niegrzecznemamuski.blogspot.com

piątek, 5 marca 2010

Rodzić po ludzku – Po mojemu ludzku czy po twojemu?

Obejrzałam trzy części wywiadu z panią Otffinowską na gazecie.pl. Już wcześniej kojarzyłam jej nazwisko z akcją Rodzić Po Ludzku i ze skrajnymi opiniami na internetowych forach – od uwielbienia za początek wyzwalania porodu w Polsce z okowów medykalizacji, a rodzącej spod tyranii personelu medycznego, po skrajną niechęć za negatywny stosunek do interwencyjnego uśmierzania bólu podczas porodu.

W dużej mierze zgadzam się z panią O. – trzeba walczyć o zmianę podejścia do rodzenia w Polsce. Bardzo bym chciała, żeby następne pokolenie kobiet mogło usłyszeć od nas, matek, że poród to fantastyczna sprawa. Niesamowita, choć bolesna, momentami nieprzyjemna, wizualnie odstręczająca, ale pomimo tego piękna.

Jednak jeszcze ważniejsze jest dla mnie to, aby kobiety rodziły tak, jak chcą. Jeśli chcą rodzić w domu pod opieką położnej – niech tak rodzą. Jeśli chcą rodzić w szpitalu w kameralnej salce podpięte do znieczulenia – niech tak rodzą. Jeśli chcą mieć cesarskie cięcie na życzenie – niech je mają. Niech ktoś bez emocji wytłumaczy przyszłej matce, jakie są plusy, minusy i zagrożenia każdej z opcji, a potem zostawi jej i jej partnerowi podjęcie decyzji.

Niestety, w Polsce coś takiego jak zaufanie do ciężarnej nie istnieje. Po co zostawiać kobietom wybór, skoro na pewno wybierzemy źle? W rezultacie wygrywają idee, a często przegrywają matka i jej dziecko.

Pani O. wraz z zespołem opracowują projekt wprowadzający nowe standardy porodowe. Kobieta ma rodzić w wybranej przez siebie pozycji i w wybranym przez siebie otoczeniu. Ale czy będzie jej przysługiwać znieczulenie? Od tej sprawy pani O. umywa ręce – przecież to nie mieści się w definicji porodu fizjologicznego!

W kieszeni nie tyle otwiera mi się nóż, co materializuje się ogromna siekiera. Szczególnie że chwilę później pani O. przyznaje, że biorąc pod uwagę warunki, w jakich rodzą kobiety w Polsce, nie można się dziwić, że pragną znieczulenia. I dodaje, że trzeba to uregulować, bo jak na razie o uśmierzaniu bólu decyduje zawartość portfela, a to jest wątpliwe moralnie.

Kto więc ma to uregulować, droga Pani O.? Czy widzi Pani w Polsce kilkanaście komisji pracujących nad humanitaryzacją różnych aspektów porodu? Czy wierzy Pani, że ktoś w niedługim czasie zajmie się prawem rodzącej do znieczulenia? Czy przez te dobrych kilka lat pracy w fundacji Rodzić Po Ludzku nie zdała sobie Pani sprawy, że potrzeby i prawa rodzących są dla polskiej służby zdrowia na szarym końcu listy priorytetów, daleko za zakupem cieszących oko doniczek na kwiaty do pokojów pielęgniarek?

Skoro zaszła Pani tak daleko, skoro może Pani wpłynąć na poprawienie tak wielu porodowych realiów, dlaczego nie podjąć próby regulacji sprawy znieczulenia, a potem nie zostawić kobiecie wyboru? Dlaczego??? Pewnie dlatego, że kretynka będzie miała chęć z uśmierzenia bólu skorzystać, a to się kłóci z ideą. O, przepraszam – z IDEĄ.

Ja miałam szczęście przeżyć ciążę i urodzić Robaka w Holandii, kraju często przedstawianym przez zwolenników odmedykalizowania porodu jako bliski ideałowi. Tylko że brak interwencji medycznych w fizjologię porodu nie jest tu osią idei. Na każdym kroku czułam, że najważniejsze są MOJE wybory i MOJE decyzje. Służba medyczna jest po to, żeby mi w nich pomóc, a nie podejmować je za mnie.

Po pozytywnym teście ciążowym spotkałam się z lekarzem pierwszego kontaktu. Decyzja pierwsza – Czy chce pani, aby ciążę prowadził lekarz ginekolog czy wykwalifikowana położna? Wybrałam tą drugą opcję.

Decyzja druga – poród w domu, w centrum narodzin czy w szpitalu? Rodzenia w domowych pieleszach bez anestezjologów w gotowości i oddziału neonatologii nad głową nie potrafiłam sobie wyobrazić, więc wybrałam szpital. Położna nawet powieką nie mrugnęła. Opowiedziała tylko wstępnie o tym, jak wyglądają wszystkie szpitalne procedury. No i oczywiście do samego końca mogłam zmienić decyzję. Mój wybór, one przyjadą wszędzie tam, gdzie będę chciała.

Pod koniec ósmego miesiąca ciąży położne niepokoiły się, że Robak nie był jeszcze przekręcony głową w dół. Umówiły mnie na USG i wytłumaczyły, że nawet w takiej pozycji mogę próbować rodzić naturalnie. O takiej możliwości decyduje lekarz. Ale oczywiście ja mogę zdecydować się nie ponosić ryzyka i od razu wybrać cesarskie cięcie. Decyzja numer trzy (której koniec końców nie musiałam podejmować, bo Młody leżał tak, jak dziecko gotowe do desantu leżeć powinno).

Kiedy zbliżał się termin porodu, położna przeprowadziła ze mną rozmowę o farmakologicznych i niefarmakologicznych sposobach uśmierzania bólu. Dowiedziałam się, że decyzję (numer cztery) o tym, czy pomoc w walce z bólem jest mi potrzebna, podejmuję ja sama. Odmówić mi może jedynie lekarz, który uzna, że podjęcie takiej interwencji jest w danym momencie porodu niebezpieczne lub po prostu jałowe. Zapewniła mnie jednak, że jeśli kobieta potrzebuje znieczulenia, robi się wszystko, żeby je podać, bo trzeba walczyć o to, żeby poród nie był dla matki traumatycznym przeżyciem.

Historia zagmatwała się w połowie dziewiątego miesiąca. Duże dziecko, mało wód płodowych – wywołujemy poród. To znaczy – według naszej wiedzy powinniśmy wywoływać, ale to pani podejmuje ostateczną decyzję.

Poród to oczywiście szereg decyzji podjętych przez mnie i Misiesława. Wszystko co ze mną robili, było poprzedzone wyjaśnieniem i opisem konsekwencji (oraz poziomu bólu, o który pytałam się chyba milion razy). No i uśmiechem i zapewnieniem, że wszystko będzie dobrze.

Kiedy Robak pojawił się na świecie i wykrzyczał swoją opinię na temat chłodnej i jasnej sali porodowej, pojawiło się następne pytanie: Czy będzie pani karmić piersią czy mlekiem modyfikowanym z butelki? Próbujemy piersią? Świetnie! Zaraz zobaczymy, czy Filip ma talent do przysysania. Gdybym wybrała butelkę, zapewne też usłyszałabym to samo. Pielęgniarka środowiskowa powiedziała mi potem w domu, że do personelu medycznego nie należy podejmowanie decyzji, tylko wspieranie młodych rodziców w wyborach, których sami dokonują. Piękne.

Czy mój poród był idealny? Nie. Ale w żadnym momencie nie odebrano mi prawa do decydowania o tym, jak będzie wyglądał. Kiedy coś budziło mój sprzeciw, zawsze znalazł się ktoś, kto miał chwilę, aby spokojnie mi wytłumaczyć, dlaczego coś będzie się działo tak, a nie inaczej. Pomimo tłumu na porodówce i dzieci wyskakujących z kobiet co chwilę jak na taśmociągu.

Życzę wszystkim przyszłym matkom w Polsce, aby porodówkowe idee w końcu przegrały z prawem kobiet do samostanowienia. I żeby za prawo do decyzji nie było trzeba płacić grubej kasy bez większej gwarancji, że w końcu i tak ktoś nie stwierdzi, ze wiele lepiej (wciąż mówię tu o ideach, a nie o krokach medycznie uzasadnionych).

Pamiętajmy, że rodzenie po ludzku ma tysiące twarzy.

Tekst ukazał się również na moim blogu i na stronie Blogującej Grupy Matek.

76 komentarzy:

  1. Brawo! Lepiej tego ujac nie mozna.
    Ja rodzilam we Francji, w jednym z najwiekszych paryskich szpitali i wspomnienia mam podobne (porod rozminal sie daleko z moimi wyobrazeniami, ale pozwolono mi decydowac o wiekszosci spraw).
    Marzy mi sie, zeby w Polsce tez tak bylo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie rozumiem dlaczego ze znieczuleniem przy porodzie jest taki problem. Czy jak kobieta rodzi siłami natury,bez znieczulenia to później bardziej kocha swoje dziecko???? Czy musi to wszystko, aż tak świadomie, żeby być później dobrą mamą? Każda kobieta powinna mieć prawo wyboru.To jest XXI wiek i dlaczego mamy nie korzystać z postępów medycyny...czy musimy rodzić tak jak nasze mamy, babcie bo tak i już ?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podawanie (a raczej nie podawanie)znieczulenia to zazwyczaj nie problem ideologii tylko braku anestezjologów na porodówkach. Ja rodziłąm w szpitalu który wygrał akcję rodzić po ludzku (tu miejsce na hahahah)szpital Żeromskiego w Krakowie.
    Jak poprosiłam o znieczulenie to usłyszłam, że jest za puźno, zanim zadziała będzie po wszystkim. Jednak zaraz potem dostałam oksytocyne nie wiem w takim razie po co skoro akcja porodowa toczyła sie piorunem.
    Potem się dowiedziałam, że jak bym rodziłą 12 godzin to też bym nie dostała znieczulenia bo zwyczajnie niemiał by mi go kto podać. Wiec żecz nie w ideologii tylko braku kasy na opłącenie lekaży. No najłatwiej się zasłonić ideologią

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestyty, ale to o anestezjologach to prawda. Nawet u nas w ICZMP, jednym z największych o ile nie największym centrum matko-dziecięcych, anestazjolog jest chyba jeden na szpital, jak boga kocham, że biegał między pietrami i odbierał telefony gdzie ma się zjawic. Jak prosiłam o znieczulenie o usłyszałam ze za 15 min bedzie do kogoś to wejdzie też do mnie i miałam to szczęscie ze dostałam zop-a i dobrze do po 30 min okazalo sie ze musowa cesarka..

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Jola - Osobiste pytanie (zignoruj, jeśli jest ZBYT :) osobiste) - Piszesz: porod rozminal sie daleko z moimi wyobrazeniami. Ale czy oceniasz to w kategoriach traumy czy raczej rozczarowania?
    @ Nilka - Ja też nie rozumiem, dlaczego przy leczeniu kanałowym zęba nikt nie debatuje, czy znieczulenie się należy czy nie, a cierpiąca przy porodzie kobieta ma sobie poradzić, bo tak. Albo dlatego, że nie ma anestezjologa.
    @ maxfrau & zosiabg - Niewątpliwie brak anestezjologów to mega problem. Ale ja pisałam o podejściu - trwają prace nad polepszeniem warunków porodu, ale zapewnieniem znieczulenia nikt się nie zajmie. No luuudzie!

