Przyznam się. Moja ciąża nieco nas zaskoczyła :) Wakacje, plaa, cieple morze, zachody słońca i przepiękne chorwackie winnice...Ehhh romantycznie było i tyle. Później pokazy lotnicze. Ja w Brnie, P. w Moskwie (foto-lotnicza pasja). Na pokazach ból brzucha i takie tam...W domu coś mnie podkusiło by jechać po test. Pozytywny. Rety!!! CO robić? Teraz?NIE!!! Teraz kiedy dostałam propozycje awansu? Teraz kiedy mam plany..? Rety, muszę zadzwonić do P. Swoja droga dobrze ze dowiedział sie będąc na wyjeździe, miał czas na przemyślenia:) I od tamtej pory tę małą fasolinke pokochaliśmy miłością bezgraniczna. Plany zmieniliśmy, awansu nie przyjęłam. Liczyło sie jedno: MY i fasolka. Pewne było ze rodzimy razem, razem chodzimy oddychać do szkoły rodzenia, razem robimy zakupy dla Oli itp. Tak samo pewne było ze biorę znieczulenie, ze chciałabym mieć swoja położna i...ZE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Jako logopedzie, nie przyszłoby mi nawet do głowy żeby karmić butelka. Mnie jako przyszłej mamie tym bardziej. Dlatego jadąc do szpitala nie miałam ani smoczków, ani butelek, ani nawet herbatek na laktacje, o laktatorze nie wspomnę. Nie miałam, bo nigdy w życiu nie przypuszczałabym ze w karmieniu piersią jest jakaś filozofia. No co? Bierzesz ssaka, przystawiasz i je. Proste, prawda?
Otóż ja jako logopeda wyłączyłam sie totalnie w momencie kiedy Ola przyszła na świat. Poród lekki, łatwy i przyjemny. Po znieczuleniu of course. Pierwsze dziecko, akcja porodowa łącznie ok 3h (Na Boga po co oni mnie jeszcze ta oxy faszerowali? Ale to tez temat na inny post. Taśmociąg wtedy był a nie porodówka). Po porodzie Ole zabrali na mierzenie, ważenie etc. Przynieśli i... zostawili nas. Aha przyszła jakaś położna po 2h (PS. Moja opłacona - NIE DOJECHAŁA) i KAZAŁA nam przenieść sie do innej sali. Ja z kroplówkami, P. pchał ten wózek z Ola i niósł nasze torby. Po drodze zemdlałam. Nikt sie nie zainteresował, bo mieli "urwanie głowy" jak mówili. Biedny P. wszystko sam jakoś ogarnął. I powiem szczerze leżałam 2 doby w szpitalu, przez ten czas NIKT absolutnie NIKT nami sie nie zajął. Tylko obchody lekarskie rano i wieczorem były. Myślicie ze ktokolwiek pokazał jak przewinąć, jak ubrać jak wykapać Ole? BTW wcale jej nie kapali w szpitalu bo "Nie mieli warunków". Myślicie ze ktokolwiek pokazał mi jak przystawić dziecko do piersi? NIE!!! A niestety moja wizja karmienia totalnie rozminęła sie z rzeczywistością. Ola nie ssała, nie miała odruchu. Masowałam jej paszcze całymi dniami. położna laktacyjna nas olała, bo nie miała czasu. Szpitala wspominać nie chce,bo łzy same napływają mi do oczu. W domu masakra. Ola nie pila mleka tylko samą krew. Potem krwią ulewała i znów płakała bo głodna. Ja byłam skołowana. czułam sie tak fatalnie fizycznie, ze nie wiedziałam jak sie nazywam. Mdlałam kilka razy dziennie. A Ola cały czas płakała. Przyjeżdżała za kupę kasy do nas położna laktacyjna, 3-4 razy dziennie. KAZDA MATKA WYKARMI...etc...Nie dawałam rady, nie byłam w stanie przystawiac Oli, ryczalam z bolu. Piersi to jedna wielka rana. dookoła wszyscy trąbili ze MUSZE, ze to KONIECZNE dla dobra malej, ze pewnie coś robie źle...Przyjechała Ciocia pediatra.
Ciocia: "Pozbawiasz swoje dziecko inteligencji, ograniczasz jej rozwój, zabijasz jej dzieciństwo!!! Czy ty wiesz co ty robisz? Zaraz ci sie zaczna choroby, alergie, skazy, problemy."*
Ja (przez łzy): Ciociu ale ja już nie mogę. To tak bardzo boli. Czemu cały czas leje sie ze mnie krew zamiast mleka?
Ciocia: Bo źle przystawiasz!!! Naucz sie wreszcie. Co z ciebie za Matka jak ty nie wiesz jak własne dziecko nakarmić? Przecież to jest instynkt! Idz do psychiatry. To coś z Toba jest nie tak!
Rety jak ja ryczałam. Nie wiem tylko czy z bolu czy z żalu do cioci za to co mi powiedziała. Nie spalam. Myślałam. JESTEM ZŁĄ MATKA...Musze sie leczyć, nie mam instynktu, co ze mnie za Mama itd..Dodam ze przy każdym karmieniu Ole odpychałam od siebie jak najgorszego wroga. W nocy chciałam jej nie słyszeć. Wstyd sie przyznać, ale żałowałam wtedy ze mam dziecko ;( płakałam, ale żałowałam. Próbowałam naprawdę wszystkiego. Nakładki, strzykawki, tony kremów, maści, okłady, laktator...i cały czas wielkie rany z których lala sie krew. Później już tylko gronkowiec, 42st gorączki, szpital, kroplówki, sterydy, antybiotyki, zastrzyki, totalna deprecha poporodowa...
Po powrocie dalej próbowałam...
P. nie wytrzymał, nie mógł patrzeć na moje cierpienie. Pojechał kupił butelki, mleko, smoczki...Pierwszy raz w życiu widziałam moje dziecko najedzone, pierwszy raz w życiu popłakałam sie ze szczęścia ze JĄ mam, pierwszy raz w życiu poczułam...instynkt macierzyński. Tak, może to głupie i przykre, ale przyznaje sie ze Ole zaczęłam kochać dopiero wtedy gdy przestałam udawać ze uda mi sie wykarmić ja piersią. Zawsze powtarzam ze Ola urodziła sie dwa razy. Pierwszy wtedy w szpitalu i drugi tuz po nakarmieniu butelka. I cały czas żałuje ze trwało to ponad miesiąc, bo tak naprawdę zmarnowałam cały ten czas.
Do tej pory słyszę przykrości dot. mojego sposobu karmienia, ze to nie ta sama bliskość, ze nie ma tego uczucia itp. Do jasnej.... przecież nie karmie jej na kiju, nie karmie przez ścianę...Miedzy nami naprawdę jest wieź i tez czujemy swoja bliskość. Kocham ja nad życie, ona wpatrzona we mnie jak w obrazek i przytula sie zawsze tak mocno - mimo ze mleko leje sie z plastiku, a nie ze zmasakrowanej, no ALE PIERSI...
Strasznie żałuje ze nikt wcześniej nie opowiedział mi o tego typu historiach, żałuje ze nikt szczerze nie powiedział mi ze może być ciężko, żałuje ze nie było wtedy Klubu Niegrzecznych Mamusiek :)
PS. A poza tym to jak sie później okazało...pól mojej rodziny i większość znajomych butelka wykarmiona i żyje.
*Ola do tej pory 2 razy miała katar, jest cały czas w okolicach 50-60 centyla. Jest zdrowa, silna, energiczna. Ma co prawda nietolerancje laktozy, ale żeby zwalać to od razu na karmienie...?
