Na początku chciałam napisać parę słów uznania za pomysł odnośnie strony :)
A teraz parę słów o mnie
Może nie jestem za młoda, córę urodziłam mając 26 lat, ale na pewno czuje się bardzo młodą mamą. Długo staraliśmy się o dziecko więc jest ona wyczekana, wychuchana i wyprzytulana. Było też trochę komplikacji i strach o życie małej. Pewnie dlatego teraz każdą chwilę chcę spędzać przy małej, wszędzie ją zabieram i ciężko mi jest patrzeć jak jest choćby na rękach u babci lub nawet taty. A już na pewno nie wyobrażam sobie zostawić córy pod opieką osób trzecich przez pewnie najbliższy rok ;)
No i czemu każdy uważa mnie za wariatkę?? Że nie wykorzystam okazji iż mieszkamy z rodzicami żeby wyjść do kina lub na piwo.
Może to i dziwactwo, ale wole obejrzeć film na dvd niż myśleć czy coś się złego nie dzieje.
Popełniam pewnie wszelkie możliwe błędy, ale jest mi z tym dobrze :) Córa śpi z nami w nocy - zauważyłam że śpi wtedy 5 godzin, a w łóżeczku najwyżej dwie. Ma mnóstwo niepotrzebnych zabawek i ubranek. Przestałam karmić piersią i dzięki temu przeszły kolki, a ja jestem też szczęśliwa, że jem coś więcej niż kurczaka i marchewkę. Córa jest ciągle noszona, kołysana i przytulana. Nie boję się, że się przyzwyczai bo obie to lubimy. Używamy chusteczek do wycierania pupy, bo to oszczędza czas i nie bawimy się w mycie mydłem i wodą. Polubiłyśmy smoczek... i pewnie jeszcze dużo innych rzeczy mało wychowawczych :D
No a że czasem mam ochotę zaszyć się w koncie i płakać godzinami to nie znaczy, że nie jestem najbardziej szczęśliwą mamą na świecie :D
Pozdrawiamy inne zwariowane mamy
Joanna z Gabrysią
niedziela, 12 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Jestem na urlopie wychowawczym bo taką podjęliśmy z mężem decyzje, to JA chcę wychowywać swoją córeczkę, nie żadne opiekunki. Dziwne, że za swoją decyzję jestem potępiana przez kobiety, które sama mają dzieci. Czasami mam wrażenie, że będąc na wychowawczym popełniam jakieś przestępstwo. Nie mam ochoty na wychodzenie na babskie imprezy, zakupy..dla mnie szkoda czasu. Ten czas wolę spędzić z moim dzieckiem. Chcieliśmy tego dziecka, pragnęliśmy, wiedzieliśmy, że to obowiązek odpowiedzialność i taka sytuacja bardzo Nam odpowiada. Mam koleżanki-matki, które potrafią co tydzień szaleć na dyskotekach a dzieci zostawiać na noc swoim mężom. Zauważyłam, że "prawdziwi" przyjaciele zaczęli się ode mnie oddalać, nie rozumieją, że dla mnie najważniejsza jest córka. Nie siedzę w domu z przymusu, z lenistwa ( bo już nie raz słyszałam, że siedząc z dzieckiem na wychowawczym na pewno nie mam nic do roboty)..siedzę i zajmuję się córką bo ją KOCHAM i chcę z nią być każdą sekundę.
OdpowiedzUsuńOby nie zmieniło Ci się podejście i entuzjazm ;). Na początku bardzo chciałam spać z córką, ale wiedziałam, że przyjdzie moment, że będę chciała być nie tylko mamą, a wtedy obie mocno przeżyjemy rozstanie. Dlatego starałam nie doprowadzać do tego typu przyzwyczajeń. Teraz po 9 miesiącach cieszę się, że podjęłam taką decyzję, bo od początku nie miałam problemu z usypianiem małej czy z wyjściem z domu i zostawieniem tacie obowiązku wykąpania, karmienia i usypiania.
OdpowiedzUsuńIle mam tyle szkół wychowania. Grunt, że mimo tych wylewanych łez i tak jesteśmy szczęśliwe :).
Pozdrawiam.
Biegam sobie ostatnio z ciekawości po blogach patrząc na to, co ludzie myślą o życiu, dzieciach, szablonowych, codziennych sprawach... Rozumiem Twoje nastawienie i uczucie, jakim darzysz swoje dziecko - ja odczuwam to samo w stosunku do mojego kota. W sensie, że śpi ze mną i dziewczyną w nocy, a kiedy ktoś go bierze na ręce to nie czuję się za komfortowo. No i klei się do mnie, więc mogę powiedzieć, że spędzamy razem dużo czasu;)
OdpowiedzUsuńJeżeli jest to dokładnie to, co chciałaś i chcesz w życiu robić - jak najbardziej przyklaskuję!
