Wyobraźmy sobie pracę, w której spędzamy 24h na dobę. Nie przysługuje żaden urlop (nawet na żądanie), o chorobowym to można sobie pomarzyć, brak jakiejkolwiek przerwy na spokojne zjedzenie obiadu, rozmowy telefonicznej w ciszy, poszperaniu w internecie, a o siku to nawet wspomnę. W dzień można go udobruchać spacerem – jest szansa, że zaśnie i da nam czas na zrobienie szybkich zakupów i powrotem w te pędy do „biura” żeby zrobić niewyszukany obiad, ogarnąć chałupę itp. Do tego nasz SZEF permanentnie nawołuje kilkanaście razy w nocy i wrzeszczy ile sił w płucach i dzięki temu rano trzeba się ciut dłużej niż zazwyczaj doprowadzać do ludzkiego wyglądu coby np. męża przestać straszyć... I nie możesz zrobić z tym nic. Kompletnie nic. Nie ma nikogo, kto mógłby Ciebie zastąpić. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że w żaden sposób nie można złożyć wypowiedzenia... Fajna praca, co nie?:)
Ja pracuję na takim stanowisku od prawie 10 miesięcy. Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie jak bardzo zmieni się moje życie po porodzie. I jak bardzo JA sama i MOJE POTRZEBY przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Nawet fakt, że chce mi się już tak sikać, że widzę na żółto ma niższy priorytet niż np. nagły atak głodu mojego niejadka...
Drogie Ciężarówki – jeśli macie taką możliwość to olejcie cały otaczający Was świat i poświęćcie ten czas tylko SOBIE! Nie na celebracji ciąży tylko SIEBIE. Wpadajcie do kina, oglądajcie seriale, czytajcie książki, trwońcie pieniądze na zabiegi kosmetyczne, pichćcie ulubione potrawy, wyskoczcie na spontaniczny weekend gdzieś tam, organizujcie szalone bibki dla znajomych, zapiszcie się na kursy o których zawsze marzyłyście ale zawsze stało coś na przeszkodzie. RÓBCIE COKOLWIEK!! Poświęćcie ten czas tylko sobie – to jest ostatni moment na wiele, wiele długich lat...
Po urodzeniu Heleny (nawet jeszcze teraz) w mojej głowie kołacze się jedna myśl: Dlaczego? Dlaczego wtedy, kiedy miałam OSTATNIĄ możliwość, żeby pomyśleć TYLKO o sobie, nie skorzystałam z niej?
Helasek








o tak.....jakbys mi to z ust i glowy wyjela...sama sie zastanawiam codziennie co ja z czasem robilam jak bylam jeszcze sama....teraz wszystkim ciezarowkom mowie to samo co Ty :) pozdrawiam....jeszcze 18 lat i bedziemy znow lezec i pachniec :)))
OdpowiedzUsuńA ja dodam jeszcze od siebie, żeby po przyjściu malucha na świat spać z nim ile wlezie, jeśli tylko się da. Bo ja trochę chojrakowałam, chciałam robić codziennie milion rzeczy, a teraz żałuję, bo trzeba było po prostu kimać i kimać. :)
OdpowiedzUsuńDlaczego? Pewnie z tego samego powodu, dla którego ja uprzejmie dziękowałam kolejkowiczom i tkwiłam jak ten palantunio z koszykiem pełnym zakupów.
OdpowiedzUsuńNa zapas wyspać się niestety nie można (ach, szkoda). Ale racja - jak już Dzidziub jest, to spać, spać i spać!
:)wszystko jest kwestią oraganizacji ! a najgorsze jest to, że "świeżo upieczona" mama zamiast cieszyć się z NAJWIĘKSZEGO daru jaki kiedykolwiek dostała od losu to z nm "walczy" i już na wstepie zakłada, że dziecko równa się diametralna zmiana dotychczasowego życia!! Owszem jest to zmiana, poczucie ogromnej odpowiedzialności i obowiązku, ale to naprawdę nie koniec świata!!! I nie zgodzę się z teorią, że w ciąży trzeba mysleć tylko o sobie!! Przede wszystkim powinno się celebrować ten stan, bo jest to coś wspaniałego i wyjątkowego! Dbać o siebie - oczywiście (przez całe życie a nie tylko w tym stane)- w ciaży zwolnić tempo, dużo odpoczywać, pozytywnie myśleć i się wyspać :P A potem jak się urodzi maleńkie, nie dać się zwariować! Pamiętajmy, jest tata (ojciec też matka) pozwólmy mu się wykazać i nie dajmy zrzucić na siebie wszystkiego! Statystyczny mężczyzna, świadomie wycofuje się z opieki nad dzieckiem, powtarzajac sobie, że od tego jest matka, a że "siedzi" z dzieckiem w domu (przecież ma tyle czasu wolnego, nic nie robi)to się bez problemu zajmie tym domem! A my jak te służebnice, próbujemy stawać na głowie, wszystkim dogodzić i padamy ma twarz, bo przecież nikt nie jest w stanie być na pełnych obrotach 24 h na dobę!!!! Po pierwsze - podział obowiązków (niech sobie tatuś nie myśli, że go ojcostwo nie dotyczy), odpowiednia organizacja czasu (znowu pomoc partnera, dziadków - nie bójmy się o nią poprosić- może być ułatwieniem)i przede wszystkim traktowanie dziecka nie jak terrorysty, który bezkarnie zabiera nam nasz czas, a tej wspaniałej iskiereczki, z którą właśnie możemy dzielić każdą chwilę! Oczywiście czasami mamy "dość", potrzebujemy odpocząć - dzieciątko w wózeczek i z tatusiem na spacerek i już 2 godziny mamy dla siebie:) Jak mój synek nie śpi w ciągu dnia, to "razem" ogarniamy dom, gotujemy obiadki (jak mi się nie chce, pod ręką zawsze mam nr tel do ulubionej knajpki), pierzemy i itd.. Jak Mateuszek usypia, to wtedy zajmuję się sobą:) do powrotu męża (godz. 15) wszystko z grubsza ogarnięte, mąż się bawi z małym (już wie że nie działają na mnie teksty o wielkim zmęczeniu po pracy), a ja znowu mam czas dla siebie! Udało mi się pogodzić wychowywanie dziecka i jednoczesne kończenie dziennych studiów.. a teraz przepełniona radością i dumna z tego, że dałam radę, zachowując zdrowe zmysły, nienaganny wygląd i figurę, kroczę z moim roczniakiem przed siebie, ciesząc się każdą chwilą i z niecierpliwością czekając na to, co jeszcze przyniesie mi los :) Wszystko da sie pogodzić- trzeba chcieć :) Pozdrawiam. MM.
