Witam Was,
chciałabym byśmy porozmawiały o naszych mężach, chłopakach, partnerach, którzy jako ojcowie doprowadzają nas czasem do szału..Czym? Miganiem się. Wiadomo, kochają i nas i nasze wspólne pociechy, ale chyba nie tak bardzo jak samych siebie...;) Poświęcenie się jest chyba wpisane w kobiecą naturę, a szczególnie w macierzyństwo.
Myślę, że większość z nas zdaje sobie sprawę, że odkąd pojawiło się dziecko nasze potrzeby niestety schodzą na dalszy plan czy to nam się podoba czy nie. Wiadomo, że szuka się chociaż chwili w ciągu dnia na ulubioną rozrywkę i kiedy dzieciak śpi, ogląda bajkę albo sam się bawi można odetchnąć przed TV, książka czy kawie z koleżanką. Która z Was zaprzeczy że są to najprzyjemniejsze chwile w ciągu dna?? ;)
No ale wracając do naszych tatusiów. Mam wrażenie, że oni nie godzą się z faktem, że ich wolny czas jest nieco ograniczony, że ważniejsze jest to, że dziecko trzeba uśpić czy wykąpać niż to czy w telewizji jest mecz albo sensacyjny hit tego lata..:/
Kiedy odrywasz go od jego zajęć, którym się z namaszczeniem oddaje każdego popołudnia on szczerze zdziwiony, zaskoczony i zniesmaczony patrzy na Ciebie nie wierząc własnym uszom;) I wstaje, z miną męczennika, zły albo smutny (to zależy od cech charakteru) i z łaską wykonuje polecenie, na które sam niestety nie wpadnie.
A w Tobie się gotuje i zastanawiasz się czy aby na pewno on chce być ojcem? czy nie wolałby uciec z tego waszego rodzinnego gniazdka? czy jest szczęśliwy?
K.
wtorek, 28 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








doskonale rozumiem Autorkę..Codziennie zastanawiam się nad tym samym. Czemu my wszystko "musimy", a Oni tylko "mogą". Palcem trzeba wszystko pokazać:(
OdpowiedzUsuńTeraz wiem przynajmniej, ze nie jestem sama!
ech samo życie niestety witam w klubie dziewczynki ;-)))
OdpowiedzUsuńJak to dobrze wiedzieć, że nie tylko ja muszę pokazać palcem, i zakomunikować że trzeba wynieść śmieci bo się z kosza wysypują bo Pan Mąż nie zauważy takiej drobnostki :)
OdpowiedzUsuńAle tak w ogóle to dobrze, że jest :) bo bez niego nie było by Matesia, który rano tup, tup, tup i gramoli się do naszego łóżka i nadaje: "mama, tata wypałem się" :)
Daria
Eh, mam to samo. Nie wyobrazam sobie zycia, bez moje polowki, ale...szlag mnie trafia, ze dla mnie jest oczywistym, ze idziemy sie kapac, robimy kolacje, myjemy raczki, cos tam, cos tam, a dla niego juz to takie oczywiste nie jest i wlsnie musze powiedziec - idz okap mala, albo daj jej leki i ta mina, jak musi wstac od komputera lub TV ( bezccenne ). Ale z drugiej strony, gdy jest sam z dzieciakami to wszystko jest zrobione na czas, bez gadania, przypominania itp. Wiec o co chodzi ?? Oh, ponarzekalam sobie troche, ale wiem doskonale ( niestety )o czym pisze autorka i Wy dziewczyny ;)
OdpowiedzUsuńJa się trochę nie zgodzę z autorką postu.
OdpowiedzUsuńBo o ile jestem w stanie przyznać rację, że mężczyźni (choć nie wszyscy) mają problem by wpaść na pomysł, że to czy tamto, jest do zrobienia przy dziecku - tak reszta to kwestia jasnego podziału obowiązków.
My z mężem np.: na zmianę wieczorem czytamy i układamy dziecko do snu; przy codziennych kąpielach tata pilnuje malca, a mama potem go myje; w nocy tata szykuje dziecku mleko, a mama je podaje i karmi, itd.
