Niedawno na blogu Miki był przedszkolny wątek.
Ja jestem już po wyborze przedszkola i jeśli mogę opisać największy absurd z jakim się spotkałam, to informacja udzielona w jednym z językowych przedszkoli, że zapisy tego rocznika skończyły się we wrześniu 2006 (Dziecko jest z listopada 2006, więc w sumie...;)), a dzwoniłam we wrześniu 2008, żeby zapisać na wrzesień 2009. Fatalne opóźnienie po mojej stronie;-P
Miałam swoje założenia:
- językowe, ale bez zakazu mówienia po polsku - bo to mi się nie podoba (ale nie w sensie angielski 2 razy w tygodniu po 30 minut, bo takie "językowe" widziałam),
- najlepiej z nativem (ja nie mam nic do Hindusów, którzy przyjechali z Indii, a nie z Anglii, ale native to dla mnie nie jest),
- blisko domu,
- nieduże grupy.
Obejrzałam tylko kilka miejsc. Czasem już po napuszonej rozmowie telefonicznej w stylu "po naszym przedszkolu to tylko Harvard", czułam, że to nie to. I żeby się do nas dostać, to to czy tamto, ale i tak szanse są małe. Nie podoba mi się nakręcanie atmosfery, że jesteśmy elitarni, i jak Twoje dziecko pójdzie gdzieś indziej niż do nas, to na pewno nie dostanie się do dobrej szkoły. I oburzone spojrzenia i głosy, że zapisy to były 3 lata temu. To, że ktoś robi mi wielki honor, że przyjmie dziecko za 2 tyś. miesięcznie. A najgorsze jest to, że widzę, że jednak taka filozofia na wielu rodziców działa... (i pewnie stąd te zapisy na 5 lat do przodu).
Ostatecznie trafiłam lepiej niż dobrze. Bo jest wszystko to co chciałam. Dziecko jest zadowolone i lubi tam chodzić.
I co naj, najważniejsze są fajni opiekunowie, do których Dziecko się bardzo przywiązało. Bez tego nawet trzy-językowe, za 4 tyś. miesięcznie, z medytacją, tańcem nowoczesnym i malowaniem na jedwabiu, nie ma żadnych szans.
niedziela, 31 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








To wszystko przede mną, ale jak ja na schody trafiłam na poziomie żłobka, to mi się słabo robi co będzie na etapie przedszkola.
OdpowiedzUsuńPrzez sieć znajomych, dobrze zorientowanych, w walce o byt na rynku żłobek/przedszkole, poszłam złożyć podanie do najlepszego i najnowszego żłobka w mieście, gdy miałam 6 miesięczny brzuszek. Myślałam, że przegięcie i próbują mnie wrobić doradzacze z tym pośpiechem. Pani od HR:) w żłobku, wcale zdziwiona nie była, że jeszcze dzieci nie ma a dzieci już zapisać trzeba. Nawet się dowiedziałam, że inni w pierwszych tygodniach ciąży przychodzą... Lekki absurd, nie????? Ale, że ja samotna matka, bliźniaki to, że niby przychylnym okiem patrzą. Po narodzinach miałam przyjść uzupełnić dokumenty (przyszłam), pojawić sie przed świetami, ustalić szczegóły i 4 stycznia przywieźć towarzystwo. W grudniu się dowiedziałam, że od 4 stycznia NIE MA SZANS, może po 18. Po 18 do dzisiaj też SZANS NIE MA!!!Nie ma, z powodu braku miejsc!!! Żłobek na 75 głów ma już 115, więc nie dziwne, że miejsc brak!!!! No i co??? Co zrobić, Drogie Państwo Polskie, z dwójką małych dzieci, kiedy Matka musi wrócić do pracy, sie pytam???? Kiedy trzeba zapisać dziecko do żłobka jak 6 mc ciąży to za późno??? Faza mitozy,mejozy jest OK??? Czy faza planów zajścia w ciażę???? Paranoja!!!! I z tego co wiem problemy oddania dziecka pod opiekę państwa jest problemem ogólnopolskim. Wiem, wiem sa jeszcze prywatne tego typu instytucje, ale póki co odpadają jak dla mnie. przecież państwo polskie jest takie PROrodzinne!!!! No, ale nic.... Walczę!!! I nie wiem czy mi sił do wieku przedszkolnego starczy...A może juz powinnam zaklepać dwa miejsca w przedszkolu po którym YALE to pikuś:) Pan Pikuś...
