Siedząc w domu z racji urlopu
macierzyńskiego, mam możliwość oglądania bardziej lub mniej mądrych programów telewizyjnych. Ostatnio np. podejmowany był temat porodu w dwóch programach na TVN i TVN Style mianowicie w „Rozmowach w toku” i w „Między nami rodzicami”.
Doznałam szoku, jak usłyszałam że kobiety w Polsce biorą kredyty na poród, aby móc urodzić w prywatnej klinice „po ludzku”. Inne natomiast mają po porodzie w państwowym szpitalu tak
traumatyczne przeżycia, że posiadanie kolejnego dziecka uzależniają jedynie od adopcji. Przytoczę tu przykład kobiety, która kilka godzin leżała na sali operacyjnej kompletnie goła w oczekiwaniu na
anestezjologa, który zrobi znieczulenie do cięcia cesarskiego. Inna kobieta wypowiadała się na temat bzdurnych procedur typu golenie krocza do cesarki czy też niepochlebnych komentarzy położnych na temat obecności męża podczas porodu lub nadużywania dzwonka przywołującego położną w razie trudności. Można by wymieniać i wymieniać, lecz ja pozwolę sobie na opis mojego porodu za który nie zapłaciłam ani centa. Nie robię tego po to aby się chwalić, jak to miałam dobrze… po prostu znalazłam się na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Jednak chciała bym aby przy porodzie mojego drugiego dziecka za kilka lat takie same warunki i opieka była również w Polsce.
12.04.2010 godz 7.30 – szpital akademicki Maastricht / Holandia.
- dzień dobry, ja do porodu…(poród wywoływany tydz po terminie)
- dzień dobry, czekamy właśnie na panią proszę za mną, oto pani pokój, proszę się rozgościć, ma pani może ochotę na kawę lub herbatę, za jakieś 30 min przyjdzie do pani lekarz. Wszystko odbywało się w języku angielskim i nikomu nie
przeszkadzało że nie znam holenderskiego.
Pokój około 40m2, na środku łóżko do porodu, z boku tapczanik dla męża jak by chciał się zdrzemnąć, z drugiego boku biurko z komputerem i dostępem do internetu, naprzeciwko mojego
łóżka pod sufitem telewizor, pilot na szafce koło łóżka. Stoliczek na obiad przystawiany do łóżka, łazienka z prysznicem w pokoju oraz całe oporządzenie do obsłużenia maleństwa po wyjęcia z brzucha typu, waga, wanienka, pampersy, czapeczki śpioszki, ręczniki itp…
godz 8.00
przychodzi lekarz, bada, aplikuje
prostagladyne, omawia co się będzie ze mną działo, … i tak
KTG i mierzenie ciśnienia co 2 godz. Hormon nie działa aż do 16.00, więc oglądam TV, śpię i przyjmuję odwiedziny koleżanki, która była w okolicy
godz.9.30 – przychodzi salowa z menu, żebym sobie wybrała co chcę jeść na śniadanie obiad i kolację następnego dnia…. (szok był tak ogromny że stwierdziłam –
ah… hmmm – wszystko jedno, zaznaczyłam krzyżykiem raz dwa, a potem piłam kurcze kawę bez mleka nawet na kolację )
godz.15.00 – przychodzi położna porozmawiać o tym jak się czuję, jakie mam oczekiwania wobec porodu itp… składa mi kondolencje z powodu katastrofy smoleńskiej, ponieważ dowiedziała się że jestem z Polski.
godz. 16.00 – hormon zaczyna działać, czuję lekkie bóle, jak podczas miesiączki, położna proponuje wziąć prysznic i
pospacerowaćgodz.19.00 – przychodzi lekarka wyjąc tampon z hormonem, mówi że mogę zrobić to sama w toalecie, jeśli obawiam się że będzie bolało… poszłam, zrobiłam sama…spoko luz…
bóle są już tak bolesne, że proponują mi coś na ich uśmierzenie, niestety na razie tylko paracetamol, ponieważ na znieczulenie jest za wcześnie…
godz. 22.00 bóle nie do wytrzymania, położna radzi jak oddychać i obiecuje że zaraz przyjdzie
anestezjolog i da mi znieczulenie
godz. 23.00 położna przeprasza za opóźnienie, ale
anestezjolog ma akurat ważną niespodziewaną operację
godz.1.00 przychodzi
anestezjolog – po znieczuleniu na kilka godzin zasypiam, mój zmęczony od masowania mi pleców i przykładania termofora z gorącą wodą mąż również.
