niegrzecznemamuski.blogspot.com

czwartek, 11 marca 2010

Pracująca matka bez wyrzutów sumienia

Jestem matką pracującą. Wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, najpierw na 2/3 a po kolejnych 3 miesiącach na pełen etat.
Pracuje w korporacji - pełen etat znaczy naprawdę pełen :)
Swoją córeczkę widzę wieczorem max tylko przez godzinę (jak zdążę), do tego dochodzą wyjazdy służbowe prawie co tydzień na dwa/trzy dni.

Gryzie mnie oczywiście to, że moje dziecko większość dnia spędza z niania (kochaną panią ale jednak niania:) Martwi mnie to, jaki będzie to miało na nią wpływ. Bo to ja chcę ją uczyć, wychowywać i pokazywać świat.

Ale - nie chcę zrezygnować z pracy i zostać w domu. Potrzebuję własnego życia, nie jestem typem matki gotowej poświęcić wszystko dla dziecka. Chcę być pełnoprawnym partnerem dla mojego męża. Macierzyński był pięknym czasem ale były momenty gdy się po prostu nudziłam. Męczyła mnie codzienna rutyna. Lubie być w pracy, mieć własne projekty, które daja mi mnóstwo satysfakcji i pewności siebie. Lubie mieć znajomych, z którymi rozmawiam nie tylko o dzieciach.

Przeczytałam ostatnio wywiad z Magdaleną Środą, która powiedziała:
"...większy autorytet ma matka czynna zawodowo, nie ta która ceruje skarpety, których nie trzeba już cerować, ani ta, która codziennie gotuje obiadki. Jest pralka, lodówka i mama ma coraz mniej do robienia w domu. Co innego mama, która pracuje, ma pasje, zna się na komputerze, jest w Sejmie, rozumie współczesny świat.
Tymczasem kobietom w Polsce wmawia się, że najważniejsze jest siedzenie w domu. Oskarża się pracujące matki, że nie sa dobrymi mamami. Więc kobiety mają wyrzuty sumienia. A ja nigdy nie uwierzę w to, że wykształcona kobieta może w pełni realizować sie tylko w macierzyństwie! Kobietom wmawia się wiele rzeczy, byle tylko nie naruszały struktury świata , która jest wygodna dla mężczyzn. Nie ma bowiem lepszej rzeczy na świecie, niż mieć w domu tradycyjną żonę, która sprząta, rodzi, kocha, o nic nie pyta i wierzy, że ta bezpłatna praca jest jej naturalnym powołaniem."

Spodobało mi sie to co przeczytałam. Szanuję matki, które podjęły świadomie decyzje o pozostaniu w domu. Ale to nie dla mnie :)

peace

UPDATE: ponieważ dyskusja jest gorąca to przytoczę cd wywiadu z Magdaleną Środą (etyk, filozof, publicystka, feministka)

GALA: Macierzyństwo to był przełom w Pani życiu?

MAGDALENA ŚRODA: Nie. Fajnie jest mieć dziecko, ale nie dorabiajmy do tego pompatycznych mitologii. Lubię dzieci. Pewno mogłabym ich mieć więcej, ale wiem, że żyję w kraju, w którym władzy na dzieciach nie zależy. Nikt kobietom nie pomaga. W komunizmie było okropnie, bo nic nie można było dostać. Teraz, w wolnej Polsce, pozamykano żłobki i przedszkola, bo polityków interesuje przede wszystkim granie w piłkę. Nie można ściągnąć alimentów, nikt nie interesuje się matkami, które wychowują niepełnosprawne dzieci. Żyjemy w kraju nieprzychylnym macierzyństwu i to trzeba zmienić. Ale już wiem, że bez posiadania władzy nie da się tego zrobić. Dlatego tak ważne są parytety.
(...)
GALA: Kobiety się nie wspierają. Potępiają te, które wypracowały sobie niezależność. Często matki uczą córki niepotrzebnej uległości wobec mężów.

MAGDALENA ŚRODA: Tak, kobiety nie umieją się wspierać, ale gdzie miały się tego nauczyć? Przez stulecia były zamknięte w domu, skupione na dzieciach, zależne wyłącznie od mężczyzn. Ci zaś uczyli się wspólnych działań, dochodzenia do konsensusu, solidarności, przyjaźni, braterstwa. Słowo „siostrzeństwo” w słownikach nie istnieje. Dopiero teraz przechodzimy trudny proces uczenia się działań wspólnotowych, ale na razie kiepsko nam to wychodzi. Kobiety, które robią kariery, są zazdrosne o inne, nie pomagają sobie wzajem.

caly wywiad tu: http://gala.onet.pl/0,1601846,1,1,magdalena_sroda,tematy.html

ps1. Z mojej strony jeszcze - tata nie przestaje byc dobrym tata tylko dlatego, ze pracuje. inni ojcowie go nie potępiają. okazało się, że jestem jednak feministką i wierzę w równouprawnienie :)
ps2. I jeszcze - jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, mam kochającego i wspierającego mnie męża, wiecznie zadowolone i uśmiechnięte dziecko.
i póki tak będzie nie zamierzam nic zmieniać :)
ps3. W filozofii Niegrzecznych Matek chodzi o uwolnienie się od terroru Być Dobra Matka przez duze D, odrzucenie wartosciowania - dobry albo zły rodzic. Chodzi tylko o to, żeby kochac swoje dzieci i dbac o nie – z radością, bez cisnienia.

miłego - spokojnego weekendu.

84 komentarze:

  1. Masz powody do dumy, że spełniasz się w pracy.
    Nie po to studiujemy, kończymy kursy, dokształcamy się, żeby siedzieć w domu. W domu wiedza zdobyta przez szereg lat nauki, często wymagającej poświęceń, z reguły na nic się nie przydaje. Każda ma prawo wyboru i prawo do własnego kształtowania swojej rzeczywistości. Jedne z nas lubią rolę matki-polki, siedzącej w domu i poświęcającej się dzieciom i ja tutaj chylę czoła, bo dla mnie to nie lada wyzwanie, ja nie ukrywam, że do pracy przychodzę odpocząć. Na macierzyńskim z wychowawczym byłam 8 miesięcy i do pracy wracałam z uśmiechem na twarzy bo lubię pracować i za każdym razem jak przychodzi mi zostać w domu z przyczyn ode mnie nie zależnych, dłużej niż tydzień tracę poczucie organizacji, nic mi się nie chce, nie umiem odpowiednio zaplanować dnia. Praca dodaje mi skrzydeł a czas wolny, który mogę poświęcić dziecku wykorzystujemy wtedy maksymalnie. I prawdą jest, że matki pracujące zawodowo, mimo, ze bywają często skonane, są bardziej wydajne, tak mi się wydaje, w moim przypadku tak właśnie jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. ŚWIAT PRZE DO PRZODU BARDZO BARDZO SZYBKO I WIELE SIĘ W ŻYCIU NASZYM I NASZYCH RODZIN ZMIENIA. WYRZUTY SUMIENIA Z POWODU POWROTU DO PRACY WE WCZESNYM DZIECIŃSTWIE MALUSZKA I O ZOSTAWIENIU GO POD OPIEKĄ NIANI ORAZ TATY NIE POWINNY MIEĆ TU MIEJSCA - CHYBA ŻE W ŚRODKU CZUJESZ ŻE COŚ JEST NIE TAK I ŻE POPEŁNIASZ BŁĄD. JESTEŚMY KOBIETAMI, KTÓRE CHCĄ SIĘ SPEŁNIAĆ NIE TYLKO JAKO MAMY, ALE RÓWNIEŻ JAKO KOBIETY I TO JEST PIĘKNE. JESTEŚMY BARDZIEJ ZORGANIZOWANE I SZCZĘŚLIWSZE, GDYŻ W ŚWIECIE PIELUCH I SMOCZKÓW ZNAJDUJEMY CZAS DLA SWOJEGO SPEŁNIENIA. PRACA NA PEŁEN ETAT NIE JEST PRZESZKODĄ - WIELE KOBIET SĄDZI INACZEJ. DLATEGO DECYDUJĄ SIĘ ZOSTAĆ W DOMU I TO JEST ICH WYBÓR, KTÓRY SOBIE BARDZO CENIĘ A DECYZJĘ KTÓRE PODJĘŁY SĄ ICH INDYWIDUALNYMI.
    URODZIŁAM PIERWSZE DZIECKO GDY MIAŁAM 18 LAT. BARDZO WCZEŚNIE. ODKRYWAŁAM CZYM JEST BYĆ MAMĄ, W DALSZEJ KOLEJNOŚCI ŻONĄ I MOŻLIWOŚCI POGODZENIA TEGO CZEGO PRAGĘ Z TYM CO POWINNAM. MOJA TEŚCIOWA, KTÓRA POŚWIĘCIŁA PRAWIE CAŁE SWOJE ŻYCIE NA PRACY W DOMU POWIEDZIAŁA DO MNIE TAK: WIĘC SIĘ ZACZĘŁO - PAMIĘTAJ OBIAD GOTOWANY CODZIENNIE, DOM WYSPRZĄTANY I DZIECKO ZADBANE. A GDY MĄŻ WRACA PO CIĘŻKIEJ PRACY DO DOMU OBIAD CIEPŁY MUSI DOSTAĆ.
    GDY USŁYSZAŁAM TE SŁOWA MYŚLAŁAM ,ŻE PIORUN WE MNIE TRZEPNĄŁ Z NIESAMOWICIE WIELKĄ MOCĄ. NIE TAK MOJE ŻYCIE MA WYGLĄDAĆ I TU MOJA "ŻYCZLIWA" TEŚCIOWA PO RAZ PIERWSZY USŁYSZAŁA NIE!!!! DOSADNE NIE!!! GDY WYGŁOSIŁAM SWĄ MOWĘ, ŻE KOBIETA NIE JEST NIEWOLNIKIEM I TAKIEGO ŻYCIA JA MIEĆ NIE BĘDĘ, ŻE MÓJ MĄŻ JAK TRZEBA BĘDZIE BĘDZIE PRAŁ PIELUCHY, GOTOWAŁ OBIADY I TAK JAK JA BĘDZIE SPRZĄTAŁ, PRAŁ I PRASOWAŁ. JA JESTEM KOBIETĄ I CHCĘ SIĘ SPEŁNIAĆ JAKO MATKA, ŻONA ALE I JAKO KOBIETA, KTÓRA W ŻYCIU CHCE ODNOSIĆ SUKCESY ZAWODOWE!!! BĘDĘ BRONIĆ SWOJEGO JA, KTÓREGO NIGDY W ŻYCIU NIE ODSTAWIE NA BOK. TYCH SŁÓW MOJA OBURZONA TEŚCIOWA DO DNIA DZISIEJSZEGO NIE ZAPOMNIAŁA - OCZYWIŚCIE OKRES OBRAZY I FOCHÓW NIE MIAŁ KOŃCA. NIE WIEM CZY JEJ PRZESZŁO, ALE RAZEM Z MĘŻEM TWORZYMY ZGRANY ZESPÓŁ I RAZEM DAJEMY SOBIE ŚWIETNIE RADĘ. DYSTANS MIĘDZY TEŚCIOWĄ A MNĄ POZOSTAŁ I TO SIĘ NIE ZMIENI, LECZ NIE TO DLA MNIE AŻ TAKIE WAŻNE.
    UWAŻAM, ŻE NIE MOŻEMY MOJE DROGIE PANIE ZAPOMNIEĆ, ŻE NASZE MARZENIA I CHĘĆ SPEŁNIENIA SIĘ NP W PRACY POWINNY BYĆ CZĄSTKĄ NASZEGO PARTNERA, KTÓRY ZAWSZE NAM POMOŻE I BĘDZIE WSPIERAŁ - TAK JAK MY TO ROBIŁYŚMY I ROBIMY :) NIE MOŻEMY ZAPOMNIEĆ, ŻE ŻYCIE NIE KOŃCZY SIĘ NA PIELUCHACH A BĘDĄC SZCZĘŚLIWĄ MAMĄ MOŻEMY BYĆ SZCZĘŚLIWĄ NP PANIĄ PREZES NA PEŁEN ETAT :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje otoczenie ostatnio prawie chciało mnie skazać na stos , ponieważ zdecydowałam ,że po 8 mc siedzenia z bliźniakami na macierzyńskim wracam do pracy . Z trudem udało mi się załatwić żłobek i udało się ...maluchy chodzą do żłobka , ja przygotowuje sie do powrotu do pracy i jest super. Moje koleżanki rozumieją mnie ale rodzina ...wszyscy próbują mnie przekonać ,że dla dzieci to tragedia ..jedyna osobą , która mnie rozumie i wspiera to mąz ;-). Ja uważam ,że jest to wybór kobiety ..nie po to kończyłam kilka kierunków ,zeby siedzieć w domu i popadac w depresje , chce sie rozwijać , uczyć i przekazywać maluchom , że życie jest fajne i że ciesze sie , że sa na świecie i nie powiem im kiedys ,że zmarnowałam życie siedząc w domu ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Miki,

    Jak ja Ciebie rozumiem, z tym, ze ja jeszcze siedze ze swoim synkiem w domu, a to juz rok bedzie za tydzien.

