Kochane niegrzeczne mamuśki
Z całego serca dziękuje wam za posty o terrorze laktacyjnym I historie, ze nie każda matka wykarmi swoje dziecko. Poryczałam się jak bóbr. Mój synal ma już ponad rok, oczywiście jak większość byłam zdecydowana na karmienie piersią, butelkę miałam jakaś tam na wszelki wypadek.
Pierwsze przystawienie do piersi tuz po prawie 24godzinnym porodzie i szok!!! To boli! To jest nieprzyjemne, czuje dreszcze na całym ciele i mam gęsia skorka. Dziecko nie ma zębów, ale dziąsła twarde jakby było ich co najmniej po sześć z każdej strony.
Teoretycznie położna pokazuje i jak przystawiać, teoretycznie wszystko gra i jest w porządku i przystawiamy się super, mleka jest dużo (?), a synal super ciągnie. Co z tego jeśli mnie boli dalej, piersi mam poharatane, krwawiące, a przy każdym karmieniu dreszcze z bólu i dreszcze na sama myśl o kolejnym karmieniu za dwie trzy godziny. Czuje się chora, płacze z bólu, frustracji i bezsilności. Dziecko pluje krwią po karmieniu.
Mój mąż nie wytrzymuje, pewnej nocy o godz 24 jedzie do Tesco po butelki, mleko modyfikowane i kapturki na piersi.
Kapturki nieco pomagają, już tak nie boli, piersi się goja.
"I co z tego" powtarza się po raz kolejny. Dziecko jest karmione przez ok 45 minut za każdym razem, co około 3 godziny. "To niemożliwe żeby tyle ciągnął, dziecko najada się w 10 minut" wyrokuje moja przyjaciółka. Ja oglądam po kolei cala serie Twin Peaks, Przystanek Alaska, Ally McBeal itd...... pól dnia schodzi mi na karmienie, a z każdą wizytą i ważeniem synal jest na coraz niższym centylu.
W końcu jak w 8 tygodniu z centyla 50 w dniu urodzenia dobijamy do 3, buntuje się i mowie ze coś jest nie tak i co to tu kurde chodzi?! Mam dokarmiać sztucznie. Po każdym jedzeniu dostaje butle, wypija dodatkowo około 120ml (!!!!!). w końcu nie płacze w każdej minucie w jakiej nie śpi, zaczyna przybierać na wadze, w rekordowym tygodniu 440g!!! W kilka tygodni wracamy na centyl 50 - 75 i tak jest do dzisiaj. Dziecko szybko odmawia cyca, butelka się wreszcie najada.
Ja rzygam teoriami na temat jakie to „niezbędne, absolutnie konieczne do rozwoju i szczęśliwego dzieciństwa” jest karmienie piersią i, że „każda matka swoje dziecko wykarmi”. To najgłupsze frazesy jakie słyszałam.
Długo miałam wyrzuty sumienia, ze nie dałam rady, ze nie będzie tej bliskości, ze na pewno będzie alergikiem, astmatykiem i chorował co 5 minut.
Dziś ma 14 miesięcy, raz było zapalenie oskrzeli w wieku 13 miesięcy i 4 dni antybiotyku – moim zdaniem ze zbagatelizowanego i niedoleczonego kataru (usłyszeliśmy ze to wirus i sam przejdzie) .
Dziękuję wam za te posty, bo wciąż jeszcze potrzeba mi wsparcia, ze jestem normalna matka a mojemu dziecku nie wyrządziłam nieodwracalnej krzywdy, bo nie karmiłam piersią.
Ciesze się ze nie doszło do sytuacji, o jakiej piszecie w swoim poście „każda matka wykarmi swoje dziecko”, ciesze się, ze zaprotestowałam wcześniej.