    OdpowiedzUsuń
  6. A co do braku kasy na porodówkcah, to pozwolę sobie przekopiować komentarz koleżanki od siebie z Bloxa - smutny, ale prawdziwy.
    *****
    Na temat porodów w Polsce powiedziano już naprawdę wiele, i tych "nieludzkich" i "ludzkich". Ja byłam zdania, że przyczyną takiego stanu polskiej opieki dla kobiet rodzących jest ogólna bieda w służbie zdrowia i niewydolny system, którego od lat nikomu nie udaje się zreformować. Ale po swoim porodzie obawiam się, że nawet jeśli na polką służbę zdrowia spadłby deszcz pieniędzy, mogłoby to nie uleczyć sytuacji.
    Bo czy to brak pieniędzy sprawił, że na trakcie porodowym szpitala klinicznego szczycącego się tytułem "Przyjazny dziecku" stała np. wanna do porodu w wodzie, worek sako, poduszki itp, wszystko okryte zakurzoną folią?! Zapewne ordynator kupił i wpisał do tabelki na stronie Fundacji Rodzić Po Ludzku - poród w wodzie - jest, aktywna I faza porodu - jest, a w rzeczywistości, nie podłączamy tej wanny bo jeszcze którejś się we łbie poprzewraca i zechce skorzystać...?
    Bo czy to brak pieniędzy spowodował taką sytuację - matka z łózka obok w drugiej dobie życia dała dziecku smoczek. Zobaczył to neonatolog. - Pani dała mu smoczek?! - Tak, ja. - A dlaczego?! - Bo płakał. - Proszę wyjąć. - Ale on tylko chwilkę... - Proszę mu wyjąć ten smoczek, tak? - A dlaczego? - Bo nie wolno.
    Czy gdyby temu lekarzowi płacili 12 tysięcy miesięcznie wytłumaczyłby matce, że smoczek u tak małego dziecka może zaburzyć odruch ssania i może nastąpić problem z karmieniem piersią? Jeśli w ogóle chce karmić?
    Reasumując - służba zdrowia jest biedna ale winni są też jej funkcjonariusze, którzy mają złe podejście do swojej pracy. Na szczęście to tylko uogólnienie i jest z pewnością wiele przykładów na to, że ten poród w Polsce można godnie przeżyć i dobrze wspominać:).
    *****

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest mi bardzo smutno, że ponieważ było mnie stać, rodziłam prywatnie i jak ktoś się mnie zapyta - jak poród - odpowiadam zawsze tak samo - super.
    Jest mi smutno, że poród bez bólu i stresu zależy od grubości portfela. Jestem coraz bardziej wk*wiona, że nie każda kobieta może rodzić w tak wygodnych warunkach jak ja. Bo to co miałam ja powinno być normą! Miałam do dyspozycji mojego położnika, anestezjologa, położną i neonatologa. Byli przy mnie od momentu przyjechania do szpitala do odwiezienia mnie do pokoju z moją córeczką. I przez kolejne dwa dni w szpitalu.
    Poród trwał niecale 6 godzin, wspominam go bardzo dobrze. Urodziłam zdrowe dziecko. Po porodzie czułam się bdb, nawet mnie nie bolało - bo dostałam środki przeciwbólowe.
    Ode mnie zależało czy będę karmiła piersia czy nie (miałam mało pokarmu i zdecydowałam się na dokarmianie butlą). Czy podam smoczek czy nie (pewnie, że dałam!). Czy dziecko będzie ze mną w nocy czy oddam je położnym i chwilę odeśpię (odespałam).
    Ani przez chwilę nie bałam się porodu - bo wiedziałam, ze rodzę prywatnie, że płace i że będę pod dobra opieką. Ale nadal uważam, że to smutne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tez nie rodziłam w Polsce i jak tak czytam co piszecie to chyba się bardzo z tego cieszę. Ja tez miałam wybór. Moze nie tak do końca ze wszystkim z powodów zdrowotnych ale o wszystko mnie pytano. Wszystko tłumaczono, a otaczający mnie ludzie byli bardzo mili. Kazdej przyszłej mamie zyczę takiej opieki :0)
    I tez tak jak Miki uwazam, ze to smutne, ze bez pieniędzy nie da się w Polsce rodzić po ludzku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja myślę że najgorsze w tym wszystkim jest podejscie personelu. Co z tego ze może i sprzet jest, wszystko co trzeba leży i nawet mozna używać, skoro tak często szpitalne baby (niestety, spotkalam się z kulturą na najwyższym poziomie u mężczyzn, tylko baby znalazły się beznadziejne ;( ) potrafią cały pobyt w szpitalu, poród i połóg tak za przeproszeniem spieprzyć czasami uwagami na każdy temat i traktowaniem kobiety jak worek ziemniaków, jak bezrozumną istotę ktora na niczym się nie zna, nic nie wie i o niczym nie decyduje bo "one wiedzą lepiej". Kurcze, jak rodząca nie ma odwagi się "postawić" to efekt potem może być taki że więcej dzieci mieć nie będzie po traumatycznych przeżyciach z pierwszego porodu. i to ma być polityka 'prorodzinna'.

    Fiona z tym anestezjologiem chodziło nam chyba raczej o to jak smutno to wygląda, że to czy dostaniesz zopa czy nie zalezy od tego czy pan akurat bedzie na oddziale..

    u nas wanna też była, ale nie mozna było korzystać bo nie było kasy na plyny dezynfekujące .. paranoja totalna.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja uważam, że wiele zależy od nastawienia kobiety. Nie rodziłam prywatnie lecz w szpitalu o którym wcześniej słyszałam nie najlepsze opinie. Mój lekarz proponował mi znieczulenie nieraz ale nie chciałam o tym nawet słyszeć. Nie bałam się warunków porodówki, nie myślałam o położnej i nie myślałam o bólu. Jedyne co miałam w głowie to jak najszybciej urodzić i przytulić swoje dziecko no i jeszcze to żeby rodzić rodzinnie. Sama pewnie nie znalazłabym tyle siły w sobie. I jak było? Było cudownie! Poród trwał 10 godzin, ale przez cały ten czas był ze mną mąż i myślę, że lepiej chyba nie mogłam sobie tego wymarzyć. Był spokój, miła położna, mieliśmy własną salę (za niewielką opłatą) i pomoc na zawołanie. Także później nie było inaczej. We trójkę byliśmy razem do samego wyjscia do domu (dzień i noc). Pomoc położnych i lekarzy przy pierwszych karmieniach piersią, słowa wsparcia i zawsze uśmiechnięty personel. Śmiało moge życzyć innym takich porodów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje dwa porody(w Polsce)wspominam dobrze. Of course, bez nieculenia i tak nie było potrzebne. Tylko denerwowało mnie to że nie miałam wyboru. Poród na leząco, tak. Poród na stojąco, tak. Ja akurat wybrałam w kucki. Coś no ból, nie. I anestezjolog przyszedł, patrzył na mnie i powiedzał że nie robi i już.

    Słuchałam położna uwaznie i ufałam ją bo wiem że miała dużo doświadczenie w porodu naturalnie. Chyba jakbym rodziła w domu (czyli w Stanach) wybrałabym epidural bo prawie nikt nie ma doświadczenie z naturalnym porodym.

    Of course, piszę tylko o poród-omiłam fakt że nie chcieli mi przyąć do szpitalu, powiedzieli do widzenia i zamykali drzwi. Ale jak ściągałam gacie na poczekalnia zmianieli zdanie i córka przyszła na świata 45 minut pożniej.

    Sorry for my mistakes in Polish...słabo mi idzie ostatnio :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, to smutne, że w Polsce matka rodząca musi kupować spokój. Na szczęście są w naszym kraju państwowe placówki, gdzie można urodzić z godnością, a personel wie, co to profesjonalizm i empatia. Mnie ciśnienie podnosi to, że nigdy nie masz gwarancji, że Twoje wybory będą uszanowane, a nawet usłyszane.
    Ja będę obstawać przy tym, że brak kasy to nie jest tu największy problem (nie da się ukryć, że w wielu przypadkach nie chodzi o brak funduszy, ale niczym nie karaną niegospodarność), ale podejście. Nikt o te dodatkowe fundusze nie walczy, bo po co? Bez znieczulenia dawały do tej pory radę, to i będą dawać dalej. Wanny do rodzenia? Fanaberia. I tak dalej. Jeśli w końcu zostanie zrozumiane i zaakceptowane, że decyzje dotyczące porodu należą do kobiety, będzie łatwiej. I może te dodatkowe pieniądze też się znajdą - bo zacznie się ich szukać.
    Szpitalne baby to pewnie temat na kolejny post, choć ja znam takie egzemplarze tylko z opowieści koleżanek. Zawsze mnie zastanawia, że te babony też pewnie mają dzieci, a jakoś nie potrafią się postawić w roli rodzącej. A może po prostu się mszczą za swoje doświadczenia? Paranoja.
    Uważam też, że trzeba dzielić się pozytywnymi doświadczeniami. Julko - powiedz, gdzie rodziłaś, daj namiary na lekarza i nazwisko położnej. Niech któraś jeszcze skorzysta. :) Super, że Twoje wybory były szanowane. Życzę każdej dziewczynie w Polsce doświadczeń podobnych do Twoich.
    PS. Chris - Twój polski jest bossski :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Strach przed drugim porodem powstrzymuje mnie przed podjęciem decyzji o rodzeństwie dla mojej córki. Straszne to...

    OdpowiedzUsuń
  14. Heh.. u mnie było podobnie. Z tym ze zaniki tetna nie były udawane :( Ale ja nie wiem z jakiego powodu bylam dobrze traktowana tak naprwde, na tym oddziale pracuje chrześniak mojej mamy - moj lekarz prowadzący i wiem ze wiedział że własnie rodzę i wiem że dzwonił do ordynatora. I nie mam mu tego za zle mimo że nie prosiłam o żadne udogodnienia .. więc cięzko powiedziec czy personel zawsze przyjazny czy tylko w takich 'przypadkach'..

    OdpowiedzUsuń
  15. Wczoraj w szkole rodzenia w prowadzonej, muszę przyznać, świetnie,w Krakowskim szpitalu -laureacie akcji RPL przez 2,20 h słuchaliśmy o porodzie siłami natury. Przykro mi - tylko utwierdziło mnie to w decyzji o CC. Nie jestem w stanie pojąć, jak można decydować się na poród SN. Przez 2,20 h pani polożna opowiadała o MASAKRZE jaka czeka kobietę, o fizjologii, nieziemskim bólu, ranach, peknięciach, nacięciach, wokalizacji, która ma ponoć przynieśc ulgę, odlocie po wielogodzinnym wyczerpaniu... Sporo pracuję z niepełnosprawnymi, większość z nich to niestety efekt uszkodzeń okołoporodowych... A tu dowiadujemy się, że czasem dziecko może mieć guza - opuchlizne, która do kilku tygodni powinna zniknać... Szkoda, że nie mówi się, jakie moga byc inne skutki takich urazów i obrzęków... Pani położna z duma opowiadała o kobiecie, która 2 doby nie spała, ale za to pięknie przetrzymała 1 fazę i na salę trafiła już z ładnym, dużym rozwarciem. Nie wiem, nawet w weterynarii jak zwierzę rodzi tyle czasu i nie daje sobie rady, to żeby go nie zmasakrować to się mu pomaga i go tnie...Najciekawsze jest to, że WSZYSTKIE znane mi córki lekarzy rodzą przez CC :-[

