niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 1 lutego 2010

Polska, mieszkam w polsce...

Jak bardzo jestem pospinaną matką odkryłam w wakacje roku ubieglego. Wyjechaliśmy na wakacje do włoch, bo była niepowtarzalna ku temu okazja. Honey miala 1,5 roku wpakowalismy się w samochód i wyruszylismy. Już w austrii zaczełam dostrzegać różnice w jakosci życia i podróżowania z dzieckiem. Co chwilke przy drodze zajazdy gdzie mozna zjeść, przebrać, wykąpać, nakarmić dziecko. Z dużymi placami zabaw. W polsce brudne kible (za które oczywiście sie płaci) zero przewijaków i innych udogodnień dla rodziców i dzieci. Podróż mineła całkiem lajtowo. H. 20 godzin w samochodzie właściwie bez jęknięcia. Dojechalismy do toskanii i tam zostalismy. Pierwszy raz byłam tak daleko z dzieckiem, pełna obaw. Jak sie okazało zupelnie nie potrzebnie. Już w pierwszy dzien H. wzgardziła słoikami z jedzeniem ktore jej zabralam, żeby mieć pewność, że nie zatruje sie lokalnym żarciem(wszystkie wrócily do domu, jadła tylko pasty). Sama sie przestawiła na tryb życia włoskich dzieci czyli sjesta, 3 godzinki spania w dzień i szlaeństwo do 23/24 w nocy (normalnie spi o 20). Kiedy wychodziliśmy wieczorem coś zjeść w każdej knajpie tłumy dzieciaków biegały między stolikami, place zabaw pelne do 23, na knajpianych stolikach niemowleta spały w fotelikach samochodowych. Po kilku dniach sie wyluzowałam i przestałam wieczorami patrzeć na zegarek i liczyć jak dawno H. powinna juz spać, tym czasem ona goniła po zjeżdżalni za włoskimi dziećmi. Zaliczyliśmy nawet biwak gdzie spalismy w namiocie nad rzeką, nad ktorą dało sie dojechac tylko terenowym samochodem. A był z nami 2 miesięczny chłopiec ze swoimi rodzicami, który również nocował w namiocie a w ciągu dnia spał sobie w hamaku albo huśtawce zrobionej z liny i fotelika samochodowego. Wtedy do mnie dotarło, że rodzic nie musi znaczyć pospinany rodzic, że naprawde wiele z dzieckiem można robić fantastycznych rzeczy jeśli tylko chcemy. Dodam tylko, że jak wróciliśmy do polski pewnego razu wyszlismy późnym wieczorem na miasto z H. w wózku. Ona słodko spała, my sączylismy wino. Była jedynym dzieckiem w kawiarnianym ogródku. A ja jednak nie moglam sie wyluzować miałam wrazenie, ze zaraz ktoś zadzwoni do opieki społecznej.

20 komentarzy:

  1. Nie martw się ja też jestem pospinana, rok temu moja córka miała 7 miesięcy jak jechaliśmy nad Bałtyk - 12 godzin w aucie, my padaliśmy a latorośl miała się świetnie, wtedy plułam sobie w brodę że podjęliśmy tę decyzję. Ale było super. Zauważyłam tam, że polscy rodzice luzują, tzn. wszędzie mnóstwo ludzi z maluchami kilku miesięcznymi, a nawet kilkutygodniowymi:) Szkoda tylko że restauratorzy i właściciele kawiarenek tego nie zauważają, o pokoikach dla matek z dzieckiem, przewijakach, a nawet o krzesełkach do karmienia nikt nie słyszał...a była to jedna z najpopularniejszych miejscowości nad polskim morzem. Mam nadzieję, że w tym roku rozczaruję się... ale mile;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To już wiem, gdzie z dzieciaczkiem na pierwsze wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myśmy właśnie wrócili z tygodniowego pobytu w Paryżu (Szymol za tydzień kończy 4 miesiące). Nie powiem, denerwowałam się trochę. Zwłaszcza, że byłam tam po raz pierwszy i chciałam jak najwięcej zobaczyć, a z drugiej strony nie zamęczyć dziecka. Ale udało się :) w sumie bez problemów. Łącznie z nocnym łażeniem po Paryżu, wjazdem na wieże czy zwiedzeniem Luwru. Główna różnica polegała na tym, że miałam do spakowania "trochę" więcej rzeczy niż zwykle (jedzenie, butle, ubranka, kocyki, pościel, gondolka itd), ale na dziecko przysługiwało mi 10 kg więcej, więc też nie było problemu.
    W sierpniu wypad nad morze, ale Synal będzie miał już 9 miesięcy więc luz blues :)

