I nie chodzi mi o dziecko słodko śpiące w wózku, bo ja wtedy to mogłam łazić godzinami, ale jak już dzieciak chodzi, nie chce siedzieć w wózku, idzie w drugą stronę, nie chce odejść od huśtawki, w której jest inne dziecko i tak dalej...
Przyznaję się, że mi się tak czasem nie chce, że szok..ubierać dwójkę dzieci, siebie, zabierać picie, ulubione zabawki, teraz sanki, upocić się przy tym niemiłosiernie.
To ja czasem już wolę posiedzieć w domu, jak mam wyjść w zimę na 20 minut (bo sporo na minusie) a ubierania jest drugie tyle ;).
wtorek, 9 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Lila nie strasz, że tak to wygląda:) bo ja jeszcze na etapie wózka, co prawda pewnie niedługo to jeszcze potrwa, ale cieszę się na zapas:)Ale też nie lubię samego procesu wychodzenia z domu, taszczenia wózka po schodach, krzyków dziecięcia dopóki nie pojawimy się na dworze, a potem krzyków że śmiałam się zatrzymać na chwile... no ale tłumacze sobie że kiedyś będzie mi tego brakować:)
OdpowiedzUsuńJa nie lubię, kiedy mi jest zimno i koniec. Uwielbiam przedszkole za wyprowadzanie dzieci na świeże powietrze. Nic więcej mi do szczęścia w zimie nie potrzebna :)
OdpowiedzUsuńA z wózkiem i śĻiącym niemowlakiem mogłam chodzić rzeczywiście godzinami... Dziwne, nie?
a ja tam wole czasami wyjść na dwór mimo całego tego szykowania niż siedzieć w domu z marudzącym dzieckiem. ale owszem wkurza mnie jak junior zapragnie wynieść połowę swoich zabawek ze sobą na dwór. może jest tak dlatego, że mamy swój ogródek gdzie spędzamy większość czasu, spokojną okolicę, nie muszę targać małego po schodach itp. :)
OdpowiedzUsuńi ja nie jestem fanką zimowych spacerów, choć ten rok jest dla mnie o niebo łatwiejszy niż zeszły. ubieranie dwójki maluchów w zimowe "zwiewne" ubranka jest wyczynem. zazwyczaj pod koniec ubierania byłam cała spocona i jak dla mnie spacer mógł się skończyć za nim się zaczął ;)
OdpowiedzUsuńA ja w obecnej aurze (mam na myśli głównie nieprzejezdne z wózkiem chodniki, o mrozach nie wspomne) to nawet z moim śpiącym niemowlakiem często zostaje w domu. Młodego wystawiam na balkon - dla niego bez różnicy, a dla mnie owszem:)
OdpowiedzUsuńnie lubie. ale u nas jest tak ze to moje dziecko nie chce wychodzic na dwor jak jest zimno - w ogole :) wiec wcale go do tego nie zmuszam :D ale czasami trzeba wyjsc np. do sklepu i wtedy juz jest niezla jazda zeby sie wzajemnie przekonac, czy aby na pewno musimy i czy przezyjemy samym swiatlem w lodowce :)
OdpowiedzUsuńJa mimo zimy, mrozow i nieodsniezonych chodnikow uwielbiam godzinami lazic :)Moze to ze wzgledu na pobliski las i ladne okolice? Ale moze to kwestia grzecznie siedzacego w wozku badz co badz jeszcze niemowlaka ;)
OdpowiedzUsuńja lubię raczej,wkurzam się tylko strasznie przed wyjściem,kiedy mała protestuje jak ją ubieram w grubaśny kombinezon i upycham do wózka ,młody protestuje jak ubieram go w swetry ,kurtki ,czapki i wszystko co zimą niezbędne ,kiedy wreszcie u kresu wytrzymałości ,w pośpiechu ubieram siebie:) i wszystko to po to,żeby po 20 min. spacerowania mój syn chciał wracać do domu:)Muszę jednak przyznać ,ze przy dwójce dzieci w domu spacer to zwykle dla mnie wytchnienie,nawet zimą-tak się namęczę pchając przed sobą wózek a z tyłu ciągnąc sanki,że wszystkie "humory",nerwy i złe nastroje ze mnie schodzą:)Od dawna wiadomo,że wysiłek fizyczny najlepiej działa na psychikę :)Polecam:)
OdpowiedzUsuńJa nie znosilam spacerów z Kubą jesli był nie-śpiący w gondoli bo był ryk ciągły.
