niegrzecznemamuski.blogspot.com

środa, 6 października 2010

Znieczulica masowa

Tekst z mojego bloga z 4 października. Za namową ECH i tutaj.

***

Jestem przerażona tym jak ludzie są bezduszni.

Stałam dziś w okolicach 17.30 w kolejce w markecie.
Kolejka duża, przy każdej kasie taka sama.
Kas uprzywilejowanych brak. Nie żeby były zamknięte. Ich po prostu nie ma.

Stoję jako powiedzmy 8 w kolejce. Z Kubą w wózku. Przede mną osoby albo bardzo młode (18l) albo Panie około 40. Za mną chłopak w okolicach 30 przegląda płyty (kolejka sięgała półek z płytami).

Idzie matka z dzieckiem na oko miesięcznym w gondoli.
Staje na końcu kolejki.
Czekam minutę aż ktoś (ktokolwiek!!!) ustąpi jej miejca.

Najzwyczajniej w świecie nie przyszło mi do głowy że mając 18 lat można nie pomyśleć o tym że może możnaby cholera przepuścić kobietę z dzieckiem która ma w koszyku na boga 5 produktów!! No dobrze, może oni, ci 18-latkowie nie wiedzą nic o macierzyństwie. Ale Panie koło 40 rozmawiające przez telefon ze swoim wnuczkiem (akurat się złożyło) ?? Nie, nikt sie nie odezwał.
Każdy jakoś nie zauważał bardzo widocznie wlepiając wzrok w jakiś punkt, najczęściej podłogę.
Pani było głupio.
Widać było.
Bardzo.

Na moją propozycję żeby przeszła na początek kolejki odpowiedziała że nikt jej tam nie przepuści. Że jak ona była w ciąży to przepuszczała małe dzieci ale ludzie niestety nie potrafią. Na moją prośbę przepuszczenia przede mnie broniła się że mała nie płacze. I co z tego!!??!! W końcu musiałam jej właściwie uprzejmie rozkazać żeby przede mnie weszłą bo ja przepraszam nie byłabym w stanie w lustro spojrzeć gdyby nie przeszła. Kiedy ja ją przepuściłam chłopak za mną zrobił głęboko urażoną minę, natomiast dwie panie przede mną nagle zauważyły małe dziecko i poprosiły żeby przeszła przed nie. Czyli że jeszcze 6 osób przed nią. Za 5 minut (tak, pani wolno skanowała produkty) kolejna Pani bardzo widocznie przestała udawać że nie widzi. W ciągu tych 5 minut Pani z małym dzieckiem pogawędziła sobie z dwiema Paniami przede mną o tym że kolejka wolno idzie i brak kas dla dzieci. Potem okazało się jakoś dziwnie że dwie kolejne osoby przepuściły Panią z małym dzieckiem i udało się jej wyjść zanim dziecko zażądało natychmiastowego karmienia.

Czemu tak ciężko powiedzieć te parę słów. Czemu ludzie reagują dopiero kiedy dziecko już płacze. Czy nie lepiej to zrobić ZANIM zacznie płakać? Czy nie lepiej okazać trochę serca? Nie chce współczucia. Nie chcę zrozumienia. Nie chcę cholera jasna padania na kolana przed matki z małymi dziećmi i modlenia się do nich. To tylko cholerna kolejka w sklepie. I naprawde te matki potem śpieszą się żeby ci którzy je przepuścili nie zauważyli nawet że ktoś przed nimi stanął.

57 komentarzy:

  1. eee... no, ja nie zrozumiałam... a dlaczego właściwie my, mamy, miałybyśmy być obsługiwane poza kolejnością? z miesięcznym niemowlakiem śpiącym w gondoli na przykład? albo dwulatkiem pogrążonym w dialogu ze swoją mamą (to mój przykład)? nic nie wiemy o sytuacji tej 40-letniej pani z wnukiem. a może sytuację ma ciężką? a może młoda córka chora? a może jej żylak właśnie na skraju wytrzymałości? a może rozrusznik w młodym sercu szwankuje i nierówno nadaje? a może... a ja mam czas, do pracy nie chodzę, spędzam czas z synem, tak samo intensywnie w kolejce jak i w lesie.
    jestem teraz w ciąży i są sklepy, w których panie kasjerki wzywają mnie przed innych, żeby mnie obsłużyć jako uprzywilejowaną. a ja nogi mam zdrowe, ciało też, donikąd mi się nie spieszy, pogoda ducha mi dopisuje, a może sobie w tej kolejce z kimś pogadam? i wtedy dziękuję i grzecznie odmawiam. bo właściwie wolałabym być przepuszczona bez kolejki, kiedy jestem bez syna, bo wtedy się zazwyczaj do niego spieszę :-) albo gdzieś się spieszę, po coś spieszę.
    robię Wam wbrew, mamy??

    i tylko jeszcze ps.: mnie jest trudno, kiedy widzę, jak mnie lub innej mamie z wózkiem nikt nie pomaga przepchnąć się przez podwójne drzwi (do przychodni na przykład) z progiem pod każdymi z nich. nadziwić się wprost nie mogę, że wielu ludzi to nie rusza, jak widzi mnie tarabaniącą się z tym brzuszyskiem i wózkiem przez te drzwi, które z impetem spadają na nogi mojego syna... ze zgrozą myślę wtedy o tych, którzy na wózkach całe życie i o ich opiekunach...

    OdpowiedzUsuń
  2. z dzieckiem w kolejce do kasy bywa różnie- z maluchem w gondoli akurat najłatwiej( moje doświadczenia), bo starsze to albo się wiercą, niecierpliwią, wyłażą/wypadają z koszyka ( jak mój 10-miesięczniak). to jest zresztą nieważne. chodzi o zasadę. nie mówię o tym żeby traktować mamy z dziećmi jak święte krowy, ale wykazać odrobinę zrozumienia- dorosły, który stoi w kolejce się niecierliwi i denerwuje, ale wie, że tak już jest, a jak ma to zrozumieć taki maluch ( z tu jeszcze kolorowe gumy, lizaki i batony do niego krzyczą z półek). mentalność ludzi jest bardzo różna, ale wystarczy się wczuć w sytuację drugiej osoby.
    jeśli chodzi o sumermarkety mam zarówno b.pozytywne doświadczenia jak i te odwrotne- w jednym z nich przy kasie pierwszeństwa kasjerka kiedy zobaczyła mnie z dzieckiem na ręku od razu kazał mi podejść bez kolejki ( żałujcie, że nie widzialyście min tych wszystkich bab-eczek:), innym razem, kiedy byl okropny tłum w sklepie, przy kasie z pierszeństwem odbyła się swoista licytacja kto jest bardziej inwalidą, bardziej w ciąży itp. w efekcie stałam PÓŁ godziny z kilkutygodniowym dzieckiem w kolejce ( już go chciałam uszczypnąć w piętę żeby zaczął beczeć:) wtedy może ktoś by się ulitował.
    jeśli chodzi o korzystanie z ,,przywilejów"- jak byłam w ciąży czułam się rzeczywiście dobrze, ale ZAWSZE kiedy ktoś proponował mi pomoc, miejsce w autobusie korzystałam z okazji i nie dlatego, że jestem wygodna, ale dlatego, że może ja i dziś tego nie potrzebuję, ale może jutro ja albo inna kobieta będzie tego potrzebować, ale ta chętna osoba może następnym razem sobie odpuścić...