OdpowiedzUsuńMamoMateuszka to nie jest kwestia chcenia czy niechcenia.Nie wiem w jaki sposób ma mi pomóc taka wypowiedź o:
OdpowiedzUsuń- cudownym macierzyństwie (od pierwszych dni) ,
- sprzątniętym domu przed powrotem męża,
- być może także ugotowanym obiedzie,
- skończonych dziennych studiach,
- nienagannym wyglądzie i figurze
- itp
itd
Tego typu wypowiedzi kreślą nieco fałszywy obraz super extra macierzyństwa od jego pierwszych dni.Kiedyś też tak sądziłam, kiedyś tzn w erze "przedninkowej" :)Zawsze razem z mężem przykładaliśmy się do sprzątania mieszkania, gotowania sobie wspólnych posiłków, wspólnego wychodzenia do knajp, restauracji, kina, teatru. Teraz wszystko wygląda inaczej i powoli się do tego przyzwyczajamy, chociaż nie powiem że dużo nas kosztowało pogodzenie się z nowym trybem życia. Po porodzie mając te nieliczne chwile dla siebie zawsze w panice myśleliśmy co najlepiej zrobić - sprzątać cały ten disaster, myć się, zjeść pierwszy posiłek danego dnia, czy może wszystko olać i po prostu iść spać. I żadne mówienie życzliwych osób w stylu "zobaczysz to minie i dziecko w końcu się ułoży" nie pomagało w tamtych czasach, bo wtedy nikt z nas nie widział światełka w tunelu, możliwości że dziecko przestanie płakać, zacznie spać w nocy i będzie w stanie samo się sobą zająć np na leżaczku (szczerze polecam leżaczki, dostałam takowy w 2 m-cu i odetchnęłam) czy macie edukacyjnej. Teraz dopiero po kilku m-cach mogę powiedzieć że wychodzimy na prostą - oboje z mężem. I chociaż pomoc z jego strony jest duża, zajmuje się małą w równym stopniu, popołudnia czy weekendy mam dla siebie itp itd to i tak koniec końców to ja siedzę w domu z dzieckiem całymi dniami gugając z małą a jedynym kontaktem ze światem dorosłych jest mój telefon czy komputer i to w chwilach "wolnych".
Odnośnie głównego tematu - też otrzymałam taka cenną radę jak zaszłam w ciążę, jednak wtedy nie wzięłam jej na poważnie. Bo niby kto przed narodzinami pierwszego dziecka cokolwiek wiedział:) Bo jednak panuje u nas w Polsce zasada cudownej ściemy przekazywanej z pokolenia na pokolenie jak to wszystko jest piękne po narodzinach i jakie to cudowne dopełnienie kobiecości :) Czy nie lepiej wszem i wobec mówić będzie ciężko, bardzo ciężko a nawet ciężej ale z czasem dziecko wszystko Ci wynagrodzi, jego pierwszy uśmiech rozpromieniający twarz w niewyobrażalny sposób, to jak będzie na ciebie reagować...Może lepiej mówić prawdę i trudach macierzyństwa a wtedy każdy uwierzy w cenne rady koleżanki :)
Mamo Mateuszka dlaczego nie chce mi się wierzyć w Wasz idealny, szczęśliwy świat? I w to, że tak macie wszystko cudownie rozplanowane, podział obowiązków, mąż zabierający dziecko na spacer itp? Nie ukrywam, zajmuję się więcej córką niż mój mąż, ale nie miałabym serca zapakować mu dziecka w wózek "idź na spacer conajmniej na godzinę, ja w tym czasie wezmę sobie relaksacyjną kąpiel", gdy on wraca po 12godzinach pracy, która nie jest lekka i przyjemna. I ja wierzę w jego zmęczenie po pracy. Bo ona naciąga się z obcymi ludźmi, teraz na upale, w zimie marznie. A ja jestem z małą w domu. Jak jest pogoda to idziemy na spacer, a jak nie to zostajemy w domu. Mogę się chwilę położyć. Mogę posiedzieć przed komputerem. I choć z dzieckiem, uważam że często mam lepiej i wygodniej niż on. Wychowanie dziecka to cienie i blaski, chyba każda z nas ma ochotę czasem po prostu płakać, krzyczeć, odizolować się, pójść gdzieś samej i zostawić to wszystko na chwilę.