    OdpowiedzUsuń
  16. Właśnie oglądam DDTVN i widzę trzy piękne kobiety na kanapie mówiące o tym jak naprawdę wygląda macierzyństwo. Brawa!
    Sześć lat temu w marcowy zimny dzień przyszło na świat moje dziecię przez cc (wcześniej ustalone ze względu na kilka ciążowych chorób, które przypałętały się po drodze). Tylko raz byłam w stanie nakarmić młodą, chociaż nie nazwałabym tego karmieniem-30ml ściągniętego pokarmu, gdy dzieć wciągał 60ml. Potem zonk. Zero. Przystawianie do piersi nie zdziałało cudów. Oksytocyna również. Laktator o mało nie przemielił mi piersi :/ Wyrodna matka. Pytania wszystkich :dlaczego nie karmisz piersią?
    Przypłaciłam to depresją poporodową i długim leczeniem. W dyskusjach nt. karmienia jestem zjadana stojąc na straży poglądu: kobieta ma prawo do wyboru. Nie daj Boże jak ma pokarm i nie karmi piersią. Toż to szczyt wyrodności!
    Smutne jest to, że taki pogląd popierają moje koleżanki-studentki również te pracujące od X lat w przedszkolach, żłóbkach. :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja rodziłam w zwyczajnym szpitalu, o którym wcześniej naczytałam się w internecie i bałam się jak cholera nie szpitala tylko samego porodu. Jednak znalazłam polożną z tego włąśnie szpitala i zapłacilam jej. Poród trwał dosłownie 5 godzin, byłam sama na sali porodowej, panie kołomnie skakały, radyjko grało na stoliku i po 5 godzinach urodiłam Zuzie. Lekarz dał znieczulenie pozszywał i po kłopocie. Smutne ale prawdziwe, teraz bez kasy nie złatwisz nic po ludzku, ale nie żałuje i zrobiłabym to znowu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeśli chodzi o to że kobieta powinna wyrazić zgodę, i sama podjąć decyzję o tym w jaki sposób rodzi to ok, tylko powiedzcie mi drogie panie, która z was (oczywiście mówię o tych które nie miały cięcia cesarskiiego) wie z czym tak na prawdę wiąże się cięcie cesarskie? to jest normalna operacja która na dodatek może być niebezpieczna dla dziecka (pomijając fakt że dla kobiety jest oczywiście niebezpieczna). Podejżewam że żadna z was któree rodziłyście siłami natury nie macie o tym pojęcia, liczy się tylko to że nie czuje się bólu porodowego, poza tym do Cięcia cesarskiego potrzebne są konkretne wskazania. Co do znieczulenia, niestety w szpitlach brakuje anestezjologów, a wybaczcie ale nagłe cięcie cesarskie lub nagły zabiego ginekologiczny są ważniejsze do znieczulenia niż poród siłami natury ( siłami natury można urodzić bez znieczulenia, cięcia bez znieczulenia nikt nie zrobi!!). Taka jest prawda niestety, drogie panie każdy by wam dał to znieczulenie, gdyby anestezjologów było wystarczająco dużo - niestety nie jest. Ja bym z chęcią dawała takie znieczulenie każdej rodzącej, wiem że to boli i zamiast być czymś przyjemnym staje się katorgą, ale drogie panie bądźcie sprawiedliwe.
    Jeśli chodzi o rodzenie w domu czy w szpitalu to w tej chwili można sobie wybrać miejsce porodu, tylko taka usługa kosztuje, nie każdego na to stać.
    W wielu sprawach się z Wami zgadzam, niestety w tej jednej sprawie nie macie racji. Bardzo mi przykro że wiele kobiet myśli podobnie do was.

    OdpowiedzUsuń
  19. jestem w 34 tygodniu ciąży, mieszkam w małym mieście, a gdy zapytałam lekarza o znieczulenie zo na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Po czym usłyszałam że oczywiście o ile załatwię sobie prywatnego anestezjologa który będzie na każde moje zawołanie, no i oczywiście który zostanie zaakceptowany przez szpital. Wszystko to zostało umotywowane tym, iż w szpitalach jest brak personelu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kobiety, kobiety.... wszystko dobrze ale zapominacie o jednej rzeczy.... jest jednak duże ale..... w czasie znieczulenia zewnątrzoponowego wystarczy milimetrowy ruch albo gorszy dzień lekarza, środek nocy i w związku z tym problemy z koncentracją u lekarza i ......porażenie kończyny dolnej murowane......a z tym są ogromne problemy i może okazać się że o szpileczkach można pomarzyć , a za to jest laska albo balkonik.....I oczywiście sprawa cesarskiego cięcia.... w sytuacji ratującej życie matki i dziecka ok, ale....... na życzenie...... najnowsze badania szwedzkich lekarzy udowadniają, że w czasie cesarskiego cięcia ze względu na poziom stresu, który jest u dziecka dochodzi do zablokowania niektórych genów w limfocytach, czyli poprostu dochodzi do zmian DNA, powodujących choroby cywilizacyjne, np. cukrzyce, białaczkę, ponieważ są to choroby związane z układem odpornościowym...... Przemyślcie to zanim wasza wygody i święty spokój doprowadzą do problemów zdrowotnych....Nie wiem co robi moja przedmówczyni, ale ja również mieszkam w Krakowie, jestem fizjoterapeutą dziecięcym i terapeutą NDT-Bobath, rodziłam w takim szpitalu i nigdy nie zgodziłabym się na CC. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli chodzi o temat"rodzić po ludzku" to myslałam że jest to nierealne, ale miło zaskoczył mnie poród córeczki pól roku temu. Taki poród to bajka, nigdy bym sie tego nie spodziewałą majac porównanie z pierwszym porodem. Pierwszy poród odbywał sie w zwykłym szpitalu w sosnowcu, to był koszmar- niesamowity bół, niemiłe siostry zero jakiegokolwiek wsparcia na dodatek te podłe , pokątne komentarze"panna z dzieckiem", tylko nikomu nie przyszło do głowy że byłam panna z dzieckiem z wyboru, ale to nie wszystko, leżałam w sali poporodowej już ostatkiem sił( straciłam za dużo krwi podczas porodu) nie miałam siły na nic!!!
    Rano na obchodzi wpadł ordynator i wkoncu zrobił z tymi psełdo pielęgniarkami porządek!!! Podkład miałam niezmieniony od kilku godzin, całe łóżko we krwi- 0oj krzyczał na cały szpital latały kołomnie jak koło królowej. Po natychmiastowej transfuzji nabrałam sił i wychodząc ze szpitala zarzekałąm sie , że już nigdy nie bedę rodzić....ale wkoncu po 13 latach przerwy zdecydowałam się ponownie, zbliżał sie czas porodu byłam przerażona!!!!Przyszedł sądny dla mnie dzień zaczeły sie skurcze, bałam się...myślałam co robić. Miałam na oku klinikę prywatną-położnicza ale trzeba było miec skierowanie od nich zeby tam rodzic, jednak mój strach przed porodem był silniejszy, postanowiłam zadzwonić- byłam gotowa zapłacić za ten poród 2 000tys, żeby tylko urodzić GODNIE!!
    Zadzwoniłam...usłyszałam od lekarza : " u nas porody sa bezpłatne, proszę przyjeżdzać". Klinika była oddalona o 55km od mojego domu ale zdążyłam:)Zaraz na progu kliniki prosiłąm o znieczulenie, nie było z tym problemu- dostałam je, zero bólu, zero stresu,cudowni otaczający mnie ludzie, wszyscy bez wyjątku, wspaniałe wrunki na salach poproodowych, osobista piekna łazienka, tv plazmowy na scianie, pokoje ślicznie wyposażone i wszystko z NFZ, zapłaciłam tylko za znieczulenie 500zł ale to normalna stawka, tyle kosztuje w kazdym szpitalu.Ważne , rodząc ze znieczuleniem jest to żeby słuchać położnej i z nia wspólpracowej ja urodziłąm za drugim parciem, położna była ze mnie dumna:)Polecam wszystkim klinikę na łubinowej w katowicach:)Warunkiem przyjęcia jest skierowanie, żeby je dostac trzeba chodzic do nich na wizyty(250zł) wystarczy iść na 2 wizyty, myslę że warto:)
    mój 2gi poród wspominam cudownie, to było coś:)

    OdpowiedzUsuń
  22. ja rodziłam w szpitalu , gdzie pracował mój lekarz prowadzący . Juz w drugim trymestrze upewniłam sie, że będe miała poród rodzinny własna połóżńą i mozliwośc znieczulenia ( mam niski próg bólu) . Bez tego nie wyobrażałam sobie mojego pierwszego porodu. Wszystko niestety za kase, ale na szczęście moglismy sobie na to pozwolic - jednorazowo. Mimo to , anestezjolog był ściągany z domu - ten "na stanie" był zajęty, więc zanim podała mi znieczulenie juz zwijałam sie z bólu i czasem wręcz urywał mi sie film( mąz z połóżna żartowali , że drzemie między skurczami ). Jak bym nie była "zamożna" pewnie nie zdecydowałbym sie na dziecko.....Dla mnie przeżycie mimo dobrej opieki było dość traumatyczne. Podejście osób decyzyjnych w sparawie porodów w Polsce sprawia, że albo rodzimy za granica, albo w ogóle ...nie każdy może sobie pozwolic na jednorazowy wydatek w postaci prawie 2000 zł.....nie wspominając o płatnych wizytach u lekarza ...

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej Mamuśki. Ja rodzę za 3 tygodnie. Mam cesarkę ale nie z wyboru a przymusu. Co nie zmienia fakty ze strasznie się boję. W szpitalach uzyskać informacje o tym jak będzie wyglądał poród, kiedy zobacze dziecko itp oni nie wiedzą co odpowiedzieć :/ A że rodzę w calkowitym znieczuleniu jakos nikogo nie rusza a ja trzęsę portkami:/ heh Witamy w Polsce:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej ja też rodziłam przez cesarkę , ułożenie miednicowe dziecka- na sali pooperacyjnej leżałam z dziewczyną która rodziła tez pod całkowitym znieczuleniem. Ogólnie mówiła że najnieprzyjemniejsza rzeczą jest rura którą wpychają Ci do gardła , abyś mogła oddychać, bo potem Cię piecze w przełyku a pić po operacji niestety nie wolno. Dziecko dostała tak samo jak ja po ok 1,5-2 godzinach po porodzie na pierwsze karmienie. Prawda jest taka że po całkowitym znieczuleniu dłużej leży się na łóżku w pozycji na wznak bez możliwości ruchu, chyba 12 godzin :) gdybyś miała jakieś jeszcze pytania to zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapomniałam też dodać, że podczas ciąży byłam pewna ze nie chce znieczulenia- nasłuchałam sie opowieści o porażeniach, bólach głowy itp, a tymczasem-wkłucie poszło gładko, znieczulenie było dozowane-dziecko odpowiednio dotlenione, cały czas podawano mi tlen i kontrolowano stan dziecka (mój brzuch był podpięty do specjalnego monitora,skomploowane urządzenie-majace na celu kontrole nad płynnością oddechu dziecka-).
    Znieczulenie napewno niesie ze sobą ryzyko ale jak zostaje podane odpowiednio- nie ma zadnych komplikacji. Wstałam zaraz po porodzie o własnych siłach, i cały czas czuam nogi, tyletylko że nie musiałam znosic koszmaru bóli porodowych, sam pród to juz pikuś:)bolało ale tylko przez chwilke:)
    Pozdrawiam wszystkie mamuśki:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja rodziłam w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie i było super , leżałam w szpitalu 2 tygodnie jednak nikt nie wywołam porodu czekano aż samo się zacznie. kobieta która przyjmował poród była cudowna pomocna uwielbiam o tym opowiadać, jednak można w państwowym szpitalu kobieta jest traktowana z godnością to wszystko zależny od pracowników.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja niestety nie miałam wyboru... Na drogą klinikę stać mnie nie było-zapłacić 5 tyś. za co?-to wszystko powinno być ogólnie dostępne! Poszłam kilka dni przed porodem do szpitala zorientować się jak to wszystko tam wygląda, ustalić co będzie mi potrzebne i zapytać czy dostanę znieczulenie-oczywiście jak zapłacę-powiedziano mi, że nie...nie ma anestezjologów i nie. Pomyślałam-szpital ten ma dobrą opinię, wygrywa konkursy-pewnie wiedzą co robią...Do szpitala trafiłam 5 dni przed terminem, całą noc męczyły mnie bóle, nie spałam, ciągle chodziłam po korytarzu-myślałam, że umrę... Ok. 6 rano zostałam zakwalifikowana do tego, aby przejść na porodówkę-więc wędrowałam z mężem z jednego końca szpitala na drugi...Bóle były coraz silniejsze-nie mogłam już tego znieść-naszły mnie myśli o skoku z okna...byłam gotowa już do porodu, ale wody nie chciały odejść-nie podano mi żadnej kroplówki-nic-tylko czekali aż wody same odejdą-około 13 wreszcie stwierdzili, że chyba nie odejdą i dali mi tą kroplówkę...Rodziłam 14 godzin w wielkim bólu i męczarniach-byłam porozrywana,mam przesuniętą kość ogonową, straciłam mnóstwo krwi i 2 godziny po porodzie straciłam przytomność-miałam tak niski hematokryt, ze zastanawiali się nad przetaczaniem krwi. 2 dni po wyjść, ze szpitala trafiłam tam znowu z gorączką i nikt nie umiał mi podać przyczyny... Urodzenie dziecka nie sprawiło, że mój koszmar z porodem się zakończył-nie mogłam siedzieć, leżeć a nawet stać. 2 tygodnie próbowałam karmić piersią, ale nie radziłam sobie z bólem po szyciu i bólem kości ogonowej-musiałam zacząć brać leki przeciw bólowe a to nie szło w parze z karmieniem-więc dziecko przeszło na butelkę. Poszłam do lekarza, dostałam leki i skierowanie na rehabilitację. Z bólem kości ogonowej walczyłam dobre pół roku. Minęło już od tego koszmaru półtora roku a ja nadal ponoszę jego konsekwencje-miałam zabieg na nadżerkę, nie sypiam z mężem a o kolejnym dziecku nawet nie ma mowy!!! Nie powinno tak być, że odpowiedni komfort rodzenia i możliwość wyboru dają tylko prywatne kliniki za grube pieniądze...