    OdpowiedzUsuń
  3. to już nawet nie chodzi o przepuszczanie kobiet z dzieckiem albo w ciąży, tylko w zwykłą lidzką życzliwość i odrobinę empatii. podchodzę z marudzącą już trochę przed jedzeniem Gabą do kolejki pięcioosobowej - zero reakcji, i tylko mi jest głupio, że ludzie słuchają smędzącego dziecka i że pewnie maja tą swoją reakcję większości ludzi na dziecięcy płacz - irytację (nie oszukujmy się, większość ludzi tak reaguje na małe dzieci, ja tez tak reagowałam dopóki nie urodziłam sobie własnego marudera). a niby czemu ma mi być głupio? ha, tak zostałam wychowana, silniejsze ode mnie - jeśli możesz, ustąp.

    z innej beczki - stałam ostatnio (sama) w kolejce do drzwi autobusu, przede mną, tak się złożyło jak autobus podjechał, stało kilkoro młodzieńców w wieku tużprzeddowodowym, za mną starsze panie, ale ich nie zobaczyłam, dopiero gdy usłyszałam oburzeone "dżentelmeni!!!" pod adresem tamtych, odwróciłam się i przepuściłam je. ale moje uprzejme "proszę bardzo" zamarło mi na ustach, kiedy już chciałam wsiąść za tymi paniami, a ODEPCHNĄŁ mnie jakiś mężczyzna w sile wieku z kulą, mówiąc "ja też jestem inwalidą, przepraszam!" tonem roszczeniowo-stanowczym.

    miałam ochotę wepchnąć mu tę kulę w jego gardło idioty.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie ciąża nie była wzorcowa i bez problemów. I gdy chodziłam na zakupy to rzeczywiście mało kto miał na tyle pomyślunku by zaproponować mi przejście do przodu, a robiło mi się czasem nieziemsko słabo. Tam gdzie były stoiska z wyraźną informacją, że kobiety w ciąży, inwalidzi itp są obsługiwani poza kolejnością, panie kasjerki same pilnowały by obsługiwać takie osoby w pierwszej kolejności. W takich sytuacjach niejednokrotnie się nasłuchałam od pań w kolejkach, że ciąża to przecież nie choroba, albo że skoro takiej gówniarze jak ja zachciało się dziecka to niech stoi w kolejce (mimo iż prawie trzy dychy na karku to wyglądam guwniarzowato).
    Po takich sytuacjach człowiek nabiera trochę dystansu i walczy o swoje. Teraz gdy stoję w kolejce ze Szkrabem i mam w ręku jedną kaszkę dla niego, to idę do przodu i się grzecznie pytam czy przepuszczą mnie z tą kaszą - jeszcze się nie zdarzyło by ktoś odmówił.
    Jak robię większe zakupy to stoję i czekam na swoją kolejkę, nie uważam żeby coś mi się specjalnie w takiej sytuacji należało.

    Ale wydaje mi się, że Zosiabg powyższą historię napisałam jako przykład ogólnego podejścia do matek z dzieckiem, do takiej ogólnej niewrażliwości na trudy matek z małymi dziećmi. Chodzi tu o schemat ludzkich zachowań: ludzie udają że cię nie widzą by ci nie pomóc. M.in. to co pisała mama Kuby, że ludzie nie garną się do jakiś takich zwykłych ludzkich odruchów.

    Ja nie zapomnę takich sytuacji z czasu gdy byłam na macierzyńskim. Mając dużo czasu jeździłam wtedy do teściów pod miasto. Korzystałam z komunikacji miejskiej. O zgrozo prawie nikt mi nie pomagał wtaszczyć wózek do autobusu (u mnie w mieście niskopodłogowe autobusy nie nalezą niestety do standardów wyposażenia MZK). Mało tego, w mało kulturalny sposób odpychały i przepychały mnie starsze Panie, lub takie hot 40-50 z pretensją w oczach, że pcham się z wózkiem do autobusu. Na wysokości zadania stawała jedynie młodzież, która przepuszczała, bądź pomagała mi wsiąść i wysiąść z autobusu.

    OdpowiedzUsuń
  5. autorka napisała, że nie chodzi o czołobitność przed matkami z dziećmi tudzież w ciąży. myślę, że jeśli można postać, to się nikomu nic nie stanie.

    ale co z kasami pierwszeństwa, w których stoją "normalni" ludzie, którzy obrażają się, kiedy im się mówi "przepraszam, ja z dzieckiem"?

    co jeśli maluch jęczy i marudzi? naprawdę, większość wywraca oczami zamiast po prostu przepuścić (nie z całym wózkiem, ale pińć rzeczy na krzyż to chyba można..?) mało kto pomyśli...

    z moich historii - ludzie się strasznie wpychają. przez drzwi, w autobusie, jedna pani raz próbowała trzymać się rączki od wózka zamiast tego drążka w autobusie... inna emerytka wręcz ścigała się, żeby wyjść przede mną (i moim wózkiem)

    regularnie zdarza mi się, że a) otwieram sobie sama drzwi, przytrzymuję nogą, wjeżdżam z wózkiem - a tuż obok stoi ktoś, kto nie kiwnąwszy palcem spokojnie czeka, aż skończę b) ktoś otwiera mi drzwi, gdy tymczasem tuż przed wózkiem śmiga mi jakaś żwawa staruszka...

    myślę, że chodzi o podejście. nie że jak komus wyjdzie na teście że ciąża to już pierwsza w tych wszystkich kolejkach, nie że jak dzieciak spokojny to z całym koszykiem zakupów nie poczeka.

    nie.
    zwykła ludzka życzliwość.
    tak od czasu do czasu, kiedy widać, że się przyda - myślę że nikomu korona z głowy nie spadnie...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nauczywszy się na błędach rodziny i znajomych w różnych sytuacjach egzekwowałam swoje prawa. Np w tramwaju czy autobusie podchodziłam do oznaczonego miejsca i mówiłam "przepraszam jestem w ciąży a Pan/Pani chyba nie" i nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia, nie musiałam natomiast ryzykować sytuacji, że jak kierowca gwałtownie zahamuje to ktoś wyląduje z łokciem w moim brzuchu. Aczkolwiek i zdarzały się sytuacje odwrotne - wracałam np z pracy, tramwaj nabity ludźmi do granic możliwości, ale myślę sobie że mam tylko kilka przystanków więc dam radę (tym bardziej że była zima i nie chciałam dalej czekać).Więc jadę sobie i po 2 czy 3 przystankach dopiero ktoś zwraca uwagę, że może ja z tym gigantycznym brzuchem powinnam usiąść (a brzuch był gigantyczny i wszyscy się śmieli ze mnie, że tam pewnie siedzą bliźniaki tylko nie zdiagnozowane:) a mi już tylko 1 przystanek został do przejechania...
    W sklepach nie rozumiałam sytuacji, że jak jest tylko jedna kasa uprzywilejowana to dlaczego zazwyczaj jest zamknięta więc prosiłam o otworzenie.
    Nie widzę nic złego w egzekwowaniu swoich praw przez 9 m-cy, ponieważ resztę życia i tak spędzę karnie stając na końcu każdej kolejki:)
    Miałam tylko małą obserwację, że zawsze z pomocą śpieszyli panowie w wieku nieco ponad 30, no i oczywiście młode kobiety które albo już były w ciąży albo w niej właśnie są. Najgorsze były natomiast zawsze, ale to zawsze, kobiety w wieku 40 i powyżej. Nigdy nie pomogły, zawsze odzywały się z pretensją ("ja też kiedyś byłam w ciąży i swoje odstałam")i nie omieszkały wsadzić szpili czy dogryźć.
    Jak możemy wymagać cokolwiek od kogokolwiek jeżeli same dla siebie jesteśmy największym wrogiem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mieszkam w dzielnicy żwawych staruszek, oraz krzepkich pań w sile wieku na wcześniejszych emeryturach :)