OdpowiedzUsuńJa po czesci zgadzam sie z mamaMateuszka, dzieki dobrej organizacji i wspolpracy z mezem zawdzieczamy duzo, a przede wszystkim to, ze nie zwariowalismy w momencie pojawienia sie dziecka, a jeszcze udaje nam sie wychowac super dziewczynke. Znajduje czas dla siebie mimo ze nie mam nikogo do pomocy, rodzina daleko, tesciowie blizej a jednak w innym miescie, jak? zabieram corke wszedzie gdzie potrzebuje pojsc: jedzie ze mna na zakupy, idzie do fryzjera:) po prostu dajemy rade! wychodze ze znajomymi, bo jaki problem polozyc dziecko spac, dac buzi mezowi i powiedziec: to na razie, jak bedzie sie cos dzialo to dzwon:)(nawet jezeli wrocil po 12h z pracy, tez moze isc spac:))
OdpowiedzUsuńtrzeba wyluzowac! i byc czasami niegrzeczna mamuska! powodzenia drogie mamy, nie dajcie sie zwariowac!
Witajcie
OdpowiedzUsuńja niestety nigdy nie byłam tak bardzo zajętą osobą jak właśnie w ciąży...
stało się tak, że zajście w ciąże zbiegło się u mnie z rozpoczęciem nowej pracy i przeprowadzką do nowego miasta... w pracy chciałam dać z siebie wszystko, pokazać za wszelką cenę że jestem dobrym i wartościowym pracownikiem, od razu zapowiedziałam że będę pracować tak długo, jak długo mi mój stan na to pozwoli, w rezultacie po nagłej wizycie w szpitalu rozpoczęłam zwolnienie na 8 tygodni przed porodem. W ciąży miałam co prawda czas na długie relaksacyjne kąpiele wieczorami, ale o spacerach raczej mogłam pomarzyć, dopiero na zwolnieniu ten dzień sie jakoś tak uregulował... Teraz jak już skarb jest z nami, mam faktycznie czas na wszystko... mogę iść do kosmetyczki, do fryzjera, spotkać się z koleżankami, które uwielbiają moją kruszynkę a mój mąż, który jest w niej po uszy zakochany chętnie z nią zostaje od razu po pracy jak ja chcę pojeździć na rowerze... oczywiście daję mu 15 min na wzięcie prysznica po ciężkiej pracy po której jest cholernie zmęczony. Jak chcę poczytać, to pakuję małą do wózka, biorę książkę i czytam ją na ławce w parku, to jest gwarancja tego, że się nie obudzi... Jasne, czasem obiad może nie jest rewelacyjny, a czasem go w ogóle nie ma, więc maż wyciąga sobie mrożoną pizze z Lidla z zamrażalnika i też jest zadowolony...
Dziś Wika kończy 3 miesiące a ja jutro wracam do pracy - i jestem pewna że praca mnie jeszcze bardziej zmobilizuje do tego aby maksymalnie wykorzystywać czas i aby nadal mieć czas na wszystko...życze tego każdemu... pozdrawiam
Helasku - porównanie do takiej pracy jest bardzo odpowiednie, czytałam je gdzieś, tam kobieta tłumaczyła, by przestać się tak przejmować tym, że nie jest się supermatką w związku z tym - bo przecież kiedyś wszystko trzeba zrobić pierwszy raz, nie? i to nie jest próba, to niestety od razu życie.
OdpowiedzUsuńale wiesz co?
nie przesadzaj tak bardzo z tym brakiem czasu kompletnie, jak Ci się chce iść siku to idź!!! a co jeśli wychowasz swoje dziecko tak, by myślał, że to jego potrzeby są zawsze najważniejsze? a przepraszam, Twoje czasami nie są?
nie mówię, by zostawić ryczącego dzieciaka w łóżeczku pełnym zabawek i iść robić manikiur, ale uważam, i to widzę wszędzie!!! że kobiety stanowczo przesadzają z opieką nad dzieckiem, nie mają czasu zjeść, wypić, odlać się - co to ma być?
nie krytykuję Was... no dobra, może odrobinkę:) chodzi o to, że to Ty dajesz wzorce swojemu dziecku, ono się uczy od Ciebie, jeśli ma już 10 miesięcy to może jest to ostatni moment, by odrobinę sobie odpuścić z tym lataniem? wpoi mu się to i będzie uważało za oczywiste, że matka lata nad nim w te i wewte z zaciśniętymi nóżkami (to od pęcherza:)).
dziecku się nic nie stanie, jak trochę popłacze.
a my umyjemy spokojnie (???:)) głowę.
bądźcie niegrzeczne:)
Myślę, że dużo zależy od sytuacji. Pewnie niektórym z Was się udaje pogodzić wszystko, ciążę, pracę, szybki powrót do pracy itp. Są aniołki które będą spać grzecznie w parku, gdy Mama czyta książkę (z moim trzeba było wędrować, bo nawet bujanie nogą nie działało). Niektóre niemowlaki budzą się w nocy góra dwa razy, inne co godzinę. Są mężowie którzy wracają z pracy o 15 i mają czas na odciążenie żony. Niektórzy mają babcie, dziadków i ciocie w pobliżu (my niestety nie mamy). Mąż naprawdę dużo pracował i pracuje, choć stara się z Frankiem spędzić każdą wolną chwilę, to co z tego - czasami wraca gdy młody już śpi. Gdy zaczęłam się zawodowo udzielać byłam wykończona dwoma etatami, zwłaszcza że Franek wówczas dwa miesiące chorował, a nianie okazywały się niesłowne. Dlatego wróciłam do domu i myślę o własnym biznesie po wakacjach, który pozwoli mi pogodzić macierzyństwo z pracą. Myślę, że nie ma co generalizować. Każda Mamuśka ma inną sytuację. A rada, aby w ciąży (jeśli ma się taką możliwość) zająć się sobą, czytać, chodzić do kina i upiększać się, jest dobra dla każdej kobiety :) Ja żałuję, że nie zrobiłam prawka, teraz nie mam na to czasu, a przydałoby się, oj przydało...
