Mam sześciomiesięcznego synka. Półtora miesiąca temu wróciłam do pracy na pięć godzin dziennie. Znaleźliśmy Nianię Idealną, ale niestety po tygodniu opiekowania się Robakiem rozchorowała się (znaleźli jej coś w mózgu, dziś rano mieli jej otwierać czachę, żeby zobaczyć, co to takiego – niefajnie :/). W tej chwili jest z nami mój Teść, który będzie nam pomagał do Wielkanocy. Szukamy następnej niani, która zajęłaby się Młodym po świętach, abym nie musiała rezygnować z pracy.

Fiona: Szukam niani dla Robaka na pięć godzin dziennie od poniedziałku do piątku, począwszy od powielkanocnego wtorku. Jeśli znacie kogoś w okolicy, kto mógłby się zająć naszym maluchem, dajcie mi znać.
Jen: Jeśli tylko ktoś będzie zainteresowany, od razu Ci napiszę.
Samantha: Nikt nie przychodzi mi do głowy, ale się popytam.
Amanda: Hehe, dojazd by mnie dobił.
Fiona: @ Amanda – No co ty, naprawdę wydaje Ci się, że 200 km rano i ta sama odległość po południu to tak dużo?
Nancy: A po co w ogóle wracałaś do pracy? Nie lepiej siedzieć w domu? Po co się codziennie stresować, a potem całą swoją pensję oddawać niani?
Nosz kurrrna! Odezwała się paniusia Bo-Ja-Wiem-Wszystko-Najlepiej! A co jej do tego? Jak nie chce pomóc, to niech siedzi cicho! Co ona może wiedzieć o moim życiu???
Grrr!!!
OK, teraz najważniejszy jest spokój. Nie ma co się denerwować. Trzy oddechy (raz... dwa... trzy...) – dam jej jedną szansę.
Fiona: @ Nancy – Po co? Mam potrzebę poprzebywania codziennie z ludźmi, którzy znają więcej niż dwie samogłoski i potrafią łączyć sylaby w tak piękne słowa jak RA-PORT FI-NAN-SO-WY. Mam szczęście, że mogę pracować pięć godzin dziennie i na dodatek w bezstresowym otoczeniu. A co do zapłaty za opiekę nad Filipem – naprawdę myślisz, że gdybym musiała całą pensję wydawać na nianię, to wciąż siedziałabym za biurkiem?
Nancy: Przecież nie chcesz sobie sprowadzić niani z Europy Wschodniej, gdzie wymagania finansowe są o wiele niższe. Poza tym pracowałyśmy razem, więc mniej więcej wiem, ile zarabiasz. ;) Uwielbiam być z Luca w domu. Nie przeoczę pierwszego uśmiechu, pierwszego kroku – mój syn jest tego wart. Stres związany z pracą to dla mnie przeszłość. Teraz chodze sobie na zakupy, spotykam się z przyjaciółmi, podróżuję.
O mój nędzny żywocie, jestem absolutną kretynką, że tak mi odpowiadasz, bo powinnam przecież żyć jak Nancy, myśleć jak Nancy, dokonywać takich samych wyborów, jak Nancy! Wtedy z pewnością byłabym Kobietą Spełnioną! Albo jeszcze lepiej – zamieniłabym się w Nancy! Rewelacja! Niczego bardziej nie pragnę.
Spokój, zen, oczyszczenie umysłu... Złość piękności szkodzi... Zamiast się wkurzać, pomyśl o czymś przyjemnym.
Poranny uśmiech Robaka... Wycieczki skuterem po okolicy... Buszowanie po ulubionej księgarni... Nowe buty... Sardyńskie plaże....
Cholera jasna – NANCY mieszka teraz na Sardynii!!!
Trzy oddechy (raz... dwa... trzy...) – trzeba to załatwić raz na zawsze. Drugiej szansy nie będzie.
Fiona: @ Nancy – Bardzo się cieszę, że masz w tym momencie takie życie, jakie sobie wymarzyłaś. Natomiast wydaje Ci się, że wszyscy wokół powini myśleć tak samo. Tobie odpowiada siedzenie z maluchem w domu, jak lubię chodzić do pracy. Nie kwestionuj moich decyzji, bo nie masz prawa tego robić. Ja szanuję Twoje wybory i oczekuję od Ciebie tego samego.
