niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 5 lipca 2010

z dzieckiem w kościele - temat z maila

W ostatnią niedzielę postanowiłam wybrać się z moim niespełna 2 letnim synem do kościoła, uznawszy że jest to odpowiedni moment na bardziej systematyczne uczęszczanie do kościoła z dzieckiem. Sama nie należę do osób super praktykujących, ale jednak postanowiłam wychować dziecko w wierze katolickiej, a potem w starszym wieku samo wybierze swoją drogę.
Wybraliśmy naszą parafię blisko domu i mszę dla dzieci i wyruszyliśmy pełni zapału oraz pozytywnego nastawienia. Wchodząc do kościoła widziałam kilka wózków oraz małych dzieci, a więc nie spodziewałam się tego co się wydarzyło potem. Pomijam fakt, że już kiedy mój syn zaczął się wiercić w wózku, schodzić, wychodzić z niego, biegać, chodzić tam i tu czułam na sobie nieprzychylne spojrzenia osób w różnym wieku począwszy od osób w moim wieku, również z dziećmi (tylko spokojnymi :-o), a skończywszy na osobach starszych, które do kościołą przyszły same. Tylko jedna Pani ok. 50-tki uśmiechała się do mojego syna oraz do mnie.

A więc sytuacja rozwinęła się następująco. W czasie kazania podeszłam z moim synem przed ołtarz, gdyż tam wyszedł ksiądz i zawołał do siebie dzieci. Bardzo mu się tam spodobało, siadał sobie na schodkach przy ołtarzu itp., niestety dziecko jak to dziecko po skończonym kazaniu nadal chciało zostać przy ołtarzu, a nie wracać na swoje miejsce. Ja jako Niegrzeczna Mamuśka :-) oraz jeszcze jedna matka pozwoliłyśmy aby nasze dzieci kręciły się wokół ołtarza, za co:
a) tej drugiej matce jakaś starsza Pani zwróciła uwagę żeby zabrała stąd dziecko
b) a ja nagle słyszę głos księdza z ambony, żeby zabrać te dzieci z okolic ołtarza.

Nasze dzieci w ogóle nie hałasowały, nie płakały tylko po prostu były w ciągłym ruchu przy ołtarzu - tak naprawdę moje dziecko zaczęło płakać dopiero wtedy kiedy usiłowałam je zabrać spod tego ołtarza, wtedy dopiero naprawdę zaczęło przeszkadzać innym modlącym się. Ja chcąc uniknąć dalszego potoku łez i krzyku wyszłam z kościoła - i na tym skończyło się nasze uczestnictwo we mszy świętej. Na domiar złego na zewnątrz kościoła nie było głośnika, przez który można by było słuchać mszy.

Była to msza dla dzieci i osoby które przyszły bez dzieci powinny sobie z tego zdawać sprawę a ksiądz powinien na to uczulać ludzi. A z kolei ksiądz powinien sobie zdawać sprawę że dziecko jest tylko dzieckiem, jedno przesiedzi spokojnie w wózku całą mszę a inne nie - tak po prostu jest. Mam poczucie że my rodzice małych dzieci nie za bardzo mamy czego szukać w kościele jeżeli nasze dzieci nie zachowują się idealnie i zgodnie z zasadami - a przecież one dopiero uczą się tych zasad i odpowiedniego zachowania w kościele, sklepie, restauracji, urzędzie itd. Jeżeli z nim nie będę chodziła w te miejsca to przecież nie nauczy się odpowiedniego zachowania.

P.S. Byłam raz na mszy świętej dziecięcej u Dominikanów i nikt nie zwrócił mi uwagi że dziecko biega wokół ołtarza, a tym bardziej ksiądz. Moje dziecko było wtedy jeszcze mniejsze, miało około roku.