    Nie mam potrzeby bycia przepuszczaną w kolejce, ale wpienia mnie sytuacja jak poniżej.
    Stoję w kolejce. Prawie dwulatek kręci się koło mnie, ale próbuje uciec, robię kilka kroków w bok, żeby go złapać i zanim wrócę - to są dosłownie sekundy - już jakaś babka mi wejdzie przed mój koszyk lub wózek z zakupami. Choć przecież stojąc za mną widzi jaka jest sytuacja.
    Już mi się to kilkanaście razy zdarzyło, czasami reaguje ekspedientka, czasami ja, ale czasem odpuszczam jak mam dobry nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie wierzę, że będąc np. w 9 tym miesiącu ciąży, nie ma się ochoty usiąść w autobusie albo uniknąć stania w 30 minutowej kolejce. Sorry;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam gdy byłam w ciąży jechałam busem który był przepełniony brzuch miałam już duży i zawsze czułam się bardzo dobrze ale tego dnia było mi jakoś tak dziwnie słabo i jechała dosłownie sama młodzież gdzieś średnia szkoła i wyobraźcie sobie nikt ale to nikt mi miejsca nie ustąpił dopiero jakiś starszy pan, ale mi było tak głupio ze powiedziałam żeby usiadł ja postoje i dopiero po tej akcji jakiś młody chłopak ruszył dupę! Nie każda z nas czuje się świetnie w ciąży czasem potrzebuje się tego miejsca a czasem nie. Mi kolejki w sklepie nie przeszkadzają bo mój 2,5 letni syn jest super cierpliwy nie biega nie złości się grzecznie siedzi w wózku albo stoi. Jednak jak widzę mamę z małym dzieckiem które nie ma tyle cierpliwości co moje współczuje jej (ciężkie zakupy mały wiercipięta) i staram się ją przepuścić. Powiem wam że jeśli robię większe zakupy i jeżdżę do tych hipermarketach są kasy pierwszeństwa i w moim mieście można liczyć na przepuszczanie w kolejce. Mamy widocznie trzeba zagryźć zęby bo jak się mówi umiesz liczyć licz tylko na siebie! Powinnyśmy mieć obowiązkowy trening w jednej ręce 10kg zakupów w drugiej też a przed nami wózek z dzieckiem! Spryt, szybkość i zwinność gwarantowane!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem za przepuszczaniem w kolejce matek z małymi dziećmi. Podobnie jak przepuszczam osoby starsze, kogoś z torebką cukru, kiedy ja mam pełny koszyk, czy turystę z wielkim plecakiem :). Ten brak kultury i odrobiny dobrej woli szczególnie odczuwamy my- mamy.
    Tak jak napisała któraś z Was wyżej, miałam podobne obserwacje. W ciąży zostałam przepuszczona w kolejce tylko raz, przez pana w średnim wieku. Najgorsze są kobiety po 40. Nie raz, kiedy nasiedziałam się w przychodni robiąc niekończące się badania, nasłuchałam się bab narzekających na "wpychające się" kobiety w ciąży czy z małymi dziećmi. Mimo wyraźnej kartki na drzwiach, ze mają do tego prawo. Szczyt szczytów był, kiedy siedziałam z mega brzuchem, ale czułam się dobrze, więc spokojnie czekałam a do przychodni przyszła kobieta z około rocznym dzieckiem. Poprosiła /choć nie musiała/ o przepuszczenie, ponieważ dziecko musiało być na czczo. Na co babsko odpowiedziało, że ona też jest na czczo i jakoś musi wytrzymać. Dodam, ze emerytka robiąca kilometry po osiedlu, posiadająca pokłady wolnego czasu i jeszcze większe energii. Za to dobrej woli zero. Nie wiem, czy one tak z zazdrości, że po menopauzie już nie mogą mieć dzieci, czy ze zwykłej złośliwości, bo same się za młodu z taką spotkały.
    Tak czy siak krucho u nas z życzliwością. Ale możne skoro zwracamy teraz na to uwagę, w następnych pokoleniach będzie już tylko lepiej ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. Wybacz Kinga ale jesteś złośliwa - ty też kiedyś bedziesz miała 40-kę. A wtedy przekonasz się że czterdziestka to taki czas w życiu kobiety kiedy nie brakuje obowiązków (rodzina praca) często brakuje natomiast czasu i energii.
    I skąd wiesz czy owa sędziwa 40-letnia kobieta nie śpieszy sie właśnie do pracy lub do małego dziecka (wszak coraz częsciej rodzą kobiety bardzo dojrzałe) i dlatego denerwóje ją kolejna uprzywilejowana osoba.
    Co do ustępowania ciężarnym w autobusach itp. to faktycznie jest strasznie. Z moich obserwacji wynika że najgorsza jest młodzięż szkolna. Królowie i królowe autousów, ze słuchawkami w uszach nie ustąpią ani ciężarnej, ani emerytce, ani osobie z dzieckiem. Ba zatarasują przeście i nie ruszą się z drogi bez stanowczego "przepraszam", nie wpadna na to że ich nogi nie muszą zajmować całej praestrzeni między siedzeniami bo na przeciwko ktoś chciałby usiąść...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak w każdym przypadku znalezienie złotego środka jest największym sukcesem. Nie należy popadać w skrajności, bo zarówno kobieta w ciąży, młoda dziewczyna czy starowinka mogą mieć gorszy dzień i potrzebować skorzystać z jakichkolwiek przywilejów. Więc nie oburzajmy się, gdy ktoś nam nie ustępuje, czy problemem będzie, jeśli sami poprosimy o zwolnienie miejsca, przepuszczenie w kolejce, jeśli tego potrzebujemy? Nie. Znieczulicy nie popieram, widok kobiety w zaawansowanej ciąży powinien dać do myślenia, ale nie rozumiem czemu miałabym ustępować miejsca kobiecie z dzieckiem w kolejce w markecie, jeśli to dziecko spokojnie siedzi czy śpi?? Pomijam fakt, że zupełnie nie rozumiem jak można z maleńkimi dzieciaczkami [kilkutygodniowymi] wybierać się na zakupy do hipermarketów? Naprawdę nikt nie może zostać z dzieckiem podczas tej wyprawy?? Market to chyba najgorsze miejsce gdzie można zabrać malucha. Mój synek nigdy nie był zabierany w te skupiska ludności. Oczywistym faktem jest również to, że nam często trudno wytrzymać w kolejce kończącej się połowie marketu, więc czego wymagać od dzieci?? Po co je zamęczać w tych marketach???

    Homo homini lupus est.. tak było, jest i będzie? Czy będzie, wszystko zależy od nas.. od zdrowego podejścia i szczypty ludzkiej empatii.. ;] pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Dorota,
    opisałam przykład jednej kobiety w przychodni, ponieważ ją znam. Jest zdrowa, energiczna, a z nudów przemierza sklepy, przychodnie i trajkocze gdzie popadnie i komu popadnie. Taki typ. Nie jest starowinką. A jeśli chodzi o kobiety 40-letnie. Nie mówię o sytuacjach, w których nie ustępują miejsca, bo może być tak jak mówisz- spieszą się, źle się czują itp. Ale raczej chodzi mi o ich złośliwe komentarze, głośne wzdychania, przewracanie oczami, kiedy ktoś inny ustąpi miejsca. Tego nie można niczym tłumaczyć, bo to ich czysta złośliwość. I też nie mówię o wszystkich 40-stkach. Po prostu wszystkie niemiłe sytuacje jakie zauważyłam, dotyczyły głównie ich. Nie wiem gdzie tutaj jest moja złośliwość.

    OdpowiedzUsuń
  14. MamoMateuszka nie każdy może dziecko z kimś zostawić a zakupy trzeba robić. Nie rozumiem twierdzenia "jak można z maleńkimi dzieciaczkami [kilkutygodniowymi] wybierać się na zakupy do hipermarketów" - można bo czasem nie ma innego wyjścia. Sama nie byłam w markecie z malutkim dzieckiem ale jak bym musiała pójść to bym poszła i tyle. Jak bym zaczęła myśleć gdzie dziecka nie powinnam zabierać to bym z nim tylko w domu siedziała bo inaczej naraziłabym się na komentarze. Ostatnio usłyszałam nawet od obcego faceta, ze jak on miał małe dzieci to chodził tam gdzie psów nie było (facet miał psy w parku miejskim bez smyczy i bez kagańca, które rzuciły się na inne psy a wszystko obok mnie i dziecka).

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie rozumiem droga Polu, bo większość z nas ma przecież męża/partnera, rodziców, przyjaciół, rodzeństwo i chyba można na godzinę zostawić dziecko pod ich opieką?. Krew mnie zalewa jak widzę te wszystkie mamuśki w centrach handlowych, z małymi berbeciami [zazwyczaj stanowczo za ciepło ubranymi- niezależnie od pory roku] zduszone w tych małych fotelikach samochodowych/nosidełkach, które są przecież bardzo trendy i "zastępują" wygodną dużą gondolkę.. i taka mamusia sobie idzie z dzieckiem na spacer do centrum handlowego, a najlepsze są już te które w sklepach z ciuszkami dla maluchów rozbierają, przebierają te swoje kruszynki, przymierzają stertę ciuszków.. naprawdę myślicie, że tym dzieciom jest wszystko jedno? Kilkutygodniowy noworodek nie czuje się komfortowo w molochu przepełnionym hałasem, przeróżnymi zapachami i mnogością świateł. Oprócz tego jest to wylęgarnia chorób.. ale kogo to obchodzi, przecież trzeba się pochwalić swoim dzieckiem, spotkać z przyjaciółką na kawie...

