teraz mam czas na długie spacery (dwa razy dziennie), ćwiczenia na brzuch kilka razy w tygodniu (10 minut - płyta z ćwiczeniami na brzuch z drogerii Natura - polecam). Obawiam się, że będzie jednak trudniej znaleźć na to wszystko czas, gdy wrócę do pracy (przerabiałam to przy pierwszym dziecku). Oczywiście wszystko jest kwestią organizacji, wiem o tym. Może się jednak zdarzyć, że jedyna aktywność na ją będzie mnie stać w ciągu tygodnia to będzie gimnastyka przy desce do prasowania :).
    Może będzie cudownie i uda mi się znaleźć czas na wszystko, nie wykluczam tego.
    Dobrze, a teraz idę wykonać moją porcję brzuszków póki moje małe cudo jeszcze śpi :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Są takie techniki ćwiczeń z małymi dziećmi ;) A one zazwyczaj lubią kiedy mama leży na podłodze, trzyma je w powietrzu i robi 'coś' ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. wracając do perfekcyjnego sprzątania... moje starsze dziecko przeprowadzilo ze mną poważną rozmowe (!!!) ... zarzucił mi dążenie do idealnie posprzatanego mieszkania.. i to kosztem czasu, który mogłabym im poświęcić. Cyt. "tyle razy ci mówie - nie sprzataj, odpocznij.. bedziesz wtedy mmiej zmęczoma i milsza dla nas". Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jest łatwo zrzucić kilogramy, chociaż ja generalnie wróciłam do wagi sprzed 2 ciąż po sobie, ale mój brzuch pozostawia bardzo wiele do życzenia, noi zostały też boczki, generalnie nie są takie złe i chcę je zaakceptować, nie będę z nimi raczej walczyła, ale brzuch... Od września wykupuję karnet na fitness i może basen. Wiem że sama w domu nie narzucę sobie dyscypliny, a muszę coś z tym brzuchem zrobić i zajmie mi to pewnie z dobry rok :-o

    OdpowiedzUsuń
  10. nie mam takich rozterek
    po urodzeniu drugiego dziecka pozostało mi nadprogramowych 6kg, które pokochałam jak swoje własne:) Uwielbiam jeść i nie zamierzam sobie tego odmawiać
    Jestem bezczelnie zadowoloną z życia babą:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widocznie kluczem do szczęścia jest samoakceptacja.. Może masz racje Libra - nic na siłe...

    OdpowiedzUsuń
  12. Drgie kobitki ..ideały sa nudne . Podobał mi sie tekst z jednego filmu , w którym bohaterka stwierdziła ,ze od 18 lat jest na diecie i od 18 lat je4st wściekla ...coś w tym jest . Ja urodziłam bliźniaki , coprawda przytyłam tylko 11 kg i teraz waże tyle co przed porodem ale 58 cm w pasie poszło w zapomniwenie alwe za to mam maluchy. Poza tym kobitki wystarczy pójśc na plaże i tam do ideału wszystkim daleko , wieć gdzie te ideały ...chyba tylko w gazetach i tv . Mieszkanie jest dla nas a nie my dla mieszkania a dzieci musza być szczęśliwe a nie idealne ...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Brawo dla Libry!Samoakceptacja to jest to...ale fakt, gazety, tv a czasem koleżanki potrafią zdołować, szczególnie kiedy gadają o odchudzaniu a są takie chude!!!Ale ja sobie tłumaczę,że ideały są różne- i mam na mysli ideały na różnych polach-ja np bardzo rzadko gotuję bo tego nienawidzę ale jestem zaradna, mądra, dobra,pracowita i to jest dla mojego męża ideał, dla mojego tescia lepsza byłabym gotująca i siedząca w domu...a moje szczupłe koleżanki nie są dla mojego męża sexy bo maja zbyt małe piersi a moje sie tak fajnie pieści...Moje ciało i moje psyche są tak silne po porodzie i po tych prawie 3 latach orki przy dziecku, pracy,i długi czas utrzymywaniu rodziny ,że jestem atrakcyjna i idealna-dla męża,dla mojej siostry, dla samej siebie!
    Bycie idealnym jest możliwe- ale w obrębie wyznaczonych granic, nie we wszystkim i dla wszystkich! Gotujecie pyszną pomidorową?Umiecie wyprasować idealnie meską koszulę?ja nie i dobrze ,i z tym. Ja potrafię-jak wspomniałam-utrzymac rodzinę i odłożyc na konto, i jest to mój mały sukces i powód do dumy, ale pomidorowa albo pyszne naleśniki są równie ważne i mogą określać ideał :-)Wyznaczajmy sobie granice, w obrębie których nasza "idealność" da się zamknąć!