ANIOL - jak dla mnie cierpisz na to, co większość moich znajomych - stopniowe oddalenie się od przyjaciół i znajomych. To nie jest tak, że ktoś oddala się od Ciebie - to Ty oddalasz ludzi swoim zachowaniem. Jak sama napisałaś, wolisz siedzieć w domu z dzieckiem, niż - że się tak wyrażę - udzielać się socjalnie. Jako osoba po drugiej stronie barykady powiem Ci tylko, że najbardziej wiernemu i lojalnemu przyjacielowi (a za takowego się uważam) odechce się ciągle inicjować coś, co nie spotyka się z jakimkolwiek odzewem z drugiej strony, bo "nie mam jak, bo dziecko", "nie wyjdę, bo wolę z dzieckiem/żoną posiedzieć", "nie, to już nie te czasy, bo ja mam dziecko"... Warto się nad tym czasem zastanowić. Kochasz dziecko i chcesz z nią być każdą sekundę - zatem nie obwiniaj pochopnie swojego otoczenia o to, że "oddala się ono od Ciebie"...
Pozdrawiam.
Po urodzeniu dziecka mam ten sam problem ze znajomymi co ANIOL, ale ja NAPRAWDĘ inicjuję kontakty i bardzo rzadko odmawiam wyjścia (bo też jest ich tak niewiele he, he). Próbuję się z kimś spotkać (niekoniecznie dzieciatym) ale często słyszę, że nie bo...
OdpowiedzUsuńTrochę mi wyjaśniła sytuację koleżanka, która zaprosiła mnie na świętowanie mgr. i przyznała, że miała wątpliwości czy może/wypada, bo przecież nie będę mogła zabrać dziecka do knajpy (zaznaczam nie jestem samotną matką), bo może wolę się wyspać, bo skoro mam dziecko to może już nie chodzę na imprezy.
Niestety dużo ludzi nie rozumie, że rodzic to normalny człowiek, który ma potrzebę kontaktów społecznych (i rozmów o czymś innym niż dziecko), a potomek nie potrzebuje obojga rodziców każdego wieczoru.
BRAWO JADWIGADE!! Tak samo jest właśnie ze mną...TO LUDZIE oddalają się od Nas-matek... Moje koleżanki mają dziwne przekonanie, że jak sie ze mną spotkają to będę rozmawiała tylko o dziecku..hm...Od kiedy urodziłam córkę w ogóle nie dzwonią, nie odwiedzają..
OdpowiedzUsuńOstatnio moja najlepsza koleżanka z pracy nie zawiadomiła mnie nawet o swoim ślubie...tłumaczyła się potem " myślałam, że jak masz dziecko to nie będziesz chciała przyjść na mój ślub"!!!
Sama raz zaproponowałam spotkanie..ale do dzisiaj brak odzewu. Tak więc Outside the Box nie należy oceniać kogoś jak nie wie się gdzie leży problem.
witajcie mamuśki,
OdpowiedzUsuńZgadzam się że znajomi odsuwają się od dzieciatych. Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż żyjemy wtedy w zupełnie innych światach. Nasze życie wygląda zupełnie inaczej i ta nić porozumienia gdzieś się urywa. No bo co kumpel będzie mi opowiadał jak wyrywał na imprezie laski a ja mu o tym że maluche prawie raczkuje, mówi mama itp. Jego to zanudzi a mnie jego opowieści zresztą też. Poprostu inne etapy w życiu.
Co to autorki to ja mam podobnie. Najlepiej się czuję jak mam malucha blisko siebie :) choć bywałam w kinach itp bez niego.
Myślę, że skoro to komuś odpowiada to jest ok. Ja mam syna i oczywiście kocham go ponad wszystko. Chcę by był ze mną i dlatego też jestem na wychowawczym :) co uważam za wielkie szczęscie dla siebie i synka.
Śpi z nami, kiedy ma kiepską noc. Całuję go, przytulam itp jednak myślę sobie że chciałabym żeby z wiekiem był coraz bardziej samodzielny...nie chce wychować takiej przylepki mamusi. DLatego też staram się żeby miał kontakt z innymi dziećmi i cieszę się kiedy jest u rodziców/teściów na rękach bo widzę jaką obu stronom sprawia to przyjemność i za nic nie mogłabym im tego odebrać.
Witam ponownie.
OdpowiedzUsuńANIOL - napisałaś "Moje koleżanki mają dziwne przekonanie, że jak sie ze mną spotkają to będę rozmawiała tylko o dziecku.." - czy jak się spotykasz to jest jednak inaczej?
Inne: "myślałam, że jak masz dziecko to nie będziesz chciała przyjść na mój ślub" - no to jest już akurat chore i podejrzewam, że może "przyjaciółce" chodzić o o coś więcej, niż prosty wykręt dzieckiem.
Ja tylko mówię jak sprawy wyglądają z mojej strony - dziecka nie mam i nie planuję mieć, jednak widzę jak mocno odpychają od siebie ludzie, którzy dziecko mają. Kilka z powodów zostało przemyconych w powyższych wypowiedziach, jednak nadano im ton normalności. Są to jednak jedne z wielu powodów odnośnie "odsuwania się tych złych przyjaciół".
ANIOL sama napisała, że "siedzę i zajmuję się córką bo ją KOCHAM i chcę z nią być każdą sekundę". Dla mnie to zrozumiałe - jednak trzeba się przygotować na zubożenie życia socjalnego i tym samym zmniejszenie intensywności przyjaźni jako takiej.
jadwigade - fajnie podeszłaś do całej sprawy i naprawdę mi przykro, że przez przyjacielskie insynuacje co do Twojej aktualnej sytuacji Twoje życie osobiste zalicza powolny spadem formy. Musisz sobie znaleźć normalnych znajomych;)
Anna - "Zgadzam się że znajomi odsuwają się od dzieciatych. Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż żyjemy wtedy w zupełnie innych światach. Nasze życie wygląda zupełnie inaczej i ta nić porozumienia gdzieś się urywa. No bo co kumpel będzie mi opowiadał jak wyrywał na imprezie laski a ja mu o tym że maluche prawie raczkuje, mówi mama itp. Jego to zanudzi a mnie jego opowieści zresztą też. Poprostu inne etapy w życiu."
