Osoby które doprowadzają nas nie kiedy do prawdziwej furii, do których trzeba mówić prostym, zrozumiałym językiem, bo inaczej nigdy nie domyślą się o co Nam kobietka chodzi :) Tak na nich nie kiedy narzekamy, a jednak nie możemy bez nich żyć :) Pomijając to, że oni bez nas bardziej :) Ale do czego zmierzam... prawda jest taka, że "Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci", a wiec moje drogie Panie, Nasi mężowie,partnerzy, z którymi decydujemy się związać, już z domu przynoszą pewne nawyki. Prawda jest taka, że jeśli w domu dziecko napatrzy się jak to jest miedzy rodzicami, tak mniej więcej będzie funkcjonować w przyszłości.
Powiedzmy, że przykładowa mama gotuje, sprząta, pierze, prasuje, goni za mężem z obiadkiem, papuciami itd. Podobnie postępuje wobec swojego syna, bo na przykład uważa, że tak trzeba. Pokazuje mu jakie są priorytety, a on też będzie oczekiwał od swojej żony tego samego! Będzie myślał, że tak to jest poukładane w życiu. Najlepiej, gdy owa partnerka, z która właśnie się zwiąże uświadomi go, że tak nie jest... Ale czasem popełniamy ten błąd, że chcemy pokazać jakie jesteśmy dobre, uczynne i robimy wszystko, by się sprawdzić jako kochająca i przykładna żona.
Niestety pewnie wiele z was wie, że później jest gorzej, bo partner przyzwyczaja się do takiego stylu życia i jest mu najwygodniej. A my? Biedne zostajemy ze wszystkimi obowiązkami, a na dokładkę mamy problem jak zagonić męża do pomocy?!
Ja mam dwóch synów i chce, żeby wyrośli na porządnych facetów (pewnie tak jak każda mama), ale pstanowiłam ze oprócz miłości i czułości jaka ich obdarzam, chce żeby umieli docenić moja prace, a w szczególności przyszłą żonę! Są na razie na tyle mali, że nic wielkiego nie zdziałam, ale przynajmniej starszego synka(2,5l) mogę uczyć samodzielności w tym co robi, w jego malutkim
świecie. Wie, że trzeba odnieść buty, czy posprzątać zabawki (czasem to trwa nawet 1,5 godziny co jest meczące, ale wiem ze się opłaci)!
Wiecie dlaczego to pisze? Bo jadąc autobusem natknęłam się na taka sytuacje: Mama z synem (wiek ok 9-10 lat) wysiadają z autobusu (mama obładowana siatkami i plecakiem chłopca), a on jak gdyby nigdy nic bawi się telefonem. Przerażające!
Poza tym mam szerokie grono znajomych, którzy maja już nastoletnie dzieci (głównie chodzi o chłopców), którzy w domu nie potrafią nic zrobić. Mama jest od dosłownie wszystkiego! Ja postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby tak nie było. Nie mogę przewidzieć przyszłości, ale będę wiedzieć, że próbowałam!
Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak dużą wartość ma wpajanie już od malutkiego pewnych norm i zasad, chociażby przy głupich sytuacjach, jak np mój syn coś zjadał i dawał mi papierek, a ja nie zwracając na to uwagi.Tup tup tup do kosza, a on sobie siedział na łóżeczku i zajadał! Zmieniłam to (chociaż łatwo nie było). Teraz to on, jak skończy, to wie gdzie trzeba iść, jak zapomni to mu po prostu przypominam.
Ciekawi mnie bardzo Wasz pogląd i opinia na ten temat!
Pozdrawiam Mysza
świecie. Wie, że trzeba odnieść buty, czy posprzątać zabawki (czasem to trwa nawet 1,5 godziny co jest meczące, ale wiem ze się opłaci)!
Wiecie dlaczego to pisze? Bo jadąc autobusem natknęłam się na taka sytuacje: Mama z synem (wiek ok 9-10 lat) wysiadają z autobusu (mama obładowana siatkami i plecakiem chłopca), a on jak gdyby nigdy nic bawi się telefonem. Przerażające!
Poza tym mam szerokie grono znajomych, którzy maja już nastoletnie dzieci (głównie chodzi o chłopców), którzy w domu nie potrafią nic zrobić. Mama jest od dosłownie wszystkiego! Ja postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby tak nie było. Nie mogę przewidzieć przyszłości, ale będę wiedzieć, że próbowałam!
Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak dużą wartość ma wpajanie już od malutkiego pewnych norm i zasad, chociażby przy głupich sytuacjach, jak np mój syn coś zjadał i dawał mi papierek, a ja nie zwracając na to uwagi.Tup tup tup do kosza, a on sobie siedział na łóżeczku i zajadał! Zmieniłam to (chociaż łatwo nie było). Teraz to on, jak skończy, to wie gdzie trzeba iść, jak zapomni to mu po prostu przypominam.
