Nie wiem czy to kwestia wydzielania się jakiegoś hormonu, czy dodatkowego zwoju na mózgu, pojawiającego się po porodzie. Czy po prostu te małe Bąki tak na nas wpływają. W każdym razie tysiące rzeczy, które wcześniej były dla mnie nie do ogarnięcia, czy w ogóle niewykonalne, teraz robią się automatycznie, z rozpędu, jakby same z siebie. I okazuje się, że mogę i potrafię pamiętać o wszystkim i wszystkich, z samą sobą włącznie. I jak widzie dookoła co robią i jak radzą sobie inne mamy to na prawdę jestem pełna podziwu!!
Bo np.
- odkurzyć mieszkania z bojącym się odkurzacza dzieckiem, zawieszonym na chuście - yes we can!!
- wynieść dwa worki śmieci z dzieckiem na rękach, taszcząc przy tym w ręku sanki (bo jak na złość TYM RAZEM odśnieżyli chodnik) - yes we can!!
- umyć zęby przed 13:00 - yes we can!! :)
- wnieść na drugie piętro zakupy (ze zgrzewką wody włącznie), torebkę, torbę dziecka ze żłobka i dziecko (12kg) - yes we can!!!
- zaplanować bitwę pod Gettysburgiem - yes we can!!
- zapamiętać 30-sto punktową listę zakupów, bez spisywania jej na kartkę - yes we can!!
- pościerać i "zdezynfekować" właśnie obsikany przez kota kawałek podłogi, zanim dziecko do niego doraczkuje (a szybki jest!!) - yes we can!!
- i na wiele więcej - yes we can!!
Tak więc drogie Mamy jesteście niesamowite!! Wielki R-E-S-P-E-C-T!!
i wesołych świąt :)))
magda








Rety, świetny post!!! Dawno się tak nie uśmiałam i - co najważniejsze - pełen prawdy. Najlepsze z tymi zakupami...Nie wiem, skąd my czerpiemy tę siłę...
OdpowiedzUsuńwww.countrygirl.blox.pl
pozytywnie - i to mi się podoba !!!
OdpowiedzUsuńno rewelacja :)
OdpowiedzUsuńja bym dodała:
- umiejętność rozbicia i usmażenia schabowych z dzieckiem na ręku - YES WE CAN ;)
przezabawny ten post ale jakże czasami prawdziwy :) Jak coś chce się, to i potrafi się :)
O tak, tak!
OdpowiedzUsuńJa jeszcze dodam: pchanie wózka z dwójką dzieci na rękach! Yes!
I wnoszenie blizniakow pod pachami po schodach z torbą i zakupami: Nic prostszego ;)))
no, ale skąd my bierzemy tą siłę?!
OdpowiedzUsuńpost wspaniały, pełen energii :)
Ubrać dziecko, ubrać siebie, wpakować dziecko w wózek, zejść ze schodów z dzidzialem i wózkiem, jedną nogą odpychać psa, drugą popychać wózek, ręką otwierać furtkę, nogą nadal trzymać psa :) a w drodze powrotnej wszystko w odwrotnej kolejności ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie megazdolne mamuśki
To nie kwestia hormonow i porodu, bo....ja nie rodzilam, a z chwila pojawienia sie najpierw jednego dzieciaka, a po 3 latach drugiego, tez wlaczyly mi sie NADZWYCZAJNE SILY ;)- czyli to wszystko o czym piszecie i jeszcze duzooo wiecej - jak i u kazdej z nas ;)Oh - co te dzieci robia z nami - mamami :)
OdpowiedzUsuńJestem mamą bliźniąt, 22 miesiące. Wciąż zdarza im się w połowie drogi odmówić dalszego wychodzenia po schodach. Bo jako bonus mamy drugie piętro w kamienicy bez windy. Cena: kręgosłup dość często daje o sobie znać. Na szczęście mój "prawie" mąż potrafi robić fantastyczny masaż :-)
OdpowiedzUsuńznosic tesciowa bo ona tak bardzo go kocha....wnusia oczywiscie :)
OdpowiedzUsuńProwadzic samochod, karmiac dziecko i rozmawiajac z szefem:) A kiedys myslalam ze to jest niemozliwe:))
OdpowiedzUsuńJa potrafię smażyć naleśniki a miedzy przekładaniem naleśnika na patelni malować raz co raz paznokcia :)do tego śpiewać Martynie bo akurat musi leżeć pod nogami i tłumaczyć Michałowi co to są "dobre bakterie w jogurcie "[tematu nie polecam]I tak oto mam usmażona gore placków i paluchy umalowane buahahaha
OdpowiedzUsuńa tak serio- przecież my jesteśmy po prostu zajefajne !!
