niegrzecznemamuski.blogspot.com

piątek, 29 października 2010

... i nie opuści cię aż do śmierci...

- Jestem w ciąży! - usłyszałam w słuchawce i z radości aż pisnęłam - Boję się o tym mówić. Boję się, że coś się stanie.

- Aaa! To normalne. Od teraz zawsze będzie ci towarzyszyć to uczucie. - walnęłam jak ostatni głupek, trochę zbyt niedelikatnie.

Ale przecież lęk o dziecko jest zupełnie naturalny. Boimy się, czy poród przebiegnie bez komplikacji. Czy przypadkiem nie straciło oddechu podczas snu. Że się zakrztusi, przeziębi, przewróci niefortunnie i nabije sobie wielką śliwę, albo co gorsze, złamie nogę. 

Później przyjdzie czas na lęki z serii - czy ma przyjaciół, czy nie czuje się odrzucony, czy zaliczy semestr, czy nie wpadnie w tarapaty, czy wybierze właściwy zawód, który da mu satysfakcję i zadowolenie z wykonywanej pracy. Czy nie wejdzie w trudny związek, a może z nikim się nie zwiąże i będzie samotny. 

W międzyczasie boimy się, czy nasze lęki nie zatrują życia dziecku, czy nie zamkniemy go w złotej klatce przywiązując kryształową kulę do nogi. 

I można tak w kółko. Tylko czy macierzyństwo bez lęku byłoby czymkolwiek więcej niż zwykłą relacją międzyludzką?

16 komentarzy:

  1. prawda prawda i jeszcze raz prawda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile to razy w młodzieńczych latach słyszałyśmy od Naszych kochanych mam" Jak będziesz miała swoje dziecko to zobaczysz jak to jest".."tak..tak mamo ale ja będę pozwalała swojemu dziecku na wszystko"...
    Kiedy patrzę dzisiaj na moją córeczkę to nie wyobrażam sobie, że kiedyś sama zacznie wychodzić na podwórko, sama pojedzie na kolonie, sama zdecyduje z kim wyjechać na wakacje...Nie..nie...nie myślę o tym...
    Chcę, żeby była samodzielna, radziła sobie w życiu...ale tak bardzo się o nią boję!!!!!! Lęk rozumiemy dopiero wtedy kiedy same zostajemy matkami!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim urodziłam pierwsze dziecko, nie zdawałam sobie sprawy, że można sie tak o kogoś bać. I ten strach rośnie wraz z dzieckiem i jego dążeniem do samodzielności. Pamietam jak się bałam gdy pierworodny pierwszy raz poszedł SAM do szkoły.. lub gdy pojechał rowerem do kolegi - ulicą. Ze stachem myślę, że pewnie już niedługo zacznie chodzic w lato sam nad wodę... że w wakacje przestanie wyjeżdzać z nami tylko pojedzie na obóz..
    Mój mąż często mi powtarza "czy to że się martwisz i boicz (na zapas) to coś zmieni?''. Pewnie nie, ale my matki już tak mamy..

    OdpowiedzUsuń
  4. zawsze usiłuję sobie przypomnieć, jak by to było, gdybym to ja miała gdzieś "sama", wtedy, gdy tak było. i wiecie co, wydaje mi się, że nasze dzieci będą od nas mądrzejsze, a nawet jeśli nie mądrzejsze, to bardziej dostosowane, że sobie poradzą. my jesteśmy dzieci czasów przejściowych, one dorosną sobie do świata i nie przypuszczam, by wiele się już zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja jestem jakaś dziwna bo gdy dowiedzialam się że jestem w ciąży ani przezmyśl mi nie przeszło że mogłabym poronić, stracić moje dzieciątko. od pierwszych dni, tygodni cieszylam sie jak oszalala i odliczaalm dni do porodu.
    Porodu też nie bałam się pod kątem komplikacji dla dziecka a raczej mojego bólu, nowości której mialam doswiadczyc.
    Jakoś od początku miaąłm zakodowane że moje dziecko urodzi się sliczne i zdrowiutkie :)
    Teraz gdy moja 13-miesięczna córcia biega i rozrabia to bardziej mąż jest w strachu.
    Nie mówie że sie wogóle nie martwie ale nie trzese przy kazdym guzie, potknieciu sie, przyczasnieciu paluszków.
    Czy jestem złą matką????

    OdpowiedzUsuń
  6. Karcia, w pierwszej ciąży miałam dokładnie tak samo. straciłam Dziecko w piątym miesiącu, nie wiadomo dlaczego. nagle się okazało, jak wiele jest takich przypadków w rodzinie, wśród znajomych... drugą przeżywałam pod tym kątem strasznie. to zostało ukierunowane już, wiem, ale mimo to uważam, ze strach to kwestia wybujałej wyobraźni, a jego brak to bardziej "zaklepywanie" takie, odpukiwanie na wszelki wypadek, odsuwanie od siebie złych mysli, takie zachowanie ochronno-obronne...
    jeśli zdasz sobie sprawę z tego, jak wiele rzeczy może pójść w ciąży "nie tak", to nagle sobie uświadomisz, że to prawdziwy cud, że większość dzieci rodzi się zdrowa...

    a potem, cóż. nie jestem i nie chcę być "matką wariatką", mam zaufanie do umiejętności Gabrysi, ale jakoś kiedy widzę jak biegnie na krawędzi schodów, to mi się uruchamia wyobraźnia, i nic na to nie mogę poradzić. albo jak biega z lizakiem.

    jeszcze inna sprawa, jak na to wszystko reagujemy...