Dla mnie to trafione w 100% stwierdzenie. Problem jednak jest nierozwiązywalny, bowiem kto od kogo oczekiwać ma przystosowania się do sytuacji drugiej osoby?
No i na koniec - traktuję moje wypowiedzi nie w kategoriach oceny innych ludzi, ale wyrażenia opinii z perspektywy bocznej, kompletnie poza sprawą. Mam nadzieję, że uraża to nikogos uczuć osobistych;)
hmm, a moi znajomi wiedzą, że gadam nie tylko o córce, spadku życia towarzyskiego nijak nie zauważyłam... traktuję ją jako kolejną osobę socjalną, jeśli się gdzieś ją da wziąć, to biorę, ona też musi mieć jakieś doświadczenia różne, a ludzie zobaczyć, że małe dzieci to nie potwory:) nie biorę jej tam, gdzie palą albo tam, gdzie wiem, ze będzie się nudzić, a na późne imprezy zostawiamy ją mojej mamie raz na jakiś czas, średni wychodzi to raz, dwa razy na miesiąc. wszystkie strony są zadowolone:)
OdpowiedzUsuńa a propos samej notki - Joanno, cieszę się, że jesteś zadowoloną Mamą, ale uderzyło mnie jedno zdanie - "Popełniam pewnie wszelkie możliwe błędy, ale jest mi z tym dobrze :)" - jeśli przewidujesz, że będzie Ci z nimi nadal dobrze w przyszłości (na przykład kiedy w wieku 3 lat córka będzie z Wami nadal sypiała w łóżeczku - jak córka mojego kuzyna), to fajnie.. ale na dziecko to też chyba musi działać, hm? pewnie nie da się uniknąć wszystkiego złego, ale błędy wychowawcze rzutują chyba głównie na dziecko, co? nie chcę się czepiać, bo może pisałaś o tych mniej "poważnych", ale tylko takie wątpliwości wyrażam.
Ja już trochę wyrosłam z tego etapu,bo dzieci duże, ale mnie osobiście denerwowało spotykanie się ze znajomymi co tylko o dzieciach gadali - to miałam w domu i chciałam się "oderwać". I sama się oddaliłam. Teraz mamy z przyjaciółmi umowę - żadnego rozmawiania o dzieciach, chorobach i kupach.
OdpowiedzUsuńKażdemu potrzebna jest chwila wytchnienia - od partnera, dzieci, pracy itp. A nieodstępowanie dziecka na krok pachnie mi trochę toksycznym rodzicielstwem.
Outside the Box.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię moich znajomych, są raczej normalni. Myślę, że dziecko to niejedyny powód zmian w życiu towarzyskim. Np. moi znajomi zatapiają się w związkach "Nie mogę przyjść bo mój chłopak jest przeziębiony, a sama nie chcę", albo dużo pracują, a w weekendy się doszkalają lub robią własne projekty, oddają się też pasjom "Musimy wyskoczyć na kawę, odezwę się jak wrócę z Pirenejów" :) Zauważyłam też niestety, że im człowiek starszy tym trudniej o nowe znajomości, gdyż odwiedza się mniej miejsc w których spotyka się nowych ludzi.
Anna - Nie nawijam cały czas o dziecku, ale przecież to ważna i duża część mojego życia, więc przecież nie mogę unikać tego tematu. Od tego ma się znajomych/przyjaciół żeby z nimi o wszystkim pogadać. Oczywiście jeśli kolegę tylko te laski na imprezach interesują, a mnie wyłącznie dziecko, to już nie ma o czym rozmawiać. Ale zazwyczaj jakaś wspólna płaszczyzna jeszcze pozostaje, prawda?
Małgorzata - zgadzam się w stu procentach z Twoim ostatnim zdaniem. To bywa trudne, ale trzeba się z czasem "odpępowić" żeby wychować samodzielnego człowieka.
Ostatnio byłam na weselu, z moim mężem i dwiema córami, jedna ma rok druga trzy. Chcieliśmy je zabrać a nie zostawiać komuś. To był nasz wybór i dobrze się z tym czuliśmy. jedni co mieli dzieci zawieźli pod opiekę, ok to ich wybór. Czyli każdy wybiera co mu wygodne, nam nie przeszkadzało to że mamy dzieci ze sobą, także tańczyliśmy z nimi, było super. a co do towarzystwa socjalnego, to gdzie to jest zapisane że całe życie trzeba się w tej samej grupie obracać???Można by zapytać dlaczego nie spotyka się za znajomymi z podstawówki??? A pytam się po co??? ten czas znajomości grupowej minął gdy się podstawówka skończyła, a znajomość została z kilkoma osobami i tak jest na różnych płaszczyznach. Coś się zaczyna a coś kończy, a czasami nakłada na siebie.