    Są sytuacje awaryjne, że po prostu trzeba wybrać się z dzieckiem na zakupy,ale jak nie trzeba to po co ? Wytłumaczcie mi, bo może jakaś zacofana jestem ;]

    OdpowiedzUsuń
  16. do Kingi: pytasz gdzie złośliwość - cytacik "...Nie wiem, czy one tak z zazdrości, że po menopauzie już nie mogą mieć dzieci...".
    Wracając do tematu głównego - nigdy sie nie czułam "uprzywilejowaną" osobą w sklepie dlatego, że jestem z dzieckiem i przyznam nie przyszło by mi do głowy przepuszczenie osoby z dzieckiem w kolejce do kasy, no chyba że by płakało lub owa osoba poprosiła by o przepuszczenie.
    W przychodni przeważnie sa ludzie chorzy, złe samopoczucie nie sprzyja empatii a każdy uprzywilejowany witany jest jak wróg.
    Osobiście weszłam z dzieckiem do lekarza bez kolejki raz - na wyraźne polecenie pielęgniarki, która zauważyła że malec ma wysoką gorączke jest "biedniutki". Zarządziła że teraz my wchodzimy tak kategorycznie iż dwuch panów w kolejce nie śmiało protestować.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja myślę, że po prostu zwykły brak kultury, przecież wystarczy przestrzegać podstawowych zasad kulturalnego zachowania i każdy będzie zadowolony. A z mojego doświadczenia, byłam kiedyś w poczekalni zapisać się na egzamin praktyczny z prawa jazdy, kolejka oooogromna, trzeba stać, ja 5 miesiąc, gorąco mi i wytrzymałam połowę kolejki, bo zaczęłam się źle czuć, więc podeszłam do okienka przed 10 osobami i zapytałam pani, czy mnie obsłuży przed tymi osobami, bo jestem w ciązy i nie dam rady dłużej poczekać, gdyż zaczynam się w tym pomieszczeniu źle czuć. Pani z usmiechem mnie przyjęła, lecz zaraz pogromca z kolejki przyleciał (przypuszczam że mu się spieszyło) i domaga się bym wróciła do kolejki bo wszyscy tu czekają... dostał w odpowiedzi moje wytłumaczenie oczywiście na spokojnie, spojrzał na panią w okienku błagalnym wzrokiem, bo chyba nie dotarło do młodzieńca, co mówiłam, a pani z tekstem, młodzieńcze wróć do kolejki... jego mina bezcenna.
    Owszem miał rację że każdy stoi w kolejce, ale jak wiemy są wyjątki a kobiety w ciąży które tego potrzebują są tego przykładem.

    Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na zachowania młodzieży, trochę ich obronię, bo w sumie to gdzie i jak mają się nauczyć kulturalnego zachowania??? Nawet w szkołach tego nie uczą, a co dopiero podwórko.
    A jeśli chodzi o przepuszczanie w marketach itp sklepach, to uważam że wszystko zależy od potrzeby wszystkich i tyle ;-D

    OdpowiedzUsuń
  18. Widzę, że dyskusja rozgorzała na dobre:-)..
    Kiedy byłam w ciąży to chyba tylko raz MŁODY CZŁOWIEK ( w wieku ok. 18 lat) ustąpił mi miejsce w autobusie. Niestety panuje znieczulica i nic na to nie poradzimy. Każdy ma swoje teorie, swoje wizje. Pamiętam, że kiedyś stałam w autobusie ( byłam w 6 mcu ciąży)i pewna kobieta chciała przejść obok mnie ( tzn..pchając się na mnie) a ja aby nie robić wrzasku na cały autobus, że jestem w ciąży obróciłam się twarzą do owej Pani, żeby pokazać je, że pcha się na kobietę w ciąży. Niestety obracając się niechcący nadepnęłam ją na stopę...Oj nie muszę mówić ile się na słuchałam złych rzeczy na swój temat..Ale przemilczałam bo po co się denerwować:-)
    Innym razem usłyszałam od pewnego Pana, że za wolno chodzę i tarasuję chodnik (?!?) a byłam wtedy w 8 mcu ciąży.. Wydaje mi się drogie mamuśki, że takie sytuacje wiele Nas uczą. Sama po sobie widzę, że mając teraz małego szkraba w wózku stałam się bardziej wymagająca. Respektuję swoje prawa i nieraz potrafię zrobić awanturę w kolejce, która jest przeznaczona dla matek z dziećmi.
    Jeżeli już chodzi o sprawy sklepowe i nie sklepowe to powinien powstać jakiś cykl reportaży MAMA W MIEŚCIE. Bardzo często zdarza mi się wybrać gdzieś z dzieckiem, które siedzi sobie w wózku i ...nie możemy dotrzeć do celu bo bardzo dużo instytucji, sklepów nie jest przystosowana do wózków dziecięcych. W jednym z osiedlowych sklepików nie mogę spokojnie zrobić nawet podstawowych zakupów bo droga do kasy jest tak wąska, że nie ma możliwości przejazdu wózkiem. Nie mówiąc już o autobusach które w moim mieście są nowoczesne i każdy kierowca powinien obniżać wejście do autobusu tak aby matka z wózkiem mogła spokojnie do niego wsiąść. Niestety ani razu nie zdarzyło mi się aby kierowca zwracał uwagę na to, że do autobusu wsiada mama z wózkiem. ( a przecież kierowcy patrzą zawsze w lusterka)...

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo interesujacy temat...!
    Dziekuje za jego poruszenie, moze wreszcie bede miala okazje cos na ten temat wystukac, co w jakims stopniu zamierzalam, a nigdy nie doszlo do skutku.

    Jakis czas temu w Gazecie Wyborczej byl artykul na temat przepuszczania / nieprzepuszczania matek z dziecmi w kolejkach w urzedach. Historia opowiadala o mamie, ktora chciala odebrac paszport swojego dziecka. Dziecko zasnelo jej w samochodzie, ona malucha w aucie zostawila, bo jeszcze na dodatek miala chory kregoslup i pospieszyla prosic o przepuszczenie w kolejce.
    Mniejsza o detale, nie one sa istotne, potraktujmy je jako pretekst.

    Najbardziej i tak pamietam liczne komentarze pod artykulem, ktore wprawily mnie... w hm, OBRZYDZENIE!
    Zniesmaczenie, zlu humor i smutek.

    Sposrod pierwszych moze 150 komentarzy (pozniej dobrowolnie przestalam czytac) wszyscy jak jeden maz - oprocz jednej osoby, najwyrazniej matki, komentowali, ze jaka to glupia baba, ze gdzie w ogole z dzieckiem w takie miejsce sprawy zalatwiac i ze zabrala dzieciaka tylko po to, zeby sie w kolejke wtrynic.
    Czulam niesmak przez kilka dobrych dni.

    Bo co?
    Dlatego, ze jestesmy matkami, mamy sie z dzieckiem ukrywac w 4 scianach? Omijac autobusy, poczekalnie, urzedy, sklepy...? Bo tak jest innym wygodnie? Bo nie musza glupio odwracac wzroku, by udawac, ze nas nie widza i nie czuc wyrzutow sumienia, ze zachowuja sie jak ostatnie dupki?
    Bo matka zalatwiajaca sprawy z dzieckiem czyni to tylko dla swoich korzysci? Moze specjalnie wpycha sie do autobusu z wozkiem, by zajac miejsce "potrzebujacym"...?

    Powiem Wam, Mamuski, ze mieszkam w Niemczech i ze tutaj jest... IDENTYCZNIE!!!
    Czasami az sama "boje sie" wyjsc do miasta czy sklepu, bo ten wyscig szczurow, wzajemne przepychanie sie i rozpychanie lokciami, pogon z czasem i nie wiem, czym jeszcze, czestokroc mnie przerasta (czy to ze wzgledu na gestosc zaludnienia tego kraju? nie wiem... ;-))

    OdpowiedzUsuń
  20. Nikt nigdy nigdzie nie przepuscil mnie w zadnej kolejce, obojetnie, czy bylam w ciazy, czy juz z malenkim dzieckiem w wozku w sklepie.
    O, przepraszam! Kiedy jechalam pociagiem nocnym do Polski, z niemowleciem w nosidelku, ludzie (Polacy na niemieckim dworcu, haha) naprawde zatrzymali sie i mnie przepuscili, bym mogla wsiasc do wagonu! To byl jedyny raz.

    I jakos to we mnie siedzi.
    I ciagle sie pytam, czy przesadzam?
    I skad we mnie to zludne OCZEKIWANIE, ze inni beda mi ustepowac miejsca, przepuszczac w kolejce, bo jestem z dzieckiem, ktore sie niecierpliwi, albo placze.
    Czy dlatego, ze ja swego czasu przepuszczalam matki z dziecmi, kobiety z brzuchem...?
    Naprawde nie wiem, dlaczego...
    Wydaje mi sie, ze kiedy ja bylam smrodkiem (koniec lat '70), matki z dzieckiem przepuszczano? I to mnie chyba przyprawia o zludzenia... A moze juz zmyslam??? Bylo tak? Bylo lepiej? Ktos sie orientuje?

    Ja w kazdym razie wychodze z zalozenia, ze dziecka nie mozna trzymac pod kloszem.
    Z moja corka chodzilam na zakupy (spozywcze, zeby kto nie myslal, ze po szmatki dla siebie), odkad tylko moglam sama sprawnie chodzic po porodzie.
    Zalatwialam w jej towarzystwie rozne sprawy w roznych urzedach (tam oczywiscie nigdy nie traktowano nas wyjatkowo - za kazdym razem odstalysmy tyle samo, co inni), chodzilam do lekarzy - moich, nie tylko dziecka.