No proszę, postawiłam sprawę jasno i już mi lepiej.
Amanda (wiadomość prywatna): Właśnie przeczytałam, co odpisałaś Nancy i jestem pod wrażeniem. Wydaje jej się, że zjadła wszystkie rozumy, bo urodziła dziecko rok wcześniej, niż my. Teraz przynajmniej będziesz miała spokój. You go girl!
Jen (wiadomość prywatna): Fiona, you rock! Teraz nikt z buciorami w Twoje życie nie wejdzie.
Samantha (wiadomość prywatna): Hehe, nigdy nie lubiłam Nancy. :P
Jeszcze ze trzy takie sytuacje i postawią mi pomnik.
Sama zaintersowana zadała sobie trud wykasowania wszystkich postów z mojego fejsbukowego profilu oraz (co zauważyłam dwa dni później) komentarzy pod moimi zdjęciami. Była bardzo aktywnym opiniodawcą, więc usuwanie wszystkiego musiało jej zająć dobrą chwilę. Do tej pory się dziwię, że nie dostałam bana.
Miałam się poryczeć i rozpamiętywać tą stratę przez co najmniej trzy dni, ale nie miałam czasu. Może w przyszłym tygodniu.








oczywiście siedzi taka w domu i uważa że to dla dziecka najlepiej - gówno prawda! jest tak, że dziecko przyzwyczaja się - moja małolata od poczatku jest z ludzmi, nie tylko ze mną. cholery bym dostała gdybym nawet do spozywczaka wyjsc nie mogła bo bąbel trzyma sie kurczowo mojej nogi! masakra Nancy gratuluje
OdpowiedzUsuńJa nie mogę , jak zwykle ktos komuś próbuje powiedzieć co jest dla niego leprze.Każdsa z nas jest inna ,kazda ma inne spojrzenie na świat i to że Ty Fiono chcesz pracować ,nie czyni Cię złą mamtką .Liczy się to co jest dla nas kobiet dobre ,co czyni nas szczęśliwymi a tym samym szczęśliwymi matkami szczęśliwych dzieci.Lepej żebyś siedziała na siłę w domu i pokazywała dziecku niezadowoloną minę?Pracująca czy siedząca w domu z dzieckiem mama jest tak samo kochana ,i na Boga nie dzielmy matek na dobre i złe tylko dlatego ,że potrzebują trochę czasu dla siebie.Sama siedzę w domu z moim ukochanym Bubulinkiem ale są chwilę kiedy nie mogę sie doczekać aby wyjść samej do sklepu ,żeby odpocząć od pieluch.Sądze ,że to nie czyni mnie gorszą matką od tej która ciągnie dziecko wszędzie ze sobą.Gdybym miała z kim zostawić mojego szkraba to na 100% wróciłabym do pracy!Gorąco pozdrawiam
OdpowiedzUsuńFiona! Ja Cię uwielbiam "czytać" :)
OdpowiedzUsuńPresja, dobre rady, ciśnienie... No raczej nie unikniemy, a podobno wraz z wiekiem dziecka jest gorzej. Choć nie mieści mi się w głowie, że może być coś gorszego niż "pokryjome" faszerowanie Grocha (u którego walczę z wysypką) słodyczami.
-A Groszek zje kawałek torta na swoje pierwsze urodziny?
-Jakiego torta? A po co?
-No jak to? Nie dasz mu JEGO torta.
-Tort dla gości.
-Ale powinnaś!
-Po moim trupie (i bardzo się pilnuję, żeby trupem nie zostać, bo mi dziecko zmarnują!)
-Bieeedny, nawet ciasta nie dostanie.
-Owoce dostanie.
-Phi!
Polecam Kurs Ekspresowej Relaksacji. Albo dwa okrążenia wokół domu z wózkiem, świńskim truchtem oczywiście. Czasem pomaga. I choć warto rozmawiać, to czasami lepiej nie dyskutować.