    OdpowiedzUsuń
  7. To tak chyba już jest, lęk jest naturalany. Oby nas tylko nie przerósł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Karcia a co by było jeśli twoje dziecko urodziło by się chore? Załamanie depresja? Ja nie starałam się myśleć o tym co by było gdyby.... ale brałam różne możliwości pod uwagę.. to chyba naturalne że mamy się martwią. Powiem ci że jak moje dziecko nabije sobie guza to ja się trzęsę bo mogło doznać wstrząsu mózgu, lub potłuc się poważnie. Moja szwagierka też się nie przejmuje dziećmi tz róbta co chceta, ja bym już 20razy zawału dostała ale nie będę się wtrącać po co mi kłótnie itp... lenn masz tak samo jak ja widzę , czyli jestem normalna ufff pozdrawiam mamy!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja uważam, że we wszystkim należy zachować umiar, ani w jedną ani w drugą stronę - jeżeli będziemy zbytnio nad dzieckiem się trząść i bać różnych rzeczy, starsznych chorób, które mogą je spotkać - to może to zadziałać na zasadzie "samosprawdzającej się przepowiedni", a dodatkowo samo dziecko będzie chłonąć tą atmosferę lęku. A z drugiej strony nie można pozwalać na wszytsko, machać ręką, że jakoś to będzie i wrzucić na kompletny luz bo to już po prostu jest brak rozsądku.
    Zawsze w życiu chodzi o jakiś środek i ja do niego dążę. Boję się o swoje dziecko, a najbardziej boję się złych ludzi, których może spotkać na swojej drodze, a z drugiej strony staram się myśleć pozytywnie i nie układać w głowie coraz to nowych złych scenariuszy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Noi oczywiście staram się wychowywać tak dziecko, aby było asertywne, pewne siebie, ale znało też i było świadome różnych zagrożeń.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, zloty srodek to najlepsze roziwazenie, ale znam tez ciemna strone medalu ktorym jest nadmierna troska o dziecko. Moi rodzice sa mistrzami w dopisywaniu scenariuszy ktore moglyby sie zrealizowac tylko z totalnym pechem. Boje sie o moja corke strasznie ale nie wyobrazam sobie, ze mialabym ja traktowac jak moi rodzice traktowali mnie (czt. nie moglam chodzic do miasta, do kolezanek tez nie moglam wychodzi, a noz cos by mi sie stalo po drodze i wiele wiele innych hustorii, ktore mam nadzieje mam juz za soba). Biorac pod uwage temperament mojej corki to nie da sie "zamknac" w czterech scianach zeby bylo "bezpiczne" (wg mnie), choc tez nie jestem taka histerczyka ze chodze za nia krok w krok i pilnuje czy cos zlego jej sie nie stanie - sama musi sie nauczyc, ze jak wejdzie na krzeslo i spanie to bedzie bolalo. Zreszta zycie pelne jest pulapek i bledow, ktore same musza nauczyc czlowiek, moge sie tylko modlic, ze te najgorsze omina moje dziecko. Pozdrawiam mamuski!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kobieta_Fatalna czyli uważasz że ja jetsem nienormalna???
    Jakoś sie tak nie czuje.
    gdybym urodzila chore dziecko to kochałabym je tak samo jak zdrowe.
    Ja wyzanje poporstu ten zloty środek o którym piszą moje poprzedniczki. Martwie sie o dziecko bo to normalne ale nie nadmiernie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Karcia nie uważam tak!! Czy ja tak napisałam? Napisałam tylko że od początku wmawiasz sobie że dziecko musi być zdrowe itp.. jakoś mnie to dziwi że nie miałaś żadnych obaw przed porodem: To ja jestem jakaś dziwna bo gdy dowiedzialam się że jestem w ciąży ani przezmyśl mi nie przeszło że mogłabym poronić, stracić moje dzieciątko. od pierwszych dni, tygodni cieszylam sie jak oszalala i odliczaalm dni do porodu. i dalej:Jakoś od początku miaąłm zakodowane że moje dziecko urodzi się sliczne i zdrowiutkie:) czyli to oznacza że się w ogóle nie martwiłaś a to mnie dziwi i tyle. Po prostu mogę ci zazdrościć że nie przeżywasz wszystkiego tak jak ja!! Nie jestem panikarą ale kurcze czasem myśli same cisną się do głowy..
    lenn masz tak samo jak ja widzę , czyli jestem normalna ufff pozdrawiam mamy!! Chodziło mi o to że skoro jest mama która przeżywa to tak jak i ja to czyli że jest to normalne! Nie chciałam cię Karcia urazić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pozytywna strona matczynego strachu : zabezpieczone okna drzwi i schody, prowadzenie malucha za rękę by nie wybiegło na ulicę, schowane lekarstwa i atrykuły cheniczne (np. "Kret"), czuwanie w nocu przy chorym maluchu (.. bo gorączka, moga byc drgawki, bo kaszel, duszności itd)... Nieodparta myśl że NATYCHMIAST musze sprawdzić co robi moje dziecko - zazwyczaj wtedy coś niebezpiecznego.
    Strach nie musi być destrukcyjny . A dzieciaki nie muszą wiedzieć że sie o nich boimy.

    OdpowiedzUsuń