    Kiedy bylam w ciazy i 3 tygodnie przed terminem poszlam na macierzynski to myslalam, ze zwariuje i zadawalam sobie pytanie dlaczego nie popracowalam sobie jeszcze te 3 tygodnie i jak ja dam rade wytrzymac w domu z dzieckiem. Okazalo sie, ze moj plan powrotu do pracy po roku nie wyszedl, bo bardzo chce pobyc jeszcze kilka miesiecy z Maxem.

    Ale im dluzej siedze w domu tym mniej sensu w tym widze. Mialam straszna depresje poporodowa i przez jakies 8 miesiecy chodzilam jak zombi i gdyby nie fakt, ze moj synek ma cudowny charakter i praktycznie nie placze, tylko sie smieje non-stop, to chyba bym naprawde zwariowala.
    Odkad moj stan psychiczny sie poprawil zaczelam zauwazac mnostwo rzeczy ktore, zlozyly sie na moja depresje, a siedzenie w domu jest jedna z nich - w bardzo duzym stopniu.

    Zawsze bylam bardzo czynna zawodowo, spotykalam mnostwo bardzo interesujacych ludzi, zycie przynosilo cos nowego kazdego dnia. Ciagle cos studiowalam. To, ze siedze w domu powoduje ze nie robie nic innego tylko sprzatam, piore, prasuje itd., a moje libido jest juz takie malutkie ze chyba mikroskop nawet nie pomoze. Nie nadaje sie do bycia w domu.

    Ale juz postanowilam, ze wracam do pracy po wakacjach. Zaczelam studiowac znowu, zeby wrocic z pracujacym mozgiem.
    Usatysfakcjonowana mama to szczesliwa mama, a to rowna sie szczesliwemu dziecku.

    Dzieci pewnego dnia wyjda z domu a my zostaniemy z tym co sobie przygotowalysmy przez te lata. Jesli zycie bedzie sie toczylo tylko wokol dzieci, to na starosc czeka nas ogromna flustracja.

    Moja mama byla czynna zawodowo, na wysokich stanowiskach cale zycie, a nie wyobrazam sobie lepszej matki. Nigdy nie czulam sie opuszczona, zaniedbana itd. Bylam dumna ze mam mame, ktora na rowni z moim tata podejmuje bardzo wazne decyzje, a ludzie ja szanuja za jej kompetencje i ciezka prace. Do dzis, mimo ze jest juz na emeryturze od 5 lat, jej dawni pracownicy dzwonia z okazji imienin, przynosza male upominki z okazji swiat - przeciez to jest cudowne. Ja moge z nia porozmawiac o problemach w pracy, a nie tylko o tym jak uprac spioszki zeby plamy po zupce calkowicie zniknely.

    Nie chce zeby moj syn rosl w przekonaniu, ze kobieta zostala stworzona do uslugiwania facetom, a chyba przewaznie tak o sie to konczy gdy mama jest zawsze w domu i wszystko jest na zawolanie. No i nie chce zeby widzial mnie niezadowolona i narzekajaca, bo znowu musze cos posprzatac, czego nienawidze.

    Dlatego nie mniej wyrzutow sumienia, ze chcesz pracowac. Badz dumna z tego, ze potrafisz powiedziec sobie i swiatu prawde. Twoja corka bedzie bardziej doceniala te krotkie, ale za to szczesliwe chwile z Toba. Zobaczysz.

    Powodzenia
    Anka

    p.s. A ja juz posprzatalam po moim mezu, z ktorym mama siedziala w domu, wiec moge sie troche pouczyc ;-)

    (przepraszam ale nie mam polskich trzcionek na kompie, bo nie wiem jak to zrobic!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej mamuski:)
    Trudo jest jednoznacznie stwierdzic co jest najlepsze dla Twojego dziecka, sama wiesz chyba najlepeij bo jestes jego mama...Osobiscie gdy urodzilam mojego malucha to sobie nie wyobrazalam ze ktos inny oprocz mnie moglby go wychowywac. Rowniez jestem po studiach a w trakcie wychowywania malego tez studiowalam, zeby nie marnowac czasu, w ktorym np maly spal. Kazdy ma w zyciu swoje wybory. Ja wrocilam do pracy gdy moj synek mial dwa i pol roczku. Wtedy byl czas na pieluchy teraz jest czas na prace i realizacje innych pomyslow. Moze niektore mamy mnie zjedza, ale ja nie potrafilabym nie widziec mojego dziecka przez caly tydzien, poza weekendami czy godzine dziennie "jak sie uda"... Rozumiem jeszcze jak ktos chodzi na pol etatu do pracy badz w systemie pracy, ktory pozwala wychowywac... Znam matki ktore maja dwojke czasem trojke malych naprwde dzieci, pracuje ale przede wszystkim wychowuja. Wkoncu po to decydowalysmy sie na macierzynstwo, zeby o te dzieciaki dbac z pomoca innych ale glownie samemu. Tym bardziej ze dzieci bardzo szybko rosna i najlepsze chwile mozemy stracic z oczu :)
    To nie byl zamach na pracujace mamy, bo sama jestem pracujaca mama ;p "W zyciu mozna miec wszystko, ale nie mozna miec wszystkiego w tym samym czasie" Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo kibicuje pracującym mamusiom, jestem pełna podziwu że godzą wychowanie dzieciaczków z praca zawodową, nie krytykuje takiej drogi. Ale mam zupełnie inne podejście. Odkad pamietam moja mama byla zawsze bardzo czynna zawodowo, ciagłe kursy, szkolenia.. a my zbratem na dalszym planie. Wtedy obiecalam sobie że zrobię wszystko żeby moje dzieci nie czuły sie takie samotne, żeby nie czuły że wszystko inne jest ważne tylko nie one. Tak było u mnie. moja córeczka ma 6 miesięcy i nie wyobrazam sobie że miałabym teraz iść do pracy. Nie potzrebuje samorealizacji w pracy, rodzinka jest dla mnie najważniejsza- czy to dziwne podejście? skończyłam studia, znalazłam ciekawą pracę, pragnę wykorzystać urlop wychowawczy i być jak nadłużej z maluszkiem. Może to dziwne dla niektórych ale właśnie zajmowanie sie domem i maluszkiem daje mi szczęście, żadna praca nie byłaby w stanie dać mi tyle radości. Rozpiera mnie energia na codzień, mam mnóstwo pomysłów na minutę, uwielbiam obserwować postepy jakie robi córeczka, nie chciałabym że mnie to omineło. A kariera..??? nie wiem jak to bedzie za kilka lat, ale jestem dobrej myśli, na dzień dzisiejszy nie chce żeby córeczka widziala mnie wymęczoną i zestresowaną po pracy. KURA DOMOWA??? chyba tak, czy są tu niegrzeczne mauski, które są zadowolone z tego że są w domku i świadomie wybrały taki stan rzeczy, których wybór nie był uzależniony od mdialnej nagonki, "mądrych porad " rodziny???

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wróciłam do pracy jak synek miał skończone 6 miesięcy. Wróciłam na 1/2 etatu (ale na 8h dziennie – po 2, 3 dni w tygodniu) i miałam tak pracować przez pół roku, a później wrócić na cały etat... Stało się inaczej, nadal jestem na półetatu i będę aż syn pójdzie do przedszkola we wrześniu br.
    Nie mogłam wrócić na cały etat, bo właśnie nie chciałam, aby ktoś inny pokazywał dziecku cały świat w tych pierwszych latach, ale nie mogłam też zostać całkowicie w domu.
    Jak dla mnie jest to tak zwany złoty środek – jestem zarówno z dzieckiem (codzienne spacerki itp.) jak i spotykam się z kimś poza mamami i babciami na placu zabaw oraz jestem aktywna zawodowo.
    Wiem, że nie każdy pracodawca uszanuje takie rozwiązanie, ale jeżeli jest możliwość to polecam.
    Co do wyrzutów to i tak je mam… i to nie tylko w stosunku do dziecka (z którym przecież mogłabym „spędzać więcej czasu” gdybym nie pracowała) ale też w stosunku do pracy – że mogłabym się bardziej zaangażować zwłaszcza gdy są sytuacje podbramkowe, a ja muszę wracać do synka; w stosunku do męża – że jestem zmęczona domem, dzieckiem i pracą i nasze relacje są przez to gorsze.
    Podszeptów sumienia się nie uniknie chyba w żadnej sytuacji „mama domowa” tez je miewa tyle, że innego rodzaju. Należy po prostu w miarę swoich możliwość i warunków bytowych znaleźć ten „złoty środek”, przy którym wyrzuty są najmniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z socjologicznego punktu widzenia role matki, zony kobiety mialy przypisana od narodzin ludzkosci. Odkad ten swiat istnieje tak bylo, teraz sie w glowkach troszke poprzewracalo co niektorym dama...
    Kariera dzis jest jutro jej nie ma. Tak samo jest z pieniedzmi, bo sa to rzeczy nabyte, osiagalne na kazdym etapie zycia.Coraz czesciej spotykam sie z podejsciem kobiet ehhh ja nie bede kura domowa (cokolwiek maja na mysli) lepiej leciec na wyscig szczurow. Po co kobiety Wam dzieci skoro priorytetem jest kariera? Moze jakas niedojrzalosc emocjonalna a moze po prostu zla organizacja czasu. Jest miliony kobiet ktore pracuja zawodowo i sa matkami jednoczescie w doslownym slowa znaczeniu. Do autorki: Nie licz na to ze bedziesz najwazniejsza osoba w zyciu swojego dziecka, a moze za rok powie mama do kobiety ktora sie nim opiekuje, a jesli nawet nie powie to gwarantuje ze bedzie tak czulo, bo znajdzie w tej kobiecie fundamentalne poczuie bezpieczenstwa. Bedzie wiedzialo ze kiedy sie obudzi po "strasznm snie" to ta kobieta go przytuli i bedzie oparciem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm, zawsze zastanawia mnie to, ze ja szanuje wybory innych a inni - szczegolnie jak moga to zrobic anonimowo napisza, ze mi sie w glowie poprzewracalo :) albo mnie postraszy, ze dziecko mnie nie pozna itd. Super.