Pozdrawiam
Iza








ja miałam bardzo podobnie- owszem karmiłam ale nie wygladało to tak jak chciałam- karmiłam 40 minut co 15 minut ro byl horror, maly prawie nie spał tylko jadł i jadł a ja płakałam ze zmeczenia i bolu...wkoancu po 3 tygodniachmoja mama zareagowała dostał butelke i spał pierwszy raz po 4 tygodniach 4, 5 godziny, pozniej byla jak w zegarku co 3 godziny sie budzil do karmienia
OdpowiedzUsuńTeraz ma 3, 5 roku nie choruje, nie jest alergikiem nic mu nie dolega, jakies małe przeziebienia jedynie go dopadaja,
Jesli sie zdecyduje na drugie dziecko to napewno nie bede karmic piersia i nikt i nic mnie do tego nie przekona....nie działaja na mnie argumkenty, ze mleko matki jest najlepsze dla dziecka i za wszelka cena trzeba karmic piersia- a czy ktos sie wtedy zastanawia co jest najlepsze dla matki..???
Gdyby mleko matki nie było najcudowniejszym pokarmem dla maluszka, nie byłoby takiej nagonki i presji wokół tego tematu.. i według mnie właśnie to powoduje, że kobiety mające problem z karmieniem szybko się zniechęcają i popadają w stany depresyjne.. Położne nam mówią - KARMIĆ PIERSIĄ KARMIĆ PIERSIĄ, dopiero co urodziłyśmy, wszystko nas boli,a dzidzia płacze wniebogłosy, a nie umie dobrze chwycić piersi.. i w takich warunkach stresowych nic się nie udaje, dziecko wyczuwa niepokój matki, nie chce jeść, mama się denerwuje, dostaje wachlarz rad jak przykładać do cyca, opozycja przypomina,że przecież jest modyfikowane mleko i koło się zamyka..
OdpowiedzUsuńJa bardzo chciałam karmić piersią, po cc musiałam odczekać 24 godziny, mój biust z dużego B zrobił się na wielkie F, przy każdorazowym płaczu mojego i nawet innego dziecka, odzywała się mleczarnia i po prostu mleko sikało.. nauczyłam się karmić w szpitalu, synuś chętnie jadł.. ja ze zmęczenia chodziłam po ścianach, bo najchętniej wcinał w nocy... po 4 tyg zaczęły się kolki.. okropne kolki.. wtedy myślałam, że może mam złą dietę i on dlatego tak reaguje.. metodą prób i błędów doszło do tego, że jadłam suchy chleb i piłam wodę [tylko]a kolki jak były tak były. Połóg mający trwać po cc 5 tyg, trwał i trwał.. werdykt lekarzy- pozostałości łożyska w macicy- szpital 1,5 tyg. hormony leki i karmienie szlag trafił.. po czym okazuje się, że w sumie to jest ok, bo to taki urok i budowa mojego endometrium [ciągły krwotok z osłabienia- skoro na suchym chlebie byłam], ale hormony mam brać [i to nie jakąś tam azalię, gdzie mogę karmić, a yasmin]..piersi bolały, musiałam odciągać mleko laktatorem.. robiłam to i ryczałam, bo tak chciałam karmić synka.. zadecydowała siła wyższa i moja 1,5 tyg nieobecność. Synek dostał wtedy mleczko modyfikowane plus rewelacyjny lek na kolki- SAB SIMPLEX- i problem się skończył, ale ja do tej pory mam wyrzuty sumienia ze nie mogłam karmić.
Naukowcy amerykańscy dowiedli, że poziom stresu u matki wpływa na jakość jej mleka na tzw. "tłustość" może dlatego też Twoje dziecko się nie najadało.
Pamiętajcie mamy róbcie to co Wam dyktuje instynkt- nic na siłę..