OdpowiedzUsuńJa też zauważyłam, że część (bo nie wszyscy) znajomych uważa, że jak ma się dziecko to już się nie będzie chciało wyjść na piwo do pubu, do kina czy tym podobne. Po części tak jest, zwłaszcza gdy dziecko jest małe bo człowiek jest niejednokrotnie zmęczony i nie wyspany i marzy o jednej przespanej nocy ;)
OdpowiedzUsuńAle z drugiej strony, to że mam dziecko nie znaczy, że jestem jakoś społecznie upośledzona. Niektórzy chcą siedzieć w domu z dzieckiem - to ich wybór. My z mężem natomiast zabieramy Szkraba wszędzie tam gdzie możemy. I powiem wam, że grille czy ogniska z dużą ilością znajomych to dla mnie odpoczynek - mimo iż jestem z dzieckiem. Powodem tego jest to, że na takich spotkaniach mój Szkrab ma tyle cioć i wujków, którzy chętnie go ponoszą i się z nim pobawią, że tak na prawdę ja mam wtedy wolny wieczór :D
Również uważam (i tak robimy z mężem), że dziecku należy się bycie z rodzicem. Zabieramy córeczkę wszędzie tam gdzie możemy i nawet nie chcemy słyszeć aby zostawiać ją z babciami, dziadkami, ciotkami. Chcemy, żeby z Nami uczestniczyła w weselach, spotkaniach, wyjściach z domu..Przecież to część Nasze rodziny dlaczego więc ma być gdzieś zostawiany aby rodzice mogli sobie pobyć ze sobą..Mieliśmy już czas bycia we dwoje i kiedy pojawiła się na świecie uznaliśmy, że zawsze jak tylko to będzie możliwe będzie z Nami. Ostatnio koleżanka zaprosiła mnie na kawę i dodała: Pamiętam, że masz przyjść z córcią..haha. Poszłam jednak sama a dziecko zostało z tatusiem :-))
OdpowiedzUsuńANIOL zgadzam się w wielu kwestiach z tobą, tylko jedna budzi we mnie pewien sprzeciw: "Przecież to część Nasze rodziny dlaczego więc ma być gdzieś zostawiany aby rodzice mogli sobie pobyć ze sobą.Mieliśmy już czas bycia we dwoje". -Nie potępiam cię za to absolutnie, bo jeśli tobie i twojemu mężowi to odpowiada to jest to najważniejsze.
OdpowiedzUsuńOczywiście, dziecko jest częścią rodziny, a w czasie gdy jest niesamodzielne staje się centrum naszego zainteresowania. Jednakże pielęgnacja więzi między rodzicami jest czymś niezwykle istotnym. Ja uważam, że raz na jakiś czas dziecko należy zostawić z dziadkami, z ciocią czy opiekunką na wieczór czy weekend i pobyć trochę razem z mężem by pielęgnować jakże istotną, intymną więź między sobą. Bo przecież dziecko kiedyś się usamodzielni i wyprowadzi. Wtedy pozostanie nam tylko mąż czy partner. Ja np. nie sprowadzam mojego męża tylko do roli taty, w dalszym ciągu widzę w nim partnera życiowego i tym dla mnie przede wszystkim jest.
Po pierwsze witam serdecznie, jako że pierwszy raz postanowiłam zabrać głos na tym forum. Czytam sobie te wszystkie wypowiedzi i szczerze mówiąc... oczy coraz szerzej mi się otwierają! Sama jestem mamą maleństwa które skończyło właśnie 3 miesiące. Kocham moją córeczkę ponad życie, ale... No właśnie i tych 'ale' jest tutaj sporo. Bo po pierwsze znajomi bynajmniej się od nas nie odsunęli. Nasze życie towarzyskie tętni życiem nieomal jak za dawnych czasów. Pierwsze odwiedziny przyjaciół miałam w szpitalu dwie godziny po jej urodzeniu. Nie zamknęliśmy się w domu tuż po porodzie. Młodą od początku jej życia zabieramy właściwie wszędzie ze sobą. Zaliczyła z nami wszystkie ogniska w sezonie śpiąc smacznie w gondoli. Otoczona zresztą nie tylko opieką naszą ale i swoich cioć i wujków, troskliwie zaglądających do wózka czy aby jej kocyk się nie zsunął. W każdy weekend gromadnie ze znajomymi (niedzieciatymi również) wyjeżdżamy na wycieczki w góry. Pakujemy małą w chustę i wędrujemy to tu to tam. Jak trzeba to przewijamy na kocyku rozłożonym na kamieniu a karmienia już nie raz odbywały się czy to na jakimś obalonym konarze drzewa czy to na jakiejś skałce. W każdy wtorek zaś wsiadamy z moja przyjaciółką (niedzieciatą) w samochód, bierzemy małą i wózek i przemierzamy po kilkanaście kilometrów po wertepach na naszych "plotkarskich spacerach". Oczywiście znów przewijając na łące czy karmiąc na kamieniu. Można? Można! Mała jest ubóstwiana przez wszystkich i to nie tylko przez kwoczące cioteczki ale i przez niesfornych wujasów. Cieszy się radośnie niekoniecznie będąc wyłacznie na moich rękach. A ja znów nie trzęsę się na samą myśl że ktoś inny miałby ją potrzymać. Dzięki temu też uczymy otoczenie że z maleństwem można normalnie żyć i że niemowlaki nie gryzą!!! Nie zamęczamy znajomych opowieściami o kupach, ale mała jest na tyle lubiana, że oni sami dopytują się o nią, co i rusz przynosząc jej różne souveniry :)
OdpowiedzUsuńMimo miłości do maleńkiej, ja odczuwam też potrzebę własnej samorealizacji "pozadzieciowej", uważam też że nic się nie dzieje jeśli inwestujemy w małżeństwo i wyrywamy się czasem gdzieś bez małej poświęcając czas tylko sobie. A wydaje mi się że i babcia na tym korzysta :) mając wówczas ukochaną wnusię tylko dla siebie.