Ciekawi mnie bardzo Wasz pogląd i opinia na ten temat!
Pozdrawiam Mysza








Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJako matka dwóch (1,5 i 5lat)synów zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Postanowiłam że będę dobrą teściową i zaczynam przygotowania do tego juuż teraz angażując moich małych chłopaków w różne domowe obowiązki bo sama na sobie przkonałam się jaką krzywdę zrobiła (MI) moja teściowa podtykając mojemu mężowi wszytsko pod nos. Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości
OdpowiedzUsuń@Małgoska czarna - znam ten ból :/
OdpowiedzUsuńTeż się staram angażować syna. Na razie jest mi łatwo, bo cokolwiek nie robię, to zaraz słyszę drobne kroki i słowa "pomóc mamy". Więc muszę robić rzeczy tak, by mógł mi towarzyszyć (ostatnio myliśmy razem naczynia :) ). Zobaczymy jak mi wyjdzie, bo niestety obowiązki domowe są głównie na mojej głowie, bez względu czy jest to środek tygodnia czy weekend, kiedy mąż w domu.
Mój chłopak pochodzi z takiego właśnie domu gdzie mamusia i babcia wszystko podstawiały pod nos a jego jedynym obowiązkiem było pościelenie swojego łóżka (a i to nie zawsze). Jedynasio, kochany chłopaczek. A teraz ciężko mi go reformować bo do 20paroletnedo faceta nie dociera to jak do dziecka... Popieram Cię Mysza! Twoi synowie będą wymarzonymi mężami dla swoich żon!
OdpowiedzUsuńZgadzam się calkowicie!! Sama wyszłam za faceta, któremu mamusia wwszystko pod nos podstawiała..i taki wzorzec kobiety wyniósł z domu..niestety po prawie 1.5 roku juz małżeństwa nie udało mi się zmienić jego poglądu na temat roli żony i matki w rodzinie...co gorsze...teściowa do tej pory traktuje go jak chłopca małego i podczas kilkudniowej wizyty u niej niemal zmienia mu na noc ciuchy w pidżame...przerazajace...
OdpowiedzUsuńNigdy nie zapomnę sytuacji w domu koleżanki kiedy to jako studentka osłupiałam, kiedy zobaczyłam jej rodzicielkę sortująca już uprane i uprasowane i poskładane ubrania jej syna. Dodajmy już dorosłego syna który chyba w tamtym czasie kończył studia. Co więcej zwijającą skarpetki w idealne" rolki" parami i układającą owe skarpetki na właściwych półkach u niego w pokoju ( bo u niego właśnie sobie gadałyśmy z koleżanką). I na moje szczere zdziwienie "czy uważa Pani, że jego przyszła żona będzie także wyjmować mu z półki brudne rzeczy, prać je, prasować, składać i układać na półce, ponieważ nie sądzę, żeby tak robiła" ona odparła " a twoja mama tak nie robi???" i zdziwiła się że moja mama tak nie robi :)) Dużo prawdy jest w stwierdzeniu, że należy pamiętać że synów zawsze wychowujemy dla innej kobiety (!).
OdpowiedzUsuńzgadzam sie z autorką notki i dodam, z jednej strony zdołowana, z drugiej dumna, ze moja córka ma większe poczucie porządku niż mój Niemąż:) :( jam to, nie chwaląc się, uczyniła:)
OdpowiedzUsuńaha. córka ma 20 miesięcy. Niemąż lat 38.
OdpowiedzUsuńjest w tym dużo racji, ale trzeba pamiętać że nie ma reguły i każdy człowiek jak i każda para jest inna.
OdpowiedzUsuńJa pochodzę z domu w którym był podział obowiązków. Każdy w domu miał coś do zrobienia, ja i moi dwaj bracia odpowiadaliśmy za porządek w jakimś pomieszczeniu ;) mieliśmy rewiry do sprzątania. To samo się tyczyło mojego ojca, potem ojczyma - aczkolwiek to mama gotowała obiady.
Z kolei mój mąż pochodzi z domu gdzie wszystko zawsze robiła matka. Owszem próbowała wymagać coś od syna, ale jak się nie rwał to robiła to za niego :) pomijając to, to teściową mam super - żyję z nią w pełnej harmonii i jest ona niejednokrotnie wielkim wsparciem dla mnie [o matko! brzmi to trochę jakbym się podlizywała]
btw. pod kątem podziału obowiązków nie ma wielkiego zrozumienia, między mną a mężem, ale miałam świadomość tego że tak będzie i szczerze, na siłę nie próbuję tego zmieniać, choć wytyczam jasne granice swojej cierpliwości i "nadgorliwości" względem męża ;) grunt to wypracować zadowalający obie strony kompromis - choć mam świadomość że nie w każdym wypadku się da.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMnie, gdy czytałam ten tekst, uderzyła jedna rzecz. Piszesz, że nie chcesz, żeby syn stał się panem domu, po ojcu, a mama ich służącą.