    OdpowiedzUsuń
  4. My zaliczyliśmy na początku stycznia wypad na narty. "My" czyli niespięci rodzice i Robak, trzy i pół miesiąca. To był pikuś w porównaniu z wyprawą autem z niderlandzkiej Limburgii na święta w weekend, kiedy nastąpił atak zimy (2 dni - 12 plus 10 godzin jazdy, masakra). I co? Młody zniósł to najlepiej, przespał prawie całą drogę.

    OdpowiedzUsuń
  5. PS. Dzieciaki w hiszpańskich tapas barach i włoskich pasta ristoranti biegające w okolicach północy jakby to było samo południe zawsze sprawiają, że sobie uświadamiam, że chyba urodziłam się nie w tej części Europy co trzeba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. fiona_apple: przyznam się, że zaglądam do Was (głównie ze względu na Twe barwne i niepozbawione cynizmu opisy dnia codziennego, które zawsze poprawiają mi humor - taka mała wazelinka :)) i wielki szacunek dla Ciebie i M za tą podróż na święta z Robakiem. Ja z Szymolem leciałam (Dortmund),a mąż tarabanił się z wypchanym po brzegi autem przez 12 godz. Do Waszego "niespięcia" mam jeszcze kawał drogi, ale uczem siem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze, zazdroszcze tych wojaży..moi nie lubią jezdzic samochodem....od urodzenia ;)
    Juz nie wiem jak ich zabawiać, zaczynam ignorować ich zachowania czasem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moze samochodowe telewizorki im sprawisz. Na krytyczne momenty peppa czy cos pomoze

    OdpowiedzUsuń
  9. Już o tym myśleliśmy własnie..w tym roku na wakacje chyba kupimy dvd samochodowe, bo ja zrobię wszystko, by sie nie darli...;)

    OdpowiedzUsuń
  10. a mój jot to tak sobie wymyślił, ze juniorowi do nawigacji wgra jakieś jego hiciory, a nawigacje taśmą przyklei do swojego zagłówka w fotelu (haha oszczędzi się na dvd:)bo u nas też z jazdą samochodem różnie bywa. a planujemy wyjazd nad może, jednak jak sobie przypomnę ostatnią naszą podróż do karpacza, to odechciewa mi się.

    OdpowiedzUsuń
  11. @ magda - Wazelina jest ok, bo mi bardzo pierzchną usta. :))) A tak poważnie, to każdy lubi komplementy, więc dzięki. I do zobaczenia w Wylęgarni.
    @ Lila - Pamiętam, jak Robak miał ze dwa tygodnie, wybraliśmy się na pierwszy dalszy (ok. 30 km) wypad autem i Młody starsznie jęczał. Jak ja się wtedy modliłam, żeby mu się zmieniło, bo jak to? Dziecko, które nie lubi jeździć? Z naszymi owsikami w tyłku? To ja albo nie przeżyję, albo będę zmuszona zostawiac go w domu. :D Na szczęście teraz jest już bosko. A przenośne dvd wydaje się być dobrym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  12. My byliśmy pierwszy raz na urlopie z Tymkiem jak mial 4 miesiące... wszyscy nas straszyli, że on jeszcze za mały, że po co tak daleko, po co od razu na 2 tygodnie, że nie będzie lekarza jakby co... na szczęscie lekarz nie byl potrzebny :) Tymek byl przeszczesliwy bo nonstop z rodzicami, na sloncu, w wodzie... fascynowal go wszystko, szum fal, ruchy palmy na wietrze... pokochal leżakowanie na golasa nad basenem :)

