niegrzecznemamuski.blogspot.com

środa, 14 lipca 2010

O okularach, tetrze i krowich plackach

Groszkowski posiada okulary przeciwsłoneczne. Od kilku miesięcy posiada, z tym że używaniem ich nie był do niedawna zainteresowany. I jak zwykle, zastosowaliśmy trywialnie prostą metodę - nie zmuszać, dawać przykład, a polubi. Szesnaście miesięcy to na szczęście wspaniały wiek, kiedy dziecko papuguje i chce to, co dorośli. Tata nosi, Mama nosi, od tygodnia Dziecko nosi też. Dumnie, często, z uśmiechem na ustach, machając zalotnie łapką. Czasem po spacerze nie pozwala sobie ich ściągnąć z nocha i biega po chałupie jak ćma.

Mój kolega bardzo się zdziwił na wieść o nowym gadżecie Młodego. Bo niby po co mu to?
Lekarze biją na alarm, odpowiadam. Okuliści zalecają okulary przeciwsłoneczne już ośmiomiesięcznym niemowlętom, a bardziej wyrozumiali pediatrzy dzieciom, które zaczęły chodzić (czyli roczniaki już się łapią). Inna sprawa, że może nie znam wielu maluchów, ale opierając się na przykładzie swojego dziecka ciężko mi sobie wyobrazić ciut ponad półrocznego brzdąca, który chętnie dzierży na nosie drugie oczy.

Ja noszę okulary nawet zimą, a już prowadzenie samochodu bez nich, kiedy świeci słońce, wydaje mi się niemożliwe. Zauważyłam, że Grocha też drażnią silne promienie słoneczne, a czapka z daszkiem daje jedynie jako-taki cień, nie chroniąc wrażliwych oczu.

Jak słusznie kolega mój zauważył, my jako dzieci nie posiadaliśmy takich wynalazków i jakoś żyjemy. Zgadzam się. Ale dodaję, że biegaliśmy bez gaci, z pozdzieranymi kolanami, popijając krowie mleko, zagryzając parówką. Podejrzewam też, że nie tylko moje ubrania były prane w "Cypisku", czy szarych płatkach mydlanych, a wiele moich koleżanek wzdychało do amantów śmigających na "Wigry 3". Nie jedliśmy eko-obiadów, nosiliśmy tetrowe pieluchy (czy ktoś o nich jeszcze pamięta), a nie Pampersy, a atest na zabawkach to była utopia - jak rodzice wystali w kilometrowej kolejce szmacianą lalę, automatycznie nadawali jej Atest Rodzica - ładna? prawie, kolorowa? niemalże, da się nią bawić? da.
Nosiliśmy cud z Nowego Targu - Relaksy i nikt nie warczał o płaskostopie, place zabaw wyglądały jak pożal się Boże, skup złomu, a marzeniem ściętej głowy była guma balonowa, nieźle psująca zęby.

Nasi dziadkowie natomiast często wcale butów nie nosili (przypomina mi się opowieść o skakaniu z krowiego placka na inny krowi placek w celu ogrzania nóg!), a lal nie potrzebowali, bo mieli na głowie robotę w polu.

Tylko czy z tego powodu Groszkowski ma nie nosić okularów?
Odpowiadam - jeżeli jest coś, co mogę zrobić dla dziecka, a co ochroni jego zdrowie, tym bardziej, że sprawia mu frajdę, to się zastanawiać nie będę.

A poza tym, proszę państwa! Widok Groszkowskiego w szpanerskich okularach, machającego ręką do dziewczyn z piaskownicy, jest po prostu bezcenny!