godz. 7.00 przychodzi lekarz, bada rozwarcie – hurra 10 cm… tylko główka za daleko, podłączają
oksytocyne i odłączają znieczulenie.
godz. 11.00 znów czuje okropne bóle, w między czasie przychodzi nowy lekarz, pyta czy zgadzam się na obecność studenta, po nim położna z inna studentką, też się zgadzam… zaczyna się, położne dopingują jak na meczu piłkarskim, proszą o jeszcze jeden skurcz, mówią – Yes,
you can
do
it,
you are doing graet, one
again, !!!
godz.12.36 nasz SKARB przychodzi na świat
Wiktoria dostała czapeczkę szpitalną i wylądowała u mnie na piersi gdzie spędziła pierwszą godzinę życia. Położne gratulowały, zaraz przyniosły mi kanapki na wzmocnienie. Pomogły mi doczłapać się pod prysznic po około 2 godzinach. Podczas gdy mąż robił zdjęcia naszej córeczce, ja zmęczona zasnęłam na kilka godz. w przekonaniu, że po tej drzemce na noc już będę musiała wrócić do domu. (W Holandii jeśli wszystko jest w porządku opuszcza się szpital kilka godz po porodzie).
godz 18.00 – przychodzi położna i mówi że zostaję na noc, bo chcą
poobserwować jeszcze moje ciśnienie.
Nasz skarb śpi pięknie w szklanym łóżeczku koło mnie więc i ja zasypiam, położna mówi, żebym się nie martwiła, obudzi mnie za 3 godz na kolejne karmienie. Mówi że w razie czego mam dzwonić to zaraz przyjdą i pomogą…
Rano nawet wyspana pakuję się z mężem do domu, położna przychodzi jeszcze pouczyć mnie o
antykoncepcji. Dostaję numer tel, na jaki mogę zadzwonić jak tylko coś się będzie z maleństwem działo.
W godzinę po przybyciu do domu przychodzi
pielęgniarka/położna, która będzie ze mną 6 dni po 8 godzin, pomaga w domu, sprząta, radzi jak przystawiać dziecko do piersi, kąpać, przewijać nosić, odpowiada na wszelkie pytania, sprawdza codziennie jak się rana po nacięciu krocza goi, sprawdza mi temp. i ciśnienie, ogromna pomoc w pierwszych dniach. (Jedynie za ta usługę zapłaciłam 41 Euro)
Po całym doświadczeniu porodu i tego co mnie po nim spotkało, nie mam obaw co do ponownego zajścia w ciąże. Oczywiście chcę to trochę odłożyć w czasie. Ból był oczywiście nie do zniesienie, jednak cała ta otoczka i miłe słowa osób koło mnie sprawiły, że nie ból pozostał w mojej pamięci, a przyjaźni i mili ludzie oraz atmosfera i nad wyraz ludzkie warunki.
Bardzo bym chciała, żeby każda kobieta miała tak samo miłe wspomnienia z porodu. Aby żadna z nas nie doświadczyła ironicznych uwag ze strony położnych typu „drzyj się drzyj, to i tak nic nie pomoże”, albo „jak dawałaś to nie bolało, a teraz ile musisz cierpieć co …” już nie wspominając o takich, które są złe bo je wzywamy podczas oglądania 15896 odcinka „Szansy na sukces”…. Jeśli któraś z was ma podobne doświadczenia z porodu w Polsce, to proszę o podzielenie się opinia, może z podaniem miasta, będzie to zapewne wielka reklama dla danego szpitala. W głębi duszy ufam, że gdzieś tak jest i że również nie trzeba za to nic zapłacić.
Chylę głowy tym, którzy czytając te moje wypociny dotrwali do końca…
Pozdrawiam
Aischa