niegrzecznemamuski.blogspot.com

piątek, 24 września 2010

Terror laktacyjny raz jeszcze

czyli od 'niegrzecznej' (wyrodnej) dla 'niegrzecznych'.

http://dziendobrytvn.plejada.pl/26,37760,news,,1,,laktacyjny_terror,aktualnosci_detal.html#autoplay

Nie powiedzialam wiele, nie bylo czasu/zzarl mnie stres(jestem totalnie niemedialna, a majac obok siebie biegajaca wokol corcie - stres murowany :D)
Nie poruszylam wielu kwestii.
Nie powiedzialam o OLBRZYMIEJ roli partnera
Nie powiedzialam o kulcie stwierdzenia 'KAZDA MATKA WYKARMI SWOJE DZIECKO',
Nie powiedzialam o tym ile szczescia dala Tacie Oli mozliwosc karmienia jej, o wiezi ktora miedzy nimi sie stworzyla
Nie powiedzialam tez ze Ola to zdrowa, silna i madra dziewczynka, mimo oslawionych opinii o nizszym ilorazie inteligencji dzieci karmionych sztucznie.
Nie powiedzialam tez ze minely jej nietolerancje na bialko, nie jest na nic uczulona, je zdrowo i zdrowo rosnie :)
Nie powiedzialam tez o tym ze sa tez i takie osoby ktore nekaja nas - kobiety ktorym to karmienie naturalne nie wyszlo, a pozniej siedza z dziecmi w knajpach typu mocny fast food objadajac sie hamburgerami. Czy to jest zdrowe? Gdzie tym razem pojawia sie ich wspanialomyslnosc dot. karmienia?????

A tak nawiasem mowiac? Sa jeszcze ludzie ktorzy wierza w to ze mleko sztuczne obniza poziom inteligencji?Jakim miernikiem mozna okreslic iloraz inteligencji majac podana jedynie jedna skladowa jaka jest karmienie????

Czy my idac ulica jestesmy w stanie stwierdzic ktora osoba byla karmiona mlekiem matki, a ktora mlekiem modyfikowanym? Czy w Waszych zakladach pracy/szkolach/srodowisku jestescie w stanie okreslic kto jak byl karmiony? Bo ja tego nie potrafie,

Pokarm Matki niewatpliwie jest bardzo wartosciowy, ale inteligencja to tez geny, to wychowanie, wyksztalcenie etc. Nie dajmy sie zwariowac!!!!

A.

27 komentarzy:

  1. Ja karmię piersią, trochę z tego względu że jestem sknerą ;) a po części z innych osobistych względów, chyba było to bardziej potrzebne mnie jak dziecku, które na początku w ogóle nie chciało ssać piersi. Poza tym, jedzenie zawsze jest ciepłe i pod ręką ;)
    Od 7-go miesiąca życia Szkraba dokarmiam również butlą. I nie powiem, że karmienie piersią to sielanka. Niejednokrotnie (przynajmniej na początku) była to drogą przez mękę. I tak jak opisywały to różne poradniki, że karmienie piersią to takie ekscytujące itp.itd przeżycie - to w moim przypadku wcale tak nie było.

    Każda z nas ma prawo podjąć decyzję, jak chce karmić dziecko i nikomu nic do tego. Dziecko karmione butlą wcale nie musi też mieć gorszej więzi z matką, za to może mieć większą z ojcem jeśli je karmi :) Ponadto, karmienie butlą daje większą swobodę i niezależność mamie, bo nie staje się "niewolnicą cyca" gdy dziecko staje się starsze i domaga się piersi nie z głodu tylko traktuje ją jako gryzak przy ząbkowaniu, albo się po prostu bawi.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, wypadlas swietnie, nie tracilas watku jak Ola Cie rozpraszala, podziwiam :) A fakt, ze trudno w takim krotkim czasie zawrzec wszystkie mysli...