dzięki za tę notkę:)!
OdpowiedzUsuńa teraz smutna prawda: jeśli trzeba - to można. musimy = możemy. ale na całe szczęście z tego płyną też dobre wnioski:)
Świete, zwłaszcza punkt dotyczący mycia zębów - faktycznie czasami nie zdążę umyć ich przed 13! :)
OdpowiedzUsuńa najzabawniejsze jest że od małża czasem usłyszę (czasem bo zazwyczaj jest ok) kochanie przecież nie mogłem tego zrobić, bo pilnowałem dziecka - szkoda że nam taka zależność nie przychodzi do głowy nic nie robię bo pilnuję dziecka :)
OdpowiedzUsuńno nie? Pola - jakie to kurna prawdziwe:( toż przecie nie mam czasu na mycie naczynek, dopiero sobie uświadomiłam ;>
OdpowiedzUsuńmuszę pamiętać:)
no to u mnie no we can't;)
OdpowiedzUsuńza leniwa jestem na takie akcje zdecydowanie
no chyba, że mus to się poświęcę;)
A do tego jeszcze pracujemy, studiujemy, prace magisterskie piszemy ;)
OdpowiedzUsuńA co powiecie na to? Jedno dziecko w gondoli pchamy, a drugie na saneczkach ciągniemy... :)) A wszystko po nieodśnieżonym chodniku :) Pozdrowienia dla wszystkich supermenek!!!
OdpowiedzUsuńPOtrafi jeszcze: gotować zupę (niby się sama gotuje, ale jednak:-), karmić dziecko nr 1 i dziecko nr 2 oraz rozmawaić przez gg z koleżanką (też dzieciatą czyli rozumiejącą pewne pauzy w pisaniu :-o
OdpowiedzUsuńa po calym dniu - kladziemy sie i ... - troszke starsze dzieci : siku, pic, za cieplo mi, za zimno mi,brzuszek mnie boli, noga mnie boli, ...mnie boli, moge u Ciebie spac ( czyli ja, maz, mlodsza cora i starszy syn ) - obracaj sie ale do mnie, nie mamo - do mnie, przytul mnie, wez reke, wez noge...dreptam do lozka dziecka, z nadzieja na jako tako spokojny sen, nagle tup, tup...a o 5 pobudka do pracy :) Ale dajemy rade, bo co nam tam ;)
OdpowiedzUsuńCzytam Wasze komentarze... i tak sobie myślę... post z zamierzenia optymistyczny, komentarze przeważnie też. A jednak gdzieś w tym wszystkim kryje się smutek. Bo dlaczego tak jest, że nie mamy nikogo do pomocy i musimy same: jednocześnie dziecko, wózek, zakupy i pies, sprzątanie z dzieckiem w chuście itp. Nie wiem jak Wy macie, ale ja osobiście potwornie zazdroszczę mamom, które mają fajne babcie, dziadków, ciotki, sąsiadów itp. do pomocy, którzy skoczą po zakupy lub do apteki, pomogą znieść wózek po schodach, zostaną z dzieckiem, ugotują obiad itp. Dlaczego tak jest, że należy to do rzadkości?
OdpowiedzUsuńGabrielo :)
OdpowiedzUsuńJa miałam babcię na tej samej ulicy, ciotki, wujków itd, nie zapominając o ojcu, o którym chyba nie musze wspominać ;), ale pzrecież nikt nie jest z matką 24 na dobę, oprócz dziecka ;).