22 komentarze:

  1. Oczywiście mamo G. popieram Cię w 100%.. Gdybyśmy "nie pieli się ku górze", ciągle byśmy na drzewach siedzieli. Dziś posiadamy znacznie większą wiedzę niż kiedyś, więc warto z niej korzystać by ulepszyć sobie i innym życie.. Ktoś powie ale kiedyś nie było tyle "trzęsenia" się nad dzieckiem, poskakało na krowich plackach, najadło się byle paprochów z ziemi tymi brudnymi rączkami i wszyscy byli piekni i zdrowi.. no tak ale coś za coś wraz z rozwojem nauki i techniki ucierpiało nasze środowisko, kiedyś nie było tyle alergii, dziur ozonowych i innych tego typu ludzkich wytworów.. dziś są .. dlatego mądrzy rodzice chronią swoje dzieci jak tylko mogą, kupują okulary, używają kremów z wysokim filtrem, robią bio-obiadki i tak trzmać :)a Ci co się z was śmieją potem będą ciężko płakać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie jakbym tescia mojego słyszała "dewniej na wsi to dzieci boso latały z glutami przy nosie, jadły to co było i nie chorowały..." Zawsze mam ochote dopowiedzieć "te które przeżyły".
    Wywody ww strasznie mnie irytują, bo zwykle kryje się nich nagana, że niby jestem nadopiekuńcza. No może i jestem.. no i co z tego. Wiekszość mam ma jakiegos "fisia". Są takie które nie daja dziecku biegać, są takie które wszystko wyparzaja przez kilkanaście miesięcy, takie co nie wypuszczą czterolatka samego na dwór, i takie co nie dadzą dziecku truskawek bo mogą uczylić, lub lecą z katarem do lekarza. Łatwo jest stać z boku i krytykować.
    Ale to my mamy ponosimy odpowiedzialność za zdrowie i bezpieczeństwo małego człowieka. I nawet jeśli czasami przeginamy to i tak mamy rację. I tak trzymać !!!
    PS. Tetrowe pieluchy nie tylko pamiętam ale stosowałam przy pieworodnym. Wynalazca pieluch pampersowatych powinien dostać Nobla.
    Moje dzieciaki nie chcą nosić przeciwłonecznych okularów - niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dziecie okulary najchętniej oddaje mamie na oczy - przecie dbac trzeba o mamę, a tez chętnie bym go przekonała do noszenia. Tez nie wciskałam na sile, pozwalałam sie bawic (skutkiem 2 rozwalonych par) ale niestety - niet. Moze za jakis czas sie uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi położna środowiskowa zakazała jeść prawie wszystkiego "bo przy karmieniu piersią nie wolno i już tak było jest i będzie", a na moje stwierdzenie, że lekarka specjalista od laktacji zaleciła coś innego powiedziała tylko, że ona to 30 lat porody odbierała więc wie i tyle. Pomijaj fakt, że doprowadziło to do tego, że owego cudownego karmienia piersią miałam serdecznie dość. Od innej pielęgniarki usłyszałam, że mycie dziecka przy zmianie pieluszki mokrymi chusteczkami jest niedobre i najlepiej zawsze myć wodą (pomijam fakt, że moje dziecko nie jest spokojniutkie co oznacza, że zawsze musiałabym rozbierać dziecko jak do kąpieli, albo po prostu pogodzić się, ze non stop po myciu jest mokre ubranko). No i oczywiście nie ominęło mnie stwierdzenie, że tetra ponad wszystko :)Od koleżanki usłyszałam właśnie, że skoro my nie mieliśmy tego wszystkiego co oferują nam obecnie sklepy i wychowaliśmy się bez większego uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym to jej dzieci też niczego nie potrzebują:) Ja natomiast osobiście jestem wdzięczna za wszelkie nowinki, które mi mogą ułatwić życie - wszelkie pampersy, mokre chusteczki, podgrzewacze, maty edukacyjne, bujaczki-leżaczki są mi pomocne, ułatwiają mi życie, a tym samym sprawiają, że moja dziewczynka może oglądać bardziej szczęśliwa mamę

    OdpowiedzUsuń
  5. O tej ścisłej diecie podczas karmienia słyszę nie pierwszy raz.. i uwazam to za przegięcie.. oczywiscie są dzieci b. alergiczne (ale nie większość) i są potrawy które dziecku nie smakuja lub powodują wzdęcia
    Ale nie dajmy sie zwariować, pokarm nie bierze się z niczego. Jesli chcemy karmić piersią i nie nabawić sie np. anemii to musimy sie odżywiać.. koniec, kropka.
    Tez słyszałam że tetrowe pieluszki sa zdrowsze ale mały od jednorazowych nie miał żadnych zmian skórnych a nocnik opanował szybciej niż jego starszy "tetrowy" brat.

