Witajcie Niegrzeczne,
powiem to co chyba każda pisząca do Was... Jak dobrze, że jesteście! Czasem myślałam, że zwariuję, a tu proszę - nie ja jedna :) I szczerze mówiąc ulżyło mi, że jesteście :)
Dlaczego piszę? Zainspirowała mnie jedna wypowiedź na blogu dotycząca szczepionek zalecanych - szczepić, nie szczepić i do tego ich cena!!! I tak mnie ta "cena" natchnęła i przypomniałam sobie co mówiłam jeszcze będąc w ciąży: "Ja nie zamierzam karmić butelką, bo to za drogi biznes!". Odpowiedziałam tak zresztą na pytanie zadane znienacka. I tak pozostało. Nie zastanawiałam się nad karmieniem, po prostu wiedziałam, że będę karmić. Ania urodziła się i było różnie. Zewsząd słyszałam "daj butelkę", a ja nie, karmię, najada się, bo kupki robi (:D), a do tego znalazłam świetną książkę "Język niemowląt" i tam nie jest zalecane karmienie na żądanie czyli "wiś i karm!" na co naciskają zewsząd, tylko rozsądne podejście. Jesz śniadanie, to nie kładziesz się spać, tylko ruszasz w świat, a jak zasypiasz to nie jesz, tylko odpoczywasz po całym dniu aktywności. Tak w skrócie.
Teoria - piękna sprawa! Myślałam będąc w ciąży. Jednak rzeczywistość okazała się inna, trudna. Ciężko mi było i wielokrotnie myślałam, że jestem złą i wyrodną matką, bo nie karmię,ale jakoś to przeżyłyśmy. Dziś Ania ma 11 miesięcy, nie mam problemu z jedzeniem, zasypianiem. Generalnie udało nam się. Ale nie o tym.
Jestem sknera. Jak pomyślę ile musiałabym wydać kasy na to "najlepsze" mleko dla dziecka... Rynek! Podobnie jak przy szczepionkach, nakręcony, bo co, nie dasz dziecku tego co najlepsze? Niestety, z uwagi na - mam nadzieję okresowe problemy z tolerancją nabiału - kaszki dla córci muszę przygotowywać na mleku HA... I szlag mnie trafia jak widzę ile to kosztuje! Wiem, wiem... NAJLEPSZE! Ale czasem najchętniej dałabym dziecku mleko zwykłe... Ups! Zbrodnia :) Na razie tego nie zrobiłam, brak mi odwagi. Bo jeszcze zaszkodzi i okaże się, że ten cały rynek ma sens...?
Rynek... Nie tylko mleczko :) Ale i smaczne zupki,obiadki, deserki! Ale ile może kosztować słoik jedzenia? Malutki w dodatku :) Duży słoik sosu dla 4 osób kosztuje 5-6zł, a słoiczek dla Niuni? 4-5zł! Ludzie... Toż to zbankrutować można!
Ale nie, ja nie chcę zbankrutować i chcę być wspaniałą matką i gotuję :) zupki, obiadki, deserki... Ale co tu gotować, jak połowy składników z mądrych przepisów nie można dostać - patison, kabaczek, cukinia... Nie o tej porze roku!!! Więc urabiam się po pachy i gotuję z tego co jest, głowa mi paruje od myślenia, a moje dziecię np. krztusi się, bo jeden kawałeczek się nie do-miksował i zwróci cały zjedzony do tej pory posiłek... No to co? Nie ma co jeść, trzeba dać słoiczek! I szlag mnie też trafia, bo wszystkie potrawy w nich schowane smakują tak samo! A na opakowaniu jednego czy drugiego napisane jest: "podając dziecku różnorodne smaki uczysz dobrych nawyków"... czy coś w tym rodzaju. Różnorodne smaki.
Dziś znów ugotowałam pyszną zupkę. Z ekologicznych oczywiście warzywek. Bo przecież te sklepowe o tej porze roku są tak nafaszerowane nawozem... Czy ktoś z nas pamięta z dzieciństwa prościutką i równiutką marcheweczkę, zdrowiutką, że hoho?! Bo ja nie :) a teraz w środku zimy są takie, jak malowane! Więc chadzam do ekologicznego sklepiku... Eko produkty i eko kasa - ZIELONA np. 100złotowa... Rynek.
Gdzie by nie spojrzeć - płać i płacz. A mówią, że do wychowania dzieci potrzebna jest miłość?
Dlatego żałuję bardzo tego czasu, kiedy karmiłam córcię tylko piersią, nie było problemu... Portfel był pełniejszy, mogłam kupić coś dla siebie! I ewentualnie skarpetki dla dziecka ;)
A teraz...
Wspaniale jest być matką, ale jakim KOSZTEM?!
Zdaję sobie sprawę, że taki temat mógł być poruszany,ale tak we mnie to wszystko urosło, że musiałam się podzielić. Myśli było jeszcze więcej. Bo przecież dziecko trzeba i ubrać w świetne ciuchy - nie z lumpa! - i wozić w super wózku... Wydaje mi się, że większe "parcie" jest na "oprawę" macierzyństwa, niż na oprawę wesela hihi!
No ale to tak przy okazji.
Jestem skneruską. Oj, jak bardzo chciałabym zaoszczędzić tej kaski... Może udałoby się nam odłożyć wtedy na wspólne wakacje? Może bez dziecka... ;) a może Z :)
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
NM - Monika.
środa, 2 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)








Moja koleżanka jedno dziecko karmiła piersią a drugie butelką. Zapytana który sposób uważa za lepszy odpowiedziała "jasne że pierś.. to młeko dla małej (alergiczka) kosztowało nas majątek.." ;-))
OdpowiedzUsuńA ja mam wrażenie że to parcie dotyczy tych, którzy uważają że ich dotyczy ;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńnawet gdyby mleko modyfikowane było za grosze to nie ma nic lepszego niż pierś, to nie podlega dyskusji. Ja nie szaleje z najlepszymi rzeczami z najwyższych półek ale nie wyobrażam sobie kupować tych najtańszych. Moje doświadczenie nauczyło mnie, że jak coś jest bardzo tanie to zawsze jest do dupy, że się tak wyrażę! Mam koleżankę która kupuje same najdroższe rzeczy, które wg mnie są już ogromną przesadą.. termomet do kąpieli za 30 zł!!! ale np. ja żałowałam dołozyć 400 zł na wymarzony wózek, kupiłam tańszy odpowiednik i męczę się z nim strasznie.. muszę go jak najszybciej sprzedać! Uważam,że we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek, unikać tandety i nie przepłacać za firmę:) a tak między nami, na kogo będziecie wydawać te ciężko zarobione pieniądze, jak nie na swoje pociechy ??? ja nie jestem skneruską, nie, nie, nie!!!
OdpowiedzUsuńPunkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
OdpowiedzUsuńObie córcie wychowałam na cycu - bo uważałam że tak zdrowo, wygodnie i tanio.Jedna jadła słoiczki bo nic innego jej nie smakowało - wydałam na to fortunę. Druga jadła wszystko od 5 miesiąca - łącznie z mlekiem krowim i nic jej nie było - ja się na nim wychowałam i żyję.
Co do lumpów - to wolę markowe z lumpa niż nowe tanie ze sklepu, które po jednym praniu się szmacą. A szkoda mi kasy na nowe markowe - bo ile dziecko pochodzi? 3 miesiące i wyrasta.
Pozdrawiam wszystkie niegrzeczne :-)
wszystko jest dobrze, jak można wybrać jak się będzie karmić. Ja całą ciąże byłam pewna na 100%, że do roku będę karmić piersią. A potem okazało się, że moje piersi nie chcą produkować i mimo stawania na głowie i robienia wszystkiego o czym tylko się dowiedziałam, mleko nie popłynęło.
OdpowiedzUsuńI trzeba kupować mleczko modyfikowane i nie myśleć ile to kosztuje, bo można oszaleć, a Dzidzia jeść musi:) (i to żeby było mało moje Cudo ma gigantyczny apetyt)
hm, no bez przesady. wózek fajny można po kimś, ciuszki nawet w lumpie są markowe (sprawdzone:)), tyz piknie. ale nie o to chodzi. trochę na to dziecko trzeba powydawać, ale faktycznie, w granicach rozsądku.
OdpowiedzUsuńja zawsze porównuję do mojego pokolenia, do pokolenia moich rodziców, my i oni nie mieli wielu z dzisiaj NIEZBĘDNYCH!!!! rzeczy i żyją. nie mówię o tym, by nie wydawać kasy na oczywiste ułatwienia, ale jeśli dziecko kiedyś mogło się bawić w domu pokrywkami od naczyń, od słoiczków, chochelkami, łyżkami, butelkami, to i dzisiaj może. bardzo rzadko kupujemy Krewetce zabawki, bo dostaje je tonami od innych ludzi. mleko krowie chłepce od roku życia (już 4 miesiące) i je uwielbia. a na Dzień Dziecka dostała od nas wypasioną babeczkę z malinami:) przepraszam, kto powiedział, że trzeba wypruwać sobie żyły, żeby dziecko miało TO CO NAJLEPSZE i koniecznie wszystko co nam wciskają producenci zabawek, ubrań, wózków? to im zależy na tym, by wychować małych konsumentów, z tym staram się walczyć.
a skneruską jestem niestety także z musu. ale sobie dorobiłam fajną ideologię:) a co.