Iza, jakbym czytała o sobie. Tylko u mnie po drodze jeszcze była wizyta w szpitalnym laktarium, odciąganie za pomocą jakiejś koszmarnej dojarki elektrycznej, a potem idiotyczny komentarz pracującej tam pielęgniarki: "Taki duży biust i tylko tyle?". Dwoje moich dzieci wykarmionych butelką ma się znakomicie, nie choruje, nie mają alergii, astmy i innych rzeczy którymi się straszy matki, które wybierają karmienie sztuczne. Niech każdy sam wybierze.
OdpowiedzUsuńDla mnie tez to nie byla przyjemnosc zaciskalam zeby z bolu jak tylko maly zaczynal ssac, strasznie bolalo. Najgorsze bylo pierwsze zassanie pozniej juz jakos szlo, ale na pewno nie wspominam tego z przyjemnoscia, a maly koli mial mimo mojej diety glownie opierajacej sie na organicznym gotowanym kurczaku marchewce i chelbie, wolalam zsciagac mleko i dawac mu przez butelke no i oczywiscie do tego mleko modyfikowane, wtedy zapelnial brzuszek i mogl spac. Ale i tak mamy dobrze wyobrazacie sobie ze kilkanascie lat temu nie bylo dostepu do mleka modyfikowanego dla kazdej kobiety i wtedy czy boli czy nie karmic bylo trzeba.
OdpowiedzUsuńJa karmiłam piersią i to uwielbiałam, naprawdę, żadnych bólów piersi, krwawiących sutków, ograniczeń diety, pokarmu wystarczająco. Karmiłam 6 m-cy tylko piersią, skończyłam karmić gdy syn miał około 11 miesięcy.
OdpowiedzUsuńByło tanio i wygodnie, ale specjalnych korzyści zdrowotnych i tej super-odporności z tego powodu do tej pory nie widzę. Syn ma 21 m-cy.
- 2 razy zapalenie płuc (pierwszy raz, gdy ma 3 m-ce i jest wyłącznie na piersi)
- 2 razy zapalenie oskrzeli
- 2 razy angina
Prawdopodobnie oskrzela i płuca z powodu niewykrytej jeszcze alergii bądź astmy (póki co nic nie wyszło w testach, ale u takich maluchów czasem jeszcze nie wychodzi).
Tak, tak i to wszystko mimo karmienia "najcudowniejszym pokarmem przeznaczonym specjalnie dla Twojego dziecka"
Wyobrażam sobie, jakie miałabym teraz poczucie winy, gdybym karmiła butlą :)
(Chociaż mając matkopolkowo wyprany mózg i tak myślę, że coś muszę robić źle skoro tak często choruje, tylko nie mam pojęcia co).
To jest właśnie to każda z nas ma w większym lub mniejszym stopniu mózg matkopolkowo wyprany :)) ja tez miałam wyrzuty sumienia że mała dokarmiana jest także butelką (chociaż lubię o sobie myśleć że wyluzowaną matka jestem:))Także byłam na ostrej diecie od samego początku, co oczywiście nic nie dało i dziecię kolki miało jak cholera i dopiero jak skończyła m-c i mogliśmy lek podać to kolki się skończyły. Ale nawet ostatnio od dopiero co poznanej matki w parku usłyszałam że widocznie diety nie trzymałam to kolki były :)) Same sobie na wzajem krzywdę robimy i w kompleksy wpędzamy. Ja sama do tej pory zastanawiam się czasem czy zła matką nie jestem ponieważ dziecko dostało tez butelkę - na szczęście mam "rozumnego" męża co mnie do pionu doprowadza i z błędnego myślenia wyprowadza :))
OdpowiedzUsuńja karmiłam Gabę piersią bez żadnych problemów, przestałam po pół roku, bo i ja, i ona już powoli zaczynałyśmy mieć dość. fakt, Gaba jest bardzo zdrowym dzieckiem, ale w świetle Waszych postów nie wiem, czy to ma jakiś większy związek z karmieniem naturalnym.
