niegrzecznemamuski.blogspot.com

czwartek, 14 października 2010

O tym co każdy rodzic wiedzieć powinien

Wczoraj na swoim blogu pisałam o tym, że mój synek zadławił się kawałkiem nektarynki. Niestety, nie był to pierwszy raz, co napawa mnie obawą, że nie ostatni. :/

Mam szansę świętować drugie, trzecie i kolejne urodziny mojego dziecka, bo już przed jego przyjściem na świat przeczytałam dokładnie w książce o rozwoju rozdział o pierwszej pomocy niemowlętom i dzieciom w nagłych wypadkach.

Jeśli nie omawiałyście tego z położną w szkole rodzenia, nie byłyście na kursie pierwszej pomocy ani nie znacie schematu postępowania w przypadku zakrztuszenia, zajrzyjcie tu:
Pierwsza pomoc przy zakrztuszeniu - niemowlę
Pierwsza pomoc przy zakrztuszeniu - dziecko powyżej pierwszego roku życia

Nikomu nie życzę, żeby musiał z tej wiedzy korzystać, ale te informacje mogą uratować życie Waszego dziecka albo jakiegokolwiek innego, które w Waszej obecności będzie potrzebować pomocy.

I nie łudźcie się, że możecie ustrzec swoje dziecko przed każdym wypadkiem. Mój synek zadławił się kawałkiem jedzenia, które dostał z mojej ręki, kiedy ja byłam nie dalej niż trzydzieści centymetrów od niego.

11 komentarzy:

  1. Ja również doslownie jakiś czas temu pisałam o tym jak musialam ratowac moja corke przed zadlawieniem - z tym ze zadlawila sie makaronem. Nie zycze nikomu tego przezycia. Cos strasznego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fiona, dzieki za link!

    Moim najwiekszym koszmarem dotyczacym mojego synka jest wlasnie zakrztuszenie sie. Panicznie boje dawac sie mu do jedzenia jakies male kawalki, a gdy kiedys zobaczylam do z winogronem (ktore dal mu jego tatus), bylam bliska zawalu.

    Zastanawiam sie nawet nad zrobieniem kursu pierwszej pomocy Czerwonego Krzyza, zeby w razie czego nie zastanawiac sie "i jak to bylo...?"

    OdpowiedzUsuń
  3. A u mnie niemowlę pewnego dnia po prostu nie chciało odbić po jedzeniu - niestety chwile potem zapełniło pampersa więc musiałam ja przewinąć zaraz po jedzeniu co spowodowało cofnięcie się jedzenia. Mała przestała normalnie oddychać i tylko głośno łapała powietrze jak karp. Kładzenie na kolanach i stukanie w plecy nic nie pomogło, ale ponieważ bardzo mocno mnie wystraszyła to zadzwoniłam na pogotowie. Na początku mnie przełączali od osoby do osoby a ja już prawie z płaczem w glosie kolejnej osobie na linii opowiadałam co się stało i jak córka nie może oddychać i żeby ktoś przyjechał. W końcu facet na linii powiedział że w karetce i tak nie ma lekarza i nikt mi nie pomoże to może lepiej by było żebym ja do jakiegoś szpitala sama podjechała. I tyle - zero pomocy. Po jakimś czasie wszystko minęło i oddech się ustabilizował, ale po kolejnym karmieniu znowu wszystko się powtórzyło - karmienie, pampers, kaszel, problemy z oddychaniem. Tym razem zadzwoniłam do mojej przychodni a nie na pogotowie i kobieta powiedziała, że pediatra właśnie wyjechał i będzie na wizytach 3h ale skierowała nas do konkretnego szpitala gdzie zostaliśmy z dzieckiem na obserwacji przez 5 dni na wypadek gdyby doszło do zachłystowego zapalenia płuc. Teraz już wiem że maksyma umiesz liczyć licz na siebie to 100% prawdy. Faceta z pogotowia interesowało tylko czy sama przywiozę córkę do szpitala bo wszystkie rozmowy są nagrywane wiec jak by co to ma dupę kryta ze niby ta głupia matka co dzwoni sama podjęła decyzje ze niby nie chce karetki...