Lenn, ostatnie zdanie Twojego wpisu jest świetną pointą wszystkich jakie się pojawiły i pojawią. Genialne.
OdpowiedzUsuńJa mam swoja ideologię:). Nie karmiłam piersią poniekąd z przyczyn technicznych a poniekąd psychologicznych Nie wiedziałam, że karmienie piersią może napawać wstrętem. Strasznie to brzmi, ale taki miałam stan psychiczny. Minęło mi to razem z laktacją, szkoda bo teraz bym się zdecydowała. Wyobraźcie sobie, że rzecz, której najbardziej na świecie nie lubicie jeść, wypływa Wam z piersi. Brrrr. I jeszcze śmierdziałam tym 24h... To chyba było dla mnie gorsze od samego porodu.
No to teraz nie mogę narzekać, tylko płacę te ciężkie pieniądze na puchy z mlekiem, które znikają z prędkością światła. A jak Mała na początku ulewała czasem nawet cały posiłek, to miałam łzy w oczach:). Ja też jestem sknerą. W ciąży kupowałam sobie tylko to co było mi absolutnie niezbędne. Po porodzie nie kupuję sobie nic, bo wyglądam jak wieloryb i nie chcę się rozleniwiać kupując większe rzeczy. Mam motywację, żeby się odtłuścić. Ale na mojej córce tak nie oszczędzam. Kupuję jej wszystko, co mi przyjdzie do głowy, że jest potrzebne, praktyczne albo po prostu ładne. Mam opory przed kupowaniem w lumpkach. Wolę mieć mniej rzeczy, ale nowe i dobre- niekoniecznie markowe. Dlatego siedzę czasem godzinami na allegro i niucham, porównuję ceny, jakość itp. Mogłabym to robić już zawodowo:) Nie umiem oddać komuś nawet pary skarpetek po moim Szkodniku, bo wszystko nią pachnie, bo w tej bluzce pierwszy raz się uśmiechnęła albo zagugała itp itd. Więc zbieram wszystko z myślą, że jak się jeszcze kiedyś rozmnożymy, to na drugie dziecko wydamy o 3/4 kasy mniej. Wiem, że to guzik prawda, bo na pewno powielę ten sam schemat, ale to włośnie jest moja ideologia i kurczowo się jej trzymam. Inwestuję teraz, żeby zaoszczędzić później ;)
Kinga, to jest właśnie moja argumentacja do męża, jak chce kupić jakiś "niezbędny" sprzęt dla Młodzieńca :)) Że przy następnym już nie będziemy musieli tego kupować, że lepiej teraz kupić lepsze, bo ma wystarczyć na dwójkę. :)) Ale ja głęboko wierze w to, że przy następnym wydamy mniej :))
OdpowiedzUsuńhaha swietny temat :D ja nie tylko jestem sknera ale i leniwa ;) nie wyobrazam sobie dobrowolnie wydawac fortuny na formule, butelki, sterylizatory a pozniej jeszcze musisz to wszystko myc, sterylizowac no i przygotowac. Dziecko placze z glodu na caly dom w srodku nocy a ty, na wpol przytomna, stoisz w kuchni i odmierzasz, podgrzewasz, studzisz bo zamiast na 1min nastawilas mikrofalowke na 5min... Nie dziekuje, ja postoje ;)
OdpowiedzUsuńa sloiczki? ksiazke bym mogla napisac na ten temat wiec najleiej jak wogole sie nie wypowiem...
Jesli chodzi o mode-kulture na markowe ciuchy itd... mieszkam w UK i to co sie tutaj dzieje przerasta moje rozumowanie. Kobiety wydaja fortune na sam wozek nie wspominjac juz o reszcie.PARANOJA! Jak mozna wydac 800funtow na sam wozek bez dodatkow? A co z reszta "drobiazgow" dla dziecka?
Obecnie jestem w 19tc i niestety musze zaczac zakupy od poczatku bo na starym mieszkaniu nie mielismy miejsca zeby przechowywac rzeczy po naszym synku. I dzieki bogu za "markowe" ciuchy z supermarketu, pchli targ i lumpeks haha
Krew mnie zalewa jak ide do markowego sklepu i bluzeczka dla niemowlaka kosztuje tyle samo albo i wiecej niz bluzka dla mnie. Przeciez dzieciak zaraz z tego wyrosnie! Na milosc boska ludzie nie dajmy sie zwariowac.
Sa rzeczy, na ktorych nie oszczedzam... buty np. bo musza byc dobrze dopasowane i tu nie ma dyskusji.
Tak na dobra sprawe to mi wszystko jedno kto na co wlasne pieniadze wydaje. Mysle jednak, ze w ten sposob dajemy wlasnym dzieciom przyklad jak zyc i jak szanowac pieniadz.
Skneruską nie jestem ale też nie przesadzam. Ubrania mała ma tylko ze szmateksu. Parę razy kupiłam coś nowego. Po praniu przypominało raczej ścierkę niż ciuch. Zupki gotuję jej z tego co mam i co jest dostępne. Czasem dostanie słoiczek. Pierś - bardzo chciałam ale po 3 miesiącach pokarm zanikł.
OdpowiedzUsuńJestem mamą taką, jakie mam możlwości. Mała nie ma najdroższej spacerówki, nie je samych słoiczków, karmię butelką i zupkami, owocami... I nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, bo robię wszystko najlepiej jak potrafię, nie wpadając przy tym w paranoję i nie zwracając zbytniej uwagi na to co się propaguje w tv i wszędzie indziej. Jestem mamą dla mojej córki, a nie dla innych ludzi.
Dodam jeszcze, że te nasze czasem przesadzone zakupy wynikają z moich "urazów z dzieciństwa" :). Kiedy ja nie miałam ładnych ubranek, miałam psa przytulankę z czarnego plastiku :) itp. Trochę sobie teraz na małej odbijam, ale też bez przesady. Nawiązując do wypowiedzi Meganslass- jak tylko mała troszkę podrośnie /teraz ma pół roczku/, to zapowiedziałam dziadkom i nam samym, że nie będzie niekontrolowanych zakupów, morza kieszonkowego i ton niepotrzebnych albo mega drogich zabawek, co widzę u siostry mojego niby-męża. Dziecko musi się uczyć wartości pieniądza, szanować swoje rzeczy i nie myśleć, że wszystko jej się należy. Z resztą teraz też nie szaleję z cenami, bo np. wózek kupiłam tradycyjny, duży, z klasyczną gondolą i kółkami, w cenie bardzo średniej, bo niemodny:). Najważniejsze było, żeby wózek był dla dziecka wygodny i.... się bujał. Na 10 wózków w sklepie 1 się ładnie kołysał a reszta to masakra. Teraz, kiedy z małą jeżdżę po wertepach, gumowe kółka ładnie się prowadzą, mała śpi osłonięta od wiatru, rozłożona wygodnie w głębokiej gondoli a ja patrzę na dziewczyny z malutkimi, modnymi wózkami i żal mi tych dzieci. Mamie się wózek ładnie komponuje z ubraniem, a dziecko leży "na wierzchu" obciśnięte jakimiś poduszkami jak w foteliku samochodowym, a każde kółko skręca w inną stronę. Wygląda to jak wypasiony wózek sklepowy a nie dziecięcy. To się nazywa luksus za parę tysięcy :)
OdpowiedzUsuńWiecie, mnie też się wydaje ze przy kolejnym dziecku wydam mniej. Bo wózek świetnie się sprawdzał - więc nie zmienie, bo pieluchy wielorazowe na kolejne dziecko jak znalazł, bo laktator czy podgrzewacz itp. zostaje. Ale mam dziwne wrazenie ze jak urodzi się dziewczynka to nadrobie w kieckach dla niej ;) Takie to proste ;)
OdpowiedzUsuńzosia, też mi się wydaje, ze jak nastepna będzie dziewcznyka to oszaleje na punkcie ubranek, a potem lalek :))
OdpowiedzUsuńFakt teraz modne wózki wogóle nie są ani praktyczne, ani dobre dla dziecka. Ja drugą moją dziubę wożę w wózku sprzed 8 lat, bo dostałam od sąsiadów i dzięki im za to. Misia jest tylko zapięta dodatkowymi pasami, bo ma 10 miesięcy a nie to co te nowe, zapinać dziecko jak w aucie??? a potem się dziwić czemu beczy. Jak uśnie to łapcie ma do góry i tyle miejsca że można kąłdrą ją obłożyć ;-DDDD to jest dla mnie wygodny i praktyczny wózek.