    Co do inteligencji i karmienia piersia - jako absolwentka psychologii (ekhem, ekhem;-) radze nie przejmowac sie takimi bzdurami. Wg rozlicznych badan, polowa zmiennosci inteligencji w populacji tlumaczy sie genami, a polowa wplywem srodowiska. W tym srodowisku jakas tam czesc zajmuje dieta, a w niej jakas tam czesc karmienie we wczesnym dziecinstwie. Latwo sobie wyobrazic jaka "czasteczke" naszej inteligencji warunkuje karmienie lub nie piersia. Do tego ciezko stwierdzic czy to nie bliski kontakt z matka na przyklad (ktory wiaze sie z karmieniem piersia, ale nie tylko) ma wplyw na inteligencje. A ja wierze tylko w dwie zalety karmienia piersia - jest praktyczne i tanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy byłam w ciązy przygotowywałam się na karmienie piersią, nakupowałam wszystkie możliwe akcesoria, które miały mi w tym pomagać. Pierwsze załamanie przyszło tuż po porodzie..zero pokarmu. 4 dni spędzone w szpitalu to najgorszy koszmar..byłam zmuszana do przystawiania dziecka do piersi. Córcia pogryzła mi całe sutki, leciała krew..a mleka nie było widać. Panie od noworodków nie chciały dawać córce mleka w butelce bo twierdziły, że trzeba..trzeba...i jeszcze raz starać się aby pokarm się pojawił..hm. Litrami wypijałam herbatki na laktację i nic...Po powrocie do domu..mleko pojawiło się..na 2 dni...Było go bardzo mało i mimo przystawiania do piersi i odciągania laktatorem zanikło. Córcia ma dzisiaj 14 miesięcy, karmiona była mlekiem modyfikowanym, nie zachorowała Nam ani razu, rozwija się jak najlepiej i nie uważam, że stała się jej jakaś krzywda. Nie wiem dlaczego potępia się kobiety, które nie karmią piersią, mnie potępiano i nie miałam zamiaru każdemu tłumaczyć się, że po prostu mleka nie było. Rozumiem kobiety, które same rezygnują z karmienia piersi mimo, że mają taką możliwość. Najważniejsze to aby mama była szczęśliwa a nie siedziałam załamana z dzieckiem przy cycku.."bo tak trzeba". Pozdrawiam Was mamuśki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Karmiłam piersią przez 13 m-cy, bo od początku wiedziałam, że chcę:) Ale też zapewne dzięki temu, że mam biust stworzony do karmienia (żadnych zastojów, bóli, krawień czy innych problemów)... i w tym kontekście wyznaję bez bicia, że naprawdę wydawało mi się, że "każda kobieta może...", że jest to "jedyny słuszny" sposób karmienia niemowlęcia itd. Myślę, że na swój sposób byłam gotowa uprawiać terror laktacyjny na znajomych Mamach (oczywiście - jak sądziłam - w dobrej wierze!). Na szczęście zanim narobiłam "dobrymi radami" jakiś szkód w umyśle młodych, zagubionych Mam trafiłam na ten blog:) To nie pierwszy wątek na ten temat, Wasze historie dużo mnie nauczyły i dzięki temu nie oceniam nikogo, nie narzucam swojego zdania, a wręcz przeciwnie, kiedy trzeba, zamieniam się w żarliwego obrońcę butelki:) Bo w 100 % zgadzam się z Anią, że często Mama potrzebuje zapewnienia, że jej dziecko, które nie je jej mleka będzie równie zdrowe i szczęśliwe jak to "wiszące przy cycu":) Bo tak jest! A u nas w kraju jak zwykle ze skrajności w skrajność… najpierw kult butelki, teraz sutka:) I zamiast wsparcia – „dobre rady” i krytykowanie!
    I za tę świadomość dziękuję pomysłodawczyniom blogu!!! Dzięki dziewczyny:)
    A na marginesie Pani Położna z programu nie wiem w jakim szpitalu pracuje, bo w tym, w którym ja rodziłam nikt sobie kręgosłupa nie dewastował pomagając przystawiać dziecko do piersi, wręcz przeciwnie dokarmianie butlą było na porządku dziennym!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja widzialam - wypadlas super! Szkoda, ze byly az 3 rozmowczynie na tak wazny temat i tak krotki czas...Pani Kalyta lekko mijala sie z prawda mowiac, ze matki powinny pytac i prosic polozne o pomoc, bo one po to sa. Tia, ja probowalam w szpitalu, traktowano mnie jak natretna muche czasem... wazny temat i dobrze ze wreszcie DDTVN go poruszyl (pisalam im maila z propozycja tego tematu juz dawno temu).