    OdpowiedzUsuń
  28. Do mojej przedmówczyni, trzeba odpowienio poszukać, z tymi klinikami nie jest tak , prawie w każdej rodzi sie z NFZ, nalezy chodzic do nich na wizyty płatne ale prawie kazda kobieta chodzi na płatne wizyty z USG co msc, zgadzam sie z tym że porody powinny być godne ale niestety w wielu szpitalach nie sa!!! Mnie tez nie było stać na klinikę ale odmówiłam sobie kilku przyjemności, zwyczajnie oszczedzając i udało sie, jestem zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja rodzę za 4 miesiące, w Łodzi cztery do wyboru, ale dwóch nie biorę pod uwagę. Wybrać ICZM (gdzie być może wybłagam znieczulenie jeśli w trakcie porodu uznam, że nie dam rady) nie ma najlepszych opinii czy Kopernik (gdzie nie mam szans na znieczulenie) ale ma za to super opinie? Dlaczego zamiast cieszyć się wybieraniem ubranek i mebelków dla mojego maluszka muszę martwić się jaki wybrać szpital, żeby kiedyś mieć jeszcze drugie dziecko?...Co za kraj...

    OdpowiedzUsuń
  30. Cztery szpitale mam na myśli oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Podpisuję się pod słowami Miki - mój poród wyglądał dokładnie tak samo - komfortowo (co nie znaczy, że bólu nie było), z całą ekipą wkoło, no i oczywiście prywatnie. Ale nie o tym chciałam...
    Wszyscy rozpisują się o tym, jak to wyrodne matki rodzą przez cc na życzenie, a że to operacja, że mnóstwo komplikacji... Pytam: dlaczego żaden ginekolog, położna, szkoła rodzenia nie uświadamiają nas, jakie komplikacje i konsekwencje niesie poród naturalny?! Ja wybrałam tę formę porodu, ale następnym razem już tego nie zrobię. W moim przypadku poród naturalny zakończył się łyżeczkowaniem macicy (po 2 tygodniach), a następnie walką z nietrzymaniem moczu. No i obawa, że seks nie będzie już taki sam, że nie będzie sprawiał przyjemności mi i partnerowi. Wśród tematów związanych z pozycją porodową, znieczuleniem, laktacją itd itp, zapomina się praktycznie o współżyciu po porodzie. A tak wiele kobiet twierdzi, że czują się tak rozciągnięte, że seks nie sprawia im satysfakcji. Wiele kobiet decyduje się na plastykę krocza, pochwy...
    Życie seksulane jest szalenie ważne także dla młodych rodziców, a często właśnie w tej sferze pojawiają się problemy we wczesnym macierzyństwie. To blog dla niegrzecznych mamusiek, więc mam nadzieję, że ten post nie zostanie odebrany jako zbyt egoistyczny.

    OdpowiedzUsuń
  32. Moja Córcia urodziła się miesiąc temu w zwyczajnym szpitalu miejskim, jakich w Polsce wiele. Mimo, że poród to wspaniałe przeżycie to dla mnie to był strach i przede wszystkim ból. Na porodówkę trafiłam w ostatniej chwili, ale mimo to znalazł się czas na dość upokarzające golenie i cięcie krocza, na wstępie lekarz poinformował mnie, że znieczulenia w tym szpitalu nie ma. Swoje "ludzkie" potrzeby też miałam załatwić na łóżko. W między czasie po sali kręciła się salowa co chwila zaglądając mi między nogi. Położna cały czas krzyczała na mnie, że mam się tak nie drzeć. Po porodzie leżałam jeszcze 4 godziny na sali porodowej, bo nie było wolnego łóżka. Gdy trafiłam już na właściwą salę i poprosiłam o pomoc w pójściu do toalety położna przyniosła mi basen i powiedziała, że mam załatwić się na sali. Na moje stwierdzenie, że leżąca ze mną na sali pani ma w tym czasie gości położna odpowiedziała, że w takim razie tak bardzo mi się nie chce. Gdy nadszedł czas karmienia poprosiłam o pomoc w przystawieniu Małej do piersi. Niestety pokarm nie chciał lecieć. Położna ścisnęła mnie za pierś i powiedziała, że są twarde to pokarmu mam dużo i się nauczę. Próby karmienia kończyły się krzykiem Małej i moim płaczem z bezsilności. Kolejne położne reagowały tak samo. Dopiero po półgodzinnym płaczu Dziecka łaskawie przynosiły butelkę. Gdy wyszłyśmy do domu okazało się, że mam zastoje w piersiach i Mała nie jest w stanie pociągnąć z piersi. Pierwszą noc w domu spędziłam na masowaniu piersi i odciąganiu pokarmu laktatorem. Niestety Mała przyzwyczaiła się do butelki już w szpitalu i nie potrafiła ssać cyca. Po dwóch tygodniach miałam przed sobą dwa granaty gotowe do wybuchu i żółte śmierdzące mleko. Na tym karmienie piersią się skończyło. Gdybym o zastojach i masażu piersi dowiedziała się w szpitalu to pewnie mogłabym bez problemu karmić. Mimo wszystko jestem najszczęśliwszą mamą na świecie, bo Córeczka jest lekiem na całe zło!

    OdpowiedzUsuń
  33. Czytając te wszystkie komentarze zaczęłam płakać :( przypomniałam sobie jak przez to, że lekarz czekał na "kieszonkowe" o mało nie udusiłam synka. przez 6 godzin było wdać główkę malca (4,5 kg lekarz wiedział w przybliżeniu jakie będzie dziecko po ostatnim badaniu usg) a mimo wszystko cały czas powtarzał "Da pani rade!" nie dam krzyczałam a mama płakała ze mną i była gotowa już zapłacić. Mąż który był również obecny płakał ze mną równocześnie prosząc o cesarskie cięcie. Tak się baliśmy o synka. W końcu lekarz się zlitował, "proszę przygotować sale"... mdlejąc z bólu między skurczami dziękowałam Bogu, że za chwile wszystko się skończy. Znieczulenie, miejscowe podał mi zaspany anestezjolog jeszcze z odbitą poduszką na policzku. Synek przyszedł na Swiat dwadzieścia pięć po północy. A ja po dawce zastrzyków przeciwbólowych i nasennych zasnęłam. Obudziła mnie położna ok godz 9, przede mną stało już dwóch lekarzy. Żartując, że kolejny poród mogę już sobie wybrać drogą naturalną czy przez cesarskie cięcie... nadal nie mogę trzeźwo spojrzeć na postawę lekarza.

    Na całe szczęście Adrianek rozwija się prawidłowo mimo, że został podduszony. W tej chwili ma 2,5 roku i pyta czy będziemy mieli dzidzie w domu...a ja tak bardzo się boję :( :( :(

    Rodzić po ludzku? Po mojemu? NIE!

    Artur Kochanie dziękuję, że byłeś z Nami w tej bardzo trudnej chwili a zarazem tak radosnej! Mamuś też CI dziękuję, że nie zapłaciłaś temu lekarzowi! Widzicie dałam radę!

    OdpowiedzUsuń
  34. niestety mój poród wspominam ze łzami w oczach...ogromny ból, wyczerpanie, najgorsza bezsilność...poprosiłam o znieczulenie ale było za pożno bo miałam juz 5cm.rozwarcia.w trakcie porodu skurcze się pojawiały ale rozwarcia nie było,choć parłam ze wszystkich sił(czego skutkiem były ogromne hemoroidy wielkości jaja przepiórczego:()jednak to wrażenia na położnej nie robiło,kiedy skurcze już całkowicie zaniknęły, a ja wyczerpana cichutko leżałam przenieśli mnie na porodówke gdzie mnie nacięli i wyciągnęli córcie...owinięta pępowiną,biało-sina,na szczęscie zdrowa;) ze mną było gorzej...dostałam krwotok,wtedy zaczęli skakać koło mnie.zaraz 5 osób się znalazło.
    bardzo długo dochodziłam do siebie,rana krocza nie chciała się goic...słowa lekarza na drugi dzien na wizycie:"no zmasakrowaliśmy troche panią"....teraz minęło 2mies.i jest ok.jak patrze na córeczke jak uśmiecha się do mnie zapomina się o wszystkim.jednak strach przed porodem w środku pozostaje...następnego porodu sobie nie wyobrażam...pozostaje cesarka.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  36. Brak funduszy na specjalistów i leki znieczulające nie jest głównym problemem polskich porodówek. Jest nim znieczulica PERSONELU!! Ja swój poród wspominam jako pasmo wstydu i zażenowania. Dzięki temu, że od pewnego momentu byłam "nieprzytomna" z bólu przestałam zwracać uwagę na to, co dzieję się wokół mnie. Mój mąż przez dwie godziny musiał domagać się tego, by został wpuszczony na porodówkę. Gdy już był przy mnie to strasznie przeszkadzał lekarzowi, który właśnie miał dyżur. Ja leżałam na porodówce z "nogami w górze", a pan doktor nie był łaskaw nawet zamknąć za sobą drzwi po skończonym badaniu. Na korytarzu krzątała się sprzątaczka, która miała swobodny wgląd na to, co dzieje się na porodówkach. Po porodzie natychmiast zabrano mi dziecko. Nie pozwolono mi go nakarmić. Zobaczyłam swoje maleństwo dopiero na drugi dzień, podobno z powodu znieczulenia, jaki podano mi przed szyciem. Gdy na sali poporodowej zapytałam gdzie jest moje dziecko, położna z zabawową miną odpowiedziała, że wyszło... Tej nocy absolutnie nie mogłam spać, bo z sali dla noworodków dobiegał nieustanny płacz. Moje maleństwo przywieziono mi z samego rana na drugi dzień, ale z pierwszym karmieniem musiałam zaczekać kolejne kilka godzin, bo zostało nakarmione sztuczną mieszanką!! To był jakiś koszmar XXI wieku, na który musiałam się zgodzić, bo w moim mieście jest tylko jeden szpital!