OdpowiedzUsuńzgadzam się z każdą z Was:) prawda jest taka- dziecko to SAMO ŻYCIE- czasami jest cudnie- wspaniale a czasami- mamy dość! np. przez zły dzień, brak sił.. dziecko które marudzi- piszczy.. PRAWDA JEST, ŻE NASZE ŻYCIE SIĘ ZMIENIA.. można znaleść czas dla siebie- to nie problem.. dla mnie najgorszy jest POŚPIECH! wszystko robie bardzo szybko- szybki prysznic, szybki makijaż, szybki obiad, szybkie sprzatanie...WIECZNIE W BIEGU! czasami mam wrażenie, że cały czas jestem spięta..
OdpowiedzUsuńmam dwójeczkę dzieci-22 miesiące i prawie 3 miesiące...
ALE NIGDY NIE ZAMIENIŁABYM SIĘ Z MOIM MĘŻEM- I UWAŻAM, ŻE TROSZKĘ OKRUTNE JEST MYŚLENIE- TYPU: MĄŻ W PRACY- A PO PRACY NIECH ZAJMUJE SIĘ DZIECKIEM.. PRZECIEŻ- ON W PRACY NIE LENIUCHUJE- A JA BĘDĄC W DOMU- MAM CZAS NA POLEŻENIE...
Pracowałam zawodowo, teraz wychowuję Piotrusia (7 m-cy)
OdpowiedzUsuńJedna praca była lżejsza, druga cięższa.
Szczerzę wolę być z malcem niż moją ostatnią pracę - ciągły stres. I wolę z nim być niż sprzątać domy w USA - a tak pracowała zarabiając na studia (ojjj ciężko)
Staram się nie wychowywać małego terrorysty choć chce ciągle być na rękach i bywało że do wc brałam go ze sobą :(
Jak jest mega ciężko to tłumaczę sobie że przecież tak nie będzie wyglądało całe nasze życie, dzici szybko rosną i nim się obejrzę dogadam się z synkiem i nie będzie musiał płaczem wyrażać swoich potrzeb.
Póki co staram się odnajdywać przyjemność w opiece nad nim i wychowywać najlepiej jak potrafię.
Choć przyznam że żałuję że w ciąży tak żadko chodziłam do kina, na zakupy, plotki itp.
wiem jednak że to wszystko jeszcze przede mną.
Nie ma co popadać w czarną rozpacz :)
a że czasem nie dojem, coż...w tym też jest jakiś plus...moja figura tylko na tym zyska.
a że pranie leży już kilka dni, że nie miała czasu dziś nic ugotować, że wyglądam dziś gorzej niż wtedy kiedy biegłam w szpilkach do pracy...trudno, to chwilowe.
Myślę, że trochę przesadzasz Helasku...Owszem,wiem,że jest ciężko,sama mam na głowie dziecko,dom-w całym tego słowa znaczeniu - pranie, zakupy, gotowanie itd,ale na siku to chyba znajdziesz chwile;-) Nie wierze, że dziecko trzyma cie za kolano i drze sie przy nodze, nie pozwalając ci wejsc do łazienki. A czy ojciec dziecka - bo wynika z twojego postu,ze nie wychowujesz sama-tez pracuje 24 h na dobe i nie moze choc na godzinę przejąc potomka? Wydaje mi sie - choć podkreślam - to tylko moja opinia- ze ten post jest wynikiem jakiejś kropli goryczy, która przepełniła czarę, że musiało być coś, co sprawiło,że powiedziałaś sobie:"Mam dość!". Ja podobnie jak wiele powyższych mam uważam, że wszystko jest kwestią organizacji i ustalenia sobie priorytetów.Jeśli nie masz ochoty składać prania z suszarki to po prostu to olej i połóż się na kanapie. Na kwadrans. Świat sie nie zawali. Mysle, że trzeba trochę wyluzować...Wszystkiego dobrego zyczę i pozdrawiam Niegrzeczne!
OdpowiedzUsuńTeraz, gdy mam dwoje dzieci, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że wszystko zależy od sytuacji. Z młodym było mi łatwiej znaleźć czas dla siebie, nie tylko dlatego że był jeden. Mogłam sobie przy nim pozwolić na czytanie książek, bo lubił karmienie na leżąco, spacery z młodym traktowałam jak randki z mężem w trakcie których można się nagadać. Poza tym bardzo szybko miał ustalony rytm dnia i łatwo było coś zaplanować.
