niegrzecznemamuski.blogspot.com

poniedziałek, 22 marca 2010

Etat MAMA

Chyba przestalam ogarniac. Chyba powoli sie zalamuje. Chyba musze isc do pracy. Chyba przerasta mnie etat Mamy.

A moze dokladniej nie etat Mamy co etat Mamy w domu.

Byc moze to przesilenie wiosenne, byc moze zmeczenie materialu, byc moze musze odpoczac, albo powaznie pomyslec nad zmiana swojego trybu zycia.

W innych przypadkach moze byc kiepsko.

Jest 12:40, zeby napisac tego posta dala Oli bule, bo tylko ona jest w stanie wyciszyc moje hiperaktywne dziecko na 5 min.

Moj dzien wyglada mniej wiecej tak:

wstaje ok 6:30 - albo Ola mnie budzi, albo P. jak wychodzi do pracy. Ogarniam sie (na prysznic szansy juz nie mam, bo dziecie zaraz wyje ze nie wyjelam jej z lozeczka - prysznic w czasie drzemki)
kasza dla Oli, kawa dla mnie. Wyglupy na ziemi - ot taka moja szansa na fitness - mioesnie brzucha przy tym niezle pracuja, na prawdziwy fitness od pewniego czasu niestety nie mam kiedy sie wybrac. Scielenie lozek, puszczenie prania, ogarniecie Oli, ktora wlasnie pozarla dzisiejsza wyborcza i rozlala moja kawe, sprzatam, zmywam, Ola przyczepiona do nogi zjada gabke znaleziona w szufladzie, wyciagam gabke z paszczy - kupa. Przewijam kupe, sprzatam pieluchy. Daje Oli chrupki kukurydziane i pacyfikuje w foteliku, a sama z prwedkoscia swiatla mkne do osiedlowego po kjefir i bulki. wracam, oczyszczam Ole obklejana maczka kukurydziana. Bierzemy ksiazki, czytamy, tarzamy sie po ziemi, pokazujemy noski, oczki i inne czesci ciala zabawek. Rozpracowujemy sorter, wrzucamy klocki, cwiczymy "komende" DAJ. Ola upada. Glowka boli, pokazuje jej tysiac innych gadzetow by odwrocic uwage od przerazenia wywolanego upadkiem, w tym czasie pralka wyje ze skonczyla prac. Idziemy - tzn ja ide, ssak pedzi za mna - wylaczyc owa pralke - Ola po drodze rozwala pol paczki proszku do prania, zamiast wyjac pranie myje, przebieram, przewijam ssaka. Przy okazji zostalam obsikana wiec przewijanie przedluzone. Proszek w lazience rozsypany, pranie nie wyjete - lazienke zamykam, bo nie mam jak sprzatnac teraz. Ola to tornado, jest wszedzie i w miejscu nie wysiedzi. Oooo juz 9:30 - czas na II sniadanko - no to trzask prask kanapeczki dzis z bieluchem bo na paste czasu zabraklo, kanapeczek nie je sie w foteliku, bo przeciez to nadpobudliwe dziecie nie wysiedzi, wiec talerzyk na lawie, a bieluch wszedzie...zaje...fajnie. No ale ze ja czas z dzieckiem wole spedzac niz na sprzataniu, to tym co pod reka wytarlam, i dalej bawimy sie z Ola. Ubieramy sie przebieramy idziemy spac bo to pora drzemki. Ja w tym czasie doczyszczam lazienke, wygrzebuje kawalki zaschnietej bulki z fotelika, pedze wywalic smieci i oprozniam kosz z pieluchami. Przy dobrym wietrze uda mi sie zmyc i wziac prysznic, a luksusem jest dla mnie peeling czy doprowadzenie stop do stanu uzywalnosci. A...wyciagam tez to zalegle pranie, bo jak nie wyciagne to zgnije jak to w zeszlym tygodniu ktore musialam prac 2 razy bo wczesniej nie zdazylam rozwiesic. Dzis sie udalo. Pranie powiesilam i nawet doprowadzilam tuje balkonowe do lepszego stanu z uwagi na kalendarzowa juz wiosne i koszmarny ich wyglad po zimie. Zerkam na zegarek, mam jeszcze 15 min do konca drzemki co robic? Moze sniadanie? Moze zmycie podlogi? Nie... blogi... chba jestem silnie uzalezniona od tego co na nich. No wiec tak dobiega koniec moich 90min wolnych od Oli :D A potem abarot to samo, przewijanie, mizianie, spacer, powrot do domu. Wstawiam warzywa, bedzie krem z cukinii dla Oli. w tym samym czasie Mloda wywala z szuflad wszystko... ja juz nawet nie zbieram bo sil mi brak. Caly czas otaczam Ole kapiela slowna, by jak najlepiej wzbogacac jej slownik jezykowy, licze ze moze chociaz to zaprocentuje. A no i kupa. znow. znow sie przewijamy, cukinia kipi, pedze do niej z gola Ola, sika na mnie znow...a ile ma tego radochy...Ok. Mloda okielznana laduje na podlodze. O dziwo zajmuje sie soba, a ja koncze ten nieszczesny krem z cukinii. Zrobilam wiecej z mysla ze i dla nas bedzie. I w sumie dobrze bo Ola zjadla 3-4 lyzki i koniec. SUPER!!! Dobrze ze sloiki w zapasie, bedzie chociaz pozadne drugie danie, o ile Kasiezna zechce jesc, bo cos ostatnio mamy bunt jedzeniowy. II danie dla nas niestety bedzie musialo poczekac do wieczora - czyt. zamowimy cos z pobliskiej knajpy, bo nie ogarne juz obiadu. AAAA... Ola pozera metke od nowej bluzeczki...na szczescie udalo mi sie wyjac z buzi ten plastikowy sznureczek, i tym samym uniknac zadlawienia corki...w miedzyczasie bawila sie tez koszem na brudna bielizne, a ze kosz wiklinowy to teraz mam "dywan" z wikliny w calym mieszkaniu.