    OdpowiedzUsuń
  4. jakiś czas temu była taka sytuacja, ze zadzwoniłam na 112. czekałam sobie, czekałam, a sygnał brzmiał... ciekawe co by było, gdyby ktoś umierał na moich oczach, a ja nie umiała mu pomóc. tfu tfu.

    OdpowiedzUsuń
  5. A nie na 112 to nikt nie odbierał a ja od zmysłów odchodziłam - a że pamiętałam tylko że 997 to na policję więc zadzwoniłam na 998 i okazało się że to straż pożarna a że nie ma zintegrowanej lini tel to dzwoniłam dalej tym razem na 999. A w stresie po prostu nie pamiętałam numeru. Zresztą na 112 nigdy się nie dodzwoniłam nawet wtedy jak złapałam 2 złodziei w mojej piwnicy albo jak przede mną jechał samochodem pijany kierowca - ale to zupełnie historia na inny temat...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wazny, madry wpis. Nie oszukujmy się - wypadkom ulegaja tez bardzo pilnowane dzieci.
    Zaksztuszenia sa bardzo niebezpieczne i zdarzaja sie nie tylko podczas jedzenia. Niektóre maluchy maja talent do znajdowania (w dokładnie wysprzatanym mieszkaniu bardzo małych przedmiotów np. guziki które momentalnie znajdują się w buzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci, Fiona, bardzo dziękuję za ten wpis.... moja sześciomiesięczna córcia bardzo często kaszle przy podawaniu kaszki i innych rzeczy łyżeczką. Ja niestety zazwyczj tylko się patrzę i myślę - zaraz jej przejdzie. Jej kochany tatuś natomiast ma skłonności do podawania jej drobinek pokarmów, która właśnie sam konsumuje ze smakiem, np banana, nutteli tudzież chleba. Twoja reakcja przypomina mi tą, kiedy o mały włos Wiktoria nie spadła mi z komody bo ja szukałam własnie ubranek w szufladzie obok.. też było przytulanie, wyrzuty sumienia, płacz i myśli... "co by by było gdyby". Fiona - płakałam, jak to czytałam na twoim blogu i obiecuję wszech i wobec, że mimo trzeciej kampki wina którą właśnie konsumuję, zaraz to szczegółowo przestudiuję.... Jeszcze raz dziękuję za tę lekcję....

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja dziękuje Fiona.
    I dobrze wiedzieć, że na pogotowie nie można liczyć :(((

    OdpowiedzUsuń
  9. Ej, to ja głos z drugiej strony: do nas pogotowie przyjechało MEGA szybko, chyba w jakieś 7 minut, byłam w szoku, że można być w zasadzie natychmiast po zgłoszeniu (zakrztuszenie 5-tygodniowego Tymka Cebionem:(, Pani dyspozytorka była BARDZO miła, zadała szybko parę konkretnych pytań i wysłała zespół, pomimo, że w zasadzie było już po wszystkim...
    Fakt, że pielęgniarka, która przyjechała razem z lekarzem była potwornym babsztylem i nie zapomnę do końca życia jej złośliwości, zgryźliwych uwag, "dobrych rad" i ogólnie tego jak mnie potraktowała, ale ogólnie bilans pozytywny, zbadali dziecko i w ogóle, wytłumaczyli, że taka sytuacja może się skończyć zapaleniem płuc i na co zwracać uwagę (rzeczywiście dostał zapalenia, ale dzięki temu, że wiedziałam właśnie jakie są takie wczesne objawy trafiliśmy do szpitala szybciutko i dobrze się wszystko skończyło).
    Także myślę, że zawsze warto - jak to w tych schematach jest - dzwonić po pomoc...

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękujemy fiona, za przypomnienie ;-DD

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że moje wątpliwej przyjemności doświadczenie pozwoli Wam w przyszłości lepiej sobie poradzić z podobnymi przypadkami, jeśli będą miały miejsce (oby nie - tfu tfu!). Czyli - czytamy, rozumiemy, zapamiętujemy. I trzymam kciuki żeby się Wam ta wiedza nigdy nie miała szansy przydać.

    OdpowiedzUsuń