Od dłuższego czasu przymierzałam się aby sobie pomalować włosy. Więc korzystając z okazji, że mój niespełna 2,5 letni syn uprawiał swoje ulubione zajęcie czyli wyglądanie przez okno na dwupasmówkę i jeżdżące po niej samochody, pomalowałam. Po 30 minutach pora na zmywanie więc mówię do Artiego, że mama idzie umyć głowę a ty sobie oglądaj. Ledwie zdążyłam polać głowę, jak przeniknął mnie okropny chłód i........ nagle słyszę....... mama zimno, mama zimno..........
Zdębiałam.........
Okno......
Matko kochana.........
Otworzył okno..........
Czwarte piętro..........
Farba z głowy leci.......
Nic nie widzę.........
Krzyczę więc, żeby szybko do mnie biegł......
Jest.......
Cały......
Żywy.......
Spłukałam farbę i pytam go:Czy można otwierać okno? Mówi: Nie można (zakazane fajne).
Pytam dla czego? Bo można wypaść - odpowiada (czyli pamięta częste przestrogi ale ich nie rozumie).
Więc może z innej beczki.
Pytam go: Po co otworzyłeś to okno?
Bo chciałem zobaczyć jak pieski robią kupkę.
Wiedziałam o jego fascynacji kupką, bo przecież ogląda swoją codziennie, określa jakiej jest wielkości i koloru.
No ale to, to już przesada.
ps. kupiłam klamki z blokadą
a kupy piesków oglądamy na dworze (koszmar)
handzia








Wiesz, bez urazy ale ta sytuacja to dla mnie świadczy o braku wyobraźni. Generalnie nie ma czym się chwalić. Fajnie, że nastały czasy kiedy mamy nie muszą się napinać, być ideałem, godzinami prać, prasować i gotować ale są też granice.
OdpowiedzUsuńWystarczyło zawołać sąsiadkę, zrobić kawę i poprosić żeby na małego miała oko te parę minut.
"A" czy nie jesteś zbyt surowa. Chyba każda z nas miała takie chwile kiedy na kilka minut traciła malca z oczu i on okurat wtedy robił coś niebezpiecznego. Dzieci mają wiecej pomysłów niz jesteśmy w stanie sobie wyobrazić...
OdpowiedzUsuńO...masz rację Dorota dzieci mają tyle pomysłów...że brak słów. Kiedy wychodzę na spacer z moją roczną córeczką to nawet w wózku nie można jej spuścić z oczu..wszystko musi dotknąć, zawsze coś złapie, gdzieś włoży rączkę. Dzieci tu dużżżaaa odpowiedzialność!!!!!!!!!!!!!!Mieszkamy również na 4 piętrze i już mamy wszystkie okna pozabezpieczane...tyle się teraz słyszy o tym jak dzieci wypadają przez okno....brrrr...Trzeba zabezpieczać każdy kawałek naszego mieszkanka.MAMUŚKI PAMIĘTAJCIE O TYM!!
OdpowiedzUsuń@ Dorota - ja nie chcę nikogo oceniać. Całe szczęście skończyło się szczęśliwie ale skoro sama autorka na koniec kwituje sytuację mówiąc o kupionych zabezpieczeniach na okna to sama przyznaje, że o tym nie pomyślała.
OdpowiedzUsuńDzieci to duża odpowiedzialność. One jeszcze wiele nie rozumieją, dopiero uczą się świata, zasad w nim panujących. Dlatego też ze spokojną głową lepiej zabezpieczyć się z każdej możliwej strony. Na wszelki wypadek :)
Włosy to się farbuje jak dzieci śpią. Albo są pod opieką poproszonej o to osoby. I to nie tylko ze względów bezpieczeństwa - przecież farbowanie wymaga (u mnie przynajmniej) pewnego skupienia, żeby np.: równo wyszło:)
OdpowiedzUsuńNo proszę a miało być bez pouczania, dam se głowę uciąć, że u każdej z was dałoby się w ciągu dnia znaleźć jedną sytuację, którą można by było uznać za niebezpieczną dla dziecka.
OdpowiedzUsuńJadzia - dokładnie :-o
OdpowiedzUsuńnie da się być ciągle przy dziecku - i nie świadczy to o braku wyobraźni moim zdaniem, że się jej zostawia same przez jakiś czas. i nie da się zabezpieczyć wszystkiego, a dzieci mają wiele genialnych pomysłów.
OdpowiedzUsuńChoć nie wiem jakby to zabrzmiało - Zdarza się! Kto dziecka nie miał 24/dobę, ten pewnie nie zrozumie.
OdpowiedzUsuńA fascynacja kupą przyprawiła mnie o śmiech pełną gębą :) - błaha rzecz, a cieszy!
Mnie opowieść o kupie też ubawiła do łez :) a co do reszty, to racja że całe szczęście że nic się nie stało ale nie krytykujmy się aż nadto.
OdpowiedzUsuńDzieci to jeden wulkan energii i ciężko je upilnować, a każda z nas przecież też dzieckiem była i coś zrobiła gdy tylko rodzice choćby na chwile stracili nas z oczu. Ja pamiętam, że jako 4-ro latka urządziłam sobie z bratem konkurencję: kto dalej zeskoczy z telewizora. Ucierpiał na tym tylko telewizor (pękł kineskop), bo zrzuciliśmy go z komody przy którymś skoku - a mama poszła tylko do kuchni kolacje w tym czasie zrobić ;)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń(sorry, za szybko mi się kliknęło "wyślij")
OdpowiedzUsuńtak mi się przypomniało jedno z moich filozoficznych założeń, które uczyniłam jakiś czas po urodzeniu Krewetki - że wiadomo, że będzie chora, wiadomo, że zrobi sobie krzywdę, że cos się jej stanie... ja oblałam sie wrzątkiem (kto nie?:)), otwarłam okno na piątym piętrze i wychylałam się, a okno było otwarte "na ukos", wybiłam głową dziurę w szklanej części drzwi, a to wszystko przed czwartym rokiem życia...
z takimi założeniami paradoksalnie łatwiej się żyje.