Do konca dnia zostalo jeszcze sporo, przede mna drugi spacer na ktorym poczta, skarbowy, moze zus jak dojde i zakupy, podwieczorek, zabawy edukacyjne (naprawde sie staram), cwiczenia zalecane przez rehabilitantke, wieczorne czytanie bajek, kolacja, kapiel, ogarniecie mieszkania, a w zasadzie pobojowiska tudziez tego co kiedys bylo mieszkaniem, zmywanie, latanie na szmacie zeby podloga na jutro nadawala sie do zlizywania z niej roznosci, prasowanie gory ktora powieszona rano juz pewnie wyschla...no i jak sie uda to przed powrotem P. czyli przed 21 bede "po robocie" no i nawt zostalo troche czasu na zamowienie bidonow z allegro czy umowienie online wizyty do alergologa i nawet kaszki z ekosklepu zamowilam wiec czego ja chce. Cod miod malina...zastanawiam sie tylko jeszcze nad jednym...apropos wieczorow...czy to libido mi spadlo ze padam jak kawka przed 22 czy sa jakies inne powody ;)

KU POKRZEPIENIU!!!

Tak tak, ten post ma byc ku pokrzepieniu serc "siedzacych" w domu Mam w podobnej sytuacji do mnie. Serio dziewczyny nie wiem jak wy to robicie. Jak wszystko ogarniacie i jestescie jesczze usmiechniete i jak dajecie rade te dwudaniowe obiady gotowac i zacerowac spodnie starszaka czy piec ciasta na niedziele itp. Mnie to juz powoli przerasta. Ba Ja sobie po prostu nie radze ze wszystkim. Pracujac mialam pania do sprzatania Teraz na nianie, pomoc domowa czy pania do prasowania szans nie mam z uwagi na tak zwany domowy cost cutting spowodowany brakiem mojej pensji i proba zycia z jednej ;/

MUSZE WROCIC DO PRACY!!! Zdecydowanie. Nie jestem w stanie funkcjonowac na 200% normy. W pracy, tak - w domu nie daje rady. Gdyby to bylo tylko zajmowanie sie dzieckiem to luz bluz ale to co sie dzieje teraz to jakas MASAKRA.

A i jeszcze super ze w naszym prorodzinnym Panstwie kobieta na wychowawczym to jakis wynaturzony waglik spoleczny ktorej nie nalezy sie nic, no chyba ze dochody w rodzinie nie przekraczaja 504zl na osobe, to zaszaleli i zasilek przyznaja nie wiem ile ale chyba cos kolo 47,60zl na dziecko :D MALINA!!!

Aha zapomnialam dodac ze ja matka siedzaca polowicznie, bo oprocz powyzszego mam jeszcze 18h lekcji tygodniowo, pisze artykuly, staram sie byc na biezaco z kulturalnym repertuarem i realizuje swoja pasje a no i...mam meksyk w domu z tego tytulu :D

51 komentarzy:

  1. Tak to już jest. Na pewno przesilenie wiosenne. Ja tam nie staram się być idealną matką, jak nie chce mi się iść na spacer to nie idę, i tak trzeba iść odebrać starszą z przedszkola. Też potrzebuję odpocząć luknąć na jakiś film na tv, maleństwo bawi się samo. Obiad czasem jest dwudaniowy jak mnie najdzie czasem nie ma nawet jednego tylko parówka no a czasem młodzież odmawia tego co kuchnia wydała. Generalnie wydaje mi się że jestem ułożona, ogarnięta ale marzę o tym by wyjechać na bezludną wyspę daleko. choć jak patrzę na te maluchy śpiące to zastanawiam się skąd mam te głupie pomysły... w sumie moje dzieci są posłuszne i grzecznie śpią o 20 w swoich łóżkach

    OdpowiedzUsuń
  2. Robaczku, chyba za duzo nakladasz sobie na glowe w jeden dzien:) powoli, tu nie chodzi o to zeby byc supermenka, zostaw zus na poniedzialek, poczte na wtorek, nie uciekna, za pewne stoja w tym samym miejscu co wczesniej:)
    oczywiscie bycie mama to najpiekniejsze co moze sie kobiecie przytrafic, ale nikt nie powiedzial ze uslane rozami, do tego mowia ze male dziecko maly klopot, ja tam sie boje co to bedzie jak dorosnie!?:)
    ja musze przyznac, ze moge zrobic przy corce wszystko, ide pod prysznic a ona siedzi w lazience na dywaniku z ksiazka albo ulubiona zabawka, jasne ze biore ten prysznic w najwyzej 5-10 min, ale biore:) nie mam juz tyle czasu na make up co wczesniej, ale maskare jeszcze dam rade wrzucic:) ale najwazniejsze jest sprobowac zorganizowac sobie dzien zeby sie nie zajechac!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ola, wiem co mówisz ;) Mamy podobne aktywne dzieci, co już zresztą nie pierwszy raz widzę ;) Kanapki też 'tylko' na 'chodząco' :/ Tylko u mnie jest jeszcze rozmazywanie serka na oknie balkonowym. Żaden mróź Ci takich wzorków nie zrobi ;)

    Jeśli chodzi o posiłki - zjadła śniadanie? Nie chce więcej niż pare łyżek obiadu? To daj sobie spokój :p Zaraz sie okaże że bedziesz machała 3 różne dania bo dziecko jest 'na nie' :) Nie zje teraz, zje kolejny posiłek. Nie padnie jak zje pół obiadu. Luz&Peace ;)

    Zawsze możesz zyskać trochę czasu nie prasując wieczorami ;)

    Ale dziecko+dom to dwa etaty a nie jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo,bardzo dobrze to rozumiem:),z tym,że u mnie dwójka (2,5roku i 5 miesięcy)równie aktywna.Chyba faktycznie pewne rzeczy trzeba odpuścić,pewne odłożyć na później , pewnych wcale nie robić:)Sukcesem jest dla mnie znalezienie czasu na książkę czy siłownię ( w godzinach 20.30-22.00:))Zbawienna jest myśl o powrocie do pracy i ta,że dzieci kiedyś podrosną i będą bardziej samodzielne a ja będę miała chociaż trochę więcej czasu dla siebie:))