OdpowiedzUsuńCo do jedzenia, to obydwie karmiłam ccycusiem i od 4tego miesiąca zaczynałam wciskać co się dało;-DDD a najbardziej cieszę się że obie uwielbiają kaszę manną, którą można wymieszać z połową słoiczka, bądź połówką jabłka i dwa sycące dania na dzień ha. Drugiej zrobić kaszkę manną na mleku dać kakao lub w zimie miód i rewelacja, dziuby najedzone a ja mam spokój na pełne 3 godziny więc chodzimy wtedy na dłuuuugie spacery.
Jeśli chodzi o ciuchy, to przede wszystkim lumpeksy i to co dostaję po znajomych plus parę nowych od rodziny, a kupuję buty;-DD
Myślę że nie jestem sknerą, bo płacę za to co chcę mieć, a nie nabiję nikomu kabzy za darmo ;-DDD
a propo zabawek, bawimy się spinaczami, dmuchamy rękawice gumowe, stukamy w panele drewnianymi łychami, po prostu im mniej "głupich pomalowanych zabawek" tym lepiej hihihi
OdpowiedzUsuńa bym zapomniała, jeszcze miski na głowę, bo to super kapelusze;-DDD
OdpowiedzUsuńHej Mamy:)
OdpowiedzUsuńA ja myślę że to nie sknerowatość tylko rozsądek kupować to co niezbędne w takim zakresie cenowym na jaki pozwala nasz budżet rodzinny.
"Lepszy" lumpeks to skarb nie tylko dla małego ale i dla mnie, poza tym sporo rzeczy mamy od/po znajomych.
A to straszne parcie na oprawę i posiadanie tego co "niezbędne" najbardziej nakręcają pełne reklam i sponsorowanych artykułów gazetki dla mam-głupota;-)
dziewczyny dla małych dzieci ubranka z lumpeksu !! nie no to juz jest chyba przesada!! skąd wiecie, kto je wcześniej nosił, w jakich warunkach były przechowywane czy prane? znoszone, przepocone. Ja sobie tego nie wyobrażam, zdecydowanie wolę kupić nowe, nie mówię super markowe, ale nowe. Jest tyle sklepów dla dzieci taki TUP-TUP czy 5.10.15 tam są ceny na każdą kieszeń a jeszcze jak się trafi na wyprzedaże! raj.Dostałam od znajomej trochę ciuszków po jednym synku, ale zaznaczyłam że chcę takie dla starszego, bo uważam że maleństwo musi mieć nowe. Ja kupiłam wszystkie rzeczy które uznałam za ułatwiające mi życie i synkowi oraz osobom zajmującym się nim pod moją nieobecność..sterylizator, podgrzewacz, laktator, fotelik do karmienia. Inwestuje w mądre zabawki edukacyjne i buty. Duży nacisk kładę na jedzenie. Jak mam dostęp do warzyw i mięska ze wsi to gotuje sama ale jak nie mam to daje tylko słoiczki. Jedzenie w nich jest odpowiednio dobrane i wyselekcjowane. Boje się dać kupioną w markecie marchewkę która wcześniej rosła na betonie!! A jakie są efekty moich działań? Mój 11 miesięczny synek nigdy nie był chory. Rozwija się wspaniale i ma mnóstwo energii! Rozumiem ze nie należy przesadzać z kupowaniem wszystkiego co jest w reklamach ale nie rozumiem takiego oszczędzania do bólu, na wszystkim na czym się da. Do tego dodam ze nie jestem jakoś wyjątkowo bogata, pracuje tylko mąż i mamy jeszcze kredyt,ale staram się być zaradna, łape okazję, wynajduje promocje i mój synek ma wszystko co jest mu do szczęścia potrzebne:)a pieluchy tylko jednorazowe.. jeszcze bym miała to prać i wodę i prąd zużywać ;)
OdpowiedzUsuńMamo Mateuszka - Hm ciuszki które kupuję w lumpeksach sama piorę w 90stopniach i naprawdę nie uważam, aby mojej córce stało się od nich coś złego. Jak już wspomniałam, nie raz kupiłam albo dostałam coś nowego - "dobrych polskich firm" jak zapewniała sprzedawczyni. Większość po praniu wyglądała okropnie. Przecież dawniej tak było, podobnie jak teraz, że ubranka nosiły pokolenia! Trochę Cię nie rozumiem. Mnie nie stać na nowe ciuchy i szczerze mówiąc szkoda mi na nie kasy, bo dziecko długo nie pochodzi w jednym. Oczywiście buty wyłącznie nowe, ale to za parę miesięcy. Sterylizatora też nie używałam, wygotowuję od czasu do czasu, teraz bardzo rzadko. Nie mam dostępu do warzyw, owoców i mięsa ze wsi. Nie stać mnie na zakupy w sklepie z żywnością ekologiczną. Efekty moich działań - moja córeczka ani razu nie była chora, lekarza widzi tylko przy okazji szczepienia. Rozwija się od początku wzorowo, jest uśmiechnięta, i ma zdrową skórę. Nie wiem dlaczego kupowanie w lumpeksach uważasz za przesadę.
OdpowiedzUsuńZakupiłam i dostałam parę zabawek edukacyjnych. Mała przeprowadza selekcję. Większość wybranych to durszlak, pokrywki, drewniana łyżka i kolorowe plastikowe pojemniki. Starałam nie raz zabawiać ją kolorowymi markowymi zabawkami. Z maty edukacyjnej podoba jej się jedynie lusterko, inne atrakcje jej nie pociągają. Lubi grzechotki ale tylko takie proste okrągłe. Uwielbia siłować się z szufladą i reklamówkami. Każde dziecko rozwija się inaczej, nie zawsze tak, jakbyśmy chcieli. Nie jestem też pewna, czy za parę lat będzie miała ochotę uczyć się francuskiego, chodzić na balet i doskonalić grę na skrzypcach.
OdpowiedzUsuńa ja myślę, że jestem sknerą z musu. jakbym mogła sobie pozwolić, to pewnie dziecku bym kupowała ubranka tylko nowe (a propo, 5- 10- 15 sklepem na każdą kieszeń?! nie powiedziałabym. za kurteczkę dałam 60zł...). obecnie ubranka dla Szkraba kupuje moja teściowa, przeważnie są to ubranka markowe kupione w lumpeksie. pilnuję tylko bardzo, żeby nie miał podkoszulek, skarpetek, rajstop i majtek używanych, tylko nowe. to są rzeczy osobiste i nie wyobrażam sobie, żeby na nich oszczędzać, tym bardziej, że nowe nie są takie drogie. oczywiście buty też musi mieć nowe. a zabawki? ma pełno maskotek po mnie, dużo autek kupionych też chyba w lumpeksie, kilka droższych zabawek i sporo takich kupionych za 5-10zł.
OdpowiedzUsuńco do innych wydatków to wózek miałam używany (pominę już że żałuję, że taki model kupiłam :/), łóżeczko używane, kupiłam sobie laktator (przed porodem, a potem się okazało, że karmić piersią nie mogę, więc wydatek na marne :/), kupiłam podgrzewacz a po miesiącu stwierdziłam, że szybciej jest mi zrobić świeże mleko niż używać to coś :/ słoiczków starałam się nie używać. bo nie i już. wolałam sama gotować. a od prawie roku Szkrab jest na mleku krowim, bo modyfikowane odrzucił sam. a wolę dać krowie mleko niż wcale, bo jak tylko poczuje modyfikowane, to odstawia i mówi, że nie.
hehe widzę że nie tylko u mnie podgrzewacz na który wydałam 150zł stoi bezużytecznie :) wózek mam też używany i jest super bo świetnie się kołysze, na paskach :) łóżeczko też :) laktator - nosiłam się z zamiarem i dobrze, że nie kupiłam, bo nie miałabym co do niego ściągać. Zaglądając do 5-10-15 nie raz oczy mi prawie wyszły z orbit ;)zakupy rzeczy które po porodzie mogą okazać się zbędne zawsze kuszą w ciąży - chce się mieć wszystko co najlepsze, czyta się gazety, ogląda reklamy, w których coś okazuje się niezbędne :) później dzieje się czasem tak jak z moim podgrzewaczem ;) który po prostu musiał być, bo jak to młoda mama bez podgrzewacza? Przecież wszystkie go mają :) Po porodzie wrzuciłam na luz i nabrałam dystansu.