OdpowiedzUsuńnajgorsze, że zdołowanym, biednym matkom nie pomaga się, tylko wtrynia Jedyna Słuszną Ideologię, to jak kopanie leżącego, a nie każda ma tyle sił, by wzruszyć ramionami i strząsnąć atak z siebie.
czemu nikt nie zajmie się własnymi problemami? tak jakby to było najważniejsze - butelka u innej kobiety. to zakrawa na wścibstwo, wszędobylstwo i manię kontroli. i tylko rzadko na dobre chęci.
ps. na pytania starszych pań jeszcze jakiś miesiąc temu, czemu Gaba nie ma czapeczki (15 stopni, lekki wiatr) pytałam: a pani czemu nie ma czapeczki?:)))
Karmię tylko piersią. Mój synek ma 12 tygodni. Już zdążyliśmy zaliczyć 1,5 tygodniowy pobyt w szpitalu z powodu obustronnego ostrego zapalenia ucha + zapalenia gardła :) I co z tą super odpornością? Karmię piersią głównie z wygody i względów ekonomicznych. A jeżeli chodzi o tą wyjątkową więź z dzieckiem, to większą bliskość odczuwam jak leżymy razem na kocyku, miziamy się po brzuszku, całujemy stópki i robimy noski eskimoski :)))
OdpowiedzUsuńa wiecie co , ja coraz bardziej mam wątpliwości co do tej "njalepszości" pokarmu matki. Skoro są kobiety, które mają go mało, albo mają bardzo słabe wyniki w ciąży to jaka pewność że mleko zawiera minerały i witaminy skoro sama matka ledwie "zipie" . Nie oszukujmy się osób z idealnymi wynikami np .morfologia w ciąży nie jest znów tak dużo a w mleku z "pudełka" jednak jest stała i pewna zawartość składników odżywczych.
OdpowiedzUsuńNie da sie udowodnić że karmienie piersią wpływa korzystnie na zdrowie dziecka..i nie da sie udowodnic że nie wpływa. Trzeba było przeprowadzić ekperyment z filmów s-f. Ten sam osobnik w równoległych światach karmiony cycem i butelką.. :-)).
OdpowiedzUsuńPola masz rację same sobie nawzajem robimy krzywde i wpedzamy w kompleksy.. dotyczy to nie tylko sposobu karmienia. Jakos tak jest najłatwiej krytykować kogos poprzez dziecko... bo jest za chude.. lub za grube.. bo jeszcze nie umie chodzić (zakładać butów, liczyć, czytać).. bo "ja to swoim CODZIENNIE GOTOWAŁAM ZUPĘ".. i "nie wyobrażam sobie żeby dziecko nie spało do 22-giej" .. bo za bardzo go pilnujesz.. bo za mało go pilnujesz.. jest niegrzeczny .. jest ZBYT SPOKOJNY itd, itp. czyli KOBIETA KOBIECIE DZIECKIEM zawsze dołożyć potrafi. (pracuje z samymi babami więc wiem cos o tym).
Iza jeśli dziecko nie przybierało na wadze - zrobiłas jedyna właściwą rzecz - zaczełaś dokarmiać. A przy dokarmianiu juz tak jest że dziecko często mamusie odstawia
Dla tych które własnie przestały karmić i czują potworne wyrzuty sumienia informacja dodatkowa - depresja po zakończeniu laktacji jest zawsze czy karmi sie 2 tygodnie czy 2 lata - ot hormony.
no tak na pudełku z dokładnością apteczna wyważone są odpowiednie proporcje substancji odżywczych ale to zawsze jest w pewnym stopniu chemia... mleko modyfikowane to odpowiednio uzdatnione mleko dla cieląt przecież :]
OdpowiedzUsuń"Jedynie mleko kobiece jest w pełni dostosowane do potrzeb rozwojowych niemowlęcia. Dotychczas w pokarmie kobiecym wyodrębniono ponad 200 składników takich jak enzymy, hormony, czynniki wspomagające wzrost poszczególnych narządów, przeciwciała, substancje o działaniu przeciwzapalnym, ochronnym, immunomodulującym. Odtworzenie tak skomplikowanego składu w postaci preparatu zastępującego mleko matki nie jest dotychczas możliwe. W związku z tym zawsze wtedy gdy jest to możliwe niemowlę powinno być karmione naturalnie"
Ale nie zawsze jest to możliwe i nie wyrywajmy sobie włosów z głowy..