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiedziałam, że jest źle, ale że aż tak? Na szczęście nie rodziłam w polsce i pomimo że poród miałam ciężki wspominam go bardzo miło. Miałam wszystko, znieczulenie, cudowną położną, mogłam wybrać miejsce porodu, o wszystkim mnie informowano i szczegółowo tłumaczono. Urodziłam o 1 w nocy, położna przyniosła kanapki i herbatke. Po trzech dniach niejedzenia spowodowanego bólami byłam bardzo głodna. Po urodzeniu nie miałam pokarmu, bez problemu dostałam butelke. Wszyscy mnie traktowali świetnie, byli bardzo mili i gotowi do pomocy w każdej chwili. Kochane, wszystkim życze takiego porodu.

    OdpowiedzUsuń
  38. Wkurzają mnie komentarze, że cesarskie cięcie jest niebezpieczne dla dziecka. Jakoś w żadnym nagonkowym artykule nawet skrajnej organizacji jaką jest Rodzić po ludzku nie ma statystyk które by jednoznacznie tą tezę potwierdzały. Znam za to mnóstwo przypadków niedotlenienia dzieciaków, bo lekarze stwierdzili, że "niby wąsko, ale może się uda" albo "duże dziecko, ale Pani też duża to się uda"... Nawet na sali leżałam z taką dziewczyną - dziecko dostało 4 punkty...
    Ja urodziłam naturalnie i bez znieczulenia synka ponad 4kg. I przy partych zamiast przeć patrzyłam na zegarek, bo tak się bałam, że się nie uda w dwie godziny... A jak tętno zaczęło minimalnie spadać to bałam się okropnie... Synek wyszedł po 1:45 parcia na szczęście cały i zdrowy choć wymęczony strasznie. Ale miałam przy sobie (opłaconą oczywiście) bardzo profesjonalną i doświadczoną położną. Nie wiem jak bym skończyła z jakąś siksą młodą... Bo to wcale nie jest tak, ze sama natura nam mówi co robić... I niech mnie nikt nie przekonuje, że po naturalnym porodzie to się staje zaraz na nogi...
    Tyle, że problem jest bardziej szeroki niż by się mogło wydawać i żeby rodzić po ludzku musimy poczekać aż nastąpi zmiana pokoleniowa w środowisku lekarskim + jakaś sensowna reforma i prywatyzacja funduszu... czyli nie dożyjemy tych czasów...

    OdpowiedzUsuń
  39. Do Blogowiczki rodzącej w Łodzi leć do ICZMP. Kopernik ma co chwile jakieś afery, strajki. ICZMP ma i więcej personelu i lepsze zaplecze, no i porodówka wielka :) Opinii tyle samo złych co i dobrych, a jak jakiekolwiek problemy to i tak wiozą do ICZMP z każdego szpitala ;) Na poporodowej spotkałam tylko jedną położną ktora była widocznie niezadowolona z życia, reszta bardzo miła :) Rodziłam na 2 bloku i na 2 poporodowym byłam po porodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Po tym jak zobaczylam Was w DDTVN pomyslalam: Nie jestem sama! Dziekuje za to ze glosno mowicie o tym , co lekarze/polozne/pielegniarki/babcie/mamy/sasiadki i cala masa innych doradcow probuja ukryc.

    OdpowiedzUsuń
  41. Aby tylko nie trafic na 3 blok, bo wtedy dzieci leżą oddzielnie na poporodowym i trzeba się fatygować do karmienia na osobny oddział. Chyba że ktoś lubi, jak dziecko jest osobno.
    Ja też rodziłam w ICZMP 2 razy - naturalny i cesarka. Złego słowa nie powiem, ale też naturalny miałam bardzo lekki, więc nie mam na co narzekać. Nie wiem co by było gdybym miała cięższy poród...

    OdpowiedzUsuń
  42. Urodziłam dwoje dzieci. Pierwszy poród - koszmar.Potraktowano mnie jak kosmitkę, bo moim lekarzem prowadzącym był lekarz, który nie pracował w szpitalu ( jedynym w mieście) Na "dzień dobry" usłyszałam, że za wcześnie się zgłosiłam do szpitala i odesłano mnie na patologię ciąży. Tam spędziłam 15 minut, bo odeszły mi wody i musiałam wrócić na porodówkę... Po 6 godzinach męczarni usłyszałam, że dostaję lek przeciwbólowy z przydziału a nie po znajomości ( moja babcia była tam salową przez 20 lat). Po kolejnych 2 godzinach zdecydowano się na cesarkę (zanik tętna dziecka). Drugi poród (również cesarka) to bułka z masłem w porównaniu z pierwszym. Tydzień wcześniej znałam dzień i nawet godzinę narodzin córki:) a wszystko dlatego, że moim lekarzem prowadzącym był ordynator ( do którego chodziłam prywatnie:) )

    OdpowiedzUsuń
  43. a to ja powiem cos czego w dzisiejszych czasach sie nierobi bynajmniej jest malo popularne a w moim przypadku zadrzyło sie co powiecie na porod posladkowo siłami natury??

    OdpowiedzUsuń
  44. Jestem w 36 tyg. ciąży i bedę miała 3 CC. Niektórym się wydaje że jak cesarka to spoko, pikuś... Ja sama się śmieje że wolę żeby mnie bolał brzuch niż...
    Ale zmierzam do czego innego... Jak sobie przypomnę atmosferę panującą w szpitalu, tłum ludzi na wizycie bez ceregieli zaglądających pod kołdrę 2 razy dziennie (do dzisiaj nie wiem czemu bardziej interesują ich intymne czesci ciała niż szew po CC) , noworodki dowożone do sal na dużych metalowych wózkach do wożenia obiadów... Jak sobie to wszystko przypomnę to ogarnia mnie taki strach i niechęć że najchętniej nie rodziłabym wcale!

    OdpowiedzUsuń
  45. Uważam, że każda kobieta powinna mieć prawo wyboru czy rodzić sn czy cc, czy wziąć znieczulenie czy nie, czy karmić piersią czy nie.Przecież dorosła odpowiedzialna kobieta podejmuje decyzję licząc się z możliwymi konsekwencjami, bo zarówno poród sn jak i cc niesie ze sobą bliższe lub dalsze konsekwencje.I nie ma co wzajemnie na siebie naskakiwać ani usprawiedliwiać swoich wyborów.Wybrałam tak czy tak-ponoszę i pozytywne i negatywne konsekwencje.Jakie one są każda z nas wie.
    Ja marzyłam o porodzie naturalnym, ale właśnie naturalnym-czyli bez oksytocyny, nacinania krocza oraz znieczulenia-bardzo chciałam tego doświadczyć jako kobieta, bałam się cesarki.Ale los zdecydował za mnie.Nie chcę opisywać porodu, bo to bez sensu.Urodziłam cc po 28 godzinach od podania pierwszej oksytocyny.Najgorsze było to jak traktowano mnie jak przedmiot-kiedy prosiłam lekarza o wyjaśnienie sytuacji, nikt ze mną nie rozmawiał i nie tłumaczył dlaczego czekamy a moja córka jest od kilkunastu godzin bez wód płodowych.Jakbym nie była myślącym człowiekiem, który ma prawo wiedzieć i decydować.Dopiero jak powiedziałam, że nie wyrażam zgody na kolejną oksytocynę chyba, że ze znieczuleniem to nagle zaczęli ze mną rozmawiać.Jakby nagle sobie uświadomili, że człowiek leży na tym cholernym łóżku.Ogólnie mam wrażenie, że kobieta przyjeżdżająca do porodu traktowana jest jak półgłówek.Wykorzystuje się to, że się boimy i nie informuje się nas ani nie traktuje jak podmiot.

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja rodziłam w szpitalu w Krakowie (żeromski-zwycięsca Rodzić po ludzku). Mam najgorsze możliwe wspomnienia. Leżałam na patologii 2 tygodnie, nic ze mną nie zrobili mimo iż to był już koniec 42 tyg. Aż wkońcu w sobotę wieczorem-zaczeło się, 8 godzin siłami natury, aż tu nagle tętno dziecka spadło. Lekarz zastanawiał się co robić, a może tak jeszcze urodzi sn. I gdyby nie to że położna była daleką znajomą to urodziłabym już martwe dziecko. Skończyło się awaryjną cesarką, a mała zapaleniem płuc, zamartwicą. To były najcięższe chwile w moim życiu, modlitwa, i płacz. Opieka okołoporodowa-nie mogłam narzekać, ale miałam wrażenie że wszyscy mnie żałowali. Na jednej sali z szczęśliwymi mamusiami nowonarodzonych maluchów i JA. Lekarz, który odbierał poród pytał później dlaczego jestem taka smutna ( a mała leżała podpięta pod aparaturę w inkubatorze przez 5 dni)- miałam ochotę go zabić. Podjęłam decyzję. Jeśli mie będę miała kasy na poród w klinice i przez cc (z góry) to NIE RODZĘ WIĘCEj. Dziewczyny- CC to też niełatwe przeżycie. A nie daj boże przy całkowitym zniecZuleniu. Efekt- nie mogłam przez pierwsze 2 dni wstać i dojść do mojego dziecka. Wszystkim kobietom życzę rodzić po ludzku- cokolwiek to dla nich znaczy. Dla mnie to rodzić przedewszystkim bezpiecznie dla dziecka i z honorem.

    OdpowiedzUsuń
  47. Hmmm ja miałam cc w ICZMP w łodzi i jedno wiem na pewno....Nigdy więcej tam :)
    zabieg w porządku, ale to co się potem działo przechodzi ludzkie pojęcie. Jestem twarda, ale 3 dniowy pobyt tam nieźle mnie podłamał .....
    Rzeczywiście warto pocierpieć dla efektu końcowego ale akurat to co mnie się przydarzyło w innych szpitalach jest nie do pomyślenia....

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja to jestem szczęściara, urodziłam dwie córki, każdą naturalnie i równiutko w 40 tygodniu, jestem szczęśliwą mamą, a i najważniejsze - miałam DARMOWE ZNIECZULENIE bo przecież rodzić po ludzku to wykorzystywać to co mamy, a to już w rękach ordynatora szpitala w Kluczborku;-D pozdrawiam cały personel;-D

