Witam Niegrzeczne Mamuśki :)
Najpierw chciałam napisać, że cieszę się, że taki "wirtualny klub" powstał, bo sam fakt, że można poczytać podobne historie do swoich, pomaga odetchnąć z ulgą i zdystansować się :)
Nie mam talentu do ubierania myśli w słowa, jednak chciałam napisać o pewnym zjawisku, który wystąpił u mnie. Mam dwie córki, między którymi różnica w wieku to rok i 10 miesięcy. Nie powiem, bywają ciężkie chwile, ale nie ma tragedii i spokojnie można dać sobie radę. Myślę sobie, że jestem nawet bardziej zorganizowana, niż przy pierwszym dziecku. Prawdą też jest, że odpuściłam sobie wiele spraw typu ciągłe prasowanie ciuszków, gotowanie zupek, codzienne spacery czy kąpiel, itd. Po prostu czasami nie wyrabiam i wtedy odpuszczam, staram się podchodzić na luzie :) Ale nie zapomnę, jak z mężem podjęliśmy decyzję, że chcemy aby między naszymi dziećmi była niewielka różnica wieku. Rodzina i znajomy pukali się w głowę, ciągle słyszałam, że powinnam odczekać chociaż 3 lata, starsza pójdzie do przedszkola, a ja wtedy będę miała małego bąbla. Inaczej nie dam sobie rady, za dużo obowiązków będę miała, będzie mega ciężko, itp. itd. Nie rozumiem skąd biorą się takie rady. Przecież jest cała masa matek, które mają dwójkę i więcej dzieci, które mają bliźniaczki i trojaczki, i sobie radzą. Początki są zawsze trudne, ale w momencie, kiedy już w miarę się zorganizujemy, powstanie jakiś schemat dnia, nauczymy się siebie wszyscy nawzajem na nowo, spokojnie można sobie poradzić ze wszystkim :) Oczywistą oczywistością jest to, że sa dni kiedy jest sielanka, a są dni kiedy jest piekiełko, ale to jest normalne!! Nie dajmy się zwariować, nie pozwólmy sobie wmawiać, że nie poradzimy sobie z więcej niż jednym dzieckiem :)
Cieszę się, że mogłam to napisać i wyrzucić z siebie na forum. I tak powtarzam wielokrotnie, że całe szczęście ktoś wymyślił smoczki, butle, mleko modyfikowane, telewizję, bajki, jedzonko w słoiczkach, itp. Dzięki temu można sobie wiele spraw ułatwić, bo przecież wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko robić to i owo z głową i rozsądkiem :)
Serdecznie pozdrawiam!! :)
Marta
piątek, 16 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








"Początki są zawsze trudne, ale w momencie, kiedy już w miarę się zorganizujemy, powstanie jakiś schemat dnia, nauczymy się siebie wszyscy nawzajem na nowo, spokojnie można sobie poradzić ze wszystkim" - jasne! I dodam, że choć mam tylko jedno dziecko, to każdy "początek", w tym: siadanie, przemieszczanie się, zmiana ilości drzemek, wprowadzanie nowych zabaw i rytuałów, był dla mnie trudny. Najbardziej się boję "nocnikowania", ale pewnie i z tym sobie poradzimy. A pomaganie sobie smoczkiem, TV, czy osławioną bułą - jak najbardziej, byle rozsądnie i z umiarem.
OdpowiedzUsuńhm. tak przeczytałam tego (całego) bloga i zaczynam coraz bardziej myśleć, że dla niektórych dziewczyn tu "niegrzeczne mamuśkowanie" oznacza przewrażliwienie na czyjeś (nawet życzliwe i w dobrej wierze) uwagi. nie mówię o ogóle, ale tak jakoś to zauważyłam ostatnio częściej. wypowiedzi typu "jak śmią w ogóle wyrażać opinię przeciwną mojej".
OdpowiedzUsuń(nie chcę jątrzyć, tylko zwracam uwagę.)
jeśli coś robimy według "niegrzecznego mamuśkowania", to chyba nie jesteśmy tak niepewne swego, by tego nie wytłumaczyć danej osobie, tylko od razu się czuć urażoną i dotkniętą do żywego?
Cóż, ja uważam, że mamy z tego bloga są całkiem normalne ... żadne tam niegrzeczne.
OdpowiedzUsuńA co do tego przewrażliwienia ... cóż ... a to jest jakaś definicja czy uwaga jest życzliwa czy to wtykanie nosa gdzie nie trzeba? Oczywiście to prowokacyjne pytanie, głównie zadane po to żeby odwrócić sytuację ... zastanówmy się jak czuje się dorosły wciąż pouczany na tematy: czapka, skarpetki, ile karmić piersią i kiedy mieć dzieci.
Nie znam ani jednej mamy, po której "uwagi" spływałyby jak po kaczce ;) ... nie chodzi o to jak ktoś śmie ... ale o zwykłe wychowanie i kulturę osobistą.
To rodzic odpowiada za swoje dziecko i on o wszystkim decyduje, dziecko nie jest jakimś dobrem społecznym, więc nie rozumiem wtrącania się społeczeństwa w "moją macicę"
Zawsze na końcu czegokolwiek i tak to nasze społeczeństwo pyta "A gdzie byli rodzice?" ... radzić to każdy chce ... odpowiedzialności nie bierze nikt.
Zgadzam się z Twoim myśleniem, że każdy rodzić odpowiada za swoje dzieci i jak już wspomniałaś przede wszystkim chodzi tu o te zwykłe wychowanie i kulturę do innego człowieka.
OdpowiedzUsuńz pół roku temu, miałam sytuację typu,
- gotuje się makaron, trzeba już go wyciągnąć,
- w tej samej chwili wpada teść (bez uprzedniego poinformowania) z telewizorem,
- akurat mała 4 miesięczna się obudziła do jedzenia i ryczała wniebogłosy...
i tekst teścia "nie radzisz sobie"
Cholera myślałam że go pobiję, czy ja się skarżę???
Pomyślałam sobie, będzie tylko chwilę i pójdzie sobie, ha.
A co do durnych uwag to się w zupełności zgadzam, bo co to za radzenie komuś że tak czy owak jest według kogoś najlepsze i do tego najlepiej przy tej osobie by tak zrobić.
Jeszcze czego, to moje dzieci i jak będę potrzebowała rady czy pomocy to po prostu
ZAPYTAM ;-D
no, to przyznam się, że zdarzyło mi się być z tej drugiej złej tj. radzącej strony. Poradziłam świerzo upieczonej mamuśce, że gdyby niemowlak zachorował, to zamias do przychodni (znałam poziom tamtejszej lekarki) niech uda się prywatnie do pewnego dobrego lekarza (niedaleko jej domu). No i usłyszałam "że kto by tam pieniadze wydawał na przywatnego pediatrę" i na dokładkę potem od męża, że mam sie nie wymądrzać itd. Więc ślubowałam uroczyście, że więcej nikomu nigdy nic... A po kilku miesiącach dowiedziałam się, że jednak u polecanego medyka byli z dzieckiem i są z niego zadowoleni.
OdpowiedzUsuńNie wszystcy radzący chcą nam dokuczyć. Nie wszystkie "dobre rady" są złe. Znaczna ich część wynika z podzielenia się swoim doswiadczeniem. Nawet babcie, ciocie, mamy i teściowe czasami naprawde dobrze nam radzą. WYSŁUCHAĆ rady zawsze można, a nuż się przyda...
Traktujmy je może jak zbiór informacji, na równi z tymi czerpanymi z poradników, czasopism, neta..
Dorotko, ale chyba nie o taką kategorię dobrych rad chodzi ;) przynajmniej w mojej ocenie.
OdpowiedzUsuńMieszkam w mieście "starych ludzi" - sami kuracjusze w podeszłym wieku, wszystko było ze zdwojoną siłą.
Mogłabym długo ;) ... z najbardziej irytujących w wykonaniu mężczyzny: mama wyjmie cyca i da jeść dziecku (córka płakała w wózku, bo nie mogła się wyciszyć przed snem) ... już samo użycie słowa "cyc" wydaje mi się przegięciem ... Ja karmiłam piersią, nie cycem. Oburza mnie takie przekraczanie moich i mojego dziecka granic. Oburza mnie planowanie kiedy mam znów mieć dzieci ... przy mnie ... haaaloo, jestem tu, nie jestem TYLKO opakowaniem.
Noo.. obcy ludzie na ulicy to porafią czasem wnerwić.
OdpowiedzUsuńTaki obrazek. Na ulicy, mój 3-letni (wtedy) syn wrzeszczacy i płaczący, ja zdenerwowana (obciach) i dwie panie "jaki on niewychowany, co to bedzie potem, co z niego wyrośnie.. matke zbije, zabije itd.". Nie wytrzymałam, nie pamietam co powiedziałam ale grzeczne to nie było . A z niego wyrósł (jak na razie) nie żaden zbój tylko nornalny, inteligentny trochę uparty nastolatek.
Obrazek drugi. Moja druga pociecha 7 miesieczna na spacerze i oskarżycielski ton starszego pana "DLACZECZO NIE SIEDZI, to tak nie może być, leni się, odłozyć poduszkami, ZMUSIĆ do siedzenia".. Nie muszę oczywiście nadmieniać że dziecię usiadło, bez zmuszania i poduszek, samo kilkanascie dni potem.
Starzy ludzie potrafią zdenerwować, i czesto nagabują obcych na ulicy, nie tylko udzielając rad ale też opowiadając historie życia lub chorób. Bywaja upierdiwi, nietaktowni taka już jest starość
hmmm ... to chyba taka specyficzna ludzka natura, chęć pokazania innym szerokich horyzontów własnej wiedzy :) Ja i moje nienarodzone jeszcze dziecko już na dzień dobry zostaliśmy skrytykowani i skazani na niepowodzenie, dla niektórych nawet byłam przykładem zmarnowanego życia itp.. bo co, bo byłam w ciąży na przedostatnim roku studiów!!! "Na pewno nie dasz rady, bo jak chcesz pogodzić macierzyństwo i naukę???" a teraz wszystkim szczęki poopadały, bo jak się chce i odpowiednio wszystko zorganizuje to na prawdę można!!! Teraz tłumaczę sobie,że te dobre rady nie-rady możenie zawsze w założeniu miały sprawiać mi przykrość, starsze osoby korzystając z doświadczenia czasem chcą nas ustrzec przed pewnymi sprawami... wiem, że to bardzo trudne ale może czasem warto chociaż spróbować ich zrozumieć.. hmmmm ciekawe jakcy my będziemy na starość?? Mnie dobija też fakt, że juz teraz jak zobaczyli, że daję sobie radę ze wszystkim to planuja za mnie drugie dziecko !!! I tylko słyszę: "między dziećmi nie może być różnicy większej niż 3 lata, potem się dzieci nie dogadają" Jakie to ma znaczenie się pytam?? Czy ktoś zastanowił się czego ja chcę, czy w ogóle chcę drugie dziecko? Nie !!Postanowiłam jednym uchem wpuszczać drugim wypuszczać!!;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńUbolewam nad jednym ... jak chodzi o katowanie dziecka za ścianą to nikt nie zareaguje,nie słyszał a takie pierdoły (czapka, skarpety a co powinnam itd) .... ludzie chcą komentować...ehh
OdpowiedzUsuńHej dziewczyny:) sama mam dwójkę z małą różnicą wieku bo 1 rok i 5 miesięcy, i pamiętam słowa teściowej jak sie dowiedziała, że jestem w ciąży- "ale Ci będzie ciężko..." na dodatek dodam, że jestem w trzeciej ciąży i na wieśc o trzecim ( w tych czasach to już patologia) dowiedziałam się, że teraz to juz będzie mi baardzo ciężko:) I rzeczywiście łatwo nie było i nie jest. Są dni "piekiełko i są dni sielanka", zależy jakie mam pokłady cierpliwości:) Dzieciaki mają teraz 4 i 2,5 roku i świetnie sie dogadują, bawią się (kłócą:), razem mi dokuczają:) ale jestem naprawdę szczęśliwa:) Co do dobrych rad na ulicy to też ich niecierpie, chociaż rzadko je słyszę na szczęście:D
OdpowiedzUsuńpiszecie o dobrych radach... mnie osobiście zawsze denerwowało, jak ludzie zaglądali mi w wózek... wiem, że nie ma w tym nic złego, ale i tak denerwowało. Jak mój synek był mniejszy zostawiłam go pod opieką mojej mamy (a że babcia młoda- 43 lata wówczas, i na dodatek młodo wyglądająca...). Był słoneczny dzień i na którąś dobrą radę od starszej części społeczeństwa z kolei, że za dużo słońca, że bez czapeczki, że za dużo wiatru (wcale nie było go tamtego dnia dużo) itp. odpowiedziała, że jak mama dziecka jej zostawiła tak dziecko teraz będzie. więc drogie Mamy, nie tylko nas drażni nadmiar "dobrych i życzliwych uwag"
OdpowiedzUsuńszczerze mówiąc mam głęboko gdzieś te wszystkie "dobre" rady. (bo dobre faktycznie też są i się przydają ) Ja mam dzieci z różnicą wieku -13 miesięcy . Jest ciężko, ale nie widzę większego trudu - niż radzenie sobie samemu z pierwszym dzieckiem. Kwestia organizacji i wtedy to się dopiero ma gdzieś te wszystkie kretyńskie komentarze!! po prostu nie ma się czasu na to by się nimi przejmować ;)
OdpowiedzUsuńPS: zazdroszczę Wam tej osławionej buły..Moje dziecko po prostu nie chce jej jeść :(
Ja się nasłuchałam komentarzy jak jako niania wychodziłam z Potworem na spacer... Dzieci mają dzieci itd. Nie było to miłe, bo byłam dawno pełnoletnia i to jak najbardziej mógł być mój prywatny i osobisty Potwór i nic nikomu do tego, ale że nie był, to puszczałam mimo uszu. Ale jak już będę chodzić ze swoim, to się hamować nie będę. Mój ulubiony tekst: "taka młoda i ma dziecko!" "taki stary a nie wie, że takie uwagi są niegrzeczne!" . ;)
OdpowiedzUsuńU mnie też jest ciekawa sytuacja - w domu mówią do mnie po imieniu i moja córeczka nauczyła się mówic na mnie "mama Asia" i jestem sobie przykładowo na placu zabaw z moją pociechą i ona woła "mama Asia, mama Asia" ludzie się obracają, krzywo patrzą, złośliwych komentarzy nawet nie słucham, bo po co sobie humor psuć. Jeśli chodzi o dawanie rad to koleżanka, która jest w ciąży cierpliwie słucha moich wspomnień z tego okresu, ale ja zawsze daję poprawkę, że u niej może być zupełnie inaczej, że dziecko jest każde inne. Więc nic na siłę. Ale moja mama i teściowa (z racji wieku już chyba) strasznie się zrobiły zrzędliwe, jak nie chce ich słuchać to, że jestem wredna bo one się "lepiej" znają na dzieciach niż taka niespełna 2 letnia mama.. A my jesteśmy niegrzeczne i robimy swoje bo kto zna lepiej własne dziecko jak nie jego mama ;D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWitam! jestem po 30tce,mam dwoje dzieci 6 i 7 lat,siedzę w domu odka byłam w ciazy.młodzi chodza do przesdzkola.nigdy nikt nie pomagał mi przydzieciach.maz pracuje za granicą ,bywa w domu.wszytsko na mojej głowie.na pomoc zadnej z rodzin liczyć nie mogę.finansowo jest ok.ale maz nie chciał słyszec o jakiejkolwiek pomocy ,niani itd.wg niego to mój wymysł .swojego życia ni emam wogóle.plan dniato:1.pobudka,2.odwiezienie młodych,3.dom.4 odebranie młodych.5sen.często spć ni emoge ,budzę się itd.jestem potwornie zmeczona,wsyztsko mni edrażni,nie mam sił,wogóle dziwnie się czuję tak jakbym te siłytraciła.boli mni edosłownie wszystko.czasami ide z młodymido kina lub Maca.znajomych niemam ,koleżanek nie mam ,jedna starciłam bo nie maiałm zcasu zeby czasami wyjsć,druga jestzazdrosna o to że mam niby fajne zycie .JESTEM SAMA.
OdpowiedzUsuńkiedyś chciałam iśc na spotkanie klasowe ,zadzwoniłam do teściowej zeby przyszła a ona ,ze latać mi się chce ,że matka tojest przy dziecku itp.nie przyszła a ja nie posząłm,teraz to nawet zczasami myć mi się nie chce,wiem co piszę ale taka jest prawda.byłam u psych,stwierdziła depresję ale lekó brać ni emogę bo mam wysokie ob i dopóki ni e dowiem się o dczego to leków brać ni emogę.młodzi siedzą tera zprzed tv a ja nie mam sił zrobić kolację a ni ich umyć..
OdpowiedzUsuńJa jak już zaczynam dostawać do "łba" to tylko robię przy dzieciach, a resztę zrzucam na męża i jak mam "wolne" to robię cokolwiek na co mam ochotę, inaczej to bym zwariowała ;-))
OdpowiedzUsuńnie mam takiej możliwosći,czuję,ze straciłam i trace dalej zycie..wiem,ze dzieci to powinno byc wszystko ale nie mam sił drażnią mnie jak krzyczą,nie słuchają się.zawsze chcialam zajmowac sie wizażem ,kosmetyką ,dzisiaj nawet nie mam ochoty żeby o tym myślec.gdy przychodzi moment odbioru młodych z przedszkola to wyć mi sie chce bo wiem,ze znowu będą jęczeć ,krzyczec..itp.
OdpowiedzUsuńdaleczego mąż ni erozumie jak sie czuje.dlaczego całą winę zwala na mnie,dlazcego bywa "zły"?dlaczego jestem zmęczona?widze inne matki odbierające dzieci ,są zadowolone ,uśmiechniete ,pełne życia
OdpowiedzUsuńMagdalena, jak na mój gust, musisz porozmawiać z mężem. Czy on czesto bywa w domu? Czy zna wogóle swoje dzieci? Wcale nei dziwię się że nie masz sił, jesteś praktycznie 24h z dziećmi. Czemu nei pozwolisz sobie na to żeby w czasie kiedy są w szkole zostawić dom w cholere za przeproszeniem i wyjść ? Mówisz ze chciałabyś zajmować się wizażem, umiesz - czy chciałabyś się dopiero zacząć uczyć? Możesz poszukać pracy na pół etatu, nawet niewiele płatnej, ważne żeby wyrwać się, żeby pobyć z kimś innym niż dzieci, porozmawiać o czymś innym niż zabawki, obiad, bajki czy cokolwiek.
OdpowiedzUsuńWiesz czemu te mamy są uśmiechnięte? Bo większość z nich realizuje coś więcej, praca to oderwanie od wychowania dzieci, nie tylko zarobek.
Nie wiem jak dokaldnie wygląda sytuacja ale jeśli byłabym w takiej sytuacji:
1. zdecydowałabym co chce robić. nie pogmerała, pomyslała i odłożyła. zdecydowała.
2. zrobiła plan działania
3. porozmawiała z mężem, nie w tonie prośby o zgodę bo czuję że tak to wygląda, a w tonie 'zamierzam zrobić to i to i nie czekam na zgodę a informuję'.
4. znalazła prace/kurs - zawsze widze pełno wywieszek na salonach że potrzebują pracowników ;)
5. jesli chcesz miec (przepraszam za okreslenie) 'dzieci z glowy' godzine dłuzej po lekcjach, znajdz im jakies zajęcia, angielski, szkole muzyczną, albo salę zabaw, cokolwiek, oczywiscie z głową, wiesz co lubią, pogadaj z nimi, to nie niemowlaki ;)
p.s. za co mąż 'zwala winę' na Ciebie, czym jest ta wina?
Witam! wg niego matka ma zajmować sie dziećmi,wogóle czuję się jakbym była w klatce,mimo iz jest do południa wolne ja nie mam sił czegokolwiek zrobić.powiedział mi kiedyś ,ze czas na naukę to już był a teraz to ja sobi emogę.nie jestem zadowolona z życia ,czasami zastanawiam się po co ja się urodziłam .zycie przeleciało a mąż nie wspiera.młodzi są w przedszkolu teraz ,dzisiaj umówiłam się do kosmetyczki,pytałam u nich o prace ale poszukują kogoś z doswiadczeniem :(raz na miesiac chodzę do kosmetyczki i można powiedzieć ,ze to mój relaks ale jestem tak zmęczona,ze ni epotrafię odpocząc,rano wtsaję padnięta.moze to nowotwór takie głupie myśli przychodzą mi do głowy..wiem wiem zwariowałm moze.muszę o tym napisac bo ni ewytrzymuje..dzieci w przedszkolu.pozdrawiam
OdpowiedzUsuńtkwię i nie potrafię z tej dziury wyjść
OdpowiedzUsuńTo musisz uświadomić męża że 'ojcostwo nie kończy się na poczęciu'. Problem jest w tym że jesteś całkowicie uzależniona finansowo od niego, ale to nie znaczy że on ma rządzic Twoim życiem. Byłaś w jednym salonie. Przejdź się, często chcą do przyuczenia, napewno nie kokosy, ale COŚ.
OdpowiedzUsuńPiszesz o tesciowej, a Twoja mama?
Magdalena, mysle ze problem jest w tym że zagodniono Cie w przyslowiowy kozi róg, nie wiesz jak wyjść, boisz się. Ale jeśli chcesz to musisz coś zmienić. Bo zwiariujesz kompletnie.
Magdaleno wszyscy żądają od Ciebie żebyś była tylko matką, bo nie rozumieją, że dobra matka to przede wszystkim szczęśliwa matka. Dziewczyny dobrze radzą z tym znalezieniem pracy, ale teraz pewnie trudno znaleźć Ci na to siłę. Może zacznij od jakiegoś małego kroczku. Umów się z koleżanką którą straciłaś ze względu na brak czasu (jeżeli kiedyś byłyście sobie bliskie powinna z entuzjazmem zareagować na Twoją wyciągniętą dłoń), lub nawet tą drugą co to niby jest zazdrosna. Zorganizuj sobie z kimś sobotni wieczór, a dzieci? No cóż zawsze na jeden wieczór możesz zatrudnić nianię. Jeśli jesteś pewna, że mąż sie wkurzy i nie zrozumie, to poprostu ten jeden raz nie informuj go o swoich poczynaniach. Taki wieczór doda Ci siły, na podjęcie dalszych działań, a teraz właśnie siła jest Ci niezbędna. I nie miej wyrzutów sumienia, bo robisz to dla swoich dzieci. Jeszcze raz podkreślę, że nie da się być dobrą matką jeśli jest się nieszczęśliwą, a inni moga tego nie rozumieć.
OdpowiedzUsuńP.S Tak mówiłyśmy o udzielaniu "dobrych rad" i o tym jak Nas to denerwuje, a tu proszę :P
witam ponownie!! to ni etaki eproste,już parę razy próbowałam umówić się z kolezanką ,jedna lub drugą ale teraz one nie mają czasu,jdna nawet ni eodbiera telefonu jak dzwonię.powiedziała ,ze ma mnie w nosie.tak patrząć z perspektywy czasu to nigdy nie było obok mni enikogo,mama ma drugie dziecko z drugim mężem,dziecko ma lat 19 a o nas zapomniała.i chyba też dlatego rodzina męża tak mnie gnębi.
OdpowiedzUsuńJesteś bardzo nastawiona anty wszystko. Jak nie spróbujesz czegoś zrobić zamiast myśleć "To i tak się nie uda", nie będzie lepiej. Nie wiem jak ktoś miałby Ci pomóc w takim miejscu jak to, oprócz wygadania się. Ty musisz zrobić coś sama i nikt Ci w tym nie pomoże. Każda z nas musi przeżyć swoje życie samodzielnie i to od nas zależy jak nim pokierujemy.
OdpowiedzUsuńcały czas myślę ,ze mam roaka,to chore ale też zle sie czuję,być moze jest to wynik depresji jednak czy w depresji jest podwyższone OB,nie jest.potwornie jestem zmeczona,czasami przez całe dni eni emam do kogo ust otworzyć oprócz dzieci .ale wiecie jak to jest z dziećmi.
OdpowiedzUsuńA jak wy spedzaci eczas,każda zwas pracuje? z jakich miast jesteście?ja mieszkam w zachodniej Polsce.
OdpowiedzUsuńMagdaleno juz jest coś, zaczęłaś tu pisać i mówić o sobie, a to już maleńki kroczek do przodu, dasz radę, jak wiesz w jeden dzień Rzymu nie zbudowano;-))
OdpowiedzUsuńJa mam chwilę bo dzieci śpią i siedzę na kompie, bo odpoczywam, a wieczorem wymoczę nogi bo mi zarosły a sandałki na niedzielę chce założyć hihihihihihi, aha a w kuchni sterta naczyń czeka do umycia, no ale to albo ja albo mąż umyje, bo przecież ja nie jestem robot i dom jest wspólny, pomimo tego, że ja jestem w domu z dziećmi i nie pracuję.
Kiedy mam siłę to wszystko błyszczy a niekiedy nie mam ochoty i pie przę i leniuchuję hahahahaha
całuski mamuśki wariatki
A niech mi ktoś powie że to źle ;-)))
OdpowiedzUsuńMagda ja nie pracuję bo mój synek ma dopiero 2 i pół miesiąca :) Ale mimo, że kocham go najbardziej na świecie nie jest całym moim światem (zajmuje raptem 90% :P). Tak poważnie to przez te 2 miesiące już 2 razy spędziłam wieczór z przyjaciółką (mąż siedział z Maluszkiem, spotkaliśmy się wspólnie ze znajomymi również 2 razy i raz byliśmy w kinie (wtedy z Maluszkiem siedziały babcie). Mam nadal kontakt z ludźmi i dzięki temu wiem, że macierzyństwo wniosło coś nowego do mojego życia, a nie jak niektóre kobiety, że wszystko mi zabrało. Gdybym nie mogła zostawić dziecka z moją mamą, tatą, teściową lub mężem zatrudniałabym na jeden wieczór nianię. Natomiast jeśli i takiej możliwości bym nie miała, zaprosiłabym na sobotni wieczór przyjaciółkę do mnie do domu. Czasem niezbędne jest porozmawiać z innym dorosłym człowiekiem.
OdpowiedzUsuńwiem,że kontakt jest niezbędny ale jakos tkwię w tej nicosci.czasami tak sie boję ,ze mam lek przed wyjazdem gdzieś dalej.czy któraś z was jest z wybrzeża lub okolic pruszcza gdańskiego?
OdpowiedzUsuńwogole nie czuję się szczęśliwa...dziwne co?wychodząc za mąż byłam przeszczęśliwa a teraz ...
OdpowiedzUsuńMagdalena nie odbierz tego źle ale moim zdaniem przydałaby się wizyta u jakiegoś fajnego psychologa. Pójść pogadać,przeanalizować co Cię boli... Złe samopoczucie, brak chęci do działania i jeszcze to,że nic Cię nie cieszy...może to początki depresji...
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki! Walcz o siebie bo naprawdę życie może być piękne:)
Magdaleno, ja też całe dnie jestem w domu ze Szkrabem 2 letnim. Mąż w pracy, a jak nie to albo z kumplami na piwie albo przed kompem. Wsparcia w nim nie mam za bardzo, finansowo niestety też jestem od niego zależna. Jak młody miał około 6 m-cy przeszłam depresję ale na szczęście w miarę szybko poszukałam sobie pomocy i nie musiałam mieć długiej terapii. Ale już z utęsknieniem czekam aż skończę w końcu studia (oby w tym roku...) i Młody osiągnie upragnione przeze mnie 3 latka i pójdzie do przedszkola. Od roku już szczerze mówiąc mam dość siedzenia w domu... Nie tyle z młodym, co czuję się tym niedowartościowana. Czekam na przyszłoroczny wrzesień jak na wybawienie, żeby móc w końcu znaleźć pracę. Nawet, jeśli nie będzie ona taka jaką bym chciała... Muszę się trochę uniezależnić. Muszę i już! I choćby nie wiem co to i tak zrobię tak jak zaplanowałam. Muszę. I wierzę, że się uda.
OdpowiedzUsuńaha... i skądś znam to stwierdzenie o małżeństwie... ale nie można poddać się. trzeba walczyć o szczęście. najpierw swoje a później dzieci.
OdpowiedzUsuńwiem ale jestem zrezygnowana,,tak to mozna określić.brakuje mi motywacjii checi do zrobienia czegokolwiek.poza tym bardzo denerwuje mnie fakt,że mam tyle lat już i nic,tkiwę w miejscu,nie znam kilku języków ,nie mam swojej firmy ( a bardzo chcialam mieć)maż się spełnia w pracy i finansowo rownież jemu się bardzo udało.tylko co z tego..
OdpowiedzUsuńDzisiaj juz lepiej ,tak jak pisalam chcę zaczać żyć.isć do przodu,zobacze na razi ena ile mi starczy sił kobietki:)
OdpowiedzUsuńrozmawialam z meżem ,dłuzj niż jest to zazwyczaj..hmmm tak dziwnie ,czasmi czuję jakbym byla z obcym mężczyzną.Wczoraj robiłam porządki w ogrodzie .pomalutku jest lepiej ,nie wiem na jak długo.trzymam się myśli,ze inaczej już ni emogę,że muszę być inna.co powiecie na ZLOT NIEGRZECZNYCH MAMUSIEK,może latem?z chęcią spotkałbym się przy kawie z wami.pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńApropo koleżanek...Będąc na studiach miałam ich dużo.Był facet z którym byłam 6 lat i każdy wróżył rychły ślub. Nic z tego nie wyszło bo oboje dorośliśmy i nasze drogi się rozeszły. Pojawił się Pan J.Przystojny i co najgorsze dla moich ,teraz tak mogę napisać pseudo koleżanek o dobrej sytuacji finansowej facet. Zdecydowaliśmy się na dziecko, kolejny cios dla mojego towarzystwo. Jak to ona ma dziecko a my nie? Bo on jej kupuje takie prezenty. Wszystko było dobrze jak miałam faceta pasożyta którego utrzymywałam, który nie pamiętał o moich urodzinach. Który zamiast byc mężczyzną był moim dzieckiem.Wtedy można było pożałować i współczuć biednej koleżance a teraz ma za dobrze. Jak to jest z tymi koleżankami?Została mi jedna bezinteresowna, niezazdroszcząca .Reszta cały czas dogryza jak tylko jest taka możliwość.Wszystkie mężate lub w trakcie a ja nie -jedyna ich pseudo wygrana
OdpowiedzUsuńJa też mam niedużą różnicę wieku między synami. Na początku było róznie ale ogólnie nie wspominam źle tamtego okresu :-) Za to teraz jest super a ja miewam luz!! Chłopcy potrafią się całkiem długo z sobą bawić i nie zawsze potrzebują mojego towarzystwa- czasem wręcz jestem wyganiana do "swoich zajęć" ;-)
OdpowiedzUsuń