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam na żywo i najpierw poznałam Olę :) Patrzę i tak się zastanawiam, co to za znajoma buźka :)
    Wyszłaś bardzo fajnie, a temat bardzo ważny. Mi się udało zawalczyć o karmienie, ale wiem jak ciężko jest. Sama widziałam, jakie kobiety mają problemy, wklęsłe sutki, brak pokarmu itp.

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie kobieta uczyła w szpitalu, ale jakoś po rusku, dziecko układać na przeciwległą rękę niż cyc:)

    nie spotkał mnie co prawda "terror laktacyjny", ale widząc ogrom wypowiedzi na ten temat, uważam, że mogłaby na ten temat powstać jakaś mała debata społeczna albo akcyjka, bo to, co słyszę i czytam o paniach w szpitalu, zakrawa na skandal.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ania suuper! Troche zbyt wiele różnych sprzecznych treści w jednym krótkim odcinku moim zdaniem. I za krótko, bo o tym mógłby być cały tydzień, miesiąc, a nie parę minut niestety..

    OdpowiedzUsuń
  9. Bylo malo, krotko i do sedna nie doszlismy, no ale czasu malo. Moze kiedys bedzie tydzin walki z terrorem tak jak mowisz zosiu :D Wtedy moglabym sie nagadac :D

    Swoja droga dzieki dziewczyny, bo stres odjal mi odwage z ktora tam szlam. Milo czytac ze bylo ok.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nie przezywałam (???) terror ale powiem że jest presja w Polsce żeby karmić. Ja chciałam karmic czyli miałam to gdzieś ale patrzyłam jak inne mamy walczyli z presją. Jest trudno coś powiedzieć jak położna albo lekarz mówi że dziecko jest głodny i sugeruję że twój wybor jest zle.

    Be strong ladies!
    Sorry for my mistakes :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Droga Niegrzeczna Mamo, byłaś świetna na wizji, a po co zaprosili, skądinąd bardzo miłą, p. A. Kalczyńską to naprawdę nie wiem...nic nie wniosła do tematu ciekawego, a tylko czas antenowy zabrała:)
    Ale do rzeczy! O blogu niegrzecznych mamuś usłyszałam w radiu przez przypadek i od razu tu zajrzałam, bo lubię na przekór robić światu, a że za 1,5 miesiąca mam nadzieję zostać szczęśliwą mamą, to już teraz robię wiele rzeczy na przekór własnemu otoczeniu, jak np. przyjęcie darmowego wózka i półdarmowego fotelika od dobrych ludzi, zbieranie i pozyczanie ciuszków od znajomych, zakupienie za półdarmo używanego łóżeczka, chodzenie na szkołę rodzenia (po co komu szkoła rodzenia, kiedyś nie było i kobiety też rodziły), chodzenie co miesiąc do lekarza ("ja nie chodziłam, USG nie miałam i dziecko zdrowe urodziłam" - to w ogóle jest temat na osobny post, może się w wolnej chwili rzucę), plany rodzenia z mężem (po co rodzić z mężem, kiedyś się nie rodziło, chłop nie od tego jest by cię oglądał w takim stanie :P) i tak dalej i tak dalej moje kochane. Staram się zachować niezależność i myśleć o tym co dla MNIE jako mamy jest ważne. Ale są różne terrory, którymi przyszłe mamy są epatowane, a przecież nie doszłam jeszcze do owego laktacyjnego. Otóż chciałam Wam kochane Niegrzeczne podziękować, bo gdyby nie ten blog, to pewnie też bym miała presję na naturalne karmienie i przeżywała straszliwie, żem wyrodna matka, gdyby nie wyszło. Dzięki Wam nie mam presji i choć chciałabym pokarmić Syna piersią, to jeśli się nie uda - nie będę rodzierać szat z tego powodu. Wiem, że nie jestem sama i za to Wam dziękuję. Pójdę rodzić spokojniejsza. Codo wywodów p. Kalyty, to wygląda mi na to, że to, że kobiety nie są w szpitalu instruowane jest ich winą, "bo nie pytają". Droga pani Kalyto, pani chyba nie zna realiów polskich szpitali. A wymagać od biednej, pozszywanej i rozbitej hormonalnie mamy, aby nawoływała położną do pomocy jest chyba zbyt wygórowanym żądaniem. Szpitale są przepełnione, dzieciątka się rodzą na potęgę, a kto się przejmuje że tam sobie w kąciku młoda mama popłakuje? Ma karmić i już! Mam dużo koleżanek świeżych mam i też się nasłuchałam o krwawiących sutkach i karmieniu wbrew sobie. PS A wiecie, że w Poznaniu w jednym szpitalu jest taki pan doktor, który twierdzi, że jedynym przeciwwskazaniem do karmienia piersią jest.... no kto wie? Brak piersi:))) Mówię poważnie. Buźka dla wszystkich:***