    OdpowiedzUsuń
  49. Hej dziewczyny
    Ja miałam to szczęście,że akurat gdy zaszłam w ciążę pracowałam z mężem w wielkiej Brytanii.Różnych rzeczy się nasłuchałam jak traktują Polki w szpitalach angielskich ale na szczęście u mnie się to nie sprawdziło.Rodziłam w wodzie(i to nie tak jak u nas w Polsce że się wchodzi na 30 min i potem wychodzi na 30 min-tam siedziałam w odzie przez 6 godzin non stop.)Razem z mężem,miałam dwie wspaniałe położne,które gdy chciały wyjść z sali pytały czy mogą,miałam ze sobą popularny w Anglii "birth plan" czyli plan porodu tzn opis jak chciałabym żeby mój poród wyglądał,poród w takiej pozycji jak ja chcę,bez lewatywy,golenia,bez nacinania krocza,bez szycia,bez stresu.I to wszystko za darmo.Wręcz namawiano mnie na znieczulenie ale nie chciałam co wzbudziło zdziwienie na całej porodówce.
    Moja siostra teraz w czerwcu będzie rodzić,to jej drugie dziecko.Szczerze mówiąc jak chodzę z nią po szpitalach w Krakowie,na "dni otwarte" i zadaję pytania odnośnie "rodzenia po ludzku",to chyba nie zdecyduje się na drugie dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  50. 'Rodzic po ludzku' cokolwiek to znaczy, bardzo trafne sformulowanie. pierwszy porod odbyl sie bez lekarza ale chociaz z polozna,byla awaria pradu i nie chcial sie wlaczyc generator, kilkadziesiat sekund bylo wiecznoscia kiedy polozna powiedziala ze mam wstrzymac parcie porodowe, opieka poporodowa wygladala tak ze maz latal po calym miescie i szukal legniny dobrze ze mieszkamy w malym miasteczku bo chlopina by mi padl z wycienczenia ale 17 lat temu nikt nie mowil o moich prawach.Minely dwa lata i znow wybieralam sie na porodowke, tym razem bylam uzbrojona w lekarza i meza.bylam dopieszczana przed bez dodadkowych aczkolwiek NIEZBEDNYCH rytualow,maz dzielnie asystowal przez caly porod zaczelam troche wczesniej niz reszta przypuszczala bo polozna przed przygotowaniem juz widziala glowke lozko troche bylo niesprawne ale reszta byla bez zarzutu urodzilam bliznieta naturalnie bez naciecia z lekkim peknieciem i ze znieczuleniem bo porod odbieral lekarz prowadzacy ciaze.Po kilku latach znow bylam w ciazy i chcielismy sie przygotowac,zaczelismy od wyboru szpitala, nadszedl ten dzien, maz mogl siedziec przy mnie ale nie mogl mnie dotukac bo przeszkadzal, mielismy osobny pokoj taki sterylny ,szpitalny, polozna robila mi masaz macicy chociaz nie chcialam bo przy bolach krzyzowych z bolu chcialo mi sie wymiotowac, pozniej kazala mi nasiusiac chociaz wcale nie mialam ochoty, pozniej dala mi znieczulenie, ktorego wcale nie pragnelam, pozniej lekarz myslal ze jestem narkomanka bo znieczulenie za pozno podzialalo i smialam sie podczas porodu, gdy urodzilam naszego 4 skarba bylam na pol nieprzytomna.Dzis o swoich porodach mysle z rozrzewnieniem, smiechem[maz pracowal w zakl energetycznym a mi prad wylaczyli], ze smutkiem ale wiem ze i tak mialam szczescie dane mi bylo rodzic choc raz z godnoscia i zawsze byl przy mnie maz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  51. Jestem Mama od niespelna 3 lat ale porodu swojego nie zapomne do konca zycia!!!
    Pojechalam do szpitala z krwawieniem o polnocy, oczywiscie wg zasad zrobili mi badanie ktg, baganie ginekologiczne i tyle. Cala noc przelezalam na trakcie porodowym. Nastepnego dnia o godz. 8 rano przyjechala do pracy Pani ordynator, polozne mnie wezwaly za parawan, tam staly kobiety, pani ordynator popatrzyla w papiery i wskazujac palcem, wyliczala ktora jak rodzi....mi wypadl porod naturalny. Dostalam kroplowke z oksytocyna, jeszcze jakis zastrzyk i szykowalam sie do porodu. Lezalam na lozku( lezance) tak wyskokiej ze jak chcialam wyjsc do toalety to sama zejsc nie moglam ( hmmm...zapewne to przez wzrost 158cm mam).
    Bol byl typowy, no wiadomo porod boli wiec dzielnie to znosilam, dostalam lek usmierzajacy bol i zasnelam ale gdy sie obudzialam to nadeszly skurcze parte, noo coz...lewatywy nie dostalam wiec polecialo co mialo poleciec...Przyszla polozna mnie umyc, czulam ze mam bezwladne cialo i wszystko byloby cudowne gdyby nie tekst poloznej, ktory mi utkwil w pamieci: " O! zasrało sie dziecko!".
    Rodzilam majac 29 lat, jestem po studiach wyzszych, osiagnelam pewnien sukces w swoim zyciu a po tym tekscie poczulam sie jak wiadro pomyj!!!! Po tym incydencie polozna krzyczy, ze zaczynamy po glowke widac, wiec pomogla mi wstac i kazala przejsc jakies 15 metrow na fotel tzw:"samolot". Parlam raz, potem drugi raz i za trzecim urodzilam swoj CUD!!! Moje szczescie!!! Nie zapytano sie mnie czy zgadzam sie na naciecie, w sumie nie mialam prawa glosu!!! Dostalam coreczke, moglam Ja przytulic, nastepnie przyszla polozna zajrzala mi w krocze i wezwala lekarza..... szwy mi puscily! wiec znowu na szycie mnie zawiezli. Kolejna sprawa byl brak obkurczania sie macicy po porodzie, to tez lekarze zauwazyli po 2 dniach...
    po wyjsiu ze szpitala po porodzie, doszlam do siebie po jakis 3 miesiacach gdyz chodzenie czy siedzenie sprawialo mi bol....
    pozdrawiam JM

    OdpowiedzUsuń
  52. Witajcie.
    Nie podziewałam się cudów po moim drugim porodzie bo wiedziałam, że najprawdopodobnej skończy się CC no i tak z powodu łózyska centralnie przodujacego się zakończył, ale......urodziłam dziecko z zespołem Downa. I niestety już nikt z personelu medycznego nie potrafił przekazać tego faktu po ludzku.
    Bo wyobraźcie sobie że leżąc no stlole w momencie zszywania brzucha podchodzi lekarz pokazuje Ci piękne dziecko każe pocałować po czym ktoś to dzieck ozabiera a lekarz mówi - moim zdaniem Pani syna ma zespół Downa....
    Q-wa świat się zawala w pól sekundy.
    Także babki...walczmy o tą ludzkość w szpitalach. Bo ja jej nie doznałam. dodam - że mało tego zabrali mi małego, zmknęli mnie w jednoosoowej sali...i tak leżałam 3 dni i ryczałam z niemocy, nie widząc i nie słysząc swojego dziecka.Czy to jest ludzkie??
    Dlaczego w Polsce uważa się ze rodząc "inne" dziecko od razu myśli się o zostawieniu go w szpitalu??
    Oczywiście takie myśli się pojawiają, ale tak samo często jak inne myśli......a pomocy z nikąd.

    OdpowiedzUsuń
  53. Czytając Was łzy ciekną mi po policzku, w tej chwili już nie tylko ze strachu ale i z niemocy "portfela". Jestem w 25 tc, i najmniejszego pojęcia już nie mam jak to będzie...

    OdpowiedzUsuń
  54. hej, ja tez rodzilam na Solcu i w sumie bylo ok, chociaz ze znieczuleniem sie "spoznili" co chyba niestety znaczy, ze zignorowali moja prosbe... nie mialam oplaconej poloznej itd, na szczescie moja mama nia jest wiec pomogla z przystawieniem malej do piersi itd. bo tego mi brakowalo - troche wiecej wsparcia po porodzie. no jasne dziecko zbadane, wykapane itp. ale np zero porad laktacyjnych. to blad wychodzic z zalozenia, ze wszystkie zaliczyly szkole rodzenia i wiedza co i jak. zle nie bylo ale nie planuje kolejnego dziecka... Kasia

    OdpowiedzUsuń
  55. Hej, wiecie co? Piszących na tym blogu jest dużo ale i tak większość kobiet u nas w kraju jest przekonanych, że poród musi boleć i nic z tym się nie da zrobić. Wychodzą z założenia, że kobiety rodzą od wieków i kiedyś znieczuleń nie było i jakoś to przetrwały więc i my musimy dać radę. :( smutne, ale sama spotkałam się z takimi tekstami z ust moich dzieciatych przyjaciółek.

    OdpowiedzUsuń
  56. O rany!!! :) Chwilę nie zagladałam a tu taki ruch!!!!
    Na prosbę o info gdzie rodziłam po ludzku (oczywiście po mojemu) z przyjemnoscią polecę szpital St. Wyszyńskiego w Sieradzu.
    Czytając powyższe komentarze stwierdzam, że miałam wielkie szczęście. Żadnej traumy poporodowej!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  57. łzy lecą mi ciurkiem..... ja też rodziłam "siłami natury" i błagałam o litość. Położna przyszła i powiedziała żebym tak nie krzyczała bo to jeszcze "nie ten ból". W końcu było za późno na cesarkę i użyli Vacum (próżnociąg - dla niewtajemniczonych). Na szczęście misiek urodził się zdrowy...nie licząc złamanego obojczyka. Nikt mi nie powidział.... Rano przywieźli miśka, położna powiedziała tylko "uważać, złamany obojczyk..." i z tą informaacją mnie zostawiła:( Dziecko krzyczało, a ja się bałam go dotknąć, nie mówiąc o karmieniu. Na szczęście na sali miałam cudowne dziewczyny, wspierałyśmy się nawzajem i jakoś przeżyłam... Kolejne dziecko - Tak - poród - Nie. Zapłacę, ale nie będę rodzić "po ludzku".

    OdpowiedzUsuń
  58. A ja nie rozumiem jak można mówić o porodzie naturalnym, czyli bez znieczulenia, ale z oksytocyną. Przecież oksytocyna to już jest medyczna interwencja w poród. Gdzie tu natura?

    OdpowiedzUsuń
  59. hmmm....ciekawe co na to pani Otffinowska
    Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska: Dlaczego Polskie Towarzystwo Ginekologiczne zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia o refundację znieczulenia?

    Prof. Romuald Dębski: Bo poród boli. A gdy się poda znieczulenie, boli dużo mniej.

    Ale czy znieczulenie nie jest ingerencją, która może być ryzykowna dla kobiety i dziecka? Fundacja Rodzić po Ludzku przekonuje, że lepiej wykorzystywać naturalne metody uśmierzania bólu.

    - Tylko w fundacji rodzi się cicho i spokojnie. Poród jest bolesny i skoro znamy bezpieczne środki uśmierzania bólu, powinniśmy je stosować.

    To nieprawda, że znieczulenie niesie duże ryzyko. Gdy kobieta rodzi bez znieczulenia, skupia się na bólu i przestaje współpracować z lekarzem. To dopiero ryzykowne dla dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  60. Witam...bardzo się cieszę,że w końcu mówi sie jak tak naprawdę w tych polskich szpitalach jest..[oczywiście nie wszystkich,ale z pewnościa w większosci]i powinno sie mówic jeszcze więcej, tylko kto tak naprawdę wezmie sprawęw swoje rece..kogo to obchodzi...faceci w rządzie- śmieszne,oni nie wiedzą o czym my piszemy...jedyna nadzieja w kobietach...bo to one stają sie matkami..tylko do nich mozemy sie zwrócic,do tych które sa wyzej niz my...zwykłe mamuśki...do kobiet w szpitalach[położne, i lekarki ginekologiczne, bo mężczyżni...hm różnie to z nimi jest...jedni są za inni wręcz przeciw...wkurza mnie to ze jakis lekarz decyduje o moim tak ważnym dniu .jakim jest poród... pierwsze dziecko urodziłam we francji..nie powiem ,że był to łatwy poród,były komplikacje..ale podejście personelu medycznego było bardzo profesjonalne...po przyjęciu na porodówkę odrazu dostałam znieczulenie w kręgosłup[oczywiscie po wczesniejszej konsultacji z anestezjologiem, co tam jest norma, byliby zdziwieni gdybym powiedziała ze wole w bólach rodzic]....co za ulga..powiedziałam do męża który cały czas był ze mna...w pewnej chwili zrobiło mi sie go żal,że biedaczek przysypia na krzesełku obok mnie...bo ja czekałam dzielnie na odpowiednie rozwarcie...dzisziuś był duży 4300gr.więc czekaliśmy...ale niestety po 10 godz.czekania nic sie nie zmieniło...na cesarkę było już za pózno..więc przewiezli mnie na sale operacyjną na dosłownie wycisniecie dziecka z mojego brzucha,w ruch poszły kleszcze..bałam sie potwornie ..wokół mnie zaczęło sie robicgwarno...chyba z 10 osób latało ..męza juz przy mnie nie było....ale personel był bardzo przyjazny, pani pielęgniarka...trzmała mnie za rękę, inna pielęgniarka...głaskała mnie po głowie uspokajała i omawiała przebieg porodu...czułam sie bezpiecznie..i mimo tego...dobrze wspominam ten poród..i nikt na siłe nie zmuszał mnie do karmienia piersia..nie poradziłam sobie z karmieniem, i po paru dniach przeszłam na butle i nikt mi nie robiłżadnych wyrzutów...teraz jestem w ciąży poraz drugi..rodzic bede w polsce...i az mi ciarki przechodzą na samą myśl o porodzie,,naturalnym..nawet nie ma takiej opcji...w mojej miejscowosci jest tylko jeden szpital..i niby jest przyjazny i dostał opinie dobrego szpitala rodzic p[o ludzku...ale chyba tylko przez to ze remont zrobili i wannę z bąbelkami wstawili, bo personel..BEZNADZIEJNY..i w dodatku..nie ma mowy o znieczuleniu,ani o położnej..czyli radz sobie sama...i rodz przez 3 dni w bólach...a co...chciałas to masz...wyszukałam szpital o 50 km..oddalony od miejsca zamieszkania, do którego udałam sie na przeszpiegi i na wywiad z dziewczynami przed i po porodzie...umówiłam sie z ordynatorem i postawiłam sprawę jasno, ze niewyobrażam sobie porodu bez znieczulenia i położnej...oczywiscie nie za darmo...bo to jeszcze kosztuje w polsce...powiedziałam co myśle na ten temat rodzic w bólach..byłam konkretna,myślę ze nie można się bac lekarzy tylko dużo o tym mówic i głosno...bo to od nich niestety zależy jaki bedzie ten poród...a my chcemy to zmienic...i zmienimy...tylko badzmy odwazne i otwarte..nie dajmy sie dyskryminowac..w kazdym szpitalu jest taka mozliwosc znieczulenia...tylko to jest cholerne widzimisie personelu, ordynatora,nie tutaj to gdzie indziej szukac rozwiązania...życze wszystkim kobietkom powodzenia...