Nie czułam potrzeby dzwonić za każdym razem jak mi w domu zabrakło marchewki i wzywać posiłki ;), więc brałam dzieciaki na ręce i heja do sklepu ;).
Bo nikt nie czekał w pogotowiu na mój telefon, bez przesady ;)
Ale to nie chodzi o to zeby ktos czekal w pogotowiu, ale np fajnie byloby odebrac telefon od babci ( w miare mlodej, sprawnej, niby chetnie zostajacej z dzieckiem ) z propozycja od niej: przywiez dziecko i wyspij sie, albo wyjdz gdzies z mezem, albo cokolwiek. Nasza babcia bierze mi czasem dziecko - z zaznaczeniem ze tylko jedno, ale tylko wtedy, gdy juz na serio nie mam co z nim zrobic...a ja bym tak czasem chciala uslyszec ich inicjatywe...dobra, dobra juz nie marudze ;)))
OdpowiedzUsuńRozumiem. No jak tak mam na szczęście. po świętach z resztą dzieciaki jadą do babci na "ferie zimowe" na 2 tygodnie ;)
OdpowiedzUsuńLilo, nie chodzi o to, żeby ktoś wychowywał za nas nasze dzieci, ale żeby ktoś to wychowanie współdzielił. Przecież nasze dzieci należą do rodzin - mają babcie, dziadków, ciotki, no i ojców (ok, nie czepiam się, większość naszych panów pracuje do późna)
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że niektóre Mamy z zasady nie chcą korzystać z niczyjej pomocy, bo wierzą, że tylko one same wszystko zrobią najlepiej.
Fajnie byłoby móc powiedzieć "tak, mogę", ale nie muszę. Mogę też odpocząć. Nie muszę wychodzić z dzieckiem po marchewkę w zamieć. Mogę zadzwonić i poprosić o pomoc. I ktoś przyjmie to zupełnie normalnie. Bo dziecko jest małe tylko przez jakiś czas. Bardzo krótki w gruncie rzeczy. Co złego w tym, że przez ten czas ktoś do pomocy będzie w pogotowiu?
Bo to czasem po prostu mało realne jest, ale rozumiem o co Ci chodzi. Dobrze jest mieć kogoś takiego obok :)
OdpowiedzUsuńKiedys nie bylo dla mnie wyknywalne wiele rzeczy. Teraz? Nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych. A jak mój mąż po wczorajszym pchaniu (ciągnięciu) wózka po zaspach powiedzial ze do maja nie wychodzi z domu z synem bo nie ma silny go pchac w tym sniegu. A ja mu na to, że ja codziennie to robię, do tego zakupy, a po powrocie do domu targanie wozka na 1 pietro, potem dziecko 12 kilowe na 4 pietro z zakupami, jego torbą moją torebką, z pampersami nowo zakupionymi. To zrobil WIELKIE oczy..
OdpowiedzUsuńJagoda a co on sobie myślał że rzeczy karnie za Tobą same sobie po schodach do domowych szafek wchodzą?
OdpowiedzUsuńi jeszcze to- w przerwie na studiach podyplomowych w wc:
OdpowiedzUsuń- ściągać mleko laktatorem
- jednocześnie dając przez telefon instrukcje mężowi, jak ma zająć się 5 miesięcznym bobasem
- jedząc w pośpiechu zapiekankę- w końcu przerwa trwa tylko 15 minut a tu 2 cycki trzeba opróżnić
no to ja aż taka niesamowita i doskonała nie jestem, nie raz zdarzyło mi się zapomnieć kapciuszków małego jak szliśmy do babci, 30-punktowa lista na pamięć phii, to nie dla mnie potrafię zapomnieć jednej choćby rzeczy z pięciu do kupienia(nie mówię, że zawsze, ale zdarza mi się)muszę sobie zrobić listę, żeby kupić wszystko co potrzebuję, a i z listą czasami się zdarzyło nie kupić wszystkiego ;P
OdpowiedzUsuńale zgadzam się jeśli nie akurat z tymi konkretnymi przykładami z posta, to zgadzam się z tym, że często jak nie codziennie zdarzy nam się zawsze taka sprawa co to się trzeba roztrajać, albo i lepiej
fajny post :)
pozdr