    I uwazam, ze nic w tym zlego!
    Co, mam izolowac dziecko od swiata zewnetrznego, bo sie broncie boze spoci, albo zanudzi....?
    Nieeeee..., tlumacze sobie, ze dziecko tez musi sie z tym wszystkim oswoic, zaznajomic i wierze, sie moze sie czegos pozytecznego nauczyc.
    Nie wiem.

    Zreszta prawda jest taka, ze nawet nie mam jej z kim "na godzine" zostawic, bo nie mam tu ani rodziny, ani co gorsza nie mam w ogole rodzenstwa, a maz pracuje cale dnie do 18-stej, a kiedy dotrze do domu, to najpierw chcialby zjesc obiad (sklepy moze sa czynne do 20-stej, ale urzedy, czy lekarz...).

    Nie mam tez opiekunki.
    A przeciez moglabym jakas wynajac, tak?
    Ale wybieram nie wynajac.

    Wole zbierac moje dziecko ze soba, by wszystkim pokazac, kto za 30-40 lat bedzie placil podatki na ich emerytury. Taka wyrafinowana manipulantka jestem. ;-)

    I tak, zgadzam sie z mama Kuby. Problem drzwi jest tak naprawde duzo gorszy...

    OdpowiedzUsuń
  21. Oczywiście uważam, że ustępowanie miejsca ciężarnym, pomoc przy wnoszniu/wynoszeniu wózka, przytrzymywanie drzwi powinno być powszechnym odruchem. Kolejki do kasy i przychodnie juz nie są tak oczywiste ale i tu ludzki odruch nie zaszkodzi.
    Jednak czasami spotyka nas coś takiego, co nas dosłownie zamraża.
    Przykład : metro zachodnioeropejskiego miasta, upał, duchota, my troskę "wymietoszeni" turysci z dziecmi. Wsiadają dwie młode kobiety, z ich rozmowy - głosnej i po polsku - wynika że jedna jest w ciąży (choć nie bardzo to było widać). Działa odruch. Zgarniam mojego malucha na kolana i proszę (po polsku, bo jak?) by usiadła.
    Owszem skorzystała. Nie zaszczyciła nas jednym spojrzeniem nie wpominając juz o zwyklym "dziękuje". Gwałtownie zapomniała języka? A może to nie honor odezwać się (jednym słowem) do turystów? Najprawdopodobnej brak podtaw tzw. dobrego wychowania. Podziekowała nam jej koleżanka.. może było jej głupio.. a może tylko mnie się wydaje że powinno byc..

    OdpowiedzUsuń
  22. Troche mnie dziwią stwierdzenia pt. nie chodzi się z małym dzieckiem na zakupy. Ot przypadek mój. Od 1 miesiąca życia Kuby pracowałam w domu. Nie bardzo mam wybór bo uprawiam samozatrudnienie i są rzeczy ktorych nie może robić nikt poza mną. W ciągu dnia dzieliłam opiekę nad Kubą z pracą i ogarnianiem domu. I naprawde nie miałam jak w godzinach do powiedzmy 15-16 wyjść z domu i zrobić zakupy kiedy względnie nie ma kolejek. I też jeździłam w godzinach kolejkowych. W większosci przypadkow sama, ale przynajmniej trzy/cztery razy w miesiącu jeździłam z młodym bo nie mialam komu zostawić dziecka. A i czasem trzeba było jechać kupić coś o zgrozo dla dziecka i przymierzyć na owym zakup. Tak, wolalam iść bez dziecka, bez płaczu bez biegu i pośpiechu, bo tak wyglądały zakupy z dzieckiem. I wizja półgodzinnej kolejki (sytuacja którą tu opisywalam to kolejki bardzo wyjątkowo powolne i długie) przerażała mnie całkiem poważnie. Ale jeść trzeba, do żadnych z moich okolicznych sklepów nie mieścilam się z wózkiem. Zostawić dziecko na dworze - nigdy w życiu. I nie zdarzyło mi się nigdy żeby ktoś mi miejsca ustąpił, pomogł, itp. I myślałam sobie zawsze wtedy że kiedy ja będę widziec taką matkę z małym dzieckiem w kolejce, nigdy nie przejdę obojętnie. Bo uważam że to jest dobra emocja. Ze taka matka pomysli sobie potem 'spotkało mnei coś milego, fajnie jest być matką, ktora nie musi sie wstydzić w kolejce ze jest w sklepie z dzieckiem, jednak są dobre rzeczy na tym świecie' i stojąc za parę lat w kolejce zrobi to samo. i dobre emocje pójdą dalej. Wierze w to i cholera nei chce przestać. Bo uważam ze ludzie są jakoś mało uprzejmi wobec siebie. Malo jest tych dobrych fluidów, wszyscy na siebie naskakują, krzyczą, przepychają. nie chce tak zyc i nei zamierzam. I chocby wszyscy w tej cholernej kolejce w sklepie wytykali mnie potem palcem, ze to ta głupia przepuscila, nie przestanę. Bo nie chce zeby moje dziecko nauczylo sie ze nie warto myslec o innych.

    OdpowiedzUsuń
  23. zosiabg brawo! przykład idzie z góry, dziecko się wile uczy nas obserwując. I uważam, że każde dobro które uczynimy, wcześniej czy później do nas wróci.
    Ja się staram, a sama mam, przynajmniej na razie, na tyle znośnego malucha, że kolejki w sklepach nie są czymś strasznym.

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że teraz wszystkim przypomniały się te niemiłe sytuacje (ja też napisałam wcześniej że Panie wpychają mi przed wózek), ale przecież nie wierzę, że nie spotkałyście nikogo życzliwego i wszędzie tylko znieczulica.
    Normalnie nie wierzę, że miasto w którym mieszkam, jest oazą ludzkiej dobroci.
    Bo przecież spotykałam i spotykam o wiele więcej życzliwych ludzi niż tych nieżyczliwych.
    Kierowcy autobusów zawsze obniżają podłogę widząc mnie z wózkiem. W 95 % ktoś pomoże wnieść wózek do tramwaju. Ludzie czasami spontanicznie przepuszczają mnie w kolejce. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że jakiś Pan lub Pani, zaczął zabawiać nudzące się dziecko w autobusie czy na poczcie, zagadując lub strojąc dziwne miny.
    I taj jak zosiabg albo Ka zabieram dziecko WSZĘDZIE gdzie muszę. Bez sensu, żeby mąż brał wolny dzień, żebym mogła coś załatwić. Wiadomo w jakich godzinach to wszytko działa. Nie mamy blisko babć, cioci i nigdy mi do głowy nie przyszło żeby wynająć nianię bo muszę coś załatwić lub kupić (tak czasem muszę sobie kupić coś do ubrania i biorę dziecko ze sobą).
    Dodam tylko, że nie mam w zwyczaju robić sobie kilkugodzinnych wycieczek do centrów handlowych (namiar bodźców sprawia, że po 5 min. boli mnie głowa).

    OdpowiedzUsuń
  25. A mi się wydaje,że - jak zwykle zresztą - zdarzyła się jakaś sytaucja, której normalnie byśmy nie zauważyły, a która akurat trafiła się w złym momencie (nie wiem - niewyspanie, PMS, lewa noga - jakkolwiek). Ja nigdy nie miałam problemu z faktem,żeby mnie ktoś przepuścił w kolejce, nie pomógł z wózkiem, czy nie ustąpił miejsca w autobusie,gdy z wielkim brzuszyskiem snułam się po mieście. Wręcz przeciwnie-z moich obserwacji wynika,że ludzie zazwyczaj są uprzejmi i często ida sobie na rękę. Ba!Powiem więcej - jestem moigrenowcem i nawet jak jestem bez dziecka a stoję w kolejce i średnio wyglądam, to mnie życzliwi ludzie w kolejce przepusczają.Wg mnie świat jest naprawdę spoko pod tym względem.I tak to już jest... Każdy ma JAKIEŚ SWOJE doświadczenia i nie generalizujmy obrazu świata.
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  26. oliwia gdzie ty mieszkasz?? Jeśli tak jest naprawdę to ciesz się, u mnie nie ma zmiłuj każdy jest zabiegany i nie ma czasu!Ja lubię obserwować ludzi i z moich obserwacji wynika jasno że każdy ciągnie w swoją stronę, słuchawki na uszy, gazeta i nie widzę cię!A jeśli ja stoję w kolejce i mam ogromny kosz zakupów i jak podejdzie ktoś za mną z jednym artykułem (młody stary nie ważne) to zawsze przepuszczam zawsze!! Jak byście widziały miny tych ludzi!! Zaskoczenie uśmiech, nie wiedza co maja zrobić! Dziękują po 200razy dla mnie to normalne jednak dla wielu z nas NIE a szkoda!