Otóż ja jako logopeda wyłączyłam sie totalnie w momencie kiedy Ola przyszła na świat. Poród lekki, łatwy i przyjemny. Po znieczuleniu of course. Pierwsze dziecko, akcja porodowa łącznie ok 3h (Na Boga po co oni mnie jeszcze ta oxy faszerowali? Ale to tez temat na inny post. Taśmociąg wtedy był a nie porodówka). Po porodzie Ole zabrali na mierzenie, ważenie etc. Przynieśli i... zostawili nas. Aha przyszła jakaś położna po 2h (PS. Moja opłacona - NIE DOJECHAŁA) i KAZAŁA nam przenieść sie do innej sali. Ja z kroplówkami, P. pchał ten wózek z Ola i niósł nasze torby. Po drodze zemdlałam. Nikt sie nie zainteresował, bo mieli "urwanie głowy" jak mówili. Biedny P. wszystko sam jakoś ogarnął. I powiem szczerze leżałam 2 doby w szpitalu, przez ten czas NIKT absolutnie NIKT nami sie nie zajął. Tylko obchody lekarskie rano i wieczorem były. Myślicie ze ktokolwiek pokazał jak przewinąć, jak ubrać jak wykapać Ole? BTW wcale jej nie kapali w szpitalu bo "Nie mieli warunków". Myślicie ze ktokolwiek pokazał mi jak przystawić dziecko do piersi? NIE!!! A niestety moja wizja karmienia totalnie rozminęła sie z rzeczywistością. Ola nie ssała, nie miała odruchu. Masowałam jej paszcze całymi dniami. położna laktacyjna nas olała, bo nie miała czasu. Szpitala wspominać nie chce,bo łzy same napływają mi do oczu. W domu masakra. Ola nie pila mleka tylko samą krew. Potem krwią ulewała i znów płakała bo głodna. Ja byłam skołowana. czułam sie tak fatalnie fizycznie, ze nie wiedziałam jak sie nazywam. Mdlałam kilka razy dziennie. A Ola cały czas płakała. Przyjeżdżała za kupę kasy do nas położna laktacyjna, 3-4 razy dziennie. KAZDA MATKA WYKARMI...etc...Nie dawałam rady, nie byłam w stanie przystawiac Oli, ryczalam z bolu. Piersi to jedna wielka rana. dookoła wszyscy trąbili ze MUSZE, ze to KONIECZNE dla dobra malej, ze pewnie coś robie źle...Przyjechała Ciocia pediatra.
Ciocia: "Pozbawiasz swoje dziecko inteligencji, ograniczasz jej rozwój, zabijasz jej dzieciństwo!!! Czy ty wiesz co ty robisz? Zaraz ci sie zaczna choroby, alergie, skazy, problemy."*
Ja (przez łzy): Ciociu ale ja już nie mogę. To tak bardzo boli. Czemu cały czas leje sie ze mnie krew zamiast mleka?
Ciocia: Bo źle przystawiasz!!! Naucz sie wreszcie. Co z ciebie za Matka jak ty nie wiesz jak własne dziecko nakarmić? Przecież to jest instynkt! Idz do psychiatry. To coś z Toba jest nie tak!
Rety jak ja ryczałam. Nie wiem tylko czy z bolu czy z żalu do cioci za to co mi powiedziała. Nie spalam. Myślałam. JESTEM ZŁĄ MATKA...Musze sie leczyć, nie mam instynktu, co ze mnie za Mama itd..Dodam ze przy każdym karmieniu Ole odpychałam od siebie jak najgorszego wroga. W nocy chciałam jej nie słyszeć. Wstyd sie przyznać, ale żałowałam wtedy ze mam dziecko ;( płakałam, ale żałowałam. Próbowałam naprawdę wszystkiego. Nakładki, strzykawki, tony kremów, maści, okłady, laktator...i cały czas wielkie rany z których lala sie krew. Później już tylko gronkowiec, 42st gorączki, szpital, kroplówki, sterydy, antybiotyki, zastrzyki, totalna deprecha poporodowa...
Po powrocie dalej próbowałam...
P. nie wytrzymał, nie mógł patrzeć na moje cierpienie. Pojechał kupił butelki, mleko, smoczki...Pierwszy raz w życiu widziałam moje dziecko najedzone, pierwszy raz w życiu popłakałam sie ze szczęścia ze JĄ mam, pierwszy raz w życiu poczułam...instynkt macierzyński. Tak, może to głupie i przykre, ale przyznaje sie ze Ole zaczęłam kochać dopiero wtedy gdy przestałam udawać ze uda mi sie wykarmić ja piersią. Zawsze powtarzam ze Ola urodziła sie dwa razy. Pierwszy wtedy w szpitalu i drugi tuz po nakarmieniu butelka. I cały czas żałuje ze trwało to ponad miesiąc, bo tak naprawdę zmarnowałam cały ten czas.
Do tej pory słyszę przykrości dot. mojego sposobu karmienia, ze to nie ta sama bliskość, ze nie ma tego uczucia itp. Do jasnej.... przecież nie karmie jej na kiju, nie karmie przez ścianę...Miedzy nami naprawdę jest wieź i tez czujemy swoja bliskość. Kocham ja nad życie, ona wpatrzona we mnie jak w obrazek i przytula sie zawsze tak mocno - mimo ze mleko leje sie z plastiku, a nie ze zmasakrowanej, no ALE PIERSI...
Strasznie żałuje ze nikt wcześniej nie opowiedział mi o tego typu historiach, żałuje ze nikt szczerze nie powiedział mi ze może być ciężko, żałuje ze nie było wtedy Klubu Niegrzecznych Mamusiek :)
PS. A poza tym to jak sie później okazało...pól mojej rodziny i większość znajomych butelka wykarmiona i żyje.
*Ola do tej pory 2 razy miała katar, jest cały czas w okolicach 50-60 centyla. Jest zdrowa, silna, energiczna. Ma co prawda nietolerancje laktozy, ale żeby zwalać to od razu na karmienie...?








Czy to ciągle jest jeszcze Twoja ciocia...?
OdpowiedzUsuńBrak słów. I mówisz, że pediatra?
Ehhh mi wciaz brak slow...Na szczescie sa na swiecie jeszcze inni pediatrzy :)
OdpowiedzUsuńMi też brak słów! Rodzina i ta bliska i ta dalsza powinna być wsparciem, nie pouczać, nie karcić i nie mówić TAKICH słów! Ja miałam to szczęście, że w szpitalu na terror laktacyjny nie trafiłam. A mama i siostra okazały mi ogromne wsparcie. Obydwie mocno związane z medycyną i obydwie mi tłumaczyły, że jeśli mam karmić piersią za wszelką cenę i czuć się z tym źle, to dla mojego zdrowia psychicznego i i dla zdrowia psychicznego dziecka, lepiej bym karmiła butlą. Maks nie chciał ssać piersi, butelka była lepsza. I tak do siódmego miesiąca dostawał moje mleko butlą, ale był też dokarmiany mlekiem modyfikowanym. I cieszę się, że nikt mnie do niczego nie zmuszał, a rodzina nie nazywała złą matką. Wręcz przeciwnie, sama się tak czasem nazywam i wtedy słyszę od mojej mamy, wyluzuj!!!
OdpowiedzUsuńO żesz! Chyba bym wykonał siarczysty telefon do tej ciotki, ja bym chyba zaryczała się totalnie po takiej wizycie.
OdpowiedzUsuńOd takich destrukcyjnych pediatrów jak najdalej.
A skazę Robaczku Kuba miał mimo karmienia mojego = pół roku bez mleka, masła, sera, jajka dla mnie..
Do ciotki nie chodze, na szczescie to nie rodzina, tylko "przyjaciel" rodziny. Rodzina ta najblizsza bardzo mi pomogla w podjeciu decyzji o przejsciu na butle. Mama tez nas karmila butelka.
OdpowiedzUsuńZosiabg, podziwiam, naprawdę!! Ja chyba jestem za dużą egoistką, bo jak usłyszałam, że dla mnie zero mleka do kawusi, zero żółtego sera czy jogurtów to poddałam się zupełnie
OdpowiedzUsuńDokładnie tak jak mówi Zosia, alergia to ruletka, mam wrażenie, że mało zależna od karmienia piersią, bardziej od genów. Moja kuzynka syna karmiła 2,5 roku, a maly (10 lat teraz) ma poważną alergię z astmą. Drugiego (1,5 roku) też karmi, a co chwilę chory. Mój Totoś do tej pory (9 miesięcy) złapał tylko właśnie ospę, a jest dzieckiem w większości butelkowym :) Z resztą o tej odporności i braku alergii dużo było na blogu butelkowym (butelkowy.blox.pl).
OdpowiedzUsuńPrawie popłakałam się czytając Twój post, ja też mam ten żal (do siebie i terroru laktacyjnego) o stracone pierwsze chwile z małym. Pozdrowienia dla Ciebie i Oli!
magda.. do jakiej kawusi :p
OdpowiedzUsuńrobaczek, a co je Ola?? jaką mieszankę? Młodemu przepisali w szpitalu Neocate (146,-zł za 400g!!! - na szczęście w Niemczech całkowicie refundowane). Przyjechaliśmy na święta i zabrakło nam jedzonka, więc lekarz przepisał Nutramigen (czy jakoś tak) i Szymkowi wróciły znów kupki z krwią i wysypka na buzi. Pominę chwilą ciszy walory smakowe. A niby jedno i drugie to same aminokwasy...