    OdpowiedzUsuń
  61. czytając post fiony_apple, muszę jednak przyznać, że miałaś poród idealny! ;)))
    o moim nie można tak powiedzieć, to była niestety trauma! :( i mam straszny żal do lekarzy i szpitala, że pozbawili mnie radości rodzenia wymarzonego dziecka!
    Zacznę może od początku...
    Rodziłam w wieku 30 lat. Wcześniej kilka lat słyszałam, że mam zapomnieć o dziecku, że się nie da i że w ogóle nie powinnam, bo to niebezpieczne dla mojego zdrowia (jestem chora na poważna chorobę układową zwaną toczniem)!
    Sama zdecydowałam inaczej i pewnego dnia stał się cud! Drugą połowę ciąży musiałam niestety przeleżeć, ale ogólnie wszystko przebiegało poprawnie, oprócz cukrzycy ciążowej.
    Gdy zbliżał się wielkimi krokami 9 miesiąc, lekarka prowadząca powiedziała, że pewnie będę miała poród indukowany w 34 tygodniu, z uwagi na moją chorobę, i że mam się wtedy stawić w szpitalu, poleżę na patologii ciąży, poobserwują mnie i zdecydują kiedy będzie poród.
    No więc stawiłam się w szpitalu w wyznaczonym terminie, z malutką torbą tylko dla mnie, skoro mam jeszcze trochę tam leżeć, a tu dowiaduję się, że "dziś rodzimy"! Przychodzi lekarz dyżurny i oznajmia mi, że nie podłączy mi oksytocyny tylko założy tzw. cewnik Foley'a, który mechanicznie rozszerzy szyjkę macicy i wywoła poród! No i zdębiałam!!!! Według mojej wiedzy i jak opinii "normalnych" lekarzy - poród indukowany to taki, który robi sie poprzez cesarskie cięcie, i na taki byłam nastawiona :( z uwagi na moją chorobę, że nie wspomnę tu o wadzie wzroku...
    no i się poddałam :(
    próba porodu naturalnego i bóle ostatniej fazy porodu, bez rozwarcia, trwały 17 godzin!!!! 17h męczarni, bólu i płaczu nas obojga (ja i mój mąż) oraz błagania o znieczulenie!
    Po pierwszej prośbie o znieczulenie usłyszałam od anestezjologa, że absolutnie nie może mi podać znieczulenia, bo przy moje chorobie układowej tego się nie robi!!! myślałam, że go zabiję - szkoda, że nikt mi tego wcześniej nie powiedział!!!
    po kolejnych błaganiach mojego męża, usłyszeliśmy, że jak kto... skoro brałam aż do dziś acard, to tym bardziej nie mogę mi podać znieczulenia, bo lek ten trzeba odstawić na 2 tyg. przed podaniem znieczulenie! Tego oczywiście też nikt mi powiedział, a lekarka prowadząca (również z tego szpitala) kazała mi go brać!
    Po 17h krwawej masakry i prób rozszerzania mi szyjki na siłę, zlitowali się łaskawcy i zawieźli mnie na blok operacyjny, kiedy już dziecko traciło tętno :( urodziło się i tak lekko niedotlenione!
    cesarka znowu z racji na moją chorobę, musiała odbyć się w znieczuleniu ogólnym, więc załamany mąż musiał czekać na korytarzu :(
    ja niestety źle zniosłam znieczulenie ogólne i byłam nieprzytomna 2 doby od cesarki, a córeczką zajmował się tylko mąż :(

    Dodam, że cała historia miała miejsce w bardzo obleganym szpitalu na Karowej, którego teraz już nikomu nie polecę!!!
    Ten szpital zmusza do porodu naturalnego również matki, których dzieci ułożone są pośladkowo i ważą 4,5 kg!
    Sam poród był dla mnie przeżyciem na tyle traumatycznym, że gdy pojechałam w końcu na oddział niemowlęcy zobaczyć Gajkę, nie chciałam jej nawet wziąć na ręce... :(
    a do tego nawet gdybym mogła zajść jeszcze raz w ciążę, to po takich doświadczeniach mówię PAS!

    OdpowiedzUsuń
  62. A JA TAM NIE WIEM RODZIŁAM MIESIĄC TEMU I ZNIECZULENIE MIAŁAM.SZCZERZE MÓWIĄC PEWNIE NIE WYTRZYMAŁABYM BEZ NIEGO BO SKURCZE MIAŁAM BARDZO BOLESNE A MOJ SYNEK WAZYL 4100.JEDNAK DO ZARZUCENIA SZPITALOWI NIE MAM NIC A WRECZ PRZECIWNIE WSZYSTKO BYLO IDEALNE.. NA SALI PORODOWEJ CZUŁAM SIĘ SUPER POŁOŻNA I CAŁY PERSONEL NA 6. WSZYSTKO POSZŁO SZYBKO I SPRAWNIE ..CHODZ BOLAŁO POZNIEJ OKROPNIE..A BALAM SIE OKROPNIE CHYBA NIE TEGO CO TRZEBA :)
    I JESTEM ZA TYM ZEBY JEDNAK KAZDA KOBIETA MOGŁA WYBRAC TO CO UWAZA ZA STOSOWNE..BO PRZECIEZ BOL W NICZYM NIE POMAGA A MOZE NAWET POGORSZYC STOSUNKI MIEDZY NOWORODKIEM A MATKA..JEDNAK OPINIE CO DO TEGO NIE WYPOWIADAJĄ TYLKO LEKARZE A TEZ SAME MATKI CZASAMI...POZDRAWIAM:)

    OdpowiedzUsuń
  63. Miałam rodzić w szpitalu, który bierze udział w akcji "rodzić po ludzku". Byłam już po terminie i z tego szpitala dwa razy odesłano mnie do domu, ponieważ nie miałam skurczów, szyjka zamknięta, a tętno dzieciaczka prawidłowe. Kręgosłup i biodra tak mnie bolały, że nie mogłam chodzić przez ostatnie dwa tygodnie... Z tego wszystkiego nie zwróciłam uwagi lekarzowi, że jak może mnie odesłać do domu, skoro nawet mnie nie zbadał... To było w środę, kazano mi się zgłosić do szpitala w sobotę rano na kontrolę.
    Po tym wszystkim moja serdeczna koleżanka z innego miasta zadzwoniła do swojej Pani ginekolog i opowiedziała całą historię. Pani doktor powiedziała tylko tyle, że jeśli mam możliwość przyjechać do Niej do szpitala, to powinnam to zrobić jak najszybciej. To było w czwartek. W piątek wieczorem zostałam już przyjęta na patologię ciąży, stwierdzono zmniejszoną ilość wód płodowych, a w sobotę tuż przed godziną 8 leżałam na porodówce podłączona do ktg i kroplówki z oksytocyną. Po godzinie pojawiły się dwa skurcze. Po przebadaniu przez ową Panią doktor zrobiono mi kolejne usg i... decyzję o cc podjęto natychmiast! Tętno było jeszcze prawidłowe, synek miał ogromną siłę przeżycia ale wód płodowych nie było już prawie w ogóle, do tego były zielone. Pani doktor uratowała nasze życie!! Gdybym pojechała do wybranego przez siebie szpitala i gdyby znowu nie było skurczy, z pewnością odesłano by mnie do domu, a tego moje dziecko mogłoby nie przeżyć. Rodzić po ludzku? W tym szpitalu jest dobrze, gdy wszystko się samo zaczyna... A i tak nie jest do końca dobrze... Ja po cc 4 dnia wyszłam do domu i 5 tygodni po porodzie jestem w świetnej formie, karmię swojego głodomorka piersią, chodzę na spacery i czujemy się świetnie. Koleżanka, która urodziła w tym szpitalu trzy tygodnie temu, poród siłami natury wspomina jako koszmar, męczyła się kilkanaście godzin, nie karmi piersią, bo nikt Jej nie pomógł i ma wyrzuty sumienia, że pozbawiła swoje dziecko mleka; cierpiała strasznie przez kilka dni z powodu zapalenia piersi i cały czas nie może dojść do siebie. Nikt mi nie wmówi, że cesarka jest bardziej niebezpieczna, a poród siłami natury zbliża matkę i dziecko. Na przykładzie koleżanki - póki co, to dziecko przysporzyło Jej więcej bólu niż radości.
    Tyle się mówi o tym, co my Mamy powinnyśmy robić. A nikt nas nie pyta, czy na pewno tego chcemy. I według mnie rodzić po ludzku to tak, żebym nie wspominała tego jako koszmar. I to nie szpital powinien sam się deklarować, a decyzja o nadaniu takiego statusu powinna być podejmowana na podstawie opinii rodzących tam kobiet.
    Wszystkim Mamom życzę wszystkiego najlepszego:)
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  64. Wybrałam cesarkę. Powtarzam - wybrałam. Oczywiście oszczędzałam na nią całą ciążę. Nie żałuję tej decyzji. Pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze. W połowie ciąży przestałam o tym mówić. Miny osób, z którymi o tym rozmawiałam były.. bardzo wymowne. Dziś jestem przeszczęśliwa, że nie pozwoliłam nikomu zniszczyć MOJEJ WIZJI IDEALNEGO POWITANIA DZIECKA.
    Szkoda tylko, że nie każda z nas ma możliwość podjęcia własnej decyzji. Wkurzam się na samą myśl o tym. Macie jakiś pomysł, jak to zmienić?
    M.

    OdpowiedzUsuń
  65. Do Anonimowej - fizjoterapeutki dziecięcej i terapeutki metodą NDT-Bobath - a z czego wynikają dysfunkcje, porażenia, niedowłady i inne niepełnosprawności u Pani małych pacjentów?