    Dziekuje innym za zrozumienie lub inny punkt widzenia. Dla mnie najwazniejsze jest to, ze kobieta ma prawo do decydowania o sobie. Nie oceniajmy tak latwo wyborow innych ludzi, szczegolnie jak ich nie znamy, nic o nich nie wiemy.

    ps. szczęśliwa matka to dobra matka. zadbajmy najpierw o siebie, żeby móc radość przekazać dzieciom. Ja rzucając pracę i zostając w domu szczęśliwa bym nie była.

    OdpowiedzUsuń
  10. Do Anonimowy odnośnie "socjologicznego punktu widzenia" i "narodzin ludzkości" to wiele się od tamtej pory zmieniło... od mężczyzny już mało kto wymaga by był JEDYNYM żywicielem rodziny przez cały okres jej trwania, więc może zostawmy prehistorię w spokoju i skupmy się na dniu dzisiejszym.
    Dlaczego nikt nie wzbudza wyrzutów sumienia w pracujących ojcach, którzy często nawet nie biorą tygodnia urlopu gdy pojawia się maluszek? Wracają wieczorami i jeżdżą na wyjazdy służbowe. Czy kontakt z ojcem jest na tyle mało istotny, że prawie wogóle się tego tematu nie porusza? A Już napewno ojcowie nie skarżą się na "wyrzuty sumienia".

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm, czyli uwazasz Miki, ze kobieta, ktora nie pracuje nie jest "pelnoprawnym partnerem dla wlasnego meza"? :-)
    Naprawde dziewczyny czujecie nagonke na to, ze wrocilyscie do pracy? Bo ja zdecydowalam sie zostac w domu, a czuje na kazdym kroku, ze moj wybor jest potepiany. Bo co ja moge: siedziec w domu, prasowac, gotowac, z mezem nie mam o czym gadac i od switu do nocy chodze w szlafroku i papilotach ;-)
    Ja od dluzszego czasu walcze ze stereotypem Kuro_zono_matko_gosposi. NIe zgadzam sie by postrzegano mnie jako obywatela nizszej kategorii bo NIE ROBIE KARIERY. Czytam ksiazki, ucze sie, mam swoje pasje, mam na nie czas, dbam o siebie, mam czas na czytanie dziecku i turlanie sie z dzieckiem po dywanie, mam supermeza, w ktorym mam oparcie i codziennie czuje jak wazne sa dla niego moja praca w domu, moj wybor i moje zdanie, wiec nie skreslajcie mnie Drogie Panie Pracujace i nie piszcie "wrocilam do pracy bo nie chce zglupiec przy garach" bo nie czuje sie od Was glupsza. Czuje w sobie sile na to by powiedziec STOP szufladkowaniu. Bardzo cenie pania M. Srode ale czy Ona naprawde wierzy, ze ja siedzac w domu ceruje skarpety?? ;-)
    Rozumiem Wasze wyrzyty sumienia i watpliwosci, kazdy je ma, kazdy myslacy czlowiek i szukajacy jak najlepszej drogi w swoim zyciu zastanawia sie, czy postepuje slusznie ale nie pocieszajcie sie i nie usprawiedliwiajcie swoich wyborow kosztem degradowania tych, ktorzy wybrali inaczej :-)
    asia

    OdpowiedzUsuń
  12. nie wiem gdzie postawic siebie w tej sytuacji, bo tak naprawde nie moge powiedziec o sobie ze jestem mama pracujaca, ale tez nie siedzaco w domu. jednak wiekszosc swojego czasu spedzam z corka i to raczej z wlasnego wyboru, od kilku lat marze o tym zeby robic cos dla siebie, to co umiem i kocham robic, ale czasami zycie toczy sie inaczej niz myslimy i planujemy, trzeba zaakceptowac je jakim jakie jest.Life!
    juz wyjasniam:)5,5 roku temu zostawilam kraj, rodzine i prace, ktora nad wyraz uwielbialam (pracowalam z Miki:) wiec nie dziwie sie ze kocha to co robi) wyszlam za maz za obcokrajowca i zyje obecnie za granica. trudno jest spelnic sie zawodowo obcej osobie w obcym kraju, traci sie poczucie wlasnej wartosci, pewnosci siebie i sily do dzialania.
    i mimo ze minelo juz kilka lat nadal wracaja wspomienia i nawet teraz, kiedy to pisze jest mi ciezko pogodzic sie z tym co zostawilam, ale dzieki mojej corce i rodzinie jaka zalozylismy z moim mezem to pouczucie wlasnej wartosci sie wyrownuje, czuje sie cudownie bedac mama, i wiem ze jestem w tym dobra, czasami niegrzeczna:) ale nadal dobra. obecnie "pracuje", niegraniczona czasowo, chodze na spotkania, ale nie musze pojawiac sie codziennie w biurze. corka miala nianke, ktora przychodzila codziennie, teraz przychodzi tylko w momencie, w ktorym ja mam swoje zajecia.
    ale tak naprawde wole byc z dzieckiem w domu.
    to moj wybor, tak jak wyborem bylo opuszczenie pracy, kraju...wszystkiego! i sprobowania zycia gdzie indziej. nie wiem, czasami sie zastanawiam jak byloby gdyby...gdybym np: nadal pracowala z Miki:) przypuszczam, ze wrocilabym do pracy.
    chce tutaj powiedziec, ze czasami sytuacja wymaga od nas tego czego nie mozemy zmienic, czasami sytuacja wymaga tego, zebysmy robily to co chcemy i kochamy, bo jest to dla nas dobre, i mimo wszystko bedziemy spelnione jako matki, zony i kobiety. uwazam, ze najwazniejszym w tym wszystkim jest to, zeby kobieta byla szczesliwa i spelniona, czy jako tylko matka, czy jako matka i kobieta sukcesu, bo szczesliwa mama to szczesliwa cala rodzina (ciagle to powtarzam!)
    p.s i nie sadze zeby dziecko do nianki, czy obcej osoby powiedzialo MAMO, chyba ze przez pomylke. dziecko zawsze wie kto jest jego rodzicami! moja corka obecnie na wszystkie kobiety mowi "mama", nawet dzisiaj powiedziala na kotke, do ktorej tulily sie kociatka, ze to nie "kotek" tylko "mama":)

    OdpowiedzUsuń
  13. Drogie Mamuśki,

    mimo że mamą zostanę dopiero za 3-4 tygodnie, już teraz chciała bym dodać swoja opinie na ten temat
    Całkowicie popieram autorke wątku i ciesze się że o tym pisze....

    Dostałam świetna ofertę pracy o jakiej zawsze marzyłam w pięknym mieście w Holandii. Rzuciliśmy z mężem poprzednią firmę i postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Tutaj też urodzę i zostanę z córcią i mężem na dłużej. Urlop macierzyński skończy mi się dokładnie jak moja Wiktoria skończy 12 tygodni. Oboje z mężem pracujemy i nie mamy zamiaru z pracy zrezygnować. Ja wracam do pracy na pół etatu - będzie to trwało pół roku, potem gdy mała będzie miała już skończone 9 miesięcy zacznę znów normalną prace na cały etat. Tak mam to uzgodnione z moim pracodawcą. Pomoc rodziców ani znajomych nie wchodzi u nas w rachubę, więc córcia będzie w żłobku od 12 tygodnia życia. Byłam w tym żłobku, rozglądałam się i nic mnie nie zaniepokoiło. Na jedną opiekunkę przypada trójka max czwórka dzieci - są to wykwalifikowane kobiety i myślę że można im zaufać, że są odpowiedzialne i dobre w tym co robią.

    Nie mogę pogodzić się natomiast z terrorem jakiemu jestem poddawana przez rodzinę i znajomych w Polsce. Wszyscy rzucają tekstami typu "no ale chyba nie wrócisz do pracy tak szybko, co?" albo "żłobek... nie nie , no chyba żartujesz, wszystko tylko nie żłobek, dziecko obsikane będzie leżało godzinami zanim je ktoś przewinie".

    Tysiące dzieci wychowało się w żłobkach i myślę że ani ich zdrowie ani psychika na tym nie ucierpiała. Czy naprawdę jest coś złego w tym, że chcę zapewnić dziecku odpowiednią opiekę podczas czasu kiedy będę w pracy. Czy lepiej żebym siedziała w domu sfrustrowana tym, że nie realizuje się zawodowo i rezygnuję z marzeń. Czy jest to powód, aby już zawczasu nazywać mnie wyrodną matką myślącą jedynie o karierze i zarabianiu pieniędzy???

    Ciekawa jestem opinii innych matek, które są w podobnych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja osobiście wolę "skarpetki cerować" mojemu synkowi niż iść do pracy, w której niestety nie ma mowy o zawodowym rozwoju. W życiu bywa jednak różnie. Mój mąż ma zawsze pod górkę jak ma iść do pracy. Szuka łatwego zarobku z możliwością leżenia na kanapie. A za coś trzeba dziecku dać jeść. Ja więc nie mam wyboru. Wracam do pracy na pełen etat z wyrzutami sumienia, że zostawiam dziecko z mężem, który jak do tej pory nie miał dla małego czasu i nie jestem szczęśliwa z tego powodu. Wydaje mi się, że każda z nas powinna mieć prawo wyboru w jaki sposób będzie się realizować jako matka. Bo szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. Więc jeśli ktoś chce wracać do pracy i zostawić dziecko z nianią to proszę bardzo, nie widzę w tym nic złego. Tak samo jak nie widzę nic złego w tym, że ktoś inny wybiera pozostanie w domu z dzieckiem trochę dłużej niż 6 miesięcy. Najważniejsze to mieć wybór.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zanim urodziłam pierwsze dziecko pracowałam z korporacji. Podobało mi się to. Decyzja o macierzyństwie byla świadoma i od razu zakladałam, że do pracy mogę nie wrócić. Tak też się stało. Nie wyobrażałam sobie zupełnie widzieć dziecko przez godzinę czy dwie a jego wychowanie powierzyć opiekunce. Dlatego też dość szybo zdecydowałam się na drugie dziecko. Mam więc dwójkę z małą różnicą wieku. Kiedy mlodsza skończyła roczek założyłam własna malutką firmę i pracowałam powoli - dostosowując się do rytmu dnia dzieciaków. Odkąd młodsza skończyła dwa lata chodzi do przedszkola a ja pracuję coraz więcej, ale po 15 kończy się moja praca i jest czas dla dzieci. Inaczej sobie nie wyobrażam, nie decydowałabym się na dzieci wiedząc, że będę z nimi spedzać godzinę dziennie. Dlatego rozwinęłam taką działalność która mi umożliwia normalny kontakt z dziecmi. Moze nie jest tak dochodowa jak etat w korporacji, ale bez przesady, kwestia hierarchi ważności. Zresztą cały czs się roziwjam, doszkalam, szukam nowych dróg, ale cały czas ze świadomością, że dzieci po powrocie o 15 z przedszkola mają mieć mamę i dom. Oczywiście robię czasem pewne odstępstwa ale to wyjątki. I nie chodzi o to, że pretenduję do roli najważniejszej osoby w życiu moich dzieci. Ja po prostu uwielbiam spędzac z nimi czas, uwielbiam nasze zabawy, gry, wygłupy, spacery, wycieczki. Czuję, że widząc dziecko godzinę dziennie wiele bym straciła. Nie potepiam matek które wybrały inaczej, ale niekoniecznie je rozumiem. Ale dziecko przez godzinę dziennie?- to nie dla mnie.
    pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ej, mozę wprowadzimy zakaz anonimowych postów?
    Bo nawet nie wiem jak się odnieść do wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  17. Asiu - absolutnie nikt nie degraduje matek, ktore chca byc w domu z dzieckiem! Przeciwnie - bardzo szanuje, bo dla mnie byloby to bardzo ciezkie i nie wiem czy umialabym sie odnalezc.