Peace
Dag

27 komentarzy:

  1. tiaaa milosc blizniego, tolerancja, pokój - jak się patrzy ;)
    ...ale i tak najlepsi są księża wygłaszający swe życiowe mądrosci na naukach przedmałżeńskich :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam podobną przygodę. Teraz chodzę do kościoła na mszę dla przedszkolaków (na szczęście jest takowa w pobliskim kościele, który nie jest moją parafią) albo na mszę do kościoła gdzie są głośniki na zewnątrz (na szczęście mam taki w pobliżu). Generalnie zauważam, że "świętym" osobom w kościele przeszkadza już samo jeżdżenie wózkiem w nawach bocznych kościoła (bo przecież wózek skrzypi w czasie takiej jazdy). O dziwo takie osoby najczęściej nie słuchają uważnie czytań ani kazania, bo są zajęci klepaniem różańca w czasie mszy ;). Myślę, że zawsze był problem z ludźmi, którzy przychodzili na mszę dla dzieci lub młodzieży i nie podobała im się atmosfera na nich panująca.
    Ja zasadniczo nie pozwalam dziecku na głośne zachowanie w takich miejscach jak kościół czy restauracja (celowo wymieniam to drugie miejsce, bo słyszałam że jest pomysł żeby można było zabronić wejścia do niektórych restauracji rodzinom z dziećmi), bo rozumiem że może to przeszkadzać. Jednak w przypadku małych dzieci, trochę zawsze będzie je słychać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam podobną przygodę. Teraz chodzę do kościoła na mszę dla przedszkolaków (na szczęście jest takowa w pobliskim kościele, który nie jest moją parafią) albo na mszę do kościoła gdzie są głośniki na zewnątrz (na szczęście mam taki w pobliżu). Generalnie zauważam, że "świętym" osobom w kościele przeszkadza już samo jeżdżenie wózkiem w nawach bocznych kościoła (bo przecież wózek skrzypi w czasie takiej jazdy). O dziwo takie osoby najczęściej nie słuchają uważnie czytań ani kazania, bo są zajęci klepaniem różańca w czasie mszy ;). Myślę, że zawsze był problem z ludźmi, którzy przychodzili na mszę dla dzieci lub młodzieży i nie podobała im się atmosfera na nich panująca.
    Ja zasadniczo nie pozwalam dziecku na głośne zachowanie w takich miejscach jak kościół czy restauracja (celowo wymieniam to drugie miejsce, bo słyszałam że jest pomysł żeby można było zabronić wejścia do niektórych restauracji rodzinom z dziećmi), bo rozumiem że może to przeszkadzać. Jednak w przypadku małych dzieci, trochę zawsze będzie je słychać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo niby skąd księża mają mieć cierpliwość do dzieci, jak nie mają swoich? ;) a na naukach, fajnie jest się mądrzyć czysto teoretycznie...szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie by było nie rozpoczynać w tym miejscu całej dyskusji na temat tego jacy to księża są źli i jaki kościół beznadziejny jak to czyni ECH (pomijając fakt że to po porostu duże uogólnienie) - jest to raczej miejsce gdzie miałyśmy się dzielić swoimi doznaniami i przemyśleniami odnośnie bycia matką w dzisiejszych czasach. Osobiście polecam Dominikanów właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. tjaaaaaa

    oto linczek (dosłownie prawie), poczytajcie sobie komentarze. ja tam jestem jako kobiekcje.

    http://demotywatory.pl/1466810

    i wszystko w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może jednak księża powinni mieć dzieci...?
    Mój synek (1,4) przeraźliwie głośno "śpiewa" słysząc organistę. Pewnie chce go przekrzyczeć, bo ten fałszuje jak diabli.
    Myślę, że powinnaś zmienić teren. Są kościoły, w których dzieci są mile widziane i tam warto chodzić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. ps. - a u dominikanów zawsze są jacyś gramotni, faktycznie. ile razy tam byłam, zawsze było git. wspaniali ludzie, to co tworzą, naprawdę zbliża do Absolutu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już dawno stwierdziłam, że takie klimaty są nie na moje nerwy i moja mama ma zapowiedzianą edukację "kościelną" wnusi. Obie jesteśmy z tego powodu szczęśliwe :). Gdyby ktoś mi tak zwrócił uwagę na mszy dla dzieci, to długo szukałby swojego różańca... ;) Na szczęście jeszcze trochę czasu minie zanim mój Szkodnik zawita w kościele. Może do tego czasu znajdę cierpliwość...