    OdpowiedzUsuń
  6. co do położnej środowiskowej - miałam tak samo. Np. zabroniła mi pić mleko i inne mleczne produkty. A mała nie miała skazy białkowej. Kazała używać wody przegotowanej butelkowanej, ale nie innej niż arctic i żywiec. Jedyne w czym mi pomogła to doradziła kropelki łagodzące kolki i tylko z tego byłam zadowolona.
    A co do postu to doradziłabym takim "doradzicielom" coś w stylu "Dlaczego używasz pralki automatycznej, dawniej prało się w rzece i jakoś nikt z tego powodu nie umarł" :)
    Miłego upalnego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do mnie położna przyszła jakieś 1.5 miesiąca po porodzie bo nie zadzwoniłam do niej po porodzie tak jak mi kazali. Stwierdziła, że wszystko ok, niczego nie narzucała i spokój. Wszystko czego potrzebowałam dowiedziałam się w szpitalu i z literatury. W ogóle miałam nie fajne doświadczenie z inną p.ś. w szpitalu, była rodziną koleżanki z sali, straszna baba, od drzwi wydawała okrzyki radości i jakieś straszne dźwięki nad samym dzieckiem, zero szacunku dla innych osób w sali. Do tego mądrzyła się tak jakby tylko ona wiedziała jak postępować z dziećmi na tyle głośno żeby wszyscy słyszeli. A co do tego jedzenie podczas laktacji to na początku się przejęłam, a potem zaczynałam jeść coraz normalniej i wszystko było ok. Czasem mam wrażenie, że niektóre p.ś. myślą że dziecko dostaje z cycka zmiksowane "nasze" jedzenie, a nie mleko:)))
    Ja jak słyszę "za moich/naszych czasów" to mam ochotę powiedzieć "ludzie myśleli, że ziemia jest płaska", ale jestem taktowana :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Co racja to racja. Mi jak na razie sprawdziły się wszystkie gadżety, które ułatwiają obsługę mojej malizny :). No może prócz mokrych chusteczek, bo jej pupa ich nie lubi. Używam dużych, namoczonych wacików, w razie potrzeby namydlonych i sama je też wolę. Chusteczki są dla mnie za małe, za suche i za cienkie :)
    A tym wszystkim dziamgającym, że to wszystko są fanaberie, proponuję sprawdzić uzębienie starszego pokolenia, stawy biodrowe /które się od niedawna solidnie bada u noworodków/, średnią wieku starszych pokoleń, umieralność i zachorowalność dzieci w tamtych czasach, wykształcenie a może raczej inteligencję,czas jaki kiedyś się spędzało na praniu, gotowaniu bez kuchenek,pralek itp, itd.
    Ja chętnie korzystam z udogodnień typu monitor oddechu czy niania. Koleżanka, której go poleciłam, powiedziała, że jak go kupi to dopiero będzie się stresować. Rozumiem ją, ale znając siebie i niby-męża wiem, ze stalibyśmy nad łóżeczkiem licząc oddechy. Tak więc śpimy spokojnie, w zimie nie musiałam małej rozkopywać i sprawdzać czy wszytko ok.
    A dobre rady, jak zdążyłam się już przekonać, często są dobre dla tego kto radzi:)

    OdpowiedzUsuń
  9. W tych czasach mamy tyle udogodnień że moja mama powiedziała "ja to ci zazdroszczę!! Dawniej tak nie było" Teściowa przekonywała mnie do tetry ale powiedziałam że ja nie będę się cofać tylko biegnę z duchem czasu, chusta w której nosiłam maluszka, foteliki samochodowe które ratują życie kojec ,mata edukacyjna sudo-crem( dzięki któremu moje dziecko nie widziało co to są odparzenia)Na szczęście mam dziecko w takich a nie innych czasach. Mleko w proszku kaszki obiadki w słoikach śliczne ubranka coś cudownego!! Również dla kobiet w ciąży ubrania to nie zwykłe worki na ziemniaki tylko modne stylowe ciuszki!! A te nowe lekkie wózki!! Dziewczyny nic tylko rodzić!
    A tak serio to się ciesze że mogę z tego wszystkiego korzystać i że są okulary przeciw słoneczne które mogę włożyć dziecku na nos a nie patrzyć jak marszczy te oczka!