Od miesiąca nie karmię małej piersią co chwalę sobie ponad wszystko. Zdarza mi się wypić piwo i zapalić papierosa i, przykro mi bardzo jeśli kogoś to oburza, ale piekielnie to lubię! dzięki temu też, mała ma nie tylko mamę, ale też i "pełnokrwistego" tatę. Ja nie rozumiem jak można napisać, że "dzieciate koleżanki wychodzą wieczorami zostawiając dziecko MĘŻOWI". Przecież to jest OJCIEC dziecka - taki sam rodzic jak i Ty kobieto, który ma takie same jak Twoje, prawa i obowiązki w stosunku do dziecka. I na litość boską, baby, nie odbierajmy im tego!
Na dodatek popieram kasice która pisze, że związek mimo dziecka należy wciąż pielęgnować. Nie ma się co łudzić moje miłe - każdemu, nawet najbardziej rodzinnemu facetowi potrzeba KOBIETY, a nie tylko mamuśki/kwoczki. Koniec końców wiązali się oni z nami nie tylko w celach prorodzinnych, nieprawdaż? Wydaje mi się zatem, ze mamine "utonięcie w dziecku" naprawdę skutecznie może unicestwić każdy, nawet najlepszy, związek. Ale oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać, tylko żeby potem zdziwienia nie było jeśli koleżanka z pracy nagle zacznie wzbudzać w waszym idealnym dotąd mężu nadmierny entuzjazm...
Serdecznie pozdrawiam i z góry przepraszam jeśli któraś z Was poczuła się urażona, bo oczywiście każdy ma prawo do własnej recepty na szczęście :)
Wiesz wiedźmo każdy ma swoje przekonanie i swoje racje. A to, że koleżanki zostawiają dziecko na noc swoim mężom dotyczy matek, których dzieci mają 2 mce...mam takie koleżanki, które nie czują potrzeby przytulenia i ucałowania dziecka na dobranoc. A dobrze wiemy, że taki 2 m-czny maluch potrzebuje bliskości mamy...
OdpowiedzUsuń@ANIOL, cóż Ci tu napisać....mój Szkarbiszon skończył właśnie 3 miesiąc. Pierwszy raz została sama z babcią na okrągłą dobę gdy skończyła dwa miesiące. A ja z małżem w tym czasie wybraliśmy się na spływ kajakowy i noc pod gwiazdami przy ognisku z okazji naszej pierwszej rocznicy ślubu. Było fantastycznie! Oczywiście przed wyjazdem została wycałowana i wyściskana. I przez mamę i przez tatę. Po powrocie zresztą też.
OdpowiedzUsuńI wierz mi ANIOL, że nic wspólnego z brakiem "potrzeby przytulenia i ucałowania dziecka na dobranoc" to nie miało.
Co więcej, teraz, miesiąc później, ja właśnie kończę robić pranie, gdyż w poniedziałek wyruszam z moją przyjaciółką na tour de Słowenia na tydzień czasu. Sama. Bez małej. Mała zostaje z mężem = TATĄ. TATĄ który potrafi dokładnie w takim samym stopniu jak ja zająć się młodą. Dlaczego? Dlatego, że nie przywłaszczyłam jej sobie tuż po porodzie na wyłączność i nie pozbawiłam go tym samym praw do realnego rodzicielstwa. Dlatego, że moim zdaniem warto pamiętać i czynić tak by dziecko miało i mamę i tatę a nie tylko mamę i męża mamy.
A ja? Ja myślę, że po trudach ciąży i porodu należy mi się nieco wytchnienia. Co więcej, nie dość że jestem pewna, że tym samym nie robię małej krzywdy to jeszcze uważam, że wyjazd ten podziała na plus nie tylko dla mnie, ale także dla mojego męża oraz Szkrabiszona. Dlaczego? Dlatego bo poszarzała mamuśka/żona odzyska koloryt i entuzjazm, zyska szeroki uśmiech na twarzy. Po prostu najzwyczajniej w świecie jak normalny człowiek, (a nie jakiś cyborg za przeproszeniem) - wypocznie. I wróci szczęśliwsza. A jak wiadomo szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci!
Pozdrawiam!