    OdpowiedzUsuń
  27. no to ja pozostaję pod wrażeniem odmienności doświadczeń! na mnie nikt nie sarkał, nie syczał, kobiety po czterdziestce (hehe, co za kategoria - niedługo do niej dołączę!) zazwyczaj uśmiechają się do mojego dziecka (i do mnie z rozpędu!), a każda POPROSZONA przeze mnie osoba ustępowała mi miejsca czy też pierwszeństwa w kolejce do kasy, kiedy tego potrzebowałam. nadal nie rozumiem, dlaczego taka szczególna łaska ma na mnie spływać w związku z tym, że jestem w ciąży lub mam dziecko (obecnie aktualne jedno i drugie). kłopoty z kręgosłupem mam od zawsze, różne dolegliwości miewam czasami i ZAWSZE, kiedy poprosiłam obcych ludzi o jakiś przywilej (np. o ominięcie w kolejce do kasy dwóch osób, bo kupowałam tylko jedną lub dwie rzeczy, a w ciąży nie byłam jeszcze ani trochę), spotykałam się z miłą reakcją.
    a wyścigową emerytkę chętnie bym zobaczyła, bo to musi być zabawny widok. pewnie, kiedy była młoda, nauczyła się, że trzeba WALCZYĆ o swoje i teraz wyprzedza truchtem te zachłanne matki małych dzieci ;-)
    proponuję przestać WALCZYĆ i zacząć zmianę świata od siebie: zacząć mówić "proszę" lub "bardzo proszę" i uśmiechać się, zamiast robić awantury - wtedy statystyka przychylnych i nieprzychylnych reakcji na pewno się zmieni!

    nawiązując zaś do zachodnioeuropejskich miast: otóż kultura, tradycja i równouprawnienie są pojmowane różnie na świecie i u nas. w Holandii na przykład kobieta w ciąży lub z dzieckiem nie ma ŻADNYCH przywilejów. bo holenderskie kobiety wywalczyły sobie równouprawnienie właśnie. i to je - kobiety - dziwi, że domagamy się specjalnego traktowania w tym odmiennym stanie.

    wracając jeszcze do lat 70.: wtedy nieszczególnie przepuszczano w kolejkach kobiety w ciąży. wtedy po prostu były dwie kolejki: dla normalnych ludzi i dla uprawnionych. w tej drugiej stały kobiety w ciąży, osoby z małymi dziećmi, renciści, ZBOWiDowcy, honorowi krwiodawcy i inni, którzy z zaangażowaniem toczyli wewnętrzne walki o pierwszeństwo. nie życzę powrotu tych czasów...

    OdpowiedzUsuń
  28. ... obsługiwano cztery-pięć osób z kolejki normalnej i jedną z kolejki dla uprawnionych...

    OdpowiedzUsuń
  29. mnie tak wychowano, bym była uprzejma dla obcych ludzi. serio serio. życie mnie tak wychowało, ze jednak czasem trzeba z pyskiem wylecieć, co było dla mnie niewyobrażalne jeszcze do niedawna - do obcych ludzi? czasem jednak kusi, by wygarnąć chamom. mimo nie PMSu i mimo dobrego nastawienia. a co powiecie, mamy, na geniuszy parkowania? chyba zacznę nosić ze sobą kartki z jakimś tekstem krótkim a dosadnym, bo, mieszkając w pobliżu uczelni, dość często jednak spotykam na chodniku rozwalony samochód, obok którego nie przeciśnie się już nawet nie wózek, ale i często osoba większej tuszy albo z siatkami. wiem wiem, podjudzam:) ale eeetam:)

    OdpowiedzUsuń
  30. mamo Kuby, któż tu mowi o walce? nie muszę zacząć zmieniać świata od siebie, bo musze stwierdzić ze nie zdarzyło mi się chamskie zachowanie i wykłócanie się w chamskim stylu. Wszystko załatwiam uprzejmie bo hałasem i krzykiem nie będę się różnić od tych którzy nie potrafią wydobyć z siebie tej nuty przyjaźni do drugiego człowieka. Nie rozumiem czemu usiłujesz wmówić nam że to uprzejmość to jakaś łaska, czy przywilej. To kwestia podejścia do drugiego człowieka, uprzejmości, a nie przykazania.

    Fajnei że spotykasz sięz miłymi reakcjami na prośby o ustąpienie. Ja natomiast spotkałam się jedynie (całkowicie w 100%) z reakcjami pt. bluźnienie, marudzenie, obgadywanie, ew. odmowa. No przykre to jest.

    Oj przepraszam. Wracałam raz z przedszkola tramwajem (musze przyznac ze rzadko podrózuje komunikacją miejską) i stałam w 1,5 rocznym Kubą. Starsza Pani (okolo 70) rozglądała sięmocno po tramwaju aż wstała i powiedziała że skoro mlodzież nie potrafi to ona mi ustąpi miejsca. Ciężko bylo jej wyperswadować ze wszystko w porządku i jej pewnie bardziej się przyda posiedzieć. Skończyło sie na tym ze zmusiła nas do usiądnięcia, mówiąc ze w takim razie miejsce będzie puste.

    Przepychające sie starsze Panie pamiętam z czasów licealno-studenckich. Pani koło 70 mialy chyba lepszy wynik w biegu do tramwaju niz ja na 100m a i potrafiły siniaki człowiekowi zrobić łokciami. OT taka natura już. bawiło mnie to wtedy, no cóż. Teraz niekoniecznie.

    Tekst o tym 'zrobiła sobie bachora to teraz niech stoi' usłyszalam miesiąc przed moją ciążą wymawiamy przez Pana okolo 60 do pani w 9 miesiącu, kiedy poprosiła o ustąpienie chlopaka obok.

    Te nasze emocje i opinie nie biorą się z niczego. Naprawdę.
    Starsi narzekają na młodych ale jaki przykład im dają. W moim odczuciu jedynie chamstwa i grubiaństwa.

    OdpowiedzUsuń
  31. lenn, zgadzam się co do parkowania, choć jest ogromnie za mało miejsca by zaparkować, to trochę mnie dziwi, aczkolwiek sama jestem kierowcą, czemu usilnie większość parkuje...hmn...w "drzwiach"

    OdpowiedzUsuń
  32. zosiabg, dobrze piszesz o tym iż my dorośli i starsi od nas powinni dawać przykład, ale to już inna bajka ;-D

    OdpowiedzUsuń
  33. aż mnie zatkało. ten tekst "zrobiła sobie..."????? o rany, co na to powiedzieć, co zrobić. to aż do głębi i przejmująco chamskie.

    OdpowiedzUsuń
  34. lenn, ja od jakiegoś czasu noszę ze sobą przygotowane wcześniej karteczki z dedykacją "parkuję jak cipa" następnie wkładam za wycieraczkę, cykam fotę i wrzucam na założone w tym właśnie celu www.parkujejak.blogspot.com
    może i świata nie zmienię, ale mi lżej przynajmniej...

    OdpowiedzUsuń
  35. Kiedy przeczytałam ten post, od razu pomyślałam sobie, że będą głosy o tym, jak to ciężarne i matki maluchów uważają się za pępek świata i KAŻĄ sobie a) ustępować, b) pomagać, c) wręcz usługiwać. I to chamsko. Oczywiście, nie myliłam się.

    Takie podejście utwierdza mnie w przekonaniu, że proces empatyzacji społeczeństwa zajmie nam jeszcze bardzo długo. Bo pojęcie zwykłej ludzkiej życzliwości i uprzejmości trzeba często wyłuszczać w szczegółach jak teorie fizyki kwantowej. Tak, wiem że w kolejkach, autobusach i tramwajach są ludzie, którzy chorują, cierpią czy nie są z różnych powodów w pełni sprawni. Problem w tym, że ci stuprocentowo sprawni, ci co mają czas, ci co mogliby im pomóc, ich przepuścić OT TAK, żeby komuś ulżyć, żeby być miłym, żeby rozprzestrzeniać dobrą karmę – ci ludzie właśnie zbyt często nie widzą tych mniej sprawnych, bo nie chcą widzieć. I tu jest problem.