    P.S.Zawsze ,mnie dziwi jak to jest ,że będąc matką i pracując byłam lepiej zorganizowana w "pracach domowych" niż teraz będąc w nim stale,nie jeżdżąc do pracy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zosia z tym prasowaniem to bardzo wyolbrzymilam, bo rzadko to robie ;) Poczta i skarbowy niestety dzis czekac nie moga bo odkladne juz od tygodnia...Serio brakuje mi rak, pewnie przez to ze Ola tak aktywna. Ja przy niej nie mam jak zrobic czegokolwiek. Jedyny czas ktory mam to teraz jak Ola "spaceruje" na balkonie, a ja leze z laptopem i kawa, ta z rana sie rozlala.

    Staram sie byc zorganizowana, ale nie zawsze wychodzi, staram sie sobie radzic ale totalnie mi to nie wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, moj wolny czas zaczyna sie dopiero grubo po 21 :( niestety dopiero o tej godzinie P. wraca do domu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam taki sposób że dziele prace na takie które są na 5, 15, 30 minut czy wiecej. I planując dzien, wciskam te 'małe' w czas aktywnosci dziecka (bo 5-10 minut to spokojnie da rade sam sie bawić). Dłuższe na drzemkę. Pranie ZAWSZE wieczorem, tak że rano suche, bo jak od razu wyjmę z pralki to połowy rzeczy prasować nie muszę.

    Tyle że jeśli jestem w domu to oznacza ze nie mialam z kim Kuby zostawić i dochodzi mi praca w czasie drzemki i wiszenie na telefonie przez reszte czasu..

    Ale 'dzielenie' czasu bardzo mi pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. http://marticca.synek.pl

    szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko ! ;] Ja radzę wracaj do pracy!Zobaczysz nawet zabawy z dzieckiem po pracy nabiorą większej wartości i kolorów! :))

    OdpowiedzUsuń
  9. robaczek - nie wiem czy powinnam sie przyznawac ale strasznie sie usmialam czytajac Twojego posta, super napisane :)))
    a tak serio - dzielna z Ciebie dziewczyna!

    OdpowiedzUsuń
  10. Podejrzewam, że w każdym domu, w którym rośnie dziecie jest meksyk.
    Przygotowałam się na Wasz atak (a może się mylę), ale i tak Wam powiem: jak muszę coś zrobić, to angażuję Młodego do "pomocy" (haha, POMOCY).
    1. Pralkę wrzucamy razem (ja wrzucam białe, on "segreguje" kolorowe. Ubaw po pachy, ciuchy leżą wszędzie, białe się piorą.
    2. Odkurzamy razem - ja odkurzam, Młody wyłacza odkurzacz, to go wsysam odkurzaczową rurą i drze się i chihra i jakoś ogarniamy.
    3. Jak chcę się wykąpać, to biorę do wanny kaczki Młodego, Młodego do łazienki,a ja sobie na luzaku (luzaku! jasne!) golę nogi, a Młody bawi się kaczkami (stoi przy wannie). Często mnie chlapie, bo według niego to jest zabawne, wtedy mam pół kostki mydła w oczach. Ale kąpiel zaliczona, choć oczywiście wolałabym taaaaką długą i ze świeczkami...
    4. Dzisiaj umyliśmy 2 okna! wyczyn nieziemski. Ja myłam, Młody dostał swój ręcznik papierowy i Psik-Psik z wodą. Jakoś poszło.
    Tak, każda czynność trwa 10 razy dłużej, ale ja mam spokój, że zrobione, a Młody szczęśliwy (a dodam, że jest chłopak energiczny i łatwo się nudzi) i do tego doceniony, a przy okazji ciągle go chwalę, że mi tak pomaga i dzięki niemu... No wiecie... połechtać ego.
    Robaczek! Życzę Tobie, żebyś znalazła swój sposób. A jeśli któryś z moich zadziała, to też super. Miki ma rację - dzielna jesteś!

    OdpowiedzUsuń
  11. A! zapomniałam! Zabezpieczenia do szuflad to naprawdę świetny wynalazek. My kupiliśmy po tym, jak G. wywlókł, a potem wsadził na głowę pakuły do uszczelniania rur.

    OdpowiedzUsuń
  12. och dobrze Was rozumiem, ale trzeba czasem iść na łatwiznę, czyli kupuję mrożone pyzy na obiad i robię je dwa razy w tygodniu czyli dwa dni bez stania w kuchni;-)), zup nie gotuje, no chyba że mi się bardzo zachce, ale przeważnie to gotuje w sobotę albo w niedzielę jak mąż jest i zajmie się 2,5 letnią oraz 8 miesięczną córą.
    Jak mam ochotę na pierogi to dzień prędzej robię farsz bo na drugi dzień to tylko ciacho i lepić ;-D.
    Jak smażę kotlety mielone to ze 30 sztuk, kilka mrożę i mam na w zapasie dwa obiady;-)
    A jak się źle czuje to tylko obieram kartofle i robię frytki hahahaha
    i mówię wam pełen luz, jak mi się chce to jest "pełny obiad" ale raczej na week bo w tygodniu to jestem za bardzo urąbana z dziewczynami,
    a przeciez nie jestem wołem, no nie obrażając woła;-D

    OdpowiedzUsuń
  13. ohh skąd ja to znam! ;) ale ostatnio coraz częściej moja mama próbuje mnie utwierdzać w przekonaniu, że TAKA jest rola matki. I, że nie uciekne od tego i tego nie zmienie. A jak będę się stawiać to żaden facet mnie nie będzie chciał. Bo przecież skoro jestem matką to MUSZE być świetną kucharką, sprzątaczką, praczką, niańką no i oczywiście kochanką, bo jak mąż (którego dzięki Bogu nie mam!) wróci z pracy to będzie miał ochote, a jak bedę zmęczona to w końcu znajdzie sobie prawdziwą kochankę! Shit!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. robaczek: jestes cudowna :)
    i doskonale Cie rozumiem... mój dzień wygląda baaardzo podobnie!!! z tą różnicą, że co jakiś czas uda mi się mieć nianie przez kilka godzin i wtedy wszystko ograniam, przynaje, to ogromny komfort! tym bardziej podziwiam :) no i ja nie gotuje warzyw, daje ze sloiczka (kolejny powód do podziwiania:)), aha no i często wykorzystuje drugą drzemkę/spacer na ogranięcie się i wystawiam dziecko na balkon :)

    PS.dobrze rozumiem, że zostawiasz ją samą lecą do sklepu?!?!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też nie umialam sie ogarnąć w domu, cięzko jest byc dobrze zdyscyplinowanym w domu (przynajmniej dla mnie)

    ps. ja też tak zrozumialam jak ECH i przyznam, ze jestem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Miki: mnie tez to smieszy ;) Bo to zupelnie nowa rzeczywistosc, z ktora wczesniej sie nie spotkalam i byc moze stad to zawirowanie. Dopoki Ola siedziala problemu nie bylo - jak zaczela chodzic JEST hardcore.

    Post jest przejaskrawiony ale to CALA prawda, a w zasadzie pewnie nawet nie cala, bo pominelam zbieranie zabawek z ziemi i odklejanie makaronu z kocyka ;/ a no i wylana wode i tysiac innych rzeczy.

    Nie mialo byc o narzekaniu, bo generalnie jakos MUSZE sobie z tym radzic, mialo byc o tym ze "siedzenie w domu" naprawde potrafi wykonczyc i odebrac ochote na cokolwiek.

    Ale tak poza tym to ja nprawde KOCHAM byc mama.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak. Zdarza mi sie zostawic Ole w lozeczku albo w foteliku i leciec do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja mieszkam z teściami więc mam ciut mniej do roboty. Ale i tak czasem nie jestesm w stanie nic zrobić.
    Moja córcia ma 6 miesiecy wiec jeszcze posiedzi chwilke w bujaczku czy krzeselku do karmienia. Czesto biore prysznic a ona wlasnie w bujaczku w lazience siedzi.NAwet jak placze to wiem ze nic jej nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zosiu: ja dnia nie moge niestety zaplanowac co do minuty. Nie moge podzielic zajec na te mniej absorbujace i bardziej. Zwiazane jest to poniekad z wykonywana przeze mnie praca.

    Prowadzenie dzialalnosci wymaga ode mnie troche roboty, poza tym wiekszosc lekcji mam w domu (tak tak przy Oli). Przedszkole zaliczam raz w tyg w momencie kiedy Olcia na kilka godzin u cioci, a w czasie drzemek poza standardowym sajgonem domowym - pisze artykuly...

    Od wrzesnia prawdopodobnie Olcia pojdzie do zlobka, a ja zajme sie praca w wiekszym wymiarze. Poki co nie mam jak, ale jest OK i radzic sobie trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  20. robaczek rozumiem cię, sama siedzę już w domu ponad 2,5 roku:( ostatnie pół roku z przymusu. pamiętam jak też czekałam na wrzesień i na żłobek i na powrót do pracy, ale u mnie niestety wraz z pójściem do żłobka zaczeły się problemy syna ze zdrowiem, więc musieliśmy chwilowo zrezygnować, mam nadzieję że od września się uda, bo jak nie ZWARIUJĘ i choć opiekunka będzie kosztowała całą moję pensję wrócę do roboty:)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja szczerze bardzo balabym sie zostawic melcie i biec gdzies 8nigdy mnie to przez glowe nie przeszlo- w domu wsyztsko robimy razem), raz jak mielismy psa, wyszlam i zatrzasnelam drzwi zostawiajac klucze, telefon, o kasie nie wspomne bo logiczne, po drugiej stronie drzwi, nigdy w zyciu ne chce tego powtarzac a juz na pewno nie z dzieckiem, PODZIWIAM!a raczej jestem w szoku!zycze Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  22. a i uwielbiam to ze w Turcji z malych sklepow spozywczych przynosza zakupy do domu, wystarczy telefon i w obrebie 2-3 ulic doniosa Ci WSZYSTKO!platne przy drzwiach!REWELACJA!

    OdpowiedzUsuń
  23. Skrajna nieodpowiedzialnosc - wiem. Zdarzylo sie i nie cofne tego.

    Co do domowych czynnosci my tez wszystko razem, ale zmyc razem sie nie da, a Ola w foteliku, lezaczku czy innym bujaczku nie wysiedzi, czasem jak jest spokojniesza to udaje mi sie cokolwiek w chuscie zrobic, ale chusta juz nie jest atrakcyjna dla dziecka o energii Oli.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wow super, ja zamawiam z internetowych sklepow wieksze rzeczy ale czasem zabraknie czegos drobnego ;/

    OdpowiedzUsuń
  25. Robaczku - dziekuję za ten opis :) Trochę mi raźniej, że nie jestem sama na placu boju.
    Moje szczęście, że nasze maluchy bawią się wspólnie i ja mogę w tym czasie nawet poczytać zerkając od czasu do czasu, ewentualnie reagując na "łup" ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. ej robaczek! skrajną nieodpowiedzialność wykazała moja babcia. Przyznała mi się, że zostawili śpiącą kilkumiesięczną mamę, a sami z dziadkiem poszli na imprezę do budynku obok! Wpadali tylko co jakiś czas sprawdzić, czy nadal śpi. Jezuuu! Moja babcia kochana i najczulsza osoba jaką znam! Także chyba nie jest z Tobą tak źle. Ale z tymi chrupkami to może bardziej uważaj - wystarczy chwila nieuwagi.

    OdpowiedzUsuń
  27. Masakra... tylko powiedzcie mi, czy któraś z Was tak sobie wyobrażała urlop macierzynski/wychowawczy? Ja byłam pewna że to będzie czas kiedy będę mieć dużo czasu dla siebie... luz bluz - spacerki, kawki z koleżankami... jakoś zawsze jestem niepoprawną optymistką, a koleżanki uprzedzały...

    OdpowiedzUsuń
  28. podoba mi się to zestawienie "URLOP macierzyński" - taki delikatny oksymoron :)))

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziewczyny... a ja ... przyszła mama (jeszcze 2 tyg)zaczynam się bać jak tak tego wszystkiego czytam... na ogół bardzo dobrze zorganizowana, wprowadzająca zasady logistyki w gospodarstwo domowe ... czuje że z dzieckiem to nie będzie możliwe, ale podzielę się wrażeniami po kilu miesiącach... pozdrawiam wszystkie mamuśki

    OdpowiedzUsuń
  30. robaczek i pozostałe mamy "siedzące"chapeau bas! ja pracuje i NAPRAWDĘ w pracy odpoczywam! moze nie fizycznie, ale psychicznie na pewno... wiec jeszcze raz wielki szacun dla Was, bo nie zamienilabym sie za zadne skarby swiata:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja pracuję - fajnie, synek z babcią - rewelacja! Ale i tak wracamy do domu a tu sajgon, można by jeździć mopem 24h (tylko wspomnę, że mam dużego psa). Jeśli chodzi o obowiązki domowe to w wersji pracującej czy nie i tak zawsze można zaśpiewać (co często robię podczas sprzątania) - "końca nie widać, końca nie widać"...
    życie i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  32. Marcia, świeta racja ;)
    Jestem z siebie dumna jak uda mi sie ugotowac zupę na drugi dzien..bo sprzatanie lazienki po wieczornek kapieli to nie lada wyczyn...;)
    Woda jest wszędzie , a do tego prowadza casting na recznik..ktory najbardziej miękki ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. uff, przyznam że i moja rzeczywistośc nie rózni się od twojej, sajgon, meksyk czy jak tam sobie zwał... Z tego co wyczytałam twoje dziecie dopiero zaczęło chodzić wiesz co, mój syn ma już 2, 5 roku dokladnie od tego czasu siedze w domu nie z wlasnej woli a raczej przymusu wynikajacego z zakonczenia mojej umowy i strachu mojego pracodawcy przed pewnie moim maciezynstwem :/ a teraz jestem w drugiej ciąży więc pewnie jeszcze jakiś czas pobedę przymusową kurą domową.
    Jednak... czytam tak sobie i wiesz co nie taki diabel straszny... owszem zgodzę się z tobą że cięzko ogarnąć czasami mieszkanie przy rezolutnym dzieciaku, cieżko ugotować obiad kiedy wszystko zdaje sie walić na głowe i jeszcze zadbać o siebie... mimo wszystko po tak dlugim czasie wchodzi się w pewne nawyki i wykonywanie pewnych obowiazkow znacznie sie "skraca" nie wiem jak bedzie przy dwojce ale jak narazie daje rade, do niedawna jeszcze chodzilam na pilates, aqua areobik i step, do tego w czasie chwili wolnego :) piszę...
    Potrafię jednak wygospodarować czas na upieczenie ciasta, zrobienie listy zakupów, zrobienie porzadku w mojej garderobie uff ale przyznaje - do niedawna sama mialam z tym problem takze glowa do gory bedzie dobrze ;)
    A co do pracy - tesknie, tesknie przeogromnie i mysle ze kiedys odbije sobie pewne rzeczy podwojnie ;) nie nie jestem idealistka dawno temu przestalam wierzyc ale... coz pozostaly drobne marzenia - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Robaczek, z całą pewnością każda mama wie, o czym piszesz :) Ja taki kryzys miałam, kiedy odstawiałam dziecko od pieluchy i zbieralam przez 2 tygodnie siki 15 razy dziennie z podłogi, przebierałam, łapałam, biegłam z nocnikiem a w międzyczasie robiłam to wszystko, co piszesz ;) POtem po jakimś czasie był 2-miesięczny nawrót, o ktorym chcę zapomnieć .
    Ja tak jak już ktoś napisał wcześniej stawiam na robienie wszystkiego razem - dzieciaki naprawdę lubią pomagać. No i przymykam oko ;)W okresie zainteresowania szufladami wiedziała, że może otwierać 2 szuflady i jedną szafkę z garnkami - wystarczyło. Potrafiła grzebać tam długo i namiętnie /oczywiście rozwlekając to po domu/ - a ja miałam czas na obiad z dwóch dań :) Niestety ta fascynacja kiedyś minęła ;)
    Myśłę, że kluczem jest znajdywanie je zajęć, które ją zajmą. Musi nauczyć się bawić sama, inaczej zwariujesz. Zresztą to bardzo ważna umiejętność. A ile można na niej skorzystać :)
    Powodzenia!

    p.s.
    z takich narzekań szybko leczy wizyta w domu wielodzietnym :) słowo, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Mój dzidziolek ma pół roku, więc jeszcze można wrzucuć go do fotelika i zająć się czymś. Ja generalnie ustaliłam sobie priorytety. Naważniejszy jest oczywiście mój Mały, ma być czysty, nakarmiony, wyprasowany i zadowolony z zycia. Co znacza, że dzidziolek je pierwszy, pierwszy jest rano myty i ubierany itd. No i obowiazkowa jest poranna porcja zabaw. Jak już uznamy obydwoje, że jest ok, to przychodzi pora na mnie. Czasami jem sniadanie o 12, a kąpie się o 14, oczywiscie z Małym w łazience, ale to kwestia przyzwyczajenia. Jak ja już wyglądam bosko i mam już za soba ukochaną kawkę, sprawdzone maile itp, przychodzi pora na sprawy domowe. Przede wszystkim gotowanie, a w każdym razie "załatwienie kwestii obiadu" (czy gotuje, czy zamawiam, czy kupuje gotowe, a moze pojedzemy do rodziców na obiadek) Jak to Chmielewska kiedyś powiedziała męża trzeba karmić, bo ucieknie do dobrych ludzi:) Za to sprzątanie znalazło się na końcu mojej listy. Zwykle tylko ogarniam mieszkanie, a wieczorem gnębie męża żeby mi pomógł. Ogólnie dobrze się to sprawdza, choć czasami może zdarzyc się tak, że ja i dzidziol wyglądamy i czujemy sie świetnie a mieszkanie wygląda jak po wybuchu bomby atomowej. No trudno, mialam taki okres,kiedy chciałam żeby wszystko było idealnie,ale przy półrocznym dziecku, wielkim psie, który strasznie brudzi, ciągle byłam sfrustrowana i najchętniej wysłałabym ich obydwu do szkoly z internatem. Dzieki temu zachowuje, siedząc w domu, resztki zdrowia psychicznego:)Na przykład dzisiaj była taka piękna pogoda, że nie mogłam sie zmusić żeby wrócić do domu, spacerowalismy z dziodziolkiem aż wpadliśmy na Meża wracajacego z pracy. Obiadu nie było, trzeba było poczekać aż sie zrobi, ale za to ja byłam szczęśliwa jak dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  36. Po roku spedzonym z dzieckiem (właściwie dziećmi) stwierdziłam , że każda kobieta pracująca w domu powinna mieć ustawowo zagwarantowane 24 h tygodniowo wolne od rodziny. Dla zdrowia psychicznego swojego i najbliższych...
    Robaczku, sajgon w domu przy małym dziecku to standart, kobiety dzielą się: na te co nie wyrabiaja na zakrętach... i na te co sie do tego nie przyznają.
    Mnie z drugim dzieckiem było o tyle łatwiej że pierwsze było już na tyle duże, że czasem mogło młodego 5 min popilnować (szybki przysznic).
    Dostałaś wiele dobrych (naprawdę dobrych) rad jak ułatwić sobie życie. Dorzucę kilka.. z własnego doswiadczenia.
    Nigdy nie gotuję dwudaniowych obiadów, a najlepiej jak obiad (lub przynajmniej jego część) starcza na dwa dni.
    Zubkę dla niemowlaka też można ugotować podwójnie i przechowac w lodówce (podpowiedziane przez przyjaciółkę).
    W miare możliwosci (i stosownie do wieku) mały jadł to co my, lub gotowanego kurczaczka z naszego rosołku, lub pulpecika z mięska na nasze kotlety.. (skutecznie oduczyłam sie wtedy uzywania "rosołków", vegety itp.)
    Na wypadek wypadku zawsze w domu był "gerberek".
    Złotej zasadu "nie chce niech nie je" niestety nigd nie umialam wcielić w życie.
    Pranie faktycznie można robić wieczorem, jak nie ma gdzie rozwiesić na noc, to wyjąć z pralki i (koniecznie ułożone) może postać do rana.
    Nie prasuję nic co może obejśc się bez prasowania.
    Zakupy łączyłam ze spacerem. Ponieważ do najblizszego sklepu mam kawaałek wyskakiwanie na chwilke nie wchodziło w grę. Czasem bez skrupułów wreczałam listę zakupów meżowi.
    Maluchy miewają całkiem niepodręcznikowe upodobania. Pamietam że mój starczy ładnie spał przy włączone pralce i natychmiast budził się po ostatnim płukaniu. By "kupić" sobie czas na powieszenie prania włączałam coś podobnie szumiącego np odkurzacz.
    Najgorzy okres to ten kiedy zaczynaja sie samodzielnie przenmieszczać ( raczkować, chodzić i wspinać). Wtedy naprawdę trzeba mieć oczy dookoła głowy... kilkunasto miesieczny odkrywca potrafi byc bardzo pomysłowy. Lepiej więc czegoś w domu nie zrobić a dopilnować malucha. Nie znaczy to że zawsze mi sie to udało.. był mikser sciągniety na podłogę, łapałam dziecko spadajace ze stołu, sprawdzał jak smakuje ściana, namietnie resetował kompa..
    Nie jestem supermamą, ani nawet specjalnie dobre zorganizowana kobietą. Pisze sobie tu zamiast lepić pierogi. Jako klasyczna sowa wiele rzeczy robie gdy dzieci śpią..
    Ps. Po powrocie do pracy jest i łatwiej i trudniej. Łatwiej bo wyrwiesz się z domu do ludzi. Trudniej bo pranie się samo nie zrobi ani nie uprasuje i podłoga sama się nie umyje.
    Nie dać się zwariowć wtedy to też sztuka. Pozrowienia

    OdpowiedzUsuń
  37. Robaczku, jak widać nie jesteś sama :D
    Jak urodziłam moją Alę, to wszystko było idealnie zrobione, tzn. starałam się. Gotowałam zupki, obiady dla mnie i męża, każdego dnia spacer [minimum jeden], chata musiała być posprzątana, ciuchy poprasowane i takie tam inne głupie głupoty ;) Jak urodziła się Marysia, wyluzowałam na maksa, jak tylko się da, robię to co dam radę, nie chce mi się - nie robię. Nic się nikomu nie stanie jak o jeden dzień dłużej podłoga będzie brudna ;) Mężowi nic nie będzie jak zrobię obiad z mrożonki ;) Jak Marysi dam obiadek ze słoiczka,a głównie takie jada, bo domowego coś nie bardzo chce. A starszej córce nic się nie stanie jak zrobię jej na obiad jajecznicę :) Ale mimo to, też dopada mnie chandra i z jednej strony chciałabym wrócić już do pracy, a z drugiej strony, myśl o rozstaniu z dziewczynami mnie przeraża. Tylko, że ja od początku chciałam z nimi być, planowałam dwójkę dzieci z niewielką różnicą wieku, żeby za jednym zamachem być z nimi przez pierwsze 2-3 lata, a potem chcę wrócic do pracy, oddać się życiu zawodowemu, przeżywać drugą młodość i takie tam haha ;) Tylko nie wiem czy prędzej nie rzucę się na główkę z któregoś piętra bloku ;) Pozdrawiam i sił życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Co do obiadków ;) Można nie tylko przechowywać w lodówce. Można zrobić własne "sloiczki". Czyli ugotować coś fajnego i zawekować :) Sporo moich 'internetowych znajomych' robilo tak jak dzieci małe 'papkowe' a słoiczki wychodziły im za drogo.

    Mnie sie zdarza robić jak któraś już napisała. Kotlety na kilka porcji w zamrażarce. ZAWSZE mam rosół zamrożony. Więc 'cienka' pomidorowa z ryżem na szybko to pare minut.

    No i parowar - moje blogosławieństwo. Nie trzeba pilnować, nie przypali się, nie wykipi, włączam warzywa/ryż/kaszę/mięcho/rybę na paru poziomach i robi się 'samo' ;) Już nie mowiąc o tym że to zdrowe. Robaczku, to naprawde duuuza oszczędność czasu ;)

    A zupy zawsze na 2 dni.

    OdpowiedzUsuń
  39. też polecam parowar. Samo się robi i samo wyłącza ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Robaczku nie jesteś sama ja mam od jakiegoś czasu potworną depresje moja mała ma 8 m-c i jest tak rozkrzyczana ze szok nie śpi w nocy w dzień także jest wykończona moje baterie się wyczerpują nawet jak siedzę na kibelku ona stoi i trzyma mnie za kolana na drzemkach nie mam czasu nic zrobić bo śpi po 10 min raz dziennie uda się jej 30 min to wtedy usiłuje coś zrobić ale to i tak mało jedynie gdzie śpi jest dworek lecz ja mieszkam w Anglii i tu pogoda ostatnimi czasy jest straszna nie mam tu rodziny więc nikomu nie mogę zostawić małej żeby chociaż zrobić zakupy mój mąż pracuje od rana do wieczora więc pomocy żadnej ale cały czas staram się nie załamywać choć czasem płacze z bezsilności ale jak Nadinka popatrzy na mnie tymi pięknymi oczkami to mi przechodzi i zaś wracam do zabawiania jej i tak dzień w dzień....

    OdpowiedzUsuń
  41. Robaczku , luzik ja mam 10 cio miesięczne bliźniaki ...he he aktywne jak diabli ale znalazłam na to sposówb , stwierdziłam poo kilku miesiącach niewyrabiania zakrętów ,że mama tez człowiek i musi sie szanować . Zaczęłam chodzić na siłownię ( a od czego jest tatuś ) poza tym wprowadziłam bardzo ostrą dyscypline . Maluchy mają ramy czasowe , jest czas na zabawę i jest czas na spanie czy im się to podoba czy nie . Było to oczywiście okupione potwornymi łzami i protestem ale cóż nikt im nie obiecywał ,że będzie lekko ;-) a teraz juz sie z tym oswoiły i tak mam w ciągu dnia sporo czasu dla siebie jak maluchy odpoczywają w łóżeczkach ....ale na niedługo wracam do pracy ...nie mogę się doczekac . Kocham SWOJE maluchy ale higiena psychiczna =jest potrzebna ...bo jak jeszcze trochę posiedze w domu to zapadne na autyzm towarzyski

    OdpowiedzUsuń
  42. trzeba zastosować zasadę trzech o czyli 3xO: 1.Organizacja = organizacja czasu pracy to podstawa, nawet w domu, a może szczególnie w domu!
    2.Obowiązki = obowiązki ma nie tylko mama ale i pociecha/y (zwłaszcza te chodzące już i choć trochę komunikujące się!)dodatkowa para rączek do pomocy zawsze mile widziana!
    3. Oddech = ważne aby dać sobie chwilę wytchnienia co jakiś czas w ciągu dnia, wystarczy 15-30 minut (ulubiona książka, magazyn, internet, kawa albo coś co lubisz robić i sprawia Ci to ogromną frajdę)

    zastosuj 3xO i wszystko pójdzie gładko!
    :)
    E. + 3

    OdpowiedzUsuń
  43. Dla mnie najgorszy był pierwszy rok z moimi bliźniętami.
    Teraz mają po 2 latka i wszystkie sąsiadki podziwiają/przerażają się,że moje dzieci są tak samodzielne. Wszystko robią razem ze mną. Ubierają się same, same jedzą. w trakcie śniadania nastawiam pranie. Bawimy się, wygłupiamy.Gdy włączam im bajkę (niech Bóg błogosławi BAJKI) przysypiam jeszcze z 20-30 minut. Później idziemy robić obiad z dwóch dań. Zupe robię na dwa dni, a kotlety, naleśniki, pierogi,... robię jednorazowo w ogromnych ilościach i mrożę-będzie za kilka dni!!! Wyciągam pranie i wieszamy je-wspólnie oczywiście!
    Dwa razy w tygodniu jest ciasto lub ciasteczka, też robimy je wspólnie.Spacer łączę z zakupami,one mają plecaczki i każdy coś lekkiego niesie na swoich plecach-mogą nieść do domu w plecakach papier toaletowy, chusteczki higieniczny, czy jogurty. zanosimy zakupy do domu i jest dalsza część spaceru-ta na zabawę.Uwielbiam spacery,na nich najbardziej wypoczywam i zawsze można spotkać kogoś DOROSŁEGO do pogadania. Choć nie zawsze miałam czas aby się uczesać już nie wspomnę o makijażu i wstyd mi przy zadbanych mamusiach do tego perfekcyjnie ubranych. Ale cóż i ja kiedyś wplotę w poranne OBOWIĄZKI makijaż:)po spacerze obiadek-jest jeszcze ciepły i spanie dzieci. a w tym czasie prasuje, siedzę na internecie, myje podłogi, piję kawke... wszystko jednoczesnie,bo chcę dużo i szybko:) dzieci wstają coś jemy i idziemy na spacerek, później kąpiel, kolacja już z tatą, bajka i spanie. Okolo 21-21.30 kończę swój dzień pracy i już nic nie robię!!! Chyba że kąpiel, książka, film, przytulanie do męża,... to juz jest czas tylko dla mnie.
    Też jestem zmęczona tym schematyzmem swojego dnia. Ile razy bym nie myła podłog naczyń, czy łazienki to i tak za kilka chwil należałoby ponowić tą czynność. Czasami wydaje mi się że jest to syzyfowa praca, ale i tak ją wykonuję, ale chyba każdego dnia z mniejszym entuzjazmem i z mniejszą energią... Może wiosna wniesie wiecej radości. Chcę do ludzi, do pracy... Nie chcę myśleć tylko o tym co zrobić jutro na obiad, czy o tym podobnych sprawach. Chce być TEŻ mamą, ale NIE TYLKO mamą.Marze o tym aby czasami gdzieś pójść SAMA bez przyczepionych małych rączek do moich rąk. I nie musieć odpowiadać na tysiące pytań zadawanych jenocześnie. Ot takie małe duże marzenia...