OdpowiedzUsuńO rany! czytam to i w włosy staja mi na głowie. Ja rodziłam w szpitalu innym niż zamierzałam,jednak do tego chodziliśmy do szkoły rodzenia i dlatego przy nim zostaliśmy.Miałam małe obawy. Rodziłam na Inflanckiej. Z mężem. Problemu z karmieniem w sumie nie miałam. Mąż okazał się wielkim specjalistą i to on przystawiał mi Mateusza do piersi:)
OdpowiedzUsuńAle chciałam napisać, że właśnie w tym szpitalu położna laktacyjna przychodziła ok dwóch razy dziennie. Rano przy obchodzie, jak trzeba było to pielęgniarki, też pokazywały jak karmić. Panie doktor super.Zawsze można było przejść się do pokoju pielęgniarek od niemowlaczków i też pokazały co robić. Ponieważ urodziłam o 10 rano to mąż był ze mną cały dzień, pomagał przy Mateuszu. Jednak jak poszedł, mały zaczął na noc strasznie marudzić, popłakiwać itd.Żeby nie budzić innych maluszków w sali,poszłam z nim na spacer po korytarzu. I tam też zaczepiła mnie pielęgniarka,spytała co się dzieję. Stwierdziła, że może jest głodny.Za chwilę dała małemu strzykawkę z mleczkiem,które wpuszczała mu po palcu, żeby go nie "rozleniwić". Mały zaraz później usnął.Po paru godzinach drugi taki spacer i noc przeżyliśmy:) a w następnej dobie mleka miałam już pod dostatkiem i sami sobie radziliśmy.
Nie rozumiem jak kobieta po porodzie może być zostawiona sama sobie, jak ktoś może za nią decydować, jak ma karmić swoje dziecko!
robaczek: poryczałam sie oczywiscie czytając... ja dużo szybciej się poddalam i teraz jestem z tego dumna ;)
OdpowiedzUsuńa Olcia taka sliczna i taka sprawna... ta "ciocia" chyba już się ze wstydu smaży...
A co to za szpital? Moze powinnysmy zrobić osobny post, które miejsca stanowczo odradzamy...
Bardzo chętnie. Fundacja rodzić po ludzku ma taki ranking, zawsze mozna zajrzec. Ale jak jest wiecej źródeł to zawsze lepiej.
OdpowiedzUsuńPamiętam. Kochana może gdybym była bliżej to bardziej bym Ci pomogła niz tylko sms-ami.
OdpowiedzUsuńBidulka byłaś, słyszałam o tej "cioci".
Sama mówiłam "szkoda, że chwile które powinny być najpiękniejsze i najważniesze zamieniają się w koszmar!".
Sami mądrzy dookoła a sami butla od pierwszego dnia karmieni!
ja niestety na Inflanckiej wlasnie rodzilam :( Nilka ty pewnie juz po remoncie i moze ominely cie docinki poloznych z patologii ktore to dasaly sie ze 2 sale z patologii przerobili na poporodowe (PS> nas lezalo 7 na sali!!!! MASAKRA!!!!) A polozna laktacyjna...no coz wtedy do mnie nie dotarla :( Wreczyla przy wypisie wizytowke ze moze prywatnie przyjechac i takie tam. Wreszczie przyjezdzala do mnie polozna z Domu Narodzin, naprawde mila i dobra kobieta, ale nie pomoglo...Ja przejezdzajac teraz w okolicach Inflanckiej mam bol brzucha, dreszcze i ciarki na plecach, a naprawde nastawiona bylam bardzo pozytywnie do tego szpitala. Jesli kiedykolwiek zdecyduje sie jeszcze na dziecko - NIGDY TAM NIE URODZE!!!!
OdpowiedzUsuńA jeszcze nawiasem mowiac przez cala ta meczarnie z karmieniem bylam tak zdolowana, zestresowana, tak bardzo meczyla mnie depresja, ze serio z pierwszego miesiaca oli nie mam prawie wcale zdjec :( Zdjecia zaczelismy robic jak z usmiechem na ustach karmilismy mala butelka :(
A co do ran, po jakichs 2-3 miesiacach sie pogoily (Bogu dzieki ze to lato bylo i moglam pol naga chodzic)ale do tej pory blizny widoczne sa golym okiem :(
Marcia - I tak pomoglas. Taki "glupi" sms byl dla mnie wazniejszy niz niejedno gadanie. Bo wreszcie chyba uslyszalam ze nie wszystkim sie musi udac mimo staran...I ze nie wszystko jest tak rozowe...
robaczek ja rodziłam podczas remontu jeszcze...stuki, puki i wiercenia by codziennie, od rana do wieczora. Był dni gdzie na sali leżało nas nawet sześć ale mi jakoś to nie przeszkadzało. Teraz to naprawdę jestem w szoku, miałam dobre zdanie o tym szpitalu a teraz sama nie wiem...i dalej nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy jak można traktować tak kobiety! I co najgorsze to KOBIETY traktują tak KOBIETY!
OdpowiedzUsuńNie wiem na pewno, bo przecież nie rodziłam;)ale dobrym szpitalem wydaje mi się szpital na Żelaznej. I jak zdecyduje się na drugiego malucha to właśnie tam mam zamiar rodzić. Tym bardziej, że mam super panią ginekolog która właśnie tam pracuje.Oczywiście teraz koniecznie ze znieczuleniem! (już nie dałabym sobie wmówić, że w sumie to już na nie za późno). Jako jedyna z sali 6 osobowej i to przy zmianie dziewczyn,rodziłam "na żywca".
OdpowiedzUsuńDziękuje,wiem już jak to jest rodzić jak nasze babcie i więcej tak nie zamierzam!
Moze ja na gorsza zmiane trafilam, ale z kim teraz nie rozmawiam, to kazdy ma zdanie podobne niestety.
OdpowiedzUsuńCo do szpitali to ponoc Madalinskiego jeszcze dobrymi opiniami sie cieszy.
A bez znieczulenia? Kobieto MEGA PODZIW!!! Ja za miekka jestem ;) Bez znieczulenia bym nie urodzila, nie bylo nawet takiej opcji ja sie panicznie boje nieznanego mi bolu :)
Ale ja znieczulenie chciałam! Jak najbardziej!Do odpornych na ból też nie należę:) Tylko mi lekarz powiedział, że już za późno bo zaraz rodzę.Okazało się inaczej.Drugi raz zbyć się nie dam.
OdpowiedzUsuńDobrze jednak, że to prawda, że z czasem zapomina się o tym bólu. Przynajmniej ja tak mam:)
Mnie dali po 6 godzinach i dobrze, bo 15 minut potem okazało sie ze cesarka. Taka bylam 'mocna' do momentu jak zaczelam zjadać posciel.. u nas ZOP bezpłatny i bezproblemowo dają każdej która chce (o ile anestezjolog w okolicy).
OdpowiedzUsuńW życiu nie bede rodzić 2 raz bez znieczulenia ;)
Po pierwsze - współczuję bardzo.
OdpowiedzUsuńNigdy nie zrozumiem ludzi z naturą terrorysty - zaślepionych fanatyków jednej idei, którzy innym robią z życia koszmar żeby tylko ją przepchnąć.
Sytuację miałam odwrotną. Urodziłam córkę w szpitalu gdzie 99% dzieci było dokarmianych sztucznym mlekiem. Jeśli było jakieś ciśnienie, to żeby dokarmiać sztucznie - na wszelki wypadek. Oczywiście położne nie kwapiły się żeby pomagać matkom chcącym karmić naturalnie. Zamiast odpowiadać na pytania - proponowały sztuczną mieszankę. (Na szczęście ja miałam położną "zapłaconą" która mi pomogła przystawić dziecko po porodzie i jakoś poszło)
A kiedy mała leżała w inkubatorze na naświetlaniach a ja półżywa odciągałam dla niej pokarm (ręcznie! bo odciągacza nie miałam), położne (jak się później okazało) dokarmiały małą sztucznym mlekiem za moimi plecami, wbrew mojej woli. Bo kto by się tam matki pytał. Jakby miała prawo do decydowania w kwestii własnego dziecka! Co też sobie matka wyobraża! Było im wygodniej i tyle.
O innych nieprzyjemnościach doświadczonych ze strony wymienionych pań wolę nie pisać, żeby nie zaśmiecać tematu przydługawymi wynurzeniami o gwałceniu praw pacjenta i poniewieraniu wyczerpanymi psycho-fizycznie pierworódkami.