    Zaznaczam, że ja najczęściej spotykam się z życzliwymi ludźmi. Kierowcy puszczają mnie na przejściach dla pieszych, z wózkiem zazwyczaj mi ktoś pomoże, a okres, kiedy uprzejmość wokół najbardziej ułatwiała mi życie spędziłam w kraju, w którym była ona normą. Nie wiem, może to kwestia tego, że zawsze mam wielki uśmiech na twarzy i to pozytywne nastawienie się udziela? Albo tego, że drobnymi nicnieznaczącymi irytującymi sytuacjami się nie przejmuję? Owszem, zdarzały mi się sytuacje takie jak ta, którą już tu opisywałam: http://niegrzecznemamuski.blogspot.com/2010/06/podroze-empatia-i-wasaty-hiszpan.html, ale wtedy potrafię miło, acz stanowczo zawalczyć o swoje.

    Jednak o znieczulicy opowiadają mi koleżanki – też uśmiechnięte, też pozytywne, też nie wymagające czerwonych dywanów z powodu tego, że pracują na dodatni przyrost naturalny. I jakoś one spotykają się z chamstwem jeśli nie na co dzień, to zdecydowanie za często.

    Bardzo podoba mi się to, co napisała zosiabg: „I chocby wszyscy w tej cholernej kolejce w sklepie wytykali mnie potem palcem, ze to ta głupia przepuscila, nie przestanę. Bo nie chce zeby moje dziecko nauczylo sie ze nie warto myslec o innych.” Musimy przed naszymi dziećmi świecić przykładem. Ja też jestem ta głupia – i nie chodzi tylko o sytuacje związane z macierzyństwem. Wpuszczam samochody poruszając się jak ślimak w korku, pomagam starszej pani zebrać jabłka z chodnika, kiedy rozerwie się jej foliowa torebka, kupuję bilet obcokrajowcowi na Centralnym, bo pani w okienku po angielsku ni w ząb. Nie muszę – mogę nie zauważać. Ale potem nie mogę mieć pretensji, że moje dziecko za kilkadziesiąt lat nie zauważy, że starej matce trzeba podać szklankę wody.

    Nie rozumiem też potępiania matki z powodu tego, że poszła z dzieckiem na zakupy. Nie znam ŻADNEJ matki, która wiedząc, że jej dziecko źle znosi wyprawy po zakupy, nie robiłaby wszystkiego, żeby robić je jedynie w pojedynkę. Ale czasami się nie da – bo potomka naprawdę nie ma z kim zostawić. A jeść trzeba, jak to ktoś tutaj napisał. Poza tym pamiętam, jak w pierwszych tygodniach ciąży, kiedy czułam się jak dojna krowa bez własnej tożsamości, codzienne wyprawy po chleb były dla mnie szczytem szczęścia.

    @ mama Kuby – Mieszkałam w Holandii dwa i pół roku. Wróciliśmy do kraju, kiedy Młody miał 10 mcy. Fakt, Holenderki nie wymagają specjalnego traktowania w czasie ciąży, bo to dla nich normalny stan, ale nigdzie wcześniej nie doświadczyłam takiej życzliwości, jak w Niderlandach. Przepuszczanie w kolejkach, pomoc z wózkiem, uprzejmość, uśmiech – od wszystkich, niezależnie od wieku. Starsze panie w kawiarniach nieznoszącym sprzeciwu głosem wypraszały mnie spod baru do stolika, a potem donosiły mi kawę, bo przecież z dzieckiem nie jest mi lekko. Normalność ma w różnych krajach różne oblicza.

    Pozdrawiam wszystkie Niegrzeczne Mamuśki.

    fiona_apple vel Ta Głupia

    OdpowiedzUsuń
  36. kukunariss - hmm, nie wiem, czy to jest dobre słowo - nie robisz źle rasie kobiecej przypadkiem?:)

    OdpowiedzUsuń
  37. W 100% zgadzam się z mamą Kuby.To oczywiście bardzo miłe, jak ktoś nas w tej przysłowiowej kolejce przepuści,ale wg mnie to wstyd upominać się publicznie o takie wyjątkowe traktowanie TYLKO dlatego,że jesteśmy w ciąży,czy z dzieckiem na ręku.OK,zaraz się zacznie,że wstydzić to się powinni ci,co nie potrafią się zachować przyzwoicie.Tak,ale to już ich sprawa i ich sumienia. Kobiety,zdecydujcie się - albo chcecie tego szumnego równouprawnienia, albo domagajcie się publicznie na forach,żeby Wam w autobusach ustępowano. Wszystkiego mieć nie można!
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  38. @ oliwia - Wytłumacz mi proszę, co równouprawnienie ma do uprzejmości?

    OdpowiedzUsuń
  39. Fiona, myślę, że chodzi o świadomość, czym jest równouprawnienie. Chcemy z jednej strony, by traktowano nas poważnie, byśmy miały równy dostęp do życia społecznego, politycznego, a z drugiej strony, by inni byli wobec nas życzliwi i przepuszczali nas w kolejce, tylko dlatego,że jesteśmy kobietami czy matkami. No nie ma tak dobrze! To jest twardy świat!Albo-albo. Jeśli chcemy mówić o równym traktowaniu, to weźmy sprawy w swoje ręce, a nie zasłaniajmy się naszymi dziećmi. Jeśli będziemy miały taką roszczeniową postawę w sprawach uprzejmości, to zawsze będziemy spychane do kuchni.
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  40. @ oliwia - a co równouprawnienie ma do tego typu chamskich stwierdzeń: "skoro takiej gówniarze jak ona zachciało się dziecka to niech stoi w kolejce" - słyszałam takie komentarze będąc w ciąży gdy ekspedientka sama z własnej inicjatywy zaczęła mnie obsługiwać poza kolejnością.

    OdpowiedzUsuń
  41. Jezu,czy teraz się posypie na mnie 100 pytań do?Nic,może nic nie ma,ale ktoś na tym forum mądrze napisał,że uprzejmość,to kwestia nabyta wraz z wychowaniem.Jeśli ktoś jest takim idiotą,że takie opinie wydaje,jak Twój komentator w kolejce,to nie wychowamy go i nie nauczymy go uprzejmości poprzez to forum. I znów sprawa wraca do punktu wyjścia,żeby sobie publicznie ponarzekać, jak to mi ciężko i jak mnie źle traktują.O ja biedna!Dziewczyny,dajmy sobie nawzajem siłę i wsparcie, a nie narzekajmy,która przyjęła na klatę bardziej chamską uwagę.Może następnym razem trzeba będzie na tego typu komentarz odpłacić równie "sympatyczną uprzejmością".
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  42. Mentalność polaka jest taka, że jest to narzekający naród, i nic tego nie zmieniło do wieków, i jak czasem któraś z nas tu sobie ponarzeka i poczuje się przez to lepiej wydaje mi się, że to jest w porządku i to też jest jakiś rodzaj wsparcia.
    I nie chodzi teraz by cię pytaniami zasypać oliwia. Tylko ja się po prostu trochę dziwię, trochę nie zgadzam i nie rozumiem stwierdzenia, że skoro kobiety walczą o równouprawnienie to nie mogą oczekiwać (nie domagać się - tylko oczekiwać) czegoś więcej będąc w ciąży.
    Po prostu to miłe gdy ludzie okazują takiej kobiecie zwykłą życzliwość, zrozumienie, empatię w różnych sytuacjach. Co wcale nie oznacza że jest ona społecznie upośledzona, gorsza, czy słabsza. Bo jak świat stary, to równouprawnienie równouprawnieniem, ale jak do tej pory to kobiety zachodzą w ciążę, to kobiety rodzą i nie ma co się oszukiwać, niezależnie od kraju, czy to Polska czy Holandia to głównie na kobietach spoczywa ciężar opieki nad niemowlęciem, to kobiety niejednokrotnie pracują na 2 etaty: zawodowo i w domu. Bo nie każdy partnerski związek oznacza stricte równy podział praw i obowiązków. I niezależnie czy to feministka, czy kura domowa, to ma prawdo, jeśli nie do życzliwość będąc w ciąży to przynajmniej do braku złośliwości, oziębłości czy wręcz działań na przekór. Bo ciąża było nie było to jest szczególny stan i ja uważam, że traktując te kobiety w sposób szczególny przełamuję ogólną znieczulicę - i nie ma to nic wspólnego z równouprawnieniem tylko odrobiną uprzejmości i zwykłego ludzkiego traktowania.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kasica,ja już nie chcę dalej ciągnąć tego tematu,ale skoro piszesz,że "Mentalność polaka jest taka, że jest to narzekający naród, i nic tego nie zmieniło do wieków",to przyjmijmy także do wiadomości,że nie należymy do narodu specjalnie uprzejmego,a raczej wręcz przeciwnie,więc tego typu nasze "przepychanki" też nie mają sensu.
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja nie rozumiem kwestii równouprawnienia. Mnie nie interesuje czy to tata czy mama czy oboje stoją w tej kolejce. Naprawde. To jest przykład. I tak, przepuszczam starsze osoby (o ile nie pchają się na mnie siłą tarana demonstrując ze mają więcej energii ode mnie), czy to Pan czy Pani. I uważam że widać kiedy komuś potrzebna jest odrobina pomocy. To tak jakby powiedzieć, że nie pomoże się niskiej osobie wziąć czegoś z wysokiej półki, bo przecież nie pomożesz mu tylko dlatego że jest niski a bycie niskim nie daje mu prawa do pomocy bo jest takim samym człowiekem jak ty.