OdpowiedzUsuńZupełnie inaczej z młodą. Jest równie cudowna jak jej brat, ale zupełnie inna. Książek się nie naczytałam przy karmieniu, bo na początku była trudna przy karmieniu. Trudno też przy niej coś zaplanować, przynajmniej na razie (ma pół roku). Na szczęście często się uśmiecha i to mnie całkowicie rozbraja ... :D
Ja staram się znaleźć czas dla siebie ... zawsze... Po prostu uważam, że lepsza zrelaksowana (w miarę możliwości), zadowolona, nie do końca idealna mama niż nieszczęśliwa perfekcjonistka.
Wiecie co, niektóre mamuśki? Dla mnie jesteście gorsze niż te wasze małe wiecznie rozpłakane i marudzące pociechy!! Ciągle narzekające mamy-kwoczki (mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam)! Nie wiedziałyście, że dzidziuś to nie lalka i czasem bywa różnie? Kto powiedział, że ja mam swój idealny świat? Dotykają mnie takie same problemy jak każdą z Was, ale zamiast lamentować ustalam sobie już za wczasu plan dnia, tygodnia! Dziś leżę i mam w nosie stertę prania i brudne gary, a jutro pracuję jak pszczółka, a pojutrze idę do kosmetyczki! Trzeba wrzucić na luz, jak ktoś nie umie sobie zorganizować czasu. Wiem, że trudno wszystko pogodzić, ale zamiast wyrywać sobie włosy z głowy i stresować wszystkich do okoła swoim gnuśnym nastawieniem do świata, wystarczy sobie zrobić jakiś plan. Postawić cel i powoli go zrealizować, bo takto drogie mamy stoicie na prostej drodze do popadnięcia w jakąś depresję. Nie wiem jaką pracę mają wasi mężowie. Jeśli cięzko pracują po te 12 godzin, wiadomo, że należy im się odpoczynek, ale warto wziąć pod uwagę, że kontakt z dzieckiem łapie się już od chwili jego narodzin.. nie powinno być tak, że tatuś wraca do domu a dziecko pyta: "mamo, kim jest ten pan?" Nie jestem za tym, żeby małżonka zamęczyć, ale godzina dziennie z dzieckiem chyba nie pozbawi go wszystkich sił. Tak samo my nie możemy 24 godziny na dobę zajmować się maluchem (skoro tak bardzo "oszczędzamy" naszych mężów, to czemu oni nie mogą czasem oszczędzić nas?)Nie wierzę po poprostu, że oni są non stop zmęczeni (no chyba że pracują w kamieniołomach).. A co złego widzicie w wysłaniu tatusia z dzieckiem na spacerek? Jestem wyrodną matką, że tak czasem robię? Więcej luzu i bądzcie bardziej "niegrzeczne", bo jak na razie chyba nie wiecie co to znaczy ;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńmamo Mateuszka, zazdroszczę ci tylko jednej rzeczy :że twój MĄŻ PRACUJE DO !5.
OdpowiedzUsuńMój pracuje od 7 do zwykle 19 (nienormowany czas pracy) później zwykle wraca do domu, stara się podlac trawnik, coś przykrecic, poklepac zajrzec do trzeszczacego samochodu skoczyć na większe zakupy.
o 21 kąpie nasza córeczkę a potem siada do komputera i przez kolejne 2-3 godziny uczy się badz pisze kosztorysy.
ja w tym czasie robię obiad na dzien kolejny, myje podłogi by dziecko nie zjadło jakiegos smiecia (gdyz jest raczkujacym 10 miesięczniakiem), sprawdzam poczte, biore szybki prysznic i zwykle o 1 w nocy jestem już w łóżku po to by o 7 rano zacząć dzien z moją ptaszyną.
Prosze nie pisz ze jestem rozkapryszona, nie wypisuj mi o podziale obowiązków. ja tez pracuje i kiedy wracam musze zrobić to co trzeba w domu i to czego nie zdażyłam w pracy.
I nie narzekam teraz na swoje zycie choc pewnie tak to wygląda.
Ktos powie no tak ale sa jeszcze weekendy tylko że w każdy weenend mój mąż albo pracuje (w sobotę) albo studiuje sobote i niedzielę.
A teraz o kontakcie z dzieckiem....pewnie moje dziecko ma większy kontakt ze swoja opiekunka lub dziadkami niż z moim mężem ale te ciągłe godziny w pracy sa tylko z myślą o naszym dziecku i o nas. By miec kase na wykonczenie domu z ogródkiem, spłacenie kredytu i rodzinnych wakacjach.
Oboje się zgodziliśmy na takie zycie. Gdy mąz mi mówił jak będzie wyglądała jego praca i studia wiedziałam ze będzie ciężko. Ale to nie znaczy że czasami nie mam dość i nie mam ochoty wyc w poduszke że jestem menagerem własnego domu i wszytko jest na mojej głowie.
Poza tym uważam że sa osoby stworzone do tego by byc z dzieckiem i mieć tych dzieci kilkoro (i mam takie znajome) a sa takie osoby jkak ja które licza dni do momentu jak dziecko będzie potrzebowało mniej zaangażowania w zabawe z nim.