    Ah! Prowizorycznie wzielam duze zapasy pieluszek i mleka i to okazalo się sluszne :) greckie pieluszki dostępne w okolicznych miescinach byly tak sztywne, że az plastikowe, no a do mleka w proszku wlazily mi ciągle mrówki, więc nawet dodatkowe zapasy nie starczyly i trzeba bylo jechać do stolicy wyspy do apteki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masfrau: a w tym roku Toskania!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Polecam, polecam moge dac namiary na niegrzecznego tatuska z toskanii ktory na pewno was wysle na rewelacyjne miejscowki i pomoze w kazdej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
  15. maxfrau: poproszę na miala :) plus wszelkie inne rekomendacje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. My bylismy z niespelna 2 miesiecznym dzieckiem w tropical islands w niemczech i tak sie wyluzowalam tak na wstępie ;) Zamiast 'oboze co to dziecko o tej porze robi poza lozeczkiem' mialam 'oooo.. how cute.. what a little baby, how sweet' ;)

    Z 2,5 miesiecznym bylismy na 2 tyg w Bułgarii. Wszyscy nas straszyli czym sie dało. A ja uwazam ze to była swietna decyzja. Kuba wiekszosc czasu spał wiec spokojnei mozna bylo siedziec w knajpach, bez stresu, bez biegania za dzieckiem.

    Baaardzo irytuje mnie brak miejsc dla matki z dzieckiem (oo. jak sie mój mezczyzna wscieka na te nazwę, czemu nei jest dla 'rodziców z dzieckiem'), patrzenie wilkiem na karmiącą publicznie matkę w Polsce ehh..

    OdpowiedzUsuń
  17. Mieszkam w Irlandii.Mam miesiecznego malucha,i jest to moje trzecie szczescie po dosc duzej przerwie.I nareszcie macierzynstwo mnie nie przeraza!!!
    Tu zyja ludzie dla ktorych luz to drugie ja...Dzieci w pubie,w nocy na potupajach z rodzicami,z golymi nozkami i glowkami w styczniu to nic nadzwyczajnego.Nikt tu nie trzesie sie i slini nad maluchami,panuje zdrowa rownowaga we wszystkim....No moze nie we wszystkim,bo czasem ten luzik doprowadza mnie do szalu...Np kiedy w srodku miasteczka na skrzyzowaniu stoja dwa auta,bo akurat panie musza podzielic sie najswiezszymi plotami...Ale to tylko chyba mnie wkurza,bo nikt tu na nie nie trabi,nie ku.......wi,kazdy na luziku czeka az panie skoncza....I tak to tu wyglada...Nawet na wakacje nie chce mi sie stadf wyjezdzac,bo gdzie tak odpoczne jak tu???Kraj bez przymusow...Moj wymarzony:)

    OdpowiedzUsuń
  18. No patrz, a u mnie w rodzinie wielkie oburzenie, bo mam zamiar jechać na wakacje pod namiot z rocznym dzieckiem...
    Apropos luzu na zachodzie. Hiszpania, centrum miasta, skrzyżowanie ze światłami, czerwone. Stoi auto, kierowca wychodzi, uśmiecha się do innych, co stoją za nim i... idzie do knajpy na kawę i papierosa. Zielone, zero klaksonów czy k...wowania, wszyscy grzecznie omijali puste auto. I to jest tam NORMALNE.

    Pozdrawiam
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze jedna anegdota: Hiszpania, wesołe miasteczko otwarte (UWAGA!) od 18:00 do 3:00 (rano!). Przeznaczone głównie dla dzieci!
    Pzdr, Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  20. magda: my w maju też jedziemy z córką do Paryża :)
    nie jest to nasz pierwszy raz, ale wcześniej nie było jeszcze na świecie Gajki :)
    generalnie Paryż znamy i wszystko co trzeba zobaczyć mamy zaliczone, teraz tylko chillout nad Sekwaną, shopping i kawiarenki ;)
    ale czy możesz dać nam jakieś wskazówki, uwagi przestrogi - odnośnie wyjazdu do Paryża z dzieckiem? :)
    Gajka będzie wtedy miała 19 miesięcy.
    pzdr!

    OdpowiedzUsuń