HEI a ty piszesz o panstwowym czy prywatnym zlobku? bo ja poki co chcialam sie zorientowac w panstwowych i...jest masakra!!! Zapisalam ale jestesmy na 130 pozycji a przyjmuja 16, wiec moze jako 10-cio latke przyjma ole do zlobka w 2019 roku?
OdpowiedzUsuńDziewczyny, piszcie proszę o jakie miasta i dzielnice chodzi.
OdpowiedzUsuńNie straszcie... to kiedy w Warszawie trzeba zacząć się rozglądać za przedszkolem dla dzieci z rocznika 2009?
OdpowiedzUsuńJa bym chciała takie z w-f em i angielskim - może nie takim 2x pół godziny ale bez przesady w drugą stronę (może po prostu się nie znam, ale mi się wydaje, że na tym etapie nie mając non stop kontaktu z językiem i tak się nie nauczy nic więcej poza słówkami i prostymi zdaniami), nie przewiduje zdolności artystycznych u mojego dziecka więc pod tym kątem nie patrze - chyba że to nie jest dziedziczne...
a... no i takie na Ursynowie:)
my jesteśmy z małej miejscowości, u nas są 2 przedszkola i w tym roku doszło jedne prywatne językowe. dostać się jest bardzo trudno. tam gdzie chodził (bo ze względów chorobowych do końca roku siedzimy w domu) gracjan - ludzie w nocy ustawiali się w kolejce, a nawet nie w nocy tylko od 20. na 30 miejsc było ponad 150 chętnych:( i choć to nie było żadne tam elitarne przedszkole jestem bardzo zadowolona. zresztą sama ponad 25 lat tam chodziłam i w dodatku jedną z opiekunek juniora była pani ela, która zapytała mnie pierwszego dnia "pani agata?" i okazało się, że i ja byłam pod jej opieką.
OdpowiedzUsuńJa pisałam o Warszawie.
OdpowiedzUsuńDario, ja na początku też tak myślałam o językowym przedszkolu. Ale teraz widzę, że się myliłam - to jest dużo więcej niż słówka i proste zdania. Dużo wiecej. To nie są słówka - bo to nie taka nauka języka ma miejsce w tym wieku, tylko całe zdania, takie intuicyjne mówienie, i akcent jest miły dla ucha. Ale moje dziecko ma angielski przez 8 godzin, to nie jest lekcja jako taka. Po prostu w tym języku do nich mówią.
a macie jakies zdanie o Kid's Academy w Warszawie?
OdpowiedzUsuńKto by pomyślał, że temat żłobka/przedszkola dla dziecka będzie spędzał nam matkom kochającym sen z powiek. Już sięe boję czasu, kiedy to dopadnie nas obowiązek edukacji szkolnej grrr. Myślałam, że nie będę wariatką. Że nie będę oglądać piętnastu żłobko-przedszkoli,nim z czystym sumieniem zostawię tam malca. Nie udało się, bo każdy kolejny był gorszy od poprzedniego. Mam 2 hity(miejsce akcji: Warszawa): 1. Odwiedziny Europejskiego Dwujęzycznego Przedszkola "coś tam coś tam" na Ursynowie. Pani właścicielka opowiada, że u nich to tylko native, ach i och. Niestety(dla właściecieli) oprowadza nas inna pani, która nie brała udziału w rozmowie z właścicielką. Zadowolona prowadzi nas do sali, w której akurat prowadzone sa zajęcia językowe. Przedastawia nam "nasza panią Kasię od angielskiego". Pani Kasia jest nativem, owszem. Native Polish :-) Poza tym po przedszkolu chodzą mrówki (mamy pisały o tym na forum ale jakoś nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam). Pokazałam je właścicielce, jak garną się wokół resztek jakiegoś tortu pozostawionego w jej gabinecie na blacie. Pani zareagowała ogromnym szokiem i zaskoczeniem. Nigdy wcześniej ich tu nie było. Pogrążała się z każdą minutą, a my trwaliśmy w tym kabarecie juz tylko dla rozrywki, bo uszom nie wierzyłam, że można ludziom taką ciemnotę wciskać! Ciemnotę za 1500zł miesięcznie proszę Państwa. Na koniec jeszcze mój rozbawiony mąż zapytał, dlaczego to przedszkole ma w nazwie Europejskie, dwujęzyczne. Pani odparła, ze europejskie, bo spełnia normy unijne (?!), a dwujęzyczne, bo mają nativa (do końca nie była świadoma, że spotkaliśmy juz tego 'nativa"). Poza tym cała ta wizyta była komiczna, mogłabym jeszcze pisać i pisać. Np. mieli mieć grupę żłobkową, której 'akurat nie było bo dzieci dziś są zgłoszone później'. Cokolwiek 'są zgłoszone' miało oznaczać, bo chodziło o całą grupę. Miały byc od 10.00. wychodziliśmy grubo po tym czasie i niestety, żadnych maluchów ani widu, ani słychu... Hit nr 2. Tak zwany Klub Malucha (w desperacji przeglądałam wieele opcji). Fajnie bo prawie pod domem. W reklamie pediatra, pielęgniarka i stos innych ekspertów. Na miejscu strooome schody prowadzące do jednej sali bawialnej, potem kolejne do sali dla śpiących dzieci. Jak już dziecię nasze wpadnie w objęcia Morfeusza, to może się wyspać na..dmuchanym materacu a la Telezakupy Mango (przyznajcie się, każda na macierzyńskim choć raz miała okazję obejrzenia tego jakże spektakularnego show sprzedawców :-) Bramka zabezpieczająca maluszki przed stoczeniem się w dół i tragedią zrobiona pospiesznie na zasadzie: Panie Heniu/Zdzisiu etc do wyboru, skoczy pan do Obi po jakieś drewniane pałąki i zasuwkę. W roli opiekunów jedna pani z przygotowaniem pedagogicznym plus pani waścicielka i jej mąż - oboje bez przygotwania za to z dobrymi chęciami i własnym dzieckiem w tymże klubiku a to juz coś. A! Cena 1500 zl/miesiąc i uwaga uwaga BEZ WYŻYWIENIA ;-) To we własnym zakresie od A do Z. Wierzycie w to?! Cóż, jakoś źle trafialismy jeśli chodzi o tego typu placówki, ale jest happy end w postaci dziecka szczęśliwego w fajnym, bezpiecznym i rozsądnym pod każdym względem przedszkolu. Niestety niepubliczne, więc nie ma nic 'za darmo, za darrmo wszystko jest za darmo' jak to teraz leci w TV w nowej reklamie biura podróży, w której występują super dzieciaczki. Widziałyście to? Miłego poniedziałku!
OdpowiedzUsuńMoje dziecko zapisane jest na wrzesień 2010 do dwóch przedszkoli. Mam wspaniałą mame, która chętnie się nim opiekuje więc nie wiem czy pójdzie (on jest styczeń 2008, więc poszedłby rok wcześniej - wtedy musiałby 1 rok kiblować bo do podstawówki nie ma mowy żeby poszedł ze starszym rocznikiem).
OdpowiedzUsuńTylko my ze Szczecina to nie mogę Wam oddać swojego miejsca :)
Kaha żeś mi się rozpisała :)
Jak już rozpracowujesz tego bloggera to wiesz na co liczę?!
P.s.
scanholiday? Czy to nie konkurencja ;P ?
