Wczoraj uzmysłowiłam sobie (po trzech latach!) czym tak naprawdę jest poświęcenie.
To nie jest wstawanie po 15 razy w nocy do głodnego niemowlaka.
To nie są nocne akcje wzywania pogotowia do gorączkującego malucha.
Nie jest to także rezygnacja z imprez, bo nie ma z kim dziecka zostawić, czy rezygnacja z wypicia z mężem butelki wina do kolacji, bo nie daj Boże coś się stanie i telewizja nagłośni, że "dziecko pozostawiono bez opieki, a pijani rodzice urządzili libację" (bo tak właśnie często media rozdmuchują sytuację).
Poświęceniem nie jest nawet rezygnacja z ukochanej pracy zawodowej.
To wszystko to jest nic w porównaniu z ... kinder-balami!
To nie jest wstawanie po 15 razy w nocy do głodnego niemowlaka.
To nie są nocne akcje wzywania pogotowia do gorączkującego malucha.
Nie jest to także rezygnacja z imprez, bo nie ma z kim dziecka zostawić, czy rezygnacja z wypicia z mężem butelki wina do kolacji, bo nie daj Boże coś się stanie i telewizja nagłośni, że "dziecko pozostawiono bez opieki, a pijani rodzice urządzili libację" (bo tak właśnie często media rozdmuchują sytuację).
Poświęceniem nie jest nawet rezygnacja z ukochanej pracy zawodowej.
To wszystko to jest nic w porównaniu z ... kinder-balami!
Przyjęcia organizowane przez rodziców - dla dzieci??? Nie jestem tego pewna, po wczorajszym takim właśnie przyjęciu. Piętnastka dzieci i trzydziestu rozgadanych, przechwalających się rodziców. "Moja w tym wieku,to to...", "a moja to tamto", "a ile teraz waży?", "a Twój jeszcze w pieluchach chodzi? Bo mój to już od dawna nie".
Jezu, ludzie! Każde dziecko jest inne! Czy rodzice nie mają innych tematów niż tylko dzieci? Czy spotkania tego typu mają służyć porównywaniu dzieci? Czy nie lepiej zostawić dzieci same sobie - niech się wspólnie bawią i wzajemnie uczą zachowań współżycia społecznego, aniżeli siedzieć obok i strofować: "nie ubrudź się" (bo oczywiście do piaskownicy dziecko założyło białe rajstopki, sandałki i elegancją sukienusię), "nie jedz chipsów" (ustawiwszy chipsy na stole wysokości 45 cm).
Jezu, ludzie! Każde dziecko jest inne! Czy rodzice nie mają innych tematów niż tylko dzieci? Czy spotkania tego typu mają służyć porównywaniu dzieci? Czy nie lepiej zostawić dzieci same sobie - niech się wspólnie bawią i wzajemnie uczą zachowań współżycia społecznego, aniżeli siedzieć obok i strofować: "nie ubrudź się" (bo oczywiście do piaskownicy dziecko założyło białe rajstopki, sandałki i elegancją sukienusię), "nie jedz chipsów" (ustawiwszy chipsy na stole wysokości 45 cm).
Spędzenie 3 godzin wśród roztrajkotanych matek i ojców uzmysłowiło mi, że mogę jednak pretendować do tytułu "Matka Roku" za cierpliwość, miłość i wyrozumiałość, bo tylko z miłości do mojej córki i dla jej radości siedziałam tam, nudząc się i wkurzając na zmianę.
Oliwka








Moja córcia ma 15 miesięcy, zaczęła chodzić w wieku 13 m-cy.. wcześniej słyszałam dookoła komentarze:
OdpowiedzUsuńNO COŚ TY, JAK TO NIE CHODZI??A ZDROWA???