Pozdrawiam
Mamo Mateuszka, twoje komentarze nieodparcie przywodzą mi na myśl postać Bree z "Gotowych na wszystko"- idealna rodzina, porządek, idealna pani domu, kobieta i organizacja, organizacja, organizacja!! :) Każdy ma inną receptę na szczęście - organizacja, organizacja vel "uporządkowany" chaos. Ps. a ponarzekać na swój los każdy czasem lubi i czasem tego potrzebuje.:)
OdpowiedzUsuń:) ja jestem mamą 3 miesięcznych bliźniaków , czasami jest ciężko i mam ochotę to rzucić w cholerę;) ale jakoś muszę wytrzymać grunt to loooz ;) nie ma się co spinać młody i lalka siedzą właśnie przed TV , nic nie kumają ale mam chwilkę dla siebie ,Grunt to nie dać się zwariować i tak jak piszą dziewczęta Mamo Mateuszka przy jednym ciężko sobie coś zaplanować na 100% a co dopiero przy dwójce ale strategia "sprzedawania"szkrabów tacie sprawdza się u nas. Ale ponarzekanie czasem pomaga:D
OdpowiedzUsuńJest taka stara prawda: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mamy różne dzieci i różne sytuacje rodzinne. Tak jak nie ma diety cud dla każdego tak nie ma idealnego przepisu na życie rodzinne. Układać życie można na wiele sposobów. Najważniejsze żeby maluchy na tym zbytnio nie ucierpiały i żeby rodzice nie zatyrali się na amen albo oszaleli z frustracji.
OdpowiedzUsuńA o sobie mogę powiedzieć, że w ciąży przez pierwsze 4 miesiące pracowałam i studiowałam w weekendy podyplomowo, potem L4. Mam wrażenie że głównie wtedy spałam (po 14 godzina na dobę), a i wzięłam ślub cywilny:)
Fakt faktem wkurzam się czasem bo niestety nie da się wziąć urlopu od dziecka, można wzywać na pomoc męża i brać wolne godziny:)))
Przyznam się jeszcze że nie mogę się doczekać, kiedy moje dziecko zamiast żałośnie płakać jak jest głodne, pójdzie i zrobi sobie kanapkę, zje jogurt albo jabłko. Ale z drugiej strony oddam go pod opiekę komuś innemu niż mąż dopiero wtedy, kiedy będzie umiał powiedzieć o co mu chodzi i opowiedzieć mi co się działo.
A jeszcze jedno, mały (8 miesięcy) wieczorem zanim zaśnie to czasem jęczy, marudzi i wojuje w łóżeczku, mimo że najedzony, przewinięty i już jego pora.Mąż mi wtedy mówi, żeby go zostawić bo krzywda mu się nie dzieje, sam się uspokoi i zaśnie, a jak będę do łóżeczka podchodzić co chwila, to się nauczy, że jestem na każde jego kwiknięcie i faktycznie prędzej czy później mały zasypia bez mojego udziału.
Zaciskać zęby kiedy kiedy trzeba, odpuszczać kiedy można i ponarzekać żeby nie zwariować:)))
Mamo Mateuszka, mam wrażenie, że Twój świat wcale nie jest taki idealny :-o Wcześniej raczej miałaś pozytywne i neutralne komentarze - chyba coś w Twoim życiu obecnie układa się nie tak jak trzeba :-(
OdpowiedzUsuńPoza tym myślę, że autorka posta kocha swoje dziecko/dzieci nad życie (jak większość z nas) i stwierdziła tylko fakt, który jest prawdą, że po urodzeniu dziecka/dzieci zmienia się wszystko, potrzeby dzieci wychodzą na pierwszy plan (szczególnie jak są malutkie),a my nawet czasem nie mamy chwili ,żeby spokojnie zjeść obiad, na chwilę usiąść żeby odsapnąć (u mnie jest tak: jeżeli nawet jedno dziecko płacze i teoretycznie nic mu się nie dzieje, to zaraz zaczyna drugie czegoś chcieć, marudzić, czasem płakać - przyznaje, że to dla mnie za dużo i wolę coś z tym zrobić żeby nie zwariować niż spokojnie zjeść obiad :-o).
Wydaje mi się, że Helasek mówi w swoim poście przede wszystkim o tym, że po urodzeniu dziecka/dzieci tracimy część wolnośći - nie w każdej chwili możemy wyjść z domu, jesteśmy bardziej zależni od kogoś: musimy czekać żeby ten mąż wrócił z pracy i dopiero wtedy możemy wyjść, w weekend nie możemy sobie dłużej pospać, tylko musimy wstawać razem z kurami :-) Każda utrata wolności przez człowieka wpływa na niego źle - myślę, że to normalne. Każda z nas musi sobie z tym jakoś poradzić, przepracować. Poza tym są różne chraktery, osobowości - jedni są na tę utratę wolności bardziej odporni inni mniej.
Mąż mi pomaga w miarę możliwości, ale niestety nie wraca tak jak Twój Mamo Mateuszka o 15.00 - naprawdę w dzisiejszych czasach to rzadkość.
Mnie najbardziej brakuje czytania, czytania, czytania... Jeżeli Wy dziewczyny w ciąży lubice czytać, to wykorzystujcie właśnie do tego ten czas ciąży, bo potem będzie ciężko chyba, że potraficie przeczytać książkę w godzinę gdy dziecko śpi :D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŻeby nie było - znajduję czas dla siebie, staram się robić to co lubię, dbam o siebie itp. Inaczej nie dałabym rady :-o
OdpowiedzUsuńKochane mamusie, to niebywałe, że myślicie iż jestem wspaniała pod każdym względem,a moja rodzina to chodzące ideały:) Nie wiem, gdzie to wyczytałyście (w żadnym poście nigdy nic takiego nie napisałam), ale skoro tak, to tylko brać przykład :)) A tak na poważnie, ja po prostu mam silny charakter.. Rzeczy, sytuacje, które dla innych wydają się ciężkim orzechem do zgryzienia, ja przyjmuję ze stoickim spokojem.. Kiedyś też wszystko przeżywałam, stresowałam się na zapas, dopiero mój małżonek nauczył mnie "trzeźwo" myśleć, wnioskować i podejmować decyzję na podstawie wiedzy jaką na dany temat posiadam i może dlatego nie rozczulam się nad sobą! Też mam dni, gdzie chce mi się wyć do księżyca, ale zaraz sobie tłumaczę, że tak musi być, takie jest życie.. a uśmiech mojego dziecka leczy wszystkie rany. Mam to ogromne szczęście - wspaniałego, pomocnego męża, który pracuje do 15 :)więc cóż mi więcej potrzeba, po prostu jestem szczęśliwa.. piszę o moim sposobie na życie nie po to by ktoś mi zazdrościł, by się przechwalać czy przedstawiać fałszywy obraz macierzyństwa, myśle, że może komuś pomogę, podniosę na duchu.. bo tu ciągle zamiast zabawnych wpisów "niegrzecznych mamusiek" są tylko smutne wywody o tym jakie to macierzystwo jest brzydkie i bleee! Fajne, że możemy się gdzieś wyrzalić i poużalać nad sobą ale z boku to wygląda jak ostrzeżenie dla przyszłych mam: " NIGDY ŻADNYCH DZIECI" mamusie, popatrzcie na buźki swoich maluszków, na te wpatrzone w Was oczka.. naprawdę warto dla nich pocierpieć :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPrzecież jest wiele pozytywnych wpisów na blogu, chociaż może przeważają mniej pozytywne? Być może to już specyfika polskiej mentalności ;P
OdpowiedzUsuńMoże poniekąd z wpisu Helaska wyszło, że "NIGDY ŻADNYCH DZIECI", ale myślę że ona to też opisała tak bardziej "karykaturalnie":-)
Mi się raczej wydaje, że nie chodzi o to że każdy narzeka, tylko raczej o to że większość ma w głowie "obraz" przyszłego macierzyństwa jako słodkiej sielanki, który jednak nie jest prawdziwy :)a przynajmniej na samym początku po powrocie ze szpitala. Bo jakoś każde czasopismo, każdy program w TV pokazuje tylko obraz niezwykle szczęśliwej uśmiechniętej od ucha do ucha mamy, która jest chodzącym ideałem, a dziecko cudownym aniołkiem. Mnie jakoś ominęły te wszystkie "prawdy" i dopiero po porodzie (jak naprawdę byłam wycieńczona) okazywało się , że wszystko to co mnie spotyka jest normą u większości:) Szkoda tylko, że ta większość nie mówiła o niczym wcześniej wszem i wobec:) i nie chodzi tu o cudownego męża, którego zapewne każda z nas posiada i o to czy mogę zostawić z nim dziecko i wyjść(bo nie ma co ukrywać wielbicielek tradycyjnego macho jest coraz mnie wśród nas:) tylko raczej o nastawienie nas samych oraz innych osób do nas. Bo cóż innego znaczy sformułowanie "niegrzeczna mamuśka" jak po prostu, kobieta która jest dobra matką dla swojego dziecka ma własny pogląd na jego wychowanie i nie boi się oceny innych co do swojego postępowania. A z taka oceną się spotykamy na każdym kroku. Ja np zaliczyłam już pytania od całkiem obcych sobie ludzi: a Pani już nie karmi piersią? o a pani tak bez maluszka wyszła, to co z ojcem zostało? itp itd
OdpowiedzUsuńINgriana, moze potrzebuje się przytulić, czuć Cię przez chwilę przy zasypianiu? ja pamiętam, wciąż! jakie to daje poczucie bezpieczeństwa:)
OdpowiedzUsuńjak dla mnie przy takich dylematach typu "podchodzić czy zostawic" jest rada z "Jezyka niemowląt" - gdy dziecko płacze, marudzi - podchodzisz, ale nie rzucasz się od razu, bo wtedy, jak się słusznie obawiasz, moze się nauczyć, że przy byle kwiknięciu już Cie ma. podchodzisz spokojnie, i zależy teraz co - albo go bierzesz na ręce, przytulasz - nie kołyszesz, nie śpiewasz, nic nie mówisz - ono ma tylko poczuc, że przy nim jesteś, może to też w sumie czuć bez wyjmowania z łóżeczka.
jesteś przy nim - aż się nie uspokoi - po czym spokojnie odkładasz z powrotem i odchodzisz gdzieś, gdzie Cię nie widzi.