    OdpowiedzUsuń
  44. Obiad z dwóch dań, a co to takiego? :)). Ale tak na poważnie. Ja już 3,5 roku siedzę w domu o niczym innym nie marzę jak o powrocie do pracy. Totalnie nie mogę sobie zorganizować życia w domu, nie mogę tego ogarnąć wszystkiego, chociaż chcę, żeby było tak idealnie. Tak jednak się nie da. Kiedy już mi opadają ręce i nie mam siły na nic, mówię sobie :jeszcze chwila i Julka pójdzie do przedszkola ja im zapłacę te 400 zł i niech ją tam karmią, bawią, uczą. Może to i straszne, że tak myślę, ale mam już tak dość tego zastoju w moim życiu. Jak się coś nie zmieni to stanę się sfrustrowaną matką. P.S. Ja też urlop macierzyński wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, chociaż wydaje mi się, że z niemowlakiem było łatwiej i miałam wiecej czasu. Trzylatek to już co innego.

    OdpowiedzUsuń
  45. Ileż to razy myślałam swoich o dzieciach "ale to było fajnie kiedy toto było małe, leżało w łóżeczku (lub wózeczku), nie wpinało sie gdzie nie trzeba, nie chciało koniecznie iść w innym kierunku,nie darło nowych spodni, na spacerze nie wchodziło w największą kałuże, nie gadało bez przerwy, nie pyskowało..."
    A tak poważnie Charlott to z masz dobry pomysł z przedszkolem. Zwłaszcza jesli mała jest jedynaczką. Powodzenia.
    Ps 3-latki bywają męczące, gdzieś czytałam że to pierwszy tzw. "trudny wiek".

    OdpowiedzUsuń
  46. Drzizas, a ja jestem z moim 7 tygodniowym Maluszkiem zmęczona.. Znaczy później będzie trudniej? będę mniej wyspana i mniej zrobię dla siebie? to ja nie wiem, czy chce..

    OdpowiedzUsuń
  47. Ja już chciałam zrezygnować w czasie porodu... :) później wiele razy nachodziły mnie takie myśli, aby pójść w inną stronę niż dzieci, ale posłusznie szłam za nimi, z nimi:)
    A mi dziewczyny teraz jest łatwiej niż jak były malutkie, nie muszę na raz obsłużyć dwoje dzieci. Gdy zajmuje się jednym to drugie zagaduje albo daje ku poważne zadania do zrealizowania:) i mogę przy nich coś zrobić po kolei, albo już same robią przy sobie...

    OdpowiedzUsuń
  48. Do Magdy
    i nie tylko
    Oczywiście że bedziesz bardziej wyspana i wygospodarujesz wiecej czasu dla siebe. Ale dziecko miedzy pierwszym a trzecim rokiem życia potrafi być naprawdę nieobliczalne.
    Z perspetywy czasu widzę, że nie przy pierwszym dziecku nie potrafiłam cieszyc się niemowlakiem. Niecierpliwie czekałam kiedy zacznie chodzić, mówić itp. Przy drugim przekonałam się że ten piewszy rok to wpaniały rok, a niemowle to absolutnie wpaniała istota.
    Problem chyba w tym, że nie jesteśmy przygotowane (no, ja nie byłam), że dzidziuś to także mały terrorysta, który, zwłaszcza w pierwszych tygodniach, całkowicie nas sobie podporządkowuje.
    Dwu lub trzy latek potrafi też być bardzo uroczy i w przesłodki sposób okazuje nam miłość. No, można mu włączyć bajkę by spokojnie umyć okna przed świetami...

    OdpowiedzUsuń
  49. "Daje Oli chrupki kukurydziane i pacyfikuje w foteliku, a sama z prwedkoscia swiatla mkne do osiedlowego po kjefir i bulki." - Kobieto, zostawiasz dziecko SAMO W DOMU I IDZIESZ PO BUŁKI????!!!!Chore...

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie wiem Magdaleno czy w 100% z Tobą się zgodzę, ale ja też moje dzióby zostawiam jak śpią albo jak jedna nie śpi, to i tak obie są w łóżeczku lub kojcu - i idę wyrzucić śmieci, bo mi kupki cuchną;-DD

    OdpowiedzUsuń
  51. Moje młodsze dziecko zakrztusiło się chrupką i udusiłoby się, gdyby nie natychmiastowa interwencja. Nie wyobrazam sobie zostawienia Gabrysi (prawie cztery lata) czy Michała (rok i 7 mies) samych w domu. Nawet na 5 minut, nawet jak śpią.
    BŁAGAM, nigdy więcej tego nie rób.

    OdpowiedzUsuń