OdpowiedzUsuńubranka wybrane w 90 stopniach ? i nic się z nimi nie dzieje ? piszę,że to przesada, ponieważ spotkałam się z przypadkiem poważnych problemów skórnych u dorosłej ososby która ubierała się wyłącznie w lumpkach, zostały jej na ciele blizny, bo rany były tak swędzące, że nie nic nie pomogało, tylko drapanie! Nawet ten zapach, jak się wchodzi do lumpeksu, uderza od razu w nozdrza i daje do myslenia! Oni używają silnych środków chemicznych, dezynfekują ciuchy a potem maluszek w tym chodzi. Pewnie,że każde dziecko ma swoje upodobania odnośnie zabawek i mój Mateusz też lubi torby foliowe i garnki, ale nie pozwalam mu się tym bawić, bo do zabawy służą zabawki zrobione z myślą o dziecku a nie wyposarzenie kuchni czy innych pomieszceń mieszkalnych. Z zabawkami nie mam akurat problemu bo dostaję ich dużo od kuzynki i oprócz tego synek ma 2 zakochane babcie i jedną prababcie, które świata poza nim nie widzą i ciągle coś wymyślają (po konsultacji ze mną)moje 2 znajome karmią dzieciaczki marketowym jedzeniem, zapychają chlebem i stosują najtańsze mleko, ale nie dlatego,że nie mają pieniędzy, wolą kupić sobie kolejną parę butów czy kolczyków, a nie inwestować w dziecko i co ciągle chodzą po lekarzach i pchają w dzieci antybiotyki i inne cuda. Może dlatego ja jestem taka uprzedzona. Nie chcę oczywiście nikogo urazić, bo są oboby które naprawdę ledwo wiążą koniec z końcem i niestety muszą najtańszym kosztem, ale skoro są też takie, że narzekać nie muszą, to czemu tak się boją wydać złotówkę na swoje ukochane, jedyne dziecko.. a potem taki jeden z drugim dorośnie popatrzy na zdjęcia i powie :"mamo w co ty mnie ubierałaś, ja ja wyglądałam/łem, jak chodzące nieszczęście" ;)
OdpowiedzUsuńto co przestało być mi potrzebne sprzedaje na allegro, więc nie mam żadnej rzeczy "niepotrzebnej", a podgrzewacz ? mój wybawiciel, mały budzi się prawie zawsze w nocy bo mu się pić chce i jak tu teraz podgrzać wodę? w mikrofali emitującej rakotwórcze promnienie?? czy półprzytomna gotować wodę w środku nocy? raz tak zrobiłam to spaliłam sobie rękaw od koszuli :) ta tak czeka woda w podgrzewaczu, zawsze stała temperatura, prosto do dzioba małego wyjca! po gotowaniu w garnkach na butelkach i smoczkach osadza się kamień, butelki stają się jakby matowe, a rozgotowane smoczki na krócej starczają, dla mnie sterylizator kolejne wybawienie, Mateusz nie miał żadnych pleśniawek ani innych cudów.
OdpowiedzUsuńMam w pralce program do prania dziecięcych ubranek - temp. to 90st. piorę tak od początku i nic się z nimi nie dzieje. I zapach też znika po praniu. A tam gdzie śmierdzi strasznie nie wchodzę. Nie upilnuję małej aż tak, by bawiła się tylko zabawkami dla niej przeznaczonymi. Niektóre po prostu jej nie interesują. Prędzej czy później będzie musiała "zmierzyć się" z bakteriami, ze sztućcami, będzie jadła z tych samych talerzy co my... z resztą styka się z tym codziennie, bo nie mieszkamy w sterylnym mieszkaniu, nie izoluję jej od kuchni itp. Dziecko będzie musiało się również kiedyś zmierzyć z "dorosłym" jedzeniem. Nie mówię, że zapycham ją chlebem, gotuję jej osobno. Nie oszczędzam na córce, w żadnym wypadku, a tymbardziej nie robiłabym tego po to, by kupić sobie coś nowego. I kupując rzeczy w lumpeksie nie robię tego na zasadzie "biorę co jest" tylko wybieram niezniszczone, estetyczne, ładne ubranka. Wolę jedno ładne niż stertę okropnych, wycekinowanych i świecących badziewi bo to takie "dziewczęce" :) O gustach się nie dyskutuje, każdy wychowuje dzieci tak jak uważa to za słuszne :)
OdpowiedzUsuńoczywiście, nikt tu nie mówi o izolacji czy chowaniu w sterylnych warunkach, bo to dopiero jest głupota, ale ten pierwszy rok życia maluszka powinien być szczególny. Maleństwo nie ma na tyle rozwiniętego układu immunologicznego, żeby mogło się samo bronić przed atakiem tego wszystkiego z zewnątrz, więć trzeba starać się zminimalizować zagrożenie. To się tyczy też jedzenia, byle jakie warzywa czy mięso zawierają mnóstwo chemii i są tylko zapychaczem pozbawionym większych wartości odżywczych, a zła dieta procentuje w przyszłości.. problemy z sercem, z wątrobą i wiele innych. Do kuchni młody nie wchodzi bo zamocowaliśmy bramkę, chwila nieuwagi i może być tragedia. 2 letnia córeczka koleżanki ściągnęła na siebie garnek z wrzącą wodą.. poparzenie trzeciego stopnia i tylko operacje plastyczne pozwolą jej jakoś normalnie wygladać :(
OdpowiedzUsuńMamoMateuszka, co do tego prania... pralki mają takie programy... kiedyś ich nie było i np. moja mama wygotowywała mi ubranka, żeby się dopierały i nic się z nimi nie działo.
OdpowiedzUsuńZgadzam się w zupełności z Tobą, że oszczędzanie na dziecku, żeby sobie coś kupić jest nie fer.
a swoją drogą w lumpeksach też można kupić rzeczy nowe, z metkami... zdarzają się takie.
Fajnie, że mogłaś korzystać z podgrzewacza, u mnie szybciej wychodziło zagotowanie wody wieczorem a w nocy podgrzanie. tym bardziej, że w mój podgrzewacz nie ma wyłącznika i jak był podłączony do prądu to ciągle brał energię, a jak się go wyłączyło to tak jakby gotować wodę, a nawet dłużej...
Ja synka nie izolowałam jakoś specjalnie od różnych rzeczy. przez pół roku bardzo uważałam, później włączyłam na luz. efekt? długo nie chorował, a pierwszą chorobę złapał, bo ja byłam chora i się zaraził. tego już się nie dało uniknąć... przykładowo miał 9m-cy jak jadł pierwszy raz z nami pizzę. smakowała mu, że nie wiem. dość szybko też przeszłam na normalną kuchnię dla dziecka. rzeczy przyprawione (nie mówię, że ostra) lepiej mu smakowały. pewnych składników długo mu nie podawałam, bo się po prostu bałam. ale teraz już je wszystko. a co najbardziej uwielbia? wszelkie OWOCE!
z kuchnią rozsądnie zrobiliście. my mamy taką kuchnię, że nie da się bramki zamontować. przez pewien czas zagradzałam kuchnię pufą, ale jak zaczął się wspinać na tą pufę, to straciło to sens.
MamoMateuszka zdecydowanie przesadzasz - a twoi znajomi i znajomi znajomych to w ogóle jakieś dziwne postacie, którym się przytrafiają same okropności. Jak się ma małe dzieci to nie stawia się wrzątku na skraju szafki, czy kuchenki - a nawet jeśli to się dzieci pilnuje, a nie izoluje od otoczenia bramkami, blokadami itp. Może w ogóle je do klatki wsadzić i wyjąć niemotę jak skończy 3 lata. A koleżanka która dostaje dziwnych chorób skórnych kupując ciuchy w lumpie to pewnie przez to, że ich po zakupie nie pierze, bo normalnie to ze dwa prania wystarczą i przykry zapach znika.
OdpowiedzUsuńJa kupiłam wózek z allegro,ciuchy kupuję w lumpie, bo przynajmniej ładniejsze niż te,co można w sklepach markowych dotać, a potem pół osiedla chodzi tak samo ubrane, tańsze a i jakość ich dużo lepsza.Szukam "okazji" w necie bądź w marketach. Tylko jakoś do mleka z kartonu na razie nie mogę się przekonać, chociaż młoda nigdy żadnych problemów z krowim białkiem nie miała.No cóż,czasem w głowie siedzą jakieś smoki nie do pokonania...Pozdrawiam wszystkie mamuśki!
OdpowiedzUsuńMamo Mateuszka z tymi lumpeksami to jest tak że są one bardzo różne, z reguły te molochy są bardziej śmierdzące, a w tych mniejszych nastawionych jednak na jakość a nie na ilość można naprawdę świetnie i oryginalnie się ubrać często w rzeczy nieużywane. Oczywiste jest że nie kupuje się tam odzieży osobistej. Ale wolę kupić synkowi tańsze np. spodenki i się nie stresować że je wybrudzi czy podrze. To jest oczywiście moje zdanie bo taki ze mnie dziwak, że nie znoszę galerii handlowych, sklepów sieciowych i hipermarketów.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o zabawki to dla nas, a tym bardziej dla naszych rodziców nie było tych edukacyjnych i jakoś nikt na tym umysłowo i fizycznie nie stracił. Mój syn ma 7 miesięcy i uwielbia gazety, ulotki i wszystko co może pognieść i podrzeć. Ja uważam że im prostsza jest zabawka tym większe daje pole do popisu dziecku; drewniane klocki, proste autka, zwykłe pluszaki i grzechotki. Przyznam szczerze że nie znoszę tych wszystkich świecących, grających i gadających zabawek.