    OdpowiedzUsuń
  12. Wracając do mojej wcześniejszej wypowiedzi to potwierdzam mamuśki, które się tu wypowiadają. W szpitalu MAJĄ GDZIEŚ młode mamy..trzeba karmić, przystawiać do piersi i koniec....No tak..ale jak przystawiać, jak karmić, jak się ułożyć, jak ułożyć dziecko??...jest tysiące pytań na które nikt Nam nie odpowiedział. W szpitalu w którym rodziłam położna przychodziła tylko raz dziennie!! Moje sutki były już obolałe, krwawiące, nawet laktatora nie mogłam z bólu do nich przystawić..a położna na siłę pokazywała mi jak mam karmić córcię. Nie interesowało ją, że huśtawka hormonalna zwalała mnie z nóg, piesi bolały chyba bardziej niż sam poród...płakałam po kątach w toalecie...ALE TRZEBA NA SIŁĘ KARMIĆ..w ten sposób krzywdzono i mnie i moje "nie najedzone dziecko". Chyba mało jest w Polsce "dobrych" położnych. Może czasami trzeba usiąść z matką, porozmawiać, sam na sam..bez obecności osób trzecich...może położna powinna być bardziej jak terapeuta...Wysłuchać młodą mamę co jest dla niej najlepsze..karmienie piersią czy butelką.