Mamy z gorszą morfologią dostają preparaty witaminowe,a wyniki morfologii nie mają znaczenia jeśli chodzi o jakość pokarmu.. Matka natura jest tak cudowna że pozwoli na wyniszczenie naszego organizmu żeby tylko mleczko było pełnowartościowe ;]
Z tą odpornością bywa różnie.. mój szkrab tylko 2 miesiące był na piersi, potem tylko mleko modyfikowane dostawał i po raz pierwszy zachorował 2 tyg temu {ma 15 miesięcy}.. wiele czynników wpływa na odporność a mleko matki ją dodatkowo wspomaga.
Ja jeszcze o wartości mleka.. Wiadomo w odżywianiu i wycowaniu dzieci jak w każdej dziedzinie życia są rózne mody. Ostatnio chyba nastała moda na drastyczną dietę matki karmiącej.
OdpowiedzUsuńNie każde dziecko jest alergikiem a nawet jesli jest to nie wszystko musi mu szkodzić.
Trzeba sie tak odzywiać by zapewnić odpowiednie składniki dziecku a siebie przy tym nie wpędzić w anemię. Sorki ale bułki, gotowane mięso, marcheweczka i woda mineralna to za mało.
OK. unikamy mleka, cytrusów, miesnych wywarów smażonych potraw (chociaż ja 3 dni po porodzie dostałam w spitalu smażOną rybę na obiad), grzybów (bezględnie), alkoholu (chyba że lekaz zaleci piwo na laktacje).
Mozna jeść kasże. Zamiast kupnej wedliny pieczonę mieso (wolowine i wieprzowinę a nie tylko drób). Większość warzyw, polecam buraczki pod każdą postacią. Owoce : przez prawie cały rok jabłka, a w sezonie np. porzeczki (czarna zródło wit. C) i jagody, winogrona można chyba też. Tradycyjne proste dania nalesniki, kopytka, pyzy... Rybka na parze. Wszelkie jarskie zupki : jarzynowe, krupniczki, zalewajki.. Domowego ciasta tez nie zawsze treba sobie odmawiać. Soki, dżemy, kiśle.. Dziewczyny jest tyle potraw które naprawde niekoniecnie muszą uczulać albo powodować kolkę.
Odnoszę wrażenie że odkąd urodziłam (ponad 10 lat temu) pierworodnego - niewiele sie zmnienło w temacie nauki karmienia w szpitalach. Czy tak trudno jest podpowiedzieć czym wygoć poranione sutki, że przez "kapturek" czasem mniej boli, że najlepszym sposobem przystawiania do piersi jest ten najwygodniejszy dla nas (po prostu), że jedne dzieciaki najadają sie w 10 minut, a inne "smakosze" lubią się delektować pół godziny i dłużej, że nie każdy placz dziecka oznacza głód, i że stres hamuje laktacje.
Czasem się zastanawiam ile z położnych karmiło piersią swoje dzieci? Bo jeśli czasem cała mądrość sprowadza sie do zdania "robi to pani źle" to może sama położna nie wie jak to robić dobrze..
I na koniec dzieci "łapią" różne infekcje - to normalne. Rozpamietywanie że jest chory bo.. zmarzł, zgrzał się, kolega miał katar, zjadł loda, dostał kiedyś niepotrzebnie antybiotyk, lub nie był karmiony piersią... nic nie daje. Słowo matki dwojga dzieci.
