niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

NAD- MAMA - temat z maila

Próbując sprostać niemałym wymaganiom i podreperować jakoś moje chyboczące się poczucie własnej wartości, zaczęłam szukać inspiracji, wskazówek, warsztatów, wszystkiego tego, co sprawi, że zamiast UPIORNIE ZMĘCZONEJ MATKI, pojawi się na chwilę, na krótko nawet, obraz MATKI SPEŁNIONEJ.

Niestety, poszukiwania jakiegokolwiek zajęcia dla rodzicielki osiemnastomiesięcznego dzikusa i Kopacza Brzusznego, który za jakiś czas przywita ten świat, okazały się porażką. Bo jak tu zająć się czymkolwiek, kiedy mamy do obrobienia siebie, stumetrowy lokal , męża, wspomnianego wcześniej nad podziw aktywnego półtoraroczniaka?

Nie wiem, jak Wy to robicie, drogie Mamy! Nie wiem, skąd macie czas na prowadzenie bloga, foto-bloga, zajmowanie się pichceniem wymyślnych dań, odbywaniem kursów, szkoleń i warsztatów...spotykaniem się z dziećmi i znajomymi w kawiarniach, pubach i na imprezach wszelkiego typu?

Skąd bierze się Wasza radość, co napędza Was do działania? Jak gospodarujecie czasem, skoro Wasze dzieci są najedzone, zadowolone, wybawione ,a Wy macie czas na obfotografowanie i obróbkę tego, co powyżej?

Jak to robicie, że Wasze relacje na blogach nie są nudne i nie zawsze temat, który poruszacie dotyczy tylko pieluch, zupek, kremów na odparzenia i wszystkich tych nudnych spraw, od których ja uciekłabym na koniec świata...albo i dalej?

Szukając rozwiązania nie raz podczytywałam historie innych matek, oglądałam ich uśmiechnięte buzie, chłonęłam wszystkie pasje. I wiecie co? Zazdrość mnie zżerała, że mając bliźnięta można wyrwać się na tygodniową podróż do Portugalii, nie zabierając ze sobą dzieci; da się robić bezpretensjonalne zdjęcia, wyszywać, gotować, malować , pisać wiersze albo zwyczajnie opowiadać o urokach tego, od czego ja staram się uciec- wszechogarniającego macierzyństwa...

Nie chcę się usprawiedliwiać, czy szukać w sobie wymówek, ale codziennie brakuje mi sił . Jest coś pokrzepiającego w tym, że nie jestem z tym wszystkim sama, że gdzieś w cybersieci siedzą równie sfrustrowane mamy. Tyle tylko, że wciąż wirtualne.

Drogie Panie- poradźcie, proszę, co ma zrobić kobieta w ciąży, z nadpobudliwym starszakiem, mieszkająca w obcym mieście, bez rodziców i rodzeństwa, którym co jakiś czas można na barki zwalić część kłopotu? Do tego bez pasji i wiary, że kiedyś będzie lepiej...

Kasia, mama Rocha

Wrocław

20 komentarzy:

  1. Kasia, nie ma chyba na świecie mamy, która odpowiedziałaby na wszystkie Twoje pytania. Myślę, że każda z nas ogarnia max trzy punkty z kilkunastu, które wymieniłaś :). I tak jak się już zdążyłam przekonać co do cudzych "super" związków, tak samo w przypadku "super" mam i "super" rodzin- nie widzimy całej prawdy, tego co dzieje się w innych domach. Dociera do nas tylko otoczka, bardzo powierzchowna i nie wiemy np. tego, że jakaś uśmiechnięta mama kilka minut wcześniej miała ochotę wyskoczyć przez okno:), albo płacze wieczorami do poduszki. Taka nasza natura, ze wydaje nam się, ze inni mają lepiej. Przestałam już na to zwracać uwagę, bo jak parę razy znajome osoby zdobyły się na szczerość, to okazywało się za każdym razem, że nie zamieniłabym swojego życia na żadne z nich.
    A że jesteś Kasiu "ciążową recydywistką", to powinnaś wiedzieć, że z powodu hormonów takie obawy dzieli się na 10;).
    Ze wszystkim sobie poradzisz, bo im mniej mamy czasu, tym organizujemy go sprawniej. A kobiety mają to do siebie, że jak muszą, to i z pustego naleją...
    Życzę szczęśliwego rozwiązania!
    Pozdrawiam- mama zupełnie nieogarnięta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pod wieloma względami mam podobną sytuację do Ciebie i też niedawno zastanawiałam się jak innym matkom udaje się prowadzić fajne blogi, foto-blogi, mieć czas na przyrządzanie wykwintnych potraw itp. itd.
    Ja mam obecnie 2 latka i 8-miesięczniaka, ale jeszcze niedawno też byłam w drugiej ciąży, a starszy syn miał około roku. Podobnie jak Ty mieszkam z dala od rodziny.
    Z mojego doświadczenia mogę Ci powedzieć, że póki jesteś jeszcze w ciąży i masz jedno dziecko staraj się wykorzystywać wszystkie możliwości żeby zrobić coś dla siebie - a maż może zosatć z synkiem.
    Pocztaj też sobie posta o idealnej matce, żonie, gospodyni - czasem trzeba sobie po prostu odpuścić np. sprzątanie (ja sprzątam tylko niezbędne minimum - pochowanie naczyń do zmywarki i jej włączenie, poodkurzanie raz na jakiś czas, wrzucenie zabawek w jedno miejsce na koniec dnia, a tak to co drugi tydzień przychodzi do mnie Pani, która sprząta). A w tym czasie kiedy nie sprzątam staram się poczytać jakieś czasopismo, książkę itp.

    Jak już miałam dwójkę w pewnym momencie poczułam, że muszę wyjść z domu na cały dzień - tak też zrobiłam i wybrałam się na warsztaty na temat poczucia własnej wartości - mąż został z dziećmi.

    Myślę sobie, że te NAD-MAMY może mają już starsze dzieci, które chodzą już np. do przedszkola, a z drugiej strony po prostu muszą kochać np. fotogtrafować - może po prostu każdą wolną chwilę przeznaczają na robienie zdjęć, szycie itp.

    Ja uwielbiam czytać - wczoraj nawet kosztem niewyspania czytałam do późna. To pozwala mi się trochę oderwać od codzienności i nie zwariować.

    Czasem też nie mam sił, ale powtarzam sobie, że to minie, że jutro będzie lepiej. Że nie jestem jedyna, która tak ma. Albo jeżeli naprawdę nie mam sił to nie gotuję obiadu (jedziemy na suchym prowiancie, na szczęście mój mąż je obiady w pracy i nie wymaga ode mnie dwudaniowego obiadu :-) i ogólnie się obijam. Powtarzam też sobie, że jak dzieci będą starsze to będzie łatwiej głównie fizycznie, a póki są małe to z jednej strony trzeba doceniać te chwile z nimi a z drugiej jakoś przeżyć te chwile wyczerpania, zmęczenia, niewyspania. Kiedyś na jakimś blogu wyczytałam (odnośnie nocnikowania) - że nikt chyba nie widział nastolatka sikającego w pieuchy, a więc wszystko minie, kiedyś nasze dzieci będą starsze i nie będą wymagały tyle opieki w sensie fizycznej pracy przy nich.

    Starszego syna planuję wysłać do żłobka lub wynjąć na kilka godzin opiekunkę (zaczynam się powoli przekonywać do opiekunek :-). Z jednej strony mojemu 2-latkowi przydałoby się trochę konatktu z rówieśnikami chociaż przez 3-4 godzinki, a ja zyskałabym trochę czasu dla siebie - 8-miesięczne dziecko jeszcze śpi kilka gdozin w ciągu dnia.

    A jak wyjeżdżam czasem z dzieciakmi do rodziców to staram się wykorzystać to (już bez wyrzutów sumienia), że mogę na kogoś zrzucić część obowiązków związanych z opieką nad dziećmi. Staram się wtedy wyrwać na zakupy, dużo czytać, spotykać się ze starymi przyjaciółmi.