A jeśli chodzi o jedzenie to mały jest na razie na mleku modyfikowanym i słoiczkach, ale jak skończy rok to przemogę moją niechęć do gotowania. Na razie zamiast babrać się w kuchni wolę się z mały pobawić albo mieć chwilkę dla siebie:)
to ja jeszcze cos dorzuce od siebie... w uk podaje sie pelnotluste mleko krowie od 12m-ca zycia i generalnie mozna juz podawac wczesniej a formula jest tylko zalecana ze wzgledu na te wszysykie witaminy, ktore zawiera. I przeciez na dobra sprawe to juz od 6-go miesiaca dzieco je jogurty, zolty ser itp a przeciez to wszystko jest na bazie mleka krowiego ;)
OdpowiedzUsuńA warzywka ekologiczne? Nie wiem ja w PL ale tutaj one zawsze jakies takie ladniejsze, swiecace, i rowniotkie sa... u mojej babci w ogrodku rosly rozne warzywa i owoce i jakos nigdy marchewa nie byla sliczna i prosta a raczej wykrzywiona, kada innej wielkosci i czasem podgryziona przez jakiegos slimaka czy innego robala i to bylo naturalne.
co do lumpeksow to dziewczyny juz chyba wszystko napisaly... wiadomo, ze trzeba wyprac raz czy dwa zanim sie ubierze no i bielizny bym tez nigdy nie kupila uzywanej... zreszta ja nawet jak nowy ciuch w sklepie kupuje to tez wrzucam do pralki zanim ubiore pierwszy raz.
a zabawki? moj 4latek wlasnie odkrywa w ogrodku mrowki i karmi je kawalkami swojej kanapki :D
Moje dzieci miały sporo używanch ubranek, ale były to rzeczy po kims znajomym. Oczywiście kupuje nowe rzeczy, ale bez jakiś eksrawagancji. Sporadycznie coś z lumpeksu, jak naprawdę coś fajnego sie trafi. Nie kupowałam tam ubranek niemowlęczych. Oddkąd pojawiło sie młodsze chomikuje ubrania starszego, przydadza sie nawet do "latania koło domu". Niezniszcone ciuszki młodego wydaje niech ktoś inny też zaoszczedzi.
OdpowiedzUsuńMyslę ze nie warto kupować b.drogich, "fimowych" ubrań dla małych dzieci, no chyba że ktoś zarabia krocie lub wie że bedzie to nosic jeszcze nastepne dziecko.
Łóżeczko moje dzieci odziedziczyły po ciotecznym rodzenstwie i pierwszy wózek starszego tez był używany. Młodemy kupiliśmu nowy w cenie nawet umiarkowanej. Decydujace było podwozie : wieksze koła i zawieszenie na pasach, by nie trzesło po leśnych dróżkach. Okazał sie ciut za ciężki ale słuzył nam dłużej niż sąsiadom 3xdroższy z którego mluch szybko wyrósł.
I jeszcze o jedzeniu. Karmiłam piersią. Pierwsze dziecko - bo wszystkie kobiety wokół karmiły więc było to naturalne jak.. odychanie. Drugie - bo wiedziałam już że UWIELBIAM karmić..
Ale gdzieś po drodze pojawiła się refleksja że wybrałam tańszy i wygodniejszy sposób.
Zupki gotowałam. Miałam jednak ten luksus że warzywa były głównie z babcinego ogródka 100 % ekologii. Ale jakiś słoiczek zawsze był na wszelki wypadek.
Nie wydawałam także majatku na kosmetyki dla niemowląt. Bo te tradycyjne w umiarkowanej cenie sprawdziły się doskonale.
Odradzałaby natomiast kupowanie b.tanich pieluch. Są w wiekszosci sztywne, mniej chłonne, odpinają się itd..
Chyba każda z Nas umiar rozumie inaczej :) W naszej rodzinie naprawdę się nie przelewa - żyjemy z jednej pensji męża, a niestety nie są to pokaźne sumy :) Jednak mam pewne zasady jak choćby to, że nie kupiłabym dla mojego synka ubrań w lumpeksie! Ja mogę chodzić w porwanych kilkuletnich dżinsach, mój syn może nosić ubrania made by TESCO, ale muszą być to rzeczy nowe. Wprawdzie ma kilka używanych ubranek ale po dzieciach z rodziny. Nie wyobrażam sobie ubrać go w coś po obcym dziecku.... Może to dziecko na coś chorowało.... Jakoś bym się bała. Poza tym na allegro i na wielu fajnych stronach można kupić naprawdę fajne, nie drogie ubranka. Mamy mało markowych ciuchów, ale też nam się zdarzają. Uważam, że nie warto kupować drogich ubrań znanych marek, co z tego, że po 3 praniach ciuch jest do wyrzucenia - mój syn i tak już z niego wyrastał :) Poza tym w markowych sklepach też są super promocje - ma taką fajną kurteczkę, naprawdę super z Marks&Spencer kupioną w komplecie z 2 bawełnianymi bluzeczkami pod kolor kurtki za o zgrozo 39zł. Jak się chce to można "wychodzić" fajne ubrania w fajnej cenie (wolę poświęcić mój czas niż ubrać w lumpeksie brrr!!!!)
OdpowiedzUsuńCo do zabawek to mojego synka równie bardzo fascynuje mata edukacyjna i łyżeczka do herbaty, w zależności od nastroju. Bawi się czym ma ochotę. Sama nie kupiłam mu jeszcze ani jednej zabawki, a ma ich mnóstwo i prostych grzechotek i pluszaków, po świecące cuda wianki. Na razie jest malutki i interesuje się wszystkim, ale jak będzie starszy będzie się mógł bawić zarówno wypasionym samochodzikiem jak i drewniana łyżka plus garnek - sam wybierze. Zabawki - nie zabawki maja to do siebie, że chyba bardziej rozwijają wyobraźnię niż te edukacyjne, ale co mu się bardziej spodoba na razie nie wie nikt :)
Następna sprawa - wózek. Mamy z mężem to szczęście, że mieszkamy sami w wynajmowanym, malutkim mieszkanku na obrzeżach Warszawy. Niestety jednak są to peryferie i na większe zakupy muszę jeździć bliżej centrum. Kiedy wybieraliśmy wózek, najważniejsze dla nas było aby łatwo się rozkładał, był lekki, miał dobre amortyzatory, pompowane koła i aby można było na ramę od wózka przymocować fotelik samochodowy. W sklepie okazało się, że takie wózki 3 w jednym kosztują około 2 tys. złotych najtańsze, ale się nie poddałam. Szukałam po różnych stronach, na allegro, aż znalazłam ofertę z likwidowanego sklepu. Kupiliśmy wózek za niecałe 600zł, już z dostawą do domu. Nie wydaje mi się żebym przepłaciła gdyż mam gondolę, spacerówkę i fotelik samochodowy (ze wszystkimi atestami itp.) zgrabny, mały, lekki. Pewnie gdybyście spotkały mnie na spacerze powiedziałybyście, że wydałam na niego majątek i jestem nie wiadomo jaka paniusia - a ja musiałam mieć taki wózek żeby przemieszczać się z synem po mieście :)
Co do obiadków, zacznę podawać zupki za miesiąc to Wam powiem (ja jak byłam mała bardzo nie lubiłam słoiczkowego jedzenia i plułam nim na prawo i lewo, za to zupki gotowane przez tatę wciągałam z prędkością światła) zobaczymy jak będzie ze szkrabem.
OdpowiedzUsuńPieluchy przetestowałam wszystkie od wyprodukowanych dla biedronki po znane marki i z całą stanowczością muszę stwierdzić, że w naszym przypadku tylko pampers - od innych dupka poodparzana, odciśnięte ślady na nóżkach, kupa w piętach itp. nieprzyjemności. Kosmetyki mamy rożne - chusteczki do tyłka z selgrosa za 2,1zł, żel do mycia Jonson za 12zł, ale balsam do ciała Vichy za 80zł (sama nigdy nie miałam tak drogiego - kupiła nam babcia, bo dostaliśmy kiedyś próbkę i uważam, że jest naprawdę super, poza tym chyba się opłaca bo jest bardzo wydajny. Smarujemy młodego po każdej kąplieli (a kąpiemy albo codziennie albo co 2 dzień i próbka starczyła nam na 2 miesiące)).
Rózego rodzaju przedmioty: posiadam laktator, który został zakupiony jak była w szpitalu (młody urodził się dość mały w 37tyg i nie miał siły na moje płaskie brodawki, a mlesio było). Nie posiadam ani sterylizatora, ani podgrzewacza, ani niczego takiego - z racji tego, że uważam, że świetnie mogę sobie poradzić bez tego, a nie mam nadmiaru pieniędzy zrezygnowałam z tego typu przedmiotów.