    Napisalam tylko o sobie, o moich wyborach. I dla mojego meza nie bylabym pelnoprawna partnerka, bo wiem, ze ceni mnie rowniez za to co robie zawodowo. Pracujemy w tej samej branzy i praca jest tez nasza pasja.

    Mysle tez, ze nie trzeba 'opowiadac' sie po jednej ze stron - kazda kobieta - tak jak napisala Magda - wie co ja spelnia, co czyni, ze jest zadowolona i bardzo dobrze!

    Nie ma jednego idealnego modelu dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  18. Co do anonimowych - bardzo by bylo miło gdybyście się dziewczyny rejestrowały i pisały tak, abyśmy mogły wszystkie kojarzyć kogo czytamy :) Ale nie wiem czy wymuszanie jest dobrym sposobem :)

    Ja zaczełam pracę po 1 miesiącu. W domu. Z doskoku, telefon i komputer i robiłam kiedy Kuba spał. To była moja odskocznia od dziecka. Skupienie myśli na czymś innym było dla mnie bardzo ważne.

    Zostałabym z dzieckiem w domu z wielką radością gdybym mieszkała w miejscu gdzie mogę całe dnie spędzać poza domem i się nie nudzić. Chociaż wtedy określenie 'w domu' raczej nie na miejscu :) Nie nudzę się niby z zarazkiem w domu, ale na dłuższą metę - nieeeee...

    Własny business to jest jednak fajna sprawa. Tak jak dzis, kiedy nei mam z kim małego zostawic - biore go ze sobą do firmy i nikt mi nie powie 'co pani tu z dzieckiem robi' ;) I wiem że nie zrobię tyle ile powinnam, ale połowę napewno a i poszaleję w przerwie z dzieckiem i zjemy razem obiad :) Czad :) No i mam to szczęście ze tata pracuje ze mną - więc wymieniamy sie opieką.

    OdpowiedzUsuń
  19. Joanna, co do terroru otoczenia.
    To zamurowało mnie i zamilkłam na blisko 13 sekund, gdy przy świątecznym obiedzie, moja ciotka wypaliła że śiertelną powagą "Rodzice w domach starców są podziękowaniem dzieci za żłobki". Taaak. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, no to skwitowałam uśmiechem a... a w myśłi sobie ładnie zaklnęłam. Niegrzeczna, grzecznie wychowana mamuśka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj, oj zakaz anonimowych. A może nie czuję obowiązku zakładania konta na googlu skoro jest tak opcja? Nazywam się Agata a konta zakładać nie zamierzam:) Ten wpis o organizacji pracy tak żeby mieć czas dla dzieci jest mój:)

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja mysle ze jednak czuje sie ta nagonke robienia kariery. Nikt nie napisal o tym ze kobiety pracujace nie maja pracowac, wrecz przeciwnie. Maja sie rozwijac i normalnie zyc, ale podczas 24 h na dobe trzeba znalezdz czas na prace i na dzieci. Jak pisalam wczesniej tez mam dziecko i tez pracuje a jednak nie wyobrazam sobie zeby widziec dziecko moze godzine "jak sie uda" ehhhh Nie unos sie nikt Cie nie potepia, raczej staramy sie cos wytlumaczyc.
    Katy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja jestem jeszcze mamą na macierzyńskim, po macierzyńskim wracam do pracy i Babcia mojego brzdąca idzie na "urlop wychowawczy" :). Ale jak Bóg mi świadkiem, gdyby nie to, że muszę po macierzyńskim wracać do pracy (bo jak nie wrócę to ją po prostu stracę - twarda rzeczywistość) to zostałabym z moim maluchem na urlopie wychowawczym, i nie ważne, że mam prawnicze wykształcenie i się spełniam w pracy. Po prostu ciężko jest mi oswoić się z myślą, że będę musiała rozstawać się ze swoim synkiem na całe dnie, że może przeoczę jego pierwsze kroki, lub inne ważne wydarzenia z jego niemowlęcego życia... co wcale nie znaczy, że w domu nie przykrzy mi się czasem pioruńsko, i że czasem moje kochane dziecko da mi tak w kość że mam ochotę gdzieś wyjść i zostawić go z tatusiem ;P co by zaznał uroków 'macierzyństwa' :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zosiu, jestem psychicznie naszykowana na tego rodzaju opinie, ponieważ jak maleństwo będzie miało 6 tygodni zjawimy się z nim na uroczystości rodzinnej i pewnie wszyscy będą pytać co dalej... pytać i dawać dobre rady... już pomijając fakt że z tak małym dzieckiem będę lecieć samolotem z tej mojej jakże dalekiej Holandii, co jest oczywiście tak samo godne potępienia w oczach rodziny jak wysłanie 12 tygodniowego dziecka do żłobka... :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. a co do osób krytykujących Miki, to należy się zastanowić, czy jakby siedziała w domu, była sfrustrowana i niezadowolona, wręcz nieszczęśliwa bo czegoś bardzo dla niej istotnego w życiu by jej brakowało, to czy byłaby dobrą matką???

    ja uważam, że nie. Bo powtórzę za innymi wypowiadającymi się tu mamami: szczęśliwa mama to i szczęśliwe dziecko.
    Każda z nas podejmuje decyzje zgodne z własnym sumieniem i możliwościami. Możemy się ze sobą nie zgadzać, być może i nie rozumieć, ale powinnyśmy się szanować, nie krytykować i nie potępiać za dokonane wybory.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  25. W całej tej sprawie, czy zostac w domu z dzieckiem czy iść do pracy chodzi o to, żeby to zrobić w zgodzie z wlasnym sumieniem. Banał "szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko" jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Jeżeli mama chce zostać w domu i poświęcić się dziecku, mężowi, domowi, to niech tak zrobi. Jeżeli mama chce iść do pracy, to również niech tak zrobi. Chodzi tu jedynie o to, żeby nie krytykować związanych z tym decyzji.

    Jak byłam w ciąży, muślałam że po macierzyńskim pójde na wychowawczy, bo tak będzie najlepiej dla dziecka i dla mnie. Urodziłam, moje szczęście ma 4 miesiące, a ja MARZĘ O TYM ŻEBY IŚĆ DO PRACY. Moja córa jest mega płaczliwym typem i po calym dniu (mąż wraca z pracy o 17,18) jestem fizycznie i psychicznie wykończona. Kocham moje dziecko nad życie, ale jak wróce do pracy za 2 miesiące, to wiem, że będę miala więcej sily i cierpliwości dla mojego Płaczka

    OdpowiedzUsuń
  26. ja właśnie jestem taką sfrustrowaną matką. Siedzę z dzieckiem już półtora roku i to nie był mój wybór tylko przymus. Przez to, że po macierzyńskim nie wróciłam do pracy straciłam ją, a na nową nie mam co liczyć bo nie mam z kim zostawić dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  27. A może znajdzie się ktos kto zatrudni 'zdalnie' albo na pół etatu ? Może żłobek albo niania na te pare godzin ? Może załóż coś własnego - są jakieś skromne dotacje na własne coś z urzedu miasta - bodajze 5 srednich krajowych :) Wiesz co chciałabys robic? Pomysl o tym realnie!

    OdpowiedzUsuń
  28. Kasica jasne - "szczęśliwa matka szczęśliwe dziecko". Wszystko się zgadza. Tylko pomiędzy widywaniem dziecka przez godzinę dziennie a aktywnością zawodową i ogólnie pozadomową jest jednak sporo miejsca do zagospodarowania. I spora różnica moim zdaniem
    pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  29. zosiabg wszyscy nawet rodzina podcinają mi skrzydła więc jak JA SAMA mam w siebie uwierzyć???

    OdpowiedzUsuń
  30. Jestem zdania ze kazda kobieta powinna miec szanse na podjecie wlasnej decyzji w zgodzie z wlasnym sercem, czy zostaje z dzieckiem w domu czy wraca do pracy. Przeraza mnie jednak to gdy ta determinacja zeby "nie ograniczac sie do bycia tylko matka" pcha kobiety do widywania ich przez godzine, dwie dziennie. Dla mnie to jest tragedia. Ja decydowalam sie na dziecko po to zeby z nim byc, zeby pokazywac mu swiat, zeby podetrzec mu pupe, gila z nosa,zeby zobaczyc jego pierwsze kroki i uslyszcec fascynujace historie w jego wlasnym jezyku, a nie po to zeby urodzic je, gdzies tam miec i zwalac cala "czarna robote" na nianie czy babcie. Ja siedze z moimi blizniakami juz prawie 3 lata w domu i juz naprawde czasami chce mi sie wyc do ksiezyca. Nie wazam siebie za lepsza matke przez to ze nie sa z niania, ale przeraza mnie gdy matki "uciekaja' przed dziecmi i trudami macierzynstwa do pracy i widza je przez godzinne dziennie. Dla mnie to już porażka z dorobiona ideologia. Jestesmy matkami - bardzo waznymi osobami w zyciu naszych dzieci, a mowienie ze nie do tego sprowadza sie nasze zycie, ze nie po to konczylysmy milon kierunkow zeby to dziecko bylo najwazniejsze tylko mnie zasmuca. Pewnie, pracujmy, rozwijamy sie, doształcajmy ale nie takim kosztem!!!!!! Mozna byc spelniona matka nie widujac dziecka tylko godzine dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  31. dziś w tv była Martyna Wojciechowska z okazji tego, że została wybrana Kobietą Roku 2009 Twojego Stylu. Pamiętam jak parę lat temu wybuchł wielki "skandal", że zostawiła chyba 3 miesięczną córcię w domu i wyruszyła na kolejną wyprawę. Afera była straszna, oburzone kobiety (głównie kobiety!!) wypowiadały się jaka to z Niej matka, jaki egoizm, że dziecko osierocone, że brak więzi itd. Pamiętam też słowa jakie powiedziała po powrocie, komentując tą całą zadymę. Stwierdziła, że po cholerę ten cały feminizm i gadanie o samostanowieniu czy wolnym wyborze, skoro kobiety same chcą siebie nawzajem pozamykać w domach. Nie miałam wtedy dziecka, nie znałam tego niesamowitego uczucia bycia mamą, ale całkowicie się z nią zgadzałam. Teraz też! Zdrowa dawka egoizmu jest bardzo potrzeba do normalnego, szczęśliwego funkcjonowania.
    Od 5 miesięcy jestem w domu z Młodzieńcem, póki co jest dobrze, tzn mi dobrze, ale coraz częściej zaczynam myśleć o pracy. I jeśli tylko nadarzy się okazja nie zawaham się z niej skorzystać

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja gdy tylko wspomniałam w mojej rodzinie że chciałabym pójść do pracy, a małego (wtedy 6m-c) posłać do żłobka zostałam nazwana "wyrodną matką" i "okropną macochą"
    Poddałam się i zostałam w domu. Mały ma obecnie rok, ja nadal siedzę w domu czuję się fatalnie (mam wrażenie że popadam w depresje) Ja zawsze pracowałam, zawsze byłam otoczona ludźmi i bardzo mi tego brakuje. Mam nadzieję że już w kwietniu uda mi się wrócić do pracy...
    "DOBRA MATKA-TO SZCZĘŚLIWA MATKA" i nieważne czy pracująca, czy siedząca w domu, ważne by czuła się spełniona i szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  33. Rodzina podcina skrzydła ? To zrób im na złość, ciężko, wiem, ale da się. Wiem to z własnego doświadczenia. I często boli. Ale DA SIĘ :) Tylko trzeba uwierzyc w to. Mozesz zaczac po cichu, myslec co bys chciala - w domu masz internet z tego co widze, telefon pewnie też ;) Szukaj, mysl, stwórz sobie plan. Postaw ich przed faktem dokonanym. Co masz do stracenia?