Powiem tak, nie przeżyłam jeszcze żadnego Kinder-Balu ale już czasami mam dosyć jak spotkam jakąś mamę na placu zabaw lub w podobnym miejscu. Może jestem jakaś"zacofana" ale unikam miejsc gdzie mamusie tylko siedzą na ławkach i plotkują co to dzisiaj Stasiu, Marysia, Zosia zrobiła. Moja córcia uwielbia dzieci i chcę aby jak najczęściej miała z nimi kontakt... ale czasami chciałabym aby dzieci przychodziły na plac zabaw bez rodziców.:-))
oj tam, zawsze to można ponabijać się z takich rodziców jak się przechwalają, oby naszych nie ruszali do porównywania bo się odgryzę ;-DDD
OdpowiedzUsuńale jeśli chodzi o takie bale, to nie mam nic przeciw z jednym ale, trzeba zorganizować rodzicom rozrywkę razem z dziećmi ;-DD, bo właściwie jak tak stoją i nic nie robią to tylko pogaduchy w głowie, a dać worki i poskakać z dzieciakami na wyścigi, a pomalować się nawzajem ...... ;-DD
OdpowiedzUsuńTakiego porównania mojego Juniorka z innym dzieckiem jeszcze nie doświadczyłam(ale Młody ma dopiero 4 m-ce, więc pewnie jeszcze dużo przede mną;)). Ale raz jak znajomej mówiłam, że nasze Dziecię płacze, a ja nie wiem co robić, to stwierdziła z ironią, że nikt nie mówił, że będę miała tak zaje***te dziecko jak jej...
OdpowiedzUsuńMyślę, że każde Dziecko, samo w sobie, jest wyjątkowe i niepowtarzalne, a jakieś dziwne porównywania...- to chyba tylko po to, żeby taki rodzic poczuł się lepszy od innego i odpowiednio się dowartościował. Tylko każdy rodzic jest najlepszy dla swojego Dziecka, lepszego nie można mieć, szkoda tylko, że nie wszyscy to rozumieją;)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBylam po raz pierwszy na takim balu w piatek. 2-godzinna impreza zorganizowana, co prawda dla 6 latkow. Moj synek ma 2.5 ale dostalismy zaproszenie. Bylo bardzo sympatycznie. Moze dlatego, ze wiekszosc rodzicow sie dobrze znala i nie bylo tego typu porownan. Moj maly pierwsze 30 minut trzymal sie moich spodni ale pozniej sie rozkrecil i bawil z innymi. A rodzice no coz, lubia plotkowac, chwalic sie swoimi pociechami, podbudowywac swoje ego przez to ze jeden dwulatek jest juz bez pieluchy, gdy ten co ma 3-latka jeszcze nie, naturalna rzecz, ludzi sie nie zmieni, dlatego nie ma zabardzo co zwracac uwagi na takie komentarze:))
OdpowiedzUsuńNo wlasnie! - czasami mam wrazenie, ze ludzie zrobli sobie dziecko, zeby miec o czym rozmawiac. Mnie takie rozmowy okrutnie nudza. Nie umiem gadac i przechwalac sie swoim dzieckiem. Nie chce mi sie ciagle gadac o tym samym. Nie bede udawac, ze mnie to kreci. Dzieki za tego posta, bo myslalam, ze tylko mnie takie spotkania mecza :)
OdpowiedzUsuńA ja się trochę postawię:) czasem rodzice rozmawiają z innymi o swoich dzieciach nie dla tego, że są egocentrycznymi świrami, ale może dlatego, że chcą porozmawiać z kimś kto ma takie same kłopoty i radości jak oni. Może dlatego, że chcą się poradzić, upewnić że to co robią robią dobrze. Czasem ciężko jest rozmawiać o czym innym:) a jeśli komuś to nie odpowiada zawsze można zaproponować inny temat:)
OdpowiedzUsuńJa nie spotkałam się z takimi rozmowami rodziców...
OdpowiedzUsuńA z drugiej strony uważam tak jak Agnieszka, że czasem rodzice rozmawiają na temat swoich dzieci nie w kontekście przechwałek, tylko aby się skonsultować. Mój dwulatek np. niewiele mówi i rozmawiam z mamami np. 3 -latków jak to było u nich, kiedy ich synowie zaczęli mówić, co zrobiły żeby przyśpieszyć ten proces itp.