Ja nie wyobrażam sobie wyjazdu bez dziecka i męża, kocham ich bardzo to po pierwsze a po drugie nie mam potrzeby robić sobie przerwy od nich! Wszystkie nasze weekendy spędzamy razem. Ciesz się wiedźmo że masz z kim zostawić dziecko że rodzice nie mieszkają na drugim końcu polski!! Ja też mam z kim zostawić dziecko ale są mamy które nie mają takich udogodnień. Z tego co piszesz byliście aktywni przed urodzeniem dziecka( wyjazdy w góry itp) więc nie dziwie się że po porodzie się to nie zmieniło, niektórzy po prostu nie lubią tego rodzaju wypoczynku i spędzają czas jakoś inaczej! Matki które zostawiają 2 miesięczne maleństwo nie są dla mnie matkami tylko niedojrzałymi i nie wyżytymi jeszcze paniusiami! Można malca zostawić nawet 2 miesięcznego ale np wyjechać z mężem na mały wypad za miasto tak jak ty wiedźma a nie bawić się na dyskotece:/ dla mnie to jakieś nie normalne! Więc drogie panie z umiarem należy nam się wszystko!! Moja reguła to nie popadać ze skrajności w skrajność!! Pozdrawiam Mamuśki!!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBRAWO KOBIETA FATALNA! Zgadzam się z Tobą w 100% , również nie wyobrażam sobie robić odpoczynku od dziecka czy męża. Dla mnie odpoczynek to bycie z dzieckiem!!!! I nie rozumiem moich koleżanek, które twierdzą, że dziecko ich nudzi i muszą raz na tydzień wyjść na cała noc i je zostawić z TATĄ!!! Nie wyjść razem z tym TATĄ na dyskotekę ale wyjść z koleżankami!!! ( no bo koleżanki nie mają dzieci i nie można im odmawiać...cytat..jednej z koleżanek, Jeżeli decydujemy się na dziecko to chyba zdajemy sobie z tego sprawę, że z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Nie rozumiem jak kobiety mówią, że jak siedzą z dzieckiem w domu to "DZIADZIEJĄ" i nie mają na nic siły. Moja córeczka napędza mnie do takiego stanu, że zawsze mam ochotę ładnie się ubrać, pomalować..zrobić coś dla siebie. Może faktycznie jestem nie dzisiejsza ale pamiętam swoje dzieciństwo, moja mama zawsze starała się mnie wszędzie zabierać, nie chciała mnie nigdzie nikomu zostawiać. Jak pielęgnowała w tym czasie swoje małżeństwo? Nie wiem..chyba byłam za mała aby to zrozumieć :-) Ale kiedy dzisiaj patrzę na moich rodziców, którzy są 35 lat po ślubie i nie potrafią wytrzymać bez siebie sekundy to wiem, że mamie udało się i wychować mnie ( małą "przylepę" MAMY) i wspaniale pielęgnować swoje małżeństwo.
OdpowiedzUsuńKażda z nas ma własną receptę na szczęście swoje, swojego dziecka i partnera jeśli go posiada. Mamy do tego prawo, i ile głów to tyle pomysłów i stylów życia. Dlatego nie musimy się ze sobą zgadzać, możemy się pospierać ale nie powinnyśmy się krytykować - każdy ma prawo do własnego szczęścia i do podejmowania integralnych decyzji dotyczących wychowywania dziecka itp itd.
OdpowiedzUsuńNiektóre mamy śpią ze swoimi dziećmi, spędzają z nimi cały czas 24h/dobę, uważają że mamy ręce są jedynymi do pielęgnowania itp. - ja sobie tego nie wyobrażam. Ale też nie potrafiłabym zostawić niemowlęcia na tydzień i wyjechać sobie w celach rekreacyjnych.
Tak na prawdę dla każdej z nas pewne rzeczy mają inną wartość, i wcale nie jest powiedziane, że to właśnie 'ja' mam monopol i receptę na najwłaściwsze podejście do własnej rodziny i wychowywania dziecka, a inna mamuśka robiąc coś inaczej jak ja postępuje źle ;)
Pozdrawiam Was wszystkie ;)
Czarna Wiedźma - popieram w 100 procentach to, co napisałaś. może nie jestem tak aktywna w wypadach jak Ty, ale Gaba też ma mnóstwo Cioć i Wujków właśnie z podobnego powodu jak Ty napisałaś.
OdpowiedzUsuńKobieta Fatalna, Anioł - nie macie kompletnie potrzeby pobyć samej? dla mnie to akurat jest trochę dziwne. ale każdy ma inne potrzeby pod tym względem.
i nie potępiajcie, proszę, tych mamusiek dyskotekowych. jesteśmy młodymi kobietami i też mamy prawo się bawić. od razu zaznaczę, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam na dyskotece, ale to nie o to chodzi. to, że nie czuję potrzeby zawsze i wszędzie wypoczywania razem z Niemężem, nawet jeśli Dziecko jest u Babci, to nie znaczy, że.. że co, właśnie? a jeśli Wasz partner wychodzi gdzieś wieczorem, by się odstresować, do kumpli, pograć w planszówki, napić się trochę, to czemu my nie miałybyśmy prawa do tego samego? każdy potrzebuje trochę czasu tylko dla siebie.
i jeszcze, Anioł - bardzo szczęśliwie, moim zdaniem, jesteś skonstruowana, że siedzenie w domu z dzieckiem daje Ci energię i chęci by zrobić coś dla siebie - to super! ale zrozum, proszę, tez te umęczone mamy, których dzieci nie są tak łatwe w obsłudze jak inne i które naprawdę nie maja siły, by sobie włosy chcieć ufarbować albo pomalować paznokcie. ja pamiętam swoje pierwsze dwa, trzy miesiące po porodzie, czułam się właśnie tak. szokiem jest przestawienie się z siebie na dziecko... jeśli jesteś zmęczona, to nie chce ci się i tyle.