A karmiłam dziecko do 16 miesiąca i uwielbiałam to, chyba przede wszystkim z powodu wygodnictwa :)
Stop wszelkim terrorom i terrorystom!
pierwszy raz w zyciu poryczałam się czytajac bloga :(
OdpowiedzUsuńhistoria na książkę, smutna ale ze szczesliwym finałem
jakie to szczęście, że twój partner zachował zimną krew :)
ja rodziłam na Karowej, opieka super, połozne laktacyjne tez, nawet mozna było butelki, smoczki i mleko dostac dla malucha jak matka nie miała swojego pokarmu - ale czasem te same połozne wpadały do pokoju i warczały żeby "nie siadać na kocu (na łóżku) bo kocem to sie przykrywamy"
oh ... to wszsytko dzieło przypadku
pozdrawiam mamuski
Mi tez sie noz otwiera jak slysze o tej niby lepszej więzi miedzy dzieckiem i matka, ktora karmi piersia...
OdpowiedzUsuńfaktyczna mi wiez, kiedy matka ma łzy starchu i przerazenia w oczach kiedy przychodzi jej karmic dziecka
a łzy sczescia po nakarmieniu butelka...
no i gdzie tu lepsza wiez???
witaj
OdpowiedzUsuńja obecnie jestem w 6 miesiącu, będzie to moje 3 dziecko i przyznam szczerze - JESTEM PRZERAŻONA!
po dwóch porodach byłam ZMUSZANA do karmienia cycem, chociaż od początku zakładałam sobie że karmić nie będę... jednak jak się okazało moje założenia poszły się p... na kilka dni pobytu w szpitalu, bo ani butelki ani smoczka się tam nie dało doprosić "Pokarm Pani ma? no to karmimy, karmimy..." Cholera jasna! jak tylko wróciłam do domu zaaplikowałam dziecku flachę i byłam hepi...
W czerwcu mam rodzić i jestem załamana, cały czas o tym myślę, nie wiem jak sobie poradzić z terrorem, NIE CHCĘ KARMIĆ PIERSIĄ! Co mam zrobić, żeby tym razem się udało?
tez lezalam w szpitalu po cesarce i tylko wizyta lekarska rano i wieczorem. A polozna wogole nie przychodzila przez te piec dni. Nikt nie pokazal jak przewijac jak karmic jak kapac. Plakalam przez piec dni az wrocilam do domu. To co przeczytamy w gazetach o metodach karmienia, przewijania to co innego niz zeczywistosc
OdpowiedzUsuńWitam. Mam 7-miesięczną córeczkę. Jak przeczytałam twoją historię to wróciły wszystkie wspomnienia, te smutne i ryczę jak głupia. Miałam podobną sytuację, z tą różnicą że rodziłam 18 godzin i w końcu zrobili mi cc. Dziecko zdrowe na szczęście. Ale z karmieniem było podobnie. Już pierwszej nocy położna przyniosła mi małą (mimo, że byłam po cesarce), bo ...za głośno płakała i nie dała spać innym dzieciom. Piersi pełne, bolące ale nikt nie pokazał jak przystawiać. Później to już był koszmar. Po powrocie do domu podobnie- piersi stały się ranami, krwawiącymi. Dziecko ciągle głodne, płakało, ulewało krwią. Masakra. Ratowałam się radami mam w internecie. Kupiłam butelki, mleko. Dziecko przemieniło się w anioła. Ale nie chciałam rezygnować. Chyba 2 tygodnie leczyłam piersi. Pomiędzy kolejnymi smarowaniami maścią (i wietrzeniem- było lato więc chodziłam po domu pół-naga) ściągałam mleko- laktatorem elektr. Początkowo wylewałam do zlewu bo było czerwone od krwi. Ale po kilku dniach już było lepiej. Piersi nadal bolały, ale podawałam małej swoje mleko z butelki. Jak minął nawał mleczny to przystawiłam dziecko ponownie. Udało się. I jestem z tego dumna, że dałam radę- sama. Powodzenia życzę wszystkim obecnym i przyszłym mamusiom. I wytrwałości. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńja niestety przetrwałam to ten terror krzyki i płacz każde karmienie było dla mnie masakrą i szokiem teraz jest lepiej mała chętnie je ale ma już 5,5 miesiąca :P ale już mam dosyć karmienia piersią zle się zaczęło może i dobrze się skończy poczekam do tej magicznej 6 (m-c) ale tylko ze względu na naciski z zewnątrz...choć chća (teściowie) żeby to trwało dłużej ale co tam...postawie się wkońcu to nasze dziecko i nasz wybór
OdpowiedzUsuńTo ja napisze o sobie.
OdpowiedzUsuńJestem mamą 7-cznej Ady. W mojej histoii to mąż kazal mi karmić piersią. Piersi zmasakrowane, krew się leje. Mała ulewa krwią, płacze non-stop bo niedojedzona. Też żałowałam że mam dziecko, jak nadchodził czas karmienia płakalam. Zero wsparcia od męża. Nie zgadzał się na podanie butelki. Nie ważne, że ja cierpie. Kiedy walczyłam o butelke, mówił że jestem egoistką, że jestem niedojrzała emocjonalnie, że nie powinnam mieć dzieci, że mysle tylko o sobie, że nie zależy mi na zdrowiu dziecka (bo czywiście tylko na piersi dziecko będzie zdrowe) Masakra. Miałam poczucie winy, zjechało mi w dół poczucie wartości, zagryzalam zęby i karmiłam. Przez 4 m-ce byłam na diecie, bo mała miała kolki. I to też byl problem. Było mi bardzo ciężko. Mąż zajadał się smakołykami przy mnie a mi nie wolno było a jak tylko probowałam coś powiedzieć to znów byłam egoistką i niedojrzałą emocjonalnie...
Dziś mała ma 7m-cy. Nadal karmie, ale dziś dlatego że chce. Nic mnie nie boli, jem już wszystko. Przyjemnością to się stało jak mała skonczyła 5m-cy. A do tego czasu to byla moja ciągła walka ze sobą i z mężem...
Dziękuje, że jesteście, że mogłam to wywalic z siebie... zal mi tylko mojej małej. Boję się że to ciągłe spięcie we mnie i miedzy mną a męzem w pierwszych jej m-cach odbije się na niej...
OdpowiedzUsuńWitam moje Panie, jak dobrze że znalazlam taką stronę,widzę że nie jestem jedyna, urodziłam 3 miesiące temu, nie miałam pokarmu wogole!!!!, w szpitalu usłyszałam od położnych ( lekarek również) że będę "wyrodną matką" bo nie potrafie nakarmić dziecka,pompowanie laktatorem też nie pomogło, oczywiście mała płakała przez 2 dni bo była głodna, położne uważały że sobie wymyślam, że nie mam pokarmu,( zauważyła to dopiero położna środowiskowa po tygodniu) ryczałam przez cały miesiąc z poczucia winy i lęku, że bede narażac dziecko na pożniejsze zdrowotne konsekwencje. Do pionu postawiła mnie mama ,ktora rowniez nie miała pokarmu ( siostry tez)i wychowała trzy zdrowe córki na butli. Po jakimś czasie przyszła do mnie położna środowiskowa i powiedziała, że nie mam sie czym przejmować, bo prawie każda mama dokarmia albo tylko karmi butlą, ale mało ktora sie do tego przyznaje.Córka rośnie i rozwija sie wrecz ksiazkowo mimo butli!
OdpowiedzUsuńA położnym z bydgoskiego Biziela chciałabym podziękować za najbardziej koszmarne dwa dni życia.
Oczywiscie na szczepieniach ponownie usłyszałam że zła ze mnie matka, bo nie karmię piersią, Czy lekarzom tak trudno w to uwierzyć że nie każda mama ma pokarm? Co to wogole za paranoja laktacyjna w tym kraju
ja pierwsze dziecko karmiłam piersia 3,5 miesiaca. Ale był głownie na butelce. Przez 3,5 miesiaca męczylismy sie strasznie oboje, to był koszmar. Przy drugim dziecku juz sobie darowałam wszystkich przejsc. Niestety skonczylo sie w drugim tygodniu zycia, dziecko nie chcialo juz wogole jesc z cycka tylko butla. Zdarza sie. Ale teraz na prawde ciesze sie z macierzynstwa
OdpowiedzUsuńKocham ten blog!Dzieki niemu wiem,ze jestem normalna!A wczesniej wiedzialam,ze jestem zla bo drugie dziecko swiadomie odstawialm od piersi od razu(przy pierwszym dziecku karmienie bylo koszmarem),urodzilam przez cesarki(czesto slysze,ze co ja mogewiedziec o bolu porodowym przeciez ja sobie dziecko kupilam,ja nie mam prawa czuc tego co matka rodzaca sn),ze moim dzieciom puszczam bajki,ze czasem siadam beztrosko i nie zwracam uwagi na awantury dzieci,och duzo by pisac.Dzieki za ten blog.Matko,ja jestem NORMALNA!!!!Kinga
OdpowiedzUsuńTak czytam... i chyba nigdy początek karmienia nie należy do łatwych i przyjemnych...
OdpowiedzUsuńW szpitalu nikt nie pokazał jak TO się robi, położna laktacyjna była akurat na urlopie i drugiego dnia zażądałam od męża żeby przywiózł mi butelkę. (Zamierzałam karmić piersią, ale butelki kupiłam na wypadek gdyby mąż musiał nakarmić bąka). Od pielęgniarek mleko dostałam, ale z komentarzem i ciężką naganą w głosie "KARMIMY PIERSIĄ!!!". Mąż zaraz wrócił z apteki z "naszym" mlekiem żebym nie musiała tego wysłuchiwać.
Koniec końców karmiłam piersią do 9. miesiąca i miałam tyle mleka, że znajome pielęgniarki (z innego szpitala z izby przyjęć) śmiały się ze mnie, mówiąc że mogę sprzedawać ;) Ale właśnie na początku karmiliśmy na zmianę z mężem, żeby te obolałe piersi mogły chwilę odpocząć i żebym za każdym razem karmiąc nie zalewała synka łzami...
moja coreczka zterorryzowala mnie i moje piersi chce yc przy cycu 24h jak tylko nie czuje cyca to jest placz jakbym rozdzierala ją ze skóry, polożna poradzila smoka ale niestety nie pomaga bo ona krzyczy jeszcze bardziej jak jej wciskam smoka. Mleka mam mase ale naprawde mam dosc ciglego karmienia, czasami nie moge nawet wyjsc do toalety, wiec karmienie nie psrawia mi przyjemnosci tylko jest dla mnie koszmarem juz nie wspomne ze jakbym chciala gdzies wyjsc to juz wogole moge zapomniec. Bede szczera szkoda mi troche odstawiac tego cyca ale grubo zastanawiam sie nad przejsciem na butle bo ja sie mecze i mysle ze ona tez. Boje sie tylko tego przejscia co mam zrobic z piersiami jak przestawic dziecko na butle bez ogromnego bolu piersi, proszę o rady jak zrobic to jak najmniej bolesnie
OdpowiedzUsuńmiałam nie planowaną cesarkę, dziecko urodziło się w zamartwicy,maleńkie (ważyła 2300), słabiutkie, przez to wszystko moja D. nie chciała ssać piersi, połżne na siłę ją przystawiały, przyciskały jej gówkę do mojego cyca, mówiły że po ich trupie bedę karmić butelką, skutkiem tego dostałam ciężkiej depresji, stałam się agresywna i płaczliwa, tak samo jak autorka wątku nie lubiłam swojego dziecka, bo wszyscy dookoła obwiniali mnie za to, że nie dałam rady, że niesprawdziłam się jako matka.
OdpowiedzUsuńZ druga ciążą było już inaczej wiedziałam, że będzie cesarka i że nie będę karmić piersią, byłam stanowcza w swoim postanowieniu i nie dałam się zaszczuć przez pseudo położne,
Teraz wiem, że sposób w jaki urodziłam i karmiłam moje córki nie ma najmniejszego znaczenia w kontaktach między nami, nie wpłynął też w jaki kolwiek sposób na ich zdrowie i rozwój intelektualny.
Mam tylko nadzieję, że moje córki będą mogły liczyć na wsparcie pesonelu medycznego podczas swoich porodów i będą czuły się bezpiecznie, bo mnie tego komfortu nikt nie zapewnił.
Pozdrawiam
Ja gdy odstawialam dziecko od piersi nie chcacprzezywac koszmaru a mialam pokarm,malemu dawalam butelke a sama okladam piersi lismi kapusty a by nie doszlo do zapalenia.Dodatkowo nie wolno odciagac pokarmu ani masowac piersi gdzyz powoduje to laktacje(tak mi przynajmniej powiedziano)Tluczkiem do miesa tluklam liscie kapsty i okladalam nimi piersi(moj maz nawet sie smial,ze moge robic surowki bo mleko juz mam)Mi ta ka[usta pomogla
OdpowiedzUsuńDawno się tak nie upłakałam, jak teraz, czytając tego posta. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńMój Pawełek, dziś kończy miesiąc, teraz spi przytulony do mojej piersi, nakarmiony oczywista butelką:)
Przystawiam go czasem do cycka, ale bardziej by sobie pomamlał, bo pojeść to raczej nie poje:)
Pozdrawiam
Sylwia
Sylwio nie ma co płakac.Mi tez było ciezko odstawic dziecko od piersi.Starszego syna karmiłam piersią mimo,że to byl koszmar,ból,zmęczenie,stres ani mnie ani jemu nie wychodziło to na dobre.To było moje pierwsze dziecko,ja byłam laikiem,wierzyłam w dobre rady,próbowałam wszystkiemu sprostac jak najlepiej.Przychodziła pora karmienia i cierpiałam a w myślach sie karciłam,ze jestem zła bo kazano mi karmic piersią,że będzie zdrowy,że tak to zostało wymyślone,że ja jestem najmniej wazna.Nieprzespane noce,zmęczenie,żadnego wyjścia z domu i to wszystko mnie przytłoczyło.Kiedy po 4 miesiącach dałam mu butelke poczułam wolnośc,radoś i zaczęam czuc sie jak matka a nie jak ssak który musi nakarmi swoje dziecko bo tak trzeba.Przy drugim dziecku postanowiłam nie da sie wciagnąc w ta machine bycia "wspaniałym".Broniłam sie rękami i nogami przed karmieniem mimo,że pokarm miałam piersi bolały,miałam kapuste i na minute nie wyciagałam jej z piersi.Moje dziecko od poczatku było na butli,najedzone,ja nie żyłam koszmarem bólu.On budził sie tylko na jedzenie,ja mogłam sie wyspac o ile to możliwe przy małym dziecku i oboje bylismy zadowoleni.Teraz też jestem madrzejsza bo słucham dobrych rad.Powodzenia Ci życzee.
OdpowiedzUsuńPoprawka na końcu,jestem madrzejsza bo NIE słucham rad typu dobra ciocia
OdpowiedzUsuńZanim usłyszałam pojęcie "terror laktacyjny" używałam "kult cyca". W każdej gazecie dla mam, programach zawsze tekst zaczyna się od "jeśli karmisz piersią..." Nie ma nic dla mam karmiących butlą. Zawsze mnie to wkurzało więc przestałam to kupować. Nie czuję się gorsza tylko dlatego że mój syn jest na sztucznym mleku. Cyprian urodził się w 35 tyg. Nie miał odruchu ssania, był slaby. Przez tydzień karmiony sondą, później nieśmiałe próby butelką. Wyszedł ze szpitala po 3 tygodniach (ja po dwóch). Przez cały pobyt z cycka wypił tylko 2 razy. Kiedy poprosiłam o pomoc pielęgniarki z neonatologii usłyszałam "to nie należy do nas". Pielęgniarka laktacyjna ( nawiasam mówiąc najlepszy człowiek w całym szpitalu)była tak zabiegana, że tylko te 2 razy mogła mi pomóc. Była jedna na cały szpital.
OdpowiedzUsuńW domu mój syn nadal nie chciał nawet patrzeć na pierś. Jeżeli za pierwszym lub drugim razem nie dał rady się przyssać to był płacz, krzyk i tyle. Ściągałam pokarm i przelewałam do butli. Teraz pokarm się skończył i całkowicie przeszliśmy na butelkę. Nie żałuję. Mogę spokojnie wyjść z domu, wiedząc że mąż nakarmi małego. Mogę jeść co chcę, nie martwiąc się, że zaszkodzę dziecku. To się nazywa zdrowy egoizm. Na szczęście osoby z najbliższego otoczenia nie kultywują naturalnego karmienia i nie mam nawiedzonych "cioć"
Ja od samego poczatku nie mialam latwo maly od chwili narodzin dostawiany do piersi robil sie bordowy krzyczal prerzyl sie teraz lapie brodawke wyplowa i krzyczy nic na niego nie dzialalo NIE WYTRZYMAM mowie wam ze jak bym mogla to bym piorunami ciskala. Po za tym maly tylko ze mna na rekach przy cycku nikt nie istnieje tylko ja u meza placze jak by go ze skory obdzierali, nawet siku raz z nim bylam bo nie moglam wytrzymac.
OdpowiedzUsuńBylam u lekarza dzis zeby mi dala tabletki na zgubienie pokarmu poplakalam sie a ona co ze to jest najlepsze dla dziecka ze mam go dokarmiac i karmic piersia. spi po 15 minut a po butelce 3 godziny i postanowilam ze wszystko zrobie zeby go karmic butelka bo nie wytrzymam a i on jest mala wscieklizna przezemnie bo podobno nerwy tez sa wyciagane przez piers.
Poród wspominam wspaniale..najpiękniejsza chwila w moim życiu..gorzej z karmieniem. 2 tygodnie walki...W szpitalu wszystkie Panie leżące ze mną na oddziale po porodowym wręcz krzyczały:
OdpowiedzUsuń-KARM PIERSIĄ, przystawiaj...
-BUTELKĄ... KARMISZ BUTELKĄ...?Od samego 4 dniowego pobytu w szpitalu i wyzywania mnie od złej matki miałam dosyć. Z moich piersi nie leciało mleko, byłam zmęczona, obolała a synek coraz bardziej zły. W domu było jeszcze gorzej, laktatorem udało mi się ściągnąć 50 ml. dziennie i to po wielu godzinach męczarni..
Powiedziałam dość! Mój syn ma dzisiaj 7 m-cy , jest karmiony sztucznym mlekiem i ani razu nie było chory, ani razu nie miała kataru....
Mamuśki nie dołujcie się...nie katujcie na siłę laktatorami czy przystawianiem do piersi. Karmienie piersią powinno odbywać się w ciszy, spokoju i ze spokojną matką a nie ze zdenerwowaną, obolałą i mającą wszystkiego dość mamuśką.
Moja córka ma dziś 1,5 roku a poród wspominam jako koszmar. Męczyłam się przez 13 godzin aż w końcu zrobiono mi cc. Byłam cała obolała, nieprzytomna. Po jakomś czasie przyniesiono mi dziecko i kazali karmić. Oczywiście nie wiedziałam jak podać jej cyca, nikt mi nie pomógł. Mała miała silna potrzebę ssania, ja miałam mleko ale nie miałam siły. Karmienie jej strasznie bolało ponieważ nie potrafiłam poprawnie przystawić jej do piersi. Płakałam z bólu, byłam wściekła, rozżalona. Zaczełam dokarmiac ja butelką jeszcze w szpitalu, oczywiścnie nie obyło sie to bez komentarzy personelu. Kiedy wróciłam do domu postanowiłam, że nie będę karmiła piersia tylko butlą. Zadzwoniłam do mojej ginekolog, żeby przepisała mi tabletki na zatrzymanie laktacji. Nasłuchałam się, że jestem niepoważna, że robie krzywde swojemu dziecku ale ja się uparłam i receptę otrzymałam. Życie stało się piękniejsze, ja nie cierpiałam, wróciła mi ochota do życia a mała jadła aż miło! Denerwujące sa pytania róznych osób : "a jak karmisz? piersią czy butelką?" Z premedytacją odpowaidałam, że butelką. I pytanie " nie miałaś pokarmu?" Odpowiadałam, że nie karmię piersią bo nie chcę! Musiałybyście zobaczyć miny tych supermatek! Oczywiście przez ten terror miałam poczucie winy ale z czasem mi przeszło, bo wiem, że szczęsliwa mama to szczęśliwe dziecko. Czy któraś z was nie karmiła bo poprostu nie chciała????
OdpowiedzUsuńJa również karmiłam dziecko mlekiem modyfikowanym i słyszałam wokół, że krzywdzę dziecko. W szpitalu po porodzie spędziliśmy dwa tygodnie z powodu narastającej bilirubiny mojego synka. On leżał w inkubatorze, a ja płakałam i ściągałam mleko laktatorem żeby je potem wylać do zlewu bo synek nie mógł dostawać mojego pokarmu. Karmili go mlekiem modyfikowanym. W domu wróciliśmy do piersi, ale z niej prawie nic nie leciało, a samo karmienie sprawiało mi ból mimo poprawnego ssania. Wolałam najpierw odciągać i potem karmić synka butelką zamiast przystawiać go bezpośrednio do piersi, a równocześnie dawałam mu mleko modyfikowane bo wiedziałam, że moim się raczej nie posili. W przychodni oczywiście była to moja wina, że nie mam pokarmu i mam karmić dziecko piersią, a nie modyfikowanym mlekiem. Synek ma skazę białkową więc znowu wizyty w przychodni i słuchanie, że to przez mleko, ale wymusiłam receptę na łatwiej przyswajalne mleko, potem inne bo to się nie przyjęło i po czterech mieisącach od urodzenia zaprzestałam ściągania swojego mleka tylko przeszliśmy na modyfikowane. Dziewczyny nie przejmujcie się gadaniem ludzi dobra rada. Wiecie same co jest najlepsze dla waszych dzieci bo nikt inny nie zna ich tak jak wy i niech w końcu skończy się ten terror laktacyjny - najważniejsze żebyśmy były szczęśliwe bo wtedy nasze dziecko też będzie się pięnie i zdrowo rozwijać. Mój synek ma co prawda problemy skórne, ale to rodzinne, ale poza tym rośnie pięknie i do tej pory ( ma teraz 17 miesięcy) nie chorował. Mleko modyfikowane zastąpiło z powodzeniem moje marne własne.
OdpowiedzUsuńDrugi poród i druga porażka...tym razem tak bardzo chciałam tak bardzo sobie obiecywałam ,że dam radę...i co? TOTALNA PORAŻKA....
OdpowiedzUsuńMoja pierworodna 4200kg 53cm w 41 tyg poród naturalny większość czasu się darłam ledwo ją wypchnęłam...sina kluska wylądowała w inkubatorze po 4 godz zagnała mnie do niej moja własna M bo niby Mała głodna - rzeczywiście ssała maskę tlenową...ściągnęłam z cycka i dałam w kieliszku wypiła...w nocy dostałam ją na salę no i się zaczęło...Ona wyła bo głodna a ja wyłam bo tak bolały cycki...ojjj jak ja Małej wtedy nie lubiłam....krzyczałam...nikt nie przyszedł...wypisali mnie w święto niepodległości...cyrk trwał 2,5tyg : hektolitry bawarek,laktator,wieczne uciskanie i oglądanie tego co wypływa z cycków.Mała wiecznie niespokojna bo głodna ,ssała i usypiała, mi się wydawało ,że się najadła więc ją odkładałam do łóżka mijało 15min i ryk od nowa!!!!Byłam na granicy palnięcia sobie w łeb tylko czym ;)
A do tego musiałam przyjąć gości bo jakże to przecież tak trzeba.A ja na kiwnięcie palcem - wyłam jak zarzynane zwierzę...Po 2,5 tyg poddałam się w ruch poszły butelki i mleko po pierwszej porcji Mała spała 8 godz!!!Teraz ma 11lat jest cudowną wspaniałą dziewczyną Nastolatką - okazem zdrowia!Poród drugi całkiem niedawno Mały ma 6mcy!Powtórka z rozrywki choć tak bardzo chciałam....Tym razem cesarka bo spodziewali się giganta z USG przed 4968kg w 45 min byłam na stole a decyzję musiałam podjąć w 15min...Mały 4400kg 57cm...o mało co zapomnieli by mi go pokazać gdyby anestezjolog się nie upomniał...Po cesarce Mały od razu był obok mnie a ja się nijak ruszyć nie mogłam...wieczorem się zreflektowały ,że on jakiś taki zimny jest to mi go do łóżka włożyły...13:40 poród a o 23:00 zagnały mnie pod prysznic - wstać...to był nie lada wyczyn...Oczywiście musowo karmić!Od razu po cesarce wszystko musiałam robić przy Małym sama...Mały ssał suuperancko tylko jakoś z cycków niewiele leciało...i znów ten sam stres...Darł się non stop a mi się serce krajało...wkurzałam się coraz bardziej...On głodny ,ja kłębek nerwów a cycki miały wszystko w d...ie...i nie leciało z nich prawie nic...mówili 3 dni i poleci ....jakoś nie pomyślałam co ma Mały jeść w trakcie tych 3 dni....potem mówili 10....w końcu jedna położna powiedziała dość .Butla i regularne karmienie...mało pomogło ,nie wiem Mały darł się już chyba z przyzwyczajenia....Po 6 dobach (wieczność) wyszliśmy do domu...Oszukiwałam sama siebie i dostawiałam do cycków ale Małemu bardziej podobała się butelka bo leciało szybko i treściwie...Wymowny był taki jeden raz kiedy go dostawiłam a on ostentacyjnie zrobił : BLEEEE!!!! I było po sprawie.Rośnie jak na drożdżach....aaa na marginesie w ruch poszedł już i rogal i chrupki kukurydziane i nawet jajecznica...nic mu nie było....Najlepiej mu jest jak na kolanach Małej oglądają TV...i na fakty też czasem zerka z łóżeczka normalnie filuje....
A ja napiszę coś zupełnie innego. Urodziłam mojego synka przez cesarskie cięcie. Cały ten poród i wszystko co działo się dookoła w szpitalu to historia, której nie chciałabym wspominać. Jednym słowem katastrofa. Synka nie widziałam prawie 24h - procedury na Kopernika w Krakowie. Urodziłam o 10 rano, a Synka pokazali mi dopieor o 8 następnego dnia. Zaczęłam go karmić bez problemu. Właściwie nie miałam żadnych kłopotów. Troszkę mnie bolały piersi i tyle. Jednak po tygodniu siedzenia non stop na wersalce i karmienia Go miałam dosyć. powiedziałam mężowi, że trzy miesiące go karmie, bo tak trzeba i koniec, nie chcę słyszeć nic na temat karmienia. Ale potem wszystko się zmieniło. Karmienie stało się krótsze, szybkie i przyjemne. I wtedy wkroczyli doradcy. Muszę powiedzieć, że byłam pod stałym naciskiem mojej Teściowej, która nigdy nie karmiła piersią, mojej Babci, ciotki. wszyscy mi mówili, że synek jest na bank głodny, że musze wprowadzić butelkę. To był jakiś koszmar. Ale wytrzymałam - synka karmiłam do 9 miesiąca. Teraz obydwoje uznaliśmy, ze to czas już zakończyć i przejść na butelkę.
OdpowiedzUsuńNapisałam ten post, żebyście wiedziały, że niestety obojętne jak się karmi, przewija, wychowuje itp itd...zawsze znajdą się beznadziejni ludzie, którzy mają swoją wizję opieki nad dzieckiem, uważając, ze jest najlepsza i ta jedyna.
Ja karmiłam małego 2 miesiące. Przestałam bo tak chciałam i już. Od swojej teściowej dowiedziałam się że zrobiłam dziecku najgorszą krzywdę.
OdpowiedzUsuńJa mam 26 lat miesiąc temu urodziłam córkę która przewróciła mój świat do góry nogami,ale jestem z tego powodu szczęśliwa. Jestem negowana dla tego że nie karmie piersią ale co miałam zrobić jak mała nie chciała? Karmie ją sztucznie i nie uważam że robię źle dla mnie jest ważne ze wcina nawet to sztuczne mleko. Poza tym noszę ją na rękach, tulę i bujam. Może robię źle że tak robię ale kocham moje dziecko i chce żeby czuła się bezpiecznie i jak ona chce takich pieszczot będzie je miała zawsze bo obie to uwielbiamy a jej uśmiech to potwierdza.
OdpowiedzUsuńPoryczałam się czytając , ale ja też wyłam z bólu karmiąc piersią bo tak mówili to najlepsze co może być dla dziecka, a matka się już nie liczy? Tak wytrwałam 2miesiące mały sam zdecydował że woli swoją butelesię od maminego cycusia.Teraz oboje jesteśmy szczęśliwi!
OdpowiedzUsuńurodzilam synka przez cc po prawie 48 godzinach męczarni...pokarm mialam ale samo karmienie nie sprawialo mi nic a nic przyjemnosci, choc jak to mi wpajala tesciowa ze to" przyjemnosc", ja czulam tylko ogromny ból i wscieklosc ze mialo byc przyjemnie a nie jest. w domu to samo, nie wiem czy zle przystawialam czy co robilam zle, ale bolalo,plakalam przy kazdym karmieniu i chcialam to skonczyc,zwlaszcza ze z laktatora (ktory kupilam zeby piersi odpoczely) lecialo 80ml na dzien...co sie okazalo po ok miesiacu ze maly nie przybiera na wadze tylko wrecz traci!! poprosilam lekarke o mleko, na szczescie dostalismy. no ale co uslyszalam od tesciow ? ze to najwieksza krzywda dla dziecka! jakos nie widze,Maly ma 10 m-cy i jest szczesliwy.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam i włos mi się jeży - Twoje otoczenie Robaczku zrobiło wszystko byś.. nie karmiła, zwłaszcza "ciocia" wpędzając cie w stres i poczucie winy. Tak już jest jedna ma pokarmu dla dwojga druga wcale,co wcale nie znaczy że jest gorszą matką (co to za wartościowanie lepsza-gorsza jakby miłość matczyną dało sie zmierzyć).
OdpowiedzUsuńMnie się udało, dzięki manie i siostrze, które mnie wspierały, i paru innym osobom..
Ale nie piszę tego by się przechwalać.. i te kilka uwag proszę nie traktować jako pouczanie.. ale może którejś moje doświadczenie sie przyda.. może przy następnym dziecku.
Nic tak nie hamuje laktacji jak nerwy, stres, działanie pod przymusem. Położną-babsztyla który krzyczy na karmiąca powinno si zwolnić z pracy. Matkę, babkę, teściową... która wpędza młoda mame w poczucie winy wysłać do domu.. albo do kuchni.. jak chce być taka pomocna to niech obiad ugotuje albo przyniesie jakiś napój. Bo karmącej najdalej dwie minuty po przystawieniu dzidziusia chce sie piiiććć... (dlatego w miejscu gdzie karmiłam najcżęściej zawsze stała woda mineralna).
Miejsce karmienia powinno byc wygodne, bardzo wygodne. To w jakim otoczeniu obywa sie karmienie powinno zależec od kobiety, jesli chce absolutnego spokoju NIKT nie powiniem go zakłócać. Ale jeśli czuje się jak "odrzucona przez społeczeństwo butelka z mlekiem" to można karmić przy rodzinie (i przy gościach), czytając ksiażkę, przytulająć starsze dziecko (bo ono jest zwykle wtedy najbardziej przytulaśne), słuchając muzyki lub też (o zgrozo) oglądając TV. Maluchowi z cucem w buzi jest zasadniczo wszystko jedno...
Dieta.. no z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować cytrusy, truskawki, grzyby, rosół, alkohol, smarzone mięso (na początku) , ostre przyprawy, ograniczyć mleko.. i to by było na tyle, bez przesady z dietą, pokarm nie bierze sie z sucharków i wody mineralnej. Oczywiście dzieci miewaja alergie i kolki, ale to już metoda prób dochodzimy, czego jeszcze mamy nie jeść.
Nie każdy placz dziecka oznacza głód, jeśli płacze a ssac nie chce to najwyraźniej chce czegos innego.
Teraz jest moda na karmienie na rządanie ale kiedyś w szpitalach przynoszono dzieci na karmienie co 3 godziny i z głodu nie umierały. Nic się więc małemu nie stanie, jeśli ktoś (tatuś) ponosi lub powozi kilka minut, by mamusia mogła spokojnie skończyć kapiel lub kolacje.
A tatusiowi nic nie bedzie jak obiad zje później niż zwykle, bo małemu przedłużyło sie śniadanie na całe dopołudnie.
I świat sie nie zawali jeśli zamiast prania-prasowania-sprzatania wybieramy drzemkę lub inna przyjemność... a mleka od drzemki może przybyć.
Są "ssaki" które uwielbiaja to robić i domagają sie cyca częściej, jeśli dobrze przybieraja na wadze nie na się co martwić że pokarm jest "zły"
Na koniec o ściąganiu. Moja metoda była taka: po każdym karmieniu wycisnąć z wyssanej piersi jeszcze chociaż troszeczkę - wtedy przy nastepnym organizm wie, że ma wyprodukowąć więcej mleka.. ale to chyba nie jest "jedynie słuszna metoda".
PS. Depresja po zakończeniu karmienia jest czy się karmi 2 tygodnie czy.. dwa lata. Więć jeśli masz doła, że karmiłaś za krótko powiedz sobie "to te cholerne hormony"... i ciesz się życiem.
Pozdrawiam wszystkie mamuśki
Dorota
Dorota fajnie to napisałaś.
OdpowiedzUsuńWedług mnie pokutują wyrażenia:
-mama karmi (co oznacza, że mama przystawia dziecku pierś)oraz
-mama nie karmi (brzmi tak, jakby mama głodziła malca, a oznacza, że podaje butelkę).
Pomimo wielkich chęci, planów i przygotowań (łącznie z bielizną ułatwiającą karmienie i wkładkami laktacyjnymi) na długo przed pojawieniem się Groszka, moje dziecko niemal od samego początku było karmione butelką.
Dlaczego? Bo wyłam, kiedy tylko mi Go przystawiano, bo byłam leniwa, niecierpliwa, bo wreszcie, nie mogłam na niego patrzeć, kiedy ssał, nie lubiłam Go okropnie, a chciałam Go kochać i służyć mu nie tylko (w moim odczuciu) do produkcji i podawania jedzenia.
Niezależnie od tego, co mną powodowało, postanowiłam, że będę karmić butelką.
Pamiętam pierwszą tabletkę Bromergonu, którą przyjmowałam płacząc tak, jakbym podawała swojemu dziecku cyjanek.
Dziś Groszek ma rok, nigdy nie był przeziębiony, ma natomiast alergiczne zmiany na skórze. Być może jest to konsekwencją sztucznego karmienia, być może odziedziczył to po mamusi-alergiku - nie wiem. Starannie przygotowuję mu posiłki, zapisuję każde nowe warzywko, owoc, mięsko, które zjadł. Alergolog twierdzi, że nie jest to groźne, ale według mnie, lepiej dmuchać na zimne.
Dziś mogę powiedzieć, że KARMIŁAM swoje dziecko. Butelką karmiłam. I tata też karmił. I chłopaki mają ze sobą cudowny kontakt. I przy kolejnym dziecku, jeśli zdarzy się, że podejmą taką samą decyzję, nie stracę kilku miesięcy na obwinianiu się. I... Jestem szczęśliwą mamą, a o emocjach związanych z karmieniem, właśnie powiedziałam (napisałam) po raz pierwszy. I ulżyło mi :)
Pozdrawiam
Jak przeczytałam to, co napisałam, to stwierdziłam, że za potocznie przyjęty zwrot "karmić butelkę" prof. Miodek powiesiłby za uszy. Karmiłam, oczywiście, mlekiem modyfikowanym :)
OdpowiedzUsuń*"karmić butelką" miało być! oj sobota!
OdpowiedzUsuńŚwieczki w oczach mam po przeczytaniu tego wpisu. Tak , jestem matką karmiącą od 8 m-cy :) dumna i szczęśliwa juz teraz. Jednak poczatki też były trudne :/ nie wchodząc w szczegóły pamietam jak bałam sie momentu jak Oli się obudzi i będzie głodny a ja z bolu go nie przystawie! To w szpitalu było. Nawet chcialam uciec w nocy z małym do domu ! Też oberwalo mi się od połoznych. Mnie pomogły silikonowe kapturki, sutki sie wygoiły ale pozostał strach przed bólem! Odstawilam te nakładki dopiero po 2 miesiącach.
OdpowiedzUsuńMyślę, że trud jaki podjelas był ogromny i nie ma powodu się dręczyć. Karmienie jest cudowną sprawą, ale chęci jakie miałaś z pewnościa przenioslas na córe w 100%
Anka
terror laktacyjny skąd ja to znam . Już w ciąży notabene bliźniaczej czułam na plecach oddechy innych i te durne pytania jak chcę karmić , czy wrócę do pracy itd... Ludzie w ciąży to jedyne o czym myslałam to żeby wytrzymać do końca i żeby maluchy były zdrowe i tyle , reszta nie miała znaczenie. Na szczeście problem porodu sam sie rozwiążał ...cesarka , złe ułożenie dzieci a karmienie samo przyszło . Karmiałam je piersią do 8 mc ale nie dlatego ,ze tak należy tylko dlatego ,że opracowałam sprawna metodę i było to fajne , zero bólu brodawek , maluchy szybko nauczyły sie ssac i nie miałam większych problemów ...ale to była moja decyzja ...a potem maluchy same zadecydowały , że chcą dostawać butelke ( w 5 mc wprowadziłam karmienie mieszane- nie najadały sie ) i teraz ciągna tylko butlę i jest ok.
OdpowiedzUsuńbyłam w identycznej sytuacji! koszmar tylko tyle że u mnie to trwało 3 miesiące!!! po trzech miesiącach kupione mleko! i od razu spokój cisza, noce przespane!! to było najgorsze w moim życiu !!!
OdpowiedzUsuńStrasznie mi przykro kiedy czytam cos takiego, szczerze wspólczuje. Ja jestem mamą 6 miesięcznego chłopczyka, po porodzie okazało sie że M. ma zapalenie płuc i musielismy zostać w szpitalu. Podczas gdy ja byłam na sali pooperacyjnej, Mały trafił na oddział neonatologiczny gdzie karmiony był butlą. Później byłam piętro niżej i nie zawsze trafiłam kiedy był głodny. Dopiero po kilku dniach jak pielęgniarki zauważyły ze przychodzę ze ściągniętym pokarmem zaczęły dawać mi znać na komórkę jak zaczynał płakać. Spałam z telefonem w ręku,później zorientowałam sie jaki Maly ma rytm i czasami jak dostawałam sygnał byłam już w windze:)Probowalam oczywiście przystawiać go do piersi, ale M. denerwował sie szybko i zaczynał przeraźliwie płakać. Dla niedoświadczonej matki nie ma nic gorszego. Poza tym wiedzałam ze jest chory i chciałam żeby szybko przybierał na wadze,był silny a niestety karmienie naturalne w moim wykonaniu tego nie mogło zapewnić. Codziennie przychodziła do mnie konsultantka laktacyjna i sie nade mną pastwiła. Przystawiala Małego do piersi, on na początku ładnie ssał, ona mówiła " a nie mówiłam" i sie zmywała, oczywiście w tym momencie jak wychodziła M. zaczynał sie drzeć:) Potem były uwagi z cyklu " Pani nie ma problemu z piersiami, tylko z głową" albo "karmienie płynie z serca a nie z piersi". Jak przychodziła podczas karmienia butlą, wysylała mi tylko karcące spojrzenie i nie raczyła nawet podejść. Naprawde czułam sie w tych momentach wyrodna matką, strasznie mnie poniżyła ta kobieta swoim protekcjonalnym podejściem. Pomyślałam ze jak wróce do domu, to sobie jakos poradze. Bez "widowni", sama, na spokojnie, ale jakoś mi to nie szło. Tak serio to bałam sie M. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z małym dzieckiem! Przez trzy miesiące karmiłam go ściąganym pokarmem i troche sztucznym, a potem jak zaczęłam ściągać po 30 ml, zrezygnowałam zupełnie. To była ulga nie do opisania. Karmiłam M. i mogłam pójść spać, a nie odpalać laktator nawet o trzeciej w nocy. W tym czasie moje dziecko zaczęło przesypiac noc i chyba od tego momentu tak całym sercem ciesze sie macierzyństwem. To troche okropne, bo mogam "rozhulać" laktacje, a dałam za wygraną, ale jak na razie Mały jest zdrowy i to troche uspokaja moje sumienie. Ach zapomniałam dodać ze w trzeciej dobie miałam problem z piersiami, stały sie twarde jak kamienie a mleko leciało tylko troche, przyszla pielęgniarka i zaczęła mi je wyciskać. To trwalo 1,5 godziny i było najgorszym bólem jaki mnie spotkał w życiu (miałam cesarkę). Po tym zdarzeniu jak tylko obnażałam pierś i miałam cos z nią robić, ściągać mleko albo podać M. od razu miłam łzy w oczach. Kojarzylo mi się to ze strasznym bólem. Szkoda ze ta pani konsultantka nie przyszła do mnie wtedy żeby porozmawiać jak kobieta z kobietą, tylko przychodziła na chwile ze swoimi uczennicami wpatrzonymi w nią jak obrazek i popisywała sie swoja wiedzą. W zasadzie była żałosna. Pozdrawiam wszystkie Mamuśki.
OdpowiedzUsuńKochane Mamuski jak miło przeczytać,że ktoś podobnie myśli i czuje...że komus się też przydarzyło spotkać "nieludzkich" ludzi.
OdpowiedzUsuńJestem mamuską 2 wspaniałych maluchów, ale czasami zadaje sobie i mężowi pytanie: czy jestem dobrą matką?.
Trudności z karmieniem miałam przy jednym i drugim, w szpitalu usłyszałm od lekarza pediatry: co Pani robi (położne masowały mi piersi bo miałam zastój i gorączkę) jak krowę Pania doją, jesteśmy SSAKAMI, więc jak sama nazwa wskazuję musimy ssać, proszę przystawić dziecko do piersia nie a nie laktator!!!
Dziecko jak poparzone nie chciało ssać a ja uparcie ze łzami w oczach męczyłam siebie i córcie.I tak przez miesiąc, wreszcie obie poszłyśmy na kompromis, piers tylko przez sen a pozatym butla.
I teraz żełuję że robiłam jej na przekór, że nakłaniałam ją do ssania, bo tak trzeba!!!
A każda z nas myslała,że to tylko mój problem :)