Mi się wydaje, że tu chodzi tylko o zazdrość. Matka, która głośno musi mówić o tym jak to cudownie jest jej w domu z maluchem najczęściej przeżywa coś innego, coś zupełnie odwrotnego. Zazdrości tej mamie, która spotyka się na codzień z innymi ludźmi, rozwija się zawodowo i spełnia się w innych obszarach swojego życia. Sfrustrowana siedzeniem z dzieciakiem wyżywa się na innych poprzez takie właśnie docinki. W drugą stronę też to pewnie działa, ale może trochę w mniejszym stopniu.
OdpowiedzUsuńmasz rację Charlott!! jestem tego samego zdania co ty!!! to zazdrość jak nic!! chyba mało kto jest zadowolony z siedzenia w domu i bycia kura domowa
OdpowiedzUsuńZreszta sama jest w podobnej sytuacji-siedze w domu z dwoma maluchami ale nie powiem zebym byla tym zachwycona! z chęcią bym poszła do pracy , do ludzi ale na razie nie mam takiej możliwości.
OdpowiedzUsuńFiona, you rock!!! :)
OdpowiedzUsuńJak powiedziałam ostatnio mężowi i znajomym że wróciła bym do pracy nawet wtedy, gdyby nasza sytuacja finansowa nas do tego nie zmuszała, to się ostro zdziwili... Argumentowałam to oczywiście chęcią przebywania z ludźmi i realizowania się zawodowo...
OdpowiedzUsuń- ale jak to, to jakieś tam realizowanie się zawodowo jest dla Ciebie ważniejsze niż dziecko??? To przecież dziecko powinno być teraz dla Ciebie najważniejsze !!!
Szlak mnie trafia jak tego słucham, już pomijając fakt, że wracam do pracy bardzo wcześnie, gdy moje maleństwo będzie mieć 12 tygodni.
Kocham je nad życie, już teraz gdy jest jeszcze w moim brzuchu, ale to nie znaczy że mam rezygnować z pracy. Dziecko będzie miało zapewnioną świetną opiekę w świetnym żłobku a czas spędzony z nim wykorzystam do maximum.
Jestem świadoma oczywiście tego, że pojawienie się dziecka weryfikuje często plany i wcześniejsze deklarację, jednak na dzień dzisiejszy taka jest moja opinia.
Wiecie co... ja bym to podsumował jak pan Fistak (T. Karolak) z filmu Testosteron (tak, tak wiem, film nie nadaje się do omawiania na tym blogu)...
OdpowiedzUsuńPanie (w oryginale Panowie) - przecież to jakaś masakra jest!
Nancy to jakaś zapyziała dzikuska. Fiona popieram w 100%!
ps. niania z Europy Wschodniej - LOL
A ja się łudziłam że takich kobiet nie ma ... co to wychwalaja pod niebiosa bycie z dzieckiem w domu ...O_o ...nawet moja babcia (86l) rozumie to że chce mi się do ludzi. I że nie ważne sa pieniądze które wydaje się na Obiekunki. DZIECKO POTRZEBUJE SZCZĘŚLIWEJ MATKI (tudziez rodziców).
OdpowiedzUsuńJa nie spotkałam się z taka opinia w moim otoczeniu, dla wszystkich moich znajomych/bliskich/przyjaciółó logiczne jest ze jak się macierzyna kończy to sie do pracy wraca. Z bólami ale takie jest zycie. Ubolewam tylko ze mieszkając w 15tyś miasteczku nie mam dostepu do żłobka, bo marze żeby moje dziecko było socjalizowane w grupie a nie w pojedynkę. no ale dowozic Potomkini codziennie 50 km do najbliższego żłoba nie będę.
Nie ma co słuchac takich zdziadziałych farmazonów. Ja tam szanuje to że sa matki z powołania, ja nia nie jestem, dfzieci mi dają radość ale wolność, mozliwości jakie daje praca, stresik z nia zwiazany mnie napędza do życia ;)
Ale się rozpisałam.... ale dodam jeszcze ze jestem z tego typu ludzi którzy jak siedza w domu to się zorganizoac nie moga, dopiero jak maja mało czasu to wszystko mają podopinane na ost. guzik.