    OdpowiedzUsuń
  13. Było super, naprawdę. Podziwiam bardzo!! Bo składnie i elokwentnie :) Ja bym się jąkała i bełkotała coś pod nosem :)
    I rzeczywiście za krótko, bo to temat rzeka. I mam takie wrażenie, że pozostałe Panie troszkę zbaczały z tematu i może dlatego nie udało się poruszyć więcej kwestii. Pani położna zwalała winę na matki, a druga Pani chyba nie rozumiała "problemu", bo z tego co mówiła - sama go nie miała.
    A Ola - prze prze cudna :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam wszystkie Mamuśki - te mniej i bardziej niegrzeczne! Czytam blog od dłuższego czasu ale dopiero ten temat sprawił, że postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Nasz Synek ma obecnie 11 miesięcy. Czekając na dziecko wcale nie zastanawiałam się nad tym w jaki sposób będę je karmić. Po prostu było dla mnie oczywiste, że po to mam piersi żeby Maluch z nich skorzystał. Okazało się, że nie jest to takie proste ani oczywiste:
    1. położne miały nas wszystkie w nosie. Bardzo wkurzyło mnie stwierdzenie P. Kalyty, że to nasza wina, bo nie prosimy o pomoc. Ja akurat należę do osób mocno asertywnych i nie mam problemu z proszeniem o pomoc. Położne "pomagały" z wielką łaską. A co było najbardziej absurdalne, to każdej z nas kazały/uczyły karmić na leżąco. Nie wychodziło mi to za cholerę - nie widziałam dziecka i było mi ogólnie niewygodnie. Każda próba zmiany pozycji kończyła się ochrzanem ze strony położnych... Tak znienawidziłam tę pozycję, że po wyjściu ze szpitala ANI RAZU już się nie położyłam do karmienia!
    2. o bólu nawet nie warto wspominać - każda, która to przeżyła doskonale wie. Ja jednak zaciskałam zęby i karmiłam dalej.
    3. Pomimo tego, że Synuś bardzo chętnie pił cyca, to bardzo słabo przybierał na wadze - przez pierwsze 4 miesiące życia przytył tylko 900g. To mnie ostatecznie przekonało o dokarmianiu butlą.
    Do 7 mż Arturo jadł najpierw cyca a potem jeszcze butlę. Zaczął pięknie przybierać na wadze i teraz jest dzieckiem książkowym. Pewnego pięknego dnia po prostu cycowi powiedział "nie". Dzięki temu ominął mnie kolejny olbrzymi problem pt. "jak odstawić dziecko od piersi". Moje odstawiło się samo :)
    pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Z kolei ja karmiłam piersią i starsza córkę i teraz młodszą. W moim przypadku obie miały błonkę pod języczkiem, to tzw węzadełko i to właśnie przeszkadzało niuniom w wysuwaniu języczka po brodawkę co w efekcie kończyło się ranami brodawek. Poprosiłam lekarza o skierowanie do laryngologa i po przecięciu błonki uuuuuuuuulga.
    Mówię o tym, bo jeszcze w żadnych artykułach czy postach nikt o tym nie wspomniał.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi w szpitalu dwa razy pokazano jak karmić małego...:/ Potem musiałam sobie radzić sama bo położne nigdy nie miały czasu!Po dwóch tygodniach obolałych piersi i męczenia się przy karmieniu pokarm zanikł! Nie miałam zadnych nacisków ze strony rodziny wręcz przeciwnie od ciotki usłyszałam: "przynajmniej jak dasz butelke to widzisz ile zjadł a tak to nigdy nie wiadomo czy dojadł czy nie!" Mój mąż też chętnie karmił małego przez butle, w nocy ja najpierw zmieniałam małemu pampersa on robił mleko. Z butelką było ok maluch lepiej spał, zresztą super sie rozwija nie choruje i ma sto pomysłów na minute;) Powinnyśmy mieć wybór jak karmić dziecko! Nie ważnie czy sztucznie karmione czy naturalnie ważne że kochane i rozwija się w domu pełnym miłości bo niestety ale nie każde dziecko ma taką szanse...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja zawsze mowilam, ze nie bede karmic piersia. Bedac w ciazy zmienilam zdanie. Nagle poczułam cos co mowilo mi, ze bedzie to najlepsze dla dziecka. Syn urodził sie duzy. Nie chcial piersi, denerwował się, polozna w domu byla swiadkiem. Byłam zawzieta ...byl nawał, gorączka, łamanie w kosciach zastoje. Nie poddalam sie zaczelam odciagac. Odciagalam tylko a moze az 2 miesiace. 6razy dziennie i w nocy dwa razy. Nie mialam czasu na nic. Syn sam odmówił potem mojego mleka. Pierwsze wylane mleko to był płacz-dlaczego? ja sie tak staram a On nie chce pic. Dostał modyfikowane i polubił odrazu. Co do terroru laktacyjnego ja w szpitalu czułam się okropnie. Była raz połozna laktacyjna, widziała jaki mamy problem to zrobila oczy wielkie i nas olała. Sama musiałam sobie radzić. Znam dużo dzieci na butli od początku i są zdrowe i nawet mniej chorują niż te na piersi. Nie wiem dlaczego jest taka nagonka na karmienie piersią. Skoro nic nikomu do tego jak karmi to czemu tak naciskaja na piers...eh..idzie sie podłamac przy pierwszym dziecku. Potem juz siei naczej patrzy na niektore sprawy. Swietny blog swoja drogą!:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aniu..Dopiero teraz udało mi się obejrzeć w internecie odcinek o HORRORZE LAKTACYJNYM. Byłaś rewelacyjna i miałam wrażenie, że widzę siebie. U mnie było tak samo i w szpitalu i w domu!!! Również przeszłam załamanie bo stwierdzeniach koleżanek: "Karmisz butelką??A dlaczego nie piersią? Głupia jesteś ..przystawiaj do piersi...". Chyba jest to prawda, że pokarm matki powstaje w głowie a nie w piersiach..po serii ciągłych narzekań na mnie i obwiniania mnie, że krzywdzę dziecko karmiąc butelką...pokarm zanikł już po 3 dniach od pojawienia się!!! Pani położna obecna w studiu jakoś do mnie nie przemawia....nie podobał mi się jej tekst, że kobiety nie proszą o pomoc położne...hm...Po kilku moich kursach do pokoju położnych i prośbach o pomoc przy karmieniu piersią odechciało mi się czegokolwiek a na pewno nie miałam już siły 10 raz w ciągu dnia powtarzać się,że mam problem z karmieniem....położna pojawiła się tylko raz!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Właściwie miałam sie nie wypowiadać, nie jest to bliski mi poblem a pouczać (czyli terroryzować) nikogo nie będe. Ale trafiłam na wpowiedź dziewczyny oczekującej dziecka.. i przypomniałam sobie że juz kilkakrotnie był taki temat.. więc jednak poględzę...
    Całkiem chyba niechcący ale wyszło coś na kształt anty-reklamy karmienia naturalnego. A to już nie jest fair. Bo gdybym była młodą mamusia (z depresją, obolałymi sutkami i tymi wszystkimi wątpliwościami pierwszych dni macierzynstwa) i przeczytała że wszystko jedno jak sie karmi to może bym odpuściła.
    Ale ja (na szczęście) miałam koło siebie najlepsze doradczynie - dwie kobiety które same karmiły.
    Do dziewczyn które całą ta polkę maja przed sobą - nie bójcie się szukać wsparcia, jesli nie uzyskacie go od personelu med. od rodziny - rozejrzyjcie się po sali. Kobitka która rodzi drugie, trzecie.. piąte dziecko może wam powiedzieć wiecej o karmieniu niż jakiś doradzca laktacyjny
    Karmiłam oboje moich dzieci. Za kazdym razem miałm z tym problemy... żeby było ciekawiej za każdym razem inne. Ból, nawał mleczny, depresja, gorączka, kryzysy laktacyjna, pogryzione sutki, strach że małe sie nie najada, dziecko non stop przy piersi, dziecko które nie chciało ssać, nieprzespane noce.. i jeszcze taki straszny moment kiedy mleko znikneło (na szczęście to było chwilowe) - tak to wszystko przeszłam.
    I warto było..

    PS. Moja ulotka:
    "mimo że karmiłam piersią:
    a) mój mąż miał zawsze dobry kontakt z dziećmi,
    b) moje życie towarzyskie nie zamarło, nie omineła mnie żadna impreza w której chciałam uczestniczyć,
    c) nie narzekałam na dietę
    dzieki temu że karmiłam (długo) piersią:
    a) nie wróciłam do nałogu palenia, co pozytywnie wpływa na moja cerę i finanse,
    b) wiele innych zalet które są oczywiste...

    Ps. Szanuje wybory innych i wiem że nie wszystkie kobiety mogą karmić. Ten wpis pewnie by się nie pojawił gdyby choć raz ktoś dla rownowagi zainicjował dyskusję "karmienie jest (jednak) fajne" lub "co zrobić by się udało - rady niepodręcznikowe "

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja natomiast w Szpitalu miałam super położną laktacyjną, która okazała mnie i Szkrabowi bardzo dużo cierpliwości i wytrwałości. Mały nie miał siły ssać. Mimo iż urodził się o czasie był bardzo mały. Wychodząc ze szpitala ważył zaledwie 2190g. Ale położna w szpitalu przychodziła do mnie w przeciągu dnia co 2 godziny i pomagała mi przystawić małego do piersi. Było ciężko, musiałam go dokarmiać z butelki by zaczął przybierać na wadze. Po powrocie do domu też było różnie, bo butla zaczęła się Szkrabowi bardziej podobać jak pierś. Ale i to przetrwałam.
    Jak pisałam wcześniej to karmienia piersią potrzebowałam ja - to jakaś potrzeba emocjonalna we mnie była. Ale łatwo nie było i teraz jak Szkrab ma już 9 miesięcy też niejednokrotnie łatwo nie jest. Dlatego rozumiem i nie potępiam mam, które decydują się na butle.