Na takie tematy miło rozmawia się w przyjaznym tonie - gdzie nie ma przechwałek, a jedynie obiektywne fakty. Zawsze mamy dzięki temu jakiś punkt odniesienia. Ja mojej córci urodzinki z innymi dziećmi zaczęłam wyprawiać dopiero w wieku jej 4 lat, aby dzieciaczki wiedziały po co przyszły i mniej więcej miały dobra zabawę. Zawsze to sa znajome dzieci, z których rodzicami się przyjaźnię. Nigdy jednak zaden tatus nie skusił sie na taki BAl, więc podziwiam tatusiów z omawainego tematu - to musieli byc prawdziwi zapaleńcy! :)
OdpowiedzUsuńAaaa, i powiem Wam jedno: śmieję się i głośno komentuję jak mamusia się chwali, że jej maluch to już w wieku 7,9 itp miesięcy robi kupkę na nocniczek...i wydaje jej się, że on już taki rozumny. Wybaczcie drogie mamusie takich geniuszy - to mamusia wie kiedy się dziecku chce i wtedy je sadza, a nie dziecko woła. Jak dziecko tak chce to niech biega i 2 lata z pieluchą, skoro mu to nie przeszkadza. Może być?
Agnieszka - dokładnie. skąd by mieli brać materiał do rozważań o prawidłowym rozwoju swojego dziecka, gdyby nie te porównania? musimy to robić, w ten sposób czujemy się chyba bezpiecznie w jakiś sposób, że nasze dziecko mieści się w jakimś zakresie "normalności". a że każdy rodzic jest bardzo dumny, jeśli jego dziecko robi coś lepiej czy szybciej.. to normalne:) wazne chyba, by sam rodzic zaakceptował to, jak jego dziecko się rozwija, przyjął, ze kazdy ma swoje tempo. mi szczęka opadła, gdy zobaczyłam roczną córeczkę znajomych, łączącą słowa w proste zdania i korzystająca z nocniczka, podczas gdy Gaba pół roku później tego nie potrafi (i nie mówi, tylko się komunikuje:)) ale mówię sobie zawsze, gdy mnie to zaczyna jakoś martwić, że przecież ja także ponoć zaczęłam mówić późno, a wszystko jest w najlepszym porządeczku:) po prostu ten typ ma tak, a inne rzeczy robi lepiej...
OdpowiedzUsuńJa jestem w stanie zrozumieć wymianę informacji między rodzicami, typu co tam u ciebie, jak tam twój maluch się rozwija, co nowego umie itp itd -> bo jako rodzice małych brzdąców tego nie unikniemy, a czasami ktoś możne mieć ciekawe spostrzeżenia na jakiś temat. To jest normalne i myślę że zdrowe.
OdpowiedzUsuńAle wiem też, że są rodzice co próbują wychować małych geniuszy, albo jakieś swoje niespełnione ambicje przerzucają na dzieci i wtedy jest: "moje dziecko to to, to tamto już robi, a twoje nie?" i patrzenie z politowaniem. Osobiście tacy mnie irytują, wręcz wkurzają.
Niestety są różni ludzie, całe szczęście, że mogę wybierać w towarzystwie których będę się obracać :)
Dlatego... sporo czasu spędzam z ludźmi, którzy nie mają dzieci. Jako mama "siedząca" w domu, jak tlenu potrzebuję "normalnych" rozmów, na całkiem inne tematu niż te, które mam na co dzień. Znajomi z dziećmi? Super, ale w ilościach nieprzekraczających mojej wytrzymałości i tylko tacy, którym mogę powiedzieć - wiesz, G. mnie dzisiaj doprowadził do szewskiej pasji, a w odpowiedzi słyszę - ja też czasami tak mam!
OdpowiedzUsuńAaa i oczywiście skleroza mnie nie opuszcza - place zabaw, ciąg dalszy - nie-ko-niecz-nie chcę się integrować (czyt. siedzieć z gazetą na ławce, plotkować z innymi rodzicami), więc wariuję na ślizgawkach z dzieciakami. Nadal niektórych to dziwi... foch :)
OdpowiedzUsuńkinder-bal? piaskownica? poczekajcie aż zaczniecie chodzic na szkolne przedstawienia z poczęstunkiem:)) to jest dopiero ""jazda"".... ale ślicznie recytuje..... a tamten biedaczek się zawstydził i tekstu zapomniał....:(((( co gorsza że dzieciaki słyszą takie rozmowy między rodzicami!!!! Ja piję szybką kawkę i uciekam. Na bale stosujemy zaproszenia imienne z godziną odbioru dziecka :)) zawsze skutkuje może mało tolerancyjne w stosunku do rodziców, ale rozmowy o dzieciach tego "typu" jednak bardziej mnie irrrrytują niż pomagają.