U nas jeszcze nie dosięga do klamek, ale powoli przyzwyczajam się do mysli ze bedzie trzeba zabezpieczyć. Ale ja jak bylam mala mialam pododbne przejscia do lenn. Bijąc siez bratem wybiłam szybę w całych drzwiach (potem była dykta włożona..). Raz stanełam na parapecie (okno zamkniete) i cytuję mamę "położyłaś się na oknie" tak że miałam ręce i nogi w rogach okna (pajacyk). Rodziców nie było (miałam na oko 6 lat), był mój brat i babcia oglądająca serial. Rodzice wracając autem pod blokiem zawsze patrzyli na nasze okna i zobaczyli jak ich córka "leży na oknie". To byl jedyny raz w moim życiu kiedy dostalam w tyłek. Tata płakał bardziej niż ja ponoć. Ja nic nie pamiętam ehh.. Pamiętam też jak podpaliliśmy 'suszki'. Tu już bylismy starsi, ja chyba 8 lat, bylismy sami w domu i chcielismy sprawidzc jak szybko palą się takie suszone trawy. Okazało sie ze to ne byly suszone trawy tylko sztuczne i zaczeły się troche palić trochę topić - oj była duuuza dziura w wykładzinie..
OdpowiedzUsuńTez mam takie podejscie ze Kuba będzie miał siniaki, będzie sobie nabijał guzy i ździerał kolana. Będzie tłukł naczynia i inne tego typu rzeczy. Ale musze przyznac ze nie wpadłabym na farbowanie włosów podczas gdy dziecko nei ma opieki, przede wszystkim balabym się tego ze będe musiala gdzies szybko biec i z farbowania będzie tragedia ;) Zresztą prosty sposób mam na utrzymanie dziecka w łazience przez dłuższy czas - wsadzic pod prysznic z foremkami ikeowymi mula. Spokój na 20 minut ;)
W zyciu nie posadzilabym dziecka, przy niezabezpieczonym oknie! Od razu mialabym wizje, ze jej otworzy... Ciarki mi przeszly po plecach, kiedy to przeczytalam brrrrrrrrr...............nie ejstem idealna, moje dziecko juz nieraz nabilo sobie guza. A wlosy, tak jak napisala ktoras z Was, farbuje sie, jak dzieci spia! Wlasnie to zrobilam wczoraj... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńnastępna osoba co wszystko wie hahahahahaha
OdpowiedzUsuńDla mnie wygląda to jak popadanie z jednej skrajnosci w drugą. Jak licytacja "która jest bardziej wyluzowaną nowoczesną mamuśką". Sorry ale takie odniosłam wrażenie.
OdpowiedzUsuńsorki, ale nie widzę tu śladu "licytacji", pod innymi postami wydaje mi się, że bywały, ale tu - jakoś nie bardzo. jakieś konkretne przykłady?
OdpowiedzUsuńnie nie mam konkretnych przykładów. Chyba napisałam że "odniosłam takie wrażenie". To tyle.
OdpowiedzUsuńLubię tu zaglądać i przeglądać posty, komentarze... rzadko piszę, ale teraz witki mi opadły:/ Od komentarzy, nie posta, podkreślam od razu! Nie wierzę, że żadnej z Mam, które skomentowały opwieść handzi - z mojego punktu widzenia zabawną i pouczającą:) - mnóstwem "dobrych rad" (co się robi, czego się nie robi, kiedy się robi itd.) nie zdarzyło się NIGDY popełnić jakiegoś głupstwa... Takiego, które skończyło się dobrze dla dziecka, a mogło różnie. Jeżeli tak im się wydaje, to tym gorzej, bo to znaczy, że to im brakuje wyobraźni i nie wyciągają wniosków z własnych błędów. A te popełnia każdy! A pomysłowość naszych dzieci jest nieograniczona, w przeciwieństwie do naszej... Nie znaczy to oczywiście, że zwalnia nas to z odpowiedzialności, musimy stawać na głowie aby zapewnić maluchom bezpieczeństwo... ale czasem nie jest to możliwe, a rodzice to tez nie alfy i omegi, żeby zawsze o wszystko zadbać, o wszystkim pomyśleć, wszystko przewidzieć.
OdpowiedzUsuńWięc handzia, jak najbardziej jest się czym chwalić, bo dzięki temu ja na weekend zaplanowałam kupno zabezpieczeń do okiennych klamek:) Mój syn wprawdzie jeszcze nie dosięga, ale zanim się obejrzę zacznie, a ja będę już zwarta i gotowa:) A, no i ubawiłam się do łez, co nie bez znaczenia:)))
Zgadzam się w 100% z przedmówczynią!!! Dla mnie ten post był kolejną lekcją pt. "acha, jeszcze na to muszę zwrócić uwagę". Też zaplanowałam na jutro zakup takich zabezpieczeń :) Uważam, że powinno pojawiać się więcej podobnych historii ku przestrodze, bo żadna z nas nie jest w stanie przewidzieć wszystkich zachowań naszych Pociech. Jeżeli dzięki takim opowieściom zapobiegniemy chociaż jednemu nieszczęściu, to odniesiemy wielki sukces! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDobrze, że nic sie stało! Też musze kupić takie klamki
OdpowiedzUsuń