    Napisałam tak długi komentarz (chyba trochę chaotyczny ;-) bo: młodszy syn śpi, a starszemu włączyłam bajki :-o A Tobie też udało się napisać tego posta, a więc chyba nie jest aż tak źle :-)

    Trzymam za Ciebie kciuki, dasz radę, ja dałam i wiele innych kobiet też :-)

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam rocznego synka i nigdy nie doświadczyłam depresji poporodowej przez którą przechodziły moje koleżanki, zajmuję się dzieckiem, domem..ale nie robię nic dla siebie...brak czasu.Tak mamuśki dziecko to odpowiedzialność i bardzo dużo pracy. Kiedyś zastanawiałam się jak moja koleżanka godzi wychowywanie swojego 7-mcznego synka ze swoją pracą, zawsze w biegu, zawsze bez narzekania. Jak ja jej zazdrościłam tej motywacji to wszystkiego...a tak naprawdę za "skórą" tej mamy jest ból i cierpienie, dziecko jest poważnie chore, wróciła do pracy by mieć pieniądze na jego leczenie...
    Bardzo dużo kobiet ukrywa swój ból, swoje zmęczenie, chcąc na siłę pokazać jak TO jest PIĘKNIE...

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja rada - zatrudnić opiekunkę na kilka dni w tygodniu lub/i panią do sprzątania. Albo Młodego posyłać dwa/trzy razy w tygodniu do klubiku dla maluchów.
    Druga rada - rzeczywistość na blogach jest mocno podkolorowana i nie ma co udawać, że jest inaczej. Na moim blogu też nie zajmuję się jęczeniem tylko afirmacją drobnych rzeczy, że tak górnolotnie polecę;) To działa bardzo terapeutycznie.
    Co nie znaczy, że nie mam czsem ochoty pizgnąć dzwiami i wyjechać na Barbados.
    Można wyjeżdżać bez dzieci jeśli ma się je komu zostawić i jest się w stanie je zostawić.
    Lubię piec ciasta, robić zdjęcia, jeździć konno, czytać. I robię to, co nie czyni ze mnie cyborga ani ideału bo do tego mi baaaardzo daleko
    jest małe ale moje dzieci mają już 3 i 5 lat i to jest naprawdę sytuacja nieporównywalna z Twoją.
    Kiedy ja miałam takie małe berbecie tych zajęć moich własnych było nieporównywalnie mniej, ale spoko czas działa na Twoją korzyść
    Warto sobie wytłumaczyć, że to taki okres w życiu gdzie musisz prawie zniknąć i oddać się dzieciom małym. Ale to mija
    I tak nie wstydzę się, że jestem bardzo zadowolona ze swojego życia i uwarzam macierzyństwo za fantastyczną sprawę. I nawet nie muszę udawać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że daleko mieszkasz:( Bo bym Ci napisała żebyś do mnie wpadła( no albo ja do Ciebie) i byłoby nam raźniej we dwie :) Bo jestem w podobnej sytuacji.
    Mam podobnie jak Dag. Jeden syn 19 drugi 6 miesięcy. Zapieprz straszny. Gdyby mnie cieszyły te wszystkie tzw obowiązki to byłoby ok. Problem w tym że radość sprawia mi co innego. A obowiązkami rzygam po prostu już. Marze żeby uciec na parę dni i pracować tylko pracować...Lubie swój zawód( projektantka) I mieć święty spokój. Bez włączania bajek, bez karmienia i tej całej reszty. Teraz dzieciaki idą do żłobka. Jestem oczywiście przerażona! Jednocześnie załamana też tym że i tak się nie wyrwę bo podobno dzieci chorują na początku. A kto z nimi zostanie? Oczywiście ja bo przecież pracuje( choć wtedy to przecież niemożliwe)w domu. Jeszcze gorsze jest to że za trudami powrotu do zawodu ( jestem teraz strasznie zahukana, ale ciężko nie być gdy się dwa lata siedzi tylko w domu )pójdzie jeszcze walka z mężem.Bo mimo iż wydaje mu się ze mi we wszystkim pomaga. To jednak ja muszę go informować grubo wcześniej że chcę coś SAMA zrobić i czy on ma wtedy czas. A on ma to z marszu no bo przecież ja zawsze zostaje z dziećmi. I problem polega na tym żeby przestał mi pomagać tylko, żeby zaczął wszystko robić ze mną. Będę w sumie walczyć o równouprawnienie. Powinnam się cieszyć na zmiany w życiu, ale jak sobie pomyśle ile trudu i szarpaniny będzie mnie to kosztowało to jakoś zahukana jestem jeszcze bardziej. Wrrrrrrrr!!!
    Kurcze a miałam tylko jedno zdanie napisać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie zmiany dla świeżych matek są przerażające, trudne, czasami ciężkie do akceptacji. Kocham mojego siedmiomiesięczniaka ponad wszystko, a zarazem w środku boli mnie, że w jakimś sensie musiałam zrezygnować z "siebie". Muszę ciągle uczyć się jak godzić pracę zawodową między mężem a dzieckiem które teraz przecież non stop się zmienia i ma coraz to różniejsze i bardziej złożone potrzeby... ale mimo wszystko próbuję znaleźć w tym równowagę i znajduję czas by wziąć małego i iść ze znajomymi do pubu, na spacer, wyjechać na weekend na mazury...