    OdpowiedzUsuń
  12. A propos komentarza Kingi, której "mama ma zapowiedzianą edukację "kościelną" wnusi". Czy rodzice chrzestni Waszych dzieci chodzą z chrześniakami do kościoła?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja miałam kilka podejsc do koscioła z moim wtedy cos ponad 2 letnim synkiem ktory równiez nie usiedzi na miejscu i wymiękłam ale nie z powodu księzy. Pierwsza sytuacja mały kosciółek w naszej wsi moje dziecko oczywiscie bardzo zainteresowane tym co sie dzieje wpakowało się za ołtarz ja w panice pobiegłam po niego a ksiadz gestem pokazał mi ze mam go zostawic tam gdzie jest, tym sposobem moj synek całą msze spedzil za ołtarzem w ciagłym ruchu i choc nie przeszkadząło to ksiedzu ani nikomu to jednak dla mnie było zbyt stresujace juz widziałam oczyma wyobrazni jak zrzuca jakas donice z wielkim kwiatem itp itd, potem była proba z msza dla dzieci, w naszej parafii msze dla dzieci sa naprawde dla dzieci, ktore przez cala msze stoja pod ołtarzem i nikomu nie przeszkadza kiedy ktos niewlasciwie sie zachowa przynajmniej ja nie spotkalam sie z taka sytuacja ale wymiekłam z obawy ze moj synek zgine mi gdzies w tłumie bo te msze sa w duzym kosciele w ktorym sa dwa wyjscia a moje dziecie zbyt ciekawe swiata a ja za każdym razem kiedy traciłam go z oczu to juz panika, taka nadopiekuncza jestem.

    OdpowiedzUsuń
  14. To chyba wszystko zależy od księdza. Też chodzę na mszę dla dzieci, zawsze jest ten sam ksiądz, uwielbiany zresztą przez dzieci, a nawet i przez dorosłych. Na którejś mszy moja 2,5latka usiadła sobie w miejscu dla ministrantów -tuż obok księdza- wręcz się położyła, a następnie prawie leżała pod ołtarzem gdyż obrus był zakończony złotymi frędzlami i strasznie Jej się podobały i nikt kompletnie nie zwrócił mi ani córce uwagi. Gdyby ktoś jednak chciał to zrobić to odpowiedziałabym tylko, że "moje dziecko chce być po prostu bliżej Boga":) Samej staram się nie rozglądać po ludziach bo po co wyłapywać złośliwe spojrzenia. Nie ma co się przejmować komentarzami (za przeproszeniem) starych babć, mają tyle czasu, że niech sobie idą na inne msze. Bo wiadomo, że jak się będzie co chwilę strofować dziecko to zaś nie będzie chciało wcale chodzić! Ja mojej córce zabierałam nawet picie i paluszki do kościoła, wtedy przez chwilę siedziała cicho;)

