niegrzecznemamuski.blogspot.com

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laktacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laktacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2010

Terror laktacyjny raz jeszcze

27 komentarze
czyli od 'niegrzecznej' (wyrodnej) dla 'niegrzecznych'.

http://dziendobrytvn.plejada.pl/26,37760,news,,1,,laktacyjny_terror,aktualnosci_detal.html#autoplay

Nie powiedzialam wiele, nie bylo czasu/zzarl mnie stres(jestem totalnie niemedialna, a majac obok siebie biegajaca wokol corcie - stres murowany :D)
Nie poruszylam wielu kwestii.
Nie powiedzialam o OLBRZYMIEJ roli partnera
Nie powiedzialam o kulcie stwierdzenia 'KAZDA MATKA WYKARMI SWOJE DZIECKO',
Nie powiedzialam o tym ile szczescia dala Tacie Oli mozliwosc karmienia jej, o wiezi ktora miedzy nimi sie stworzyla
Nie powiedzialam tez ze Ola to zdrowa, silna i madra dziewczynka, mimo oslawionych opinii o nizszym ilorazie inteligencji dzieci karmionych sztucznie.
Nie powiedzialam tez ze minely jej nietolerancje na bialko, nie jest na nic uczulona, je zdrowo i zdrowo rosnie :)
Nie powiedzialam tez o tym ze sa tez i takie osoby ktore nekaja nas - kobiety ktorym to karmienie naturalne nie wyszlo, a pozniej siedza z dziecmi w knajpach typu mocny fast food objadajac sie hamburgerami. Czy to jest zdrowe? Gdzie tym razem pojawia sie ich wspanialomyslnosc dot. karmienia?????

A tak nawiasem mowiac? Sa jeszcze ludzie ktorzy wierza w to ze mleko sztuczne obniza poziom inteligencji?Jakim miernikiem mozna okreslic iloraz inteligencji majac podana jedynie jedna skladowa jaka jest karmienie????

Czy my idac ulica jestesmy w stanie stwierdzic ktora osoba byla karmiona mlekiem matki, a ktora mlekiem modyfikowanym? Czy w Waszych zakladach pracy/szkolach/srodowisku jestescie w stanie okreslic kto jak byl karmiony? Bo ja tego nie potrafie,

Pokarm Matki niewatpliwie jest bardzo wartosciowy, ale inteligencja to tez geny, to wychowanie, wyksztalcenie etc. Nie dajmy sie zwariowac!!!!

A.

czwartek, 28 stycznia 2010

Terror laktacyjny i inne...

58 komentarze
Przyznam się. Moja ciąża nieco nas zaskoczyła :) Wakacje, plaa, cieple morze, zachody słońca i przepiękne chorwackie winnice...Ehhh romantycznie było i tyle. Później pokazy lotnicze. Ja w Brnie, P. w Moskwie (foto-lotnicza pasja). Na pokazach ból brzucha i takie tam...W domu coś mnie podkusiło by jechać po test. Pozytywny. Rety!!! CO robić? Teraz?NIE!!! Teraz kiedy dostałam propozycje awansu? Teraz kiedy mam plany..? Rety, muszę zadzwonić do P. Swoja droga dobrze ze dowiedział sie będąc na wyjeździe, miał czas na przemyślenia:) I od tamtej pory tę małą fasolinke pokochaliśmy miłością bezgraniczna. Plany zmieniliśmy, awansu nie przyjęłam. Liczyło sie jedno: MY i fasolka. Pewne było ze rodzimy razem, razem chodzimy oddychać do szkoły rodzenia, razem robimy zakupy dla Oli itp. Tak samo pewne było ze biorę znieczulenie, ze chciałabym mieć swoja położna i...ZE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Jako logopedzie, nie przyszłoby mi nawet do głowy żeby karmić butelka. Mnie jako przyszłej mamie tym bardziej. Dlatego jadąc do szpitala nie miałam ani smoczków, ani butelek, ani nawet herbatek na laktacje, o laktatorze nie wspomnę. Nie miałam, bo nigdy w życiu nie przypuszczałabym ze w karmieniu piersią jest jakaś filozofia. No co? Bierzesz ssaka, przystawiasz i je. Proste, prawda?