    Ważne jest by w tym wszystkim mieć jako takie wsparcie partnera. Pamiętajmy, że dzieci nie są tylko nasze ale też naszych mężów czy partnerów, bo przecież nie same je spłodziłyśmy i trzeba tatusiom też dawać pole do popisu i wykazania się ;))) Ja np idę dziś do kina na Step Up III i malucha zostawiam na głowie tatusia :)

    Wiec trzymaj się i pamiętaj z czasem będzie lepiej :)

    PS. też miałam napisać tylko jedno zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba też się wyborę, któregoś dnia na Step Up III :-) Uwielbiam tanic :-) Małe przyjemności ale jakże potrzebne...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny maja rację, przede wszystkim nie należy patrzeć na to jak mają inni! W dużej mierze może być to fałszywy obraz, a za zasłoną cudownego życia, kryć może się prawdziwe piekło - ale po co ktoś ma o tym wiedzeć? powymyślamy, nakoloryzujemy i niech zazdroszczą !
    Dlatego ja nie zwracam uwagi co mówią, jak mają inni! Mnie udało się pogodzić ciążę z dziennymi studiami, wychowywanie nowonarodzonego i pisanie pracy magisterskiej (która głównie polegała na wielogodzinnym siedzeniu w labolatorium przez 5 miesięcy)- było cholernie ciężko.. zaczęłam coraz mniej spotykać się ze znajomymi, potem już nawet mnie nie informowali o spotkaniach bo "i tak nie przyjdę".. było mi przykro, ale nie oglądałam się na nich.. (czułam wyrzuty sumienia, wychodząc sobie na imprezę i zostawając synka- wysterczyło ze siedziełam prawie codziennie w labie) wiedziałam jaki mam cel i co dla mnie jest najważniejsze.. Czas dla siebie ?- mam (od 9 miesiąca życia synka), naprawdę ok 6 godz dziennie (bywa róznie, bo czasem mam więcej obowiązków domowych).. zawsze znajdę czas na relaks dla siebie, dobrą książkę, dodatkowe zajęcia.. a to główne dla tego, że zawsze mogłam i mogę liczyć na pomoc męża, mamy, teściowej... samej na pewno było by ciężko.. Kolejna rzecz..staram sie robić wszystko, by nie dowalać sobie obowiązków, dlatego nie wyobrażam sobie mieć małego szkraba a z drugim być w ciąży !!! Naprawdę podziwiam kobiety, które decydują się na tak małą różnicę wieku między dziećmi. Wielki szacunek.
    Nie patrz na innych, rób to co dyktuje Ci własny rozum, tak aby Tobie i dzieciom było jak najlepiej, a jak czujesz się tym wszystkim zmęczona poproś męża/znajomą/opiekunkę o zaopiekowanie się dzieckiem a sama zrób coś dla siebie... Dzieciaczki podrosną, pójdą do przedszkola, będzie lepiej.. na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja wychodzę z założenia, że jakieś błędy wychowawcze i tak muszę popełnić, więc czasem po prostu Gaba siedzi w łóżeczku i się bawi sama, a ja robię co chcę (w zakresie domowym)... okrutne to trochę, ale G. nie protestuje zbytnio, taką ma naturę, że potrafi się bawić sama dłużej, więc tez to wykorzystuję.. wszystkich wykorzystuję, jak się da:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już wiele razy, niejedna z nas podkreślała na tym blogu jedną rzecz: SZCZĘŚLIWA MAMA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO! Pamiętaj Kasiu, że ty też potrzebujesz odpoczynku bo twoje sfrustrowanie źle będzie się odbijać na twoich wspaniałych szkrabach i na związku.
    Poza tym po części takie złe samopoczucie to przecież hormony. Dlatego jest wielce prawdopodobne, że po jakimś czasie po urodzeniu drugiego bąbla - gdy burza hormonów się uspokoi trochę - siądziesz sobie, przypomnisz te uczucia które masz teraz i uśmiechniesz się sama do siebie bo wcale nie będzie tak źle :))) i tego z całego serca ci życzę.