    OdpowiedzUsuń
  66. Ja pierwsze dziecko rodziłam 8 lat temu i był to najgorszy dzień w moim życiu.Po 12 godzinach porodu( o znieczuleniu nie było mowy) wyszedł ten oczekiwany przez 9 miesięcy syn ale ja nie miałam siły się cieszyć.Po przewiezieniu na salę pozostawiono nas samych sobie.Nikt nie pokazał jak się karmi,przebiera kąpie.Może stwierdzono,że w wieku 25lat powinnam to wiedzieć.Po wyjściu ze szpitala miałam nadzieję na wizytę położnej bo ja nie mogłam się ruszać taka byłam obolała i pozszywana.I tu kolejny zawód położna nie mogła nas znależć pod podanym adresem.Pech!Przez 3 miesiące męczyłam się z karmieniem a jeszcze ktoś mądry mi podpowiedział,że pieluchy tetrowe są najzdrowsze.KOSZMAR!Po 3 miesiącach moje dziecko schudło ja miałam anemię i byłam na skraju wyczerpania nerwowego.Na szczepieniu trafiłam lekarz, która tylko spojrzała na dziecko zapisała mi Nutramigen zaleciła smoczek i pampersy.I to był strzał w dziesiątkę!Po czterech latach urodziłam drugiego syna i wiedząc co może mnie czekć zaopatrzyłam się w smoczek i mleko już do szpitala.Nie chciałam go karmić.Położna jak by mogła to by mnie pewnie pobiła za to ale ja nie ustępowałam i dopiełam swego.Karmiłam dziecko butelką od urodzenia.Moi synowie mają 8 i 4 lata są zdrowi, straszy jest najlepszym uczniem w klasie młodszy bardzo ładnie maluje a jestem z nich bardzo dumna.Kobietki nie słuchajcie,że karmienie piersią jest najlepsze.To Wy macie być szczęśliwe z bycia mamą!
    P.S.Przepraszam za błędy jeżeli się gdzieś pojawiły ale moi chłopcy po swojemu ozaczyli klawiaturę ;))))

    OdpowiedzUsuń
  67. Dziewczyny, bardzo mi przykro, że wiele z Was ma tak traumatyczne wspomnienia związane z porodami. Bardzo bym chciała, żeby pojawiły się tutaj też historie pozytywne - bo ja wiem, że w Polsce też można urodzić godnie, problemem jest to, że nie jest to jeszcze regułą. Dzielmy się nazwiskami dobrych położnych i ginekologów, adresami przyjaznych szpitali.
    Do wszystkich tych, którzy kwestionują prawo wyboru cesarki na życzenie - powtórzę ponownie: wyliczcie wszystkie możliwe konsekwencje tego wyboru, ale samą decyzję pozostawcie kobiecie. Dlaczego pokutuje przekonanie, że kobiety wybierające cesarskie cięcie robią to z głupich pobudek? No luuudzie! Jesteśmy rozumne bestie i używamy zdrowego rozsądku. Tadam! Oświeciłam Was.

    OdpowiedzUsuń
  68. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  69. @ Adriana - Idealny poród to taki, w którym pierwsza faza jest nieodczuwalna, potem rodzi się dziecko za pierwszym albo drugim parciem bez pęknięć i żadnych podobnych masakrycznych historii, trzecia faza trwa minutę, w porywach do dwóch, po czym się wstaje, bierze prysznic i idzie do domu na pizzę. Może następnym razem. :D

    OdpowiedzUsuń
  70. Wszystko co napisałyście o porodach to niestety prawda. Ale.. poród to nie koniec.. zaczynają się problemy z kroczem, z siusianiem, z piersiami, anemia i inne "przyjemności". A personel uważa że kobieta "zrobiła swoje" więc można przestać sie nią interesowąć. NIE SKARŻYĆ się na nic - bo potraktują was jak ropieszczone bachory. Pamiętam położną wściekłą, że musi mi podłączyc kroplówkę w świeta bo ośmieliłam się powiedzieć lekarzowi o bolących nogach. I salową która odmówiła wyniesienia (pustego) basenu. Leżałam w szpitalu prawie tydzień - stanem mojego krocza zainteresowała się raz lekarka. Poprzednie dziecko rodziłam prawie dziesięc lat wcześniej i przez ten czas nie zmieniło się nic na lepsze. Na gorsze owszem tak - pozwala sie na odział wchodzić wszystkim, dzięki czemu nie np. nie można swobodnie odciągnąć pokarmu,rozmasować bolących piersi itp bo po sali pałętają sie obcy faceci (nie tylko ojcowie noworodków). Humanitarnie dziecko jest prawie cały czas z matką - tylko w moim szpitalu nie było dla niego osobnego łóżeczka. Jedno się nie zmnieniło - nauka karmienia polega głównie na wrzasku "ROBI TO PANI ŻLE !!. Myślę że "rodzić po ludzku" to także powinno oznaczać opiekę, zainteresowanie i wsparcie w pierszych dniach po porodzie.

    OdpowiedzUsuń
  71. Ja mogę napisać, że moje wspomnienia z przebiegu porodu są raczej pozytywne.
    Rodziłam w szpitalu Żeromskiego w Krakowie. Nikomu nic nie zapłaciłam, ale położne, które odbierały mój poród były wspaniałe, pomagały mi, traktowały mnie i mojego męża bardzo dobrze, nie miały pretensji, że okropnie wrzeszczałam, bo naprawdę nie mogłam się powstrzymać. Kiedy urodził się nasz synek wyszły i przygasiły światło.
    Większość położnych na oddziale też była miła i bardzo pomocna, zwłaszcza przy karmieniu piersią.
    Myślę, że powinnam jednak dostać jakieś znieczulenie, bo ból porodowy był dla mnie koszmarny i dosłownie paraliżujący. Po za tym byłam zaskoczona, kiedy lekarka przyjmująca spytała, czy myślę, że w Żeromskim rodzenie nie boli i dlaczego chcę rodzić u nich.
    Ogólnie wspominam mój poród, pomimo koszmarnego bólu, jako miłą przygodę, coś cudownego, ale to na pewno dzięki przyjaznej atmosferze panującej w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
  72. Czytając Wasze posty mam mieszane uczucia...
    Moje wspomnienia z porodu są pozytywne, a wręcz mogę powiedzieć, że bardzo dobre. Mimo wysiłku, zmęczenia i bólu wszystko poszło sprawnie i po 4 godzinach zobaczyłam mojego synka. Rodziłam w państwowym szpitalu MSWiA w Wawie. Za nic nie płaciłam, nie wynajęłam położnej, nie miałam możliwości skorzystania ze znieczulenia, nie miałam lekarza prowadzącego z jakiegokolwiek szpitala, nie miałam znajomości - zjawiłam się tam praktycznie z ulicy :) Zostałam potraktowana z godnością i szacunkiem, o wszystkim mnie informowano, wyjaśniano co będzie robione, czego mogę się spodziewać i pytano o zgodę. Przez cały czas był ze mną mąż, a personel szpitala pomógł mi i stworzył wspaniałą i ciepłą atmosferę :)
    Wydaje mi się, że przed porodem najważniejsze jest odpowiednie nastawienie psychiczne i przygotowanie do niego. Ja nie oglądałam zdjęć z porodów, na szkole rodzenia dowiedziałam się wszystkiego i utwierdziłam się w swoich decyzjach. Mam wrażenie że obecnie, szczególnie w dużych miastach wokół opieki prenatalnej i porodu robi się prawdziwy cyrk. Lekarz musi pracować w renomowanym szpitalu, przy niemalże każdej wizycie USG, ciąża jest traktowana jak choroba, prywatna położna, wynajęta sala itp - powstał prawdziwy "biznes porodowy". Ale czy to jest w tym wszystkim najważniejsze? Chyba nie...
    Jeśli oczekujemy szacunku, ludzkiego traktowania okażmy to samo personelowi który, czy tego chcemy, czy nie razem z nami będzie uczestniczył w tym najtrudniejszym momencie życia - dla dziecka i matki. W moim przypadku to się sprawdziło i wszystkim życzę takiego spełnienia i pozytywnych wspomnień. Wczoraj mój synek skończył 9 miesięcy i jest najwspanialszą rzeczą jaka mnie spotkała :)

    OdpowiedzUsuń
  73. Kiedy okazało się, że będę rodzić przez CC, zostałam zdyskryminowana przez położne. Odnosiły się do mnie z pogardą, a na moją prośbę o leki przeciwbólowe, mówiły: TRZEBA BYŁO RODZIĆ NORMALNIE TO BY NIE BOLAŁO:...

    OdpowiedzUsuń
  74. Rodziłam swoją córeczkę we Wrocławiu. Szukaliśmy z mężem szpitala, który umożliwiał kobiecie poród z osobą towarzyszącą. Znaleźliśmy takie 2. W jednym zażądano przysłowiową "cegiełkę" 600 zł w drugim 150. Wybraliśmy ten tańszy. Nie miałam lekarza prowadzącego, który pracował w szpitalu, nie miałam opłaconej położnej, nie chodziłam do szkoły rodzenia..Po prostu bardzo chciałam urodzić. Nie bałam się porodu bo wiedziałam, że muszę się zmobilizować aby Nasza córeczka jak najszybciej pojawiła się na świecie. Poród przebiegał we wspanialej atmosferze.Trafiłam na cudowną położną, która zaprowadziła Nas do osobnej sali, włączyła muzykę i bardzo dużo ze mną rozmawiała, pomagała, mówiła co mam robić, na jakim jestem etapie porodu itp. Pozwoliła chodzić, brać prysznic, nie zmuszała do leżenia i zaproponowała poród w pozycji stojącej. Córeczka urodziła się po...3 godzinach od chwili pojawienia się skurczy..( a to mój pierwszy poród). Kochane nie dajmy sie zwariować modzie na porody, prywatne sale za kilka tysięcy. Na prawdę wystarczy odpowiednie nastawienia rodzącej.

    Ps. Dodam jeszcze, że jak byłam w ciąży koleżanki namawiały mnie na..wykupienie sobie cesarki..Wiele z nich płaciło po 3-5 tyś. bo..bały się bólu..Ból porodowy wiele zalezy od samej kobiety, od jej psychiki...

    OdpowiedzUsuń
  75. Ciarki przechodzą mi po plecach jak czytam Wasze opowieści. Więc teraz ja: POZYTYWNA HISTORIA:)
    Rodziłam w Szpitalu Powiatowym w Ostródzie, jedynym w mieście (najpierw chodziłam tam do bezpłatnej szkoły rodzenia). Poród był cudowny, choć bolesny. Zgłosiłam się do szpitala o 14, bo poranne ktg było takie sobie, a urodziłam o 0.25. Wszyscy byli bardzo mili, co chwila pytali się jak się czuję, podczas parcia na samolocie położna przygasiła lekko światło, żeby mi po oczach nie świeciło, mąż był cały czas przy mnie. Nikt na mnie nie krzyczał, wręcz uspokajano mnie, pomagano oddychać.Po porodzie szybko dostałam czystą koszulę i dzidziusia. Mąż robił zdjęcia. Gdy chciałam się przespać, pielęgniarki zaopiekowały się dzieckiem na 3 godziny. Byłam w szpitalu jeszcze 2 dni. Zawsze mogłam poprosić o pomoc, pielęgniarki zaglądały, pytały jak sobie radzę z dzieckiem, czy może coś pomóc, może herbatę? Mam cudowne wspomnienia i za 2-3 lata szykuję się na powtórkę.
    W naszym szpitalu oddział jest po remoncie, sale są 2-3 osobowe z łazienkami, mi się fartnęła jedynka. Komfort jest wysoki i wszystko ZA DARMO.

    OdpowiedzUsuń
  76. Ja rodziłam w państwowym szpitalu i nie narzekam. Obsługa fachowa i miła. Nie wszystkie szpitale są w Polsce złe i nie wszystkie za granicą są idealne!!! Zależy jakie ma się wymagania...

    OdpowiedzUsuń