Nie od razu tak było. Taki system został wypracowany z czasem ;)
Wydaje mi się, że trzeba swojemu mężowi, partnerowi czy chłopakowi uświadomić, że dziecka ja sama sobie nie zrobiłam, i że jest ono zarówno moje jak i jego , i że ciężar obowiązków związanych z opieką i wychowywaniem dziecka jest po NASZEJ nie po MOJEJ stronie ;)
Asiaaa ja też się kiedyś zastanawiałam "Czemu my wszystko "musimy", a Oni tylko "mogą".". Doszłam do wniosku, że jest w tym trochę mojej winy bo pytam męża "Czy możesz?, czy mógłbyś?" - a to błąd bo zostawiam mu alternatywę.;) Teraz po prostu mówię "zrób to" i wszyscy są zadowoleni ;)))
I ja również zgodzę się z "kachą". Mój mąż nie należy do tych, co to się wyrywają do dziecka,ale jak tylko wraca z pracy,to od razu chce (sam z siebie) pobawić się z małą.I nigdy nie robi miny cierpiętnika. Może to po trosze "zasługa" tego,że nie mamy telewizora,więc nie odrywam go od meczu czy pasjonującej debaty politycznej;-)A to,że facet nie zawsze się wszystkiego domyśla... No cóż - ojciec czy nie ojciec - facetom zawsze trzeba palcem pokazać;-)Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńwww.countrygirl.blox.pl
dobrze wiedziec ze nie jestem sama- niby maz dziecka chcial i mnie namawial- a jak przyszlo co do czego- to go czasami musialam zmuszac zeby sie malym zajal- a teraz tak jest- ze ja praca dom, jak weekend to non stop z malym- a jak mu mowie- pobaw sie z nim- to czasami z ledwoscia 5 min mu sie chce- i tez sie zastanawiam- po co mu bylo dziecko- jak sie nim nie zajmuje?
OdpowiedzUsuńo dzisys! Nie jestem sama,super ;)
OdpowiedzUsuńWiecie co ,czytajac WASZE komentarze zdalam sobie sprawe ze i ja powinnam swego wziąść za szanowne 4 litery i uzmyslowic jemu ze dzieci "sama sobie nie zrobilam" -nie jestem wiatropylna .Hmmmmm
U mnie tak samo jak u WAS,zabije sie o maskotke a nie podniesie ........................
chyba czeka mnie wieczor o mocnych nerwach ;P
buźka ;*
Moj Michal ma 5 lat a mąż nigdy go nie przebrał,o pieluchach nie wspomne.
Martyna ma poltora,ale tu WAS zaskocze-ostatnio ubral jej Pampersa-----------rzepami z tyłu....masakra co nie ?
a czego tu się spodziewać - przecież mężczyźni to podgatunek ;p hihi
OdpowiedzUsuńhe he ..mój maz tatus 1,5 rocznych bliźniaków przechodzi chyba wszystkich męzczyzn ....amatorsko ale z mega zapałem gra w hokej i zawsze jest zdziwiony kiedy zwracam mu uwage na fakt ,ze ma dzieci i mi samej jest juz cięzko kapać , ubierac maluchy a on jedzie sobie na trening albo mecz . Szczyty osiagnął obrazajac sie na mnie ,gdy wypadł mi z dnia na dzień , wyjazd słuzbowy i nie mógł pójsć na mecz- z wyrzutem oświadczył mi ...że o takich sprawach powinnam go informoweac z tygodniowym wyprzedzeniem ...o ironio ....nie wiele mysląc uswiadomiłam go ,ze z checia zrezygnuje z pracy zawodowej i utrzymanie rodziny pozostawie tylko w jedo rekach ....no i o to tez sie obraził ...he he i co Wy na to
OdpowiedzUsuńo jezuuu - Joanna - Twój facet wygrywa tu chyba ;D
OdpowiedzUsuńTak sobie czytam Wasze wpisy i dochodzę do wniosku, że jestem mega szczęściarą. Mój Mąż CAŁY swój czas poświęca synkowi. Bawi się z nim, przewija, kąpie, ubiera, czyta mu... do głowy by mu nie przyszło, że kiedy wieczorem, albo w weekend, kiedy oboje jesteśmy w domu, mały narobi w pieluchę, żeby powiedzieć mi, że mam go przewinąć. Zawsze weźmie go pod pachę na przewijak i będzie się z nim tam jeszcze świetnie bawił po zrobieniu czego trzeba i wcale nie przejmuje się tym, że teraz leci jego film. Kąpiele są wyłącznie w jego gestii. Ja kąpałam syna może z 5-6 razy, kiedy Mąż był dłużej w pracy albo z kolegami. Gdy układam małego do snu Mąż jeszcze ani razu nie zasnął przede mną - zawsze czeka, aż uśpię syna, żeby się przed snem do mnie przytulić. Z racji tego, że ja siedzę w domu, a Mąż jeździ do centrum do pracy, to on zagląda po drodze do sklepów z ciuszkami dla małego, żeby miał coś nowego. To Mąż wstaje w soboty o 7 żeby jechać do marketu po zakupy na cały tydzień. To Mąż wypycha mnie do koleżanek, żebym odpoczęła od małego i sam zajmuje się w tym czasie dzieckiem i obiadem. Wie, że siedzenie w domu z dzieckiem nie jest wcale takie różowe, na jakie wygląda. I że nocne wstawanie potrafi kobietę zmęczyć. Dlatego stara się pomóc mi jak tylko może.