    Pozdrawiam
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  11. wiesz... ja może trochę z innej beczki... ale o tym ideale kogoś innego... moja koleżanka, mężatka od 4 lat -prawie, mama 2,5rocznego szkraba... ja jej zazdrościłam, że ma dobre relacje z mężem, że jest między nimi zrozumienie, czułość. co się okazało? rozstają się. podejrzewam, że 4 rocznicy już obchodzić nie będą. grali. cholernie dobrze grali.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gotujemy, wyszywamy, fotografujemy i chodzimy na imprezy... Tyle, że każda z osobna! Jedna maluje, a innej udało się wyjechać na tydzień bez dzieci - ot cała tajemnica.
    A lokal można sprzątać rzadziej - po co Ci wypucowane mieszkanie, skoro nawet nie masz czasu zaprosić do niego przyjaciół?
    Dzikus też może chwilę pobawić się sam - mój ma 17 miesięcy (więc podobnie) i bardzo dbam o to, żeby nie był "przebodźcowany" ;) - nie wymyślam mu zabaw edukacyjnych przez cały dzień.
    Każdej mamie zdarza się kryzys. Oprócz dziadków jest jeszcze instytucja opiekunka, żłobek - cokolwiek, byle mieć czas dla siebie.
    Myślę, że zmęczenie przychodzi właśnie po roku - inne niż wczesnomacierzyńskie, bo długodystansowe.
    Ja też nie jestem zadowolona z siebie na 100%. Nawet czasem myślę, że egoizm mnie zżera. Ale co z tego? Czy wyrzucanie sobie błędów w czymś pomoże mojemu dziecku?
    Mam dziś bałagan myślowy i piszę chyba niezrozumiale - przemęczenie, muszę się polenić :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też nie mam super porządku w domu, nie robię zdjęć anie nie maluje. Nie mam też za dużo czasu dla siebie ale jestem spełniona zawodowo studiuje, buduje dom, i mam cudowny kontakt z moim synkiem!! Gdybyś nie była teraz w ciąży pewnie by było łatwiej bo człowiek jest po prostu zmęczony a tu maluch cały czas coś chce, niedawno był taki temat "kiedy drugie" ja cię podziwiam bo dla mnie to był by nie lada wyczyn i chyba nie dała bym rady!! Dużo siły dla ciebie ale z drugiej strony już niedługo będziesz miała dwójkę wspaniałych maluchów i więcej czasu dla siebie a inne mamy mogą wrócić do pieluch, ja nie zamierzam;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzieci zmieniają nasze życie ale to nie znaczy że mamy na kilkanaście lat zapomnieć o sobie.
    Teraz przed Tobą pracowity okres - dwoje małych dzieci - ale z czasem zorganizujesz sobie wszystko tak, że znajdziesz czas dla swoich potrzeb. Podobno plusem małej róznicy wieku miedzy rodzeństwem jest to, że kiedyś zaczną się bawic ze sobą a rodzic ma wgledny luz - przynajmniej tak twierdzi moja siostra na podstawie własnych doswiadczeń.
    Piękne zdjecia mozna robić z dzieckiem na spacerze, a czytać z niemowlakiem przy piersi lub maluchem w piaskownicy. Obsługi kompa uczyłam się jednocześnie huśtajac niemowle do snu... Gdybym tak mogła jeszcze wygospodarować czas na areobik i szycie...