    OdpowiedzUsuń
  14. dręczyły mnie podobne myśli... w prawdzie dziecko jedno, kilo trochę mniej przybyło w ciąży, ale po porodzie znikło tylko 6. i właściwie "piękne" 80 towarzyszyło mi bardzo długo... ostatnio zawitało 75 i wiesz, cieszę się! bardzo, bo to zawsze mniej. liczę, na to, że jakimś cudem uda mi się w tym roku kupić rower i wtedy będzie może trochę mnie :P

    ale ostatnio zauważyłam zmiany w sobie. już nie szukam w sobie tego, co złe. 75kg? co z tego, zawsze to mniej niż 80.
    zauważyłam też, że dobrze wyglądam w krótkich spodenkach, że odpowiedni krój spódnicy mini też jest dla mnie dobry. mimo, że czasu brak, to lubię się malować. może nie robię tego profesjonalnie, ale dowartościowuje mnie to. zauważam, że jestem kobietą. wartościową.
    i nie tak do końca nieatrakcyjną, jak myślałam wcześniej. co mi też dużo daje w sferze intymnej, ale to już inny temat.
    moja wartość w moich oczach podnosi się.

    a mieszkanie? no, cóż jestem bałaganiarą. i to okropną. ale staram się.
    a zabawki? trudno, wszędzie jest ich pełno. i nie zawszę mogę nad nimi zapanować.
    szyba od balkonu wiecznie upalcowana. trudno, nie będę jej myć co 10 minut. raz dziennie, albo raz na 2 dni wystarczy.
    obiady? lubię gotować. i to bardzo. ale kto by zjadł 2-daniowy obiad?! my nie potrafimy tak jeść. więc zawsze jest tylko 1 danie. no, czasem od święta, jak rodzinę na obiad zapraszamy to są te 2 dania. i co w związku z tym? czy synek niedożywiony jest? nie. wręcz przeciwnie. pogodny, pełny energii i zawsze ma miejsce na swoje ukochane owoce, które może pochłaniać non stop!
    ideały... hmm... po porodzie chciałam być idealna, chciałam ale nie wyszło. zbyt wiele się pozmieniało u mnie i w mojej psychice. teraz już nie dążę do rzeczy, których nie mogę osiągnąć. staram się cieszyć każdym dniem, każdym osiągnięciem dziecka, jego uśmiechem.

    jeśli mój synek cieszy się, że mnie widzi i jest pogodny, to chyba dla niego jestem idealna.

    jeśli mój mąż nie narzeka tyle ile by mógł, jeśli chce ze mną być mimo moich wad i straszliwie ciężkiego charakteru, to chyba taką mnie chce :)

    no i jeśli ja w końcu zaczęłam się dobrze czuć ze sobą, to chyba najważniejsze.
    chyba przestałam wariować z powodu pewnych tematów.

    OdpowiedzUsuń
  15. mi po ciąży w tej chwili z rozmiaru 38/40 został 42 :) i dopóki karmię piersią nie będę się tym aż tak mocno przejmować, bo dieta odchudzająca matce karmiącej nie służy ;) Już nie marzę o tym by ważyć 53/54kg - taka była moja normalna waga. Teraz mam 63 i jakbym schudła kiedyś z czasem do 58 byłabym przeszczęśliwa, ale z drugiej strony nic na siłę.
    A co do porządkowania domu - jak nie sprzątane dziś to sprzątnę jutro :) robota nie ucieknie :D

    OdpowiedzUsuń
  16. kasica 63 to piękna waga! Ile z nas chciałoby tyle ważyc ;)

    Essi co do tej balkonowej szyby, ja utrzymuje że to są artystyczne mazy dziecka mego które stanowią dzieło sztuki w mieszkaniu. A jak mam dość opuszczam roletę ;) Na szczescie ją mam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Essi - myjesz szybe balkonową RAZ DZIENNIE i uważasz, że jesteś bałaganiarą.. Chyba jednak mnie bardzo daleko do doskonałości.. wpadne w kompleksy.. :-))
    A poważnie to napisałaś coś bardzo trafnego o wyglądzie (krótkie spodenki i odpowiedni krój spódnicy). Waga-wagą... a odpowiednio dobranym strojem można sobie uroku dodać lub ująć.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziewczyny olać to, waga rzecz nabyta raz wzwyż raz spada :) I co z tego, ja tam mam 6 kilo na plusie po ciąży, póki co odstawiłam słodycze, ale jak mam mega ochotę to co tam zjem sobie :) zamierzam zacząć ćwiczyć, ale tak dla przyjemności, bo ja nienawidzę robić czegoś pod przymusem. Jak zaczynam myśleć od odchudzaniu to waga ani drgnie. Więc mówię sobie, olać to!!! No to jak to oleję to może spadnie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja już z pół roku nie wchodzę na wagę, bo i po co mieszczę się w rzeczy mniejsze niż w czasie ciąży więc jest cool a po co mam się stresować. I tak nie będę ważyć gdy miałam 20 lat, gdyż nie mam ochoty dziennie męczyć mój mózg tym co zjadłam i w jakich kaloriach itd... wolę za ten czas poczytać dobry kryminał, przynajmniej mózg pracuje z przyjemnością. A co do perfekcjonizmu, to jest to tylko zasada, do której układamy swoje zasady, wtedy wychodzi porządek, który z reguły dla większości jest nudny, więc jest więcej bałaganu, gdzie większość z nas się do tego przyznaje ;-))

    OdpowiedzUsuń