    OdpowiedzUsuń
  10. wszystko jest dla ludzi... oby nie przesadzić. ja tylko patrzę na Gabę i czy jej szkodzi (truskawki na przykład). gdyby źle reagowała na mleko, też bym przestała. a tak od skończenia roku dostaje na 1 śniadanie butlę krowiego z butelki i je uwielbia! mnie straszyli, że podczas karmienia nie mogę jeść makowca (którego uwielbiam, a którego dostałam do szpitala - była wtedy Wielkanoc) - na początku się trochę przejmowałam (bo przecież wiedzę czerpie się na początku z doświadczeń innych), ale jak zobaczyłam, że Gaby nie rusza nic - przestałam. jedyne co widziałam, że wywarło na nią widoczny wpływ, to mocna kawa, na która raz pewnego dnia miałam straszną ochotę.

    w mojej biblii na temat niemowląt, "Języku niemowląt" Tracy Hogg jest to wytłumaczone w ten sposób: kobiety indyjskie tez maja dzieci, nie? a tam dieta jest, delikatnie mówiąc, dość ostra, przyprawiana. przecież te dzieci by non-stop cierpiały po takich karmieniach, matki by ich świadomie nie dręczyły. wiec pewnie jedzą to co zawsze, ale nie przeginają.

    i tego się trzymajmy:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Przydatny topic po pierwsze... moja mama by sobie go mogła przeczytać...

    co do karmienia first - moja holenderska położna i wszystkie inne babki w szpitalu mówiły jednym głosem, moge jeść wszystko na co mam ochote, moge odrzywiać się dokładnie tak jak w ciąży, jak coś zaszkodzi, to dziecko mnie o tym powiadomi, i tak też robię - nic mojemu skarbowi nie szkodzi, może trochę czosnek....

    co do udogodnień jakie nam aktualny świat oferuje, to miałam ostatnio ostrą sprzeczkę z moją mamą... za około miesiąc zacznę wprowadzać słoiczki do diety dziecka, i ani mi się nie śni samej robić bio-obiadki, bo po pierwsze pracuję, po drugie kupowanie śladowych ilości super jakości mięsa i innych zdrowych produktów jest bezsensu i po trzecie za drogie
    Moja mama natomiast twierdzi, ze to sama chemia i ze ona mnie inaczej karmiła....
    Wspomnę jeszcze o wszystkich akcesoriach, które kupowałam na allegro, wysyłałam na adres w Polsce żeby rodzice przy okazji wizyty mi to wszystko przywieźli... jak zobaczyli rzeczy typu... sterylizator, podgrzewacz do butelek, laktator, pojemniki na pokarm, niania elektryczna, nosidełko, mata edukacyjna i termometr elektryczny to złapali się za głowę i stwierdzili że wydaję pieniądze na pierdoły, bo za ich czasów tego nie było i jakoś żyjemy... Ja jednak teraz nie wyobrażam sobie że miała bym butelki sterylizować w garnku , podgrzewać w garnku, nasłuchiwać czy baby płacze w pokoju na poddaszu i mleko odciągać bez laktatora (o ile to w ogóle możliwe. Myślę że z tymi, którzy nie idą z duchem czasu jest coś nie w porządku, choć są oczywiście osoby, które z tych udogodnień nie korzystają ze względów finansowych, (co rozumiem)ale to jest już odrębny temat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam normalnie dejavi ...

    wczoraj moja teściowa na informację, o tym że kupiłam małej fotelik samochodowy za 500 zł* krzyknęła z niedowierzanie "TAK DROGO! po co komu fotelik".
    Wiec mówię że dla bezpieczeństwa .... i słyszę że "dawniej dzieci w fotelkikach nie jeżdziły i zyją....poza tym ile matek jeżdzi autobusami i nie ma fotelika dla dziecka w autobusie."

    Nie kontynułowałam tej rozmowy. Rece mi opadły




    *a fotelik kupiłam za 800 zł tylko wiem ze mojej teściowej trzeba zawsze zaniżać koszta bo zawsze jest za drogo i za mało zaniżyłam.