Boże ale jest jazda z tymi placowkami ja to bym najchetniej Honey poslala do prywatnego żlobka kij juz tam z jezykami, rytmika i takie tam ale 2 razy mniej dzieci w grupie wiec panie maja wiecej czasu nie to co w panstwowych(jak 3 kobiety sa w stanie uspic 20 dwuletnich osob JAK?) Ja Hanke zapisalam do 3 panstwowych placowek we wrzesniu 2008(krakow)slyszalam o zaklepywaniu miejsc w ciazy ale myslalam,ze to takie bajki. wiec ponad rok co miesiac dzwonilam do tych 3 zlobkow potwierdzajac, ze tak dalej czekam na miejsce nie jeszcze nie wymieklam, nie zadna babcia sie nie zajmie i oto w polowie pazdziernika (2009)zadzwonila pani, ze zwolnilo sie miejsce i ewentualnie moge dziecko przyprowadzic ale to juz i pieniadze przelac bo na liscie za nia jeszcze 30 osob oczekuje. No i byla razy kilka ale co z tego bo ciagle jest chora i siedzimy w domu moze gdyby w grupie bylo 10 nie 25 osob to by nie lapala bez przerwy tych zasranych wirusow. A cha w żadnym z tych zlobkow nie mozna zotac nawet w pierwszy dzien z dzieckiem!!!
OdpowiedzUsuńNie wiem jak w Warszawie wygląda sytuacja ze żłobkami, ale np. z państwowymi przedszkolami nie było problemu w ubiegłym roku. Każdy kto chciał, się dostał podobno. Może nie do tego przedszkola do jakiego najbardziej się chciało (do przedszkola 1go czy 2go wyboru), ale do innego, w pobliżu domu. Moje Dziecko też się dostało - chciałam spróbować czy są jakieś szanse, ale nie zdecydowałam się na to przedszkole, i stąd prywatne.
OdpowiedzUsuńDelie, zgadzam sie z Toba w 100%. Wlasnie historia przedszkola, ktore ma limit na przyjecie polskich dzieci- max 15% grupy - doprowadzila mnie do bad moms club. pseudo-elitanosci mowie nie :)
OdpowiedzUsuńMiki, spotkałam się z tym, że pierwszeństwo mają dzieci obcokrajowców. Jak zostaną wolne miejsca, to się zobaczy...;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję, postoję:)
Maxfrau! Na pocieszenie - mój mały jest w prywatnym przedszkolu, malutkie grupy max 10 osób ale nigdy tyle nie ma i co? Tylko w tym roku był chory juz dwa razy (nie wiem, może ten drugi raz byl efektem niedoleczenia za pierwszym razem, ech!). Chyba nie ma na to reguły, wystarczy jeden 'zakaziciel' i gotowe...3maj się ciepło!
OdpowiedzUsuńU Maksa w przedszkolu/złobku tez jest 10 dzieciaczków w grupie a mały właśnie się rozchorował. I tak jak pisze Kasia wystarczy jeden "zarazek" i gotowe...
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy ciepło ;0)
Robaczek - piszę o sytuacji państwowych żłobków. Parę rządzących głów tak pięknie mówi o pomocy dla nowo narodzonych obywateli i ich opiekunów, Że mamy jeden z najniższych współczynników urodzeń w Europie, więc Państwo MUSI wyjść na przeciw swoim ludziom i zachęcić ich do "produkcji"dzieci m.in. pomocą ze strony państwa w opiece nad maluchami, że będą pomagać kobietom wracać do pracy... Tja, Mają Mądrzy Ludzie głowę pełną pomysłów, RE-WE-LA-CYJ-NYCH zazwyczaj, a mamy polską szarą rzeczywistość... Brakuje żłobków, brakuje przedszkoli i trudno odmówić racji kierownikom istniejących placówek, że rozkładają ręce i odsyłają z kwitkiem tłumy rodziców jak popyt 10 krotnie przewyższa podaż. A prywatne placówki wyrastają jak grzyby po deszczu i wiedzą, że rodzic nie mający wyjścia odda dziecko pod opiekę za taką kasę, że ledwo mu na pampersy starczy z tego co zostanie. Chory system, zresztą nie jedyny w tym państwie. No, ale może u mnie takie kwiatki tylko, bo ja w Polsce C mieszkam:):) Rzeszów.
OdpowiedzUsuńMiałam ten sam problem.Musiałabym wstać o 3 nad ranem albo stac od wieczora do rana i może moja córka byłaby przyjeta. Paranoja a ja nie mam zamiaru nakręcać tej całej atmosfery.Niunia prawdopodobnie pójdzie do panstwowego- angielski i rytmika zapewnione- za dodatkową opłata. Nie wiem jeszcze czy bedzie uczeszczac w przyszłym roku na ten angielski. Ostatnio zastanawiałam sie czy nie zostawic jej w domu.Mam takie szczescie ze pracuje w domu.Jak do tej pory radziłam sobie ze wszystkim i mała nie chrowała czesto a te choroby troche mnie przerazaja a rodzice posyłajacy niedokurowane dzieciaczki lekko wkurzaja ale coz .