Każda mama wie najlepiej co jest dla jej dziecka najlepsze. Ale trochę dziwią mnie niektóre "teksty" koleżanek, że "nie przypuszczały, że dziecko to taki obowiązek"..hm...Wiele z kobiet myśli, że dziecko połozy do łóżeczka i...samo się "odchowa". Widzę jak niektóre moje koleżanki są przerażone macierzyństwem, a..bo chciałyby pójść na dyskotekę, wyjechać sobie gdzieś z koleżanką a dziecko to "tyle roboty"...
OdpowiedzUsuńNie mam w pobliżu żadnej babci, radziłam sobie praktycznie sama, mąż był ze mną tylko 2 tyg. po porodzie a potem zostałam na całe dnie sama ( mąż pracował do późna wieczorem). Nikt mi nie pomagał, też bywało ciężko...ale chyba lepiej to wszystko przyjąć z lekkim zadowoleniem, że mamy dla kogo żyć a nie ciągle narzekać jak to z dzieckiem jest ciężko.
Pozdrawiam wszystkie zadowolone i nie zadowolone mamuśki :-)
Ja nie dałam rady zostawić dziecka, przez pierwsze miesiące, na dłużej niż kilka godzin/jedną noc. Miałam wrażenie, że pępowina nam jeszcze nie odpadła do końca wtedy. Może dlatego, że karmiłam piersią i uwielbiałam to, po kilku godzinach nawet najlepszej zabawy z przyjaciółmi tęskniłam bardzo i czułam że czas wracać (nie tylko fizycznie, ale też psychicznie chciałam dziecko mieć przy piersi). Oczywiście zabierałam Małego w chuście wszędzie gdzie się dało - do kawiarni, kina, w góry także, do znajomych, rodziny, a jak robiłam zlecenia to zdarzało się mi go zabrać na spotkania organizacyjne. Mały sam zrezygnował z piersi około 11 miesiąca. Kiedy miał rok, pojechał sam z Tatą na kilka dni do dziadków i o dziwo wcale nieludzko nie tęskniłam, wyspałam się, naczytałam, pozałatwiałam zaległe sprawy. Młody, teraz prawie dwuletni, chętnie zostaje z babcią lub ciocią, chociaż nieczęsto je widzi bo mieszkają daleko. W najbliższych wakacyjnych planach mamy zostawienie go na kilka dni z którąś z babć i pielęgnowanie małżeńskiej więzi w pięknych okolicznościach górskiej przyrody. Może dlatego, że ta więź z dzieckiem była taka silna w moim przypadku (nadal jest tylko w inny sposób), opowieści takie jak Czarnej Wiedźmy, mnie zadziwiają. Ale wiem, że nie ma jednego modelu macierzyństwa i co dobre dla mnie niekoniecznie dobre dla innych. A co do fajek, jak zaszłam w ciążę rzuciłam, a po urodzeniu patrząc na moje pachnące, delikatne, słodkie maleństwo nie miałam ochoty na smroda :)
OdpowiedzUsuńP. S. Aha i bardzo się cieszę, że tak miałam, że podobnie jak Anioł dziecko mnie napędzało. Bo z tego co pamiętam ze studiów (psychologia) to dziecko przez pierwsze kilka miesięcy nie wie, gdzie kończy się ono, a zaczyna matka czy też inna osoba, do której się przywiązuje zaraz po narodzeniu i która najczęściej się nim zajmuje. Trochę mu zajmuje zrozumienie (chyba jakieś pół roku), że czasem mamy nie ma, a potem wraca i że ono jest odrębną od niej istotą.
OdpowiedzUsuń@jadwigade... :) tak się widzisz akurat składa, że moja mama, która jest profesorem psychologii (rozwojowej btw) na uniwersytecie wrocławskim ma nieco inne zdanie na ten temat. Ale to tylko tak w ramach uwagi na marginesie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
na wszelki wypadek napiszę jeszcze, co się stało jak na kilka dni zostawiliśmy Małą u uwielbianej przez nią babci i wyjechaliśmy w góry... tęskniła bardzo, szła do drzwi za każdym dzwonkiem domofonu i mówiła "mama", całowała fotografię... po powrocie stała się strrraszną przylepką i trochę gorzej sypia. została z moją rodziną na sześć dni... ma półtora roku. nie przypuszczałam nigdy, że akurat ona tak zareaguje. na nieznajomych też reaguje inaczej, wtula się we mnie momentalnie i się "wstydzi", tak jak zawsze była totalnie "cygańskim dzieckiem".
OdpowiedzUsuńCzarna Wiedźma, co Twoja mama na to?:)
jak to jest "czarna wiedźmo" z Twoim podejściem do zostawiania dziecka z ojcem, bo jak dla mnie to sama sobie zaprzeczasz. Krytykujesz innych za to co sama robisz??
OdpowiedzUsuńJa nie rozumiem jak można napisać, że "dzieciate koleżanki wychodzą wieczorami zostawiając dziecko MĘŻOWI". Przecież to jest OJCIEC dziecka - taki sam rodzic jak i Ty kobieto, który ma takie same jak Twoje, prawa i obowiązki w stosunku do dziecka. I na litość boską, baby, nie odbierajmy im tego!
w poniedziałek wyruszam z moją przyjaciółką na tour de Słowenia na tydzień czasu. Sama. Bez małej. Mała zostaje z mężem = TATĄ. TATĄ który potrafi dokładnie w takim samym stopniu jak ja zająć się młodą.