Zachęcam do przeczytania wywiadu z prof. Marią Kielar-Turską.
OdpowiedzUsuńhttp://www.polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/wychowanie/292111,1,po-co-mamy-dzieci.read
A mnie sie wydaje że nie jest to zazdrość a jak ktoś wspomniał tzw "dobra rada" i ot tyle. Bez przesady nie dajmy sie zwariować dziewczyna napisała, że siedzenie w domu z dzieckiem to dla niej fajna sprawa a tutaj dosłowny lincz bo niby co... przecież nikt autorce nie zabroni pujść do pracy, dobrze to ujęła jedna z komentujących że szczęsliwa mama to szczęsliwe dziecko.
OdpowiedzUsuńKreujmy wiec swoja rzeczywistośc według własnych upodobań lub też możliwości. Co do niani z europy wschodniej - matko, zabrzmiało zbyt ważniacko ;)
Ja siedzę z moim dzieckiem w domu kosztem wlasnych mozliwości zawodowych, jestem tego świadoma a nie czuję się ani gorsza ani tez lepsza od innych aktywnych zawodowo matek.
Każdy ma wybór i każdy tego wyboru dokonuje sam ;)
Pozdrawiam
Myślę podobnie jak "Pani Mądrala" - to tylko dobra rada - wkurzająca ja wszystkie dobre rady, ale wcale nie taka najgłupsza.
OdpowiedzUsuńPo pierwszym dziecku poleciałam do pracy zaraz po macierzyńskim, z drugim zostałam w domu do roku, teraz żałuje że nie dłużej...
Dziewczyny!
OdpowiedzUsuńJestem mamą trzyletnich bliźniaków. Od urodzenia jestem z nimi w domu- czyli będzie już jakiś 4 rok. I wiecie co? Wcale nie jest mi z tym dobrze. I obawiam się, że moim chłopakom też :/
Zawsze uwielbiałam przebywać z ludźmi. Nie umiem żyć na uboczu. Strasznie tęsknię za kontaktem z innymi- najlepiej bezdzietnymi ludźmi, rozmowami o wszystkim innym tylko nie dzieciach...
Dałam sobie jednak wmówić, że tak będzie lepiej i takie tam. Dzisiaj gdybym jeszcze raz mogła zdecydować- nigdy nie poszłabym na taki układ. Uważam, że każdy- NAWET MATKA- ma prawo do własnego życia! Jako rasowa kura domowa- takiemu żywotowi mówię zdecydowane NIE! :)
A mnie z całej tej "rozmowy" zaintrygowały panie Amanda, Jen i Samantha. Dlaczego napisały te wiadomości prywatnie, jeśli czuły taką potrzebę poparcia, to trzeba było to zrobić z otwartą przyłbicą. Albo nie pisać wcale. Do podejrzeń, czy nie napisały Nancy podobnej treści wiadomości nie śmiem się posunąć, bo Pań nie znam i jedyne co chciałabym tu poddać pod zastanowienie są czyny a nie osoby.
OdpowiedzUsuńA Pani Nancy gratuluję osiągnięcia w życiu ZEN. Bo widać, że jedyne co jej doskwiera, to życie innych - szczerze zazdroszczę!!!
Jam bezdzietna, ale niańczyłam przez rok i dostałam na łeb siedząc z młodą (czasami dwiema) 5 dni w tygodniu po 8 godzin. A gdzie weekendy! I nie chodzi o młode - te były w porzo, tylko właśnie o rozmowy, ludzi, "świat". Po pracy byłam tak zmęczona, że na twarz padałam i nie wstawałam ;) Także rozumiem mamuśki, co się rwą z chatynki - będę miała to samo...
Nie pozwólmy sobie w kasze dmuchać, niech każda Nancy zajmie się swoimi sprawami, a świat stanie się lżejszy ;p i przyjemniejszy :) Widocznie w domu ma aż tak mało zajęć, że życie innych pochłania ją całkowicie i swoje dobre rady uważa za doskonałe :/ Nic bardziej mylnego...
OdpowiedzUsuń