    OdpowiedzUsuń
  15. @Mamo G., nasza przyszła chrzestna mieszka za granicą, ale do kościoła chodzi. Z córką będzie pewnie chodzić, kiedy będzie do nas przyjeżdżać na wakacje czy święta. Chrzestny niestety średnio jest zainteresowany naszą córką, chrztem a chodzeniem do kościoła już w ogóle. W naszej parafii wszystko co dzieje się "wokół" chrztu jest fikcją. Ksiądz wymaga od chrzestnych zaświadczenia, nie jak kiedyś o bierzmowaniu, ale o tym, że jest się dobrym katolikiem. Dostaje się je, kiedy ksiądz nie wie o tobie nic podejrzanego i kiedy pamięta cię z Mszy:). Czyli nie możesz być np. rozwódką, ale po ślubie kościelnym, jak w zaciszu domowym będziesz lać męża i dzieci, to i owszem. Ja takiego zaświadczenia nie dostałam, bo mieszkam bez ślubu i nie mogłam być chrzestną. Więc w efekcie na chrzestnych bierze się takich z "czystą kartoteką". Chrzestny ma tylko ślub cywilny, ale jest z dużego miasta, więc raczej nie będzie miał problemu z otrzymaniem takiego zaświadczenia. Ja byłam wypytana wszerz i wzdłuż o wszystko, a co śmieszniejsze, ksiądz już wszystko wiedział wcześniej... No i odmówił.
    Tak więc, ponieważ ja na mszy nie usiedzę /mam to od dziecka;) /, umówiłyśmy się z mamą, że to ona będzie malutką zabierać, kiedy przyjdzie na to pora. Z tym "zapowiedzeniem" to taki żart :). U nas msze są raczej przyjazne dzieciom, powinno pójść lepiej niż ze mną jak byłam mała. A co do chrzestnych, żałuję, że przez taką biurokrację miałam taki mały wybór.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mojego synka zabieram tylko wtedy gdy jest ładna pogoda i możemy stać na polu. Biorę wtedy paluszki, sok i jakieś autko. Tym oto sposobem mój skarb siedzi grzecznie w wózku, albo na rękach, u mnie czy męża. Nie potrzebuje wzroku starych dewotek które mogły by cie zabić bo dziecko marudzi czy płacze.
    Nie jestem zagorzałą katoliczką ale staram się małego brać na jakieś majówki czy procesje w boże ciało.

    OdpowiedzUsuń
  17. Troszkę odbiegając od tematu....

    procesja Bożego Ciała 2010 w dość sporym dawnym mieście wojewódzkim ... na samym końcu procesji maszeruje kilkanaście rodzin z wózkami, w tym ja z mężem i naszą wówczas 7 tygodniową Wiki...

    - idąca obok nas starsza pani zaczyna wymachiwać rękoma nad wózkiem, co ma na celu odstraszenie much i komarów od naszego maleństwa... patrzy na nas z pogardą dlaczego my tego nie robimy (owadów nie było zbyt wiele i znajdowały sie na budce a nie pod nią)

    - młode dziewczę zagląda do wózka, spogląda na nas... znowu zagląda do wózka... w końcu nie wytrzymałam i mówię dość głośno ... "ładna prawda" ona na to... tak, bardzo ładna.. musicie tutaj zawiesić czerwoną kokardkę aby nie zauroczyć (katolicy w przesądy nie wierzą)!!!

    - widzę rodziców z dwoma ślicznymi bliźniaczkami w wieku może 6-7 lat - OBIE W CIEPŁYCH ZIMOWYCH CZAPKACH, rodzice natomiast odpowiednio do pogody w krótkich rękawkach.. miałam ochotę podejść i założyć tym rodzicom te czapki na głowy, ciekawe jak by się czuli...

    W rezultacie nasz skarb zaczął płakać i przeciskając się przez tłum z wózkami i bez po drugim ołtarzu wróciliśmy do domu...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. ad. notki Pauliny, jest to duże uogólnienie, może dlatego że większość z nas spotyka się z księżami którzy niestety nie nadają się do tego co robią. W moim życiu nie bylo ANI JEDNEGO księdza który zachowywałby się tak, jak powinien ze względu na swój 'zawód' i jest to jedna z kwestii do obgadania w związku z byciem matką również, więc czemu miałybyśmy o tym nie rozmawiać?