    W idealnie wysprzatane mieszkania i dwudaniowe obiady codziennie osobiście nie wierzę ale może gdzieś chodzą ideały...
    Szczerze natomiast podziwiam kobiety, które z małym dzieckiem znajdują czas na studia... jak wy to robicie?

    OdpowiedzUsuń
  15. Doroto mi pomogła dużo mama a i moja ciąża była bez komplikacji! opuściłam w sumie jeden zjazd w środę miałam cesarskie cięcie w poniedziałek wyszłam do domu a w piątek sobotę i niedziele byłam na egzaminach!! Więc się da;) a uczę się tylko w sesji najczęściej nocami z kubkiem kawy! Pozdrawiam mamy studiujące!

    OdpowiedzUsuń
  16. dla mnie przy pierwszym dziecku było pokazanie swojemu mężowi asertywności i wytrwanie w tym ;-D
    że jadąc na zjazd, czyli byłam od 4-8 godzin bez swojego kochanego maleństwa, zostawiam miesięczną córę z kochającym tatą. W tym czasie rzeczywiście odpoczywałam - psychicznie. Teraz mam dwójkę, jedna 3 a druga rok i chyba zrobię podyplomówkę, bo i chcę, i będę mieć "przymusowe" wyjście jak ja to nazywam ;-))).
    A jeśli chodzi o idealizm, nie ma, można po części coś z idealizować, ale nie całość. Ja uważam że najważniejsze być dobrze najedzonym, a jak człowiek najedzony to i mu się coś zachce więcej zrobić ;-))

    OdpowiedzUsuń
  17. Prawdziwa mama to taka, która ma brudną podłogę, pełny zlew i szczęśliwe dzieci:) życzę powodzenia zobaczysz na pewno dasz rade, wiadomo na początku ciężko będzie ale wszystko się ułoży...dla nas kobiet wychowujących swoje pociechy nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko ustanowić hierarchię. Zastanów się z czego możesz zrezygnować, ja np. zrezygnowałam z codziennego malowania się, sprzątania(troszkę zawsze ogarnę i tyle), gotuję codziennie ale korzystam z takich udogodnień jak mrożona zupa czy pomysł na...co zajmuje mi bardzo mało czasu, zmywanie czasami odpuszczam, prasuję tylko to co muszę itd. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja zauważyłam jeszcze jedną rzecz - im więcej mam obowiązków, tym wiecej znajduję czasu dla siebie :) - paradoks ? niekoniecznie... mam teraz porównanie, bo po skończonych studiach, kursach nagle mam "mnóstwo" czasu na wszystko, a czesto nie mogę się wyrobić ze zwykłym obiadem, nie mówiąc już o innych rzeczach.. trochę się rozleniwiłam, wróciłam z wakacji, gdzie wszystko od nos miałam podane.. Dla mnie duzo obowiązków to lepsza organizacja, dlatego 2 miesiące odpoczęłam od "kieratu" i teraz mi go brakuje! Dlatego wracam do spraw, które odłożyłam z powodu ciąży.. dokończenie prawa jazdy, kurs tańca i moje kochane ksiązki.. :) i nawet na codzienne malowanie się mam czas, bo to tylko chwilka a mąż się cieszy i chwali, że nie dołączyłam do grona kobiet, które po porodzie zapomniały że przede wszystkim są kobietami i przestały zwracać uwagę na to jak teraz się prezentują.. zawsze o siebie dbałam i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochane Dziewczyny!
    Bardzo dziękuję za słowa wsparcia;)Wiele wody upłynęło od czasu,kiedy pisałam tego mejla.
    Czy coś się zmieniło? Poza tym,że osiągnęłam idealne proporcje kuli, zmienił się mój stosunek do bycia PERFEKT-MAMĄ. Obowiązków nie ubyło, g(R)oszek nie spokorniał, nowi znajomi nie pojawili się na horyzoncie… Pojawiła się za to determinacja, która sprawiła, że zechciałam wreszcie zawalczyć tylko o siebie!
    I tak: postanowiłam od października przyszłego roku rozpocząć studia psychologiczne na UAM w Poznaniu. Z premedytacją- bo daleko, bo dobra uczelnia, bo kształci obecnych magistrów na przyszłych w trzy lata i robi to świetnie. Zdecydowałam się przekwalifikować, zrobić biznesss plan i otworzyć własny punkt przedszkolny. Mąż przyciśnięty do ściany lawiną argumentów, nabył pierwszą lustrzankę, dzięki czemu wprawiam się w byciu „naczelną domową fotografką” (na efekty trzeba będzie poczekać). No i przestałam sprzątać;) Odnotowuję to, a powinnam chyba zapisać wielkimi literami;)
    Próbowałam też oddać Rocha do przedszkola, ale jednodniowy pobyt zakończył się opryszczką jamy ustnej i ośmioma dniami niejedzenia…
    Podczas dwutygodniowego pobytu w Kołobrzegu przeczytałam pięć książek branżowych i uznałam, że czas rodzić, opiekować się jeszcze przez rok chłopakami i rozpocząć nowy rok szkolny nowym wakatem;)
    Trzymajcie za mnie kciuki, Drogie Niegrzeczne Mamuśki.
    Jak mawia mój ginekolog: poród to fizjologia, wychowanie to metafizyka;)
    Kasia, mama Rocha i (lada dzień) Iwa
    Wrocław