    Ja karmienia piersią nie zamieniłabym na butle, ale nie traktuje wypowiedzi tu zamieszczonych jako anty-reklamy karmienia piersią, tylko jako bunt przeciwko naciskom, że karmienie piersią jest jedynym i słusznym sposobem karmienia dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  21. Super dziewczyny! Dobrze, że ktoś to powiedział publicznie :) zabiegana jestem i dopiero teraz mogłam na spokojnie obejrzeć i poczytać.
    Terror też przeżyłam, zabrakło dobrych ludzi wokół mnie, zostawili mnie samej sobie.
    Mam nadzieję, że to się zmieni.
    Nie żałuję, bo przy bliźniakach jest inaczej, butelka to wygoda.
    śietny występ!

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam.
    Gratuluję występu, bardzo mi się podobał.
    Ja karmiłam piersią 20 miesięcy... zawsze chciałam tak karmić. Tak czułam i tak chciałam, poza tym dostępność mleka i gotowość do spożycia to duży plus... zwłaszcza w nocy. Karmiłabym dłużej, ale lekarka powiedziała, że Hania jest już duża, rośnie zdrowo, a ja wyglądam jak suchy patyk i muszę zadbać o swoje zdrowie teraz... więc z bólem serce odstawiłam małą...
    Nawiązując do szpitalnej sytuacji...
    W szpitalu miałam mały problem z prawidłowym dostawieniem małej do piersi, położna pościskała mi bolące piersi, ja zagryzałam zęby z bólu i nic z tego nie wyszło. Dopiero w domu mąż zamówił płatną laktatorkę (sprawdzoną w internecie), która pokazała mi jak prawidłowo przystawiać małą. Posiedziała 2 godziny, poprawiała gdy źle przystawiałam, pokazała jak ulżyć przy nawale pokarmu. To była jedna z najlepszych decyzji jaką podjęliśmy bo położne w szpitalu niestety często nie pokazują jak prawidłowo karmić (mimo, że matki pytają, proszą o pomoc!!!!)... matki wychodzą załamane, zrezygnowane z bolącymi piersiami. Mnie też bardzo bolały, ale po wizycie laktatorki było już tylko lepiej i wszystko szybko się zagoiło, przestało boleć, a mała jadła rzadziej gdyż najadała się do syta :)
    Jednak tak jak powiedziałaś, nawet częste wizyty laktatorek i innych speców od karmienia nie dają gwarancji sukcesu i zgadzam się, że wtedy ważne jest by ktoś powiedział: "karm butelką, będzie dobrze, niczego nie żałuj".
    Mam znajome, którym nie udało się karmić piersią mimo, że chciały. Mam też znajome, które świadomie wybrały karmienie butelką. Nikogo nie potępiam, nie wymądrzam się na temat wyższości karmienia piersią. Niektóre kobiety nie karmią bo cenią sobie swobodę, są wtedy szczęśliwsze, a szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Niektóre nie potrafią żyć bez pracy i po 3 miesiącach zostawiają dziecko z nianią i butelką.
    I mimo, że ja nigdy bym tak nie zrobiła to nie potępiam ich wyboru. Ludzie są różni, mają różne priorytety, różne wartości, najważniejsze by kochać swoje dziecko, ale także by żyć w zgodzie z samym sobą.
    Podziwiam kobiety, które tygodniami, miesiącami walczą o karmienie piersią, znoszą okropny ból i nie chca się poddać lub też bardzo często są pod silną presją. Wiem jak to fizycznie i psychicznie boli... ja miałam dużo szczęścia bo dość szybko spotkałam kobietę, która pokazała mi co i jak. Walczyłabym sama pewnie długo, miałam dużo siły i dość dobre samopoczucie. Jednak kobietom zostawionym samym sobie, bez fachowej skutecznej pomocy, bez wsparcia, czasem z deprasją poporodową lub złym samopoczuciem , często z przeświadczeniem, że są złymi matkami skoro nie potrafią wykarmić piersią swego dziecka jest bardzo ciężko poradzić sobie z tym.
    Wydaje mi się, że zamiast terroru laktacyjnego, który nie wpłwa korzystnie powinno się tylko informować o wszystkich plusach i minusach karmienia piersią i butelką, powinno się dawać możliwość zaczerpnięcia fachowej porady i powinno się pozostawić tę decyzję matce. Niestety zazwyczaj panie położne nie są zbyt chętne do miłej i odpowiedniej pomocy.
    Co do wpływu naturalnego karmienia na inteligencję, zdrowie... wierzę, że to co wymyśliła matka natura jest dobre, wierzę w opinie naukowców, że dobrze to wpływa na rozwój, ale żeby twierdzić, że dzieci karmione sztucznie będą mniej inteligentne, będą częściej chorowały to przesada. Wydaje mi się, że nie można IQ swego dziecka uzależniać od rodzaju karmienia... tak wiele czynników ma na to wpływ przecież.