OdpowiedzUsuńTeraz jest fajnie, jeszcze nie chodzi ale widzi. Ale już nie długo ;)
Pomimo brzydkiej pogody, której mam już serdecznie dość w tym roku, to lubię wychodzić z Mateuszem na spacer, bo teraz nawet jak nie śpi, to grzecznie siedzi w wózku a ja mam dziecko(bez większego wysiłku)pod kontrolą i trochę spokoju dla siebie;)Pewnie na wiosnę to się zmieni bo zaczną się na nogach spacery ;):)
OdpowiedzUsuńNie lubie, nie lubie upychania dziecka w kombinezon, wciskania czapki, przepychania sie po nieodsniezonych chodnikach, nie lubie wedrowania bez celu.
OdpowiedzUsuńlubie jak jest cieplo i mam jakis cel spaceru - np oddanie filmu do wypozyczalni, zakupy w warzywniaku itd.
generalnie spacery mnie nudza, sorry ;-)
dziewczyny czy dzisiaj w tvn było nagranie z lilą, bo nie wiem czy przeoczyłam bawiąc się z jotem?
OdpowiedzUsuńA spacer z niemowlakiem w wózku, plus owczarek niemiecki z ADHD... :(
OdpowiedzUsuńDwa razy popełniłam - czyli pierwszy i ostatni! A dlaczego, bo Larry tak patrzył jak kot ze Shreka, gdy tylko padło hasło "spacer".
Nie ważne, że to policyjny pies na emeryturze, na maxa posłuszny i karny, ale co się umordowałam to moje :(.
Aha i żeby nie bylo, niegrzeczna mamuśka może i jestem, ale myśląca to na pewno :). Jedna ręka była dla wózka, druga ze smyczą. Tiaaa... kiedyś widziałam spotkanie na szczycie buldog vs amstaf przywiązany do wózka, matka w ostatniej chwili dzieciaka wyciągnęła :((. Bez komentarza.
Potem już spacery we trójkę, ale Zosia w nosidle, albo w chuście. :)
Ja spuszczam psa jak ide. Nie ma opcje iść na smyczy, raz probowalam. bardzo szybcko się ten spacer skończyl..
OdpowiedzUsuńWczoraj musialam kilka razy latac z wozkiem (czyt. nosic) nad sniegiem, bo panowie raczyli odsniezyc tylko przejscie na jedną stopę :/
I duzo bardziej wolałam spacery letnie. Mlodego z gondoli wyjmowalam i byczylismy sie w parku na kocyku :D
Bazylia nie bylo, przynajmniej ja nie widzialam, a patrzylam raczej caly czas.
OdpowiedzUsuńJa jak Miki nie lubie spacerów bez celu. A ubieranie dziecka w zimie mnie też denerwuje ale zawsze mialam z tym klopot nawet w stosunku do samej siebie, jak byłam mała to podobno płakałam, żeby zima się skończyła bo mam dość czapek i kombinezonu.
OdpowiedzUsuńDziewczyny ,własnie ważę w mej głowie, wyjsc albo nie wyjsc na spacer.Nie chce mi się jak jasna...ale wyjdę. Dzis mi smutno, szaro, buro.Dobrze ,ze do was zajrzałam:)
OdpowiedzUsuńMoże jestem niemedialna i mnie nie wrzucą? ;P
OdpowiedzUsuńA co do spacerów, no właśnie..jak sapcer, to najlepiej już z kimś i z finiszem w knajpie :P na kawie.
OdpowiedzUsuńŁażenie bez celu nudzi mnie też..
Lila - wrzucą wrzucą. Będą sie przecież bali zadzierać z mamuśkami :)A co do spacerków- na macieryńskim, latem mój scenariusz wyglądał tak: szukałam ławki i drzew wokoło. Mały był na etapie absolutnej fascynacji listkami, które poruszały się na wietrze - to go wręcz hipnotyzowało. Ja nadrabiałam zaległości w czytaniu...Gdy dziecko zaczęło chodzić też było fajnie, ale tylko latem. Wiadomo:jeździki, rowerek etc itd. Miewałam też epizody pierwszych (i mam nadzieję ostatnich!!!) kradzieży mojego dziecka. W warzywniakach łowił sobie jabłuszka, które często leżą w skrzyniach na podłodze - tuż w zasięgu małych rączek :o) Ale się wstydu najadłam jak zobaczyłam szczęśliwe dziecię wcinające brudne jabłko...Zimowe spacery to porażka, mały na początku bał się śniegu i nie lubił zimna. Teraz to się zmieniło, za to wiecznie chorujemy i wyjścia zdarzają nam się rzadko. Alternatywą są spacery po Warszawie odbywane w samochodzie. Już tu kiedyś o tym pisałam. Reasumując: byle do wiosny! Przeproszę się z mega zapchanymi placami zabaw, tylko już niech zima nas opuści...