    tak przy okazji moim zdaniem zabieranie małych dzieci na msze coby troche wiary podłapały jest kompletnie bezcelowe. nie chodzi mi o to ze rodzice mają nie chodzić do kościoła bo dzieci hałasują. Ale jesli rodzice zazwyczaj nie chodzą do kościoła to przychodzenie dla 2-letniego dziecka mija sięz celem. Czas skupienia tego dziecka na mszy bedzie oscylował pewnie w zakresie 10 minut a i tak nic nie zrozumie ;) Lepiej poczytać biblię w obrazkach w domu i spokojnie potłumaczyć o co chodzi ;)

    A jeśli są msze dla dzieci (wiecie ze pierwszy raz słysze o takowych??) to księża powinni wziąć pod uwage ze dziecko nie posąg, nie będzie w bezruchu siedziec pół godziny ;) Lepsze byłyby zorganizowane zajęcia w mniejszych salach strikte dla dzieci połaczone z grami czy zabawami :)

    OdpowiedzUsuń
  19. po prostu zmień kościół ;-) u mnie dzieci są super mile widziane i widzę, że dorośli dzięki temu bardziej się przykładają, aby je pilnować. Dzieciaki siedzące na schodkach przy ołtarzu to widok bardzo częsty i to wcale nie na mszach dla dzieci ;-) Tarchomin - polecam!

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Kinga - też mamy "zagraniczną" chrzestną, a chrzestny tutejszy, ale do kościoła nie chodzi. Co do "zapowiedzenia" ja w prawdzie nie zapowiadałam, ale samo tak wyszło, że Młody często chodzi do kościoła z babcią - myślę, że ten układ odpowiada wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się z Tobą zosiabg,że zabieranie małych dzieci na msze coby trochę wiary podłapały jest kompletnie bezcelowe. Osobiście cenie sobie szczerość jeżeli rodzice nie mają z Kościołem nic wspólnego to robienie czegoś "bo wypada" jest bez sensu. Sama mam wśród znajomych rożne przykłady i raczej cenię sobie tych, którzy są w stanie szczerze powiedzieć, że nie chodzą do Kościoła więc nie widzą sensu np w chrzczeniu dzieci na zasadzie "bo tak powinno być" albo "bo boję się dziadkom powiedzieć". A już w ogóle nie rozumiem rodziców, którzy chcą aby ich dzieci miały Komunię tylko dlatego, żeby prezent dostały - bo inne dzieci dostają prezenty więc ich dzieciom będzie smutno

    OdpowiedzUsuń
  22. Malutkie dziecko nic nie zrozumie w kościele ale jego rodzice mogą mięć potrzebę uczestnictwa w mszy. Nie zawsze jest z kim zostawić malucha i wtedy co : przestać chodzić do kościoła (mimo że się chce)? czy chodzić na zmiane, raz tatuś raz mamusia zostaje z małym? 3-4 letnie dziecko można stopniowo uczyć "właściwego" zachowania w kościele, ale temperameny dziecięce są różne..
    A możeby takiej zdegustowanej zachowaniem malca dewotce sypnąć cytatem z NT. No.. wiecie którym... "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".. Cieekawee czy wiedziałaby czyje to słowa..;-))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja miałam podobnie. Poszłam z moim DWULETNIM synem na mszę, usiedliśmy w ławce, obok przysiadła się starsza pani, która przez całą mszę patrzyła krytycznym okiem na mojego wiercącego się dwulatka (od czasu do czasu kręcąc głową z dezaprobatą), który machał nogami, schodził z ławki, po czym na nią wchodził, odwracał się do dzieci które siedziały za nami, kucał, po czym wstawał i tak w kółko.... Ale nie płakał i nie krzyczał. Ani nawet nie mówił, bo jeszcze nie potrafi. Ale ja zawsze w takich sytuacjach myślę sobie że może mi się wydaje, może jestem przewrażliwiona, jednak ta pani na koniec mszy udzieliła mojemu synowi reprymendy, mówiąc ostrym tonem że "JEST NIEGRZECZNY I NIE UMIE SIĘ ZACHOWAĆ W KOŚCIELE" !!!

    OdpowiedzUsuń
  24. to ciekawe kiedy ma się tego nauczyć, jeśli byś przestała chodzić do kościoła, żeby nie przeszkadzać starszym paniom :/
    ja jeszcze nie chodzę z synkiem (2 lata) do kościoła, bo ja nie czuję takiej potrzeby. ale wiem, że niedługo trzeba będzie zacząć chodzić, żeby synek się trochę oswajał z kościołem.

    moje ostatnie doświadczenie z synkiem i kościołem, to było święcenie koszyczka na wielkanoc. synek chodził, wiercił się, rozmawiał z nami, jadł sobie jajko, liczył ile mamy koszyków (a były 3 nasz, moich rodziców i mojej babci) i ciągnął swoją prababcię, żeby z nim szła. nikomu to raczej nie przeszkadzało. ale to inna sytuacja i nie wiem, czy w trakcie mszy ludzie byliby tak samo wyrozumiali.

    OdpowiedzUsuń
  25. Na moją parafie póki co narzekać nie mogę. Msze Święte w roku szkolnym przeznaczone są dla dzieci małych do dzieci w wieku przedszkolnym (bodajże godz 14) i 15:15 dla dzieci klas od 1 do 3.
    Z tego względu, że syn jest starszy chodziliśmy z nim do kościoła o wyznaczonej godzinie - razem z córeczką. Mała biegała po kościele, zaczepiała ludzi (jak to dziecko), wyciągnęła grającą lalę i tuliła ja pod konfesjonałem do snu a pod ołtarzem robiła na sucho babki z foremek wyciągniętych spod wózka. ksiądz odprawiający mszę nawet nie zwrócił jej uwagi - gdyż są bardzo przychylni dzieciom. Nawet uśmiechnął się pod nosem gdy zaczęła piszczeć jak zaczął śpiewać.
    Oczywiście komentarzy starszych ludzi nie da się uniknąć, ale wystarczy jeden odpowiedni wzrok świadczący moje stanowisko do ich uwag i komentarze cichną w zaskakująco szybkim tempie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. moja córka, która za dwa miesiące skończy trzy latka, oglądała zdjęcia z wesela, które były robione na tle koscioła i mówi "mamo to jest kościoł, ja chcę do kościóła iść"
    więc poszła z tatusiem;-DD miesiąc temu i od tamtego czasu jadą na mszę co niedziela. Owszem jest msza, że siedzi całą godzinę grzeczniutko, a czasem i nie przepuszcza osób po komunii, bo sobie nóżki wystawi, ot takie dziecinne wybryki;-DD

    OdpowiedzUsuń
  27. Zagnało nas na Jasną Górę. Troszke niefortunnie bo w dwa dni przed Matki Boskiej Częstochowskiej co równa się wzmożony tłok.
    Na Apelu mój 4-latek wierci się, spiewa (niekoniecznie pieśni maryjne), chce na ręce, chce wyjść, wejść, znowu wyjść, na koniec donośnie oznajmia "siku mi się chce!!!".
    I co? Żadnych syknięć, uwag w stylu "bądź grzeczny", pełnych dezaprobaty spojrzeń. Przeciwnie ktoś przełał usniech, ktoś pogłaskał malca po głowie, jakis ksiądz dał mu obrazek, jedna pani pokiwała ze zrozumieniem głową słysząc "siku"..
    Pomyślałam sobie, że ci wszystcy ludzie przybyli tu - często z daleka lub/i na piechotę - by się pomodlić, i jeden lub kilkoro dzieciaków nie jest w stanie im w tym przeszkodzić.
    A może ludzie NAPRAWDE wierzący potrafią byc tolerancyjni i życzliwi.
    A może zadziałał klimat tego miejsca...
    Nie wiem.. Ale dzięki pozytwnej reakcji otoczenia mogłam się i ja pomodlić zamiast stesować, że mój "bachorek" przeszkadza..

    OdpowiedzUsuń