    OdpowiedzUsuń
  34. 2 sprostowania:
    - córeczke widzę tylko godzinne wieczorem,ale poranki zawsze sa nasze :)
    - moja organizacja pracy jest bdb, nim mialam dziecko pracowalam po 10, 12 godzin albo i dluzej, w weekendy czasami tez. Teraz mam tyle samo obowiazkow ale wyrabiam sie w 8 godz :) Matki pracujace sa baardzo dobrze zorganizowane, w pracy nie trace czasu na kawe, pogaduszki, facebooka (no dzis akurat 'trace' na tego bloga ale temat mi bliski;) tylko pracuje. Stalam sie bardziej efektywna od kiedy spieszno mi wracac do domu. Maz zreszta tak samo :)

    A wlasnie - dlaczego tata nie przestaje byc tata dlatego, ze pracuje i nie spedza calego dnia z dzieckiem?

    Wlasny biznes - tez myslalam i moze za jakis czas :) chociaz mowia, ze jak wlasny to czesto jeszcze wiecej czasu zajmuje. Bo ja teraz - wychodze z pracy i sie wylaczam:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Bo zajmuje, jak sie podliczy. Są tygodnie kiedy sie siedzi po nocach, w weekendy. Ale elastycznosc jest wieksza. I wiesz kiedy musisz zostac i wiesz ze nie robisz tego bo masz to wpisane w zakres obowiazkow, a robisz to bo to TWOJE :) Inne zaangażowanie. Trzeba szybko sie uczyc, szczegolnie na błedach. Ale jest fajnie :) Mowie to z 5-cio letniego doswiadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  36. Laczmy sie! My! Kobiety korporacji!
    Ja bardzo podziwiam zarowno te matki ktore wybraly prace zawodowa (tak jak ja) jak i te ktore siedza w domu bo obie opcje to wyzwanie. Ja akurat nie wyobrazam sobie pozostania w domu bo to mogloby oznaczac: chodzenie w pizamie do poludnia, brak make-upu, wlosy wciaz zwiazane w kucyk i pewnie zaniedbala bym sie do granic mozliwosci :) Ja musze miec narzucona rutyne.
    Moja korporacja bardzo szanuje matki pracujace (na szczescie). Nie ma problemu z dniami wolnymi czy wczesniejszym wyjsciem.
    Dziecko - ma wspaniala nianie z ktora uwielbia spedzac czas od poniedzialku do piatku.
    Spelniam sie jako matka i czlowiek korporacji i przestalam sie juz przejmowac komentarzami na temat kariery kosztem dziecka. Nikt w naszym ukladnie nie czuje sie pokrzywdzony :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Jestem obecnie w domu z dziećmi już dwa lata, ale powoli zaczyna mi brakować pracy, ludzi, nowych wyzwań, nauki. Z racji tego, że przed zajściem w ciążę z pierwszym dzieckiem nie byłam do końca zadowolona ze swojej pracy z przyjemnością zostałam z nim w domu, również dlatego zdecydowałam się na druge dziecko już jak pierwsze miało 6 miesięcy. Obecnie planuję od września posłać obu chłopaków do żłobka, chociaż jeszcze oficjalnie się nie dostaliśmy, ale jestem dobrej myśli. Momentami mam dość moich dzieci, nudzi mi się siedzenie w domu, chciałabym się rozwijać zawodowo itd., na dłuższą metę nie wytrzymałabym w domu z dziećmi, z resztą i tak tego nigdy nie planowałam. Nie wyobrażam sobie zamknięcia w domu i zajmowania się tylko dziećmi.
    P.S. Ad Anonimowy zawsze jest jakieś wyjście :-)

    OdpowiedzUsuń
  38. Z jednej strony bardzo cenię to, ze mam pracę, może nie koniecznie wymarzoną, ale jest, z drugiej wiem, że gdybym mogła sobie pozwolić na 2 lata siedzenia w domu z dzieckiem, byłabym bardzo szczęśliwa. A gdybym jeszcze po urlopie mogła spokojnie wrócić do poprzedniej pracy, uznałabym, że mieszkam z fajnym kraju, w którym młoda mama nie jest z góry skazywana na przegraną i spokojnie może się realizować i zawodowo i rodzinnie. Nie mogę z powodów finansowych. Na szczęście mój pracodawca jest super prorodzinny i nie stwarza problemów, jednak po pół roku macierzyńskiego usłyszałam, że jeśli po 8 miesiącach nie wrócę do pracy, będzie musiał na moje miejsce poszukać kogoś nowego (dodam, że w tym czasie miałam zastępstwo ). Nie potępiam mam decydujących się na pozostanie z dzieckiem, a wręcz im zazdroszczę, uważam bowiem, że jednak większość z nas gdyby miała taką możliwość i spokojnie mogłaby sobie bez konsekwencji pozwolić na siedzenie z dzieckiem w domu przez pierwsze dwa lata, ba - chociaż rok, pewnie by się na to zdecydowała. Realia są inne i nie ukrywam, że chciałabym, żeby urlop macierzyński trwał rok.

    OdpowiedzUsuń
  39. INFO: od teraz by coś u nas napisać trzeba się podpisać :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie pracuje zawodowo, czyli SIEDZĘ w domu. codziennie obiad z dwóch dań, który zazwyczaj my jemy-rodzice, moje dwuletnie bliźniaki też czasami coś skubną, ale zdecydowanie bardziej wolą inne ZAKAZANE RZECZY. A że mieszkamy z teściową, więc daje je po kryjomu z wielkimi wyrzutami sumienia. Zresztą codziennie mam wyrzuty sumienia, gdyż popełniam WIELE GRZECHÓW (o których piszecie,ale ja je muszę popełniać po cichutku i w skrytości). Chętnie podpiszę się pod Waszymi listami, bo jestem chyba też NIEGRZECZNA.
    Rano włączam bajkę dzieciom i dosypiam zarwane noce. też po kryjomu, cichutko,aby babcia przypadkiem mnie nie nakryła. a jak zaczynają marudzić to zawsze mam pod poduszką schowane żelki lub czekoladki i jeszcze chwilką spanka...
    Piszę ten post też po kryjomu, na desce do prasowania, bo jak dzieci śpią to ja MUSZĘ wykorzystać ten czas praktycznie (umyć podłogę, poprasować,..... ).
    Jestem bardzo, BARDZO ZMĘCZONA tym co muszę i tym wszystkim PO KRYJOMU!!!!! I tak mam mnóstwo obowiązków, gdyż babcia jest tylko od pilnowania.... MNIE, nie wnuków (ani razu nie była z nimi na spacerze, czy nie pobawiła się,abym miała wolne, bo ja i tak przecież NIE PRACUJĘ A SIEDZĘ W DOMU!!!!! Zresztą SIEDZĘ z dziećmi i babcią rencistką, której trzeba obiad pod nos, czyli jakby moje 3 dziecko... jestem zmęczona i coraz bardziej rozgoryczona tym SIEDZENIEM.
    siedząca mama

    OdpowiedzUsuń
  41. super, że masz pracę, jesteś czynna zawodowo, spełniasz sie w tym co robisz! Ja siedzę w domu wcale nie z własnego wyboru! Mieszkam w małej mieścinie i ciężko o jakąkolwiek pracę, nie chcą mnie nawet do sklepu bo twierdzą, że z mgr nie powinnam pracować w sklepie....a ja chciałabym gdziekolwiek byle wyjść z domu! Świętem jest jak wyjdę bez małej na zakupy a i z kasa liczyć sie trzeba bo 1 pensja! staram sie dorabiać jak tylko umiem....a, że umiem ;) to w wolnych chwilach i wieczorami poświęcam sie pasji tj. robię biżuterię z drewna, filcu, masy termoutwardzalnej, na szydełku i ze wszystkiego co mi w ręce wpadnie! Bawię sie metodą decoupage i sprzedaję po znajomych! przerabiam szyję itp! ale oddałabym to wszystko by na 8h zniknąć z domu i pracować! Bo męczę się, duszę się....nie daje rady

    OdpowiedzUsuń
  42. Hej Dziewczyny,
    z zaintersowaniem czytam dyskusję wywołaną przez Miki. Ja jestem mamą od dwóch miesięcy. Kiedy byłam w ciąży myślałam, że będę chciała siedzieć w domu bardzo, bardzo długo. Jednak zdecydowanie uważam, że powrót do pracy która jest naszą pasją to "najlepszy kop energetyczny" który tylko może pomóc w wychowywaniu naszego dziecka.
    Oczywiście każda z nas musi znaleźć ten złoty środek pomiędzy czasem spędanym w pracy, a czasem który poświęca dziecku i tu jak najbardziej się zgadzam nie ma jednego, idealnego schematu. Trzeba po prostu pilnować, żeby być w zgodzie ze sobą.I życzmy sobie wszystkie, żebyśmy taki wybór miały.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kurcze napisalam sie i wcielo mi komentarz :(

    OdpowiedzUsuń
  44. Hej,
    Jestem mama dwoch chlopcow. Po urodzeniu obydwu wrocilam do firmy po 12 tygodniach (podobnie jak Joanna mieszkam w Holandii i tyle wynosi tu macierzynski). Na poczatku rzeczywiscie sie obawialam, bo jak takiego niespelna trzymiesiecznego maluszka oddac do zlobka? Jednak szybko sie przekonalam, ze nie wplywa to negatywnie na jego rozwoj. Wrecz przeciwnie: holenderskie zlobki sa swietnie skonstruowane, jest mnostwo zajec, dzieci nie zajmuja sie same soba, jedna pani przypada na ok. 4 maluchow, a stosunki miedzy paniami i dziecmi sa bardzo przyjacielskie i partnerskie. Bardzo szybko zauwazylam, ze Filip bardzo duzo uczy sie bedac w zlobku. Z drugim dzieckiem nie mialam juz takich oporow.
    Chce tylko jedno powiedziec: nie ilosc, a jakosc czasu spedzanego z dziecmi sie liczy. Ja po pracy spedzam okolo dwoch godzin z chlopakami. Jednak wspolne przygotowanie posilku, wspolny obiad, wieczorne czytanie bajki czy przytulanki przed snem sa dla mnie bardzo wazne i wartosciowe. Pracuje cztery dni w tygodniu, weekendy spedzamy zawsze razem (tatus oczywiscie tez)wiec uwazam ze spedzamy z dziecmi bardzo duzo czasu. I wiem, ze moje dzieci sa szczesliwe. Widze codziennie usmiechy na ich twarzach, slysze slowo "kocham Cie" i nigdy nie slyszalam, zeby powiedzialy do Pani w zlobku "mamo.
    Nie krytykuje mam bedacych z dziecmi w domu, wrecz przeciwnie, bardzo je podziwiam, bo wiem jaka to ciezka praca. Ja jednak wole pracowac, bo wiem, ze siedzenie w domu skonczyloby sie w moim przypadku frustracja.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy

    OdpowiedzUsuń
  45. Mam nadzieję, że prof. Środa miała co innego na myśli. Liczę na to, bo ją szanuję. Myślę, że chodziło jej o matkę spełnioną. Bo siedząc w domu można mieć pasje, korzystać z udogodnień typu pralka i lodówka, znać się na komputerze i rozumieć współczesny świat. Są kobiety, ktore spędzają tak swoje życie, bo tak wybrały i nie podoba mi się mówienie, że dziecko nie będzie miało do nich szacunku. Myślę, że stąd matki PRACUJĄCE w domu poczuły się zaatakowane...
    Ja myślałam, że wrócę na kilka godzin dziennie 2-3 razy w tygodniu, jak moja córka będzie mieć 2 miesiące. Miałam dla niej zagwarantowany oddzielny cichy pokój z moim mężem, który się na to zgodził. Bo nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Że stracę moją ukochaną pracę, że będę SIEDZIEĆ W DOMU. Ja? Wreszcie przeleżałam 9 miesięcy, wystarczy. Ale kiedy zajrzałam jej w te oczka nie chciało mi się ngdzie wracać, za niczym się uganiać.Wszystko tam w pracy wydało mi się takie... śmieszne, mało istotne.
    Zostałam w domu i dziękowałam w duchu za to, że nie muszę wracać. Że mam taką, a nie inną pracę /oczywiście tracę pozycję na rynku, ale jakoś sobie z tym poradzę ;)/ i że mogę sobie pozwolić na życie z jednej pensji. Dziękowałam również za to, że mój mąż nigdy nie dał mi do zrozumienia, że mniej znaczę przez to, że nie wychodzę co rano do pracy. Że docenia to, co robię, wspiera a nie raz i nie dwa chętnie by się zamienił ;) Jak Tola miała 21 miesięcy, zaczęła chodzić do przedszkola do grupy maluszków - napierw 2 razy w tygodniu od 8 do 12, potem 3 razy w tygodniu. I ten czas jest mi bardzo potrzebny. Czasem po to, żeby trochę popracować - mam ten komfort, że mogę wybrać projekty, ktore przychodzą, zazwyczaj biorę fajne i drobne, żeby nie zaciągać zobowiązań ktorym potem nie podołam, bo będę musiała to zrobić kosztem dziecka. A czasem po prostu potrzebuję posiedzieć sama ze sobą. Cały czas to ona jest dla mnie na pierwszym planie. Ten plan wyglądał tak, że tak będziemy żyć do września - wtedy mogła pójść do przedszkola do normalnej grupy, a ja wrócić do pracy do 15, bo wtedy zamykają przedszkole /wybór z pełną premedytacją/.
    Pewnie pójdzie, ale ja znowu zostaję w domu - z drugim maluchem. Zaczynam od początku. I jest dla mnie oczywiste, że pójdzie to tą samą drogą. Dopóki będę mieć z tego więcej radości, niż frustracji, będę spędzać czas z moimi dziećmi. Będę fascynować się ich rozwojem, wspierać, obcałowywać i obsztorcowywać w sposób, jaki uznaję za stosowny, dokumentować i spisywać, jakimi są fanastycznymi ludźmi. Uwielbiam to :) Byłabym bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, gdyby ktoś odebrał mi do tego prawo.

    OdpowiedzUsuń
  46. Magda, uwielbiam Cie, naprawdę, szczerze i bez ograniczeń!!

    OdpowiedzUsuń
  47. Magda, to najlepsze z możliwych podsumowanie tego wątku.

    OdpowiedzUsuń
  48. Witam was!!!ja siedzę w domu od 8 lat,mam dzieci w przedszkolu,jestem zmęczona psychicznie i fizycznie,nie mam sił na zrobienie czegokolwiek,maż pracuje daleko,praktyczni ego nie ma.jestem sama.czuje,że życie się dla mnie skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja również tak jak Magda nie wyobrażam sobie jeszcze teraz zostawić swoje prawie dwuletnie dziecko i pójść do pracy. Już w ciąży wiedziałam, że zostanę w domu tak długo jak to będzie możliwe. Wracałabym tam z wyrzutami, że nie zdążyłam mu jeszcze wszystkiego pokazać, przekazać i nauczyć. Każdy wspólnie spędzony dzień to spełnienie marzeń sprzed kilku lat. I choć czasami potrzebuje pobyć sama ze soba to nie wyobrażam sobie być gdzie indziej przez 8 godzin na dobę.

    OdpowiedzUsuń
  50. Bardzo bym chciała, żeby mamy zajmujące się dzieckiem w domu na pełny etat i te chodzące do pracy szanowały się wzajemnie i wspierały, bo antagonizacja nie prowadzi do niczego. Wszystkie staramy się być jak najlepszymi mamami dla swoich dzieci, wybieramy tylko inne środki w dążeniu do celu. Ja podziwiam Was wszystkie - za Wasze codzienne walki, za pokonywanie trudności, za zaciskanie zębów, kiedy coś idzie nie tak. Proszę, pozwólcie mi wierzyć, że solidarność jajników istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  51. Moje pytanie jest proste, to po co wogole sie na To dziecko zdecydowalas, jesli wogole z nim nie spedzasz czasu? Moim zdaniem bardzo egosityczne i zupelnie bezsensu!

    OdpowiedzUsuń
  52. czytacze: usiądź sobie na spokojnie, przeczytaj komentarz fiony_apple powyżej Twojego i zastanów się chwilkę...

    OdpowiedzUsuń
  53. "...większy autorytet ma matka czynna zawodowo, nie ta która ceruje skarpety, których nie trzeba już cerować, ani ta, która codziennie gotuje obiadki. Jest pralka, lodówka i mama ma coraz mniej do robienia w domu. Co innego mama, która pracuje, ma pasje, zna się na komputerze, jest w Sejmie, rozumie współczesny świat.CZY PRZEZ TO MAM CZUĆ SIĘ GORSZA? CZY OKREŚLENIE PEŁNOPRAWNA DLA SWEGO PARTNERA-MA SPRAWIĆ ,ŻE POCZUJĘ SIĘ NIC NIE WARTA? OTÓŻ NIE JESTEM BARDZO SZCZĘŚLIWA ,ŻE NIE MUSZE GONIĆ ZA KARIERA I PRACĄ JESTEM DUMNA Z TEGO ZE JESTEM MAMA I MOGĘ BYĆ Z MOJĄ BESTIĄ
    POZDRAWIAM K.SZ.

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie zgadzam się z wypowiedzią Magdaleny Środy. Szkoda, że w naszym kraju nie można byc po środku tylko albo kariera i wtedy "brawa" dla mamy, a jak dom i dzieci to już marnowanie czasu. Mam dwójkę dzieci 4 i 2,5 roku i trzecie w drodze. Nigdy nie ciągnęło mnie do kariery i pracy poza domem, czy przez to mam się czuc gorsza i bezużyteczna? Rzeczywiście mój mąż finansowego wsparcia we mnie nie ma, ale czy to jest najażniejsze? Bycie w domu to nie tylko sprzątanie i gotowanie, to także dbanie o relacje z dziecmi i przede wszystkim z mężem. Nie wyobrażam sobie jak można to pogodzic będąc w domu z dzieckiem godzinę dziennie. Nie chcę tu nikogo potępiac, ale nie łudźmy się, że tyle czasu poświęconemu dziecku da silną więź. Czy nie możemy uszanowac pracy zarówno mamy pracującej w domu jak i robiącej karierę?

    OdpowiedzUsuń
  55. Siedzę z dzieckiem w domu raczej z konieczności niż z wyboru, nigdy nie potepiałam matek wracających do pracy jeśli tlko muszą bądź potrzebują choć dziecko jeszcze małe. Przyznam jednak że list autorki wątku wstrząsnął mną nieźle. We wszystkim należy zachować umiar i proporcje. Niewyobrażam sobie jak można aż tak mało widywać się z dzieckiem. Praca pracą , rozwój rozwojem ale autorka musi mieć świadomość że dziecko to żywa istota i ma swoje potrzeby. Trudno będzie nadrobić stracony czas i wypracować silną więź z dzieckiem którego się prawie nie widzi. Odnoszę wrażenie że dziecko było jeszcze kolejnym szczeblem do zaliczenia w jej przemyślanym życiu. W odpowiednim czasie studia, dobra praca i gdzieś po drodze dziecko bo już na nie czas. Kolejne zadanie zaliczone i odhaczone. Koszmar, jak dla mnie zaznaczam.Mimo że czasem mam ochotę zwiać z domu to jednak chcę być z dzieckiem a nie tylko mieć dziecko. Oczywiście to życie autorki i jej wybory, niech robi jak chce ale musi się liczyć z tym że kiedyś usłyszy słowo mama skierowane nie do niej a do opiekunki, niestety ....

    OdpowiedzUsuń
  56. A ja mam takie wrażenie, że brakuje toleracji, właśnie dla takich mam jak Miki i inne dziewczyny, które mają takie podejście jak one. Właśnie o to chodzi, że inicjatywa bloga jest fajna, dobrze jeżeli ktoś się identyfikuje i może się utwierdzić, że ok są też inne takie mamy jak ja. Jeżeli tak nie jest, to naprawdę nie musi w tym uczestniczyć, może sobie robić tak jak jemu wygodnie i naprawdę nie musi koniecznie się tutaj wypowiadać. Nikt tego nie oczekuje. Jest tyle miejsca w sieci, każdy znajdzie dla siebie coś miłego ;-) Dziewczyny, dzięki za odwagę! Przykre tylko, że tak musicie bronić swojego zdania, bo przecież nie o to chodziło.

    OdpowiedzUsuń
  57. To uzupełnię swój wpis. Bo pojawiło się mnóstwo komentarzy, które pośrednio mnie dotykają. Jestem pracującą matką z wyrzutami sumienia. I rozumiem świetnie Miki i jej dylematy związane z małą ilością czasu dla dziecka.

    Ale nie zawsze wybór jest taki prosty: zostać w domu z dzieckiem, iść do pracy. Czasem to nie
    wybór, tylko konieczność, w obie strony. Wróciłam po macierzyńskim, bo chciałam. Ale potem, gdy dziecko miało 2 lata, zdecydowałam się przerwać pracę, żeby z nim spędzić pół roku. I to była najlepsza decyzja w moim życiu. Serio i bez patosu. Wtedy dojrzałam do bycia z dzieckiem w domu, a dziecko wtedy potrzebowało mnie ogromnie. Mnie i nikogo innego. Teraz też mnie potrzebuje, to jasne. Ale teraz jestem z powrotem w pracy. I czasem widzę dziecko 2 godziny dziennie albo i nie. Kiedy mnie nie ma, syn jest w przedszkolu lub ze swoim tatą. I mam wyrzuty sumienia. Ale nie stać mnie (z różnych powodów) i nie chcę zrezygnować z pracy na stałe, a praca na częśc etatu w moim przypadku nie jest możliwa. Nie mam potrzeby robienia kariery, czucia się dowartościowaną jako kobieta czy żona pod tym względem, ale mam zawód taki jaki mam. Dla mnie to sytuacja patowa. Ale nie czarno-biała.

    Podziwiam matki, które rezygnują z pracy zawodowej i zostają z dziećmi w domu, i matki, które godzą pracę zawodową wykonywaną z domu z wychowaniem dzieci. Czasem też bym tak chciała, ale podświadomie wiem, że na dłuższą metę, to niemożliwe. Z różnych powodów.