Otóż ja jako logopeda wyłączyłam sie totalnie w momencie kiedy Ola przyszła na świat. Poród lekki, łatwy i przyjemny. Po znieczuleniu of course. Pierwsze dziecko, akcja porodowa łącznie ok 3h (Na Boga po co oni mnie jeszcze ta oxy faszerowali? Ale to tez temat na inny post. Taśmociąg wtedy był a nie porodówka). Po porodzie Ole zabrali na mierzenie, ważenie etc. Przynieśli i... zostawili nas. Aha przyszła jakaś położna po 2h (PS. Moja opłacona - NIE DOJECHAŁA) i KAZAŁA nam przenieść sie do innej sali. Ja z kroplówkami, P. pchał ten wózek z Ola i niósł nasze torby. Po drodze zemdlałam. Nikt sie nie zainteresował, bo mieli "urwanie głowy" jak mówili. Biedny P. wszystko sam jakoś ogarnął. I powiem szczerze leżałam 2 doby w szpitalu, przez ten czas NIKT absolutnie NIKT nami sie nie zajął. Tylko obchody lekarskie rano i wieczorem były. Myślicie ze ktokolwiek pokazał jak przewinąć, jak ubrać jak wykapać Ole? BTW wcale jej nie kapali w szpitalu bo "Nie mieli warunków". Myślicie ze ktokolwiek pokazał mi jak przystawić dziecko do piersi? NIE!!! A niestety moja wizja karmienia totalnie rozminęła sie z rzeczywistością. Ola nie ssała, nie miała odruchu. Masowałam jej paszcze całymi dniami. położna laktacyjna nas olała, bo nie miała czasu. Szpitala wspominać nie chce,bo łzy same napływają mi do oczu. W domu masakra. Ola nie pila mleka tylko samą krew. Potem krwią ulewała i znów płakała bo głodna. Ja byłam skołowana. czułam sie tak fatalnie fizycznie, ze nie wiedziałam jak sie nazywam. Mdlałam kilka razy dziennie. A Ola cały czas płakała. Przyjeżdżała za kupę kasy do nas położna laktacyjna, 3-4 razy dziennie. KAZDA MATKA WYKARMI...etc...Nie dawałam rady, nie byłam w stanie przystawiac Oli, ryczalam z bolu. Piersi to jedna wielka rana. dookoła wszyscy trąbili ze MUSZE, ze to KONIECZNE dla dobra malej, ze pewnie coś robie źle...Przyjechała Ciocia pediatra.
Ciocia: "Pozbawiasz swoje dziecko inteligencji, ograniczasz jej rozwój, zabijasz jej dzieciństwo!!! Czy ty wiesz co ty robisz? Zaraz ci sie zaczna choroby, alergie, skazy, problemy."*
Ja (przez łzy): Ciociu ale ja już nie mogę. To tak bardzo boli. Czemu cały czas leje sie ze mnie krew zamiast mleka?
Ciocia: Bo źle przystawiasz!!! Naucz sie wreszcie. Co z ciebie za Matka jak ty nie wiesz jak własne dziecko nakarmić? Przecież to jest instynkt! Idz do psychiatry. To coś z Toba jest nie tak!
Rety jak ja ryczałam. Nie wiem tylko czy z bolu czy z żalu do cioci za to co mi powiedziała. Nie spalam. Myślałam. JESTEM ZŁĄ MATKA...Musze sie leczyć, nie mam instynktu, co ze mnie za Mama itd..Dodam ze przy każdym karmieniu Ole odpychałam od siebie jak najgorszego wroga. W nocy chciałam jej nie słyszeć. Wstyd sie przyznać, ale żałowałam wtedy ze mam dziecko ;( płakałam, ale żałowałam. Próbowałam naprawdę wszystkiego. Nakładki, strzykawki, tony kremów, maści, okłady, laktator...i cały czas wielkie rany z których lala sie krew. Później już tylko gronkowiec, 42st gorączki, szpital, kroplówki, sterydy, antybiotyki, zastrzyki, totalna deprecha poporodowa...

Po powrocie dalej próbowałam...

P. nie wytrzymał, nie mógł patrzeć na moje cierpienie. Pojechał kupił butelki, mleko, smoczki...Pierwszy raz w życiu widziałam moje dziecko najedzone, pierwszy raz w życiu popłakałam sie ze szczęścia ze JĄ mam, pierwszy raz w życiu poczułam...instynkt macierzyński. Tak, może to głupie i przykre, ale przyznaje sie ze Ole zaczęłam kochać dopiero wtedy gdy przestałam udawać ze uda mi sie wykarmić ja piersią. Zawsze powtarzam ze Ola urodziła sie dwa razy. Pierwszy wtedy w szpitalu i drugi tuz po nakarmieniu butelka. I cały czas żałuje ze trwało to ponad miesiąc, bo tak naprawdę zmarnowałam cały ten czas.

Do tej pory słyszę przykrości dot. mojego sposobu karmienia, ze to nie ta sama bliskość, ze nie ma tego uczucia itp. Do jasnej.... przecież nie karmie jej na kiju, nie karmie przez ścianę...Miedzy nami naprawdę jest wieź i tez czujemy swoja bliskość. Kocham ja nad życie, ona wpatrzona we mnie jak w obrazek i przytula sie zawsze tak mocno - mimo ze mleko leje sie z plastiku, a nie ze zmasakrowanej, no ALE PIERSI...

Strasznie żałuje ze nikt wcześniej nie opowiedział mi o tego typu historiach, żałuje ze nikt szczerze nie powiedział mi ze może być ciężko, żałuje ze nie było wtedy Klubu Niegrzecznych Mamusiek :)

PS. A poza tym to jak sie później okazało...pól mojej rodziny i większość znajomych butelka wykarmiona i żyje.

*Ola do tej pory 2 razy miała katar, jest cały czas w okolicach 50-60 centyla. Jest zdrowa, silna, energiczna. Ma co prawda nietolerancje laktozy, ale żeby zwalać to od razu na karmienie...?