OdpowiedzUsuńW zamian za to wie, że zawsze może liczyć na ciepły obiad do pracy, że będzie miał świeże ubrania, że dostanie pyszne kanapki do pracy, że dom będzie czysty, że synek będzie zadbany, żona wypoczęta i przede wszystkim mniej marudna :P
aha i jeszcze jedno. Bardzo zazdrości mi tego, że jestem w domu. To on chciałby być z synkiem na wychowawczym, żeby spędzać z nim jeszcze więcej czasu :)
mówiłam ,ze mój wygrywa w tych zawodach ;-)
OdpowiedzUsuńMaja, mam podobnie. Czy to naprawdę jest aż takie rzadkie zjawisko?
OdpowiedzUsuń"jak sobie pościelesz tak się wyśpisz". A porozmawiać, podzielić obowiązki i znaleźć też swój azyl? Pasje i zainteresowania mężów trza szanować. Wszystko oczywiście z umiarem. Swoją pasje znaleźć. Zapisać sie na basen, na kurs językowy czy coś innego i wychodzić raz, dwa razy w tygodniu a nie marudzić! ężczyźni to też ludzie i wiele potrafią zrobić/ zrozumieć to my czasem im nie pozwalamy wkraczać w "babskie" sprawy a potem się dziwimy. Rozmową i cierpliwością wiele da się zdziałaĆ
OdpowiedzUsuńhahahah - "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".jakbym nasze babcie slyszala, a podobno ten portal jest po to zeby sobie czasem ponarzekac, pomarudzic, wylac gorzkie zale....kto powiedzial, ze nie mamy swoich pasju, zaintereso0wan, ale chyba kazdy moze wyrazic swoje zdanie, no chyba, ze nie ...?
OdpowiedzUsuńmój mąż mi ostatnio dziecko przyniósł do ubikacji bo musiał iść na komputer...przeżył ale ciężko było ;-)
OdpowiedzUsuńMagda- ha ha ha- ale mial tupet :D
OdpowiedzUsuńMaja - zazdroszczę i gratuluję takiego wspaniałego taty :)
OdpowiedzUsuńAjaj - a powiedz mi ile można prosić, wykłócać się i znów prosić... słyszeć obietnice, które nigdy nie zostaną spełnione?
Jak wyjdę z domu, to nie ma innego wyjścia tylko się dzieckiem zająć, ale jak jestem w domu, to już taki fakt jest rzadkością.
aha! i w weekend on musi odpocząć, bo przecież przez tydzień pracował, a ja siedziałam w domu. (prało się, gotowało, sprzątało i zajmowało dzieckiem samo chyba...)
OdpowiedzUsuńDziewczyny, trzeba długo i cierpliwie pertraktować podział obowiązków. Bardzo długo i bardzo cierpliwie i nigdy nie jest za późno. Mój mąż nigdy nie musiał w domu rodzinnym umyć naczyń, nie sprzątał nawet po sobie, nie składał swoich upranych ubrań itp. Zamieszkaliśmy razem przed ślubem i jakieś pół roku, zajęło mi to żeby pogodził się z tym, że kibel czyścimy na zmianę, zmywamy naczynia na zmianę itp. Kiedy ja zostałam w domu z dzieckiem, trzeba było podział obowiązków jeszcze raz ustalać. Ja przejęłam domowe, ale dziecko przecież pozostało nasze wspólne. Mąż wraca z pracy, je kolacje i ma chwilę dla siebie, a potem choćby 15 min bawi się dzieckiem, następnie je kąpie, w weekendy zabiera na spacer itp. Każde z nas od czasu do czasu wychodzi się zobaczyć z przyjaciółmi. Mogę spokojnie wyjechać na weekend sama. Czasami też wyjeżdżam z małym, a on wtedy ma luz. (Ja muszę wyjechać bo nie umiem odpoczywać w domu, zawsze mi się wydaje, że coś muszę zrobić). Kiedy poszłam do pracy, znowu trzeba było od nowa wszystko przeorganizować. Wszystko to czasem bywało bardzo trudne - dużo dyskusji, czasem kłótnie, wzajemne obrażanie się. Ale warto było, bo teraz mam pewność, że gdybym np. wylądowała w szpitalu, mój mąż sobie poradzi. Może tym przekonacie małżonków - jak by sobie poradzili, gdyby Was chwilowo zabrakło, jeśli nie potrafią założyć dziecku pieluchy? Trzymam za Was kciuki, abyście nie musiały narzekać na mężów i mogły mieć chwilę dla siebie.
OdpowiedzUsuń@ aśka - właśnie tak też moja babcia mówiła i wzięłam sobie jej radę do serca :) jak czegoś nie będziesz wymagać czy chcieć to tego mieć nie będziesz. No sama powiedz jaki interes ma chłop który nic nie musi a łaskawie może w tym żeby się poczuwać do obowiązku? to chyba oczywiste że woli odpocząc niż odkurzać? sama byś nie wolała jakby w domu był ktoś kto to zrobi i nie będziesz obrastać w kurz? A pewnie że można marudzić i poużalać się ale też można posłuchać starej rady i męża ponawracać.
OdpowiedzUsuń@ Essi - cóż mogę powiedzieć - wszystko chyba zależy od charakteru delikwenta i relacji panujących w związku. Mimo, że mam partnerski związek to też czasem się muszę z mężem poużerać. Tak chyba z mężczyznami już jest. Oni myślą inaczej niż my i nie zawsze zauważają dla nas oczywiste rzeczy. Nasza rola chyba cierpliwie tłumaczyć i pokazywac palcami. A przede wszystkim przedstawić na spokojnie nasze racje.
Tak jak pisze jadwigade wszystko się zmienia i często trzeba na nowo wszystko reorganizowac, dzielić po nowemu obowiazki. Praca w domu to też praca, a z dziećmi to już ciężka harówka i należy się od niej odpoczynek. O to radze walczyć z partnerami :D Nie na siłę ale młotkiem :D
Wydaje mi się, że faceci późno dojrzewają do ojcostwa...nawet kilka lat po narodzinach swoich dzieci. Mój ślubny przy pierwszym dziecku nie robił prawie nic. Teraz, przy półtorarocznym synku robi już więcej, ale nadal prawie codziennie słyszę pytania typu: "Gdzie leżą body z krótkim rękawkiem?", "A on może to jeść?", i inne oczywiste oczywistości :) Jak zostaje sam z dziećmi to o dziwo one nigdy obiadu nie chcą jeść (mały jest wtedy cały dzień pasiony kaszką, a mała płatkami na mleku ;) ). Cieszę się, że to powszechne zjawisko, bo już traciłam wiarę w mojego męża. TEN TYP po prostu TAK MA :)))
OdpowiedzUsuńRadosnego 2011 roku!
OdpowiedzUsuńnoo mój tak ma, chociaż nie powiem, jak ma wolne to zabiera naszego szkraba do drugiego pokoju, zamyka mi drzwi od sypialnianego pokoju i daje pospać, ale potem wydaje mi się, że to moje dłuższe spanie muszę odpokutować moją całodzienną opieką nad małym, a żebym za łatwo nie miała to i ugotować coś z małym pod nogami kręcącym się muszę, ja nie wiem dlaczego oni tak mają, wydaje mi się, że skoro w moim w przypadku, mój mąż posiedzi w ciągu dnia przy synku więcej niż godz. to już jego limit dzienny wykończony :/
OdpowiedzUsuń