    OdpowiedzUsuń
  20. trzymam kciuki!
    moja decyzja o studiach zmienia sie co tydzien. raz ide raz sie boje. w taki sposob omina mnie termin skladania papierow. i tu nagle przypadkowo okazalo sie ze jest na ten kierunek drugi nabor. i znow te same watpliwosci. ale macie racje nie ma na co czekac.
    Wroclaw cudne miasto. spedzilam w nim 4 piekne lata swojego zycia i tak 3 miesiace po zajsciu w ciaze przeprowadzialam sie do Żor. Miasta w ktorym nie ma nic i nie mam nikogo. No oprucz tesciowej ktora placze ojcu dziecka w mankiet ze nie dzwonie do niej 8 razy dziennie co oznacza ze musze jej nie lubic, i sasiadow z ktorymi na prawde widuje sie bo nie mam z kim. Nie nawidze byc w domu. Nie ma rzadnej czynnosci ktora chodzby mi nie przeszkadza i chetnie oddalabym dziecko do zlobka. mala przeszkoda? w zorach i okolicach takiego nie ma. a mi codziennie rano chce sie rzygac. O radosci moja najwiekrza!!! moje dziecko jest spiochem wiec czesto moge lezec do 10 i nie wstawac z lozka. Ojciec dzieckiem jest cudowna matka. Moge wyjsc kiedy chce, moge nieposprzatac i tylko czasem marudzi ze w koncu nie moge opowiadac mu bajek ze siedzac w domu od tygodnia nie mialam na to czasu... bo mialam. Tylko gdzie wyjsc i co robic. Oczywiscie po ciazy i dlugiej rekowalenstencji po kiepskim porodzie cieeszylo mnie niesamowicie godzinne chodzenie po auchanie.
    Te studia to moj ratunek. Po to aby przypomniec sobie siebie, swoje pasje, po to aby nie miec faktycznie czasu na sprzatanie, aby spotykac sie z ludzmi ktorzy maja cos do powiedzenia, aby nie zgnic, aby moj syn mial mame ktora mialam zostac. abym mogla zaryzykowac cudowna prace mojego faceta i znalezc nam obu cudowna prace w duzym miecie.... moze wlasnie we wroclawiu, gdzie bedzie mnie cieszyl zwykly spacer miedzy kamienicami, duze parki a nie tylko komunistyczne mrowkowce.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń