niegrzecznemamuski.blogspot.com

wtorek, 18 stycznia 2011

Mamy chorych dzieci - jesteście wielkie! - temat z maila

Dziewczyny narzekamy czasem, że brak nam tego, czy tamtego. Czasu dla siebie, odpoczynku, znajomych itp.
Czasem nie doceniamy tego co mamy, tak naprawdę mając w domu zdrowe dziecko - nawet marudzące czy jęczące ale jednak zdrowe.
Szalenie podziwiam kobiety, które mają chore dzieci. Choroby wrodzone, zespoły downa i inne...
Ile to się trzeba najeździć z dzieckiem po lekarzach, rehabilitacjach. Ile trzeba mieć cierpliwości, żeby dziecko wychować i uczyć mozolnie czegoś, co innym przychodzi bez trudu. W końcu, ile trzeba mieć siły w sobie żeby patrzeć na cierpienie dziecka.
Mój synek zachorował na salmonelle. Ciężko to znosimy oboje.
Przez ok tydzień był jak mały diabełek, tylko na ręce zero zabawy ciągły płacz, biegunki i wymioty. Ciągle musiałam go nosić, przebierać i słuchać płaczu.
Na chwilę się polepszyło i trach. Znowu to samo.
Wiem, że to minie, to nic. Nie jedna mama chciałaby żeby jej dziecko tylko tak chorowało. A jednak...ciężko na to patrzeć. Ciężko przetrwać noc, nosić cały czas.
Dzieci uczą cierpliwości. Teraz już to wiem ale chore dzieci uczą czegoś więcej. Uczą miłości nieskończonej, wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko. Wbrew nieprzespanym nocom, bólu głowy oczu. Nie dają dużo radości, czasem nawet trudno im się uśmiechnąć a jednak kochamy je jeszcze bardziej.
Tu chciałam wyrazić mój ogromny szacunek dla mam dzieci chorych, sprawiających trudności.
Jesteście wielkie, choć czasem może macie chwilę zwątpienia to i tak staracie się dawać z siebie wszystko.
I tak sobie myślę...trudno, że nie mam czasu na spotkania z koleżankami, czasem nie dosypiam i zastanawiam się jaki mamy dzień czy miesiąc.
Jeśli moje dziecko będzie znowu zdrowe i pogodne na nic już nie będę narzekać.
Będę najszczęśliwszą mamą na świecie.


--
Ania

15 komentarzy:

  1. a jakie pokłady miłości odnajdują w sobie i w dzieciach takie mamy...!
    Cieszmy się zdrowiem naszych pociech! :)
    ale też nie zapominajmy, że takim mamom czasem mozna pomóc, a wtedy jakby niebo się dla nich otwierało...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda zołza :). Jestem autorką tekstu. Niedawno mój wtedy jeszcze niespeła roczny synek przeszedł operację na węzły chłonne.
    O ile było lżej, kiedy nie byłam z tym sama. Kiedy zadzwoniła koleżanka, przyszła mama itp.

    My mając wokół siebie chore dzieciaki też zastanówmy się co możemy zrobić...być może to dziecko potrzebuje kogoś do zabawy, być może właśnie naszego dziecka.
    Nie bójmy się chorych dzieci, tych z zespołem downa, tych chorych na raka...nie bójmy się ich rodziców - oni czasem potrzebuję poprostu zwykłego uśmiechu, rozmowy, przyjaźni...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się, te Mamy są niesamowite. Ja od dwóch dni patrzę, jak Młoda dzielnie walczy z anginą. Ot co - zwykła angina, bakterie w gardle. Przejdzie.A jednak serce boli,gdy widzę,że krzywi się z bólu przy każdej próbie połknięcia, kiedy temperatura nie pozwala na swobodne zabawy.No i dzień babci w przedszkolu lada moment-trzeba wyzdrowieć, bo przedstawienie,bo piosenki,bo wiersze...A ja?To nic,ze kark cały zdrętwiały po nieprzespanej nocy,że nerwy puszczają,bo niewiadomo dlaczego ona wciąż płacze w nocy...Najważniejsze,że za tydzień już będzie po wszystkim...Mamy NAPRAWDĘ chorych dzieci - jesteście wielkie!Chylę głowę...(www.countrygirl.blox.pl)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc na mamy dzieci z trudnościami w rozwoju (z racji zawodu)nabiera się pokory i ogromnego szacunku. Mamy, które uśmiechają się, bawią i mówią do dziecka - choć ono im nie odpowiada. Które nie boją się uczyć dziecka różnych potrzebnych umiejętności nawet jeśli wymaga to setek powtórzeń a dziecko nie zawsze to lubi, które potrafią dostrzec postęp i cieszą się z małych sukcesów.

    Cudowne mamy...I jeszcze raz powiem to co tu już pisałyście.Jedną z trudniejszych spraw dla mam dzieci niepełnosprawnych jest narastająca izolacja. Bo znajomym trudno jest przyjść ze swoim zdrowym dzieckiem, bo może będzie przykro...I co powiedzieć - "jaki śliczny?" kiedy dwulatek jeszcze nie siedzi? I powoli znajomi przestają przychodzić, koleżanki proponować kawę lub kino.Pamiętajmy, że mamom dzieci z trudnościami tak jak wszystkim potrzeba normalności - ciasta i plotek, wspólnego spaceru z dziećmi, posłuchania co u nich. Stąd przecież czerpiemy siły na te trudniejsze dni.

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  6. siedziałam w pracy , piłam kawę , smaiałam sie z moimi pracownikami ...przecież dopiero co wróciłam z macierzyńskiego ..dosć długiego jak to w przypadku bliźniaków ...do tego ciasto i opowieści o moich 10 -cio miesięcznych bliźniakach , które chodza do złobka ale dzisiaj sa w domu z tata bo mału cos grymasił ....i ten przerazajacy telefon ...KOCHANIE PRZYJEZDZAJ DO SZPITALA ...i cisza w słuchwce ...ale co sie dzieje ...pzryjezdzaj nie pytaj ...wsiadłam do samochodu ...złamałam wszystkie przepisy [prawa ruchu drogowego ,... z reszta nie pamiętam drogi ....pytania co sie stało ...o co chodzi ...wbiegam na odział intensywmnej terapiii .....maz zapłakany siedzacy na podłodze jak bezradne dziecko ...i ten wyrok ...zpalenie opon mózgowych , mój mału synek lezy nieprzytomny w szpitalu ...lae jak ..dlaczego ...przeciez rano miał tylko goraczkę ....wszystko rozegrało sie w przeciagy 3 godzin , goraczk a, wymioty , drgawki i karetka na sygnale ..ale co z córeczka ...uff na szczeście ok .jest u brata . To byłonajgorsze przezycie ..wyrok ..prawdopodobnie obrzęk mózgu ,,,,co dalej czy przezyje czy bedzie zdrowy ..tysiace myśli kołatajacytch sie po głowie ....teraz ma 20 miesiecy i jest zupełnie zdrowym cudnym chłopcem ale wiem ,ze mogłam go stracic i wiem ,ze każda mam która ma chore dziecko jest mega kobitka bo wiem ile to kosztuje i ile miłości i cirpliwosci i ciepła potrezbuja te maluchy ....pozdrawiam gorace wszhytskie mamy a szczególnei te które maja chore dzieci

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh zgadzam sie z Wami, ze zdrowie ponad wszystko. Kurcze dziecko ma katar, boli go gardelko - czlowiek panika, ze znowu, ze czemu moje dziecko, ble ble ble i wlasnie nieraz sobie mysle, kurde co tam katar, co tam angina czy kaszel w porownaniu z tym co maja niektorzy...Jak mojego syna usypiali do usuniecia migdalka, to ryczalam jak bobr, a maz siedzial caly blady ze strachu, wtedy sobie pomyslamam , a co maja powiedziec rodzice, ktorych dzieci "jada" na operacje serduszka, glowy itp...Ale my kobiety dajemy rade, nie wiem skad biora sie te sily, ale my zawsze "do przodu..."I niewazne nieprzespane noce, niewazne, ze o 5 rano trzeba wstac do pracy, niewazne, ze kolejny raz "zarzygane" lozko itp, itd. Pisze troche chotycznie, ale wiem , ze Wy zrozumiecie o co mi chodzi. Swietny temat poruszony.

    OdpowiedzUsuń
  8. Potrzeba wsparcia dla mam chorych i upośledzonych dzieci, a przede wszystkim trzeba by nie czuły się osamotnione ze swoim dzieckiem, ze swoimi zmaganiami by nauczyć dziecko załatwiać się do ubikacji, jejść samodzielnie i tych wszystkich prostych czynności, które inne dzieci przyswajają szybciej.
    Tak naprawdę takie mamy nie dość, że mają trudniej w domu, to jeszcze muszą zmagać się z całym systemem,który jak w polsce wygląda każdy wie...
    Ja osobiście podziwiam, podziwiam i jeszcze podziwiam. Nie wiem czy miałabym w sobie tyle cierpliwości i samozaparcia...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry post. Ciekawe jak często nie doceniamy tego co dał nam los.
    Często choroba dziecka daje siłę, o którą się nawet nie podejrzewałyśmy. Wiem, że skoro przetrwałam noc na kardiologii, kiedy czekaliśmy z małym na operację, to przetrwam wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mojej kuzynki syn od urodzenia nie chodzi...a ona nigdy nawet przez sekundę na narzekała na swój los...
    Ciągle powtarzam mojemu mężowi, że powinniśmy każdego dnia dziękować, że Nasza córcia urodziła się zdrowa!!

    OdpowiedzUsuń
  11. zasadniczo podpisuje sie rekami i nogami pod wszystkim co powiedziane, choc z mala korekta: ciezar opieki nad dzieckiem chorym czy niepelnosprawnym dotyka oboje rodzicow... choc przypadki takie ten: http://ojcieckarmiacy.blox.pl/html, gdzie to tata dziecka spedza z nim wiekszosc czasu, to i tak o ojcach nie nalezy zapominac...

    OdpowiedzUsuń
  12. przypadki takie jak ten... są rzadkie - miało być:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam sie z Ania, autorka posta- jestem najszczesliwsza mama na swiecie, bo moj synek jest zdrowy. Do podobnej konkluzji doprowadzila mnie lektura reportazu z GZ. Ponizej moje zapiski tuz po przeczytaniu tekstu.

    Brak pomyslu na tytul... Bo jak niby mozna nazwac kobiete, ktora zauwazyla bardzo chore, opuszczone przez matke dziecko w poczekalni szpitala i rozpoczela batalie nie tylko o jego zdrowie (powazna choroba nerek, dializy, walka o miejsce w szpitalu, ale i walka z SYSTEMEM), ale i zycie, godne zycie, takie jakie powinien miec kazdy chlopczyk w jego wieku, dajac mu prawdziwy DOM. Bohaterka? To za malo...

    Zupelnym przypadkiem trafilam na reportaz "Adi szuka mamy" w GW z dnia 2 grudnia. Tytulowy Adi zostaje porzucony przez matke tuz po urodzeniu. Choroba nerek, z ktora urodzil sie chopczyk wymaga hospitalizacji, dializ, badan, wiec chetnych do adopcji brak, a maly paleta sie po sierocincach, gdzie nie ma szans ani na czasolonna opieke ktorej wymaga, ani na prawidlowy rozwoj dzielac pokoj z dziecmi bardzo chorymi (zespol downa), ani na rodzine, ktorej ten dzielny i radosny chlopczyk tak desperacko poszukuje w kazdej napotkanej pilegniarce, lekarzu czy opiekunce.
    Do czasu pamietnego spotkania na szpitalnym korytarzu...

    Ten reportaz mna wstrzasnal, wzruszyl i pozostawil zmieniona. Pokazal, ze gdzies tam sa jeszcze tacy WSPANIALI ludzie, ale jednoczesnie pokazal wlasna malosc i tak, nazwijmy rzecz po imieniu, zalosnosc- bo kim w obliczu takiej historii jest nieco zmeczona obowiazkami matka ZDROWEGO dziecka?*

    *Tekst zamieszczony na moim (ciagle jeszcze prototypie) bloga cookieboy.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciężko jest być mamą chorych dzieci (mam 2 chłopców autystycznych,córka jest zdrowa). Ale tak czytam wasze komentarze i cieszę się,że na świecie są jeszcze porządni ludzie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. :) Dziękuję za ten wpis. Dorzucę swoje pięć groszy. Mam dwoje dwójkę dzieci, niepełnosprawnego synka i zdrową córeczkę. Córeczka jest młodsza i ciągle nas zachwyca swoim zdrowiem, nadziwić sie nie możemy, że zdrowe dzieci mają tak, że uczą się same tylu niewiarygodnie trudnych rzeczy:)Daruję Wam i sobie opisu chorób mojego synka (jeśli kogoś to interesuje odsyłam na mojego bloga. Wystarczy wpisać lobzovka i wyskakuje jak królik z kapelusza:)). Wypracowanie umiejętności siedzenia siedzenia u Karolka to była niekończąca się opowieść,ciężka praca ze świadomością, że może to zupełnie nic nie dać, bo przecież miał nie dożyć miesiąca, więc wszystko co ponadto powinniśmy traktować jak kredyt, cieszyć się tym co jest i nie oczekiwać cudów.
    Trochę smutkiem powiało. Ale tak naprawdę chciałam napisać coś zupełnie innego. Świat nie jest biało czarny i dotyczy to też rodzicielskich trosk. To żę że ja mam chore dziecko a moja koleżanka nie to nie znaczy, że ja mam prawo do zmęczenia, utrudzenia, niezadowolenia, smutku a ona nie. Nie znaczy też, że ponieważ ja mam niepełnosprawne dziecko a ona nie to że ja mam więcej cierpliwości, opanowania a nona nie. Choroba dziecka jest bardzo trudnym doświadczeniem, ale i łaską, bo jest okazją do nauki cierpliwości, umiejętności czekania, spokornienia, ale nie jest gwarantem tych cech.
    Poza tym, kochane mamy, my ( mamy chorych dzieci) i wy (mamy zdrowych dzieci) to nie są aż tak odległe światy jak często może się wydawać. Często jednak takie się stają, bo z różnych powodów jedne mamy unikają drugich, boją się ich.
    Mamy chorych dzieci uwielbiają się śmiać, żartować, plotkować. Najlepiej chyba to sobie uświadomić, kiedy pomyślicie jakby to było gdybyście musiały nagle z dzieckiem przesiedzieć długie miesiące a potem odwiedzać kolejnych specjalistów i rehabilitantów. Czy na prawdę tak bardzo byście się zmieniły, czy nagle przestałybyście kochać muzykę, tańczyć, czytać książki? Mogłybyście nie mieć na to czasu, ale nie przestałybyście to kochać:)
    Może trochę włożyłam kij w mrowisko, ale mam to szczęście (?!) mieć doświadczenie bycia mamą chorego i zdrowego dziecka i wiem, że bywa i tak, że to zdrowe potrafi umordować nieprzytomnie, podczas gdy to chore bawi się niezauważalnie ukochanym autkiem. Ot, życie!:)
    Wszystkiego dobrego dla Was, pozdrawiam, ania

    OdpowiedzUsuń