Wszystkim malcom butelkowym i cyckowym życzę zdrowia.
Podobna historia zdarzyła się u nas. Ja chciałam karmić piersią. Przede wszystkim z wygody - tak mi się wtedy wydawało, że karmienie piersią jest cudownym, miłym i wygodnym rozwiązaniem. Dziś wiem, że wcale tak nie jest. Zrobiłam chyba wszystko w tym kierunku, ale natura chciała inaczej.
OdpowiedzUsuńUrodziłam cesarką, więc teoretycznie pokarm miał pojawić się później. Przystawiałam dziecko do piersi, na żądanie tzn, co chwilę. A moje dzieciątko ssało kilka minut i zasypiało. Doradca laktacyjna zaleciła podawanie butelki, bo jeśli dziecko nie ssie efektywnie przez 20 minut to należy je dokarmić. Więc ja, młoda i niedoświadczona Matka, przerażona wizją, że głodzę swoje dziecko dawałam jej wieczorem butlę z mlekiem modyfikowanym. Pokarm "pojawił się' w 5 dobie po porodzie. Przestawiałam, przystawiałam i przystawiałam. Miałam ten komfort w domu, że mogłam się skupić tylko na tym. Psychicznie byłam wyluzowana, ale fizycznie było mi ciężko. Spałam na siedząco, bo każda próba odłożenia dziecka kończyła się mega płaczem. Na spacerze, nie chodziłam dumnie i spokojnie z wózeczkiem, bo musiałam siedzieć i "karmić". Dzień w dzień przez 24h/dobe. Pierwsza wizyta u pediatry zakończyła się skierowaniem do IMiD, na kontrolę. Nie wykryto żadnych nieprawidłowości. Od tego momentu zaczęliśmy porządnie dokarmiać butelką, aż w końcu to szumnie nazwane "karmienie piersią" się skończyło. I absolutnie nie żałuję. Dziecko mamy zdrowe, bez alergii, bez problemów, nawet szczepionki przeszła bez ekscesów.
Dziś mogę powiedzieć, że zrobiłam wszystko żeby karmić piersią. Nie udało się - trudno. To nie jest koniec świata. A przy następnym dziecku zaczynam od butelki! Pozdrawiam:)
A ja dziękuję Ci za ten post. Łzy w oczach mi stoją, bo nadal czasami myślę, że nie zrobiłam wszystkiego, by karmić piersią. A Młody ma już 2,5 roku...
OdpowiedzUsuńJa miałam dużo pokarmu... Bardzo. Zastoje aż mi się robiły. Ale... dziecko nie potrafiło ssać, nikt mi nie pokazał jak prawidłowo go przystawić, byłam w bardzo kiepskiej kondycji psychicznej, a właściwie nie miałam żadnej kondycji... a na dodatek miałam bardzo chudy pokarm. Wodę właściwie prawie bez tłuszczu. przetłumaczyłam sobie, że lepiej jest na butelce, że się najada, bo przy piersi mógł być 24h/dobę a i tak płakał z głodu...
ostatnio jednak znajoma pracująca jako pielęgniarka próbowała mi wmówić, że to niemożliwe, żeby nie móc wykarmić dziecka, że za szybko się poddałam, że na pewno mogłam, itp, itd... zabolały mnie te słowa, bo co ona może wiedzieć o moim stanie po porodzie?
Nigdy nie zapomnę jak bratowa mojego męża obrażała mnie na forum, powód: nie karmiłam mojego synka. Nie karmiłam bo nie mogłam! Zawsze będę czuła do niej- ogromny żal i złość!
OdpowiedzUsuńChciałam karmić, jestem za naturalnym karmieniem...
cios poniżej pasa... wiele łez,
Wiele matek myśli- KAŻDA jeśli CHCE WYKARMI SWOJE DZIECKO. Bzdura!