Reasumując uważam, że na niektórych rzeczach można oszczędzać a na innych nie. Moje dziecko będzie zawsze chodziło w nowych ciuchach (choćby miały być wyprodukowane dla TESCO (swoją drogą nie są takie złe te ubrania z TESCO miał kilka śpioszków i wyrósł zanim się zniszczyły, a kosztowały 9zł za 3 pary), ale kupuję chusteczki za 2zł i nie ułatwiam sobie podgrzewaczami i sterylizatorami. Pozwalam synowi, by super bujak z grzechotkami i wibracjami (prezent oczywiście) stał sobie w koncie podczas gdy on pakuje sobie do buzi małą łyżeczkę :) Tak wygląda mój zdrowy rozsądek.
P.S Tak się rozpisałam, że mi się nie chciał zamieścić...
Mamo Mateuszka, Natasiak -
OdpowiedzUsuńmoże ja źle piorę, ale połowa nowych rzeczy, które kupuję dla Krewetki, po kilku praniach wygląda jak ścierki. w lumpeksach bardzo często są rzeczy z Marks&Spencer, po praniu w temperaturze 90 stopni (półtorej godziny pierze czy dwie nawet...) naprawdę uważacie, że coś w tym siedzi? kiedy Krewetka skończyła rok, stwierdziłam, że raz mogę wyprać jej ubranka w moim proszku, zobaczyć jak zareaguje. nie zareagowała kompletnie, więc piorę teraz już w "normalnym" proszku. fosforany olewam ciepłym moczem (i patrzę, jak więdną:)).
do wszystkiego naprawdę trzeba podchodzić z umiarem, rozumiem, że każdy ma swoje jakieś fisie, ale to naprawdę żadna różnica, czy sprzedawcy (w sklepie i na allegro) i ludzie produkujący te nowe ubranka kichają na nie, chorują na jakąś chorobę skórną i ich dotykają, czy w ubranku z lumpeksu chodził dzieciak z przeziębieniem.
się pierze i z głowy.
nie znam ani jednego przypadku zarażenia się czymkolwiek u ludzi, którzy kupują w lumpeksach, to o czym piszesz, MM, to pierwsze w życiu. ale może są ich tabuny i się ukrywają. przecież by jakoś ostrzegali innych, prawda?
co do wchodzenia do kuchni - niestety wraz z dzieckiem nabywa się w pakiecie także i dyskomfort pilnowania jego bezpieczeństwa. mi to także nie jest na rękę, ale co począć. nowe?:)
nie można całego domu obłożyć bramkami i poduszkami. gdzieś są nawet kaski na głowę dla raczkujących dzieci, bo "mocniejsze uderzenie się w głowę w tym wieku może spowodować nieodwracalne uszkodzenia mózgu".
ja rozumiem, że niebezpieczeństwo czegoś staje się nagle bardzo bliskie Twojemu domowi, jeśli wydarzyło się to u Twoich znajomych, ale nie daj się zwariować.
przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, uważam, że macie prawo mieć swoje dziwne (dla mnie) przekonania, ja mam też różne swoje dziwne. ale żyjemy w XXI wieku i większość rzeczy da się naukowo sprawdzić. może z lumpeksami nikt tego nie robił, ale zawsze, myślę trzeba patrzeć na jedno: co dziecko na to.
i to jest podstawa.
jeśli źle reaguje na cokolwiek, to przeciez go do tego nie zmuszam (z wyjątkiem przyjmowania Ibumu:))
pozdrawiam wszystkie matki-wariatki!:)
Ienn ja nie twierdzę, że na pewno mój syn załapie coś z ubrania z lumpeksu, ale po prostu jestem anty i już. Jakoś mi to nie pasuje. Tak samo używane zabawki czy tym podobne rzeczy. Wolę zaoszczędzić gdzie indziej, a ubranka dorwać fajne i nie za drogie. (Słowo nie zniszczyły mi się te śpiochy z TESCO a młody z nich wyrósł). Może mam takie podejście bo sobie też nigdy nie kupiłam nic w lumpeksie... Zajrzałam kilka razy i jakoś obrzydzenie mnie wzięło....
OdpowiedzUsuńCzytam Was dziewczyny i przyłączę się do dyskusji...
OdpowiedzUsuńmoje bliźniaki od 4 miesiąca mają ciuszki prane w naszym proszku z naszymi ciuszkami. Ciuszki z lumpeksu i od znajomych. Jedyną odzież jaką im kupiłam to wyprawka i ubranka do chrztu.
Brzdące mają ponad 2 lata są żywe, energiczne i wszędzie ich pełno. Ani ciuszki z lumpeksu im nie zaszkodziły, ani nasz proszek. Są od dawna zaprzyjaźnione z gromadą ślimaków, mrówek i robaczków. Czasami zdarza im się zjeść coś z ziemi, bo upadło... Żyją, mają się dobrze i chorowały raz... na ospę:) nie licząc katarów i innych mniejszych dolegliwości:)
Ich szczęście i uśmiechnięte rumiane buzie nie są zależne od ciuszków, czy gadżetów. Bawią się zabawkami, garnkami, talerzami, łyżkami... a propos łyżek to "naszymi" widelcami jedzą od 10 miesiąca (plastikowe, kolorowe, dziecięce wyrzucały) i nigdy im się nic nie stało- oczywiście ku wielkiej dezaprobacie babć i cioć!
Pozdrawiam i życzę szczęśliwych, zdrowych dzieci- TO NAJWAŻNIEJSZE, ale oczywiście według mnie:)
Właśnie dziś wyruszyłam na zakupy ciuchowe dla mojej córki i oczy wyszły mi z orbit, jak zobaczyłam ceny np. 5.10.15. Ja też nie kupuję w lumpeksach, bo mnie odrzuca i szkoda mi pieniędzy na drogie ubranka, ALE... Kupiłam dzisiaj parę fajnych ciuszków właśnie w 5.10.15 na kolejny sezon z przeceny, albo na ten sezon, ale ze starej kolekcji. Im dłużej się czeka, tym bardziej tanieją. To samo w innych sklepach, np. w H&M. Do tego rundka w TESCO- są tam i tańsze i droższe rzeczy. Kupuję albo tańsze albo też z przeceny. Od body, po pajace, koszulki, śpiworek do spania wszystko się super pierze, bawełna jest dobrej jakości /można trafić też byle co, wystarczy podotykać/. Do tego jakieś ciuchy choćby z biedronki- np. body były prane i gotowane bardzo często i padły dopiero po starciu z marchewką, ale z powodu plam a nie innych uszkodzeń. Wszystko to po kilka, kilkanaście złotych. I nic nie zniszczyło mi się zanim mała wyrosła. Do tego Allegro, ciuszki po rodzinie i na prawdę za grosze można ubrać dziecko w nowe i sprawdzone ciuszki. Z dziewczynką jest jeszcze o tyle łatwiej, że dzisiaj kupiłam jej 3 super sukienki /za 10-15zł/, które teraz ma do kostek a za rok założy przed kolanko. Ale tak jak napisałam lumpeks mnie odrzuca, może u mnie jest jakiś trefny. Ale chyba jednak bałabym się założyć dziecku ciuszki z dobrego lumpka ale dezynfekowane. Nie mam 100% zaufania do pralki:)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu wpisu siedzącej mamy dodam jeszcze, że nie mam hopla na punkcie czystości. Mała ma 5,5 m-ca, wychowuje się z psem i często pies jej m.... liże :D Do tego spełza z maty na dywan, który sterylny nie jest. Ale ja się nie boję bakterii, które znam. Pies jest duży, ale czysty i nie wypuszczany sam poza ogrodzenie i zarazki wokół też nasze. Założę się, że jak za rok nie upilnuję córki, to będą jeść z psem z jednej miski, albo mała będzie wyjadać ziemię z doniczek czy wylizywać nasze buty... Cudzych zarazków jednak boję się jak ognia:)
OdpowiedzUsuńNie dość że wszystko takie drogie to jeszcze macierzyński mega krótki a na wychowawczym radź sobie sama kobieto! Albo idź do pracy - jeśli zarobisz na opiekunkę...ale to już inna sprawa.
OdpowiedzUsuńI dziwią się że dzieci mało się rodzi...ehhh
lenn całkowicie się z Tobą zgadzam :) jak dla mnie to odgradzanie dziecka to takie pójście na łatwiznę, albo po prostu przesada. Zależy też pewnie od dziecka, nie każde da się upilnować. Wiecie co pamiętam jak mój teść powiedział "nie kupujcie dla dziecka nic używanego (chodziło o wózek) bo tak się choroby przenoszą!!!) co dla mnie wydawało się paranoją, ale widzę że wiele z was ma podobne zdanie. Dobre pranie i naprawdę nie wydaje mi się by zostały tak jakieś wirusy. To znaczy że skoro moja córcia przeziębi się to jest to wina bluzki którą ma po kuzynce?
OdpowiedzUsuńIle razy będąc w Realu kupiłam jakieś body z wyprzedaży za grosze - wcale ich teraz nie zakładam bo dekolt to mają taki cudny że mojej małej wystają ramiona i niefajnie to wygląda, może w gorące dni się przydadzą... Pewnie pechowo trafiłam.
A poza tym to lenn napisała chyba za mnie wiele rzeczy ;)
Dziecko też człowiek :) To może do przedszkola córki nie poślę, bo tam tyle ludzi, a niewiadomo kto to i z jakiego domu, jeszcze ją ktoś dotknie swoimi brudnymi łapkami i co będzie? Chyba jakaś zacofana jestem albo dziwna, conajmniej.
Jeszcze jedno sobie pomyślałam...że gdybym zwracała taką ogromną uwagę co się dzieje na świecie, jakie są choroby, jakie wypadki to chyba nawet bym dziecka nie chciała mieć, bo przecież zawsze coś może mu się stać, tyle zła wokół...nie dajmy się zwariować...
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu, ale mam wrażenie, że moje, MamyMateuszka i Kingi negatywne nastawienie do lumpeksów odbieracie jako próbę zalaminowania dziecka! Ja nie odgradzam dziecka od zarazków, nie mam hopla na punkcie sprzątania, mam ubranka po dzieciach z mojej rodziny, nie wygotowuje butelki przed każdym karmieniem, a ostatnio mój 3,5 miesięczny synek patrzył jak mam gotuje w kuchni wyciągając po wszystko rączki co skończyło się daniem mu obranej i umytej supermarketowej marchewki (swoją drogą lizał ją strasznie się krzywił, oglądał i znowu lizał :P). Po prostu mówię nie lumpeksom i nie będę tam ubierała dziecka.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą naszła mnie jeszcze taka refleksja, że może niektóre mamy robią zakupy w lumpeksach bo chcą mieć markowo i modnie ubrane dziecko, a na nowe ciuchy znanych producentów ich nie stać. Zastanawiam się tylko próbą czego jest w takim wypadku "psioczenie" na matki z modnym wózkiem czy fajną zabawką, skoro same chcą by dziecko chodziło ze znanym logiem na piersi.... Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam. Oczywiście na pewno nie dotyczy to wszystkich matek robiących zakupy w "szmateksach". Tyle, że właśnie w niektórych postach widzę sprzeczność: wolę markowe ubrania z lumpeksu, "sklepowy wózek" a nie dla dziecka itp.
Sorki jeśli komuś sprawiłam przykrość, ale musiałam to napisać. Oczywiście mogę się mylić.
Mi nie sprawiłaś przykrości, bo nie zależy i nie zależało mi na markowych ciuchach :) przebierając w rzeczach nawet z resztą nie patrzę na markę tylko na stan, materiał i to czy ciuszek jest estetyczny, by moja córka nie wyglądała jak lalka barbie. Co do tych nieszczęsnych lumpeksów - sama kiedyś do nich nie zaglądałam, zapach mnie odpychał i po prostu nie mogłam. Jeszcze dwa lata temu nawet nie pomyślałabym, że mogłabym kupować w szmateksie. Zmieniłam zdanie gdy trafiłam do fajnego małego szmateksu i teraz mam takie dwa do których tylko chodzę. Nie lubię ogromnych hal z pudłami gdzie ludzie wydzierają sobie z rąk byle szmatkę. Nie dziwię się temu, że ktoś po prostu nie chce kupować używanych rzeczy. Dziwi mnie tylko to "przenoszenie chorób". Wózek mam używany ale żaden tam sklepowy tylko z jakiejś zwykłej polskiej firmy. Co do markowych ciuchów to zdaję sobie sprawę, że Disney itp są doskonale podrabiane, więc tak naprawdę metka z lumpeksu nie gwarantuje oryginalności.
OdpowiedzUsuńNatasiak, za próbę "zalaminowania" dziecka uważam odgradzanie, wygotowywanie kilka razy dziennie butelek, zabawek, bo bakterie...itp. A to skąd dziecko ma ubrania, dla mnie nie ma znaczenia. Ja wybrałam szmateksy. Choć teraz gdy córa rośnie, coraz mniej sensownych, niezniszczonych ubranek. Nie psioczę też na matki z fajnymi spacerówkami bo sama gdybym miała na to kasę to bym kupiła taki (spacerówka to moja bolączka ostatnio). Zabawki są super, to moja córka jest co do nich wybredna - byle tylko się coś tłukło o podłogę. Może gdy będzie więcej rozumieć, te "dziecięce" wrócą do łask...
Jeśli któraś mama odebrała moje wypowiedzi jako niemiłe - nie miałam takiego zamiaru. Czasem człowieka poniesie :)
Najpierw do Małgorzaty- bardzo mi się nie podoba, że obrażasz ludzi, których nie znasz. Mam ogromne grono znajomych i zawsze gdzieś coś się wydarzy, dlatego posiadam "namacalne" dowody swoich, jak to nazwałyście "fisi". Rozumniem (choć ciężko mi to pojąć) kupowanie ciuszków z lumpków dla wiekszych dzieci, takich rocznych ale nie dla noworodków i niemowlaków do tego 5-6 miesiąca(przyjętego umownie).. tutaj juz nie chodzi o bakterie i wirusy ale o ciężką chemię służącą do dezynfekcji ciuchów .. nie wiem może ja jestem zacofana ale nie wyobrażam sobie ubierania noworodka w rzeczy z lumpeksu, nie wiem gdzie kupujecie ciuszki że się Wam rozpadają po kilku praniach, ja nigdy nie miałam tego problemu. kupuję ubranka z H&M, Cherokee, tup-tup, 5.10.15 mam kilka z Next, lady bird czy george.. są super. Jak Mateusz był maleńki to kupowałam mu ciuchy 100% bawełna z polskich firm takich jak pinokio i te prałam w 90 stopniach ale pózniej już tylko w 40. Bramka oddzielająca cały dom od kuchni to cudowny wynalazek jak się ma w domu żywe srebro... i nikt nikogo nie zamyka w klatkach...w sumie to się uśmiałam, bo cudowna jest ta Wasza nadinterpretacja moich słów :))
OdpowiedzUsuńun-reveur - odnośnie wózka, wystarczy, że w czyimś domu był pies i się okaże zę dziecko ma alergie na sierść...wózek wypierzesz w 90 stopniach? będzie problem... ja wiem o tym się nie myśli, ale czasem i tak bywa.
Do lumpeksów mam uprzedzenie i nic tego nie zmieni, używane rzeczy po niewiadomo kim mnie odrzucają ale to jest tylko moje zdanie i ja nikogo nie deprecjonuję.. skoro Wam sie to sprawdza i pasuje to super, najważniejsze żeby dzieci były szczęśliwe :)
No właśnie :) a o wózku w sensie psich "pozostałości" pomyślałam, kupowałam od kuzynki która nie ma psa i miałam to na uwadze. Nie zniosłabym zapachu psiego no i ta sierść - tak jak mówisz, wózka się nie wypierze w pralce.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą zarówno na metce cherokee, next, george jak i na lumpeksowych ciuchach widnieje często napis made in china który nie gwarantuje Ci w przypadku najnowszych ciuszków, że nie miały kontaktu z jakimś chorym człowiekiem czy tymbardziej z chemią. W H&M bodajże made in turkey. Słyszałam ostatnio że podobno Victoria Beckham zajęła się produkcją eko-ciuszków hipoalergicznych ale myślę że moja mała nigdy takiego nie będzie miała (chyba że znajdę w szmateksie :D )
Co do zniewalania to chyba jestem na to uczulona słuchając jak moja znajoma ze strachu przed śmiercią łóżeczkową potrafiła nie spać całe noce i patrzeć się na córeczkę czy oddycha.
Swoją drogą to rzeczywiście niegrzeczne z nas mamuśki. Dziecko tylko zaśnie, mąż - pewnie tylko mój:( - w pracy, a my cyk - przed komputerek :) i o ciuszkach :) stuprocentowe kobiety ;)
OdpowiedzUsuńJa jeszcze chciałam dodać odnośnie wózka... Mamy nowy, bo tak się zdarzyło, nie analizowałam, że na pewno nie chcę używanego, ale... W święta wielkanocne byliśmy u mojej rodziny i młodemu nie zabraliśmy jego wóza. Mikołaj w pewnym momencie się strasznie zdenerwował i za cholerkę nie chciał się uspokoić. Ciotka zaproponowała, że może pobujamy go w wózku (jej córci, mojej siostry ciotecznej). Uznałam, że tam może się uspokoić, ale jak wsadziłam go do wielgachnej, głębokiej gondoli było jeszcze gorzej. Zastanawiałam się czemu, ale schyliłam się żeby go wyjąć i zrozumiałam - zapach. Każdy człowiek pachnie inaczej i takie przedmioty jak wózek bardzo przesiąkają woniami. Z tego co mi wiadomo malutkie dziecko na początku życia najlepiej ma wykształcony właśnie ten zmysł - po zapachu poznaje mamę itp. Ja w tym wózku czułam intensywny zapach dziecka (jakiejś mieszaniny kosmetyków, mleka i nie wiem czego jeszcze), ale nie mojego szkraba. Nie dziwię się, że zdenerwował się jeszcze bardziej. Wózka się chyba nie da wyprać/ wygotować....
OdpowiedzUsuńPytanie do mam mających używane wózki, co zrobiły z tym "zapachem"?
un-reveur Mój w delegacji, więc można powiedzieć, że też w pracy :/
OdpowiedzUsuńwózek który ja kupiłam był mało używany, czego miałam pewność. Nie "rzucał mi się do nosa" żaden charakterystyczny zapach, ale na pewno był mniej drażniący od zapachu nowego wózka który nie drażniłby mnie wcale, gdybym miała pieniądze na taki, który sobie wypatrzyłam w sklepie.
OdpowiedzUsuńDziecko od początku czuje różne zapachy - sam szpital to nie lada wyzwanie ;)
Mimo tego że nie czułam w tym wózku niczego szczególnego, wyszorowałam go najdokładniej jak potrafiłam i wysuszyłam na słońcu. Od początku stał się ukochanym wózkiem mojej córy, w którym od razu się uspokajała gdy była na nieznanym terenie :) ostatnio nie wzięliśmy go do rodziny i mała leżała w wózku swojej kuzynki - w ogóle jej to nie przeszkadzało. Ale to pewnie indywidualna kwestia.
mój ostatnio non stop nocki. Oboje mamy tego dość :(
OdpowiedzUsuńO rany a wy dalej o ciuchach z lumpeksu, to teraz z innej beczki, nie dawno jakieś 4 miesiące temu, sąsiadki dziecko miało szkarlatynę, bo w przedszkolu kilkoro się zaraziło. Po tygodniu córa dostała gorączki a po 3 dniach gorączkowania, wysypka. Okazało się, że to szkarlatyna, więc jak to ja matka wariatka dawaj na komputer i szukaj po necie o tej szkarlatynie i co się okazuje wywołują ją te same bakterie co anginę. Więc wystarczyło przejść przez korytarz a moja dziuba się zaraziła. I co powietrze też będziecie prać????
OdpowiedzUsuńSorki to taka małą dygresja ;-DDD
hmmm ale trochę nie rozumiem, to znaczy że źle robię piorąc ciuchy z lumpeksu? ;)
OdpowiedzUsuńdość o tych ciuchach idę spać dobrej nocy mamuśki ;)
no to ja z innej beczki, moja dziuba zaraziła się z powietrza w klatce szkarlatyną bo u sąsiadki dwa piętra wyżej córka była chora, po tygodniu moja zachorowała właśnie na tę chorobę i nawet nie widziała się z dzieckiem. Czy powietrze też trzeba prać??? to taka mała dygresja;-DD
OdpowiedzUsuńNatasiak - wózek odkupiony przez nas był dość mało używany, poprzedniczka szybko wyrosła z gondoli będąc jeszcze w wieku "przedsiedzeniowym" (wózek jest też spacerówką), ponadto praktycznie cały wózek był (jest) "pralny" - wkład do gondoli, budka, otulinki jakieś, wszystko. jak prałam wózek to zostawał sam smętny szkielet:)
OdpowiedzUsuńmimo wszystko bardzo się ciesze, że rozsądek i chyba jakaś babska solidarność nie pozwala nam się tu pokłócić i uszanować własne nawzajem zdania - tak jak pisałam, każda z nas ma swoje fisie.
oprócz tego chyba faktycznie nadinterpretowałam pewne wypowiedzi (tu przepraszam), ja chyba z kolei przeginam w drugą stronę, tak się boję, by mnie ktoś "normalny" nie wziął za matkę histeryzującą, że chyba robię co mogę, by się jakoś przed tym zabezpieczyć, pewnie i stąd mje "zdroworozsądkowe", nieco może niechlujne podejście do bachorka.
ale raz - tak jej jest lepiej
dwa - nasi protoplaści też tak mieli żyją
trzy - nie chce mi się:))))
cztery - co prawda, nie zawsze:)
pozdrawiam:)
o rany dwa razy wrzuciło hihihi ;-))))
OdpowiedzUsuńja tam kupiłam moim małym córom w lumpach ubranka począwszy od rozmiaru 56 a skończę, jak już same będą sobie kupować, ot moje sknerstwo ha
Jadzia widziałaś taką reklamę propagującą rzucanie palenia, gdzie facet chodzi od pasa w górę w takiej wielkiej kuli? No to już wiesz w co wsadzę mojego M. XD Chyba nie ma tu matki mającej jakiegoś bzika na punkcie zarazków, więc nie bardzo wiem do kogo to pytanie z praniem powietrza. Nadinterpretacje nie są dobre :/
OdpowiedzUsuńUn-reveur współczuję samotnych nocy.... Mój wyjechał dzisiaj rano, a wróci jutro przed południem, więc nie mam na co narzekać :)
Ienn a no chyba, że uprać... Ale nie wszystkie się da, chyba...
OdpowiedzUsuńIlekroć się staram, to i tak nie wychodzi mi to całe oszczędzanie. No nie umiem i już. A staram się jak mogę, tyle że to już taki typ ze mnie.
OdpowiedzUsuńNatomiast czasem kupię coś używanego i naprawdę nie uważam, żeby Młody (15 m-cy) miał mi od tego zejść (pod warunkiem, że nie jest to bielizna, bo wtedy zejdę ja).
I czasem wypcham mu buzię bułą, a czasem dam do zabawy: garnek, gąbkę (a raczej cały ich wagon), puszkę po mleku, klamerki, mojego klapka (dziwne ma upodobania), a czasem nie dam tego wszystkiego, więc bierze sam.
A teraz serio - nie przesadzajmy. Ja rozumiem, że inaczej się traktuje noworodka niż dziecko przez wielkie "D", ale dajmy maluchom doświadczać, eksplorować i brudzić się.
Wracając do oszczędzania, mój tata zawsze mi powtarzał: 'biednego nie stać na tanie rzeczy!' Szlag! Bardzo wzięłam sobie to do serca, Tato :)
Coś w tej mądrości jest, tylko nie zawsze drogie jest dobre, a często dobre jest drogie. Tak jest np. z pralką; lepiej kupić droższą która jest energooszczędna itp niż taniego prądożerce. Mój mąż ma zacięcie do robót mechanicznych i różnych naprawczych, więc czasem potrzebuje kupić jakieś narzędzia, zaciskam zęby i kupujemy te droższe, bo wiemy że dłużej posłużą i na siebie w końcu zarobią.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o zakupy w tesco czy innym realu to nie daje rady, za duże dla mnie, od razu dostaje bólu głowy a po kwadransie wręcz ataku paniki bo tracę orientację i nie wiem gdzie wyjście, nawet Ikea mnie przeraża, choć próbowałam.
A męża nie ma, naprawia auto znajomemu, jakoś trzeba dorobić na te ciuchy;-)
A jeśli chodzi o oszczędzanie to wzięłam się za domowy budżet, zrobiłam sobie w exelu kilka rubryk i liczę każdy miesiąc w kategoriach spożywcze, czystość, mieszkanie, auto, Kubuś itd. i po pół roku mam średnią ile na co wydajemy i jak planować żeby nie zwariować:)
Przejrzałam wasze wypowiedzi jeszcze raz i zwróciłam uwagę na watek bramki w kuchennych drzwiach. Wcale nie uważam tego za jakiś "fiś" tylko drone ułatwienie dla matki. Też kiedyś taka mialam miedzy pokojem a kuchnią. Maluch bawił się w pokoju jak w dużym kojcu, często stał przy furtce i obserwował co robię. A mnie czynności kuchenne szły sprawniej niż z berbeciem petającym sie pod nogami.
OdpowiedzUsuńDrogie Mamy!!
OdpowiedzUsuńMam 22lata i od dwóch lat jestem mamą.Spadło to na mnie nagle.. nie miałam pracy, mąż dopiero rozkręcał biznes. Słowem byłam bez kasy... Pomogli mi wtedy bardzo rodzice pampersy, mleko Ha(zalecenie lekarza, ja straciłam pokarm tydzień po porodzie) chusteczki itp. wszystko kupili oni. Wózek i ciuszki dostałam od rodziny, sama troszku kupiłam. Ale w miarę przybytku pieniędzy "apetyt" zaczął rość. Dostałam prace interesy dobrze szły więc dlaczego nie kupować zupek w słoiku? Są szybkie i wygodne, mleko w nocy robi mąż, a pieluchy tetrowe? Szkoda wody i proszku!! Teraz dobrze nam się powodzi kupuje synowi ubrania oryginalnych firm nike puma adidas buty zresztą też. Jeśli sama na siebie dużo wydaje czemu moje dziecko ma chodzić gorzej ubrane niż ja?? Nic złego nie widzę w kupnie nowych markowych ubrań, jeśli dziecko pochodzi w tym nawet dwa miesiące, sobie nie żałuje to czemu jemu mam żałować? A za zupy w słoiku pampersy dziękuje wynalazcy bo jak byłam miła stać przy garach i potem jeszcze miksować te zupy to bym oszalała nie znoszę gotować:D Co do ciuchu puchu to jest spoko sama tam zaglądam można kupić coś fajnego za małe pieniądze.
jak już któraś napisała: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)
OdpowiedzUsuń