OdpowiedzUsuńJa jak wychodzę i nie mam co robić to zawsze szukam w głowie czy czegos nie potrzeba w domu, ide na rynek, kupuje jabłka czy inne takie. Takie łażenie 'żeby zrobić kółeczko' też nie dla mnie. Chyba że w lesie, dla samego lasu ;)
OdpowiedzUsuńO tak i ja bez celu chodzić nie umiem...a mój krok na pewno spacerowym nazwać nie można:) Nie umiem się wlec noga za nogą...
OdpowiedzUsuńJak ja idę za rękę z dzieckiem, to muszę się bardzo pilnować, bo nie raz mąz krzyczał za mną: "Sylwiaa, dziecko ci fruwa, nie nadąża..."
OdpowiedzUsuńja lubie spacery, w kazda pogode.
OdpowiedzUsuńi mimo ze niektorzy mysla ze w Turcji nie ma zimy to wyprowadzam z bledu SA!!! nie takie jak w Polsce na -25, ale -5 w dzien w Stambule odczulam:) i w sniegu tez sie tarzalysmy.
ubieranie dziecka i siebie (nawet nie mysle o dwojce) to rzeczywiscie wyczyn. moje jeszcze, dziekowac Bogu, jest grzeczne i lubi wozek, wiec nie ma krzyku przy ubieraniu i wsadzaniu do wozka, na spacerach wypuszcza ja troche, zbey pobiegala, jest potem maly problem w ponownym usadownieniem kolezanki w pojezdzie, ale bez wielkich histerii.
Lubie spacery, bo moje dziecko bardzo je lubi i nawet mi je umila!
Lila a to dobre :):):)
OdpowiedzUsuńA ja lubię. Dobra książka w empetrójce, ciepła kurtka plus grubaśny szalik i mogę wędrować bez celu godzinami. A moje dziecię w chłodzie śpi jak aniołek, więc czegóż chcieć więcej?
OdpowiedzUsuńJa spacerować a dokładniej wyjść w ogóle z domu lubię bardzo i jest to obowiązkowy punkt dnia. Choć samo wyjście w porze kurt, czap i rękawiczek wykańcza mnie i wkurzam się jak upocona ganiam z tym wszystkim za dzieckiem po domu. I choć to ciąganie dziecka za rękę, które zawsze chce iść w innym kierunku (już nie pamiętam jak się jeździ wózkiem), też miłe nie jest to wyjść na spacer MUSZĘ, bo cały dzień w domu chyba jeszcze bardziej wykończyłby mnie ;).
OdpowiedzUsuńAle bywaja u mnie i dni jak dzis ze "spacer" byl balkonowy :D spala prawie 1,5h a ja patrzylam tylko czy oddycha i czy nie zamarzla :D (Dokonczylam W KONCU "Millenium" ;) )
OdpowiedzUsuńDokończyć Millenium - bezcenne :)
OdpowiedzUsuńa ja tego Millenium to jeszcze nie zaczęłam !! :( i stoi na widoku i kole w oczy ! mój wyrzut sumienia , że mi czas przez palce przecieka
OdpowiedzUsuńspacery uwielbiam :)
OdpowiedzUsuńa w taka zimę podwójnie !
;)
EMKA ale ty z tego co kojarze to pracujesz, a ja pase sie w domu ze ssakiem na wychowawczym...stad NADMIAR wolnego czasu, albo inaczej...nadmiar pomyslow na wykorzystywanie kazdej najdrobniejszej chwili
OdpowiedzUsuńa ja sie musze przyznac ze nie wiedzialam co to jest to millenium, mimo ze cała seria stoi u dziadka na polce (gwiazdkowy prezent) ;) Jak polecacie to przeczytam, bo skonczylam akurat ksiazke i nie mam co ;)
OdpowiedzUsuńA co skonczylas?
OdpowiedzUsuńto ja polecam Mario Vargas Llosa: Święto kozła - o dyktatorze dominikany Trujillo. Niby powieść, ale osadzona w realiach Dominikany z połowy XX wieku. Połknęłam :) (dziś właśnie zakupiłam inne jego książki: Miasto i psy, Wojna końca świata i Rozmowa w "Katedrze" i tylko teraz Synowi muszę pokazać jak ma sobie butle przygotowywać, bo Matka znika :)
OdpowiedzUsuń"Białego tygrysa" i "Spisek franciszkanów" ;)
OdpowiedzUsuńWitam!I ja jestem tą,która nie chętnie chodzi na spacery,ale głównie jak jest zimno;/Urodziłam w styczniu kolejnego maluszka,gdzie teraz jest mi ciężej na spacerki chodzić bo mój pierworodny ma 2.5 latka .Owszem spacerki wózkiem to ja chodziłam w dzień w dzień z starszym synkiem ale jak zaczął już sam chodzić to już mojego tyłeczka ciężej podnieść a teraz tym bardziej i powiem że mam do siebie żal to:(Ja baaaaardzo kocham dzieciaczki i marzy mi się nawet trzecie,ale chyba się do tego nie nadaje skoro jest mi ciężko nawet na spacer wyjść z moimi skarbami:(
OdpowiedzUsuńKajola pisze:
OdpowiedzUsuńWitam!Ja też nie lubię łazic bez celu tym bardziej teraz kiedy jest zimno i snieg.Dziekuję za mój balkon:).Mała spi tam jak aniołek a ja mogę mieć trochę czasu dla siebie.
Hej, ja niestety to ta zła. Nie cierpię zimna, a ubieranie dzieci na 15 min. spaceru na mrozie to dla mnie mordęga. Dla synka rajstopy to wróg nr 1, a czapka dla małej-coś co najszybciej trzeba zwalić z głowy. Po takiej przeprawie pot mi leci po plecach i odechciewa się wszystkiego! Przeprawa wózkiem po zaśnieżonym chodniku to mistrzowski wyczyn, zakładam wtedy nosidło i zasuwam jak ta kangurzyca z dzidzią na brzuchu. :-)
OdpowiedzUsuńspacery są fajne jak maluch śpi grzecznie w wózku 3h ;) można poczytać, poleżeć na kocu, poopalać się.. ale jak zaczyna chodzić to już jest mniej fajnie ;) u nas jest tak, że jak wezmę wózek na spacer to nie chce siedzieć, więc wyciągam młodą, a ona w długą, ja zostawiam wózek na środku chodnika i za nią ;) jak idziemy na nogach to przeważnie w połowie drogi chce na ręce i do domu muszę nieść ;) spacerów nie wspominam jakoś szczególnie mile, bo przeważnie chodziłam sama, więc jak dziecko spało to się nudziłam, a teraz wkurza mnie to ściganie jej.
OdpowiedzUsuńJa tez nie lubie ubierania zreszta moj synek tez tego nie znosi co dodatkowo utrudnia sprawe,bluzki, sweterki, kombinezon, czapka koszmar...i ja cala upocona zanim wyjde mam juz serdecznie dosc,na szczescie maly w wozku spi albo lezy lub siedzi spokojnie,tyle ze faktycznie łazenie bez celu jest meczace i juz po pol godziny bym wracala. Cieszylam sie na mysl ze juz niedlugo bedziemy na nozkach spacerowac, ale jak przeczytalam Wasze historie to juz sie boje:)
OdpowiedzUsuńCo do spacerów to w okresie zimowym ich nie znoszę!! I może ktoś pomyśli, że zła matka ze mnie ale ubierając bliźniaki w bluzkę, sweter, kombinezon, czapkę x2 to na prawdę ma się serdecznie dosyć. Do tego dochodzi fakt, że mój wózek nie mieści się w windzie więc trzeba go złożyć a pózniej rozłożyć wyjść na klatkę i dopiero wtedy chłopaków położyć. Sama rady sobie nie dam więc musi być mąż który pracuje a jak ma wolne to też nie chętnie idzie bo wiadomo człowieka szlak trafia już na same hasło spacer... Ale udało się parę razy w ciągu tej zimy wyjść chociaż nie było łatwo i spacer też nie trwa długo bo chłopaki pośpią z godzinkę i do domu bo jeść się chce. CZasami zabieram mleczko czy kaszkę przygotowaną ze sobą w termosiku i w razie awarii szybko im daje i spokój ale co to za przyjemność jeść opatulonym po same uszy bez możliwości swobodnego ruchu. Dlatego już nie mogę się wiosny doczekać gdzie będzie lżej chociażby z ich ubieraniem. Bo tak na prawdę to jest najgorszy problem a i serce mi się kraja jak zaczynają płakać to z bezradności i ja zaczynam... A przecież spacer to powinna być miła i przyjemna chwila wspominana z uśmiechem na twarzy i radością... Mam nadzieję, że sie to zmieni i polubimy spacery...:)
OdpowiedzUsuńja mam 4 miesiecznego bobasa i codziennie przed spacerem bujam go w wozku w domu zeby usnal i dopiero wtedy wyruszam bo inaczej przez caly spacer by mi plakal:)
OdpowiedzUsuńO matko, jak dobrze że oglądałam dzisiaj ddtvn. Już myślałam że jestem wyrodną matką bo spacerów w zimę nie lubię. Może nie samych spacerów ale tego rytuału przygotowań. Mój szkrab ma 1,5 roku więc już sam pomyka a wózek już nie jest taką atrakcją jak kiedyś. Najlepiej by było pochodzić samemu i to w przeciwnym kierunku niż mama zaplanowała. Też nie mogę się już doczekać wiosny. Na początku było rzecz jasna super i chodziłam godzinami bo szkrabek smacznie spał ale jak już zaczęło go interesować wszystko do okoła to przesypianie spacerów się skończyło :( Dzięki bogu mąż jeszcze mnie wyręcza. Chodzić bez celu też nie lubię, przeważnie wybieram sobie jakiś sklep bardzo daleko.
OdpowiedzUsuńhehehe, ja to robię tak, jak idziemy na spacer to we czwórkę czyli dwuletnia i 8 miesięczna córa oraz ja i mąż, albo jak mniejsza śpi to mąż idzie lub jedzie na zakupy z starszą a ja mam godzinę dla siebie bo wtedy mała śpi;-D
OdpowiedzUsuńa jak mi się nie chce to nie idę, prędzej mi się zachce jak nie będzie już trzeba ubierać tych ciuuuchów, za dwa miechy jedną hyc do wózka druga na nogach i na dworze;-D
spacerki i wyjścia w lecie ok to naprawdę przyjemność ale zimą to trzeba się nieżle zmobilizować mój mały skończył rok niedawno i mały cwaniaczek dość że z wózka wyłazi i ryczy bo nie chce w nim siedzieć, a to nie chce mu się samemu chodzić tylko na rękach go trzeba nosić a jest co dzwigać!!! to jeszcze ryczy przy ubieraniu a na dodatek ostatnio i przy rozbieraniu bo on chce jeszcze na dwór iść coś strasznego!! czekam na lato może bedzie lepiej:))???
OdpowiedzUsuńNienawidzę spacerów. Tego ubierania, przygotowania, a i zawsze jak dojdziemy do parku to kupa w pieluszce, ryk i biegiem do domu :( Zdecydowanie wolę dziecko wystawić w wózku na ogród a w tym czasie wywietrzyć mieszkanie i trochę posprzątać lub porobić w ogrodzie z wózkiem w pobliżu. Wyrodna jestem, wiem...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Patrycja
A mnie przeraża znoszenie wózka z II piętra i wnoszenie go na górę - człowiek się spoci jak dziki osioł, dziecko leży w tym czasie w kombinezonie jak kukła i czeka aż ktoś je łaskawie wpakuje do wózka i przewiezie między zaspami śniegu przy minus stu na dworze... I jeszcze ta tendencja wyrodnej matki do zapominania o posmarowaniu buźki kremem - maszakra!
OdpowiedzUsuńDla mie spacery to wyzwanie.Mam bliźniaczki.Jak były małe wyglądało to tak:ubierałam je w kombinezony i zostawiałam w łóżeczkach,szybko leciałam na dół z 3 piętra do komórki rozkładałam sobie wózek,leciałam na górę brałam dziewczyny pod pachę i schodziłam na dół....Droga powrotna podobnie-brałam dziewczyny pod pachy i nagórę,do łóżeczek,szybko na dół chować wózek i spowrotem na górę do dziewczyn.
OdpowiedzUsuńOgólnie cały czas czułam się na świeczniku-sąsiadki przyczepią się do tego,że dziewczyny zostawiam same czy do tego,że żadko wychodzę...
Teraz jest lepiej schodzą już same,ale czasami tęsknie za wózkiem,bo były usadzone i miałam nad nimi kontrolę!
Po przeczytaniu tego posta, a także komentarzy, postanowiłam napisać krótki tekst na temat spacerków. Dedykuję go Wam, drogie mamy :)
OdpowiedzUsuńhttp://groszkowskiewow-buzianki.blogspot.com/2010/03/spacerek.html
Pozdrawiam
Mama Grocha
Hej!
OdpowiedzUsuńW zimę nie cierpię spacerów. Wychodziłam tylko wtedy kiedy musiałam iść do sklepu. A, że mój ulubiony sklep jest niezły kawałek od domu, to i trochę ten "spacer" zawsze potrwał. Raz nawet zostałam Bałwanicą Roku :) Wracałam ze sklepu objuczona siatami, pchająca wózek w najgorszy śnieg z możliwych. Dobrze, że chociaż Mati był zadowolony, że śnieżek pada...