całą akcję należy powtarzać do skutku - na początku bywa, że i kilkanaście i więcej razy, ale następnego dnia już mnie i mniej - nasza Krewetka załapała po trzech dniach i zasypiała sama (ostatnio znowu ją trochę rozpuściliśmy, bo uwielbiam ją przytulać, jak zasypia, a nieMąż śpiewać dziwne kołysanki:))
sposób naprawdę rewelacyjny - i wyważony:)
przepraszam, że nie na temat, ale jeśli komuś ma t pomóc, to chętnie zniosę ewentualną krytykę:)
Powiem tak, ja dopiero myślę o macierzyństwie i uważam drogie niegrzeczne mamuśki, że wasze wpisy absolutnie nie są smutne i zniechęcające,a już na pewno nie odbieram ich jako brzydkie i ble. Fakt potwierdzają wiele z moich obaw co do kompletnej/totalnej zmiany w życiu,ale raczej pokazują te zmiany realnie, czasem trochę ironicznie lub z przymrużeniem oka:) Ze wszystkich wpisów wynika jedno, choćby nie wiem jak ciężko było kochacie swoje szkraby i to najważniejsze. Ważne jest to co pisze Pola, ten blog pokazuje jak jest naprawdę, a bywa ciężko, nie słodko, różowo i cudownie jak w reklamach tv tylko normalnie trudno, cudownie, wykończająco, cholernie absorbująco, abstrakcyjnie śmiesznie itp. itd. Dzięki wam niegrzeczne mamuśki - macierzyństwo może być wyborem świadomym :D człowiek po prostu wie na co się pisze :DDD A ja już wiem, że w ciąży muszę koniecznie i absolutnie prawo jazdy zrobić :))
OdpowiedzUsuńJa powiedziałam coś takiego młodej "ciężarówce" (w realu) "to ostatnie chwile twojej wolności, potem pojawi się mały terrorysta, który będzie miał gdzieś że chcesz spać, jeść lub siusiu... To będzie trudny rok.. To będzie także WSPANIAŁY ROK - ciesz się nim"
OdpowiedzUsuńNiestety nie da sie wyspać na zapas, trudno też czasem "sprzedać" dziecko mężowi, bywają dni kiedy wszystkiego ma się dosyć. Ale może warto uświadomić sobie coś - wiele rzeczy można zrobic kiedy indziej. Książki, filny, knajpki, podróże nawet kariera - to wszystko "poczeka", będziemy miały jeszcze czas się pobawić i wystroić. A pierwszy rok naszego dziecka nie powtórzy się nigdy, nawet jeśli będzie nastepne dziecko to będzie inny rok. A te 12 pierwszych miesięcy to magiczny okres.
Większość z nas chciała mięć dziecko - może więc warto troszke zwolnić obroty, skupić sie na małym i CIESZYĆ SIE że jest..
Dzięki lenn, znam książkę i korzystam. Może mój opis wyszedł zbyt drastyczny. Nauczyłam się rozrózniać kiedy jest "mamo nie mogę zasnąć, pomoż mi" i wtedy działam, a kiedy "wyjij mnie z łóżeczka, jeszcze bym pobrykał", trochę przypomina to marudzenie kup mi lizaka itp. Już coraz rzadziej, ale zdarza się wieczorem, że zasypia ze mną a potem do łózeczka, albo rano kiedy mąż idzie do pracy to śpimy razem. Ostatnio drugi raz (od urodzenia) się zdarzyło, że nijak nie dało się go uspać i po 2 godzinach różnych prób poszłam na korytarz po wózek, potem pół godziny bujania i w końcu spał. Widać miał kiepski wieczór;-)
OdpowiedzUsuńZgadzam sie z Pauliną w 100%.Dlaczego nikt nie mówi ,ze bedzie przekichane?Mama w jakis czas po porodzie zapytała mnie- bo wiecznie narzekałam na trudy macierzyństwa- a co ty nie wiedziałas jak to bedzie?otóz nie, nie wiedziałam. gdybym wiedziała...nie wiem czy zdecydowalibysmy sie z mezem na dziecko.Młody skonczy niedługo 3 lata a nam wciąz jest ciezko, i niestety nie potrafie przywyknąć do tego ,że ja jestem mniej wazna, i moje potrzeby tez; że nie mamy dla siebie czasu z mezem, ze wakacje we dwoje to przeszłosc, ze spontaniczne wypady na weekend nie są spontaniczne...Jestesmy ze sobą 9 lat i czas przed młodym wspominamy ze łzami w oczach.Kocham moje dziecko, jest dla mnie skarbem ogromnym, ale czasem mam ochote cofnąc czas.Tez nie słuchałam kolezanek w ciązy, które mówiły nic nie rób, leż, odpoczywaj.Drugiego dziecka nie chcemy, pragniemy odzyskac NASZE ZYCIE.Może strasznie brzmi to co pisze ale tak czuje.Jedna znajoma powiedziała mi ostatnio" jak sie ma małe dzieci to są tak słodkie ze chciałoby sie je zjesc...a jak dorosną to sie żałuje ,że sie tego nie zrobiło", mój dziadek z kolei powtarzał" kto ma pszczółki ten ma miód, kto ma dzieci, ten ma smród"cóż, z niczego takie powiedzenia sie nie biorą, hm?
OdpowiedzUsuńJuż nie raz to pisałam, siedzenie w domu z dzieckiem nie zawsze jest sielanką, bo nie każda kobieta jest super zorganizowana a też i dzieci są różne - niektóre są grzeczne jak aniołki a inne drą się wniebogłosy nie wiedzieć czemu.
OdpowiedzUsuńJa sama wiem, że wiele daje nauczenie dziecka pewnego schematu - planu dnia - dzięki czemu jest dużo łatwiej wszystko ogarnąć. Poza tym jeśli tata naszej małej pociechy może się zająć dzieckiem, to zgadzam się z MamąMateusza - czemu nie wysłać go z dzieckiem na spacer a samej siąść choćby w spokoju poczytać książkę czy iść do fryzjera. To że stałyśmy się matkami nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu pozostajemy kobietami i czasem trochę egoizmu zrobi dobrze nam i naszym małym pociechom, by zawczasu się nauczyły że mama to nie robot ale też człowiek który potrzebuje czasem chwili dla siebie by odpocząć... by po prostu trochę zwolnić...