    A, i dziecko nie było szczeblem w moim wspaniale przemyślanym życiu. I mówi do mnie mama. Wiele mi umyka, to fakt, ale może też czasem wyłapuję więcej, bo wiem, że za chwilę idę do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  58. Witam ponownie! napiszę tylko tyle,że bardzo meczy mnie siedzenie w domu,dzień swiastaka mam ,już o tym pisałam,czuję się potwornie samotna,sama.każdy dzień to samo,brak kontaktu z ludżmi,nie mam znajomych,żyję codziennoscią zamkniętą w klatce,dosłowni etakie mam wrazenie.życie uciekło,jestem po 30-tce,parę lat i 40 tka a ja nic,tylko dom ,mąż i dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  59. wiem,wiem ,powinnam mieć pomoc ,niankę ale moja połowa sobie tego nie wyobraża ,jestem matką więc powinnam poświęcić się dzieciom a ni emyśleć o sobie.tak twierdzi mój mąż który pracuje daleko a w domu bywa rzadko.jestem totalnie zmęczona życiem,ludżmi,brakiem zajęcia.dzieci są w przedszkolu,zraz pójdą do szkoły a ja tkwię w domu,

    OdpowiedzUsuń
  60. Magdaleno bardzo rozumiem co piszesz, gdyż przeżywam coś podobnego. Też jestem ogromnie samotna, zmęczona, ograniczona, życie umyka mi, każdy dzień taki sam, nie ważne czy są Święta, czy poniedziałek, ja robię to samo... Moje bliźniaki mają po 2 latka i wszędzie dosłownie wszędzie idę z nimi, gdyż naprawdę nie mam z kim ich zostawić. Może tym razem dostaniemy się od przedszkola a ja stanę przed możliwością szukania pracy. Co bardzo mnie przeraża, gdyż moja wiara we własne możliwości jest ostatnio niska. Czy ktoś podejmie ryzyko przyjęcia mnie do pracy. Potrzebuje wyjść z domu, sama, bez dwóch ukochanych istotek które trzymam za rękę. Muszę zacząć rozmawiać już nie tylko o dzieciach, tym co zrobić na obiad,... chcę być też człowiekiem , kobietom, nie tylko matką!!
    Tuż przed porodem przeprowadziliśmy się do innego, obcego dla mnie miasta. Nie mam zbytnio tu znajomych, do których mogłabym, nawet z dziećmi wyskoczyć na kawkę, czy umówić się na spacer. Moje całe dnie to dzieci i gderliwa, radząca ciągle teściowa.
    Chcę do pracy i wiem, że pogodzę to z byciem mamą i żoną. Tylko muszę przerwać ten schematyzm mojego życia...
    Jestem z Tobą Magdaleno

    OdpowiedzUsuń
  61. Rozmawiają dwie mamy, jedna z nich pracuje, druga od kilku lat zajmuje się dziećmi i domem:
    -Ja ciebie podziwiam - mówi pracująca mama
    -A powinnaś mi współczuć - odpowiada druga.


    Grunt to przemyślana decyzja, nasza decyzja. Ja zostałam w domu, czasem dorywczo popracuję, żeby "zmienić klimat" i dobrze mi z tym.

    PS. Miki, dzięki za szczerość.

    Desperate Housewife :) - Mama Grocha

    OdpowiedzUsuń
  62. Dziewczyny ;-)Najważniejsze w całej tej dyskusji jest to, że niezależnie od faktu bycia mamą pracującą w domu czy też poza Wszystkie mamy jeden cel: Aby nasze dzieci w przyszłości były szczęśliwe, usmiechnięte i pewne siebie. I tego się trzymajmy!!

    OdpowiedzUsuń
  63. Tak ale ja czuje się calkowicie zamknięta.mąż tego nie rozumie bo jestem matką i to mój obowiązek ,jak i czemu ja jestem zmeczona-dla niego to ni edo pomyslenia.powinien mi pomóc,wesprzeć ale on ma zawsze milion innych rzeczy do zrobienia,krzyczy ",bywa zły".mam klatkę ,czuję sie głupia i do niczego .

    OdpowiedzUsuń
  64. Magdaleno M.! Jeżeli mąż nie rozumie Twojego przemęczenia, to może zaproponuj, żeby On został choć przez tydzień sam z dzieckiem i obowiązkami domowymi na głowie. Może wtedy odpocznie sobie chłopisko...
    Trzymam za Ciebie kciuki! Bo od bycia mamą i "panią domu" nie ma urlopu!

    OdpowiedzUsuń
  65. Ja tez siedze w domu z wlasnego wyboru i nie swojego niestety z praca jest cieszko nie narzekam nie jest tak zle maz dobrze zarabia dzieci sa dopilnowane nakarmione i nie chodza z kluczem na szyi nie przesiaduja same w domu na zadnom babcie nie moglabym liczyc wiec jak skoncza podstawowke to pewnie dopiero wtedy pujde do pracy oile cos znajde hihi :)

    OdpowiedzUsuń
  66. jolka u mni eteż jest dobrze pod względem finansowym ale ciebie nie rozumiem.moje dzieci równiez są dopilnowane i nie chodzą z kluczem na szyi.dziwi mnie tylko,ze tobie to wystarcza,przeciez dorosną a ty zostaniesz wtedy sama,bez pracy,mnie to dobija,wiem mam komfort(niby)ale mi to nie wystarcza.chcę być niezależna finansowo,chcę być kobietą wykształconą a ni esiedzącą ciągle przy garach i sprzątającą.po latach powiedzą do mnie,ze zmarnowałam sobie życie.siedze w domu długo i mam serdeczni edosć pana i władcy,mam dość zamkniecia w klatce i braku checi do życia,mam dość dnia świstaka

    OdpowiedzUsuń
  67. Święta prawda. Ja siedzę juz trzeci rok z dzieckiem w domu. Nie mogę powiedzieć, że żałuję tego czasu spędzonego z moja córą. Natomiast wiem, że ten czas odsunął mnie od życia zawodowego. W tym momencie moje doświadczenie, które zdobyłam ma się tak na prawdę nijak do tego, co jest teraz. Ciężko jest mie znaleźć w tym momencie pracę i ciężko będzie pewnie przez najbliższy okres. Czuję się spełniona jako matka, ale mi jako mi nie tylko to jest potrzebne do normalnego funkcjonowania. Trochę utraciłam przez ten czas wiarę w siebie i swoje umiejętności. A i na dziecku się to odbija, bo w tym momencie jestem już tak znudzona tą codziennością, że nawet najmniejszy obowiązek, który musze spełnić przy niej jest dla mnie mega nudny. Ale cóż sama tego chciałam, nikt mnie nie zmuszał podjęłam taką decyzję świadomie i powinnam próbować dostrzegać w tym same plusy, choć z dnia na dzień coraz gorzej mi to przychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  68. SanFran - myśle ze nie tylko w przyszlosci, ale i w teraźniejszości ;)

    OdpowiedzUsuń
  69. Ja lubię swoją pracę a przede wszystkim lubie ludzi z ktorymi pracuje, dlatego chcialam do nich wrocic. I wrocilam po ponad 1,5 roku od urodzenia.

    I może zamiast mowic o tym, ze musialam/nie musialam wracac do pracy przyznajcie się mamy, że lubicie chodzic do pracy :).
    Ja lubię.

    OdpowiedzUsuń
  70. Napiszcie jak sobie radzicie z wszystkim,czy macie czas tylko dla siebie?czy wychodzicie z drugą połową czasami wieczorem?ja siedzę w domu mój wychodzi często z kolegami jak tylko jest w domu,mam męża po 40tce.chyba ma mnie dosć a ja jego ,ale to temat na dłuzsze pisanie i ni ewiem czy kogokolwiek to interesuje.poza tym chodzę do psychologa bo dzieki takiemu życiu straciłam wolnosc i samą siebie.

    OdpowiedzUsuń
  71. Lila podziwiam ciebie za siłę,skąd ją czerpiesz?jak organizujesz czas,dzieci,praca ,dom,sprzatanie...ja jestem na skraju..

    OdpowiedzUsuń
  72. Nie ogarniam. Naprawdę. Nie mam czasu-nie gotuje. Zamawiam do domu. Nie mam czasu sprzatac - mąż to robi nawet lepiej ode mnie.
    I naprawdę nie staram sie byc perfekcyjna pania domu, bo nigdy nią nie bedę. NIe potrafię. A nawet nie chcę.
    Nikogo nigdy nie przyzwyczailam, ze mam blysk podlogi i 3-daniowy obiad.
    Mam porządek, ale zazwyczaj ogarniam mieszkanie rano, bo wieczorem wolę się napic drinka :)

    OdpowiedzUsuń
  73. A silę daje mi mąż. Od zawsze mnie wspiera. Gdy muszę odpocząć: zabiera dzieci i jedzie na kilka dni do rodzicow swoich. Ostatnio na 4 dni, ale na weekend czesciej sie zdarza.
    Jak jest glodny- to sobie gotuje, a czasem i lepiej posprzata ode mnie.
    Wiem, ze jestem postrzegana przez otoczenie, ze bardzo skupiam sie na sobie, ale zdecydowanie wole isc porobic zdjecia niz stac przy garach ;)

    OdpowiedzUsuń
  74. u mnie jest odwrotnie,mąż wymusza na mnie robienie obiadu,nie to,ze nie lubię ale czasami wolałabym porobic coś innego.wg niego powinnam sprzatać,gotować i zajmować się dziecmi cały czas,życia swojego ni emam wcale.wiem ,ze to dziwne ale tak jest.ze mną ni ewychodzi,ja znajomych potraciłam bo ni emiałam czasu.

    OdpowiedzUsuń
  75. i wiecie co,uwielbiam gdy meża nie ma w domu..

    OdpowiedzUsuń
  76. Czesc!
    Ja zostalam wychowana w typowym tradycyjnym Polskim domu Tato do pracy mama w domu! Ale ja zawsze wiedzialam ze nigdy takiego ukladu malezenskiego nie zaakceptuje I tak tez sie stalo Na szczescie mam meza z ktorym w takich wzgledach idealnie sie dogadujemy Mam swoja mala firme (1 osobowa)Teraz zatrudniam pracownice ale na dluzszy czas tak sie nie da! Fakt dopiero czekam (lada moment) na przyjscie dziecka Ale juz wiem ze po 3 miesiacach musze wrocic do pracy Jezeli tego nie zrobie to albo bede musiala zamknac salon albo nastawic sie na prawie zero zyskow! ( a nie po to harowalam zeby teraz tak po prostu wszystko przekreslic) Na moje szczescie zyje w kraju gdzie sa idealne warunki dla mam pracujacych (naprawde dobrze zorganizowana opieka przedszkolna) Ale nigdy nie zapomne jak powiedzialam moim kolezanka w Polsce ze CHCE wrocic i kiedy do pracy To myslalam ze mnie tam pobija! A ja wiem ze jestem osoba zorganizowana i na pewno moje dziecko nie ucierpi na tym ze pracuje (Tym bardziej ze sama ustalam sobie swoje godziny pracy)I rowniez wiem ze moje dziecko bedzie ze mna szczesliwsze niz jakbym z nim siedziala w domu bo wtedy bym byla nieszczesliwa A wydaje mi sie ze wtedy wlasnie cierpi na tym cala rodzina