Urodziłam drugie dziecko, udało się- karmie piersią! Nie ma nic wspanialszego- małe pachnące ciałko wtulone w ramiona matki, wygoda- bliskość i same zdrowie. Lecz nie zapominajmy, że są dzieci słabe po porodzie- które nie potrafią pić z piersi, są matki które muszą brać leki- np. tak jak ja- na serce itp. Są matki które nie mają pokarmu, dzieci które tak pogryzą piersi- aż do krwi- gdzie karmienie jest prawdziwym koszmarem i bólem nie do zniesienia.
Rada- nie oceniajmy się, nie krytykujmy.
My matki powinnyśmy się rozumieć i szanować.
Pozdrawiam MAMY dzieci butelkowych i MAMY dzieci cycusiowych:)
TAK nie każdy wykarmi. Miałam mleko w jednym cycku, nie miałam prawie nic pokarmu. W 3 dobie po cesarce miał być a tu nic, nikt mi nie wierzył. "Dojarka" po 20 minutach odciągania wydoiła 3 ml! Maksymalnie odciągnęłam 15 ml pokarmu (przez 20 minut), a odciągałam jak mała spała, bo po kąpieli o 19 piła z cycka tylko a o 24 z cycka i butli, więc około 22 odciągałam. "Karmiłam" piersią i butlą 3 msc, potem zachorowałam na zapalenie przyadatków, brałam antybiotyki i zaniechałam karmienia piersią. Mała jest zdrowa, nie choruje, jest duża i rumiana. SPOKO jest :)
OdpowiedzUsuńMam dwie córki. Pierwszą karmiłam piersią przez 3 miesiące. Mała jadła, że aż jej się ulewało. Za 5 minut wyła, bo głodna więc znów dydola. Miała tak pełny brzuszek,że wymiotowała i płakała bo głodna... Myślę sobie, że chyba za słaby ten pokarm. Następnego dnia kupiłam Bebiko i od tej pory dziecko było najedzone i szczęśliwe. Nie miałam dużych wyrzutów sumienia. Wytłumaczyłam sobie, że chyba lepiej dla małej, że się nie męczy. Dziś córcia ma 4 lata. Jest piękna i zdrowa. Prawie w ogóle nie choruje (czasem lekki katar i kaszel).
OdpowiedzUsuńWiększy problem mam z drugą córką. Ma 2 lata i ciągle ją karmię piersią!!!!!!!!!Dopiero jak miała rok nauczyła się pić z butelki.Jak była maleńka nie było mowy żeby wzięła smoczek do buzi, więc pozostał cyc. Teraz zbieram się żeby odstawić małą od piersi i kurcze nie wiem jak to zrobić. Najgorzej będzie w nocy... Boję się, ale wreszcie muszę to zrobić. Córa jest taką terrorystką, że jak jej się zachce "lala" to musi i już, bez względu na to, gdzie jesteśmy. Wiele razy musiałam "wywalać" dydola w sklepie czy banku. Gdybyście widziały miny ludzi! Bo nikogo nie dziwi gdy karmisz niemowlę, ale gdy podbiega dwulatka do mamy i sama wyciąga czego potrzebuje...Patrzą na nas jak na kosmitów!
Wy drogie mamy czujecie się winne, że za krótko karmiłyście wasze pociechy a ja, że za długo. Skutkiem tego jest to, że nigdzie się nie mogę ruszyć bez młodszej córki. Mam świetną mamę i teściową i do tego super szwagierkę, które z chęcią zaopiekowały by się dzieckiem, ale nie da rady!!! Przez dydola mała jest tak do mnie przywiązana, że nie mogę jej zniknąć na dłużej niż pół godziny! Masakra... Ale coż pocieszam się, że jeszcze jakieś 3 lata i spokojnie będę mogła iść do fryzjera czy kosmetyczki nie zastanawiając się, czy mała czasem się nie obudziła i nie płacze za mamą... :)