OdpowiedzUsuńto wszystko nic - moj starszy od wrzesnia jest dumnym uczniem pierwszej klasy - dla mnie jest normą to, ze dzieci np. musza sie dostosowac do nowego miejsca, kolegow, obowiazkow, wymagan, ze moga sie "dziwnie" zachowywac, probowac co im wolno, a co nie,zaczepiac sie nawzajemy, poznawac sie nawazajem - pierwsze zebranie po 4 tyg nauki i co ?? - 50 min kłotni rodzicow - ze moj x mial dzis bluze z atramentu, bo y mu to zrobil, a moj y to mowil, ze z mu zabral gumke itd, itp - bylam w szoku. Powiem szczerze, nawet wychowawczyni nie potrafila za bardzo nad tym zapanowac i probowala usilnie tlumaczy, ze dzieci sie poznaja, probuja, ze bywa roznie, ale sa dwie panie na lekcji i radza sobie, a dzieci musza sie zaaklimatyzowac. Powiem wam, ze tego sie nie spodziewalam, aha i oczywiscie kazde z tych dzieci to jest takie grzeczne i to inni go zaczepiaja i wogole. Ja swojego "potworka" znam i wiem na co go stac i nigdy nie mowie, ze moje dziecko to pierwsze nie zaczelo...
OdpowiedzUsuńoj racja,popieram Cie :)
OdpowiedzUsuńja tez jestem wyrozumiala,nie wyparzams moczkow ,pozwalam jesc chipsy i w dupie mam jak Martyna wylizuje wode z kałuży :P
pozdrawiam
www.misiak-mercia.bloog.pl
Mama Miska 5l i Martyny 1,5roku ;D bUziaki!
czytając WASZE komentarze poprzednie ,mam wrazenie ze wlasnie siedze na takim kinder Balu hehehe
OdpowiedzUsuńNie badzcie takie nadgorliwe ;P
@ supermarta7 - sorry, ale nie wiem, czy pozwalanie dziecku na lizanie wody z kałuży nazwałabym wyrozumiałością :/
OdpowiedzUsuńjesli mi wchodzi do kałuży,potem siada i oblizuje rece...przeciez nie zabije za to
OdpowiedzUsuń@ supermarta7 - Ło-bo-że! nie zabijaj! Zupełnie inaczej sobie wyobraziłam tą sytuację, zanim wytłumaczyłaś. Już oczami wyobraźni widziałam Martynkę, która na czworakach stoi nad kałużą i spija z niej wodę - stąd moja wątpliwość dotycząca wyrozumiałości :)
OdpowiedzUsuń@Mama G. hihi nic sie nie stalo:) Po prostu nie lece na skrzydlach do dziecka tylko dlatego ze siedzi w kałuży...o to mi chodzilo:) Nie popadam w skrajnosci i do wszystkiego podchodze na luzie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i ciesze sie ze tu trafilam :)
Ta nowa z kałuży chyba jest nawet lepsza niż te chipsy;-P
OdpowiedzUsuńwoda, nie nowe:)
OdpowiedzUsuńZostalam fanka tego bloga!!! :)
OdpowiedzUsuńWitam!
OdpowiedzUsuńJestem młodą mamą najcudowniejszego chłopczyka. Z całym szacunkiem,ale co jest złego w tym,że mamy są dumne ze swoich dzieci?
Uwielbiam słuchać opowiadań rodziców o osiągnięciach ich dzieci i sama chętnie biorę udział w takich rozmowach.
MÓJ SZYMKO JEST CUDOWNY I CHCĘ ŻEBY CAŁY ŚWIAT O TYM WIEDZIAŁ! Dlatego nie rozumiem dlaczego tak Ci to przeszkadza..
Pozdrawiam wszystkie mamusie,które są dumne ze swoich dzieci i dzielą się swoją radością z innymi.