    OdpowiedzUsuń
  77. Temat strasznie gorący... i dla mnie! Jestem mamą pracującą ZAWODOWO (to dla podkreślenia, że mama w domu jest dla mnie również mamą pracującą, a nie siedzącą! - choć jaskrawo potrzebę takiego nazywania rzeczy uświadomiła mi właśnie ta dyskusja) od 7-mego miesiąca życia Tymona. Pracuję na cały etat, na odpowiedzialnym stanowisku... Wiedziałam, że wrócę do pracy dosyć szybko jeszcze będąc w ciąży, utwierdziłam się w tej decyzji przebywając na macierzyńskim... Udało nam się znaleźć wspaniałą nianię i jest ok - dla mnie, dla męża i Tymka, bo widzę, że z nianią dogadują się świetnie:) zgadzam się z tym, że nie ilość, a jakość czasu spędzanego razem ma znaczenie - ja od 16.30 do ok. 20.00 jestem do dyspozycji syna w 100% co oznacza, że wtedy nie gotuję, nie prasuję, nie oglądam TV, nie szperam w necie... Nie jest łatwo nadgonić to potem jak Tymek śpi, więc i ja wielu rzeczy nie ogarniam podobnie jak Lila, ale co z tego? Głodni i brudni nie chodzimy:)
    Po przeczytaniu dyskusji chciałam podzielić się następującą refleksją, że zarówno mamom pracującym w domu, jak też mamom chodzącym do pracy z punktu widzenia oceny sytuacji przez otoczenie jest bardzo trudno! Mamom pracującym dlatego, że nie spotykają się bardzo negatywnymi (jak widać nawet tutaj!) ocenami SWOICH (!!!) wyborów. Mnie rodzina chciała wykląć gdy od początku głośno mówiłam, że pół roku to maksymalny czas jaki będę w stanie pozwolić sobie bez pracy. I nie zasłaniałam się sytuacją materialną, przymusem ze strony pracodawcy - mówiłam wprost, że JA chcę i potrzebuję pracować i uważam, że to dla nas WSZYSTKICH będzie dobre... Ale ja mam chyba silny charakter i nie bałam się ocen, byłam pewna swojej decyzji, myślę, że innym osobom, mającym wątpliwości może być dużo trudniej... wtedy zachęcam do smutnego kiwania głową i mówienia "tak chciałabym zostać w domu dłużej, ale wiesz jak jest na rynku pracy..." - co nic nie znaczy, ale działa:)
    Jeśli chodzi o mamy pozostając w domu, to mimo społecznej akceptacji dla ich postawy nie widzę poszanowania dla ich ogromnej pracy (której ja nie chciałabym wykonywać za żadne pieniądze!). Samo to określenie: mama, która SIEDZI w domu! (zwróciłam na to uwagę, dzięki SIEDZĄCEJ MAMIE); plus to, że i one spotykają się opiniami, ze potem dziecko będzie je mniej szanować, maż nie będzie uważał za pełnoprawną partnerkę i tak dalej... co jak widać zdarza się właśnie z powodu braku świadomości otoczenia jak wiele pracy i wyrzeczeń wymaga to "siedzenie" w domu...
    Tyle z mojej strony! wspierajcie się mamy niegrzeczne, bo kto ma to robić jak nie my same:)

    PS: czy nie mam wyrzutów sumienia? miewam... po trzecim dniu w pracy Tymek przyssał się do mnie tak, że potem zwymiotował całe wypite mleko, bo nie umiał się jeszcze inaczej "przytulić", płakałam jak bóbr..

    OdpowiedzUsuń
  78. W dzisiejszych czasach aktem odwagi jest pozostanie w domu z dzieckiem dłużej niż tych przydzielonych ustawowo kilka miesięcy. Aktem odwagi jest zrezgynowanie na jakiś czas z siebie, ze swoich ambicji, planów samorealizacji i poświęcenie tego czasu dziecku. To pójście troche pod prąd. Głęboko niesprawiedliwe wydaje mi się stwierdzenie prof. Środy, tu cytat: "A ja nigdy nie uwierzę w to, że wykształcona kobieta może w pełni realizować sie tylko w macierzyństwie!" To zdanie trochę poniżej pasa, wypowiedziane przeciwko kobietom.
    Znam przynajmniej kilka takich kobiet, która tak zrobiły. Są wykształcone, dobrze sytuowane, znają języki obce i na chwile odpuścily. Zajmują się dzieckiem/dziećmi (tylko błagam nie nazywajmy tego siedzeniem w domu) i mózg im się nie skurczył. Mąż albo partner ciągle ma o czym z nimi rozmawiać. Tematem w domu są nie tylko kupy, pieluchy i kaszki.Mam takie wrażenie, że współczesne społeczeństwo łatwiej zaakceptuje decyzje: "nie chce mieć dzieci" niż "chce mieć ich więcej niż dwoje/troje" albo "nie wracam do pracy, zostaje w domu". Magdalena Środa walczy o prawa kobiet i szanują ją, ale prawem kobiety jest też decyzja: wysiadam z wyścigówki z napisem "kariera" wsiadam do tej z napisem "matka".
    Ja byłam w domu 11-miesięcy. Tyle mogłam i tyle chcialam. Nie stanęłam przed dylematem czy poświęcić dzieciom więcej czasu i zostać z nimi w domu, bo i tak nie mogłam sobie na to pozwolić. Życie samo za mnie rozwiązało ten dylemat, bo mówiąc uczciwie: na szczęście. Bo nie wiem jaka byłaby decyzja:) Tym większy szacun dla tych które pracują w domu jako matki na 100%

    OdpowiedzUsuń
  79. Świetnie, ze jesteście mamuśki! Dzięki wam zdecydowałam, że wyjeżdzam na weekend. Zostawiam moje szczeście 7 miesięczne z tatusiem i jadę się zresetować na kilka dni. Myślałam, że to niedopuszczalne dopóki was nie poczytałam i decyzję podjełam w dwie minuty. Nie mogę się doczekać czwartku, jak wsiąde do pociągu otworzę książke, tylko nie wiem, którą wybrać trochę się ich uzbierało od kiedy jest synek. Wszystko poszło w odstawkę. Ale się cieszę na ten wyjazd. Naprwdę myślałam, ze mi nie wolno:)

    OdpowiedzUsuń
  80. Przez całe swoje życie poświęcałam swój czas dla innych, dla pracy. Kiedy zaszłam w ciążę ( dodam planowana, jesteśmy 4 lata po ślubie) usłyszałam pytania : WPADKA?...hm..C Całą ciąże przebywałam na zwolnieniu lekarskim i musiałam leżeć. Życzliwe osoby oczywiście komentowały:
    "użalasz się nad sobą".."
    " no teraz to masz fajnie, siedzisz cobie w domku"..
    "a ja to w ciąży całe 9 miesięcy pracowałam"... ( chyba powinni przyznawać ordery dla matek dobrze znoszących ciążę..hihi).
    Szkoda, że nikt nie wiedział ile wylałam łez i jak bardzo było mi ciężko siedzieć 9 miesięcy w domu, mąż codziennie wychodził do pracy a ja w 4 ścianach .
    Kiedy po urodzeniu córki zdecydowałam się, że pójdę na urlop wychowawczy zostałam potępiona..
    Zaczęły się teksty typu: "A dlaczego Babcia nie zostanie" ( po pierwsze nie mam ochoty tłumaczyć się, że babcie jeszcze pracują..Mają po 53-55 lat, a po drugie czy gdzieś jest zapisane, ŻE TO BABCIE MUSZĄ WYCHOWYWAĆ WNUKI)
    Teraz jestem złą matką bo siedzę w domu, ciągle słyszę komentarze: Nie nudzi Cię dziecko, nie masz dość... Otóż nie..Dla mnie możliwość spędzenia i wychowywania dziecka to najpiękniejsze co mogło mi się przydarzyć.. Uwielbiam spędzać czas z moją córką, chcę być przy niej przez pierwsze lata jej życia ( w końcu tak o nią walczyliśmy, żeby urodziła się zdrowa). Może jestem nie dzisiejsza, może jestem nienormalna ale nie wyobrażam sobie pozostawienia dziecka z obcą osobą.. Ale podziwiam kobiety, które wracają do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim.

    OdpowiedzUsuń
  81. Dziewczyny, każda z Was pisze: ja wybrałam to, ja tamto. A co z kobietami, które nie mają wyboru? Ja wracam do pracy 19 kwietnia, po 6 miesiącach siedzenia z synkiem w domu i bardzo się cieszę. Jak wiele z Was, również nie jestem stworzona do siedzenia z dzieckiem w domu. Może w mojej pracy nie czeka mnie wielka kariera, ale potrzebuję kontaktu z osobami, które potrafią powiedzieć więcej niż agagu. Mam to szczęście, że chcę pracować, ale jednocześnie też muszę. Mój mąż nie zarabia aż tyle, żeby utrzymać Naszą rodzinę i spłacić wszystkie zobowiązania finansowe. Niestety polityka naszego kraju nie daje wielu kobietom wyboru, muszą pracować, by mieć z czego żyć i koniec. To jest dopiero powód do frustracji, chciałyby opiekować się dzieckiem, ale nie mogą.


    P.S. Moim synkiem będzie się opiekował Pan Niania i to też wzbudza sensację. Czy ja się nie boję zostawić dziecko z mężczyzną, jak on sobie poradzi? A ja się nie boję, koniec dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  82. Witam1 Wesołych świąt kochane!!! Napisze tak...bo jestem na maksa wkurzona.cały zcas zajmuję się dziećmi,popołudnia i wieczory ciągle 24 na dobę.teściowa uznaje tylko wnuczkę od corki(córeczka jest zmeczona itp itd),ja na dzień dobry miałam pzregrane bo:1.jetem wysoka 2.blond 3.mam własne zdanie 4.potrafie ryknąc5.a mój mąż dzwoni częsciej do mni eniż do mamusi.6 mamusia ma za złe wszystko.jest zacofana.nie ma stylu i widzi tylko dawne czasy.zrobiła mi kiedyś awanturę jak miałam mieć spotkani eklasowe.terz o nic jej ni eproszę .to temat na dłuższe pisanie na emaila.jakby któras chciała pogadac.mam doła na maksa,,

    OdpowiedzUsuń
  83. nic ni episzecie co u was.jak żyjecie,jak się organizujecie? wiecie co ,tak sobi emyślałam ostatnio i stwrierdziłam,ze moje koleżanki(pseudo)są ch....zazdrosne..to już nie są koleżanki bo żadnej ni echce się odpisac w moich cięzkich momentach, żadnej ni echce się spotakć i każda jest zazdrosna o to co mam .czy to są koleżanki,ja dziś mówię ,ze nie są..!!!jestem trochę ..po 30 tce a jestem sama ( jeżeli wiecie co mam na mysli) i czaami tak myślę :po co ja się urodziłam ,męczę się samotnie..maż jest ale częsciej go nie ma ( praca daleko),dzieci małe,rodziny brak,znajomych brak .przeciez to chore..co wy na to?

    OdpowiedzUsuń
  84. Kochane...powrót do pracy bądź pozostanie z dzieckiem w domu nie jest tylko związane z rozwojem naszej własnej osoby. Z tym ,że jesteśmy gorszymi bądź lepszymi partnerkami dla naszych mężczyzn.Lepszymi matkami w oczach rodziny i znajomych.Podam wam przykład z własnego życia. Moje kochanie (z którym powołaliśmy na ten świat małego facecika) miało żone, która od kilu lat nie pracuje.Zresztą nie musi i nie musiała ze względu na wsparcie finansowe z jego strony.Obydwoje pracyjemy w branży budowlanej w której jest raz lepiej a raz gorzej.Nigdy nie można tego do końca przewidzieć.Po ciężkiej i długiej zimie (ja zaczęłam pracę dopiero od kwietnia) oszczędności zmalały dochody prawie żadne, każdy czeka aż się zacznie sezon. Moje kochanie zalegało z alimentami za 3 miesiące ( a jest to bardzo duża kwota z której każda z was mogłaby odłożyć niezła sumkę). Była żona informuje ,że wydała wszystkie pieniądze i ma na koncie tylko 50 zł w związku z czym nie ma na jedzenie.Zapłacił.Co się stanie z tą kobietą i ich dziećmi jak jego nagle zabraknie.Konkluzja... żadna z nas nie chciałaby się znależć na jej miejscu.Musimy być samowystarczalne jeżeli nie dla siebie to dla dziecka które bez nas sobie nie poradzi.

    OdpowiedzUsuń