OdpowiedzUsuńA dalej piszesz: "JA postanowiłam, że [JA] zrobię wszystko, żeby tak nie było".
Dlaczego JA? Dlaczego to kobieta ma robić wszystko, żeby dobrze wychować syna? Skoro przykład idzie z góry - idzie od mamy i od taty - to oboje rodzice powinni stanąć na głowie, żeby dać najlepszy przykład. Jeśli syn nie ma naśladować taty w złych nawykach, to przede wszystkim ojciec musi je zmienić.
Nie kieruję swoich słów bezpośrednio do Autorki tekstu, ale do wszystkich "pań z autobusu". Same możemy wypruć swoje żyły, ale jak nasi mężowie nas nie wesprą, to sukcesu w tej dziedzinie życia możemy się nie doczekać.
Tak więc: "MY postanówmy, że zrobimy wszystko, żeby tak nie było" :)
Byłoby cudownie, gdyby wszystkie mamy myślały jak autorka posta. Niestety, nieuleczalny przypadek mojej koleżanki - syn 6 lat, nie pomaga w niczym. Na moje argumenty odpowiada, że i tak nie zechce, bo przecież widzi, że tata nic nie robi, a poza tym - cytuję - po co ona ma robić przyjemność jakiejś obcej babie (swojej przyszłej synowej). Hmmm....
OdpowiedzUsuńJa też miałam męża o którego z przesadą dbała teściowa. Jesteśmy od dwóch lat małżeństwem i choć było bardzo dużo kłótni udało się!! Mój mąż prasuje, myje naczynia sprząta i daje tym samym BARDZO DOBRY PRZYKŁAD naszemu synowi!! Moja zasada była prosta "dała bozia rączki" jak nie dała to nic nie bedziesz miał i skończyłam z prasowaniem, sprzataniem, gotowaniem do puki mój mąż nie zrobił tego to ja też nie raczyłam mało tego jak była ostra kłótnia mówiłam "nie pasuje to się wyprowadź bo ja z takim gnojem nie będę żyła" pomogło w 100% mój mąż się stara i kiedyś mi mówi " wiesz ja jestem nauczony że mama tak wszystko robiła musisz mieć nad mną twardą rękę bo znowu się rozleniwie a tego nie chce" tak więc jestem bardzo dumna z mojego męża i ciesze się że mam taki skarb który żadnej pracy się nie boi mało tego piecze placki lepiej odemnie!! Tak że dziewczyny dużo pracy i dużo cierpliwości rozmów i tłumaczenia! Bo jak ja to zawsze powtarzam jak mój mąż nadużywa mojej cierpliwości "nie jestem twoją kuchtą!!"
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Tobą! ja sama mam zamiar właśnie w ten sposób wychować synka.. a mąż- cały czas staram się- go "naprawić"
OdpowiedzUsuń//ciąglę powtarzam jemu : " małżeństwo to partnerstwo, w hotelu nie mieszkasz!!"
Tak kochane, żeby mężowie zrozumieli, że my kobiety to nie ich mamy, a jedynie mamy dla swoich dzieci,to czasem długa droga. Aczkolwiek mój mąż nie był, nie jest i przypuszczam że nie będzie nikogo wykorzystywał aby się ewidentnie lenić. A na pewno nie nasze dzieci. I nie ma znaczenia czy mamy chłopców czy dziewczynki. Chodzi o to by kobiety, bo w sumie to my jako rodzicielki chcemy na siebie wszystko wziąć, by wszystko było CACY. Nie da się tak. A żeby wszystko w miarę się układało to trzeba równorzędnego partnera w związku i nie brać wszystkiego do siebie i starać się na siłę być idealnym. Każdy ma prawa i obowiązki ;-DDD nawet dzieci. Proste rzeczy to odzwierciedlają jak np. wyniesienie talerza po zjedzeniu, sprzątnięcie zabawek po zabawie itd.
OdpowiedzUsuńPrawdziwe wyzwanie to nauczyć (własciwie nauczyć ponownie) nastolatka, gdzie jest miejsce zużytych skarpetek... i że biurko służy też do odrabiania lekcji, a nie tylko jako magazyn płyt CD, powieści fantsy... i przedmiotów potocznie zwanych śmieciami..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam wszystkie idealistki :-)