Myślę, że każda z Nas wychowuje dziecko po swojemu i nikt nie powinien za bardzo w to ingerować. W większości przypadków każda matka chce dla swojego dziecka najlepiej, ale też jesteśmy tyko ludźmi i popełniamy błędy w wychowaniu.
OdpowiedzUsuńOd zdania "Popełniam pewnie wszelkie.." - myślę że te rzeczy które wymieniałaś Joanno nie są błędami wychowawczymi. Myślę że dopero prawdziwe błędy wychowawcze możemy popełniać od 2-3 lat wzwyż, bo wtedy dziecko zaczyna nas testować, sprawdzać itp. A smoczek, kiedyś dziecko w końcu się go pozbędzie, karmienie z butelki - nic złego czy błędnego, a wilgotne chusteczki są jednym z najlepszych wynalazków naszych czasów :-o
Natomiast na początku piszesz o tym, że ciężko Ci patrzeć jak mała jest na rękach u babci czy nawet taty - ale mam nadzieję, że pomimo to na to pozwalasz?
Ostatnio czytałam, że w życiu niemowlaka również bardzo, bardzo ważną role odgrywa ojciec, jest niezbędnym uzupełnieniem matki:
1. jakieś badania wykazały, że dziecko już w życiu płodowym rozpoznaje głos matki i ojca, rozróżnia oba te głosy
2. ojciec dostarcza innych bodźców niż matka: częściej nosi dziecko skierowane na zewnątrz, dostarcza mu bodźców bardziej "sportowych". To są dwie rzeczy, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, ale było ich więcej.
A babcia, czy każda inna osoba dostarcza Twojemu dziecku różnorodnych bodźców, Toje dziecko lepiej się rozwija, uczy się - tak na to spójrz :-)
Pozdrawiam Ciebie i córeczkę :-)
Lenn wystraszyłaś mnie trochę. Ale mój synek będzie o rok starszy na przyszłe wakacje, więc może będzie lepiej :)
OdpowiedzUsuńCzarna Wiedźma - mogłabyś mi napisać, na czyjej teorii rozwoju dziecka opiera się Twoja Mama? Czy to jest jej prywatna opinia?
Bo aż sięgnęłam do podręczników, ale w zasadzie wszyscy psycholodzy rozwojowi twierdzą mniej więcej to samo, jeśli chodzi o rozwój emocjonalno-poznawczy do pierwszego roku życia.
To potem powiela cała poradnikowo-gazetowa "psychologia dla mas", a może nie powinna, bo wyobrażam sobie, że matka, która to poczyta, a ma ochotę wyjechać bez niemowlaka choćby na weekend, może się niepotrzebnie borykać z poczuciem winy.
Pozdrowienia dla Twojej Mamy
Mam wrazenie czytając niektóre posty, ze strasznie młode jestescie...a z drugiej strony strasznie stare...Nie jestem moze medrcem bardzo doswiadczonym ale mój zwiazek ma lat 9, dziecko 3.
OdpowiedzUsuńJa mam lat 30.Uwielbiam czasem poszaleć na disco,poplotkowac przy kawie z kolezankami,połazic po sklepach-bez dziecka.Lubimy z mezem pobyc sami bo mało takich chwil.Mamy wtedy czas na rozmowy nieprzerywane, na wspólny seans w tv albo niczym nieskrepowany seks.
Gdy młody miał 3 mies-jak niektóre wasze pociechy teraz-tez mówiłam ze dziecko nic nie zmienia...bo zaczeło sie pózniej, taki alien w wózku niewiele potrafi zamieszac, potem pokazuje pazurki!Byliśmy związkiem idealnym, pojawił sie alien i wszystko sie spier....Brak czasu dla siebie samych i siebie nawzajem zabija związek-uwierzcie!Nie mozna robic wszystkiego z dzieckiem!Facet potrzebuje żony!kochanki! i vice versa!Nie zapominajcie dlaczego wybrałyscie swoich partnerów!
Co do zostawiania małych dzieci-my popełnilismy ten błąd-młody miał niecałe 2 lata-pojechalismy na tydzien na Mazury bez niego-traume miał przez pół roku, bał sie ze go znów zostawimy,zrobił sie nieufny, wycofany-któras z was opisuje podobny przypadek-trzeba rozwazyc za i przeciw zanim podejmiemy taką decyzje.Weekend bez przylepy-owszem, cały tydz.-niekoniecznie jak jest takim małym szkrabem.
I nie potepiajcie takich wyluowanych matek-nie jestem "niunką", jestem mgr pedagogiem, nauczycielem, uwazam sie za porządnego człowieka, kobiete wartościową-która jednak ma prawo do przyjemności. A moj syn tylko na tym zyskuje-i kocha mnie najbardziej na Swiecie-a ja jego!
Kokosanka - to ja pisałam, ale zdziwiło nie to mimo wszystko trochę, bo Gaba przedtem zostawała już z Babcią (przypominam, że ją uwielbia! prawie ze mną na równi!!) nawet i po dwa, trzy dni, kiedy mieliśmy mniejsze remonty w domu. zawsze była bardzo otwartym, ufnym dzieckiem. nie zrobilibyśmy Jej tego, gdybyśmy mieli jakieś wątpliwości...
OdpowiedzUsuń