OdpowiedzUsuńMuszę dokładnie wszystko przemyslec.
Hej mamuśki!
OdpowiedzUsuńZ wykształcenia jestem pedagogiem, wiec troszke orientuje sie w tym o czym mowie. Prywatne przedszkola o zlobkach nie wspomne to nakrecanie interesu i zarabianie pieniedzy, niestety! Sama pracowalam w panstwowym i prywatnym, poza tym wymieniam sie doswiadczeniami z kolezankami po fachu. To jest tragedia co sie tam dzieje, rodzice nawet nie zdaja sobie z tego sprawy, bo sa to obrzydliwe fakty, skrupulatnie ukrywane. Przedszkola prywatne wcale nie naucza Twojego dziecka jezyka (o boszzz kto wymyslil idee nauki niezliczonych jezykow), proponowalabym aby asze pocieszy opanowaly poki co w stopniu prawidlowym jezyk polski, a wierzcie mi coraz gorzej z polszczyzna u dzieci.....Wracajac do watku, w owych przedszkolach istnieje tak niesamowita reklama rzeczy, ktore sie rzekomo przerabia z dzieciakami ze nawet dziedzina pedagogiki jeszcze o nich nie slyszala hahahhaha nie dajcie sie zwiesc wysokiej cenie! Nie ma zadnych wymogow w przedsz pry, nie sa tak kontrolowane jak panstwowe. Dzieci czesto chodza glodne, obowiazuje zasada "nie chcesz jesc, to ty zjedz...!" reszte zabiera pani dyr i personel... Moglabym duzo opowiadac o prywat placowkach.... z politowaniem.
Pozdrawiam Katy:)
P.S. Osobiscie nigdy bym nie oddala mojego dziecka do prywatnego przedszkola, nawet tam gdzie pracuja moi znajomi. Swoja droga moje dziecko uczeszcza do oddzialu zlobkowego, gdzie jest 25 dzieci, trz nauczycielki. Od wrzesnia nie widzialam zeby bylo tyle dzieci w ktors dzien. Z regoly jest od 10 do gora 18 dzieci. W mrozne dni bylo ich 4.
OdpowiedzUsuńTo ze w przed panst grup sa mniejsze nie znaczy ze dzieci nie beda chorowac, nic bardziej mylnego. Sa przyjmowane chore, nafaszerowane srodkami przeciwgoraczkowmi....
Dziewczyny! Po tym, co przeczytałam wzięło mnie na doła. Syn ma rok. Już myślę ciągle o nocnikowaniu, co by chłopisko od września, no góra listopada 2011 posłać do przedszkola, ale z tego co czytam wynika, że może sobie śmiało robić w pieluchy co najmniej do podstawówki, bo i tak nigdzie go nie wezmą! Bo mama nawaliła, bo jeszcze nie zgłosiłam się do żadnej placówki!
OdpowiedzUsuńJestem w szoku, załamana, oczywiście można pomyśleć o opiekunce, tylko że ja chcę, żeby Młody miał kontakt z rówieśnikami!
Jutro czeka nas spacer... po przedszkolach się przejdziemy!
"Madonno, Polska Madonno
OdpowiedzUsuńPanno z dzieckiem mów
Jak ty sobie radzisz
Nocą wśród złych snów?
Madonno, Polska Madonno
Skąd masz pieniądze na czynsz
Czy cię nie przeraża
Pająk albo mysz?
Damy ci kwiatek na Święto Kobiet
Czapkę na bakier i Polski obie
Damy ci wódki i bilet do kina
Kace i smutki i dwóje na szynach
Damy przyrzeczeń starych tysiące
I niedorzecznie małe pieniądze
Damy ci bełkot i stracha w polu
A dla małego MIEJSCE W PRZEDSZKOLU!"
No nie mogłam się powstrzymać! :)