    OdpowiedzUsuń
  13. @ciania- u mnie to samo. Jak jeszcze byłam w ciąży i kupowałam różne "sprzęty" i ciuszki moja niby-teściowa stwierdziła, że to głupota. Wózek powinnam kupić używany, bo na pewno nie będę spacerować /skąd ten wniosek to nie wiem, bo spacerujemy ile wlezie/, że na początku w ogóle ciuszki nie są potrzebne, tylko zrobić rożek z koca, bo taki najlepszy i ewentualnie jakąś koszulkę. Wszystko w jej przekonaniu było głupotą. Zrozumiałabym, gdybyśmy nie mieli co do garnka włożyć. Tym bardziej, że ona sytuację materialną ma godną pozazdroszczenia, więc jak stwierdziła, że powinniśmy oszczędzić, mogła nam finansowo pomóc. W końcu to była jej podobno wyczekana wnusia. W efekcie poradziliśmy sobie bez jej pomocy i jej rad, a jak się z czasem okazało, wszystko co robimy jest źle. Dziwne tylko, że nasze dziecko jest zdrowe i przeradosne. Ale co ja tam się znam...:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak tak czytam to się cieszę z mojej mamy - nie narzuca mi niczego i wręcz zachęca do wszelkich zakupów i dziecko zarzuca wszelkimi ubrankami. Już na samym początku stwierdziła, że jak będę karmić piersią to dobrze, a jak nie to też dobrze bo będę mogła sobie na dietę pójść :)namawia mnie na wszelkie rzeczy typu niania elektroniczna itp itd. Więc na prawdę nie mam co narzekać

    OdpowiedzUsuń
  15. Nic chyba nie przebije reacji mojej teściowej na zakup.. pralki. Było na ok. miesiaca przed pojawieniem sie dziecka a my młode małżeństwo właśnie urzadzaliśmu się. "no i po cóż TAKA pralka, przecież moja fania ci wystarczy..!!!??"
    Wkrótce okazało się że wyrzucaniem pieniedzy jast każdy nawet najmniejszy mój zakup np.. durszlak. Niektórzy tak maja i już.
    Co do obiadków to moja mama też nie uznawała słoiczków i malec pod jej opieka miał gotowaną zupkę.. a ja sobie robiłam w zależności od okoliczności...
    Nigdy nie lubiłam jak ktoś mi mówił na co mam wydawać swoje pieniądze. I wszelkie uwagi typu "nie szkoda ci kasy.." lub na odwrót "przecież cię na to stać.." działają na mnie jak czerwona płachta na byka.
    PS. Jako ciekawostkę - umiałam odciągać mleko bez laktatora Pokazała mi jedna położna ratując moją pierś jak mi pokarm nie sływał.. bolalo wtedy jak diabli ale dzieki niej uniknełam zapalenia i karmiłam młodego ponad rok.

    OdpowiedzUsuń
  16. no to jest właśnie najzabawniejsze - wszyscy wiedzą lepiej i na każdym kroku wtrącają się i negują nasze decyzje!!! A ja się pytam, co im do tego???.. to nasze pieniądze, nasze dzieci !!! Na ile sobie dana osoba może pozwolić na tyle zaopatruje się w rózne udogodnienia!! Dla mnie podgrzewacz okazał się wybawieniem, laktator również..

    Oczywiście obie mamy próbowały taktownie wyperswadować mi niektóre rzeczy ale jeszcze bardziej taktownie poprosiłam je by "pilnowały swojego noska" ;) posłuchały

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczywiście że należy korzystać z udogodnień jakie dziś mamy - oczywiście w miarę rozsądku. Mojej mamie szczególnie trudno było zaakceptować jedzenie ze słoiczków - przy pierwszym dziecku uległam presji i gotowałam sama, ale przy drugim wymiękłam :-) A mama też na szczęście poszła po rozum do głowy i już się o to nie czepia :-o

    Mój 2-letni synuś przekonuje się do okularów, głównie gdy jedzemy samochodem. Na spacery mu nie zakładam bo okulary zostają w samochodzie i zawsze zapominam je zabierać. Muszę chyba kupić drugie, wtedy nie powinno być problemu :-) Myślę ,że Młody da się namówić do noszenia okularów też na spacerach, bo wydaje mi się że ma dość wrażliwe oczy i gdy razi go słońce to każe sobie zakładać czapeczkę z daszkiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Moja mama poza słoiczkami o których już pisałam, sprzeciwiała się nawet zamrażaniu mojego mleka i podawaniu po odmrożeniu i podgrzaniu małej... stwierdziła, że co ja za matka jestem , skoro mrożone chcę dziecku dawać... o zgrozo... że nikt jej nie uświadomi, bo mnie nie posłucha... teściowa natomiast jak jej raz rozmowie powiedziałam, że obawiam się czy uda mi się zmagazynować odpowiednią ilość pokarmu w zamrażalce, to zrobiła wielkie oczy i zapytała, "lekarze kazali ci tak robić"? pierwsze słyszę... tymczasem mam już całą szafeczkę w zamrażalce pełną pojemniczków Via, problem tylko z tym ze szkrab się buntuje i nie chce z butelki jeść, ale to juz inna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  19. No, franią też mi się dostało. Ze przeciez tetra piękna biala bedzie (w sensie - przeciez MUSISZ uzywac tetry jako pieluch) jak bedzie prana we frani z WYBIELINKĄ (w sensie ACE).

    Teraz jak zostawiam małego nie chce nawet wielorazowek uzywac, bo kupila sobie całą pakę pampersów..

    "Zobaczysz, zobaczysz" to najczesciej słyszane przeze mnie słowa w czasie ciąży. Jednakże ze względu na przeciąg w uszach to co słyszałam szybko wylatywało drugą stroną.

    OdpowiedzUsuń
  20. ... ze względu na przeciąg w uszach... BOSKIE:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja osobiście miałam walki z matką (z teściową nigdy o nic!)! O to, że wózek używany (od siostry męża, prawie nowy), że za krótko karmiłam piersią (równe 8 tyg. bo zaczęłam tracić pokarm), że wanienka za mała (bo kupiłam cały komplet -półki,wanienka,przewijak w jednym- i po protu była inna niż tradycyjna), że kojec a nie drewniane łóżeczko (doszła jeszcze babcia i nakrzyczała na mnie, że dziecko będzie spało na podłodze -ale to babci wybaczam, bo uświadomiła sobie o co loto jak zobaczyła:) a najwięcej awantur było o chodzik... Byłam/jestem/będę przeciwna ale ile musiałam się nawalczyć i postawić na swoim, że za nic tego nie kupię, walka trwała ponad rok, aż Mała się nauczyła sama chodzić, wtedy temat ucichł. Dodam, że przez ten cały okres (ok. 14 m-cy) nie dałam moim rodzicom Małej w odwiedziny rodziny matki, gdyż się bałam, że tam wynajdą jakiś stary chodzik i mi wsadzą w niego Małą! I jeszcze smoczek! Owszem, kupowałam regularnie ale dawałam tylko i wyłącznie do zaśnięcia, jak tylko Mała usnęła wyciągałam go;) Ale gdy Mała płakała albo marudziła to słyszałam, no daj Jej ten smoczek, ale ja twardo nie!

    Do reszty udogodnień jestem przekonana. Chociaż osobiście nie kupiłam sterylizatora (wyparzałam tylko butelki po zakupie), monitora oddechu oraz nianii (choć przyznam, że niania by mi się przydała ale jakoś sobie radziłam).

    Drogie Mamuśki nie dajcie się zwariować! To Wy decydujecie:)

    Pampersy to dla mnie 8 cud świata:] Obiadki, mleko, herbatki zresztą też:]

    OdpowiedzUsuń
  22. do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i pewnym dystansem, do wszelkich udogodnień też i patrzeć obiektywnie na to co się nam przyda a co nie, bo np ja mam podgrzewacz do butelek a skorzystałam z niego dosłownie kilka razy przez 7 miesięcy i teraz stoi nie używany.

    Ale co do okularów a których wspomina post to mimo iż mój Szymon ma 6,5 miesiąca ma już swoje okulary, takie specjalne dla niemowlaków, i dopóki nie spojrzy na siebie w lustrze jak ma je na nosie to się śmieje i jest zadowolony z życia.
    Odbicie w lustrze w okularach przyprawia go o czarną rozpacz ;)

    OdpowiedzUsuń