    Życzę wszystkim mamuśkom aby miały dużo siły w sobie, aby wierzyły, że decyzja jaką podjęły jest dobra i by nie przejmowały się słowami innych bo w końcu kto kocha nasze dzieci mocniej od nas samych?!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem mamą bliźniaków i nie doświadczyłam terroru. Być może dlatego, że od początku mówiłam że będę karmiła butelką i w szpitalu położne na tak zdecydowane odpowiedzi nie robiły dąsów. Taką sobie wybrałam drogę bo stwierdziłam, że nie będę spędzała połowy dnia na karmieniu. Dziś Maja i Mateusz mają pół roku, są uśmiechnięte i nie wyglądają na mniej inteligentne. A dla mam karmiących piersią mam wiele szacunku zachowując w pamięci obraz mojej siostry , która przez 4 miesiące karmiła synka z krwawiącymi sutkami.

    OdpowiedzUsuń
  24. Co do wpływu karmienia butelką na inteligencję, to mój mąż od urodzenia, jeszcze na oddziale był karmiony mlekiem krowim (co teraz byłoby nie do pomyślenia). Znamy się ładnych parę lat i jakoś nie zauważyłam by z tego powodu był jakoś opóźniony. Ba! nawet udało mu się pójść na politechnikę, ma też niesamowicie analityczny umysł. Więc nie dajmy się zwariować :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Karmienie piersią a butelką - temat rzeka :-) Fajnie, że nawet w telewizji podejmuje się temat terroru laktacyjnego - którego ja doświadczyłam od swojej matki...

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie doświadczyłam żadnego terroru laktacyjnego, może dlatego, że od razu wiedziałam, że chcę karmić piersią i nie zraziły mnie pierwsze niepowodzenia. Przekonałam się natomiast, że i kobiety karmiące naturalnie są nękane, choćby wtedy, gdy ośmielą się karmią piersią w tzw. miejscach publicznych. Za niesmaczne uchodzi długie karmienie piersią, z jakichś powodów relacja dziecko-matka staje się wtedy patologiczna. Ba, mój zaledwie rok karmienia niektórym wydał się za długi.
    Szacunek i swoboda wyboru należy się obu stronom.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja odczułam jeszcze jedną formę nękania - sugestię iż karmiąc piersią głodzę dziecko. Cyt. "ja tam wolałam dać butlę przynajmniej wiedziałam że jest najedzony", "jaki leciutki - nasz jest o wieele cięższy" itp.
    Karmienie naturalne kosztowało mnie trochę wysiłku - i przykro mi czytać (lub słuchać) że ten wysiłek nic nie znaczy.

    Ps. Przepraszam ale termin "terror laktacyjny" zwyczajnie mi sie nie podoba. Ostateczna decyzja i tak należy do matki (tatus sie dostosuje i grzecznie pobiegnie po mleczko).
    Połozne w szpitalu zwyczajnie realizują odgórne zalecenia. A że w wiekszości robią to źle - to temat na dłuższą dyskusję o rzeczywistości szpitalnej..

    OdpowiedzUsuń