    Nie traktuje tego jak obowiązek wprowadzenai prawa ze od chwili obecnej cieżarne/rodzice z dziecmi mają byc obowiązkowo inaczej traktowani. Ale dużo łatwiej jest osobie bez dziecka niż tej z dzieckiem. nie bez powodów są miejsca dla rodzin z dziecmi bliżej wejść do marketów.. czy mam się czuć jak niepełnosprawna kiedy parkuje na takim miejscu ? nie. czuje po prostu ze miło jest wyjąć spokojnie dziecko nieobijając się o inne samochody i mieć możliwość wyjęcia wózka.

    OdpowiedzUsuń
  45. a mi się wydaje, że raczej Polacy są leniwi, marudzą, ze to, że tamto, a jak przychodzi co do czego to nieliczni rusza tyłki i zrobią coś co jest tez dla innych użyteczne. A i tak zawsze znajdzie się strup, że i jemu coś się w tym nie spodoba haha

    OdpowiedzUsuń
  46. zosiabg, chyba najlepiej to napisałaś i najtreściwiej wytłumaczyłaś.

    OdpowiedzUsuń
  47. Szczególnie do kukunariss i innych mam mających problemy z autami na chodniku. Jest przepis, który mówi że jak się parkuje auto na chodniku (wszystko jedno jak) to należy zostawić 1,5m żeby się zmieścił wózek dziecięcy bądź inwalidzki. Pamiętam że zwracał nam na to uwagę pan na kursie prawka. Większość ludzi o tym nie pamięta i/albo o tym nie myśli. Kilka razy przydybałam kierowcę i grzecznie go o tym poinformowałam, reakcje od przeprosin po spieszy mi się. A kilka razy zadzwoniłam na straż miejską. Co się będę z chamstwem użerać.
    Ludzie są różni, jedni uprzejmi, mili, pomocni, a inni złośliwi, zacięci i czasem wręcz chamscy-można im tylko współczuć nieszczęścia, że są tacy jacy są.
    Zauważyłam też że kobieta z wózkiem na schodach weryfikuje mężczyzn: ślepa oferma albo prawdziwy mężczyzna który nie pozwoli żeby kobieta (niekoniecznie matka) szarpała się z ciężarami. I nie ma tu nic do rzeczy równouprawnienie. W końcu po coś natura stworzyła mężczyznę silniejszym.

    OdpowiedzUsuń
  48. Mnie najabrdziej denerwuje to gdy np. w kasie pierwszeństwa (z dziećmi, w ciąży, niepełnosprawni itp.) ustawia się masa ludzi i krzywo na Ciebie patrzą gdy podchodzisz jako pierwsza. Nawet jak sam kasjer zainterweniuje miny innych ludzi nadal nie są przyjemne. A kasa pierwszensta to kasa pierwszeństwa, ja się w takiej nie ustawiam jeżeli jestem sama bez dzieci.

    Wszytskie inne sytuacje zależą od ludzi, od ich kultury, za granicą to norma że rodziny, kobiety w ciąży mają pierwszeństwo i nikogo to nie dziwi.

    OdpowiedzUsuń
  49. igriano zgadzam się z Tobą, bo przecież od czego jest straż miejska, dostałby taki kierowca mandacik to by się w głowę popukał zanim by źle zaparkował

    OdpowiedzUsuń
  50. Mnie się tak w ogóle wydaje, że ludzie pewnych rzeczy nie wiedzą i nie widzą bo tak im wygodniej albo pędzą jak te konie wyścigowe z klapkami na oczach a pomyśleć się już nie chce.
    Przypomniała mi się pewna sytuacja w dwóch wariantach - na miejscu przeznaczonym dla wózków stoi
    1. podpity facet
    2. paniusia
    więc grzecznie proszę o zrobienie miejsca, skutek
    1. uśmiech i pójście sobie na koniec autobusu
    2. odejście z wielką łaską i mina jakbym ją opluła.
    Grunt to nie dać sobie zepsuć humoru drobiazgami:)))

    OdpowiedzUsuń
  51. Mnie się np. nigdy nie zdarzyło aby ktoś nie przesunął się z miejesca przeznaczonego na wózek. Jeżeli ktoś tam stoi to z reguły jak widzi wózek przechodzi w inne miejsce bez mojej interwencji.
    A ja sama gdy jeszcze nie miałam dzieci stałam na tym miejscach dla wozków niewiele się nad tym zastanawiając, ale tez nigdy nie stanowiło dla mnie problemu przesunięcie się.

    Mnie natomiast bardzo denerwują kierowcy autobusów niskopodłogowych, którzy nie obniżają podłogi gdy widzą wózek. Ja jeszcze jakoś dam sobie radę, ale co mają powedzieć niepełnosprawni na wózku. To mnie akurat doprowadza do szału :-o

    OdpowiedzUsuń
  52. Przypomniała mi się pewna sytuacja: wracałam kiedyś tramwajem ze studiów do domu, usiadłam, bo było wolne miejsce i miałam ze sobą pełno książek. Na którymś przystanku wsiadła Pani (ok.50), ja jej nie zauważyłam, ale ona do mnie podeszła i spytała czy mogę jej ustąpić miejsca, a że ona potrzyma mi wzamian te książki na kolanach :-) Tak jechałysmy przez całe miasto i ona i ja byłysmy zadowolone.

    Także myślę, że potrzeba dużo pozytywnego nastawienia, pozytywnej energii, i nie zakładania z góry złych intencji drugiego człowieka a zawsze jak pisze Mama Mateuszka da się znaleźć złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
  53. Ingriana, wiem o tym przepisie, ale w momencie, gdy się mieszka blisko uczelni, właścicieli niemal wszystkich samochodów w nich nie ma, tylko dogorywają gdzieś na wykładach:) Straż Miejska odpowiada zazwyczaj, że nie mają wolnego patrolu - albo sobie załatwię sygnet z kolcem i będę przypadkiem wiele razy haczyła:), albo nosiła karteczki - tylko wciąż nie wiem co na nich pisać - "parkuję jak c..." mi trochę jednak nie odpowiada:)

    OdpowiedzUsuń
  54. Ingriana...Na moim osiedlu samochodów więcej niż drzew..parkują gdzie popadnie, kierowcy nie patrzą na to czy stoją na chodniku czy na ulicy. Często nie mam jak przejść z wózkiem z jednego miejsca do drugiego. Niszczymy trawniki bo raczej nie przefruniemy. Zaczął się październik i studenci zaczęli przyjeżdżać na wykłady samochodami. Ostatnio niedaleko jednej uczelni zobaczyłam Panów Policjantów. Podeszłam do nich z wózkiem i zapytałam czy nie mogą coś z tym zrobić, wszędzie zakazy postoju a samochodu są parkowane nawet przed samym wejściem do bloku. Pan policjant odpowiedział krótko: A co ja mam zrobić?????? Nie mają gdzie parkować to muszą sobie jakoś radzić...hm..

    OdpowiedzUsuń
  55. Hehe, a ja mam swój patent na nieumiejących parkować;-)Kiedyś-dzień w dzień-parkowała dosłownie na chodniku pewna "paniusia",jak ktoś tu ładnie określił.Najpierw i owszem, zostawiłam jej karteczkę,że nieco tarasuje drogę swoją wypasioną Mazdą,ale nie poskutkowało.No to następnego dnia zostawiłam jej na masce auta...pieluchę...z brązową zawartością wraz z karteczką z napisem:"nie mogłam się przecisnąć do śmietnika".Od tej pory stawała gdzie indziej...
    www.countrygirl.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  56. Co do studentów to może wystosować do uczelni pismo, że studenci utrudniają życie mieszkańcom. Przecież do kogoś teren przy blokach należy. Można by zagadać w spółdzielni, żeby oficjalną drogą spróbować to załatwić. Sposoby są różne.

    OdpowiedzUsuń